x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
(wzięte z krótkiego opisu)
Po przeczytaniu mangi dowiedziałem się, że będzie anime na jej podstawie. Podjarałem się jak lasy w Australii, ale niestety, TOEI chyba cały pieniądz rzuciło w jednocześćiową sukienkę i odgrzewanego super bojownika. A szkoda.
8/10 kliknij: ukryte za walkę z minotaurem, potem było już tylko gorzej.
Re: DBS
Teraz czasy się zmieniły, ja nie chodzę do piątej klasy, tylko skończyłem studia i pracuję (omg omg omg co ja robię z życiem), a od stworzenia DBZ minęło 26(!) lat. Nie można trzasnąć tego samego co ćwierć wieku temu i liczyć, że będzie na równie dobrym poziomie – bo poziom się podniósł. Zarówno graficznie, jak i w kwestiach fabuły wszystko poszło do przodu i na tle innych serii DBS wygląda teraz jak dinozaur. I nawet efekt nostalgii nie jest w stanie tego pokonać. Teraz „pojawił się zły i jest zły, a dobrym z nieba spada powerup ponieważ scenariusz” nie jest opowieścią fabularną. Takie podejście mi już nie wystarcza.
Dlatego kontynuację DBZ – w takim samym stylu, z tymi samymi żartami i zastosowanymi trikami uważam za skok na kasę, nie za wymyśloną konkretną historię, którą autor chciał się podzielić z ludzmi, bo była taka dobra i interesująca.
Re: DBS
Pierwsze odcinki to przecież wszystko co najlepsze z dotychczasowych serii. Mamy tu perełki takie jak:
-„He he, ale ten Goku niezdara, jest taki silny, że robi rozpiernicz dookoła.”
-„He he, ale ten Mr. Satan zabawny – taki słaby a udaje silnego i boi się Buu, he he!”
-„He he, ale ten Vegeta sztywny i w ogóle nie imprezowy, jak on się nie wtapia w społeczeństwo, jakie to zabawne!”
-„Uooo walka dzieciaków (które kiedyś kopały zadek Buu, przypominam) z Panem Wonżem taka emocjonująca, biją się o słoik wody, stawki takie większe niż życie, wow.”
-„Ojoj, zły bohater taki zły i niedobry, bo się obudził ze zwrotu fabularnego i teraz sieje zło, ponieważ powody.”
Nie chce mi się dalej wymieniać, no ale czego tu nie lubić?
A jeśli fabuła pójdzie tropem z filmu, i pojawi się znowu kwestia kliknij: ukryte „jeśli pięciu dobrych Sayian chwyci się za ręce i pomodli to stworzo Supero Sayiano Goddo”, to ja dziękuje, jak to nie jest słabe prowadzenie historii, to już nie wiem co nim może być.
Tak, wiem, w tego typu animu nie chodziło nigdy o fabułę. I szkoda, bo dobrze przemyślany przeciwnik stanowiący REALISTYCZNE zagrożenie to 3/4 sukcesu (patrz nowy Joker, Handsome Jack, czy jakiś inny Sephiroth).
Re: 3 rzeczy.
Z drugiej strony wyglądało, jakby stara po prostu się martwiła o młodą i poprzez bycie dosadnym (trollem) chciała doprowadzić ją do pionu. Ale w tej serii nie, „będę ją wkurzać i uprzykrzać życie jak mogę, bo powody”. Tak samo spotkania 8‑mana z Haru były raczej przypadkowe – a to w sklepie, a to na fajerwerkach. W tym sezonie ewidentnie starsza siostra zamieniła się w stalkera i wydzwania do wszystkich i wszędzie za nimi łazi. Tsu‑Yandere jak nic.
3 rzeczy.
1. Yukinoshita. Urok 1 sezonu polegał na ukazaniu jej utarczek słownych z głównym bohaterem. Jej celne riposty i szczere do bólu komentarze nadawały pewien klimat. Ten sezon? Yukinon snuje się, robi smutne minki i uśmieszki, a w przeciągu całej serii gnoi kogoś bodajże raz.
2. Plejada bohaterów drugoplanowych. Najgorzej prezentuje się Haru‑nee. Z lekko wścibskiego trolla zrobiła się z niej wredna s*** oraz stalker, i nikt tak na prawdę nie wie po co. Do tego przejawia zdolności nadprzyrodzone, bo kliknij: ukryte w odcinku z ciastkami łazi za Octavianem i jak papuga powtarza „is this the real thing?”. Skąd ona w ogóle wie, że 8‑man to kiedykolwiek powiedział? Jasnowidz jaki, czy co?.
Eh – meh.
DBS
noice
Tak jakby twórcy chcieli „grać na czas”, żeby za szybko nie nadgonić wydarzeń z mangi? Są nawet czasem dość długie retrospekcje z poprzedniego odcinka(!). Dlatego zapraszam do czytania mangi, bo jakoś tak lepiej wypada, mniej irytuje.
ekhm, ekhm.
na Donten ni WaraU!”
(mocny akcent na ostatnie „U”)
Anime, które pod względem fabuły było całkiem dobre, straciło strasznie dużo ze względu na ewidentnie mały budżet – co widać szczególnie na koniec.
Zabrakło pieniądza, żeby dobrze pokazać walki i nadać starciom trochę emocji (zamiast pokazywać nieruchome postaci, albo pomijać je w ogóle).
Zabrakło pieniądza na… tak jeszcze z 12 odcinków, podczas których moglibyśmy się zżyć z bohaterami, poznać ich historie dokładniej, niż w dwóch zdaniach, oraz nie oglądać takiego pospiesznie sklejanego końca, w którym autorzy zrobili listę „wątki, które należy zamknąć”, po czym lecieli po kolei z góry na dól.
TL;DR:
Anime ponadprzeciętne, ale bieda nie pozwoliła mu być wybitnym 6/10.
Jeszcze co do filmu, kliknij: ukryte to czy „blondyneczka” przejawiała wcześniej jakieś uczucia do bohatera, czy tylko na potrzeby filmu taka się stała? Bo szczerze mówiąc nie pamiętam jej kompletnie…
po 6 odcinku
Ktoś (jakiś nadnaturalny byt może?) wymyślił poważną historię o księżniczce mocarstwa, która popadła w niełaskę, o drugiej, brutalnej, nieznanej stronie świata, o przystosowaniu się do nowych warunków i odnalezieniu w kompletnie odmiennej sytuacji życiowej.
A potem przyszli producenci (pewnie pijani po spotkaniu firmowym) i zaczęli krzyczeć: „Mechy! Dupa! Cycki! Smoki! Camel toe!" i pfuuuu, tak powstało Cross Ange.
:|
Jak ktokolwiek ma tą serie traktować poważnie, skoro sami producenci na zapowiedziach następnych odcinków wyśmiewają swoje dzieło, rzucając tekstami typu: „Reżyser uznał, że wrzucenie sceny w łaźni wystarczy zamiast fabuły”?
I byłoby to śmieszne, gdyby nie to, ŻE TO NAJWYRAŹNIEJ TAK WŁAŚNIE WYGLĄDAŁO.
Nie zrozumcie mnie źle, ja to oglądam, bo mi się, nie wiedzieć czemu, podoba, tylko muszę oczy zamykać* jak się lasie wypinają i mi przez to pół seansu ucieka. No, trzy czwarte.
* Nie żebym się wstydził/brzydził, ale zbliżenia są tak duże, że damskie wdzięki na ekranie swoją potencjalną masą wytwarzają własne pole grawitacyjne i wyciągają moje gałki oczne z oczodołów. Do takich rzeczy są zdolne 23 calowe damskie POŚLADY.
Re: stanowcze i zdecydowane "raczej nie"
Dlaczego? Nie wiem – przewidywalność? Może w mojej małej głupiej głowce już dawno pojawiły się gagi wyśmiewające wszystkie schematy shoujo?
Klasycznie, zgodnie z kanonem anime: nigdy się nie dowiemy.
Re: stanowcze i zdecydowane "raczej nie"
Oglądając takie serię zastanawiam się zawsze, czy Japończycy są na prawdę tak emocjonalnie niedorozwinięci, że tak w prawdziwym życiu wyglądają ich szkolne romanse :|
Ewentualnie powinien wyjść tylko film, bez serii, też by chyba było lepiej :)
Sam w sobie (dla tych, którzy nie widzieli/nie chce im się oglądać serii) też chyba daje radę, chociaż background na temat postaci drugoplanowych trochę poprawiłby odbiór całości.
kliknij: ukryte Faktycznie, film skończył się 10 minut za wcześnie – ich libe dich -> koniec.
W takim Kokoro Connect najciekawsze były momenty, gdy wątek romantyczny się rozwinął i bohaterowie byli już ze sobą w związku.
Re: wat.
Oglądając, hipotetycznie, ten odcinek (do czasu bezsensu i bredzenia który nastąpił później), nie wiedząc o jedenastu poprzednich, można uznać, iż będzie to zwykła opowieść o grupce znajomych i nowej dziewczynie w mieście. Jakieś slice of life/love story jakich było setki.
A nie dziwadło o nie wiadomo czym.
W porównaniu do wszystkich innych odcinków:
- nie było snucia się,
- nie było bezsensownych, urwanych dialogów (do czasu),
- bohaterowie byli bardziej naturalni, nie zachowywali się jak aktorzy w teatrze deklamujący swoje kwestie,
- żadnych dzikich akcji typu „Jesteś cool!”, albo… w sumie wszystko co się dzieje w tej serii to „dzikie akcje”.
Fabularnie ten odcinek do serii, faktycznie, nic nie wnosi, ale za to sam w sobie jest przynajmniej dobrym (... ech, do czasu) sensem.
Przynajmniej tak mi się wydawało jak to oglądałem.
wat.
I takie pytanie, ale teraz poważna rozkmina (nie wiem, to jest „zdecydowane być może spojler”, chociaż nie bardzo, wiec oflaguje):
kliknij: ukryte
1. Dlaczego Kakeru śpi w namiocie?
2. Dlaczego jego rodzina ma dom z dużym tarasem, na który NIE MA WEJŚCIA?
#glasslip_logic
[link]
Dlaczego ja to jeszcze oglądam?
...
słabizna
Poziomem „fabuły” przypomina kinówki Shippuuddeennaa (tak się to pisze?).
5/10 tylko za animacje i dźwięk.
Nie warto.
Można ewentualnie się spić i obejrzeć dla beki kwiatki takie jak kliknij: ukryte Killula przywracający prądem do życia martwą od kilku godzin dziewczynę z nożem w sercu. Ponieważ PLOT TWIST!!!!1oneone!
Mam od tego ludzi.
W skrócie:
Postaci snują się po mieście i nie potrafią o niczym konkretnie porozmawiać, bo muszą iść się dalej snuć.
Nie boli Cię może na przykład kliknij: ukryte pojawienie się taniej, damskiej podróby L, albo, co gorsza, TERRORYŚCI KTÓRZY NIE CHCĄ NIKOGO ZABIĆ I RATUJĄ LUDZI? :| Miało być o terrorystach! Terrorystach bomobowcach, powtarzam. Nie o nastoletnich detektywach ratujących świat, zagadkami logicznymi. Motyla Noga, no!
Zankyou what r u doin.
Zankyou. Staph.
im dalej w las...
8/10 -> 7/10 -> 5/10
Uwaga, proroczy spoiler:
kliknij: ukryte Na drugi sezon szykują „Grande Finale”, w którym:
Satomi odrzuci oświadczyny „Laski Na Którą Zabrakło Tuszu I Dlatego Jest Biała.
Pani doktór zrobi mu nową rękę i nogę, po czym umrze.
Zacięta walka z Kisarą, w której Enju zacznie się przemieniać, ale się rozmyśli i zostanie loli.
Człowiek w masce okazuje się ojcem głównego bohatera.
Na koniec cycata i bohater się pogodzą. Nożami w brzuch.
Kurtyna.
Oczywiście wszystko w ostatnim odcinku, bo jak wyciągać zwroty akcji z D, to na całego.
Powyżej średniej
Powyżej średniej, łatwe, proste i przyjemne, bonus punkty za małą sadystkę.
Co do recenzji (a co, jak wszyscy narzekają, to ja też chcę):
Faktycznie trochę przesadzona; jeśli komuś przeszkadza, że postaci zachowują się w każdym odcinku tak samo, zgodnie ze swoim ustalonym charakterem, to radzę przestać oglądać anime ;)
meh
Niby wszystko było, a jednak czegoś brakowało. Nie porwał mnie ten film.
7/10
easter egg orgy
Ogólnie klisza goni kliszę, sensu mało, i oglądam to jakoś bez emocji, ale na szczęście mam zajęcie dzięki plejadzie gwiazd wśród aktorów drugoplanowych ^^ Chyba to jedyny powód dla którego to dalej oglądam.
Można? Monżna.
No i te imiona bohaterów. Ktoś autorowi w dzieciństwie musiał kupić „Wielką Księgę Samochodów” i mu wpadła w ręce przy wymyślaniu imion ;]
Nawet ciekawe, polecam.
pomysł dobry
6/10, za OST.