Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 204
Średnia: 6,18
σ=1,67

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

La Corda d'Oro ~secondo passo~

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 2×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Kin'iro no Chord ~secondo passo~
  • 金色のコルダ セコンド・パッソ
Gatunki: Dramat, Komedia, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Gra (otome); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia, Męski harem
zrzutka

Cierpienia młodego Aoiego…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Od czasu zakończenia konkursu Kahoko Hino nie próżnuje. Udało jej się znaleźć pracę, którą godzi z chodzeniem do szkoły i nauką gry na skrzypcach, chociaż to ostatnie nie idzie jej tak dobrze, jakby sobie tego życzyła. Tymczasem do Akademii Seiso przybywają dwie osoby, które będą miały niemały wpływ na bohaterkę i jej poczynania. Pierwszą z nich jest nowy dyrektor szkoły, Akihiko Kira, człowiek opanowany i szczery do bólu. Drugą – Aoi Kaji, tajemniczy i szarmancki uczeń, który jest wyraźnie zainteresowany Kahoko. Na dodatek, w związku z nadchodzącymi uroczystościami miejskimi, uczestnicy konkursu muszą przygotować się do wspólnego występu, co nie okazuje się łatwe.

Z niecierpliwością czekałam na tę OAV. Zachwycona serią telewizyjną, spodziewałam się lekkiej i sympatycznej powtórki z rozrywki, przynajmniej dorównującej odcinkowi specjalnemu. Dostałam koszmarnie nudną, przedramatyzowaną i kiczowatą kontynuację, która zdeptała moje dobre wspomnienia i pozostawiła niesmak. Właściwie wszystko rozbija się o nowego bohatera, Aoiego Kajiego, granego przez obecnie niezwykle popularnego Mamoru Miyano. Gdybym nie wiedziała, że taka postać faktycznie występuje w grze i mandze, pomyślałabym, że całe to przedsięwzięcie ma być jedną wielką reklamą tego aktora. Odniosłam wrażenie, że po seansie La Corda D'Oro ~primo passo~ znudzony pan Miyano zgłosił się do producentów i poprosił, żeby nakręcili kolejną część, w której mógłby zabłysnąć. Gdyby ktoś miał wątpliwości: lubię tego aktora, uważam, że ma ogromny talent i znakomicie operuje głosem, stworzył wiele znakomitych kreacji i sprawił, że kilku postaci nie zapomnę do końca życia (między innymi Tamakiego z Ouran High School Host Club). Rzecz polega na tym, że rola blondwłosego księcia to chyba największa porażka w jego dotychczasowej karierze. Tak mdłego, irytującego i rozmamłanego bohatera już dawno nie widziałam. To taki Zero z Vampire Knight, tylko dużo bardziej. Patrząc na niego i słuchając jego wynurzeń człowiek ma ochotę wziąć pistolet i go zastrzelić, żeby się dłużej nie męczył. Najgorsze, że to właśnie jemu poświęcono najwięcej czasu antenowego, nawet Kahoko spychając na dalszy plan. Biorąc pod uwagę nieprzemyślaną i niedopracowaną fabułę oraz długość serii, wyszła rzecz średnio strawna nawet dla najwytrwalszych fanek gatunku i wspomnianego wyżej seiyuu.

Wyobraźcie sobie takiego snującego się, wzdychającego bezkręgowca, otoczonego pięknymi dekoracjami (ponieważ reszta bohaterów została sprowadzona właśnie do roli ruchomych rekwizytów), który przez prawie godzinę jęczy, jak to mu źle i że tak w zasadzie to on też by chciał znowu grać (bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że coś z muzyką go łączy), ale się boi. Powód, dla którego zrezygnował z muzyki, oczywiście jest cokolwiek śmieszny i świadczy tylko o tym, z jakim nieudacznikiem mamy do czynienia. Wątek występu uczestników konkursu i zmagania Hino ze swoimi słabościami zostały zupełnie zignorowane, poświęcono im zaledwie kilka nieznaczących scen. Nie rozumiem również, po co oprócz Aoiego wprowadzono nowe postaci, skoro ich kwestie można policzyć na palcach jednej ręki. Boli to tym bardziej, że teoretycznie miały one stanowić przeciwwagę dla wrażliwego, rycerskiego nowego ucznia i nawet przez te kilka minut obecności potrafiły wykrzesać z siebie więcej charakteru niż Mamoru Miyano przez całe dwa odcinki. Oczywiście mam na myśli gburowatego dyrektora i niejakiego Etou, ucznia z innej szkoły, o którym nie wspomniałam wcześniej. Obaj do najsympatyczniejszych osobników nie należą i w przeciwieństwie do reszty męskiej obsady nie trzęsą się nad Kahoko jak kwoka nad jajkiem, a wręcz przeciwnie. Seria mogłaby być dużo bardziej interesująca, gdyby panowie częściej pojawiali się na ekranie. Kolejną wadą jest ogromna przewaga momentów poważnych, smutnych lub wręcz „dramatycznych” nad komediowymi, których jest jak na lekarstwo. Chyba żadnemu bohaterowi nie oszczędzono rozterek i dylematów moralnych, chociaż tak naprawdę większość z tego stanowią codzienne problemy, które nie powinny nikomu spędzać snu z powiek. Ponieważ brak im przeciwwagi w postaci lekkich, odprężających scen, całość wydaje się ciężka i ponura. Seria sprawia wrażenie posklejanej z losowanych na chybił trafił fragmentów, które łączy jedynie obecność bohaterów. Oczywiście zdarzały się momenty całkiem udane: tutaj wybijają się chwile, kiedy bohaterowie grają, i o ile Hino wychodzi to bardzo słabo, o tyle występy Lena czy Ryoutarou są naprawdę godne uwagi. Również koncert finałowy nie rozczarowuje, chociaż mógłby być nieco dłuższy. Przy okazji należy wspomnieć o zakończeniu, które tak jak w przypadku serii telewizyjnej jest otwarte i pozostawia jeszcze większy niedosyt.

A teraz niespodzianka. Nie uważam czasu poświęconego tej produkcji za stracony, jestem nawet skłonna napisać, że wyśmienicie się bawiłam. Właściwie to płakałam ze śmiechu, chociaż wątpię, żeby taki był zamysł twórców. La Corda D'Oro ~secondo passo~ okazała się niezwykle udaną, choć niezamierzoną komedią, idealną do oglądania w grupie. Nigdy nie sądziłam, że to napiszę, ale z tego mogłaby być całkiem niezła seria shounen­‑ai. Nie moi drodzy, nie jestem nawiedzoną yaoistką. Ale kiedy obserwowałam zachowanie blond księcia i jego reakcje na spotykanych po kolei „kolegów” Kahoko (kulminacją była rozmowa wyżej wspomnianego z Ousakim), nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że z niego byłoby absolutnie cudowne uke, pasujące tak naprawdę do każdego. Być może taka opinia wynika z szampańskiego humoru, jaki towarzyszył mi podczas seansu, być może to wina wyjątkowo zniewieściałego sposobu gry Mamoru Miyano. Efekt jest taki, że wypatrzyłam fanserwis shounen­‑ai w serii, w której nie powinno go być. Inna sprawa, że gdyby faktycznie zrobić z tego anime o związkach męsko­‑męskich, to na dziewięćdziesiąt dziewięć procent byłoby ono lepsze od tego, co mi zaserwowano.

Od strony technicznej anime prezentuje się dobrze. Grafika właściwie nie różni się od tej w serii telewizyjnej: postacie są narysowane naprawdę ślicznie i drobiazgowo, dlatego nawet jeśli nie ma czego specjalnie posłuchać, jest przynajmniej na co popatrzeć. Trzej nowi bohaterowie to oczywiście wyjątkowo łakome kąski dla fanek przystojnych panów, chociaż mnie wystarczył Yunoki ze związanymi włosami. Jedynym drobnym zgrzytem były bardzo nieatrakcyjne mundurki, widoczne na początku pierwszego odcinka, które na szczęście zastąpiono potem starymi. Natomiast niesamowicie zawiodłam się na oprawie muzycznej, która w La Corda D'Oro ~primo passo~ stała na wysokim poziomie – i nie mam tu na myśli utworów klasycznych. W OAV możemy posłuchać tylko endingu, na dodatek bez animacji, ponieważ ściana napisów i miniaturowe migawki z odcinka nie zasługują na to miano. Piosenka pod tytułem The Score in Blue, śpiewana przez występujących w serii seiyuu, spokojnie dorównuje Crescendo, dlatego szkoda, że nie pokuszono się o odpowiednią jej oprawę. Brak utworu otwierającego zdziwił mnie, tym bardziej że twórcy mogli skorzystać z bardzo dobrego Brand New Breeze. Może gdyby serial prezentował się lepiej od strony fabularnej, nie zwróciłabym uwagi na taki szczegół, niestety wszystko razem wygląda tak, jakby całość była kończona w pośpiechu na kolanie i postawieni pod ścianą twórcy po kolei rezygnowali z różnych elementów.

La Corda D'Oro ~secondo passo~ mogę polecić tylko osobom z dużym poczuciem humoru i dystansem do oglądanych serii. Wszyscy fani poprzedniej części, którym przyjdzie do głowy potraktować to anime poważnie, srogo się zawiodą. To jedna z tych kontynuacji, które nigdy nie powinny powstać i jednocześnie przykład na to, że znane nazwisko niekoniecznie oznacza sukces.

moshi_moshi, 25 czerwca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Aniplex
Autor: KOEI
Projekt: Maki Fujioka
Reżyser: Koujin Ochi
Scenariusz: Reiko Yoshida