Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,11

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 127
Średnia: 7,38
σ=1,33

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Toaru Kagaku no Railgun OAV

zrzutka

Krótka historia z uniwersum Toaru Kagaku no Railgun. Tym razem jednak bez fanserwisu, za to z sensem i wdziękiem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Piotrek

Recenzja / Opis

Fabuła Toaru Kagaku no Railgun OAV osadzona jest gdzieś z boku głównej akcji serii telewizyjnej. Dla Mikoto Misaki, głównej bohaterki, przychodzi kolejny dzień jak co dzień. Nie różni się on niczym od tysięcy innych, tak więc dziewczyna może wreszcie cieszyć się spokojem, odpoczywając od ratowania swoich klonów, a także walk z szalonymi naukowcami i efektami ich eksperymentów. Wszystko byłoby zapewne pięknie, gdyby nie towarzyszące jej cały czas natrętne poczucie bycia śledzoną, które nie opuszcza jej dzień i noc. Podczas gdy Misaka jest coraz bardziej zaszczuwana, jej przyjaciółka, Kuroko Shirai, prowadzi śledztwo w sprawie związanej z pewną miejską legendą.

Określenie omawianej produkcji mianem serii OAV jest tak naprawdę nieco na wyrost. W rzeczywistości stanowi ona raczej coś w rodzaju odcinka specjalnego przedłużonego o jakieś 10 minut. Zasadniczo występuje w niej większość postaci ze ścisłego otoczenia głównej bohaterki, znanych z serii telewizyjnej, choć z racji niewielkiej objętości materiału większość z nich ma jedynie krótkie epizody. Z odcinka jasno jednak wynika, jak wielkim potencjałem dysponował serial Toaru Kagaku no Railgun (przez fanów nazywany też ironicznie „Toaru Kagaku no Lesbian”) i jak bardzo został on roztrwoniony za pomocą nadmiernego fanserwisu.

Największą zaletą OAV jest bowiem to, że z postaci, zwłaszcza z nieszczęsnych Kuroko i Saten, przestano robić zboczone idiotki, a zabrano się za pokazanie, że faktycznie coś sobą wnoszą, a nie stanowią jedynie niedorobionego elementu komediowego. O ile w serii telewizyjnej głównie grały widzowi na nerwach, tak w OAV wreszcie pokazane są jak pełnoprawne bohaterki z krwi i kości, a nie tylko cyckołapy i zarwikiecki. Gdyby cała seria Railgun była poprowadzona w ten sposób, to prawdopodobnie znacząco przebiłaby swą jakością pierwszą serię Toaru Majutsu no Index. Niestety poszło to w drugą stronę. Ten odcinek pokazuje dobitnie, jak wielki potencjał zmarnowała seria telewizyjna.

Pisząc o muzyce i grafice OAV w zasadzie mógłbym wkleić to, co Daerian powiedział rok temu o serialu. Oba tytuły wykorzystują niemal identyczne środki wyrazu. Nie zmienił się więc ani styl rysowania, ani tradycyjnie wysoki poziom szczegółowości grafiki, ani też mimika postaci. Nie dopakowano też OAV, jak to zresztą bywa w przypadku tego rodzaju produkcji, budżetem na efekty specjalne. Grafika pozostała więc taka sama, czyli na najwyższym poziomie.

Muzykę nieco przebudowano. Podkład zasadniczo jest niemalże identyczny jak w serialu, odrobinę drażniący, wydawałoby się, że tworzący dysonans z tym, co pojawia się na ekranie, ale jednocześnie budujący nastrój niepokoju i zwyczajnie atmosferę. Zresztą, wystarczą już pierwsze minuty, by docenić jej warstwę dźwiękową. Anime wita nas mocno industrialną ścieżką, w której elektroniczny dźwięk do złudzenia przypomina cykanie świerszczy lub cykad. W połączeniu z pogodną kreską od razu przenosi nas to w atmosferę wydarzeń. Niemal czujemy, że jest południe ciepłego letniego dnia w stechnicyzowanym, nowoczesnym mieście. Muzyka została też wzbogacona o nowy opening, nawiasem mówiąc bardzo nastrojowy i przyjemny, posiadający zrównoważoną, nieco melancholijną tonację oraz również zrównoważony, spokojny, choć moim zdaniem dużo słabszy ending.

Osobiście uważam, że OAV jest dużo lepsze od serialu, choć oczywiście trudno porównywać ze sobą produkcję 26­‑odcinkową i liczący zaledwie 30 minut „króciak”. Jednak z powodu dużo bardziej zwartej fabuły, pozbawionej idiotycznych przerywników i nadmiaru fanserwisu, ta produkcja po prostu stanowi kawał dobrego rzemiosła i zwyczajnie smakowity kąsek. Gdyby cała seria była taka, mogłaby stać się naprawdę genialna. Niestety otrzymaliśmy tylko krótki film. Cóż. I tak dobrze, że choć tyle.

Zegarmistrz, 9 czerwca 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Kazuma Kamachi
Projekt: Kiyotaka Haimura, Yuuichi Tanaka
Reżyser: Tatsuyuki Nagai
Scenariusz: Seishi Minakami