Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 10/10
fabuła: 10/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,88

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 851
Średnia: 8,69
σ=1,7

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Melmothia)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

One Piece

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1999
Czas trwania: ?×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ワンピース
Widownia: Shounen; Postaci: Piraci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Supermoce
zrzutka

Świat jest ogromny, a ciekawość głównego bohatera niezaspokojona. Podróż ku spełnieniu marzeń, która łączy grupkę niezwykłych piratów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Wypowiedziane dwadzieścia dwa lata temu na szafocie na chwilę przed śmiercią słowa legendarnego króla piratów, Gold Rogera, sprawiły, że na poszukiwanie jego skarbu – One Piece – rzekomo ukrytego na odległej wyspie niebezpiecznego morza zwanego Grand Line, wyruszyły setki piratów. Wody zaroiły się od wyjętych spod prawa poszukiwaczy przygód i skarbów oraz ścigających ich przedstawicieli „sprawiedliwości” – Marines. Lata, które nastąpiły po słynnej egzekucji, zaczęto nazywać erą piratów. W tak burzliwych czasach przygoda i niebezpieczeństwa czekają za każdym rogiem i naprawdę niewiele trzeba, żeby człowieka znalazły. Wychodząc im naprzeciw główny bohater, Monkey D. Luffy, wyrusza w świat, zostawiając za sobą wioskę, w której się wychował. Nie ma statku, nie ma załogi, a co gorsza, w wodzie idzie na dno szybciej niż kotwica. Zjadł bowiem jeden z rzadkich Diabelskich Owoców (Akuma no Mi), Gomu Gomu no Mi, dzięki któremu jego ciało zyskało wszystkie cechy gumy, ale przez który w wodzie bohater traci wszelką siłę. Niemniej jednak chłopiec chce zostać Królem Piratów i znaleźć One Piece. Co prawda rozpoczynanie kariery wielkiego korsarza od dryfowania w beczce na pełnym morzu może się wydawać niezbyt obiecującym początkiem, ale Luffy nie należy do ludzi, którzy przejmowaliby się szczegółami. Jako że ma on szczęścia tyle samo, co smykałki do pakowania się w największe możliwe kłopoty, na pierwsze starcie nie trzeba długo czekać. Statek pasażerski, na który marynarze wciągnęli samotną beczkę z nietypowym ładunkiem, zostaje zaatakowany przez piratów pod dowództwem koszmar… koszmarnie pięknej Alvidy. Wejście Luffy’ego na scenę jest, jak on sam, głośne i beztroskie, a skutkuje paroma obitymi twarzami oraz szybkim zyskaniem przez niego tak wrogów, jak i przyjaciela. Rozpoczyna się przygoda, która powiedzie bohatera przez tysiące mil morskich, a wydarzenia, które się podczas niej rozegrają i ludzie, których Luffy wtedy spotka, wstrząsną wszystkimi morzami świata One Piece.

Anime jest z jednej strony lekką komedią przygodową o piratach, a z drugiej… Z drugiej strony, czasami brakuje słów, żeby opisać coś, co wymyka się schematom. One Piece jest shounenem z zatrważającą już liczbą odcinków (w chwili pisania recenzji – 480) i jako taki posiada wiele cech charakterystycznych dla swojego gatunku. Tych złych bohaterów, których trzeba wyrównać do poziomu gruntu, tych dobrych, walczących w imię przyjaźni, pokoju oraz innych ładnie brzmiących terminów. Są więc walki, w których każdy dostanie swojego przeciwnika, każdy stanie się silniejszy, aż do następnej historii, kiedy znowu trzeba będzie się zająć jakimś tałatajstwem i wymyślić nazwy dla nowych ataków. Na początku serii ich wykrzykiwanie jeszcze nie zwracało na siebie takiej uwagi, ale w odcinkach liczonych w setkach, kiedy postaci jest już niezliczony tłum, a większość z nich ma po kilka specjalnych ataków – nie można nie zauważyć, jak często się one tymi nazwami przerzucają. Absurdalnie potrafi wyglądać scena walki, w której ciosy padają z tak niesamowitą prędkością, że bohater ledwo nadąża z wymawianiem kolejnych określeń.

Dlaczego zaczynam od takich ogólnych wad? Żeby mieć za sobą najmniej istotne elementy, na które nikt przy zdrowych zmysłach oglądając One Piece zwracać uwagi nie będzie, i przejść do sedna, czyli tej drugiej strony. Seria ma bowiem w sobie coś, co sprawia, że po jakimś czasie człowiek przestaje zauważać te wady, a nawet jeśli już jakieś wyłapie, to przymyka na nie oko. One Piece wymknęło się najgorszej zmorze shounenów – po kilkuset odcinkach poziom fabuły nie spada, ba, autor historii, Eiichirou Oda, swoją twórczością sprawia, że zaczynamy wierzyć, iż istnieje coś takiego jak nieprzemijająca kreatywność. Seria pędzi do przodu, co rusz zadziwiając oryginalnymi pomysłami, ani razu nie zawodząc w wymyśleniu czegoś niesamowitego i fascynującego, od miejsc poczynając, na postaciach kończąc.

Tych ostatnich jest nieprzeliczona masa, która nie stanowi przy tym bezimiennego tłumu, ale składa się z dość charakternych indywiduów, nawet jeśli nie grających głównych ról, to w miarę dobrze poprowadzonych, z przeszłością, własnymi myślami, planami i marzeniami. Niemniej jednak najważniejsi pozostają główni bohaterowie. Przyszły Król Piratów jest hałaśliwy, nieodpowiedzialny, naiwny, a myślenie nie jest jego mocną stroną. Irytujące? To ostatni przymiotnik, jakim określiłabym tę postać, albowiem Luffy jest także najbardziej upartą, konsekwentną w dążeniach i posiadającą niesamowicie silną wolę osobą. To, co jest złe, a co dobre, pojmuje raczej instynktownie niż rozumowo, a w połączeniu z tak potężnym poczuciem celu i nieugiętością tworzy to mieszankę śmiertelnie groźną dla każdego, kto stanie mu na drodze, a jeszcze groźniejszą dla tych, którzy skrzywdzą drogą mu osobę. Działa szybciej, niż myśli, nie boi się nikogo i niczego (no, prawie; powiedzmy, że z rodziną to zawsze wygląda inaczej). Jest przy tym spontaniczny, dziecinny i garnie się do przygody bardziej niż pchły do kota, czym nieustannie doprowadza co słabszych fizycznie członków swojej załogi do palpitacji serca i choroby o wiele mówiącej nazwie „nie­‑mogę­‑zejść­‑na­‑tę­‑wyspę”. Właśnie. Jak już było wspomniane, Luffy w podróż wyrusza sam. Marne by to jednak było anime, gdyby sam sobie został kapitanem, sterem i okrętem (i raczej nie trwałoby długo). Prąc do przodu Luffy zbiera więc po kolei załogę, a że nie jest typowym piratem (i nie chodzi tu wcale o siłę fizyczną) to i ci, których zgarnia po drodze, też do zwyczajnych należeć nie będą.

Pierwszym członkiem załogi zostaje walczący trzema katanami Roronoa Zoro, który za cel obrał sobie zostanie najsilniejszym szermierzem na świecie. Poza spaniem po kątach, okazjonalnymi pobudkami na szlachtowanie wrogów, popijanie sake, podnoszenie ciężarów, od których powinien zatonąć statek i gubienie się na prostej drodze, pełni również rolę jednego z najlepszych elementów humorystycznych serii. Jego niektóre wyskoki, kiedy z pełną powagą mówi lub robi coś tak absolutnie głupiego, że świat powinien się zatrząść ze śmiechu, a wszystkie ręce opaść, są nie do pobicia przez trywialne gagi. Poza tym Zoro stanowi typ bohatera, który jednak myśli (w każdym razie więcej niż kapitan), ma nieco mroczną aurę i ogólnie rzecz biorąc jest silnym mężczyzną na męskiej drodze wojowania, z niewieloma słabościami (m.in. taką, że jeśli nie będzie miał drogi oświetlonej jak pas startowy na lotnisku i ogrodzonej drutem kolczastym, to istnieje stuprocentowa szansa, że z niej zboczy i się zgubi, nawet jeśli będzie szedł krok za kimś). Następny jest gwałtem poszukiwany nawigator, bez którego zalążki Słomianych Piratów (nazwa wzięła się od kapelusza, który Luffy otrzymał „na przechowanie” od pirata i bohatera ze swojego dzieciństwa – Czerwonowłosego Shanksa) szybko zginęłyby pływając w kółko. Nami, która nim zostaje, jest jedną z najinteligentniejszych postaci w całym anime. Z pozoru nie interesuje ją nic poza pieniędzmi i jej własną wygodą, ale nie zostałaby członkiem załogi Luffy’ego, gdyby tylko to ją cechowało – kapitan, mimo że infantylny i łatwowierny, chyba podskórnie wyczuwa, kogo powinien zaprosić. Każdy z bohaterów ma własną historię, która pokazuje, dlaczego stał się on właśnie taki, a nie inny. Ta, opowiadająca o Nami, była jednym z bardziej poruszających, a jednocześnie nieprzesyconych sztucznym dramatyzmem wątków, jakie dane było mi obejrzeć. Krótko mówiąc – Nami nie miała lekko, ale wydarzenia z jej przeszłości nie tylko jej nie zniszczyły, ale zahartowały jak stal. Pani nawigator doskonale radzi sobie sama, jest stanowcza i nieubłagana, jeśli chodzi o pieniądze, ale też gotowa do wielkich poświęceń, jeśli w grę wchodzi uratowanie czegoś, na czym jej zależy (nawet jeśli musiałaby oszukiwać i zostać znienawidzoną). Innymi słowy jest babą z ja… bardzo silnym i stanowczym charakterem, której słucha się nawet sam kapitan – oczywiście z wyjątkiem momentów, kiedy czuje on zew przygody, bo wtedy nawet Nami nie potrafi go powstrzymać.

Najmniej wciągające z pierwszych odcinków jeszcze mających miejsce przed wkroczeniem na Grand Line, były te opowiadające o dołączeniu do załogi Usoppa. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, ponieważ sam Usopp to jedna z najciekawszych postaci. Ten tchórz, łgarz i strzelec wyborowy, który zostaje kanonierem na pozyskanym w tym samym czasie nowym statku Luffy’ego – „Going Merry” – jest strasznym panikarzem, pierwszym, który chce uciekać, kiedy na horyzoncie pojawi się chociaż najmniejsze zagrożenie, zresztą nic dziwnego – jest słaby. Ma jednak marzenie, które tak kontrastuje z jego naturą, iż wydaje się niemożliwe do spełnienia – chce zostać dzielnym wojownikiem mórz. W konsekwencji w najbardziej niebezpiecznych sytuacjach, częściowo przezwyciężając własny strach, a jednocześnie nadal się trzęsąc, potrafi podjąć decyzję, która tak naprawdę najwięcej kosztuje właśnie jego. Luffy i inne „potwory” (określenie używane przez słabszą część załogi, żeby nazwać tych silniejszych) rwą się do walki, nie rozważając możliwej przegranej, Usopp zaś w pełni zdaje sobie sprawę ze swoich szans w starciu ze zwykle silniejszym wrogiem. Zdeterminowany, nawet jeśli ma nogi z galarety, potrafi jednak zdziałać nieoczekiwanie wiele. Skrajności, w jakie popada przez rozbieżność celu oraz charakteru i siły fizycznej, jaką dysponuje, sprawiają, że oglądanie jego walki potrafi być nie tylko zabawne, ale też, okazjonalnie, dramatyczne. Razem z Luffym lubi tworzyć komediowy tandem, doprowadzający swoimi wygłupami do użycia siłowych argumentów przez głos rozsądku w postaci Nami. Okazuje się jednak bardziej rozważny od kapitana, a i inne zalety się znajdą – jest chociażby świetnym majsterkowiczem.

Załodze daje się we znaki brak kucharza, więc postanawiają się w takowego zaopatrzyć. Do grupki dołącza zatem Sanji, kochający płeć piękną nade wszystko i… nie, mniejsza z kobietami, kucharzeniem i resztą. On ma Brwi. Tyle i aż tyle – wszystkie inne nawet najbardziej wymyślne projekty postaci mogą się schować – z tym jednym nie wygrają. Jeśli chodzi o bardziej konstruktywną charakterystykę postaci, to Sanji poza byciem szarmanckim wielbicielem kobiet, dla których zrobi bez namysłu absolutnie wszystko (szczególnie dla Nami) i dla których często traci głowę, zachowując się przy tym jak idiota, jest też niezrównanym mistrzem kuchni. Potrafi przygotować cuda nawet z resztek, a wspomnieć należy, że marnowania jedzenia nienawidzi i nie toleruje (na szczęście Luffy działa jak odkurzacz, więc na „Going Merry” odpadki nie mają racji bytu), co wynika z niezbyt przyjemnego doświadczenia wyniesionego z dzieciństwa. Na trzecim miejscu na liście ważnych rzeczy, o których należałoby w jego przypadku napisać, jest to, że świetnie walczy bez użycia rąk, które, tak samo jak noże kuchenne, są świętymi narzędziami kuka.

Napisanie więcej o kolejnych bohaterach przyłączających się do Słomianych Piratów, to zdradzenie osobom, które z One Piece styczności jeszcze nie miały, zbyt wielu szczegółów z dalszych wydarzeń (a nuż widelec ostał się jeszcze ktoś, kogo zaskoczy dołączenie do załogi jakiejś postaci). Wspomnieć można jedynie, że drugą taką zbieraninę dziwaków, z jakich aktualnie składa się załoga Luffy’ego, trudno znaleźć nawet na wodach Grand Line. Różnią się oni też znacząco od załóg innych piratów, gdyż stanowią bardziej rodzinę, w której każdy jest równy, niż typowy hierarchiczny układ z kapitanem rządzącym wszystkimi. Być może dlatego właśnie są tacy silni – walczą razem, ryzykują dla siebie życie, ale jednocześnie pozostają wierni własnym przekonaniom i marzeniom. Innymi słowy – są postaciami z naprawdę silnymi i indywidualnymi charakterami, których łączy przede wszystkim osoba Luffy’ego, na swój tajemniczy sposób niesamowicie charyzmatycznego i przyciągającego uwagę zarówno pozostałych piratów, jak i Marines, nie wspominając już o innych potęgach pływających po tym świecie i w miarę trwania serii powoli wychodzących z cienia.

Na swojej drodze Słomiani Piraci spotkają wielu, naprawdę wielu ludzi (i nie tylko ludzi). Nie ma najmniejszego sensu ich wymieniać, ich liczba jest nie do ogarnięcia i są zbyt różnorodni. Zaczynając od zwykłych żądnych sławy i potęgi piratów, przez szare eminencje pociągające za sznurki z ukrycia i doprowadzające do tego, że niewinni ludzie rzucają się sobie nawzajem do gardeł, walcząc w sumie o to samo, aż po Marines, tych słabszych oraz tych naprawdę przerażających i znienawidzonych. Zrobię jednak wyjątek dla Smokera, inteligentnego, silnego, mrukliwego i surowego oficera, który jest tak absolutnie uroczy, że aż szkoda, iż tak rzadko dopada Luffy’ego (a jest nieustępliwy i cały czas na niego poluje). Smoker nie jest typowym Marines, często działa poza rozkazami, ignoruje autorytety i tak naprawdę podąża za własnym poczuciem sprawiedliwości, co pozytywnie odróżnia go od reszty żołnierzy.

Jak już było wspomniane, w świecie One Piece istnieją potęgi, o których na początku podróży nikomu się jeszcze nie śniło, a których odkrywanie pozostawiam już jednak widzom. To, oraz wiele innych tajemnic, np. rodzina Luffy’ego, intrygująca i posiadana przez niewiele osób „wola D.”, wiek, który wymazano z historii, poczynania pewnej grupy ludzi stojącej na szczycie świata, składa się na obraz, który nie tylko bawi, ale przede wszystkim fascynuje i wciąga po koniuszki palców. W żadnej serii przygodowej nie widziałam tak bajecznie rozbudowanego i kolorowego świata. Nie ma jednego prawa, jednej logiki, tutaj wszystko jest zmienne, dla każdego zakątka świata inne, ciekawsze od poprzedniego, niespodziewane, intrygujące. Wszystko może być ze sobą powiązane, a świat, mimo że wydaje się składać z kompletnie niepasujących do siebie elementów, tak naprawdę zachowuje pewną spójność – chociażby jeśli spojrzeć na niego pod kątem historycznym. Jest to świat, w którym obok sporej dozy losowości pewne fakty łączą się ze sobą i powoli (bardzo powoli, ale to jedynie zaostrza apetyt) odsłaniają prawdę pogrzebaną przez wieki.

Bohaterowie wychodząc przygodzie naprzeciw, często trafiają w samo centrum konfliktu, wywracają zastany porządek do góry nogami i zostawiają za sobą chaos i zniszcze… znaczy dozgonnie wdzięcznych ludzi, którym pomogli, i tych mniej wdzięcznych, których twarzami przetarli chodnik. Odkrywanie wraz z załogą piratów kolejnych wysp, niesamowitych miast, poznawanie ludzi i ich historii to rzecz fascynująca i wciągająca, często zabawna, ale także poruszająca. To połączenie humoru z umiejętnym dozowaniem poważniejszych, smutnych, czy wręcz dramatycznych momentów jest też jedną z największych zalet One Piece. Seria cały czas pozostając przede wszystkim komedią, z żartami wyższych lub niższych lotów, absurdalnie komicznymi projektami postaci i ich równie idiotycznym zachowaniem, potrafi jednocześnie podać widzowi sceny pełne napięcia i emocji. Nie są to przy tym „wzruszające” sceny pod publiczkę, stworzone od kalki, przy których tylko sposób przedstawiania (muzyka, zwolnione tempo, płaczący bohaterowie) generuje sztucznie przygnębiający klimat i chwilowe łzy, ale naprawdę wynikające z fabuły i dobrze skonstruowanego charakteru postaci poruszające momenty, w których równocześnie można zobaczyć, jak postać się rozwija tudzież jak zachowuje się w ekstremalnych sytuacjach. Silne przeżycia, jakich doznają bohaterowie, oraz ich reakcja na nie jest przedstawiona w sposób wiarygodny i konsekwentny, ale potrafią oni też swoim zachowaniem zaskoczyć, nie rażąc przy tym sztucznością ani na siłę dopasowywanym do wydarzeń charakterem, a prezentując jedynie zwykłą nieprzewidywalność ludzkiej natury.

Siła wyrazu, z jaką One Piece przedstawia nawet najbardziej wyeksploatowane wątki, naturalność i brak nachalności przy poruszaniu ważnych kwestii, takich jak przyjaźń, poświęcenie dla kogoś lub czegoś czy pokazanie, jak wiele jest rzeczy droższych od złota, czyni tę serię jedyną w swoim rodzaju – na równi podającą widzowi ujęcia humorystyczne jak i dramatyczne, nigdy w żadną stronę przy tym nie przeginającą. To jednak głównie zasługa materiału, na podstawie którego powstaje anime, czyli mangi Eiichirou Ody – twórcy animowanej wersji musieliby się nieźle nagimnastykować, żeby, pracując z takim materiałem, zepsuć coś istotnego. Niemniej jednak bez wad istniejących w anime, a nie występujących w mandze się nie obyło. Przede wszystkim za takie uważam odcinki będące radosną twórczością własną ludzi odpowiedzialnych za serię telewizyjną. Kiedy anime dogania mangę lub też kiedy po prostu jest okazja, żeby temu zapobiec, do podstawowego materiału dodawane są historie, które z właściwym ciągiem wydarzeń niewiele mają wspólnego, a czasami wręcz podają fałszywe informacje, kolidujące z tym, co zostanie przedstawione później. Często bohaterami takich odcinków są cierpiące z jakiegoś powodu dzieci (ewentualnie starzec), którym główni bohaterowie pomagają. Historie w nich przedstawione nie są może tragiczne, jedna jest zaś naprawdę dobra i praktycznie nie do odróżnienia od oryginalnych wątków, zdecydowanie są jednak nudniejsze, a często także irytujące przez schematyczność i przewidywalność (ta osiąga szczyt w odcinkach, w których Luffy i jego załoga pomagają dwóm dziewczynkom na wyspie­‑kurorcie). Nawet jednak w tych opowieściach znaleźć można jaśniejsze punkty, jak chociażby zabawne zachowanie co poniektórych członków załogi. W późniejszych odcinkach mogą też denerwować liczne powtórzenia, nadmierne korzystanie z retrospekcji, stosowanych również po to, by jak najbardziej oddalić moment, w którym anime dogoni mangę (oglądanie w ciągu dwóch odcinków trzy razy tego samego ma wątpliwą wartość zabawową, szczególnie jeśli człowiek siedzi jak na rozżarzonych węglach w oczekiwaniu na to, co dalej).

Pierwsze odcinki One Piece powstały około dwunastu lat temu, co widać po ich animacji. Na początku mamy mało atrakcyjną grafikę i kreskę, która o wiele lepiej prezentowała się w mandze, tak samo jak sceny dynamiczne. Postaci rysowane są nieco topornie i czasami brakuje im płynności ruchu, a tła wyglądają tak delikatnie, jakby wynurzały się z innego wymiaru, a nie były materialną podporą dla stóp bohaterów. Z czasem się to zmienia, technologia obrazu ewoluuje, barwy się wyostrzają i coraz przyjemniej ogląda się wszelkie walki. Z drugiej jednak strony, nawet przy tak szerokich możliwościach, jakie daje koniec pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku, zdarzają się zniekształcenia i niedociągnięcia w animacji. O ile w niektórych przypadkach oszczędzanie na animacji jest prawie niezauważalne, bo wydaje się celowym działaniem, mającym wywołać konkretny efekt (np. białe, jakby prześwietlone tło przy wyciszaniu otoczenia i skupianiu się tylko na dwóch postaciach w bardzo ważnym momencie), o tyle, kiedy twarz bohatera pokazana z oddali staje się jakąś nierówną bryłą, to nie można tego niczym, poza niechlujnością, wytłumaczyć. Co poniektórych odstraszać może też kreska – długie kończyny, uproszczone twarze rysowane za pomocą paru prostych pociągnięć piórkiem – ale ja nie jestem w stanie o niej złego słowa napisać, ponieważ styl, w jakim stworzone zostało anime, niesamowicie przypadł mi do gustu. Nie ma w nim ani odrobiny słodyczy (dzisiaj osiągnięcie niemałe), od której wypadałyby zęby, za to jest mnóstwo przekomicznych, intrygujących i pomysłowych projektów. Szczególnie ta ostatnia cecha stanowi wart uwagi element, gdyż, jak już było wspomniane wcześniej, płodność twórców przekracza ludzkie pojęcie.

Muzyka jest dobra – generalnie przeciętna, ale jako tło dźwiękowe do tego konkretnego shounena spisuje się znakomicie. Szczególnie dobrze dobrana jest do scen, w których wiele od oprawy dźwiękowej zależy, takich jak finały walk czy momenty, w których postaciami targają silne emocje, gniew, radość czy rozpacz. W efekcie w porównaniu z mangową wersją nastrój w przypadku animowanej odsłony jakiegoś wydarzenia zyskuje na intensywności i ekspresywności. Muzyka jest różnorodna, od wesołych melodyjek i absurdalnych wstawek muzycznych przy scenach humorystycznych, przez nieco bardziej podniosłą muzyką podczas kulminacji walk, aż po mroczne melodie przy momentach pełnych napięcia lub smutne przy tych co bardziej wzruszających. Openingi i endingi nie robią już takiego wrażenia, są gorsze, są lepsze, ale spośród setek innych utworów tego typu z shounenów nie wyróżniają się praktycznie niczym. Może tylko aurą przygody, jaką ze sobą niosą melodia i słowa, ale – znowu – bez obrazu i wczucia się w klimat, nie wywoływałyby zapewne takiego wrażenia. Są jednak piosenki, które mnie osobiście urzekły, rozbawiły i uzależniły od siebie. W samej serii nie uświadczymy ich wiele, ot alternatywna wersja We Are!, Family, Binks no Sake i może jeszcze coś po drodze (np. piosenka Sogekinga) – w wykonaniu załogi Luffy’ego (więcej znaleźć można na osobnych krążkach). Seiyuu bohaterów śpiewać potrafią, może nie wybitnie, ale za to z takim entuzjazmem i radością, że wręcz można sobie wyobrazić roześmianą od ucha do ucha twarz drącego się pirata. Nie mam zastrzeżeń do aktorów podkładających głos, dobrani są doskonale, i tylko ich czasowe podmienianie w niektórych przypadkach (np. Nami na jakiś czas dostaje głos swojej siostry, Chopperowi też na kilka odcinków go zmieniono) lub używanie tych samych seiyuu do kilku postaci (np. Bon Kurei i Franky, choć nie wyobrażam sobie teraz, aby któryś z nich mógł mówić innym głosem) może denerwować i rozpraszać, szczególnie jeśli różnica jest bardzo słyszalna (jak w przypadku Choppera).

One Piece podbiło moje serce i nieprędko znajdzie się anime, które mogłoby się z nim równać. Chciałabym je polecić każdemu, nie tylko fanom shounenów, ale wszystkim, którzy szukają czegoś, co wciągnęłoby ich w wir przygód, w świat, gdzie wszystko jest możliwe.

Melmothia, 8 stycznia 2011

Recenzje alternatywne

  • Miya-chan - 3 maja 2005
    Ocena: 8/10

    Anime bijące rekordy popularności. Epoka piratów jeszcze się nie skończyła – tak naprawdę dopiero się zaczyna! więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Eiichirou Oda
Projekt: Kazuya Kuda, Noboru Koizumi
Reżyser: Hiroaki Miyamoto, Junji Shimizu, Kounosuke Uda, Munehisa Sakai
Scenariusz: Hirohiko Kamisaka, Junki Takegami
Muzyka: Kouhei Tanaka, Shirou Hamaguchi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
One Piece: fanfiki na Czytelni Tanuki Nieoficjalny pl
One Piece - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
One Piece — recenzja na Anime Forever Nieoficjalny pl
Podyskutuj o One Piece na forum Kotatsu Nieoficjalny pl