Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

IKa

  • Avatar
    A
    IKa 12.04.2009 22:38
    100% ciepłości...
    Komentarz do recenzji "Zoku Natsume Yuujinchou"
    Na szczęście druga seria nie zgubiła tego ciepła i optymizmu, jakie zaserwowano nam w serii pierwszej. Natsume nadal bardzo przejmuje się tym, czym w sumie nie powinien (jak sądzi pewna „grupa” ludzi) – czyli wszelkimi youkai, które mają to szczęście/nieszczęście stanąć na jego drodze. Na szczęście twórcy nie poszli w stronę tytułowego „youkai of the week” i nie zaserwowali cotygodniowego zwracania imienia kolejnym demonom, dzielącym się z bohaterem „wspomnieniami”. Wprawdzie zdarzają się takie odcinki (góra trzy, cztery), jednak sama fabuła (jeśli w sumie da się ją tak określić) koncentruje się na tym, jak Natsume radzi sobie z otoczeniem, z ludźmi, którzy go otaczają: kolegami, opiekunami, przyjaciółmi, czy też całkiem obcymi osobami. I okazuje się, że pewnych rzeczy nie musi się obwiać, bo jest w końcu akceptowany. Wprawdzie nigdzie nie jest powiedziane, że całe jego otoczenie zostało poinformowane, że Natsume ma taki dar jaki ma. Ale nawet jeśli nie, to przyjmują go takim, jaki jest, z tymi małymi dziwactwami typu nagłe zamyślenie, zapatrzenie się w coś, czy bardzo nagłe zmywanie się z miejsca (zwykle, gdy goni go jakiś youkai, i nie chce narażać otoczenia”).
    Bardzo mi się podobało wprowadzenie w końcu jakiejś postaci kobiecej i, uwaga, nadającej praktycznie na takich falach co bohater, z bardzo przydatnym darem  kliknij: ukryte . Oraz reakcja na Neko­‑senseia. Zabójcza, dla senseia także…
    Z kolei cieszę się jednak, że nie został rozwinięty watek egzorcystów. Wprawdzie ciekawym byłoby, jak reaguje to całe towarzystwo na potomka Reiko, ale przypuszczam, że mogłoby się to skończyć nieciekawym angstem. Twórcom udało się wybrnąć z tego obronną ręką, ledwo zaznaczając, że są, gdzieś w tle, i naprawdę logicznie i dosadnie uzasadnić, jaki jest stosunek Natsume do tych praktyk. Ha, udało mu się nawet  kliknij: ukryte I bardzo ładnie pokazano, jak zmieniło się podejście Natoriego do całej sprawy, w porównaniu do pierwszej serii.
    Grafika – przepiękne tła, w porównaniu do pierwszej serii widać, że otrzymano większy budżet i postanowiono go wykorzystać w zdrożnym celu. Słusznie. Bardzo słusznie uczyniono. Mankamentem zaś dla mnie, i to już przy pierwszej serii było widoczne, że notorycznie mylili mi się Natsume i Natori w wersji bez okularów – za podobni są… fizycznie. Za to scenki z Nyanko – urocze, śmieszne i bardzo, bardzo kocie (jajeczko?).
    Nie żałuje ani minuty spędzonej przy oglądaniu „Natsume”, czy to jednego, czy też drugiego. I przypuszczam, że niedługo obejrzę je znów tylko po to, żeby poczuć tę szaloną dawkę ciepła i optymizmu.

    Chcę więcej takich serii…
    10/10 – i kij w oczko pacynkom!
  • IKa 11.04.2009 23:06:44 - komentarz usunięto
  • IKa 21.03.2009 17:00:31 - komentarz usunięto
  • Avatar
    IKa 19.03.2009 17:44
    Re: wcale nie takie złe
    Komentarz do recenzji "To Love-Ru -Trouble-"
    Kalins napisał(a):
    Mnie osobiście jakoś anime to nie przeraziło tak jak recenzentkę.
    Całkowicie offtopowo: Na litość… Costly jest facetem. „Miałem kontakt”, „specjalnie zostawiłem”, „pisałem”... chyba mówi samo za siebie ==

    Potem się wytnie, ale nie zdzierżyłam.
  • Avatar
    A
    IKa 17.03.2009 21:24
    Nieskomplikowane
    Komentarz do recenzji "Hamelin no Violin-hiki: Movie"
    Anime łatwe w odbiorze, nieskomplikowane zbytnio, z fabułą prostą jak drut: porwali – ratować. Nie sądzę jednak, żeby wynajmowanie faceta z wiolonczelą na grzbiecie było najszczęśliwszym pomysłem – ale czego się nie robi dla ratowania ukochanego dziecięcia.
    W przeciwieństwie do serii TV (której obejrzałam jeden odcinek i niestety, a może stety, wymiękłam) to jest komedia. Zwykła komedia w realiach fantasy, obracająca się wokół próby uratowania księżniczki.
    Przeważa humor sytuacyjny, więc seria na pewno się spodoba tym, którzy lubią tego typu zabawne scenki.
  • Avatar
    A
    IKa 17.03.2009 21:18
    Komentarz do recenzji "Gokudou-kun Man'yuuki"
    Na swój pokręcony sposób sympatyczne i naprawdę śmieszne, mimo humoru czasem nie najwyższych lotów. Zaskakujące zwroty akcji, przebieranki, zdobywanie łupów, pokonywanie potworów i marzenia o bogactwie, sławie i panienkach. Seria parodiujące co poniektóre motywy z serii fantasy (tych „tró”) w wyjątkowo zgrabny sposób – dla fanów prostego przaśnego humoru też się coś znajdzie.
    Osobna sprawa jest bohater. Wredny i pazerny, a jednocześnie w jakiś sposób sympatyczny. I ma pecha wplątać się w niewłaściwą przygodę :)
    Polecam na rozluźnienie po ciężkim dniu – uśmiejecie się na pewno, jeśli nie przeszkadza wam ten typ humoru.
  • Avatar
    IKa 7.03.2009 12:08
    Re: Mały błąd.
    Komentarz do recenzji "Weiß Kreuz"
    Małe wyjaśnienie, Napisałam: „stado bishounenów z Tragiczną Przeszłością, pod których w dodatku podkładają głos jedni z najbardziej znanych i lubianych męskich seiyuu” – przykro mi, ale pan Hiro Yuuki podkładający głos pod Omiego, do tych bardziej znanych nie należy :), w przeciwieństwo do Hikaru Midorikawy. A stado = ogół występujących, bo ich było jednak więcej niż główna czwórka.
  • IKa 1.11.2008 10:59:36 - komentarz usunięto
  • IKa 17.10.2008 22:47:34 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    IKa 2.10.2008 13:22
    A jednak mało...
    Komentarz do recenzji "Ushio to Tora"
    Fakt, produkcja zapomniana niesłusznie. Może to właśnie przez kreskę, a może przez fakt, że nie ma fanserwisu (brak nieuzasadnionego cyca! Omg! straszne!), a bohater jest przeciętnie wyglądającym chłopakiem. Czasem w gorącej wodzie kąpany, dobrze walczy (w końcu posiadanie takiego ojca i takiego dziedzictwa do czegoś zobowiązuje) i ma wyjątkowo nietypowe hobby, jak na bohatera tego typu produkcji. Sympatyczny jest w naprawdę.
    Ale to jednak Tora kradnie show – jest duży, stary, bezczelny i naprawdę chce zjeść bohatera, mimo, że wedle wszelkich prawideł sztuki, powinien być wdzięczmy mu do grobowej deski za uwolnienie. No niestety, tak nie jest – w końcu każdy prawidłowy potwór zjada ludzi, czyż nie? Jednak i tak jest uroczy, zwłaszcza, gdy koszmarnie narzeka i się irytuje, próbując przystosować do współczesnego świata.
    Jeszcze a propos zjadania ludzi właśnie – gatunek „horror” przyznany jest jak najbardziej właściwie – w momencie pojawiania się innego ayakashi niż Tora, kończyny i odcięte lub przepołowione głowy dosłownie latają w powietrzu, a krew jednak nie jest zielona, tylko prawidłowo, czerwona.
    Warto obejrzeć – dla normalnej, porządnej rozrywki i dla Tory.
  • IKa 15.09.2008 23:44:24 - komentarz usunięto
  • IKa 15.09.2008 23:05:03 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    IKa 31.08.2008 17:34
    Dobre
    Komentarz do recenzji "Tantei Gakuen Q"
    Zdecydowanie dobra seria detektywistyczna – a niewiele jest takich. Sympatyczni bohaterowie, o dziwo nie irytujący, tworzący zgrany zespół i umiejący myśleć – co jest chyba wyjątkowo rzadko spotykane. Jednocześnie doskonale wiedzą, jakie możliwości i przydatne umiejętności posiadają, i wiedzący gdzie są ich granice (no zwykle, chyba, że wydarzy się coś bardzo, ale to bardzo nieprzewidzianego). I jeszcze raz powtórzę – oni MYŚLĄ! Umieją zbierać dowody, analizować dane, korzystać z różnych źródeł informacji. Po czym Kyuu albo Ryu, podczas finalnej mowy wypunktowują wskazówki i tłumaczą, jak doszło do zbrodni. Oraz w większości przypadków współczują mordercy. Przy czym uwaga, pomysł, że uczniowie DDS mają wstęp na miejsce zbrodni i pomagają w śledztwie, mimo całego swego nieprawdopodobnieństwa zdaje egzamin o tyle, że czasem małolatowi łatwiej się wywiedzieć pewnych rzeczy, niż służbom mundurowym. Wielkim plusem jest też fakt, że jeśli jest kilka osób na miejscu przestępstwa, to wyglądają one albo jak jeden mąż antypatycznie, albo w miarę przyjaźnie/sympatycznie/normalnie – nie pokaże się palcem od razu winowajcy.
    Same morderstwa czasem są wyjątkowo skomplikowane – tak jak moshi, nie sądzę, żeby komukolwiek chciało się tak komplikować sobie życie, za to niektóre są pomysłowe. I na szczęście twórcy oszczędzili widoku krwi, flaków czy dyndających trupów.
    Oczywiście, pojawia się też Zła i Mroczna Tajna Organizacja (tm), ale ten wątek raz, że pojawia się gdzieś w połowie, dwa – zostaje praktycznie nierozwiązany – co jest wyjątkowo irytujące, tak samo jak wątek pewnego tajemniczego artysty, który MUSI mieć jakieś głębsze znaczenie – nie wierzę po prostu, że autor dał tyle „wskazówek” ot tak sobie… choć z drugiej strony wszytko jest możliwe.
    Bardzo przyjemna seria dla osób, które lubią kryminały – nie jest „mhroczna i tró”, jest sympatyczną historią o gromadzie uczniów, którzy chcą zostać dobrymi detektywami.
    Aha, po napisach końcowych i zapowiedzi kolejnego odcinka jest zawsze 30 sekundowa wstawka „z życia”. Czasem naprawdę zabójcza.
  • IKa 26.08.2008 15:07:34 - komentarz usunięto
  • IKa 17.08.2008 12:02:54 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    IKa 27.07.2008 02:15
    Ciepłe :)
    Komentarz do recenzji "Gakuen Senki Muryou"
    Rzeczywiście seria przesympatyczna i wyróżnik „okruchy życia” traktować należy jak najbardziej serio. Naprawdę, jeśli ktoś się spodziewa (zgodnie z etykietką) stada obcych atakujących ziemię i szaleńczej obrony planety, przez gromadę nastolatków wyposażonych w supermoce, może niech znajdzie inną serię. Bo jak widać okazuje się, że da się zrobić serię o kosmitach, w której nie są oni krwiożerczymi najeźdźcami z mnóstwem macek, ani nie chcą wybić ludzkości co do nogi. Faktycznie, jak wspomniała Avellana, podczas oglądania „Shingu” pierwszym co przychodzi na myśl (biorąc pod uwagę kosmitów) to Star Trek. Mi się kojarzyło jeszcze z czymś – z pełnymi optymizmu opowiadaniami Bułyczowa i Simaka o koegzystencji kosmitów i ludzi, gdzie najpierw się nie strzela a potem pyta, tylko odwrotnie. Jednak uwaga, ten wątek, mimo, że bardzo ważny zdecydowanie nie jest najważniejszy.

    Tym, co mi sie strasznie spodobało, to właśnie te „okruchy życia” – zwykłe, normalne życie ludzi, którzy pewnego pięknego dnia w telewizji usłyszeli oficjalne „Tak, kosmici istnieją”... i przechodzą nad tym do porządku dziennego – przepraszam, ale festiwal szkolny się sam nie zorganizuje – oraz postacie.

    Uwaga! Mamy bohatera który MYŚLI! I to myśli logicznie, umie wyciągać wnioski, zadawać właściwie pytania i słychać rad, których się mu udziela, nie jest przemądrzały, nie siedzi w kącie „bo świat jest okrutny i niktmnieniekocha”, ma kochającą rodzinę, świetnych przyjaciół i jest przewodniczącym klasy. I, co będzie chyba straszne dla niektórych, nie jest biszonenem! Ma okulary i jest przesympatycznym chłopakiem. Reszta postaci też nie ustępuje mu pola – barwna gromada postaci pierwszo-, drugo- i dalszego planu, które żyją i nie stoją jak kołki, kiedy coś się dzieje. I maja wpływ na fabułę. I praktycznie każde z nich ma własny charakter.

    Fabuła – wciągająca od pierwszego odcinka, przy czym uwaga – jeśli pierwsze 2­‑3 odcinki nie podejdą, lepiej sobie odpuścić – jeszcze raz mówię – tu się liczy zwyczajne życie, a nie „naparzanie” jakichś kosmitów. Zachwycająca jest równoległość niektórych wydarzeń – i znowu, co z tego, że są kosmici i że jeden się gdzieś szwęda, są na tym świecie rzeczy ważniejsze – ślicznie pokazane są wydarzenia dziejące się praktycznie jednocześnie, przy czym często właśnie te z pozoru „normalne” mogą zawierać kawałek układanki, potrzebnej do rozwiązania zagadki kilka odcinków później. Dopełnieniem jest muzyka – bardzo, ale to bardzo przypominająca starsze wiekiem produkcje, nawet i te normalne, nie­‑animowane. I doskonale uzupełniająca klimat.
    Polecam „Shingu” miłośnikom anime, którzy szukają czegoś ciepłego i sympatycznego. Ode mnie dostaje wysoce subiektywne 9/10, bo rzadko trafia się na taka perełkę i takie połączenie.
  • IKa 2.06.2008 23:26:23 - komentarz usunięto
  • IKa 2.06.2008 23:22:52 - komentarz usunięto
  • IKa 17.05.2008 09:54:04 - komentarz usunięto
  • Avatar
    IKa 1.05.2008 15:30
    Re: Czemu tak nisko?
    Komentarz do recenzji "Kikoushi Enma"
    Ocena końcowa która NIE jest średnią z ocen cząstkowych wynosi 7/10. Według skali ocen Tanuki.pl oznacza to, że jest to
    dobra seria, posiadająca wciąż swoje wady, ale potrafiąca zainteresować, zaskoczyć (pozytywnie). Obejrzenie nie będzie stratą czasu.
    .
  • Avatar
    IKa 26.04.2008 10:02
    Re: Oukami to Koushinryou
    Komentarz do recenzji "Ookami to Koushinryou"
    Seria liczy 13 odcinków – 12 wyemitowanych w normalny sposób i odcinek 7. który będzie dodany do wydania DVD.
    Avellana napisał(a):
    ...ów odcinek na DVD ma nosić numer 7. Innymi słowy, ponieważ znajduje się „wewnątrz” fabuły serii, pomiędzy dwoma dłuższymi historiami, nie ma po prostu szans zawierać żadnego „dodatkowego zakończenia” czy nawet poważniej czegoś zmieniać. Dlatego uznaliśmy, że najprawdopodobniej nie będzie sensu recenzować go oddzielnie i wliczyliśmy „na niewidziane” w ogólną liczbę odcinków (stąd 13, a nie 12).
  • IKa 12.04.2008 10:48:47 - komentarz usunięto
  • Avatar
    IKa 4.04.2008 00:31
    Re: :)
    Komentarz do recenzji "Slayers"
    sui napisał(a):
    obejrzalem calosc slayersow, ale zostawie comment tylko tu. bardzo ciekawe anime, moze niekoniecznie wszystkie odcinki z nastepnej serii kiedy to nagi juz po prostu nie mozna zniesc psychicznie…
    Nie wiem co oglądałeś/aś, ale w żadnej serii Slayers nie było Nagi…
  • IKa 23.02.2008 10:14:17 - komentarz usunięto
  • Avatar
    IKa 10.02.2008 18:17
    Re: Hauru?
    Komentarz do recenzji "Ruchomy zamek Hauru"
    Anime powstało na podstawie powieści angielskiej pisarki fantasy Dianne Wynne Jones – „Howl's Moving Castle” i właśnie tak ma na imię główny bohater w oryginale angielskim, (a nie japońskim).
    W wersji japońskiej jest Hauru – czyli po prostu japoński zapis słowa „Howl” (Houl/Haul). A polska strona użyła japońskiej transliteracji (Hauru) zamiast zastosować oryginalną, angielską.

    Ot i cała tajemnica. Są anime oparte na historiach pochodzących spoza Kraju Kwitnącej Wiśni :)