Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Melmothia

  • Avatar
    Melmothia 25.05.2014 17:50
    Komentarz do recenzji "Mikakunin de Shinkoukei"
    przypadkowy troll napisał(a):
    W drugim zdaniu pewnie powinno być „miłość” zamiast „miłości”


    Dziękuję za zwrócenie uwagi, poprawione.
  • Avatar
    Melmothia 30.10.2011 15:29
    Re: Again? Wha...?!
    Komentarz do recenzji "Ao no Exorcist"
    Norrc napisał(a):
    Nie przegapiłem tego zdania, tylko uznałem je za pozbawione większego znaczenia.

    Jeśli uznałeś to zdanie za pozbawione znaczenia, to dlaczego zdanie wyżej nie uznałeś za takie? Na jakiej zasadzie dokonujesz selekcji?

    Norrc napisał(a):
    To, że komuś spodobało się kilka dzieł akurat z tego gatunku, wcale nie świadczy o wielbieniu samej konwencji.

    Nie chcę uważać Cię za osobę, która zarzuca komuś bezpodstawnie kłamstwo, więc uznam jednak, że to jedno moje zdanie było dla Ciebie tak nieważne, że nawet jeśli je przeczytałeś, to zaraz o nim zapomniałeś. Powtórzę więc: uwielbiam shouneny przygodowe. Kocham je miłością wielką i puchatą. Dlatego omijam te, które wiem, że są praktycznie TYLKO dla małych dzieci, a oglądam te, które mają szansę spodobać się i starszym widzom. Niemniej jednak przy ich oglądaniu nie wyjmuję sobie mózgu i nie odkładam go na półkę obok, żeby w pełni móc poświęcić się chłonięciu wspaniałej serii, w której fabuła nie gra roli (no bo przecież shounen, a to w zupełności wystarczy, żeby wszystko mu wybaczyć!). Niestety, nie potrafię tego.

    Jak wspomniałam wyżej – owszem, shouneny są dla dzieci, ale są serie, które poza dziećmi, mogą oglądać także starsze osoby. Żeby oglądać te typowo dziecięce (chociażby Inazuma Eleven, Pokemon), trzeba je po prostu lubić, inaczej zabieranie się za nie nie ma sensu. Dlatego też ja ich nie oglądam ani nie recenzuję. Ao no Exorcist należy (przynajmniej manga i pierwsze odcinki serii) do tych, które i starszy widz może polubić – dlatego się za to zabrałam – podobały mi się założenia, podobały postaci, nawet niewymagająca fabuła (powtarzam – nie miałam jakichś wygórowanych wymagań, czytam mangę i mi się podoba). Uważam za oszustwo i kpinę z widzów przejście po iluś tam odcinkach na poziom serii tylko dla małych dzieciaczków, bo każdy inny zauważy, że fabuła potoczyła się w dół i trudno będzie mu to oglądać. I jeśli nie dla fabuły się ogląda i postaci, to dla czego, po co? Schematy shounenowe swoją drogą, wykonanie – swoją. Ja starałam się po prostu oddać to, jak od pewnego momentu absurdalnie zostało to wszystko pociągnięte. I czy ja gdzieś pisałam, że oczekuję od tej serii „ścisłości i komplikacji”? Wydaje mi się, ze zaznaczałam na początku, że nie spodziewałam się żadnego ambitnego hitu, tylko prostej rozrywki (dlaczego tak uparcie ignorujesz te fragmenty wyzłośliwiając się do innych zdań z mojej recenzji? Rozumiem, że się ze mną nie zgadzasz i szanuję to, ale miło by było, gdybyś i Ty szanował mnie i moje zdanie). Co miałam napisać w momencie, w którym nawet tego nie otrzymałam? Nie będę kłamać czytelnikom i potencjalnym widzom, zachęcając do oglądania czegoś, co jest daleko poniżej przeciętnej poziomu innych shounenów (a nie anime w ogólności).
  • Avatar
    Melmothia 16.10.2009 18:30
    Komentarz do recenzji "Senjou no Valkyria -Gallian Chronicles-"
    Literówka poprawiona, dziękuję za zwrócenie uwagi.
  • Avatar
    A
    Melmothia 24.09.2009 10:37
    Komentarz do recenzji "Meiou Project Zeorymer"
    Seria nie jest godna polecenia, z którejkolwiek strony by nie patrzeć. Nie nadaje się do oglądania ani jako niezamierzona komedia – jest zbyt nudna i ulega zapomnieniu zaraz po seansie (oprócz paru naprawdę głupich pomysłów i paskudnych scen,  kliknij: ukryte  już chyba nigdy nie zapomnę), ani tym bardziej jako coś poważnego. Takiego nagromadzenia absurdu, braku logiki i papierowych, pozbawionych życia, nie mówiąc już o charakterze, postaci dawno nie widziałam. Do końca mogłam dotrwać tylko dlatego, że oglądałam w grupie, jeśli zabrałabym się za to sama, rzuciłabym zapewne po pierwszych minutach.
  • Avatar
    A R
    Melmothia 11.01.2009 10:35
    Komentarz do recenzji "Vampire Knight Guilty"
    W pełni zgadzam się z autorką recenzji.
    Ulubioną czynnością bohaterów jest oddawanie się samoumartwieniu, niezależnie od miejsca – pokój czy las, nie ma to większego znaczenia. W pewnym momencie można było zacząć się niepokoić, że zabraknie im drzewek, które, w ramach owego samoudręczenia, mogliby podpierać (a jest taka jedna scena, piękna scena gocenia się pod drzewkami). Niezwykła ekspresja postaci sprawia, że widz się wręcz zachłystuje (śmiechem) – trzęsące się patery w roli oczu nieodmiennie doprowadzały do radosnego kfikania. Tak samo zresztą jak twincest, pukawka, macki i wiele, wiele innych. Owszem, występowały postaci, które w sposób zamierzony były zabawne, do tego nawet w miarę sympatyczne, ale dwie postaci drugoplanowe to jednak za mało, by zmienić radykalnie odbiór całości.
    Anime traktuję jako marny dodatek do genialnej muzyki. Z animacji niesamowity jest tylko ending – oglądałam go za każdym razem jak zahipnotyzowana – doskonałe połączenie obrazu i muzyki.
    Jednak muszę przyznać, że do czegoś, mimo wszystko, to anime się nadaje idealnie (nie tylko sama muzyka) – a mianowicie – do oglądania w grupie. Zabawa przednia.
  • Avatar
    Melmothia 25.11.2008 21:40
    Re: hm
    Komentarz do recenzji "Battle Royale II: Requiem"
    keeveek napisał(a):
    boli mnie, kiedy recenzent poczytnego portalu jakim jest tanuki pisze „acha” lub „Dąbem” , ale to nieważne.


    Nazwisko jest zapisane dobrze. Pragnę przypomnieć, że nazwiska odmieniają się według innego paradygmatu. Tak więc nazwisko „Dąb” nie będzie się odmieniać „Dębem”, bo to nie rodzaj drzewa, ale nazwa własna. Odmieniamy samą końcówkę, dlatego też otrzymujemy formę „Dąbem”.

    Za to w drugim przypadku przyznaję rację, przepraszam za przeoczenie i dziękuje za zwrócenie uwagi.
  • Avatar
    A
    Melmothia 26.08.2008 08:03
    Dobre
    Komentarz do recenzji "Yumedamaya Kidan"
    Zacznę od postaci, na której wspomnienie od razu się uśmiecham – Kotarou (czyli przykład na to, jak można posiadać urok bizona z wyższej półki, jak bizon nie wyglądając). Taki podejrzany osobnik z szerokim i niepokojącym uśmiechem, jakby wyciągnięty z ciemnego zaułka i wrzucony do kolorowej krainy snów. Urocze i tajemnicze (raczej z pochodzenia niż zachowania, bo i on ma zabawne wpadki(?) i rozbrajające miny) indywiduum, którego obecność przez cały odcinek (a nie tylko – „dałem sen, zmywam się, radź sobie sama”) wnosi do tego krótkiego anime sporo humoru i ciepła, nie wspominając już o wszechobecnej magii. On i jego partner – Baku – to niezwykle zabawna i sympatyczna para. Aż żałuję, że nie ma z nimi całej serii, w której w każdym odcinku spotykaliby nowe osoby i proponowali nowe sny. Sama historia Naho nie jest tylko prostym „jakby to dobrze było, gdyby stało się/nigdy się nie stało to i to”, zawiera w sobie nieco więcej, a bohaterka jest postacią, którą łatwo polubić. Zamknięcie jest bardzo zgrabne, nie sprawia wrażenia wciśniętego na siłę czy na odczep się. Dziw bierze, gdy przypomnieć sobie, jakie to krótkie, a jak wiele i jak zręcznie zawarto w tym czasie. Tytuł stanowczo wart uwagi, chociażby dlatego, że nawet jeśli komuś się nie spodoba, to dana osoba nie straci wiele czasu – przecież to tylko jeden odcinek.
  • Avatar
    A
    Melmothia 13.07.2008 20:14
    Sympatyczne i ciekawe
    Komentarz do recenzji "Tantei Gakuen Q"
    Seria niby dla młodszej widowni, ale i starszym widzom może się spodobać. Szczególnie, jeśli szukają jakiegoś ciekawego shounena z sympatycznymi postaciami i intrygującą fabułą. Niby schematyczne i z chwytami typowymi dla tego gatunku (oraz podgatunku, tu – serii detektywistycznej), ale wciągające i z zajmującymi zagadkami. Te ostatnie mogą przynieść widzom sporo radości, nie tylko z samego oglądania, ale i z samodzielnych prób ich rozwiązania, ponieważ wskazówki podawane w trakcie badania sprawy są sensowne i mogą naprowadzić na właściwy trop. Ich rozwiązania są zaś w miarę spójne, choć czasami mogą zaskoczyć. Oczywiście zdarzają się również małe wpadki i, jak wspomniano, naciąganie pewnych wydarzeń i wyjaśnień, ale to normalne przy anime w tej konwencji i dla takiego widza, więc i to nie przeszkadza za bardzo. Tym, co może nieco irytować, jest wieczne sympatyzowanie głównego bohatera z wszelakiego rodzaju mordercami lub niedoszłymi mordercami (no dobrze, przyznaję, nie sympatyzował ze żmiją, ale to naprawdę jeden z nielicznych wyjątków) i mówienie im, że jeszcze nie wszystko stracone (tak, szczególnie, że spora ich część za to, co zrobiła, powinna dostać dożywocie…). Niemniej jednak serię pochłania się bardzo szybko i po jej zakończeniu pozostaje niedosyt. Z jednej strony rozwiązanie jest satysfakcjonujące i zamyka pewien wątek, ale z drugiej w anime było jeszcze poruszonych parę kwestii, które nie zostały pociągnięte dalej i widz kończy serię z przekonaniem, że przydałby się drugi sezon. Same postaci, łącznie z głównym bohaterem, od razu dają się polubić. Nie trzeba się martwic, że będą się zachowywać bezsensownie czy angstować. Nawet Mroczne Bizoniątko, które widz mógłby zaliczać z początku do tego rodzaju postaci, które na końcu serii mają Problemy Natury Moralnej i dryfują w stronę Mhroku, okazuje się postacią wiedzącą kiedy i jak zareagować i myślącą nie tylko na początku serii, ale i na jej końcu. W efekcie czego otrzymujemy jedną z najciekawszych postaci w Tantei, która wyłamuje się z pewnego schematu, co widz wita z radością i ulgą. Podsumowując – po obejrzeniu miałam same pozytywne uczucia i nie żałuję czasu poświęconego dla tej serii, ba, najchętniej poświęciłabym go dwa razy więcej.
  • Avatar
    A
    Melmothia 1.07.2008 11:39
    Dobra i sympatyczna seria
    Komentarz do recenzji "Shounen Onmyouji"
    Zgadzam się z autorką recenzji, Shounen Onmyouji ma to coś. Coś, co każe widzowi sięgać cały czas po następny odcinek, aż do końca, coś, co wzbudza w widzu ciepłe uczucia i sprawia, że przywiązuje się on do bohaterów. Jeśli chodzi o pierwszą część – mnie ona się podobała. W świetle drugiej, nawet bardziej, niż zaraz po zakończeniu pierwszego łuku. Oczywiście, że druga była lepsza, lepiej skonstruowana, urozmaicona, ale po jej zakończeniu z niejaką nostalgią wspominałam pierwszą. Może dlatego, że jak dla mnie zakończenie było jednak bardzo smutne.  kliknij: ukryte  Ale mimo to, zakończenie wydaje się jedynym możliwym i jest na swój sposób satysfakcjonujące. Innymi słowy, jest takie, jakie powinno być, ale nie takie, jakie chciałabym żeby było, cóż… Gdyby próbowali rozwiązać to inaczej, najprawdopodobniej zaplątaliby się we własne nitki fabularne i zaserwowali jakiegoś deus ex machina. Więc dobrze jest, jak jest.
    Dla mnie kreska jest przeciętna, ale w pełni wynagradzają to przesympatyczni bohaterowie. Należą oni do tego typu postaci, że bez względu na znalezione podczas oglądania mankamenty (zachowanie i wygląd niektórych demonów, niektóre standardowe teksty czy pewna ogólna schematyczność) chciało się wiedzieć, co się z nimi dalej stanie i oglądanie było samą przyjemnością.
  • Avatar
    A
    Melmothia 27.10.2007 09:48
    Dokładnie
    Komentarz do recenzji "Heroic Age"
    Pierwszy odcinek rzeczywiście zapowiadał coś dobrego, zrobił nadzieję na świetną serię, ale jednak tylko nadzieję, bo już w drugim można było odczuć w pełni całą kiczowatość. Również i moim zdaniem jest to zaprzepaszczenie dość dużego, jak na serię o tej tematyce, potencjału. Nie byłam w stanie obejrzeć tego do końca, ponieważ schematyzm walk, wszechpotęga głównego bohatera połączoną z jego bezdenną głupotą, którą nawet żadne z wcieleń Goku nie mogłoby się pochwalić oraz święta księżniczkatm niemiłosiernie działają na nerwy. Tym bardziej, że są postaciami pozbawionymi charakteru, zbudowanymi na zasadzie: połączmy takie a takie cechy, będzie z tego bohater. Innymi słowy, jest schematyzm, ale nie ma życia.
  • Avatar
    A
    Melmothia 17.07.2007 10:58
    W pierwszej trójce ^^
    Komentarz do recenzji "Nodame Cantabile"
    Jako że mam tendencję do oceniania anime jako całości (przy ogólnej ocenie), w sensie, jakie wrażenie na mnie wywarło, a nie rozkładania go na części mniejsze, drobne mankamenty, takie jak wspomniana jakość muzyki jako samej w sobie, czy statyczne sceny, były dla mnie praktycznie niezauważalne. Zostały stłumione przez serię jako całość. Jest też kwestia gustu, mnie momenty, gdy zamiast zwykłego ruchu pokazywane były nieruchome arty nawet przypadły do gustu (screenshot, screenshot~~~~). Występy nie dłużyły mi się ani trochę, wręcz przeciwnie, z niecierpliwością na nie czekałam. Wraz z animacją, tworzyły coś pięknego (nawet jeśli ta animacja była wtedy dość dziwna…).
    Miny Chiakiego – bezcenne. Bohater, kóry swoją mimiką…nie, swoimi reakcjami bije wszelkie rekordy. Czy jest zły, czy jest przerażony, zawsze ładnie się to odmalowuje na jego twarzy (ach, te niebieskie kreseczki).
    Ponadto, wszystkie wątki były, jak dla mnie, idealnie wyważone. Trochę miłosnego, trochę rodzinnego, dużo muzycznego. A to wszystko okraszone świetnym humorem.
    Jest to jedno z niewielu anime przy którym, zobaczywszy tylko dwie minuty początku (nota bene, bardzo pomysłowego), wiedziałam, że szybko obejrzę całość.
  • Avatar
    A
    Melmothia 30.07.2006 19:46
    Genialne
    Komentarz do recenzji "Hikaru no Go"
    Najgenialniejsze anime jakie do tej pory ogladałam. Co do wyższości mangi nad anime – zależy to chyba od kolejności zapoznania się – ja oglądałam jako pierwsze anime, dopiero potem czytałam mangę i anime podobało mi się o wiele bardziej. Trzymało w napięciu od początku do końca, jeszcze nigdy na następne odcinki żadnego anime nie czekałam w takiej gorączce. Jedynie końcówka mnie rozczarowała a mianowicie  kliknij: ukryte 
    Edit
    Melmothia napisał(a):
    Jedynie końcówka mnie rozczarowała a mianowicie  kliknij: ukryte 


    Zorientowałam się, że popełniłam błąd – to zdanie dotyczy ostatnich tomów mangi a nie serii tv – przepraszam.

    Przeklejono do jednego posta. Moderacja.