x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Sousou no Frieren 2 po 3 odcinku
Najprościej mówiąc, cel podróży nie jest celem w samym sobie, chodzi też o samą podróż, dzięki której zdobywają doświadczenie i mogą się rozwijać- szczególnie Fern i Stark.
Poza tym wydaje mi się, że oglądasz nieuważnie. W pierwszym sezonie przynajmniej dwukrotnie wspominano, że latanie jest domeną demonów i ludzie nauczyli się tej magii nie do końca rozumiejąc jej mechanizm, co tworzy różne problemy: jeden raz na pewno podczas porwania wozu przez latającego potwora, przez co Frieren zgubiła swój pierścionek od Himmela. Kilkukrotnie wspominano też o kłopotach z lataniem z powodów problemów atmosferycznych, chociażby podczas wędrówki przez góry, w których spotkali Krafta. Kolejną kwestią jest fakt, że w powietrzu są łatwym celem dla wrogów, co już zostało wyżej wspomniane.
Wchodząc już na poziom meta- motyw wędrówki i podróży jest stary, jak stara jest ludzkość. Ocenianie dzieła pod względem efektywności procesu samego dojścia do celu bohaterów jest redukcjonistyczne i błędne już w samym założeniu. W ten sposób można podważyć sens największych dzieł literatury, jak „Odyseja”, exodus Żydów po ucieczce z Egiptu, ww. podróż drużyny pierścienia, czy wyprawa Argonautów po złote runo.
Do 5 odcinka
Czwarty odcinek mnie nie zachwycił- fabularnie był mocny i emocjonalny, ale w wykonaniu zbyt postmodernistyczny. Nawiązanie do Tarantino kompletnie mi nie podpasowało, a kluczowy moment Maki z Naoyą… nie wiem, czy taki był zamiar, ale wyszedł komicznie. Niemniej ten epizod jako całość oceniam bardziej na plus, niż minus.
Piąty odcinek był… specyficzny. Przy czym pisząc „specyficzny” mam na myśli coś pozytywnego. JJK wyszło daleko poza klasyczny shounen z elementami szkolnymi. W stylu, animacji i narracji przeżywamy dość surową, naturalistyczną dramaturgię, szczególnie pod koniec odcinka. Nawet elementy komiczne są jakoś stłumione, jakby nie do końca na miejscu. Długie ujęcia bez cięć przywodzą mi na myśl francuskie dreszczowce, bardzo ciężkie, pełne ciszy i napięcia. Oglądało mi się ten odcinek dość ciężko, ale satysfakcjonująco i z jakiegoś powodu (dalej się zastanawiam z jakiego) czułem pewien rodzaj nostalgii, szczególnie pod sam koniec.
Re: Po dwóch odcinkach
Według mnie budowały klimat. Nie zawsze fabuła musi pędzić na łeb, na szyję. Może jesteś uprzedzona, bo znasz całą fabułę, ja bazuję na fragmencie zdarzeń. Jak wyjdzie całość, wtedy może się z tobą zgodzę. :)
Po dwóch odcinkach
Z jednej strony polubiłem JJK za to jak było ukazane właśnie w pierwszych dwóch sezonach i do tego się przywiązałem (i tego mi brakuje), z drugiej strony styl sezonu trzeciego cholernie mi się podoba; jest metafizycznie brutalny i ciężki, „brzydka” kreska nadaje całości pociągającego sznytu, a narracja jest znacznie dojrzalsza, niż w poprzednich częściach, odbiegając od standardowych shounenów- jest bardziej chaotyczna, przez co też bardziej wymagająca, ale z mojej perspektywy nie jest to wada.
Z oceną wstrzymam się do zakończenia, ale pewien jestem tego, że ten sezon nie pozbawi mnie emocji i refleksji.
Re: Dziwne i ciekawe
Dokładnie to miałem na myśli. Ta seria jest odważna w wymowie, choć forma wciąż mieści się w okruchach. Hentaiem nie zalatuje mi to kompletnie i nie wydaje mi się, żeby to poszło w tę stronę. I prawda, że samo furry nie jest niczym niespotykanym, ale… no właśnie- Nie jako wątek komediowy, czy fanserwisowy.
Coś w tym jest. Widząc (głównie na fejsie) różne komentarze pełne oburzenia, zniesmaczenia i szoku, w głowie pojawiał mi się mem z GOT „Oh, my sweet summer child”. XD
Dziwne i ciekawe
Mogłoby być ciekawie, gdyby światotwórczo poszło to w stronę Centaur no Nayami , ale sądzę, że mimo wszystko konwencja utrzyma się w okruchach życia- czy to dobrze czy źle, to się okaże.
Wątek erotyczny jest tutaj dość intensywnie zarysowany, ale sądzę że ze smakiem, może nawet lekką dozą naiwności. Bohaterowie są uroczy i budzą sympatię. Charakterologicznie nie wychodzą jakoś bardzo poza szablon, ale też nie wydają się płascy.
Jeśli ta seria mnie nie zawiedzie, to może być to mój czarny koń sezonu. Czekam na kolejne odcinki.
Fakt, że tego typu serie wciąż wychodzą, ktoś wpada na pomysł, aby je zrealizować, a ktoś inny na to żeby rzucić na to kasę… już nawet nie jest śmieszny.
Mogło być pięknie, a wyszło jak zwykle
Problemem jest fatalne prowadzenie narracji, kompletny brak wyważenia akcji i wprowadzenia, a plątanie linii czasowych (dając zaledwie ogryzki z jednej, próbując pewnie wzbudzić w widzu niedosyt i ciekawość) wprowadza jedynie chaos i frustrację z jednej strony, z drugiej kompletnie zabijając napięcie w wątkach czasu przeszłego- po co się angażować, skoro wiadomo że i tak wszystko dobrze się skończy?
Miałem nadzieję na coś, co zostanie mi w głowie na trochę dłużej, ale niestety najpewniej zaraz o tym zapomnę i wyląduje na stosie serii, które nie były tak dobre, żeby o nich rozmyślać, ani tak złych, żeby irytacja utrwaliła o niej pamięć.
Kosmici, demony, ironia oraz absurd połączone z notorycznymi żartami niskich lotów dotyczących sfer intymnych… brzmi jak idealny scenariusz na klapę i kolejną śmieciową serię, ale nie tym razem. Co ciekawe, ten lekki a czasem wręcz rynsztokowy klimat dobrze komponuje się z rzadko pojawiającymi się poważnymi elementami. Fabuła w spójny sposób łączy elementy absurdalnego humoru z powagą potrafiącą poruszyć czulsze struny w ludzkim serduszku.
Jedyną znaną mi serią zdolną do takiego zespolenia dwóch, wydawałoby się, wykluczających się wzajemnie charakterów była „Gintama”. Trudno na razie porównywać „Dandadan” do „Gintamy”, ale kto wie… potencjał na równie kultowe anime chyba jest i trzymam kciuki za kolejne sezony.
5/10.
Jestem po dwóch odcinkach, ale już widać, że to anime trzyma wysoki poziom. Estetycznie i klimatycznie przywodzi na myśl „Fullmetal Alchemist Brotherhood” i mam nadzieję, że podobnie jak FMA będzie to dzieło wybitne.
Pierwsze odcinki wciągnęły mnie swoim klimatem. Narracja prowadzona była dość przeciętnie, ale kreacja głównych bohaterów i ich relacja były naprawdę ciekawe. Światotwórczo mogło być wspaniale i dostrzegałem tutaj ogromny potencjał. Niestety im dalej brniemy w fabułę, tym bardziej ona przyśpiesza- do tego stopnia, że pojawiają się dziury i robienie mnóstwa rzeczy na chybcika. Po 9 odcinku, Sabikui Bisco już tylko mnie rozczarowywało. Zachowanie Milo było cokolwiek słabe, a plot twist Bisco- choć sam w sobie mógłby być świetny- został zrobiony wręcz klasycznie dla shounenów (nie jest to komplement), wręcz na poziomie Dragon Balla, choć to anime nie miało czasu aż tak rozkochać w sobie widzów.
Relacje między bohaterami początkowo były zarysowane bardzo dobrze, nawet intrygująco. Milo‑Pawoo, Bisco‑Jabi, Milo‑Kurokawa, Tirol‑Milo i Bisco, a przede wszystkim Milo‑Bisco: początkowo wydająca się dość standardowa, z każdym odcinkiem była pogłębiana i coraz bardziej niejednoznaczna, a której podsumowanie w 9 odcinku było poruszające. Niestety, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn postanowiono ją spłycić poprzez dość naciąganą fabularnie relację Bisco z Pawoo. nie żebym miał z tym problem, ale dajmy widzom do tego podstawy. Przez ten wątek i pojawienie się dziwnego trójkąta, który oczywiście dla wszystkich wokół wygląda zupełnie naturalnie, psuje to efekt początkowy.
Fabuła jest niezwykle dziurawa. Widać, że w oryginalnym LN świat i akcja są znacznie bardziej rozbudowane, tutaj jednak postawiono na szybkie zarysowanie uniwersum bez zbędnych ceregieli, wiedząc, że tych 12 odcinków ma być serią zamkniętą, pozbawioną kontynuacji. Szkoda, bo mam przeczucie, że to anime mogłoby być nawet lepsze od Re Zero.
Podsumowując, generalnie mam bardzo pozytywne wrażenia i Sabikui Bisco mi się podobało. Widzę jednak, że mogłoby to być coś naprawdę dobrego, jeśli nie wybitnego. Szkoda.
Technicznie jest słabo. Kreska przypomina Magi, ale jest pod pewnymi względami od niej gorsza, co irytuje, bo i Magi miało problemy z jakością; ratowało się jednak całą resztą. Orient jest gorszy tak technicznie, jak i fabularnie, a także światotwórczo. Wątpię, czy obejrzę do końca.
I zastanawia mnie, dlaczego postanowili zanimować nową mangę Shinobu Ohtaki, a nie zamierzają kontynuować ukończonego już Magi. The Labirynth of magic, które jest naprawdę dobrą serią.
Polecam fanom Mashimy, dla innych może być to duże rozczarowanie i kolejny z miliona shounenów.
Re: Po dwoch odcinkach
Co do oryginalności bohaterów… nie mam na myśli tworzenia „postaci, której jeszcze nie było”, a postaci, które wychodzą poza standardowy szablon i schemat, w jaki można włożyć 90% bohaterów anime. Jak do tej pory, schematyczność pozostaje zachowana.
„Lubię to jak próbujesz odgadnąć co będzie dalej^^ Słodkie.”
Nie ma co się wywyższać, tylko dlatego, że zna się pierwowzór. Jeśli wiesz co będzie dalej, to gratulacje. Nie silę się na wieszcza, a dzielę się swoimi przemyśleniami. Tylko i aż tyle. Jak wspomniałem, jeśli zarzut o schematyczność okaże się błędny, to będę z tego powodu bardzo zadowolony.
Po dwoch odcinkach
Naciągana dziewiątka
Podsumowując, jest to seria na wysokim poziomie, ale nierównym i akcja rozkręcająca się po początkowych odcinkach może lekko rozczarowywać.
Mimo wszystko jak najbardziej polecam.
Coś w tym jest
Ciekawe