x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Przerost formy nad treścią
Przecież jest szczery i prostolinijny. Mówi co myśli i co czuje, nie bardzo patrząc na to, czy jest to stosowne czy nie. A łatwowierność? Może przesadziłbym, gdybym stwierdził, że przyjmuje wszystko zupełnie bezkrytycznie, ale jednak jest w nim dość znacząca doza łatwowierności. Nie miał żadnych podejrzeń co do Togame, kiedy ta zaproponowała mu podróż. Kiedy walczył z tą kobietą (nie pamiętam jej imienia) zajmującą się dziećmi i walczącą wieloma mieczami, również stosunkowo bezkrytycznie i prostolinijnie przyjmował wszystko do wiadomości. Jego zaufanie do Togame nie rozwijało się stopniowo – ich więź tak – ale zaufanie już nie. Ono było toakie same od początku podróży.
Nie mówię, że nie, uważam tylko, że nie jest to zabieg do końca udany. W ocenie czegoś nie kieruję się w pierwszej kolejności motywacją autora, a efektem, jaki dany zabieg wywołuje. Motywacje i przyczyny tego to, a tego zjawiska są na kolejnym miejscu. Co z tego, że ma to jakiś sens, jeśli jest to zrobione nie do końca trafnie? Przynajmniej w moich oczach.
Re: Przerost formy nad treścią
To była bezczelność.
Idąc za twoim linkiem: „Naiwność- zbytnia prostota, szczerość i łatwowierność.”
Każdy odrobinę myślący widz „Naruto” doskonale wie, że takie cechy opisują głównego bohatera tej serii. Do Ichigo bez najmniejszego naciągania również można owe cechy przypisać. W tym momencie sam strzeliłeś sobie w stopę.
Argumenty podałem, proszę przeczytać ze zrozumieniem.
Re: Przerost formy nad treścią
Po drugie- nikogo nie gnoję, a oceniam. Gnoiłbym, gdybym używał takich określeń, jak idiota, debil, frajer, dno, czy coś tego rodzaju. Wyraziłem swoją opinię na temat bohatera, a skoro nie potrafisz przyjąć krytyki wobec postaci budzących twoją sympatię- nie czytaj. Nie będziesz tak się spinał.
Po trzecie, nie jest moim problemem, że dla ciebie nie istnieje coś takiego, jak przeciętność czy średniość (coś, co nie jest najgorsze, ale też nie wybitnie dobre). I błagam, czytaj ze zrozumieniem; nie chwaliłem głównego bohatera „Katanagatari” za oryginalność, a jedynie zaznaczyłem fakt, że posiada pewne indywidualne cechy, które poza schemat wychodzą. Posiadanie kilku indywidualnych cech, to jeszcze nie oryginalność. Ani to była pochwała, ani stwierdzenie oryginalności, ot, zwykła ocena.
Oglądałem to już jakiś czas temu, więc mogę się mylić, ale kliknij: ukryte w walce ze swoją siostrą był ewidentnie na przegranej pozycji. Togame straciła włosy, a Shichika cudownie zmotywowany pokonał swa siostrę.
Już chciałem wytłumaczyć ci, co oznacza naiwne podejście do życia i świata, i dlaczego tak określiłem tych właśnie bohaterów tym sformułowaniem ale sobie oszczędzę. Chyba nie mam po co ci tego tłumaczyć. Albo zwyczajnie nie rozumiesz znaczenia tego określenia, albo nie rozumiesz mechaniki i psychologizacji takich postaci, jak Ichigo czy Naruto, a komentarze pod „Katanagatari” raczej nie służą do tłumaczenia prostych zjawisk, które z tym tytułem niewiele mają wspólnego.
Re: Przerost formy nad treścią
Nic innego nie napisałem. Napisałem, że Shichika jest typowym przedstawicielem shounena i wpisuje się we większość schematów tego typu bohaterów, nie jest jednak pustą kalką i zachowuje przy tym swoją indywidualność, która jednak nie wybija się specjalnie, patrząc na bardziej ambitne serie. Nie widzę w tym sprzeczności.
Naiwnym podejściem do życia, budzącą się wielka mocą, kiedy nakama (w tym przypadku ukochana) są w niebezpieczeństwie i nawet pogruchotany i bliski przegrania, nagle wstaje i cudownie pokonuje przeciwnika, często głupkowatym zachowaniem, prostotą myślenia… Jeszcze kilka cech by się znalazło. Nie twierdzę oczywiście (o czym napisałem wcześniej), że nie zachowuje indywidualnych cech, bo takie posiada, jednak nie wybijają się one poza powszechny schemat.
Re: Przerost formy nad treścią
Co do porównywania z „Kino Journey”, chodziło mi jedynie o prostotę formy, która jednak sama w sobie zachowuje pewną wybitność i sztukę. Jak wnioskuję po recenzji, recenzentka za taką serię uważa „Katanagatari”. Nie chcę tutaj obrażać czyichś odczuć- to po prostu moja opinia i moje wrażenia po seansie.
Re: Przerost formy nad treścią
Przerost formy nad treścią
Kreska prosta i, moim zdaniem, była pójściem na łatwiznę, ale miała swój urok i była pewną emanacją kultury wschodu, więc jakoś nie specjalnie bym się do niej przyczepiał, gdyby reszta rekompensowała tę wadę. Tak się jednak nie stało.
Postacie? Ani oryginalne, ani przykuwające uwagę, ani skomplikowane. Schemat ich osobowości można ujrzeć w co drugim anime.
Główny bohater przypomina każdego głównego bohatera typowego shounena- Naruto, Natsu, czy Ichigo. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że Shichika jest całkowicie pozbawiony osobowości i nie ma swoich indywidualnych cech, których raczej nie przypisze się każdemu. Nie; ma je i prezentują się nawet dobrze, ale nie unika on schematu i nie wyróżnia się na tle swoich „kolegów po fachu”, jeśli spojrzeć na ciut lepsze serie, jak „FMAB” czy „Pandora Hearts”. Główna bohaterka natomiast nie wyróżnia się na tle irytujących towarzyszek głównego bohatera. Więcej o niej pisać nie trzeba, bo i więcej sobą nie reprezentuje. Ta jej „nieoczywistość”, o której wspominała recenzentka mnie nie przekonuje. No chyba, że w późniejszych odcinkach nagle zaczął się wyjątkowy zwrot i rozwój osobowościowy, o którym nie wiem.
Jeśli mogę wymienić tutaj postać, która w jakiś sposób mnie ujęła, to będzie to Nanami- siostra głównego bohatera. Dlaczego? Ponieważ, chyba jako jedyna, jest w tej serii naprawdę złożona i niejednoznaczna. Późniejsze odcinki z jej udziałem rzeczywiście budziły emocje i przyciągały uwagę widza.
Historia mogłaby być ciekawa, gdyby zastosowano tutaj coś chwytliwego. Niestety, fabuła okazała się być przewidywalna, co wcale jej nie pomogło. Według recenzentki pierwszy odcinek może wydać się najsłabszy, ja jednak uważam, że każdy kolejny (a obejrzałem ich ok. dziewięciu) był na tym samym poziomie. Dialogi i przemyślenia bohaterów wcale nie były głębokie i inteligentne- były przeintelektualizowane i niepotrzebnie przedłużane. O ile w niektórych momentach (kiedy faktycznie rozmawiali o czymś istotnym) były do przyjęcia, o tyle w innych (zazwyczaj tych, mających odgrywać rolę filozoficzno‑egzystencjalne) były wręcz irytująco nudne. To była po prostu próba zrobienia fascynującej rozmowy, z gadania o dupie Maryni. I to właśnie nazwałem przerostem formy nad treścią. Nie chodziło bowiem o to, aby dialogi budziły refleksję czy poruszenie, a o to, aby brzmiały fajowo i głęboko. Nie ze mną te numery.
Soundtrack to jedyne, do czego nie mogę się przyczepić. Był naprawdę dobry- robił klimat i wciągał w historie, które się widziało w monitorze. Mieszanka dalekowschodniego folku ze współczesnymi opcjami muzycznymi wyszła bardzo dobrze. Tu daję plus i nie czepiam się niczego.
To pytanie może być pretekstem do mojego podsumowania.
Czego oczekuję od dobrej serii? Przede wszystkim głębi. Głębi i czegoś, co poruszy. Poruszy w bardzo szerokim kontekście- emocjonalnym, duchowym, intelektualnym. Tak- uważam, ze złożoność i nieprzewidywalność są bardzo ważnymi cechami charakteryzującymi dobre serie. Nie są one jednak głównym kryterium w ostatecznym rozrachunku, jeśli od początku, w założeniu serii nie miały tokowych cech być, bo zwyczajnie nie pasowałyby do całego konceptu.
Za przykład bardzo dobrej, ale nieskomplikowanej i nie nieprzewidywalnej serii, mogę podać „Kino no Tabi: The Beautiful World”. Seria ta ma kreskę poniżej przeciętnej, prostą fabułę, niezwykle proste uniwersum i mało złożonych bohaterów (nie licząc głównej), a uważam ją za dzieło niezwykłe i wyjątkowe. Ambitne i poruszające. „Katanagatari” za takie anime nie uważam. Nie uważam również, abym w jakiś sposób nie dorastał do tej serii. Obejrzałem dość trudnych i ambitnych anime, żeby mieć samoświadomość w tym zakresie i wiedzieć, że nie brakuje mi dojrzałości czy autorefleksji, aby móc zrozumieć tę serię.
„Katanagatari” uważam za anime słabe. Wydaje mi się, że twórcy włożyli bardzo wiele wysiłku w to, aby ów seria wyglądała na oryginalną, niebanalną i ambitną intelektualnie, ale po drodze energia poświęcona na pozory sprawiła, że zagubili gdzieś istotę sprawy. Najlepszym określeniem tego dzieła, jakim mogę je ocenić, są właśnie słowa „przerost formy nad treścią”. Z mojej strony niewymuszone 4/10. Serii nie dokończyłem.
Mieszane uczucia
Jeśli chodzi o bohaterów, to od początku wzbudzili moją sympatię. Wszyscy byli raczej płytcy, dość mocno schematyczni i niezbyt skomplikowani, ale mieli dość osobowości, aby wzbudzić we mnie pozytywne uczucia.
Fabuła to świetny pomysł, który niestety został zmarnowany. Taki potencjał! Od początku ta historia z magicznym światem, i tak dalej, była mocno naciągana. Mogli to lepiej przedstawić. Dużo lepiej. Różne pomysły na odcinek rozmywały się już po kilku pierwszych minutach. Szkoda, bo gdyby poprawić osobowości bohaterów i dłużej posiedzieć nad fabułą aby ją porządnie dopracować, to mogłoby to być anime na bardzo wysokim poziomie. Co w końcu z tym złym czarownikiem? Dlaczego główny bohater dostał taką a nie inną umiejętność, z której skorzystał jedynie dwu, trzykrotnie? Dużo pomysłów, nawet ciekawych, ale ich realizacja pozostawia wiele do życzenia.
Kreska bardzo ładna. Nie była charakterystyczna i w pamięci na długo nie zostanie, jednak nie można odmówić jej estetyki i solidności. Postaci bardzo ładne i wyróżniające się od siebie. Animacja, jak na tego typu anime, była zadowalająca.
Soundtrack niezapamiętywalny, ale nie zły. Sam w sobie mógłby być nawet do posłuchania, jednak praktycznie w ogóle nie budował klimatu. Sceny mające być wzruszające w ogóle nie były wzruszające, a sceny napięcia w ogóle nie budowały napięcia.
Seria wymagałaby solidnego dopracowania. Sama w sobie jest jednak do obejrzenia. Sam nie wiem czemu wystawiam tak wysoką ocenę, ale „Amagi Brilliant Park” dostaje ode mnie ocenę 7/10.
Nudy na pudy
Fabuła bardzo przeciętna i wyjątkowo wybrakowana. Co, skąd i dlaczego? Odpowiedzi nie uzyskujemy, bo i z jakiego powodu mielibyśmy ją uzyskać? Sama mechanika świata przedstawionego, choć niespecjalnie oryginalna, mogłaby się obronić, gdyby była bardziej wiarygodna i solidna. A żeby taka była, musielibyśmy trochę dowiedzieć się na temat konstrukcji tego świata. Za plus można uznać, że o ile było wiele dziur fabularnych, o tyle całość pozostawała od początku do końca niepozbawiona logiki i sensu.
Postaci bardzo przeciętne. Tak przeciętne, że nie zdołałem zapamiętać prawie żadnego imienia. Relacje między nimi były równie płytkie, co one same. Niby jakieś interakcje między nimi zachodziły, ale nie miały one żadnego wpływu na akcję i fabułę. Nawet nie pofatygowali się, aby cokolwiek w tej kwestii wyjaśniać. Ciekawym mogłoby być zwrócenie uwagi na relację czerwonego króla z tą dziewczyną od kulek, co zawsze trzymała go za rękę. No i mogliby się pofatygować, aby wyjaśnić relację niebieskiego króla z czerwonym, bo ewidentnie jakiś bliżej nieopisany, a w miarę istotny związek między nimi zachodził.
Kreska i animacja były przyzwoite i to jest chyba jedyny plus całej serii. Inna sprawa, że niewiele było okazji do efektownych pokazówek.
Soundtrack był zupełnie bezbarwny. Pewnie dobrze dobrany, bo mnie nie mierzwił, ale nie mogę sobie przypomnieć absolutnie żadnego momentu, w którym tło muzyczne zwróciłoby moją uwagę, czy spotęgowało jakiekolwiek odczucia. Wczoraj „K” obejrzałem, a już teraz nie mogę sobie przypomnieć jakiekolwiek kawałka i nie wiem nawet, jaką muzykę tutaj zastosowano.
Historia nie urzekła mnie w ogóle, prawdopodobnie dlatego, że cała droga do wyjaśnienia zaistniałej sytuacji była bardzo bylejaka.
Trudno nazwać mi tę serię złą, bo tragedii tutaj nie było. Właściwie nie mam żadnych odczuć co do tego anime- złości, frustracji, poczucia spełnienia, zafascynowania, smutku, refleksji… No nic. Zupełnie nic. Na koniec tylko lekki zawód, że poświęciłem jej tę odrobinę czasu. Trudno jednak nie zauważyć, że „K” broni się w wizualnej części oraz jest raczej logiczna, choć mocno wybrakowana.
Trudno mi ocenić, komu mogłoby się to anime spodobać. Myślę (bez żadnej urazy, bo nie mam tu niczego złego na myśli). że osobom raczej mało wymagającym, a lubiącym zająć trochę czasu wolnego. Seria trochę skojarzyła mi się z „Mahouka Koukou no Rettousei”, choć tamta seria wzbudziła we mnie trochę więcej emocji. Zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych.
Całość oceniam na 5-. Jak już wspomniałem- dla osób niemających za bardzo co zrobić z czasem wolnym i oprawa wizualna jest w stanie wypełnić im pozostałe braki.
Re: Zadziwiająco dobre
Cóż, ten scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Próbkę tego mieliśmy już przy sytuacji, w której Hak zlizywał miód z jej dłoni, a ta zażenowana/przestraszona uciekła. To już nie była kolejna akcja, którą można było obrócić w żart. Chłopak jest co raz bardziej sfrustrowany. Wcześniej mógł trzymać swoje uczucia na wodzy, bo rzadziej się z księżniczką widywał i byli na zupełnie innym poziomie relacji. Teraz, kiedy Hak jest za nią całkowicie odpowiedzialny i spędza z nią praktycznie 24 godziny na dobę, do tego wspiera ją w tej, bądź co bądź, tragicznej i niezwykle ciężkiej sytuacji, uczucia wracają, ponieważ, siłą rzeczy, stają się sobie bliżsi.
Miłe zaskoczenie
Pierwszy odcinek nie był zapierającym dech w piersiach, ale coś mnie przyciągnęło. Kolejny podobnie, i następny, i następny i tak obejrzałem całą serię. Bardzo miło i przyjemnie mi się oglądało, dlatego swojej decyzji nie żałuję.
Świat przedstawiony jest bardzo konkretny i logiczny. Nie było tutaj dużego rozwodzenia się na temat struktur państw, charakterów klas społecznych czy polityki jako takiej, ale rozumiem też, że nie jest to anime z tego rodzaju, gdzie takie kwestie mają grać ważniejszą rolę. A ponieważ te tematy co jakiś czas powracały i podawały nam co nieco informacji, mogę spokojnie powiedzieć, że uniwersum jest zbudowane dość solidnie. Nie ma żadnej rewelacji, ale trudno dopatrywać się tutaj błędów, czy wybrakowań.
Bohaterowie, choć nie emanują oryginalnością, są charyzmatyczni i przyciągający uwagę. Wszyscy mają „to coś” oraz nie są puści czy papierowi. W każdym z głównych bohaterów z łatwością można dostrzec zmiany, jakie w nich zachodzą- dojrzewanie, zdobywanie wiedzy o samym sobie, oraz zmiany wynikające z wytworzonych relacji na przestrzeni całej fabuły. Myślę, że w tej kwestii jednostajny pozostał jedynie Shin‑Ach i od wyruszenia na wyprawę z nową paczką raczej niewiele się w nim zmieniło. Inna sprawa, że nie było też na to zbyt wiele czasu… Yona konsekwentnie dojrzewa i przechodzi metamorfozę. Tutaj naprawdę duży szacun dla twórców, bo zazwyczaj takie akcje (w kwestii damskiej kadry bohaterów tego typu) wychodzą bardzo nienaturalnie. Tutaj główna bohaterka jest naprawdę „jakaś”. Nawet jeśli nie do końca odpowiada mi jej charakter, to są to obiekcje jedynie subiektywne. Obiektywnie rzecz biorąc, Yona jest dobrą bohaterką z osobowością, charyzmą i dobrym rozwojem. Podobnie jest z Haku, którego zmiany są całkowicie zależne od Yony, ponieważ to ona jest głównym bodźcem na niego działającym. Tym bardziej rozwój tej postaci wydaje mi się interesujący i jestem bardzo ciekaw, w którą stronę się rozwinie.
Bardzo podobają mi się relacje zachodzące pomiędzy bohaterami, ponieważ są one dynamiczne i ciągle zmieniające się. Nie są to jednak mechaniczne, nienaturalne zmiany, a takie, które wypływają z doświadczeń, jakie między nimi zachodzą. Szczególnie mam tu na uwadze Haka z Yoną (ale nie tylko). O ile stosunek samej Yony do Haka nie zmienia się tak bardzo, o tyle Hak w tej kwestii Zienia się ciągle. A w tle tego wszystkiego ciągle pojawia się Soo‑Won…
Akcja jest stosunkowo prosta, choć bardzo ciężko ocenić, w jakim kierunku zmierza. A przynajmniej na tym etapie rozwoju fabuły. Znamy cel Soo‑Wona (choć wiele z jego osoby pozostaje wciąż tajemnicą), ale nie mamy pojęcia dokąd zmierza smocza banda z Yoną na czele. Jest to o tyle ciekawe, że choć rudowłosa księżniczka jest prawowitą dziedziczką tronu, to nie ulega wątpliwości, że nowy król wydaje się nie tylko wspaniałym, sprawiedliwym i godnym następcą, ale również zdołał uwieść swoją osobą i poczynaniami prosty lud. Z drugiej strony Yona jest kojarzona ze słabymi i niekompetentnymi rządami jej ojca, co z pewnością jej nie pomaga… Jak to się wszystko potoczy? Tego jestem niezmiernie ciekaw.
Kreska jest zdecydowanie ponadprzeciętna. Nie nazwałbym jej genialną, ale zdecydowanie trzyma wysoki poziom. Z animacją jest podobnie. Postacie są różnorodne i ładne (ale nie cukierkowe), widoki piękne, a sceny walki takie, jakie mają być, czyli pełne dynamiki i estetyki. Krwi, co prawda, za dużo nie było, ale w tego typu historii nieszczególnie mi jej brakuje.
Soundtrack nieszczególnie mnie ujął, ale propsy dla twórców, ponieważ muzyka została doskonale dobrana i jako tło sprawdzała się idealnie. Muszę też pochwalić pierwszy Opening. Z natury przewijam tę część odcinka, ponieważ totalnie nie kręci mnie japońska muzyka (czasami tylko typowy folk) i takich openingów/endingów, których faktycznie mogę oglądać i słuchać, można wyliczyć na palcach jednej ręki.
Całość oceniam na 8/10. Bardzo miło spędzony czas, którego nie żałuję. Polecam chyba każdemu, ponieważ to stosunkowo lekka i ciepła w odbiorze seria, która jednak nie zalatuje tandetą, a stosunkowo dobrym warsztatem. Jeżeli pojawi się sie drugi sezon, to niewątpliwie się za niego zabiorę.
Ambitne dzieło
Uniwersum jest bardzo proste, nawet, można rzec, wyjątkowo oszczędne i skąpe. To jednak nie jest żadna wada w tym przypadku, ponieważ nie gra i nie ma ono grać ważnej roli w fabule, a jest jedynie narzędziem do wprowadzania konkretnych zamysłów, które autor/autorzy chcieli nam przekazać.
Jeżeli chodzi o bohaterów, to de facto można oceniać jedynie dwójkę głównych postaci (z której to dwójki jedna to motor). Kino jest postacią, której nie potrafię (i nie wiem tak naprawdę, czy w ogóle chcę) rozgryźć. W jednej chwili ta dziewczyna (nie wiem, czy tylko ja jestem taki nieogarnięty, ale zrozumiałem, że to dziewczyna dopiero jakoś w połowie serii) sprawia wrażenie ciepłej i miłej, by zaraz pokazać wprost niesamowity chłód, wręcz totalne zobojętnienie na, bądź co bądź, straszne rzeczy dziejące się wokół. Rzadko pokazuje emocje i nigdy nie wyzbywa się swojej uprzejmości, która w pewnych momentach potrafi być wręcz przerażająca ze względu na ekstremalny dysonans sytuacyjny. Nie jestem w stanie jej jednoznacznie ocenić, ale też nie wiem, czy w ogóle warto ją oceniać. Myślę, że Kino ma pełnić w tej serii jedynie przewodnika, który pokazuje nam świat, ale również jako „produkt” tego świata. Tak ją właśnie odbieram.
Jeżeli chodzi o koncepcję tego anime, to jest ona prosta i przejrzysta. Każdy odcinek (chyba tylko z jednym czy dwoma wyjątkami) opowiada historię z pobytu głównej bohaterki w jednym mieście + ewentualna podróż od do. Każdy odcinek porusza inny temat stricte egzystencjalny, czasami polityczny, zadając widzowi trudne pytania, jednocześnie nawet nie zamierzając nam na nie odpowiedzieć. To dość frustrujące, ale bynajmniej nie uważam tego za wadę; przeciwnie. Ze dwa, trzy razy miałem w głowie niezły mętlik, a zakończenie dość mocno mną wstrząsnęło i jeszcze nie do końca dotarł do mnie sens tego wszystkiego. Jest nad czym rozmyślać, jest co czuć i jest to z pewnością budujące.
Tło muzyczne jest bardzo oszczędne (jak prawie wszystko w tej serii)i we większości ogranicza się jedynie do efektów dźwiękowych. Mimo wszystko jest ono stosunkowo wymowne i klimat jak najbardziej można poczuć. Nie jestem jednak w stanie ocenić, czy to wyszło im na dobre czy na złe; wydaje mi się, że tak po prostu miało być, bez większego zastanawiania się nad słusznością takiego pomysłu.
Jeśli chodzi o kreskę i animację, to tak jak zostało napisane w recenzji- jest ładna, choć niezbyt skomplikowana. Trochę szkoda, ponieważ uroda wielu postaci momentami się ze sobą zlewała i nie było czuć tutaj różnorodności. Jest to o tyle problem, że co odcinek pojawiają się nowe postaci i ciężko zawiesić na nie oko.
„Kino no Tabi: The Beautiful World” zdecydowanie nie polecam każdemu. Jest to dzieło trudne i ambitne oraz ciężko doszukać się tutaj akcji, melodramatyzmu, charakterystycznej dla anime egzaltacji, czy wątków komediowych, które choćby od czasu do czasu rozluźniały tę stosunkowo ciężką atmosferę. Czekałem na coś takiego od dłuższego czasu i szczerze powiedziawszy brakowało mi właśnie takiej stylistyki w anime. Mój głód został zaspokojony. Przynajmniej w tej kwestii.
Polecam osobom skłonnym do refleksji i kontemplacji na temat trudnych, ale niezwykle istotnych spraw dotyczących tak człowieka jako indywidualnej jednostki, jak i na temat roli człowieka w społeczeństwie i społeczności ludzkiej jako takiej. Seria ta otwiera wiele ważnych wątków, o których może nawet wielu wcześniej nie myślało. Z mojej strony 9/10
Podróż w sentymenty
Klimat nie jest zbyt ciężki, choć od samego początku do samego końca w tle czuć pewną specyficzną woń melancholii. Jest to bardzo fajne i chyba właśnie ta melancholia mnie tak przyciąga do tego anime. Wątki komediowe są śmieszne, wątki dramatyczne są poważne i wiarygodne, choć dość mocno stonowane. W moim odczuciu za mocno, bo można było tutaj wprowadzić trochę poważniejsze tony, choć i bez nich wyszło bardzo przyzwoicie.
Fabuła jest stosunkowo prosta, jednak nie ma co wymagać wyjątkowej złożoności od obyczajówki. Wszystko jest na miejscu i wszystko ze sobą współgra. Raczej nie odnajdziemy tutaj naiwnych czy płytkich zagrań, które w odczuciu widza wychodzą po prostu żenująco.
Kreska jest bardzo ładna i schludna. Choć seria ma już trochę ponad dekadę, to jej estetyka spokojnie mogłaby i dzisiaj być również uważana za atrakcyjną (przy lepszej animacji i jakości rzecz jasna).
Soundtrack również dobrze trafiony i chyba też nieco zróżnicowany, co wychodzi na plus. Tło muzyczne bardzo dobrze podkreśla klimat i z nim współgra. W zabawnych scenach jest żywa i lekka, w smutnych spokojna, wręcz depresyjna, a w chwilach mocniejszej akcji pobudza napięcie i niepewność.
Postacie są raczej proste i to jest delikatny minus tej serii. Nie ma tu oczywiście płytkości czy bylejakości, jednak chciałoby się bliżej poznać niektórych bohaterów. W zamian dostajemy jedynie pojedyncze historyjki (zbyt skąpe, aby nazwać je historiami) mające na celu wyjaśnić nam motywację i działanie co niektórych. W tej kwestii zostałem spełniony jedynie w przypadku Chii i Yumi (wraz z jej miłością). Całość broni jednak fakt, że nie ma się poczucia abstrakcyjności i bezsensu zachowań co poniektórych, ponieważ ich problemy i charaktery są de facto odbiciem ze świata rzeczywistego i trzymają się kupy. Także problemy tego uniwersum są bardzo nam bliskie, więc nie ma się problemu z identyfikacją z bohaterami.
Problematyka poruszana w serii jest bardzo bliska obecnemu światu. Choć nie mamy persocomów, to są one jedynie pretekstem do dyskusji na tematy naszej rzeczywistości; niekoniecznie łatwe i etycznie jednoznaczne. Refleksja po zakończeniu serii jest o tyle ciekawa i intensywna, że autorzy wcale nie przedstawiają nam tak oczywistych i jednoznacznie „prawidłowych” (w szerokim znaczeniu tego słowa) odpowiedzi na owe problemy. Jest nad czym myśleć.
Całość oceniam na mocne osiem. Chciałoby się dać choć punkt więcej, jednak żadnej wybitności w tej serii bym się nie doszukiwał. To po prostu bardzo dobre, „ciepłe” i inteligentne anime. Mam jednak świadomość, że ta stylistyka nie każdemu może przypaść do gustu i nie będę się z tym kłócił- mam wrażenie, że grupa Clamp ma jasno sprecyzowany content i te panie nigdy nie aspirowały do zadowolenia jak największej grupy fanów mang/anime.
Wymieszanie powagi dramatu z infantylizmem
Bohaterowie nie są specjalnie skomplikowani, ale trudno powiedzieć też o nich, że są przezroczyści, czy bez wyrazu. Co to, to nie. Każdy jest „jakiś”, każdy czymś się wyróżnia, ma swoje ego, swoją osobowość. Z łatwością można się do konkretnych postaci przekonać i się do nich przywiązać. Niestety. Ale o tym za chwilę.
Fabuła, choć dość prosta i nieskomplikowana, jest w miarę ciekawa i może zainteresować na tyle, żeby nie zrezygnować z seansu.
Soundtrack osobiście mi odpowiadał i był miły dla ucha, choć momentami miałem wrażenie, że dany kawałek został nietrafiony do klimatu sceny, co budziło pewien zgrzyt.
Za to wszystko mógłbym dać może nawet mocną siódemkę. Co poszło nie tak?
Po pierwsze totalna naiwność i płytkość głównego bohatera. Może nie samego bohatera (Tatsumiego), bo ten w ostatecznym rozrachunku wyszedł całkiem spoko. Bardziej mam tu na myśli kreację jego osobowości- sfery uczuciowej, zażyłości relacji międzyludzkich, w szczególności aktów ich okazywania. Tatsumi z samego początku traci dwójkę przyjaciół, z którymi był niezwykle zżyty. Wspólne dorastanie w małej wiosce, wspólne treningi i takie tam sprawy. Choć poprzysięga dążenie do sprawiedliwości i twórcy przedstawiają nam tę sytuację (śmierć przyjaciół) jako główne ogniwo i motywację chłopaka do przyłączenia się do grupy rewolucyjnej, to jednak ten wątek jest niezwykle skąpy i płytki. Od czasu do czasu mamy wspominki tego wydarzenia, jednak w międzyczasie nic nie wskazuje na to, żeby ów tragiczne zdarzenie miało jakiś większy wpływ na Tatsumiego.
Następnym, bardzo dużym minusem jest niesmaczny mix dwóch klimatów, na jakie zazwyczaj dzieli się shouneny; Pierwszy- idealistyczne przedstawienie świata, gdzie wszyscy są dobrzy, tylko tak naprawdę mieli przykre dzieciństwo, bohaterowie pomimo trudnych przeżyć starają się cieszyć codziennością i nie widać po nich żadnych większych traum, wszechobecne Nakama Power, oraz dążenie do zmiany świata (często w sposób naiwny i dziecinny) na lepsze, gdzie nie będzie wojen, głodu, samotności i innych takich.
Drugi styl- dramat, w którym śmierć noże pojawić się na każdym kroku, bohaterowie skrywają bardzo trudną i traumatyczną przeszłość, która odbija się na ich przyszłym życiu, gdzie antagoniści bywają tak obrzydliwi i bestialscy, że o „nawróceniu” nie ma mowy. To połączenie wyszło beznadziejnie i skutkowało częstą niesmaczną karykaturą.
Jeszcze co do same śmierci w „Akame ga Kill!”- rzadko się zdarza, żebym narzekał na nadmiar zgonów w jakimś uniwersum, ale w tym przypadku akurat to mi nie pasuje. Między innymi właśnie dlatego, że te wszystkie śmierci po prostu nie pasują do tej niewinnej formuły, gdzie wszyscy są piękni, mili i dobrzy.
Do tego im dalej brniemy w fabułę, tym bardziej wszystko zaczyna przyśpieszać i skracać się. Potknięcia fabularno‑logiczne są co raz częstsze i odpychają tym widza, który zaczyna się męczyć.
Moja ostateczna ocena, to 6 ze sporym minusem. Nie polecam, ale też nie odradzam. Myślę, że jest to dobry odmużdżacz, ale zdecydowanie nie zmusza do refleksji, nie poszerza horyzontów, ani nie zapewnia wyszukanej rozrywki, czy wykwintnego poczucia humoru. Po prostu może być.
Re: meh
Wybacz, miałem na myśli słowo inteligentny i do niego się odnosiłem. Mój błąd. Natomiast nie, nie udowodniłeś, że jest mądry. Co najwyżej sobie samemu.
Tu wygrał jedynie zdrowy rozsądek i dobroć serca. Kiedy każdy chciał wygrać i był zajęty walką z rywalem o swoje miejsce, Gon zastanawiał się nad tym co zrobić, aby wszyscy wygrali i nie brał udziału w bijatyce. Gdyby inni nie byli zajęci, z pewnością taki Killua czy Kurapika wpadliby na ten sam pomysł szybciej od Gona.
Jeśli nie znasz angielskiego, to ci przetłumaczę:
„Plot Armor- Nieformalne określenie odnoszące się do zdolności do wiecznego przetrwania postaci, ze względu na jej znaczenie fabularne.”
Dalej twierdź, że nie ma Plot Armoru, bo przecież ich zdolność przetrwania miała sens. Jak każdej postaci w każdej serii, której zarzuca się Plot Armor. „Władcy Pierścieni” jest uważana za jeden z największych Plot Armorów w co wybitniejszych dziełach fantasy, a tam logika i spójność fabularna przekracza tę z HxH o wielokroć.
To nie był powód, tylko odniesienie się do twojej teorii, że w każdej serii jest Plot Armor, bo w żadnej serii nie umierają co ważniejsze postaci. Umierają, podałem przykład „Naruto”, gdzie znaczących postaci umarło całkiem sporo, w stosunku do HxH.
:D Zamiast zarzucać kłamstwo, przytocz fragment.
Żadna beka, tylko twój brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. Ale nie oczekuję, że będzie ci się chciało wrócić do mojej pierwszej wypowiedzi, wtedy musiałbyś przyznać mi prawdę, czego najwyraźniej byś nie zniósł. Ewentualnie nie jesteś w stanie zrozumieć, że może coś się komuś podobać, a jednocześnie można dostrzec pewne wady tego. Co oczywiście również wyraźnie zaznaczyłem juz na samym początku.
Ciebie trudno ogarnąć, ale się postaram…
Napisałeś najpierw, że narrator nakreślał fabułę. Ja ci odpisałem, że 15‑minutowe opowiadanie jednej sceny nie jest nakreśleniem fabuły (a skoro coś się nakreśla, to MUSI być nakreślone, (czyli musi trwać chwileczkę) i już jest jakaś zasada w tym względzie; nie mylmy tutaj pojęć z języka polskiego), tylko jej opowiadaniem, co jest już błędem samym w sobie. Ty mi wtedy zarzuciłeś, że:
Wyrwałeś to z kapci bez sensu, cały czas uważając, że to ja nie czytam ze zrozumieniem… Pomińmy to, bo nie mam siły ciągnąć tego kafkowskiego absurdu.
Nawet nie potrafisz dostrzec w swoich wypowiedziach czystej bezczelności, ale nie mam ci tego za złe. Może nie odpieram twoich zarzutów w sympatyczny sposób (to byłoby trudne), ale zachowuję przyzwoitość, czego w twoich niektórych określeniach trudno znaleźć. Grzecznie zwracam ci uwagę na błędy w logice jakie popełniasz (podając przykłady i zwracając uwagę na konkretne fragmenty), ty natomiast rzucasz we mnie bezzasadnymi oskarżeniami, jakoby „HxH mnie przerastało” i innymi podobnymi. Nawet to „Później na PW możesz koledze podziękować za ochronę” jest zwykłym buractwem. Nie znam na tej stronie nikogo i jestem tu zaledwie od jakichś dwóch, trzech tygodni. Ale rzucać mięsem bardzo łatwo, kiedy traci się grunt pod merytoryczną rozmowę.
Nie odpowiadam ci w sposób miły i sympatyczny, ale to jeszcze nie jest bezczelność. Ze swojej strony kończę dyskusję, bo już u początków nie miała żadnej celowości. Nie zależy ci na rozmowie, a na wbijaniu innym swoich racji i zarzucając oponentom, że „dzieło ich przerasta”.
Re: meh
To też już wcześniej zaznaczyłem (choć rozumiem, że nie każdemu chce się te wywody czytać; trochę tego jest). Napisałem, że nie ma się zupełnego poczucia sielanki i bezpieczeństwa, bo jednak wokół pojawia się mnóstwo śmierci. Jednak nie ma co się oszukiwać, z tych istotnych fabularnie postaci, to niewielu zginęło.
No dobrze, czy ja to gdzieś potępiłem? Nie zgodzę się tylko, że ważnych postaci jest 4+1; bo mamy tutaj ich całkiem sporo- kilku z rodziny Zoldyck, Bisca, Morel, Knuckle… Pamiętajmy też o bohaterach drugoplanowych, bo jest ich całkiem sporo i dodają bardzo dużo wartości fabule i w każdym, bądź co drugim arcu jednak się pojawiają i mają wpływ na akcję.
Było kilka momentów, ale nie chcę się już czepiać, bo wyjdę na tego, co lubi jak woków wszyscy umierają, a to nieprawda. Zaznaczyłem po prostu pewien fakt i niby każdy się z nim zgadza, ale ciągle jest jakieś „ale”. Ani tego nie potępiam (choć uważam, że jest to jednak pewien mankament), ani nie gloryfikuję, a większość stosuje tutaj co najmniej taką argumentację, jakbym był największym wrogiem życia w seriach anime.
Tak, seria ma dość trudną chronologię wydań (te ciągłe, liczne przerwy), jednak fabuła od początku do ostatnich wydarzeń istotnie poszła w przód. Nikt tu nie zwraca uwagi na czas, do tego bohaterowie nie zmieniają się jakoś znacząco i ciąg może nie być tak odczuwalny. Jeżeli jednak spojrzymy na zmiany w umiejętnościach i psychice bohaterów, to można jak najbardziej zauważyć, jak wiele się wydarzyło od początku serii.
Re: meh
O znaczącej śmierci moglibyśmy mówić, gdyby zginął np. Killua, Kurapika, Leorio, Bisca, Knuckle, czy choćby Morel. kliknij: ukryte A taką śmierć mieliśmy tylko jedną- śmierć prezesa Netero.
Re: meh
Ach tak, czyli najpierw twierdzisz, że udowodniłeś, iż Gon jest mądry, a zaraz potem stwierdzasz, że może trochę przesadziłeś? Zaczynasz się gubić we własnych „udowodnieniach i faktach”.
Owszem, prezentuje. Ale o całokształcie postaci nie decyduje jedynie inteligencja i mądrość, a również intuicja, psychika, umiejętności bitewne, determinacja. A tak się składa, że Gon we większości z tych punktów jest na nieporównywalnie wyższym poziomie od większości postaci. Co do jego wyciągania innych z opresji- już wcześniej wspomniałem, że te akurat sytuacje wynikały albo z jego bliskiego kontaktu z naturą (świadomość tego jak żyją zwierzęta i jak działa koegzystencja w środowisku naturalnym, a takiej wiedzy często nie posiadali jego kompani)i prostota myślenia- ponieważ Gon nie należy do najinteligentniejszych, jego rozwiązania problemów są tak proste, że inni na takie rozwiązania po prostu nie wpadali. Czasami sukces tkwi w prostocie, czego Gon był dowodem. To jednak nie argument za tym, że jest inteligentny, przeciwnie.
Nie do każdej. Już w „Naruto” znajdziesz więcej śmierci, niż w „HxH”, więc tym bardziej w innych seriach.
To już się robi nudne, ale po raz kolejny czytasz mój tekst bez choćby próby i chęci zrozumienia go. Nie napisałem, że dla mnie Plot Armor jest wszędzie, gdzie nie umiera co druga postać. kliknij: ukryte Uważam tylko, że w przypadku, gdzie na taki typ serii, na tak długą fabułę umiera jedynie jedna istotna fabularnie postać, to jest to Plot Armor. Poza tym siejesz również zamęt gdzie go nie ma, ponieważ już dużo wcześniej zaznaczyłem, że nie jest to absurdalne i tak rażące, jak się to zdarza w innych seriach.
Dokładnie w moim pierwszym poście wyraźnie zaznaczyłem, że „Chimera Ant” pod względem treści jest jednym z najlepszych Arców. Nigdy temu nie zaprzeczyłem. Jednak strona techniczna tej części niestety pozostawia wiele do życzenia. To nie ja się uczepiłem narratora, a ty, ponieważ ty ciągle próbujesz wszystkim wmówić, ze to było takie świetne. Otóż nie było. Zgadzam się jednak, że sama fabuła tego Arcu była bardzo dobra. Gdybyś czytał uważnie, to niczego pod tym względem byś mi nie zarzucał.
Chyba już straciłeś całkowicie argumentację. Absolutnie WSZYSTKO, co dzieje się w mandze jest decyzją autora. Czy to znaczy, że nikt nie ma prawa skrytykować dzieła? Nie ma takiej zasady, że długa narracja jest zła, a krótka dobra? To kwestia gustu i dobrego smaku, a nie jakichś zasad z podręcznika dla animatorów, więc trochę się zagalopowałeś.
Żadnej wzajemności tutaj nie ma, ale tego tłumaczyć ci nie będę, bo nie jestem wstanie. Po prostu nie czytasz ze zrozumieniem, o czym świadczy wiele twoich wypowiedzi i kilka moich, które co drugi post muszę ci przypominać.
Napisałbym coś niemiłego, ale z grzeczności się powstrzymam. Nie jestem krytykiem i nigdy tak się nie nazwałem. W komentarzach pod daną serią wyrażam swoja opinię i spostrzeżenia na temat konkretnego anime. Nie jestem recenzentem ani tutaj, ani nigdzie indziej. Jednak ten fakt chyba cię przerasta i go nie pojmujesz.
Re: meh
Re: meh
Obejrzyj/przeczytaj „Grę o tron”. To historia totalnie bez Plot Armoru. :D
Re: meh
Ale ostatecznie to zawsze autor decyduje, czy chce zabić postać czy nie. Jeśli twórca jest utalentowany, to uratuje swojego bohatera z każdej najgorszej opresji w taki sposób, że nikt nie uzna tego za naciągane.
Re: meh
kliknij: ukryte Jeśli seria skupiająca się na walce i codziennym ryzykowaniu życia jest wydawana przez 17 lat i w ciągu tych 17 lat ginie jedynie jeden dobry bohater z tych bardziej znaczących, to dla mnie jest to Plot Armor.
Zgadzam się, że w „HxH” logika Uniwersum jest zachowana. Właśnie dlatego już na samym początku zaznaczałem, że ta seria należy do moich ulubionych. Jest logiczna i nie sprzedaje nam sprzecznych czy naciąganych akcji. To się chwali. Ciężko jednak nie zauważyć, że każda postać jest bezpieczna i nie trzeba specjalnie się martwić, czy na pewno przeżyje. Nawet jeśli autor stosuje „cliffhanger”, to nie trzeba specjalnie się martwić o bezpieczeństwo bohatera. kliknij: ukryte Wyjątkiem była sytuacja z Kite, ale ostatecznie i on przeżył.
Re: meh
Myślę, że wystarczyłoby oszczędniej zastosować narrację i bardziej ją skonkretyzować. Było wiele momentów, które spokojnie można by było zminimalizować do niezbędnego minimum. Niestety, ale nie wszystko da sie przełożyć z papieru na ekran i na odwrót. Takie próby zazwyczaj kończą sie strzałem w kolano, co tutaj ewidentnie widać. Niestety nie każdy potrafi to dostrzec… Ok, nie każdemu może to przeszkadzać, ale wypada mieć tego świadomość…
Dokładnie. :) Gon wychowywał się „na dworze”, w kontakcie z naturą i jest z nią silnie związany, co często wykorzystuje w życiu łowcy. Do tego jest bardzo prosty i potrafi wpaść na tak proste i oczywiste rozwiązania, że inni w ogóle nie braliby ich pod uwagę (sytuacja ze świeczką). To nie zasługa intelektu, a umiejętności prostego rozwiązywania problemów.
Zazwyczaj jest tak (nie tylko w mandze/anime, ale również w filmach, powieściach), że mniej rozgarniętemu bohaterowi daje się do pary tego inteligentnego. Tutaj jest identycznie- Gon najpierw myśli, potem robi (korzysta z intuicji), a Killua myśli i analizuje sytuacje, po czym wyciąga wnioski i znajduje rozwiązania.
Re: meh
Myśli i używa mózgu, ale wcale nie udowodniłeś, że jest mądry.
Nic nie wciskam. Kiedy określa się kogoś mianem mądrego/inteligentnego, sugeruje się, że ta osoba ma intelekt ponad przeciętną. Gon natomiast nie wykracza ponad przeciętną. W niektórych aspektach jest nawet poniżej przeciętnej. Między innymi dlatego właśnie autor dołożył mu do pary gościa od myślenia. Instynkt i „zew natury” natomiast nie są czynnikami, którymi określa się mądrość/inteligencję. No, moglibyśmy podciągnąć to najwyżej pod „mądrość życiową”.
Są różne poziomy Plot Armoru; mniej lub bardziej absurdalne. Skoro praktycznie żaden główny bohater, w ciągu tylu lat wydawania mangi nie zginął, w shounenie, gdzie prawie co dzień bohaterowie ryzykują życiem, to jest to Plot Armor.
Oczywiście, że nie. kliknij: ukryte Nie w każdej serii jest tak, że na 17 lat wydawania mangi/anime nie umarła praktycznie żadna pozytywna postać, z wyjątkiem jednej.
???????????????
Przeczytaj raz jeszcze moją wypowiedź, następnie swoją odpowiedź i jeszcze raz moją wypowiedź. Jeśli dalej będziesz widział w swojej odpowiedzi jakikolwiek sens, to powtórz czynność. Masz poważny problem z czytaniem ze zrozumieniem. Bardzo poważny.
A to dobre. Niby jak miałbym się skupić i pomyśleć nad tym, co czuje/przeżywa/myśli Gon, Killua, Netero, czy Mrówczy Król, skoro narrator na chama opisuje wszystkie wewnętrzne emocje, rozterki i obawy bohaterów? Bez miejsca na interpretację? Nie ma tu miejsca na żadne refleksje. Jak mam skupić się nad tym, kliknij: ukryte co się właśnie dzieje w trakcie ataku na pałac Meruema, skoro sekundę po tym ataku wcina się narrator i przez połowę odcinka tłumaczy nam, co się właściwie dzieje? Tu nie ma żadnego czasu na refleksje, bo narrator wszystko wykonuje za ciebie. Właśnie dlatego ten arc nie był szczególnie wymagający pod względem intelektualnym. Nie trzeba było przy nim w ogóle myśleć, bo narrator robił to za ciebie.
I po raz kolejny wykazałeś się wyjątkowym niezrozumieniem tekstu czytanego. Gdybyś czytał uważnie, to wiedziałbyś, że napisałem (zacytuję siebie):
Tak więc wyraźnie zaznaczyłem, że nie mam nic do narratora, więc twój zarzut wynika z niepoprawnej interpretacji, bądź próby na siłę udowodnienia swojej racji.
Tak, wiele rzeczy działo się w ciągu paru sekund i niektóre sytuacje rzeczywiście mogły wymagać udziału narratora. Jednak, jak już chyba trzykrotnie wspominałem, narrator ma za zadanie nakreślić dany problem aktualnej chwili, a nie robić nam z niego 15‑minutowy wykład.
Naprawdę nie potrafisz czytać ze zrozumieniem czy tylko udajesz? Początkowo mnie to irytowało, ale teraz zaczyna mnie to bawić. rzadko zdarza mi się mieć do czynienia z wycięto wycieczki osobiste.
Re: meh