x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Problem mogą mieć z historią Europy środkowowschodniej, która jest już ogólnie mniej znana. Mam tu na myśli oczywiście Anastazję Romanową i Rasputina. Choć i Disneya pewnie mają obcykanego, więc i ich mogą jako tako kojarzyć. XD
Pozytywnie
W sumie nie trzeba dużo opowiadać. Fabuła się nie rozwija, bo i nie ma się rozwijać; po prostu została nam przedstawiona pewna niecodzienna codzienność z życia Handy, oprawiona ogromem poczucia humoru i tak na to powinno się patrzeć. Jestem zadowolony, usatysfakcjonowany, polecam i daję mocne 8. :)
Normalnie prawdopodobnie nie zainteresowałbym się tą serią, ale jako że opowiada ona o szkolnym życiu Handy- głównego bohatera „Barakamon”, stwierdziłem, że warto sprawdzić, z czym to się je. Nie żałuję.
Motyw jest stały i na nim opiera się wszelka fabuła- Handzie wydaje się, że jest znienawidzony przez wszystkich, natomiast w rzeczywistości jest traktowany prawie na równi z bóstwem. Wynikają z tego ciągłe niedomówienia, pomyłki, i dobitnie jest nam udowadniane, że słowa wypowiedziane tak samo, nie zawsze znaczą to samo. Z odcinka na odcinek jest co raz zabawniej, a humor staje się co raz bardziej wyrafinowany, groteskowy i absurdalny, mieszcząc się jednocześnie w granicach dobrego smaku. Oglądam z uwagą i polecam. Póki co wyszło 7 odcinków, ale jestem pewien, że poziom nie spadnie.
Re: Co to wszystko dalo
21 odcinek
Mam tylko nadzieję, że kiedy umrze następnym razem (a umrze na pewno), to nie cofnie się do momentu sprzed zabicia Białego Wieloryba. Za dużo takich patetycznych sytuacji się wydarzyło, żeby teraz to powtarzać.
Gościu, który na końcu się pokazał (niestety nie pamiętam imienia) trochę mnie zaskoczył, ale sądzę, że jego pomoc w ratowaniu Emilii będzie niebagatelna. No i sądzę, że koniec końców oboje przeproszą i się pogodzą. XD
Pytanie, co teraz? Subaru sam, ani nawet z Rem wiele zdziałać nie mógł. Tym bardziej, że był psychicznie niestabilny. Teraz ma do pomocy całkiem sprawnego Wilhelma i najlepszego medyka w królestwie. No i tego gościa, o którym myślę, że jest całkiem silny, skoro robi za osobistego parobka jednej z kandydatek na władcę. Do tego ochłonął, więc może na spokojnie przeanalizować umiejętności Betelguese i wymyślić, jak poradzić sobie z jego niewidzialnymi rączkami, które tylko on widzi. No i coś czuję, iż to nie koniec jego umiejętności- kiedy został zamrożony przez Packa, wydawało się, iż niespecjalnie się tym przejmuje. Może i dlatego, iż jest mocno stuknięty, ale jednak w całym jego szaleństwie jest sporo miejsca na chłodną kalkulację. Zobaczymy, co z tego wyjdzie i jestem ciekaw, ile razy Subaru zginie, zanim ostatecznie uporają się z atakiem Kultu Wiedźmy na posiadłość Roswaala.
Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają.
Pomysł na fabułę świetny- nie jakoś wybitnie ambitny i wielce skomplikowany, ale niewątpliwie wdzięczny i dający wiele możliwości, które we większości zostały zrealizowane. Za mało tylko było symboliki (fajnie by było, gdyby nadali głębi zjawiskom, które nazwali tak, a nie inaczej i dali im takie, a nie inne role), politycznego (w skali globalnej, nie lokalnej) kontekstu i przedstawienia ludzkiego dramatu- bo o ile w przypadku głównych bohaterów pokazali to świetnie, to jednak za mało było tu kontekstu społecznego.
Bohaterowie również jest zadowalający, choć nie obyło się bez wad i szablonów. Najlepiej wybronili się moim zdaniem Mahiro, Aika i Hakaze (do końca pierwszej części). Co do reszty, to było różnie- od totalnie szablonowych postaci (Evangeline, Natsumura, Megumu), po już trochę mniej schematycznych, ale za to często irytujących (Samon, który na szczęście pozbył się później swego miesza, bo to ciągłe stukanie nim już doprowadzało mnie do szału, oraz Tetsuma). Generalnie ten punkt stoi średnio przyzwoicie, ale nie na tyle, żeby się nad tym użalać.
Klimat, to chyba najmocniejszy punkt tego anime. Był ciężki ale jednak został odpowiednio wyważony lżejszymi wstawkami. Bardzo podobała mi się analiza psychologiczna głównej dwójki, często przy okazji retrospekcji związanych z Aiką, które to z kolei były przeze mnie naprawdę wyczekiwane. Dzięki temu wszystkiemu nie dostaliśmy melodramatu dla małolatów (Sasuke mściciel i te sprawy), a fajny życiowy dramat, z pogranicza psychologicznego i egzystencjalizmu. Problemem była tutaj część druga, która teoretycznie powinna być znacznie cięższa, nawet postapokaliptyczna,a jednak była znacznie bardziej infantylna, nawet sielankowa.
Jako że jestem wielkim fanem klasyki, a Szekspir zajmuje szczególne miejsce w moim sercu i na moich półkach, to nie mógłbym nie docenić przewijających się od początku do końca motywów szekspirowskich. Zawsze miło usłyszeć znane cytaty dobrane w odpowiedni sposób i wypowiedziane z głębią, choć w egzotycznym języku (z perspektywy kręgu kulturowego tejże literatury) oraz dostrzegać te jasne, i te mniej jasne odniesienia do poszczególnych dzieł. Było to szczególnie piękne, kiedy było przedstawiane przez Aikę, która skradła moje serce dość późno, bo dopiero gdzieś w drugiej części.
Seiyuu mnie usatysfakcjonowali. Wyjątkiem jest tutaj Alibaba Saluja, którego słyszę już chyba w każdej serii, za którą się nie zabiorę. Jest to o tyle męczące, że głos ma on dość trudny, wysoki i głośny. Jeśli słyszy się go za często, to po prostu zaczyna drażnić.
Soundtrack bardzo dobry, ale więcej o nim powiedzieć nie mogę. Był klimatyczny, dobrze dobrany i na poziomie, ale do niego raczej wracać nie będę, jeśli mam być szczery.
No dobra. Były same plusy, to teraz może minusy?
Pierwszym minusem jest tutaj słabe budowanie napięcia. Od razu wiadomo, kto wygra walki, widz nie ma poczucia niepewności, oraz dobrzy zawsze wychodzą z tarapatów. Trochę to nudne było i przydałoby się więcej poczucia niepewności i wydłużenia czasu, w którym chłopaki mieli poważne kłopoty (był tylko jeden taki moment). Antagoniści nie mają lekko w Zetsuen no Tempest i właściwie lepiej się prezentowali w drugiej części, kliknij: ukryte jako już „ci dobrzy”.
Drugim poważnym minusem jest Hakaze. Póki była na wyspie, to prezentowała się bardzo dobrze. Nie była „zwykłą dziewczyną z wielkim darem”, a urodzoną królową, która liderem była nie tylko ze względu na moc, a również na mentalność i intelekt. Mogli z niej zrobić drugiego Sinbada (och, to już drugie odniesienie do Magi), ale w drugiej części niestety postać została zdegradowana do zwykłej nastolatki z niezwykłymi umiejętnościami. Szkoda.
Kolejną wadą, a raczej przytykiem, jest niewielka ilość odcinków. Był to na tyle wdzięczny temat na fabułę, że mogliby spokojnie zrobić z tego 50 (2 sezony w sensie) odcinków bez efektu przedłużania. Wtedy mogliby rozwinąć więcej wątków, a także przedstawić wiele ciekawych spraw, na które zwyczajnie nie było czasu.
Zdecydowanie największy minus tej serii, to część druga, o czym wspominałem już parę razy wyżej. Tak, jak wspomniałem- druga część powinna być znacznie mroczniejsza i bardziej dramatyczna, a nie wiedzieć czemu było to uderzanie w zdecydowanie lżejsze tony. Żeby nie było- tragedii tutaj nie ma i sama w sobie druga część prezentuje się przyzwoicie, ale po prostu traci ten smaczek sprzed swojego czasu.
Nie zgadzam się natomiast z komentarzami poniżej co do logiki (właśnie konstrukcja logiczna stoi tutaj bardzo pewnie i nie miałem poczucia dziur i absurdów) i nadmiernych dialogów, które akurat w tym przypadku prezentowały się bardzo dobrze i nie były wcale nudne.
Moja ocena, to 8/10. Do wybitności jednak sporo tej serii zabrakło. Niemniej to anime mnie wciągnęło i uważam, ze jest bardzo godne polecenia.
Re: Po 17 odcinku
Re: Po 17 odcinku
Mam natomiast mocny problem z tym przedramatyzowaniem, wspomnianym przez Retkita. Nie chodzi o to, ze stało się to tak straszne, ze nie mogę wytrzymać, tak to jest straszne (co by świadczyło raczej o poziomie serii), a z tym, ze oglądam to anime i po prostu męczy mnie już ten tragizm. Liczę na umiar- więcej nie oczekuję. Jeśli to się wyważy w najbliższych odcinkach, to będę usatysfakcjonowany.
Re: Po 17 odcinku
Dobrze, że mnie poinstruowałeś, dziękuję za radę z kategorii „jak się nie podoba, to nie oglądaj”.
Każdy, kto obejrzał więcej, niż 2, 3 horrory/thrillery/dramaty wie, że poziom napięcia i dramatyzmu trzeba odpowiednio dawkować. Jak się nie robi nic, oprócz dramatyzowania i nie spuszcza się powietrza, to znaczy, że coś poszło nie tak.
Rozumiem, że wymaganie od głównego bohatera choćby minimalnie logicznej konstrukcji jest absurdalne? Że wymaganie od głównego bohatera, żeby robił coś więcej, niż płacz, bełkotanie i krzyczenie, to coś nieodpowiedniego? Może cię rozczaruję, ale nie mamy do czynienia z gatunkiem spod znaku „groteska i absurd”, więc jednak spodziewam się czegoś logicznego i tego, ze główny bohater będzie głównym bohaterem, a nie mimozą rzuconą na wiatr bezdennego fatalizmu.
Po 17 odcinku
Już poprzedni (16) odcinek oglądało mi się trudno, ponieważ fatalizm głównego bohatera jest cięższy, niż w greckiej tragedii. Jego zachowanie, acz zrozumiałe, jest po prostu głupie. Ma możliwości intelektualne (jakie ma, takie ma, ale nie jest ćwierćinteligentem przecież), a zachowuje się, jakby nie wiedział niczego, nie znał się na niczym, oraz nie potrafił choć przez chwilę pomyśleć logicznie.
Subaru co raz bardziej pogrąża się w psychicznej destabilizacji, fabuła robi się co raz bardziej tragiczna i perspektywy są co raz bardziej rozpaczliwe. Mam wrażenie, że skończy się to tym, że albo Subaru już do życia nie wróci, albo zamkną go gdzieś, gdzie będzie gnił do końca świata, bo przecież „nikt nic nie wie, tylko on”.
Subaru stracił kontakt z rzeczywistością już ze 4/5 odcinków temu. Nikt nie jest w stanie przeprowadzić z nim logicznej, spójnej i merytorycznej dyskusji, on niczego nie potrafi już wyjaśnić (tak ciężko powiedzieć „kult Wiedźmy zaraz przybędzie i wszystkich was wyrżnie, dlatego musimy uciekać”?), oczekuje od wszystkich, że poddadzą się mu i jego decyzjom bez wyjaśnienia, choć w istocie nikt tego nie zrobi, bo wygląda to, jakby jego zamiary były co najmniej podejrzane. Zamiast przeprosić Emilię, te znowu wydziera się na nią i robi z niej nędzną porcelanową lalkę, którą tylko on może posiadać, bo sama rozbije się na tysiąc kawałków. Wydaje mi sie, ze po tym wszystkim ich relacje się już nie poprawią. Nawet jeśli Emilia pewnych rzeczy nie będzie pamiętać (to, że Pack go zabije jest więcej, niż pewne), to będzie je pamiętać Subaru.
Jeżeli w następnym odcinku/dwóch napięcie i dramatyzm nie zelżeją, to nie wiem, czy sobie nie odpuszczę. Z odcinka na odcinek robi się co raz ciężej, aż do tego stopnia, ze robi się to nieznośne. Nie dostajemy niczego w zamian. Czy warto w takim razie oglądać coś, co męczy i wywołuje jedynie litość, zażenowanie, rozdrażnienie i poczucie bezsensu? Bo sympatia do głównego bohatera gdzieś wyparowała, nie wiedzieć kiedy… Może wróci, no, ale to musi się coś zadziać pozytywniejszego, niż krzyki, smarki z nosa i żałosne próby zrobienia czegoś, co z góry skazane jest na porażkę.
Re: Teorie teorie teorie
kliknij: ukryte Co do Subaru- jak wspomniałem, każdy grzeszy i gdyby na siłę szukać momentów, które miałyby świadczyć o tym, że Subaru jest reprezentantem wszystkich siedmiu grzechów głównych, to idąc tym tropem każdego można by o to posądzić. Poza pychą Subaru jest jak każdy normalny człowiek. Niespecjalnie żarłoczny, ani nie pożądliwy, ani nie zazdrosny, ani gniewny, ani nawet chciwy. A lenistwo, to ostatnie, o co można go posądzić. W ostatnim odcinku zwariował, więc podpinanie to pod „nieróbstwo” jest raczej sporą nadinterpretacją.
I jasne, Subaru się gniewa i czasami bywa zazdrosny, ale nie jest to jakoś ewidentne i mające symboliczny charakter. Jest zakochany, to się trochę powkurza i zrobi się zawistny, kiedy inny facet się do niej „przystawia”, ale nie ma to chorobliwego wymiaru.
Jedyne, co można mu podpiąć, to pycha- ma ku temu powody i posiadanie takiej, a nie innej mocy sprzyja pogłębianiu się arogancji wraz z zachwianiem równowagi psychicznej.
Re: Szaleństwo
Subaru nie może wydostać się z pętli śmierci, która cały czas zatacza koło. Stara się, robi co może, ale koniec końców ciągle ktoś umiera- a ostatecznie również on sam. Ile razy trzeba umrzeć, żeby dostać świra? Ile razy trzeba ujrzeć umierających bliskich, żeby w końcu siadła psycha? W dodatku Subaru nie ma jak rozładować swojego napięcia, ponieważ pomimo prób podzielenia sie z kimś swoją tragedią, nie jest w stanie wydusić z siebie słowa. Narasta poczucie niemocy, frustracja, strach, poczucie wyobcowania- ponieważ nikt go nie rozumie- arogancja, ponieważ mimo wszystko jest przeświadczony o tym, że jest super wyjątkowy i posiada moc, której nikt inny nie ma… Do tego nie jest w stanie podzielić się z nikim nawet sukcesami (uratowanie od śmierci Emilii) i napięcie osiąga już takie rozmiary, że wypowiada naprawdę przykre słowa (wręcz nakazuje jej być wdzięczną i mieć świadomość długu, jaki u niego ma). Dodajmy do tego szereg upokorzeń, odwrócenie się od niego najbliższej mu osoby i mamy świra- każdy ma swoje granice.
Nie powiedziałbym też, że Subaru wrócił do normalności. Jedynie odzyskał świadomość i zdolność do kontaktu z rzeczywistością, ale nie określiłbym jego obecnego stanu, jako optymalny. Pytanie, czy wróci do siebie? Czy będzie dalej brnął w ten stan?
Re: Teorie teorie teorie
Subaru, jako reprezentant wszystkich grzechów mi nie pasuje. Każdy człowiek jest trochę pyszny, trochę leniwy, trochę zazdrosny… Subaru na tym tle się nie wyróżnia. Wyróżnia go rosnąca pycha, ponieważ pomimo strachu przed śmiercią i bolesnym „rytuałem zmartwychwstania”, nabiera on przekonania, że jest niezwyciężony. Widać to w jego wybuchach emocji i w różnych postanowieniach (Wilhelm zapewne to zauważył, dlatego zrezygnował z nauczania go szermierki).
Jednak nadzieja umiera ostatnia. :)Sądzę, że z odcinka na odcinek tendencja będzie wzrostowa.
Re: Teorie teorie teorie
Idąc dalej przekonaniem, że Emilia, to nie Satella- nie widzę powodów, dla których kult miałby chcieć ją zniszczyć. Poza tym gdyby tak było, równie dobrze mogliby połączyć siły z wrogami Wiedźmy na zasadzie „wróg mego wroga jest moim przyjacielem”. Nie kłócę się z tym, że kult może nie chcieć sprzyjać samej wiedźmie- mamy tu za mało informacji. Równie dobrze mogą pragnąć ją ożywić/odpieczętować jedynie po to, aby posiąść jej moc. Ale, jak już wspomniałem, mamy za mało informacji, żeby snuć takie teorie.
Re: Teorie teorie teorie
Co do Subaru, jako nieświadomego biskupa reprezentującego pychę- wydaje mi się to sensowne. Jest nieśmiertelny i ta nieśmiertelność powoduje arogancję. A mieszanka szaleństwa, strachu i arogancji może doprowadzić do zejścia na złą ścieżkę. Może Wiedźma uczyniła go Pride'm, a może on nim w jakiś sposób już był, a wiedźma sprowadziła go do obecnego świata i nałożyła klątwę, aby jego umiejętność nie ujrzała światła dziennego.
Subaru ma dość arogancki charakter w stanie zdrowia. Nie jest to jakaś niezdrowa pewność siebie, ale mimo wszystko jakoś naturalnie miał stosunek lekceważący do świata. W takim nie‑negatywnym sensie. Ale to było nie‑negatywne (bo trudno taką cechę nazwać pozytywną) w normalnych okolicznościach, a jego moc, choć cholernie przydatna i naprawdę potężna, jest niezwykle destrukcyjna dla psychiki użytkownika. Nie wiem, czy z Subaru nie zrobi się antybohater, z którym taka Emilia będzie musiała walczyć. Jak długo może tak pociągnąć? Subaru już się zmienił, a sądzę, że przed nim jeszcze wiele ciężkich, jeśli nie cięższych, niż dotychczas, chwil. Myślę, że może mu odwalić i zejdzie na drogę zła, jakkolwiek patetycznie to nie brzmi.
Wracając do meritum, czyli fabuły: Szczerze mówiąc nie sądziłem, że Pack- xd – może być tak przerażający. W ogóle, jeśli dobrze myślę- a wydaje mi się, że dobrze myślę- to Re:Zero będzie powoli odrzucać humor i lekkie tony na rzecz powagi i brutalności. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej chyba już teraz zaczyna mi brakować pewnego rozładowywacza napięcia, które jednak na tle takiej brutalności by się przydało.
A co do Rosswalda- jest podejrzany, ale nie sądzę, ze w tym sensie. Nie postrzegam go, jako wroga Emilii, czy kogokolwiek z „dobrych”, a po prostu działa w sposób wyrachowany i na tę chwilę ma korzyść ze wspierania jej. Wiadomo- chodzi o coś ze smokiem, ale o co dokładnie? Nie wiemy. Nie sądzę, żeby miał coś wspólnego z Wiedźmą. Cóż, to oczywiście tylko moje przeczucia, więc mogę nie mieć racji. XD
A Kret? Pomysł dobry, pytanie kto? Jeśli nie Rosswald, to nie widzę podejrzanych.
No i o co chodzi z tą całą ewangelią? Być może to pomysł szaleńców (po tym „kardynale” widać, że brakuje mu paru klepek), którym wydaje się, ze działają w imię Satelli, a może Wiedźma faktycznie zostawiła jakieś pisma „dla potomnych”... Pytanie, dlaczego akurat zależy im na zlikwidowaniu Emilii?
kliknij: ukryte Jak Subaru ma zamiar uratować sytuację? To naprawdę był Pack? Jeśli tak, to jaka relacja łączy ducha z Emilią? (podczas przedstawienia kandydatek na tron wyraźnie zaznaczono, że Pack jest wyjątkowy). Dlaczego zaatakowano posiadłość Roswalla i jak to możliwe, że w zbiorowisku takich sił (Emilia wraz z Packiem, Roswall, Beatrice) nie uratowała się żadna osoba? W tej sytuacji perspektywy Subaru wydają się w najlepszym wypadku beznadziejne… Tym bardziej, że znikąd pomocy. A na tym etapie już nie zadowoli mnie kreatywność i pomysłowość bohatera bez siły…
Końcówka, w której Pack (prawdopodobnie Pack) zamroził cały teren i zabił Subaru… Naprawdę mnie wzruszył i zatrwożył.
W każdym razie czekam na nowy odcinek i jestem ciekaw, jak Subaru rozwiąże tę sytuację.
Polecam
Po zwiastunie spodziewałem się czegoś w stylu Si‑Fi, więc nie byłem zbyt rozentuzjazmowany, ale postanowiłem zaryzykować. Już po pierwszym odcinku dotarło do mnie, że zupełnie źle spojrzałem na to anime (myślałem, że facet cofnie się w czasie do swoich lat licealnych) i natychmiast się przestawiłem.
Fabuła jest prosta i jasna: Arata, który ma kłopoty z odnalezieniem się w dorosłym życiu, dostaje szansę na „resocjalizację” w postaci eksperymentu, polegającego na powrocie do liceum w odmłodzonej wersji siebie. Jako 27‑latek musi stawić czoła realiom szkolnym (i wszystkim problemom z tym związanym) i nawiązać relacje z „rówieśnikami”, zachowując przy tym swoją tożsamość w ukryciu. Eksperyment trwa rok i po tym czasie wszyscy, których w ciągu tego roku poznał, zapomną o nim.
Myślę, że dla fanów okruchów brzmi to dość atrakcyjnie. Historia kładzie nacisk na nawiązywanie relacji głównego bohatera z pozostałymi, nie zapominając o jego historii, która wyjaśnia stan, w jakim się znalazł, jako 27‑latek. Mamy tu dużo interakcji miedzy postaciami, dużo uczuć, ale bez specjalnej egzaltacji, problemy natury społecznej współczesnego świata (bądźmy szczerzy- generacja NEET, to nie problem jedynie Japonii) i bardzo dużo realizmu, czego często brakuje mi w tzw. „obyczajówkach”.
To już drugie z rzędu anime, które usatysfakcjonowało mnie w kwestii kreacji bohaterów. Każdy ma swoją historię, motywację, osobowość, rozterki, a to wszystko nie jest nam przedstawiane łopatologicznie, a w sposób niezwykle naturalny. Główna postać zadowala mnie szczególnie- ma wszystko, co powinien mieć oraz jest bardzo wiarygodny. Wydaje się być lekkoduchem i dość łatwo przychodzi mu zaprzyjaźnienie się z nastolatkami, ale mimo to nie dają nam zapomnieć, że koniec końców, jest on starszy od nich o całą dekadę: słychać to w jego sposobie mówienia, dojrzałości emocjonalnej, częstym pouczaniu i doradzaniu kolegom, oraz jego stosunku do nich (choć z biegiem czasu co raz częściej się zapomina, ale to też jest naturalne i zamierzone).
Kreska bardzo mi sie podoba- nie jest specjalnie wyszukana, ale jest ładna, bohaterowie się od siebie różnią, nic się ze sobą nie zlewa… Wszystko gra.
Soundtrack był wyjątkowo skąpy. Jednak przy tak statecznym i spokojnym anime nie wydaje mi się to wadą, a przeciwnie- fortepian w tle nie zwracał na siebie uwagi, a tylko lekko podkręcał klimat. W ReLife nie ma żadnych scen akcji, melodramatyzmu, tragedii, ani nic z tego rodzaju, dlatego nadzwyczajna ścieżka dźwiękowa nie była tu konieczna.
Daję mocne 8/10. Temu tytułowi niczego nie brakuje i zasługuje on na uwagę, ale nie ma tutaj wybitności. Polecam fanom okruchów i lekkiego, ciepłego klimatu. Można się naprawdę pośmiać, ale jest tu również sporo realizmu i poruszania problematyki dzisiejszego świata (ale bez jakiejś dramaturgii i wysokich tonów), więc nie jest to bezrefleksyjna wydmuszka. Jeszcze raz polecam. :)
Pozytywnie nastawiony
Kreska nie jest super wybitna, ale za to bardzo estetyczna i miła dla oka.
Już widać, że nie będzie to zbyt ciężki klimat i raczej powinniśmy się spodziewać lekkości i humoru. Jak dla mnie ok. Czekam na kolejne odcinki i myślę, że seria wpadnie mi w gusta. Na coś takiego w ostatnim czasie czekałem. :)
Tak, jak myślałem, największy zgrzyt miałem z Seiyuu. Allena i Kandę jeszcze od biedy przeżyję (choć Kanda miał naprawdę dobry głos i mi go szczerze brakuje). Lenalee wyszła przyzwoicie, podobnie jak Miranda, Marian i Komui. Natomiast największy problem miałem z Lavim, Pandą (Serio? Jiraya? xd) i Krorym. Przy tym nie oceniam samych Seiyuu, a ich dopasowanie do postaci, porównując (nie da się tego uniknąć) do poprzedniej części.
Kreska? Szczerze mówiąc załamuje mnie strasznie… Postaci wyglądają, jak z jakiejś gry, a kolorystyka jest aż nazbyt jaskrawa i uproszczona. Najciężej znoszę przedstawienie postaci z profilu. Te nosy… Problem mam tutaj z Lenalee- sama postać jest narysowana bardzo ładnie, ale to jednak nie Lenalee… Tak naprawdę w pierwszej chwili zastanawiałem się, kto to jest.
Nie znam mangi (muszę w końcu się za nią zabrać), ale mam silne przeczucie, że bardzo mocno ucinali tutaj materiał i dali nam skróconą wersję… czegoś. XD Ledwo nas wprowadzili, a już zaczyna się jakaś poważniejsza akcja, która w dodatku została przedstawiona aż nazbyt płytko.
Allen jest inny… Przy tym nie mam na myśli ani wyglądu, ani głosu. Mam na myśli charakter. Nie wiem, to nie Allen… Podobnie jest z Lavim, który swoją drogą został narysowany chyba najgorzej z naszej paczki (tak, jak obawiałem się tego już przy zwiastunie).
Pozytywne akcenty? Na razie ich nie dostrzegam. XD Ścieżka dźwiękowa przywołuje wspomnienia i fajnie, ale jeszcze za szybko, żeby móc ją jednoznacznie ocenić.
Póki co, mój entuzjazm mocno ostygł, ale staram się myśleć pozytywnie. Może następne odcinki będą tylko lepsze? :D
Świetne anime
Fabuła i cały koncept był fajny i- wbrew pozorom- oryginalny (a przynajmniej na moją średnią ilość obejrzanych anime), choć słysząc streszczenie tej serii, raczej nie zapaliłby się we mnie entuzjazm. Dlatego uważam, że nie powinno się skazywać tej serii na stracenie już na starcie- warto się za nią zabrać i samemu wydać opinię.
Fabuła do najbardziej skomplikowanych nie należy i czerpie z szablonów- szkoła, szkolne kluby, paczka przyjaciół, przyjaźnie i miłosne rozterki… Jednak „paranormalny” wątek wpleciony w historię naszych bohaterów dodaje jej oryginalności, inności i absolutnie nie zalatuje tanim kiczem.
Klimat, jak wcześniej wspomniałem, jest mocno wyważony. Mamy tu wcale niemało humoru, który może nie wywołuje głośnego śmiechu, ale z pewnością jest udany. Wątki cięższe są bardzo fajnie utrzymywane w napięciu- nie jest zbyt dramaturgicznie, ale z drugiej strony poczucie, że „może się coś stać” cały czas pojawia się z tyłu głowy. Główny quasi antagonista wywołuje poczucie niepokoju i niepewności za każdym razem, kiedy się pojawia i nigdy do końca nie wiemy, czego od w ogóle chce i do czego jest zdolny.
Bohaterowie, to dla mnie mocna dziewiątka, a to w moich standardach jest naprawdę uznaniem. Początkowo każda z postaci wydawała mi się raczej przeciętna i standardowa- jednak nacisk twórców na relacje miedzy nimi i ich psychologizację sprawił, że stali się oni prawdziwi i namacalni. Każdy bywa irytujący, bo każdy ma wady; każdego da się lubić, ponieważ każdy jest inny i „jakiś”. Najgorzej pod tymi względami wypada Aoki, jednak jest on bazą serii i we mnie osobiście budził poczucie bezpieczeństwa- właśnie jego niezmienność i „przeciętniactwo” było pewnym punktem odniesienia do całej reszty bohaterów i jego obecność rozluźniała napięcie widza… a przynajmniej moje. kliknij: ukryte To, co można było tu lepiej pokazać, to relacje Nagase z mamą; samą Nagase uważam za najlepiej rozbudowaną postać, ale rozwiązanie jej problemów (mam tu na myśli mamę i ojczymów) przeszedł zdecydowanie za prosto. Zdecydowanie więcej czasu można było poświęcić też Taichiemu i jego… dziwactwu (chroniczna chęć noszenia pomocy). Gdyby bardziej spatologizować jego przypadłość (ale tak bez przesady), to wyszłoby cudo. Narzekam, ale naprawdę nie było źle. Bohaterowie są bardzo dobrzy; zwracam tylko uwagę na to, że zdecydowanie można było się do nich przyłożyć, aby nie byli „jedynie” bardzo dobrzy, a wyszły z nich perły.
Kreska była przeciętna i to mnie najbardziej boli. Nie była brzydka ani irytująca, ale twarze postaci nie były zbyt różnorodne, a i brak oryginalności powoduje, że za niedługo to anime mi się rozmyje; szkoda, bo warta jest zapamiętania.
Soundtracku w ogóle nie zarejestrowałem… Jeśli był, to niezwykle oszczędny i minimalistyczny.
Moje ogólne odczucia są jak najbardziej pozytywne. Siłą tej serii są bohaterowie i ich relacje, które- choć nie są odkrywcze i oryginalne- zostały bardzo dobrze nakreślone. Czuć w nich realizm; nie brakuje tu oczywiście momentów naiwnych i słodkich, ale są one drobne i mają charakter raczej humorystyczny, niż rzeczywiście wpływający na fabułę. Wystawiłem ocenę 9/10 i myślę, że się nie zmieni (jestem świeżo po seansie). Oglądałem z ciekawością do ostatniego odcinka i czuję się w miarę usatysfakcjonowany. Serię szczerze polecam, szczególnie fanom okruchów.