x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Ciekawe
Dobre, ale uproszczone i ugrzecznione
Przede wszystkim uważam, że to anime sprawdziłoby się znacznie lepiej, jako Seinen- albo bardziej rozbudowany i mocniejszy shounen. Szczerze? „Kanata no Astra” miało potencjał dorównujący „Fullmetal Alchemist”, ale z jakichś powodów postanowiono trochę zmarnować potencjał już w samym zarodku. Nie oznacza to, że seria jest słaba- nie jest. Nie jest jednak również wybitna. Czego zabrakło?
Zabrakło realnie zbudowanego kontekstu politycznego. Cała historia uniwersum była dość logicznie i dobrze zbudowana, ale rozwiązanie problemów historyczno‑politycznych było niezwykle infantylne i oderwane od realizmu. kliknij: ukryte Skoro światowy rząd postanowił wymazać prawdziwą historię, to dlaczego tak łatwo poszło naszej grupce upublicznienie wszystkiego? Przede wszystkim: w jaki sposób rządowi udało się tego dokonać? Ładnie prosząc ludzkość, żeby okłamała swoje dzieci? Nawet jeżeli 99% ludzi by się posłuchało, to jeden procent na pewno by się zbuntował, a w przypadku całej ludzkości, jest to liczba ogromna, powodująca, że plan nie mógłby się powieść. Aby plan był skuteczny, niezbędny był terror, a jeżeli światowy rząd byłby zdolny do użycia przemocy, na pewno tak łatwo nie udałoby się grupce nastolatków ujawnić prawdy.
Sprawa druga: kliknij: ukryte klonowanie ludzi było zakazane. Wszystko ładnie, pięknie, ale w sprawę było zamieszanych kilku wpływowych ludzi- dwóch wybitnych naukowców, polityk, trójka- zapewne zamożnych- artystów, a przede wszystkim król, którego rola polityczna została z jakiegoś względu spłycona i tak naprawdę niewyjaśniona. Można by pomyśleć, że w sprawę zaangażowanych było wiele osób, łącznie z rządem, jednak… okazało się, że klonowanie było kilkuosobowym spiskiem, który wystarczyło podać do mediów, żeby wszystkich pozamykać, łącznie z królem. Poza tym jakoś wątpię, żeby rząd nie był zainteresowany eksperymentami na klonach- to było oczywiście zakazane, ale mleko się rozlało, a przecież w sensie prawnym prawdopodobnie nie było żadnych regulacji nadających klonom statusu człowieka…
Wracając do króla- kliknij: ukryte jaką pełnił rolę? Jakie realne miał wpływy? Na czym polegałą jego władza? Co to za król, którego bez przeszkód może aresztować byle dzielnicowy? (tu pojawia się złośliwość, ale w gruncie rzeczy do tego się to sprowadza). Po fabule można było wywnioskować, że był on figurantem, ale ostatni odcinek wyraźnie zaznaczył, że Charce „zrzekł się realnej władzy”, więc jednak jakaś tam władza królewska była.
Sami bohaterowie, choć trochę uproszczeni, nie byli specjalnie płascy, ale nie wykorzystano do końca ich potencjału, wynikajacego chociażby z problematycznego dzieciństwa. Zupełnie natomiast pominięto rodziców głównych bohaterów, którzy prezentowali się bardzo dobrze, a jednak ich czas antenowy był właściwie marginalny.
To teraz: co mi się podobało?
Oczywiście sam pomysł był bardzo dobry: jak napisano w recenzji, wiele z pozornie infantylnych rozwiązań fabularnych miało swoje mocne wyjaśnienie w późniejszych odcinkach. Perspektywa podróży po planetach była bardzo ciekawa i nie przeszkadzało mi nawet uproszczenie różnych problematów z taką podróżą związanych. Podobali mi się bohaterowie, którzy choć trochę zbyt cukierkowi i mimo wszystko zbyt szablonowi, budzili sympatię. Podobały mi się ich historie i przeżycia emocjonalne. Podobało mi się uniwersum, które miało dobre bardzo dobre podstawy. Podobała mi się grafika oraz klimat. Podobała mi się sprawnie i spójnie poprowadzona fabuła, nawet jeśli na koniec ją zinfantylizowali.
Uważam, że „Kanata no Astra” mogłoby być wybitne, gdyby tych 12 odcinków stanowiło część pierwszą, zakończenie nie było cukierkowe, a wręcz przeciwnie i druga część serii polegałaby na kliknij: ukryte mierzeniu się „Grupy b‑5” ze światowym rządem, problemem masowego kłamstwa, cenzury i terroru, który nie tylko polega na fizycznej przemocy, a również na tym, co zrobiono z ludzkością- odebrano im religie, narodowości, rozbrojono ich, odebrano im wiele z wolności osobistych.
W sensie etycznym, zakończenie serii było niezwykle pesymistyczne, jeśli nie po prostu straszne- wnioski jakie można wyciągnąć z serii są takie, że kliknij: ukryte do zbudowania lepszej rzeczywistości niezbędne jest zniesienie narodów, religii, wartości wyższych i aksjomatów. Konkluzje- jeśli nie są stricte komunistyczne, to na pewno postmarksistowskie. Ale to temat na zupełnie inną kwestię…
Całkiem przyjemna seria
Wszystko na plus, tylko...
Ed odeszła razem z psem, Spike umiera, a kiedy Faye w końcu sobie uświadomiła, gdzie jest jej dom, to okazuje się, że już go tak naprawdę do końca nie ma. Czuję smutek i niezadowolenie…
Świetne
Jestem nastawiony jak najbardziej pozytywnie. Przemoc mnie nie razi, ale chyba trzeba będzie się przygotować na to, że techniczna strona będzie momentami razić. Przeżyję! :) Zastanawiam się nad sięgnięciem do materiału źródłowego.
Re: Ciekawe
Re: Ciekawe
Jak wcześniej wspomniałem, to anime nie zapisze się w mojej pamięci, ale kibicuję Netflixowi, ponieważ posiadają odpowiednie środki i potencjał techniczny (i merytoryczny) do tego, żeby tworzyć bardzo dobre dzieła. Na razie trochę raczkują, zobaczymy, co będzie później.
Ciekawe
Generalnie jestem zadowolony, ale nie do końca usatysfakcjonowany. Mam przed sobą jeszcze ostatni odcinek, ale już na tym etapie wyszło parę wad.
Przede wszystkim problemem jest uniwersum. Bardzo lubię, kiedy widz jest wrzucany w sam środek historii, ale sprawdza się to tylko w przypadkach, w których świat przedstawiony jest dla widza jasny i zrozumiały. Tutaj zabrakło tego elementu, przez co ma się wrażenie, jakby oglądało się drugi sezon jakiejś serii i nie za wszystkim się nadąża.
Problematyka jest dość oklepana, ale mogłaby się sprawdzić, gdyby była wcześniej podbudowana jakąś mitologią. Tę dostajemy gdzieś po drodze, trochę mimochodem, w biegu, jakby było to dla twórców zbędne marnowanie czasu, który można by było poświęcić na super akcje.
Same sceny akcji prezentują się świetnie. Kreska i animacja są bardzo ładne i z estetycznego punktu widzenia jest to dzieło naprawdę bardzo dobre. Nie wybitne, ale dobre. Do tego równe, bo nie ma tu gorszych momentów, w których unaocznia się oszczędność budżetu.
Nie można powiedzieć tego samego o ścieżce dźwiękowej, która jest miła dla ucha i dobrze wkomponowuje się w obraz, ale praktycznie rzecz biorąc nie daje się wciągnąć i się nie wyróżnia.
Bohaterowie są przyzwoici. Nie stronią od schematów i szablonów, ale z drugiej strony nie są płytcy i jakaś tam psychologizacja zastała zawarta. Choć nie jest to oszałamiające.
Generalnie jestem na tak. Gdyby lepiej rozpisano scenariusz, dokładniej przedstawiono uniwersum i trochę posiedziało nad postaciami, to mielibyśmy coś naprawdę, naprawdę dobrego. A tak mamy fajną serię, którą miło się ogląda, ale w pamięci na długo raczej nie pozostanie. Mam nadzieję, że Netflix dopiero się rozkręca i oprócz genialnych seriali, będziemy również dostawać genialne anime.
Mieszane uczucia
Postacie, to najmocniejsza strona serii. Rozwój Akiry jest ciekawy i choć on sam pozornie jest oklepany i przeciętny (jak na bohatera anime), to i tak oglądało się go z ciekawością. Ryo mu tutaj nie ustępuje na krok, a reszta obsady też jest niczego sobie. Gdyby nie popsuli ich wszystkich na koniec, to byłbym usatysfakcjonowany przynajmniej pod tym względem.
O ile soundtrack zupełnie nie wzbudził mojego zainteresowania (czasami wręcz męczył), to kreska była genialna- bardzo niestandardowa, niestarająca się być na siłę cukierkową i wliczającą się w kanon piękna. Przy tym jednak mająca swój urok i w pewnych względach estetyczna.
Akcja została poprowadzona genialnie. Odwaga w brutalności nie jest może rzadkością, ale nieocenzurowana intymność, która jednocześnie w najmniejszym stopniu nie może być zaliczana do fanserwisu, to już coś niecodziennego. Tutaj przedstawiono to genialnie- w połączeniu z przemocą, ale również zahaczając o religijność, co wyszło fenomenalnie, biorąc pod uwagę fakt, że ani razu nie odczułem, żeby cokolwiek miałoby tutaj być obrazoburczego. Napięcie było rozłożone dość nierówno- czasami z nim przeholowywali, a czasami go brakowało. W ostatnich odcinkach było go już tak dużo, że w kulminacyjnych momentach czułem się, jak dziecko, któremu dało się cukierka, a potem nie dość, że mu go zabrano, to jeszcze zdzielono go w twarz, żeby było było bardziej dramaturgicznie. kliknij: ukryte O ile tragizm syna pożerającego własną matkę i ojca niemogącego nic z tym zrobić był potwornie smutny i angażujący, o tyle sposób poprowadzenia śmierci ostatnich pobocznych bohaterów był już po prostu niesmaczny.
Symbolizm w „Devilman: Crybaby” był zamyślony bardzo mądrze i wręcz dziwiło mnie, w jaki sposób autorzy łączą rzetelną analizę chrześcijaństwa z dalekowschodnią interpretacją artystyczną. Niestety, pod koniec dostaliśmy dokładnie to, co dostajemy od Japończyków za każdym razem, gdy zabierają się za tematykę chrześcijaństwa…
Gdyby nie ostatnie 3 odcinki, z czystym sumieniem dałbym za to siedem gwiazdek. Gdyby cała seria utrzymała poziom pierwszych 4‑5 odcinków, a fabuła byłaby poprowadzona z wiekszym wyczuciem i mądrością, to mogłaby to być nawet dziewiątka. A tak? 5 gwiazdek. Pięć z dużym plusem, ale na 6 niestety nie zasługuje.
5/10
Re: 22 ep
[link][link][/link]
[link][link][/link]
Być może wychodzi ze mnie animacyjny ignorant i nie znam się na tym zupełnie, ale po pierwsze jestem estetą i jestem wyczulony na brzydotę, a po drugie serie typu Naruto, czy Fate, nie są robione dla znawców animacji, a dla fanów klimatu tego gatunku.
Historia dość banalna, niezwiązana z kanonem, zapodająca jedynie parę smaczków z głównej serii- wiadomo- klasyczna pełnometrażówka. Mimo wszystko fabuła mnie kupiła i oglądało mi się to z przyjemnością. Poza tym podobał mi się bonus z zakończenia (oglądać po napisach!), więc jestem usatysfakcjonowany. Nie jest to może najlepszy film pełnometrażowy serii anime, jaki miałem okazję oglądać w życiu, ale był na tyle przyzwoicie zaprojektowany i zrealizowany, iż śmiało mogę stwierdzić, że warto obejrzeć. Śmiało polecam fanom Fairy Tail.
Re: Księżulek
Zdecydowanie czołówka ostatnich sezonów
Na szczęście początkowe odruchy ekscytacji nie były błędne i „Made in Abyss” okazało się serią świetną.
Strona techniczna urzekała od samego początku do samego końca. Projekty postaci, tło, animacja, łagodnie wkomponowująca się w klimat muzyka, kolorystyka, pomysły na otoczenie… Wszystko było przepiękne i „Made in Abyss” było estetyczną ucztą dla oka.
Postaci są świetne. Nie ma ich znowu tak wiele (mamy mnóstwo postaci drugoplanowych, na których uwaga niewiele się skupia), ale są bardzo wiarygodne. Uniwersum jest dość specyficzne i łatwo było zrobić z dzieci dorosłych, co by wyszło sztucznie. W pewnym sensie te dzieci są dużo bardziej dojrzałe i zaradne od typowych dzieci (choć, czy możemy mówić tutaj o „typowych” dzieciach, w naszych kategoriach pojęciowych?) w ich wieku, ale patrząc na to, do czego od pierwszych lat życia są zmuszane, jest to kreacja wiarygodna. Popełniają dziecięce błędy, kiedy nadchodzą problemy, zaczynają płakać, ale prą na przód i mają determinację, którą wyrobiły trudy ich krótkiego życia. Bardzo mi się to podoba.
Świat przedstawiony jest niezwykle piękny i niezwykle okrutny. Dzieci są od pierwszych lat życia przygotowywane do śmiertelnie niebezpiecznej pracy, są brutalnie karane (mimo, że z ich perspektywy kary są dość naturalne) i w końcu spędzają życie na pracy, która w pierwszych latach najpewniej odbierze życie większości z nich, bo przetrwają tylko najsilniejsi. Z drugiej strony jest to jedyna perspektywa jakkolwiek przyzwoitego prosperowania, bowiem jeśli nie to, pozostaje życie w skrajnej nędzy i brudzie, kradnąc lub przeszukując śmietniki, które zostały już przeszukane przez kilku innych ludzi.
Fabuła jest dość prosta, ale jej sukces chyba właśnie w tej prostocie tkwi. Dzięki planowi dotarcia na dno Abyssu możemy w każdym odcinku poszerzać swoją wiedzę z tego, jak wygląda świat przedstawiony. Mamy szansę poznać kilku ciekawych ludzi z przeszłością, poznać historię Riko (a nawet urywki przeszłości Rega) oraz poznawać dziwactwa Abyssu, które są piękne, dzikie, nieokiełznane i śmiertelnie niebezpieczne. Widzimy dzieci doprowadzane do sytuacji skrajnych, w których muszą co chwila sobie radzić i dopatrywać się niebezpieczeństwa z każdej strony. Z drugiej widzimy ich fascynację tym przepięknym krajobrazem, pełnym mroku, światła, zjawisk wychodzących poza prawa fizyczne i istot które raz okazują się mniejszym zagrożeniem, niż początkowo się sądzi, a czasami ten pozór bywa zwodniczy i nasi bohaterowie ocierają się o śmierć.
Dalej zastanawiam się, jaką wystawić ocenę. ósemka wydaje mi się trochę za niska, z drugiej jednak strony na dziewiątkę nie pokazano AŻ TAKIEJ wybitności… O tym jeszcze pomyślę.
Re: no bez jaj
Może należę do tych niejarzących, ale dla mnie odpowiedź na to, jak to miasto wygląda, nie była wcale taka oczywista. Równie dobrze mogła się tam szerzyć anarchia, w której trup ściele się gęsto za najmniejszą pierdołę. Mógł to być również system, w którym panuje kult siły. Rozwiązania mogły być różne.
„Kino no Tabi”, to seria spokojna, specyficzna i choć pojawia się w niej jakaś akcja, to odgrywa ona rolę trzeciorzędną. Nie ma żadnego napięcia, przygód, emocji. Konwencja polega na tym, że Kino wraz z Hermesem podróżują z „miasta” do „miasta”, a każde z nich ma odmienną specyfikę. Ta specyfika (czasami skrajnie dziwna) jest pretekstem do filozoficznych refleksji na bardzo różne tematy: czym jest moralność ludzka, jak działają różne ustroje polityczne, jak zachowuje się człowiek w określonych warunkach, etc., etc.
„Kino no Tabi”, to seria bardzo specyficzna. Pisząc „bardzo” mam na myśli to, że jest dość trudna i pod wieloma względami nużąca. Nie każdemu przypadnie do gustu, a sądząc po dwóch odcinkach, konwencja z poprzedniej serii pozostaje niezmienna. Jeśli dwa odcinki nie przypadły ci do gustu, to podejrzewam, że seria ci się w ogóle nie spodoba, wręcz przeciwnie.
Jest dobrze
Fabuła niezmienna, choć akurat tego można się było spodziewać. Postaci są bardzo stonowane i dramaturgia oraz napięcie akcji również są utrzymywane na niskim pułapie emocjonalnym. To dobrze, właśnie o to chodziło.
Jestem zadowolony. Dostaliśmy po prostu odświeżoną wersję „Kino no Tabi” i właśnie tego tu było trzeba. Żadnych urozmaiceń, żadnych dodatkowych udziwnień, żadnych ulepszeń. Ogląda się dobrze. Pozostał zarówno klimat, jak i niebezpośredni przekaz- nie bójmy się tego słowa- filozoficzny, z którym można się zgadzać lub nie, ale na pewno zmusza do refleksji.
Dlatego właśnie przewaga Chirona powinna być jedynie w pierwszej fazie ich potyczki. Chiron natomiast nie tylko był pewien wygranej (co prawda znał słabość Achillesa, ale i Jeździec doskonale zdawał sobie sprawę, że on ją zna), ale i walce dominował. Pokazano ją dość skąpo, ale walka chwilę trwała. Nawet podczas krótkotrwałego zwarcia w Wiszących Ogrodach Babilonu, Łucznik wyglądał na przodującego.
Jeśli chodzi o całokształt, to zgadzam się, ze Chiron jest jednym z najniebezpieczniejszych sług. Tylko jego potencjał bojowy taki nie jest. A na to wskazywałyby jego konflikty z jeźdźcem czerni.
Co do reszty się zgadzam. Nie ma tutaj napięcia, kreatywności w walkach, ani niczego podobnego. Sama Walka Chiron vs Mordred mogła być ciekawa, gdyby nie sprowadzili jej do jakiejś półtorej minuty. Z drugiej strony Vlad vs Karna była dobrze pokazana, ale brak było w niej „tego czegoś” i jakoś oglądało się to bez zaangażowania.
Problemem też jest niekonsekwencja, co do dysproporcji siły i umiejętności postaci. kliknij: ukryte Achilles mógłby się równać podobno z Vladem (co czyniłoby go jednym z najsilniejszych) i dość dobrze radził sobie przeciw Siegfriedowi i Frankensteinowi, a jednak Chiron nad nim górował. Jest to o tyle dziwne, że Chiron w walce z Mordredem był zdecydowanie w gorszej pozycji, a ta posiada siłę dość zbliżoną do Siegfrieda. W tej jednak sytuacji Chiron powinien być samą czołówką, a niestety praktyka pokazuje, że jego mocną stroną jest głowa i szeroki wachlarz umiejętności, ale nie sam potencjał bojowy. Może się czepiam, ale rozplanowanie siły bohaterów uważam za podstawę, a tu się ona ugina.