Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Uratugo

  • Avatar
    A
    Uratugo 4.02.2020 05:51
    Ciekawe
    Komentarz do recenzji "Jibaku Shounen Hanako-kun"
    Jest to niezwykle kiczowate, więc myślałem, że będzie nudne, a jest… nawet wciągające. Nie będzie to na pewno arcydzieło, ale oglądając tę serię z pewnością się nie nudzę.
  • Avatar
    A
    Uratugo 30.11.2019 02:07
    Dobre, ale uproszczone i ugrzecznione
    Komentarz do recenzji "Kanata no Astra"
    Daję wysoką ocenę z pobudek czysto subiektywnych, ale nie jest to seria pozbawiona dość mocnych wad.

    Przede wszystkim uważam, że to anime sprawdziłoby się znacznie lepiej, jako Seinen- albo bardziej rozbudowany i mocniejszy shounen. Szczerze? „Kanata no Astra” miało potencjał dorównujący „Fullmetal Alchemist”, ale z jakichś powodów postanowiono trochę zmarnować potencjał już w samym zarodku. Nie oznacza to, że seria jest słaba- nie jest. Nie jest jednak również wybitna. Czego zabrakło?

    Zabrakło realnie zbudowanego kontekstu politycznego. Cała historia uniwersum była dość logicznie i dobrze zbudowana, ale rozwiązanie problemów historyczno­‑politycznych było niezwykle infantylne i oderwane od realizmu.  kliknij: ukryte 

    Sprawa druga:  kliknij: ukryte 

    Wracając do króla-  kliknij: ukryte 

    Sami bohaterowie, choć trochę uproszczeni, nie byli specjalnie płascy, ale nie wykorzystano do końca ich potencjału, wynikajacego chociażby z problematycznego dzieciństwa. Zupełnie natomiast pominięto rodziców głównych bohaterów, którzy prezentowali się bardzo dobrze, a jednak ich czas antenowy był właściwie marginalny.

    To teraz: co mi się podobało?

    Oczywiście sam pomysł był bardzo dobry: jak napisano w recenzji, wiele z pozornie infantylnych rozwiązań fabularnych miało swoje mocne wyjaśnienie w późniejszych odcinkach. Perspektywa podróży po planetach była bardzo ciekawa i nie przeszkadzało mi nawet uproszczenie różnych problematów z taką podróżą związanych. Podobali mi się bohaterowie, którzy choć trochę zbyt cukierkowi i mimo wszystko zbyt szablonowi, budzili sympatię. Podobały mi się ich historie i przeżycia emocjonalne. Podobało mi się uniwersum, które miało dobre bardzo dobre podstawy. Podobała mi się grafika oraz klimat. Podobała mi się sprawnie i spójnie poprowadzona fabuła, nawet jeśli na koniec ją zinfantylizowali.

    Uważam, że „Kanata no Astra” mogłoby być wybitne, gdyby tych 12 odcinków stanowiło część pierwszą, zakończenie nie było cukierkowe, a wręcz przeciwnie i druga część serii polegałaby na  kliknij: ukryte 

    W sensie etycznym, zakończenie serii było niezwykle pesymistyczne, jeśli nie po prostu straszne- wnioski jakie można wyciągnąć z serii są takie, że  kliknij: ukryte  Konkluzje- jeśli nie są stricte komunistyczne, to na pewno postmarksistowskie. Ale to temat na zupełnie inną kwestię…
  • Avatar
    A
    Uratugo 23.05.2019 15:49
    Komentarz do recenzji "Fukigen na Mononokean: Tsuzuki"
    Drugi sezon jest zdecydowanie lepszy od pierwszego. Dalej nie jest to „to coś”, ale ogląda się z przyjemnością. Od przybytku (Youkai) głowa nie boli. :)
  • Avatar
    A
    Uratugo 31.03.2019 01:38
    Całkiem przyjemna seria
    Komentarz do recenzji "Tensei Shitara Slime Datta Ken"
    Dziwią mnie te krytyczne głosy. Oczywiście- jest to niespecjalnie odkrywcze anime, pozbawione jest jakiegoś głębszego dna i w ogóle fabuła i bohaterowie są całkiem prości i schematyczni… Mimo wszystko Tensei Shitara Slime Datta Ken ma swój urok i oglądałem to bez specjalnych oczekiwań, za do z dużą przyjemnością. Pewnie obejrzę następny sezon. :)
  • Avatar
    A
    Uratugo 10.03.2019 22:02
    Wszystko na plus, tylko...
    Komentarz do recenzji "Cowboy Bebop"
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Uratugo 11.04.2018 15:27
    Świetne
    Komentarz do recenzji "Golden Kamui"
    Już w pierwszych minutach wszedłem w klimat i oglądałem z uwagą. Główni bohaterowie prezentują się- póki co- bardzo dobrze. Strona techniczna jest bardzo nierówna- generalnie rzecz biorąc kreska jest bardzo ładna, animacja przyzwoita, ale CGI… Zastosowałbym tu pewne kaszubskie powiedzenie, ale nie chciałbym być niecenzuralny.

    Jestem nastawiony jak najbardziej pozytywnie. Przemoc mnie nie razi, ale chyba trzeba będzie się przygotować na to, że techniczna strona będzie momentami razić. Przeżyję! :) Zastanawiam się nad sięgnięciem do materiału źródłowego.
  • Avatar
    Uratugo 4.03.2018 23:22
    Re: Ciekawe
    Komentarz do recenzji "B: The Beginning"
    A możliwe. Wiem, że na pewno oglądałem to właśnie na Netflixie. :) Tylko „Devilman” jest serią adaptowaną (nie znam oryginału, więc ciężko mi stwierdzić, jak daleko niezależne jest Crybaby od pierwowzorów), a „B: The Beginning” jest serią oryginalną. To jednak różnica.
  • Avatar
    Uratugo 4.03.2018 23:19
    Re: Ciekawe
    Komentarz do recenzji "B: The Beginning"
    Wydaje mi się, że za bardzo hejtujesz. Są mega przewidywalni- to fakt. To chodzące stereotypy- to też fakt. Ale zostali zbudowani na tyle dobrze, że nie byli jednowymiarowi. Jednak nie było tutaj dużego pola do popisu, bo seria była stanowczo za krótka- z tym też się zgadzam.

    Jak wcześniej wspomniałem, to anime nie zapisze się w mojej pamięci, ale kibicuję Netflixowi, ponieważ posiadają odpowiednie środki i potencjał techniczny (i merytoryczny) do tego, żeby tworzyć bardzo dobre dzieła. Na razie trochę raczkują, zobaczymy, co będzie później.
  • Avatar
    A
    Uratugo 4.03.2018 02:17
    Ciekawe
    Komentarz do recenzji "B: The Beginning"
    Z tego, co zrozumiałem, to B: the beginning jest produktem (nie bójmy się tego słowa) Netflixa. Wydaje mi się, że pierwszym (choć nie jestem pewien), więc można powiedzieć, że jest to swego rodzaju dzieło eksperymentalne. Jakie są tego efekty?

    Generalnie jestem zadowolony, ale nie do końca usatysfakcjonowany. Mam przed sobą jeszcze ostatni odcinek, ale już na tym etapie wyszło parę wad.

    Przede wszystkim problemem jest uniwersum. Bardzo lubię, kiedy widz jest wrzucany w sam środek historii, ale sprawdza się to tylko w przypadkach, w których świat przedstawiony jest dla widza jasny i zrozumiały. Tutaj zabrakło tego elementu, przez co ma się wrażenie, jakby oglądało się drugi sezon jakiejś serii i nie za wszystkim się nadąża.

    Problematyka jest dość oklepana, ale mogłaby się sprawdzić, gdyby była wcześniej podbudowana jakąś mitologią. Tę dostajemy gdzieś po drodze, trochę mimochodem, w biegu, jakby było to dla twórców zbędne marnowanie czasu, który można by było poświęcić na super akcje.

    Same sceny akcji prezentują się świetnie. Kreska i animacja są bardzo ładne i z estetycznego punktu widzenia jest to dzieło naprawdę bardzo dobre. Nie wybitne, ale dobre. Do tego równe, bo nie ma tu gorszych momentów, w których unaocznia się oszczędność budżetu.

    Nie można powiedzieć tego samego o ścieżce dźwiękowej, która jest miła dla ucha i dobrze wkomponowuje się w obraz, ale praktycznie rzecz biorąc nie daje się wciągnąć i się nie wyróżnia.

    Bohaterowie są przyzwoici. Nie stronią od schematów i szablonów, ale z drugiej strony nie są płytcy i jakaś tam psychologizacja zastała zawarta. Choć nie jest to oszałamiające.

    Generalnie jestem na tak. Gdyby lepiej rozpisano scenariusz, dokładniej przedstawiono uniwersum i trochę posiedziało nad postaciami, to mielibyśmy coś naprawdę, naprawdę dobrego. A tak mamy fajną serię, którą miło się ogląda, ale w pamięci na długo raczej nie pozostanie. Mam nadzieję, że Netflix dopiero się rozkręca i oprócz genialnych seriali, będziemy również dostawać genialne anime.
  • Avatar
    A
    Uratugo 1.03.2018 02:35
    Mieszane uczucia
    Komentarz do recenzji "Devilman: Crybaby"
    Fabuła jest w porządku- niby nieoryginalna, niby nie wyjątkowo ambitna, ale jednak bardzo w porządku. Realizacja? Gdzieś do 5 odcinka było bardzo, naprawdę bardzo dobrze. 6­‑7 odcinki się pogorszyły, ale ostatnie 3, to już czysta tragedia. Autorzy przegięli pałę i widocznie nie miał kto ich przystopować. To, że lubimy słodką herbatę jeszcze nie oznacza, że dobrze jest sypać do niej 15 łyżeczek. Pomysł i początkowa realizacja miały szansę na powodzenie i stworzenie solidnego dzieła; niestety polecieli już w takie tony, że dobry konstrukt zaczął zamieniać się w kicz i groteskę.

    Postacie, to najmocniejsza strona serii. Rozwój Akiry jest ciekawy i choć on sam pozornie jest oklepany i przeciętny (jak na bohatera anime), to i tak oglądało się go z ciekawością. Ryo mu tutaj nie ustępuje na krok, a reszta obsady też jest niczego sobie. Gdyby nie popsuli ich wszystkich na koniec, to byłbym usatysfakcjonowany przynajmniej pod tym względem.

    O ile soundtrack zupełnie nie wzbudził mojego zainteresowania (czasami wręcz męczył), to kreska była genialna- bardzo niestandardowa, niestarająca się być na siłę cukierkową i wliczającą się w kanon piękna. Przy tym jednak mająca swój urok i w pewnych względach estetyczna.

    Akcja została poprowadzona genialnie. Odwaga w brutalności nie jest może rzadkością, ale nieocenzurowana intymność, która jednocześnie w najmniejszym stopniu nie może być zaliczana do fanserwisu, to już coś niecodziennego. Tutaj przedstawiono to genialnie- w połączeniu z przemocą, ale również zahaczając o religijność, co wyszło fenomenalnie, biorąc pod uwagę fakt, że ani razu nie odczułem, żeby cokolwiek miałoby tutaj być obrazoburczego. Napięcie było rozłożone dość nierówno- czasami z nim przeholowywali, a czasami go brakowało. W ostatnich odcinkach było go już tak dużo, że w kulminacyjnych momentach czułem się, jak dziecko, któremu dało się cukierka, a potem nie dość, że mu go zabrano, to jeszcze zdzielono go w twarz, żeby było było bardziej dramaturgicznie.  kliknij: ukryte 

    Symbolizm w „Devilman: Crybaby” był zamyślony bardzo mądrze i wręcz dziwiło mnie, w jaki sposób autorzy łączą rzetelną analizę chrześcijaństwa z dalekowschodnią interpretacją artystyczną. Niestety, pod koniec dostaliśmy dokładnie to, co dostajemy od Japończyków za każdym razem, gdy zabierają się za tematykę chrześcijaństwa…

    Gdyby nie ostatnie 3 odcinki, z czystym sumieniem dałbym za to siedem gwiazdek. Gdyby cała seria utrzymała poziom pierwszych 4­‑5 odcinków, a fabuła byłaby poprowadzona z wiekszym wyczuciem i mądrością, to mogłaby to być nawet dziewiątka. A tak? 5 gwiazdek. Pięć z dużym plusem, ale na 6 niestety nie zasługuje.
  • Avatar
    A
    Uratugo 1.01.2018 20:10
    5/10
    Komentarz do recenzji "Fate/Apocrypha"
    Nie miałem zbyt wielkich oczekiwań, ale i tak zostały one przygaszone ostatnimi pięcioma (mniej więcej) odcinkami. Jedyne, co mi się w nich (tych ostatnich odcinkach) podobało, to walka Sieg vs Karma (klimatycznie zrobiona) i to właściwie tyle. Jak już ktoś niżej wspomniał- mało tu było fejta w fejcie. Czy się zawiodłem? Może odrobinę, ale nie na tyle, żeby się zirytować. Jest to po prostu średnia seria z papierowymi bohaterami, choć były sceny, które oglądało się z przyjemnością.
  • Avatar
    Uratugo 18.12.2017 17:06
    Re: 22 ep
    Komentarz do recenzji "Fate/Apocrypha"
    O ile- jeśli mowa o odcinku 22 Fate Apocrypha- uważam animację za bardzo klimatyczną, o tyle walka Naruto vs Pain wiała żenadą i obciętym budżetem. Nie znam się na animacji, ale wiem, kiedy coś prezentuje się dobrze, a kiedy wygląda, jakby było robione bądź to komicznie, bądź na odwal się. To na pewno nie było dobre:

    [link][link][/link]

    [link][link][/link]

    Być może wychodzi ze mnie animacyjny ignorant i nie znam się na tym zupełnie, ale po pierwsze jestem estetą i jestem wyczulony na brzydotę, a po drugie serie typu Naruto, czy Fate, nie są robione dla znawców animacji, a dla fanów klimatu tego gatunku.
  • Avatar
    A
    Uratugo 3.12.2017 17:24
    Komentarz do recenzji "Fairy Tail: Dragon Cry"
    „Dragon Cry” jest zdecydowanie lepszym filmem od poprzedniego. Pod względem kreski i animacji, jest to naprawdę dobra kinówka, może z wyłączeniem króla Animusa, ale bez szczegółów…

    Historia dość banalna, niezwiązana z kanonem, zapodająca jedynie parę smaczków z głównej serii- wiadomo- klasyczna pełnometrażówka. Mimo wszystko fabuła mnie kupiła i oglądało mi się to z przyjemnością. Poza tym podobał mi się bonus z zakończenia (oglądać po napisach!), więc jestem usatysfakcjonowany. Nie jest to może najlepszy film pełnometrażowy serii anime, jaki miałem okazję oglądać w życiu, ale był na tyle przyzwoicie zaprojektowany i zrealizowany, iż śmiało mogę stwierdzić, że warto obejrzeć. Śmiało polecam fanom Fairy Tail.
  • Avatar
    Uratugo 13.11.2017 15:49
    Re: Księżulek
    Komentarz do recenzji "Mahou Tsukai no Yome"
    Gdyby Kościół negował istnienie magii, to magowie nie mieliby strażników. Raczej nie porównywałbym Kościoła z naszej rzeczywistości do Kościoła z uniwersum Mahou Tsukai, bo to nie ma sensu.
  • Avatar
    A
    Uratugo 24.10.2017 11:16
    Zdecydowanie czołówka ostatnich sezonów
    Komentarz do recenzji "Made in Abyss"
    „Made in Abyss” posiadało ryzyko zostania cukierkowym pierdem z ciekawą kreską. Choć zapowiedzi i pierwszy odcinek nastrajały pozytywnie, to powtarzające się słabizny z dziećmi w roli głównej były tak częste, że już chyba nikt nie był na tyle naiwny, żeby podchodzić do tej serii bez rezerwy.

    Na szczęście początkowe odruchy ekscytacji nie były błędne i „Made in Abyss” okazało się serią świetną.

    Strona techniczna urzekała od samego początku do samego końca. Projekty postaci, tło, animacja, łagodnie wkomponowująca się w klimat muzyka, kolorystyka, pomysły na otoczenie… Wszystko było przepiękne i „Made in Abyss” było estetyczną ucztą dla oka.

    Postaci są świetne. Nie ma ich znowu tak wiele (mamy mnóstwo postaci drugoplanowych, na których uwaga niewiele się skupia), ale są bardzo wiarygodne. Uniwersum jest dość specyficzne i łatwo było zrobić z dzieci dorosłych, co by wyszło sztucznie. W pewnym sensie te dzieci są dużo bardziej dojrzałe i zaradne od typowych dzieci (choć, czy możemy mówić tutaj o „typowych” dzieciach, w naszych kategoriach pojęciowych?) w ich wieku, ale patrząc na to, do czego od pierwszych lat życia są zmuszane, jest to kreacja wiarygodna. Popełniają dziecięce błędy, kiedy nadchodzą problemy, zaczynają płakać, ale prą na przód i mają determinację, którą wyrobiły trudy ich krótkiego życia. Bardzo mi się to podoba.

    Świat przedstawiony jest niezwykle piękny i niezwykle okrutny. Dzieci są od pierwszych lat życia przygotowywane do śmiertelnie niebezpiecznej pracy, są brutalnie karane (mimo, że z ich perspektywy kary są dość naturalne) i w końcu spędzają życie na pracy, która w pierwszych latach najpewniej odbierze życie większości z nich, bo przetrwają tylko najsilniejsi. Z drugiej strony jest to jedyna perspektywa jakkolwiek przyzwoitego prosperowania, bowiem jeśli nie to, pozostaje życie w skrajnej nędzy i brudzie, kradnąc lub przeszukując śmietniki, które zostały już przeszukane przez kilku innych ludzi.

    Fabuła jest dość prosta, ale jej sukces chyba właśnie w tej prostocie tkwi. Dzięki planowi dotarcia na dno Abyssu możemy w każdym odcinku poszerzać swoją wiedzę z tego, jak wygląda świat przedstawiony. Mamy szansę poznać kilku ciekawych ludzi z przeszłością, poznać historię Riko (a nawet urywki przeszłości Rega) oraz poznawać dziwactwa Abyssu, które są piękne, dzikie, nieokiełznane i śmiertelnie niebezpieczne. Widzimy dzieci doprowadzane do sytuacji skrajnych, w których muszą co chwila sobie radzić i dopatrywać się niebezpieczeństwa z każdej strony. Z drugiej widzimy ich fascynację tym przepięknym krajobrazem, pełnym mroku, światła, zjawisk wychodzących poza prawa fizyczne i istot które raz okazują się mniejszym zagrożeniem, niż początkowo się sądzi, a czasami ten pozór bywa zwodniczy i nasi bohaterowie ocierają się o śmierć.

    Dalej zastanawiam się, jaką wystawić ocenę. ósemka wydaje mi się trochę za niska, z drugiej jednak strony na dziewiątkę nie pokazano AŻ TAKIEJ wybitności… O tym jeszcze pomyślę.
  • Avatar
    Uratugo 21.10.2017 22:18
    Komentarz do recenzji "Kino no Tabi: The Beautiful World - Animated Series"
    A póki co, jestem po dwóch odcinkach, więc o trzecim się nie wypowiem. Drugi odcinek był gorszy od pierwszego, ale też był powtórzeniem starej serii. Z tego, co pamiętam, to tam ten epizod był rozłożony na dwa odcinki i można było dokładniej poprowadzić całą akcję. Co nie zmienia faktu, że był to gorszy odcinek, tu się zgadzam.
  • Avatar
    Uratugo 21.10.2017 22:16
    Re: no bez jaj
    Komentarz do recenzji "Kino no Tabi: The Beautiful World - Animated Series"
    Wybacz, w 1 epku po zobaczeniu twarzy chłopaka na początku odcinka i „w tym mieście można zabijać” nie było sensu już dalej oglądać. Autentycznie bardziej przewidywalnie się nie dało. Nie serio, spróbuj ułożyć bardziej przewidywalną fabułę odcinka Kino no Tabi.


    Może należę do tych niejarzących, ale dla mnie odpowiedź na to, jak to miasto wygląda, nie była wcale taka oczywista. Równie dobrze mogła się tam szerzyć anarchia, w której trup ściele się gęsto za najmniejszą pierdołę. Mógł to być również system, w którym panuje kult siły. Rozwiązania mogły być różne.
  • Avatar
    Uratugo 21.10.2017 22:12
    Komentarz do recenzji "Kino no Tabi: The Beautiful World - Animated Series"
    Oczywiście. Nie miałem na myśli tego, że „Kino no tabi” nie budzi (czy też, że w zamyśle nie ma budzić) emocji. Chodzi mi raczej o ten rodzaj napięcia, który wywołują cliffhangery. Z pewnością wiele rzeczy może wzburzyć, przerazić, rozczulić, ale nie jest to seria nastawiona na napięcie, typu „O Jezu, co się teraz wydarzy?!”.
  • Avatar
    Uratugo 20.10.2017 09:44
    Komentarz do recenzji "Kino no Tabi: The Beautiful World - Animated Series"
    Hmmm, więc pozwól, że ci wyjaśnię. Ach, to nie złośliwość, czy sarkazm z mojej strony, żeby nie było.

    „Kino no Tabi”, to seria spokojna, specyficzna i choć pojawia się w niej jakaś akcja, to odgrywa ona rolę trzeciorzędną. Nie ma żadnego napięcia, przygód, emocji. Konwencja polega na tym, że Kino wraz z Hermesem podróżują z „miasta” do „miasta”, a każde z nich ma odmienną specyfikę. Ta specyfika (czasami skrajnie dziwna) jest pretekstem do filozoficznych refleksji na bardzo różne tematy: czym jest moralność ludzka, jak działają różne ustroje polityczne, jak zachowuje się człowiek w określonych warunkach, etc., etc.

    „Kino no Tabi”, to seria bardzo specyficzna. Pisząc „bardzo” mam na myśli to, że jest dość trudna i pod wieloma względami nużąca. Nie każdemu przypadnie do gustu, a sądząc po dwóch odcinkach, konwencja z poprzedniej serii pozostaje niezmienna. Jeśli dwa odcinki nie przypadły ci do gustu, to podejrzewam, że seria ci się w ogóle nie spodoba, wręcz przeciwnie.
  • Avatar
    Uratugo 19.10.2017 14:51
    Komentarz do recenzji "Kino no Tabi: The Beautiful World - Animated Series"
    Nie bardzo rozumiem, o co chodzi. Ta seria była- i widać teraz też będzie- przewidywalna. Nudy? Przecież wcześniej akcja była dokładnie taka sama. Może to i nudne, ale nie dlatego, ze nowa seria jest gorsza, ale dlatego, że to specyfika „Kino no Tabi”.
  • Avatar
    A
    Uratugo 19.10.2017 14:49
    Jest dobrze
    Komentarz do recenzji "Kino no Tabi: The Beautiful World - Animated Series"
    Kreska się zmieniła, ale dalej pozostaje w swoim klimacie, co już jest bardzo ważne.

    Fabuła niezmienna, choć akurat tego można się było spodziewać. Postaci są bardzo stonowane i dramaturgia oraz napięcie akcji również są utrzymywane na niskim pułapie emocjonalnym. To dobrze, właśnie o to chodziło.

    Jestem zadowolony. Dostaliśmy po prostu odświeżoną wersję „Kino no Tabi” i właśnie tego tu było trzeba. Żadnych urozmaiceń, żadnych dodatkowych udziwnień, żadnych ulepszeń. Ogląda się dobrze. Pozostał zarówno klimat, jak i niebezpośredni przekaz- nie bójmy się tego słowa- filozoficzny, z którym można się zgadzać lub nie, ale na pewno zmusza do refleksji.
  • Avatar
    Uratugo 16.10.2017 14:11
    Komentarz do recenzji "Fate/Apocrypha"
    Czerwieni*
  • Avatar
    Uratugo 16.10.2017 14:10
    Komentarz do recenzji "Fate/Apocrypha"
    Och, to było pomocne w pierwszej fazie walki, potem ta przewaga Chirona zniknęła. Jak powiedział sam Achilles: w czasie, kiedy on prowadził wojny i się rozwijał, Chiron siedział i nauczał kolejne pokolenia bohaterów. Z pewnością Achilles nie znał pełni umiejętności swego mistrza, ale i sam centaur znał umiejętności Achillesa jedynie z okresu, kiedy go nauczał.

    Dlatego właśnie przewaga Chirona powinna być jedynie w pierwszej fazie ich potyczki. Chiron natomiast nie tylko był pewien wygranej (co prawda znał słabość Achillesa, ale i Jeździec doskonale zdawał sobie sprawę, że on ją zna), ale i walce dominował. Pokazano ją dość skąpo, ale walka chwilę trwała. Nawet podczas krótkotrwałego zwarcia w Wiszących Ogrodach Babilonu, Łucznik wyglądał na przodującego.

    Jeśli chodzi o całokształt, to zgadzam się, ze Chiron jest jednym z najniebezpieczniejszych sług. Tylko jego potencjał bojowy taki nie jest. A na to wskazywałyby jego konflikty z jeźdźcem czerni.
  • Avatar
    Uratugo 16.10.2017 07:42
    Komentarz do recenzji "Fate/Apocrypha"
    Jak dla mnie, to Mordred jest typową Tsundere. I nie to, żebym jej nie lubił, czy uważał, iż jest słabą postacią. Uważam, że jest tutaj przynajmniej kilka ciekawych bohaterów. Mają oni jednak jeden, bardzo istotny problem: jest ich zbyt wielu. To by mogło się udać, gdyby ta seria miała być tasiemcem, jednak przy konwencji 24­‑odcinkowej ten pomysł był skazany na porażkę.

    Co do reszty się zgadzam. Nie ma tutaj napięcia, kreatywności w walkach, ani niczego podobnego. Sama Walka Chiron vs Mordred mogła być ciekawa, gdyby nie sprowadzili jej do jakiejś półtorej minuty. Z drugiej strony Vlad vs Karna była dobrze pokazana, ale brak było w niej „tego czegoś” i jakoś oglądało się to bez zaangażowania.

    Problemem też jest niekonsekwencja, co do dysproporcji siły i umiejętności postaci.  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Uratugo 15.10.2017 21:21
    Komentarz do recenzji "Fate/Apocrypha"
    Zaczyna mnie to powoli nudzić. I nie to, żebym miał coś do fabuły- jest dokładnie taka, jak się spodziewałem. MA jednak problem z faktem, że jest mniej rąbaniny, niż być powinno i generalnie jakoś niewielu bohaterów ubywa. Zarzut mam do akcji, która niestety jest zbyt łagodna, przez co nie podnosi do góry fabuły. Cały czas oglądam z umiarkowanym zainteresowaniem i to się pewnie nie zmieni, ale jednak liczyłem na coś efektowniejszego.