Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Uratugo

  • Avatar
    A
    Uratugo 20.06.2016 23:00
    Komentarz do recenzji "D.Gray-man Hallow"
    Nie wiem, czy materiał mangi (liczony od zakończenia anime do ostatniego rozdziału mangi) jest na tyle nieduży, że 13 odcinków powinno udźwignąć tę ilość, czy nie, ale bez względu na to, uważam jednak, że te 13 odcinków, to niewiele.

    Osobiście miałem nadzieję, że przy dobrym poziomie możliwe będzie odnowienie serii i stworzenie anime od nowa, ale z drugiej strony jest to dość bezpieczne wyjście- jeśli coś poszło nie tak i „D Gray man” będzie niewypałem, to mimo wszystko w pamięci będzie się trzymać pierwotna wersja, a nową będzie można zwyczajnie odciąć od reszty i puścić ją w niepamięć.

    Bez względu na wszystko, mimo tego, że będzie to jedynie 13 odcinków, jest to najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera sezonu i cieszę się, że już do tego bliżej, niż dalej.
  • Avatar
    Uratugo 8.06.2016 01:20
    Re: Roy Mustang
    Komentarz do recenzji "Stalowy alchemik: misja braci"
    A mi właśnie się wydaję, że o tę „zwykłą” zapłatę chodzi- w końcu, kiedy taki Ed używa alchemii, to naocznie widać „zapłatę” (np. dziura w ziemi, z której wytworzył włócznię do walki), natomiast w przypadku Roya gołym okiem równej wymiany nie widać, bo jedynie pstryka palcami i znikąd pojawiają się olbrzymie płomienie.
  • Avatar
    Uratugo 6.06.2016 20:45
    Re: Roy Mustang
    Komentarz do recenzji "Stalowy alchemik: misja braci"
    Oczywiście, że alchemicy musieli płacić. Nie mogli stworzyć coś z niczego (co oferował kamień filozoficzny), Żeby dokonać transmutacji, musieli użyć dokładnie tyle materii, ile potrzebował obiekt, jaki chcieli stworzyć.

    Roy Mustang posiadał rękawiczki ze specjalnego materiału, na których był krąg transmutacyjny. Pstrykaniem palcami wywoływał iskry, które pozwalały na wzniecenie wybuchów, dzięki transmutacji.
  • Avatar
    A
    Uratugo 4.06.2016 23:52
    Trudne do jednoznacznej oceny
    Komentarz do recenzji "Steins;Gate"
    Generalnie mam mieszane uczucia co do tej serii; miała ona wzloty i upadki, fabuła na przemian powodowała napięcie i męczyła, a bohaterowie również są bardzo nierówni pod względem oceny.

    Może zacznę od fabuły. Jakieś pierwsze trzy odcinki kiepskie, choć nie na tyle fatalne, żeby nie spodziewać się rozkręcenia tej imprezy. Poczekałem i się doczekałem. Gdzieś w piątym odcinku zaczęło się naprawdę ciekawie i emocjonująco. Co później poszło nie tak? Generalnie narzekam na totalny brak oryginalności. Nie zobaczyłem tutaj nic nowego, niespodziewanego, czegoś, czego wcześniej bym nie widział. Rozczarowujące jest to nie dlatego, że spodziewałem się pionierstwa w dziedzinie Si­‑Fi, a dlatego, że pierwsze odcinki wskazywały na coś „innego”.

    Zazwyczaj motyw podróży w czasie albo utrzymuje się w konwencji przygodówki, albo kina fatalnego. „Stein; Gate” utwierdzał nie w przekonaniu, że będzie to kino zrównoważone pomiędzy jednym a drugim, a dzięki temu dostaniemy coś naprawdę fajnego. Niestety, mniej więcej w odcinku, w którym  kliknij: ukryte , zaczynamy dostawać coś pomiędzy Terminatorem, a Efektem motyla. Nie podobało mi się to. Było to zdecydowanie za ciężkie w odbiorze (nie pod względem intelektualnym, a emocjonalnym)i seria zgubiła swój swoisty klimat, do którego z początku ciężko mi było się przekonać, ale jednak później bardzo się do niego przywiązałem. Gdzieś pod koniec chciałem już zrezygnować, ale stwierdziłem, że skoro już jestem na tym etapie, to trochę głupio byłoby porzucać to anime. Zostałem. Ostatnie 2/3 odcinki mnie usatysfakcjonowany i nie żałuję, że nie przerwałem seansu.

    Postaci nie są pierwszego sortu (hoho, jak politycznie to dziś brzmi), ale mnie kupiły. Sam główny bohater z początku mnie drażnił, ale dość szybko przekonał mnie do siebie (zresztą tak, jak wcześniej wspomniany klimat, który w dużej mierze tworzył właśnie on). Nie ukrywam, że mnie najpierw rozczarował, bowiem po „szalonym naukowcu” spodziewałem sie czegoś więcej; niemniej później ciężko mi było sobie wyobrazić, że to mógłby być ktoś inny. „Christina”, choć sympatyczna, była na wskroś szablonowa i jednowymiarowa. Myślałem, że może okaże się  kliknij: ukryte , dzięki czemu pokaże coś więcej, ale jednak tego nie zrobiła. Maiyuuri robi za tą głupiutką, czego nie lubię, ale jednocześnie była tak dziwna, specyficzna i oryginalna, że ją polubiłem chyba najbardziej. Reszta była do lubienia, ale jakoś nie zbliżyłem się do nich na tyle, żeby nad nimi się rozprawiać.

    Akcja była bardzo nierówna. Z nudy przeskakiwała na najwyższe obroty, potem jednak za długo utrzymywała się w wysokim napięciu, przez co zaczynała męczyć, a później zaczynała wpadać w rutynę, żeby zaraz znów podkręcić obroty. Zdecydowanie zabrakło tutaj subtelności i umiejętności planowania.

    Kreska aż nadto pospolita. Nie było w niej niestety nic charakterystycznego, przez co za niedługo najpewniej mi się rozmyje w pamięci, jak tysiąc innych pospolitych anime, a szkoda, bo seria warta jest zapamiętania. Na szczęście nie była brzydka, a jej poziom był wyrównany przez wszystkie odcinki. Była to chyba jedyna równowaga, jaką nam zaserwowali.

    Soundtrack również ciężki do określenia. Czasami go brakowało, czasami był zbyt pospolity, czasami były zgrzyty pomiędzy ścieżką dźwiękową, a akcją, ale czasami aż powodowała ciarki na całym ciele.

    Całą serię oceniam na 7. Gdyby poprawić gorsze strony i uniknąć paru błędów, to mogłoby być nawet 9, przy dobrych wiatrach- kto wie- może nawet 10. Pomysł, choć już przetarty, to został dobrze obmyślony, ale jego realizacja była już trochę gorsza. Nie nazwę tego anime zmarnowanym potencjałem, jednak niewątpliwie popełniono tu błędy, których naprawa z tylko „dobrego anime”, mogłaby zrobić dzieło zapamiętywalne na lata. Sądzę, że również budżet mógł mieć tu wiele do powiedzenia, choć na tych sprawach w ogóle się nie znam. 7, to średnia całości, bowiem znajdą się tu aspekty warte dziewiątek, ósemek, ale również szóstek. Siódemka wydaje mi się surowa, ale sprawiedliwa.
  • Avatar
    A
    Uratugo 5.05.2016 02:28
    Ciekawe
    Komentarz do recenzji "Re: Zero Kara Hajimeru Isekai Seikatsu"
    Początkowo w ogóle nie wiązałem z tym anime żadnych oczekiwań. Szczerze mówiąc dalej nie spodziewam się żadnego majstersztyku, ale coś mnie w tej serii zaciekawiło.

    Reset? Dla mnie to żaden reset. Reset, to był w Yosuga no Sorai nie wspominam tego dobrze… To tutaj, to coś innego. Jak dla mnie ciekawy zamysł, byleby tego nie zepsuli po tym,  kliknij: ukryte .

    Zarys fabuły nie ma w sobie nic oryginalnego, ale zawsze uważałem, i dalej uważam, ze sztuka nie tkwi w tym, aby robić coś jak najbardziej niespotykanego, a w tym, aby potrafić dobrze wykorzystać już przetarte szlaki. Póki co, tutaj idzie to nieźle.

    Postacie też nie wychodzą specjalnie poza schemat i tu już tkwi pewien mankament, aczkolwiek nie są to bohaterowie szarzy i nudni. Jeśli tylko stan się nie pogorszy, to ten punkt będzie dla mnie zadowalający.

    Emocje są. Czułem ekscytacje w paru momentach i uważam, że autorzy bardzo dobrze operują podtrzymywaniem napięcia u widza, to się ceni. Chociaż akcja jest dość przewidywalna, to nie na tyle, żeby graniczyć z pewnością, a poza tym jest przechodzi ona całkiem sprawnie.

    Moje oczekiwania? Nie są wielkie. Nie mam wątpliwości, że to anime nie dostanie się do moich ulubionych, ani nie podbije mojego serca. Czy to warsztatem, czy to skomplikowaną, wielowymiarową fabułą, czy to warstwą wizualną. Niemniej uważam, że jest to anime warte uwagi, dzięki któremu można miło spędzić czas.
  • Avatar
    Uratugo 28.03.2016 01:02
    Re: Nowa seria w 2016
    Komentarz do recenzji "D.Gray-man"
    Może być ciekawie. Szczerze mówiąc jest to dla mnie wielka niewiadoma, ponieważ nie sięgałem po mangę- nie było czasu.

    Nie można jednoznacznie niczego ocenić po tak króciutkich migawkach, ale wydaje mi się, że kreska będzie satysfakcjonująca. Jedynie jakoś Lavi wydaje mi się troszeczkę pogorszony. Jeśli podkład muzyczny z tego filmiku jest zapowiedzią soundtracku, to będę usatysfakcjonowany, ponieważ pójdzie on w ślady pierwszej części, a jest czym się inspirować.

    Naprawdę mocno wyczekuję wejścia „D.Gray­‑mana” na ekrany i mam nadzieję, że się nie zawiodę.
  • Avatar
    Uratugo 28.02.2016 23:03
    Komentarz do recenzji "Miasto beze mnie"
     kliknij: ukryte  poznajemy prawie od razu, poza tym to tylko moje podejrzenia. Nawet nie podawałem żadnych szczegółów fabularnych, więc nie widzę w tym problemu. Ale rozumiem, następnym razem zwrócę na to większą uwagę.
  • Avatar
    A
    Uratugo 28.02.2016 20:37
    Komentarz do recenzji "Miasto beze mnie"
    Ach, i ósmy odcinek już zaprzeczył moim podejrzeniom, tak jak myślałem.

    Sądziłem, że fabuła jest posunięta dalej. Nie rozumiem rozgoryczenia i mocnego sceptycyzmu niektórych osób.

     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Uratugo 28.02.2016 19:43
    Komentarz do recenzji "Miasto beze mnie"
    Jestem przy siódmym odcinku i naprawdę się wciągnąłem. Boję się, że fabuła się rozmemła gdzieś po drodze, bo w tych klimatach bardzo łatwo o przekombinowanie. Sądząc po komentarzach, chyba tak będzie. Cóż… lepiej się na to nastawić, niż później mocno zawieść. Póki co, mam satysfakcję z oglądania.

    Nie sądzę, aby zabójcą  kliknij: ukryte  to trochę zbyt oczywiste. W siódmym odcinku właśnie jakoś mnie natchnęło, żeby uznać szalone podejrzenie-  kliknij: ukryte Pewnie nieprawdopodobne, a jednak tak mnie jakoś wzięło, żeby zwrócić na niego uwagę…

    Zamaskowano spoilery. No ludzie, serio?
  • Avatar
    A
    Uratugo 27.02.2016 11:07
    Dające nadzieje
    Komentarz do recenzji "Hai to Gensou no Grimgar"
    Nie oszukuję się- to nie jest mój typ anime. SAO zakończyłem na pierwszym sezonie, i to z lekką ulgą, a Long Horizon porzuciłem po jakichś pięciu odcinkach. Choć kiedy wyobrażam sobie jakąś serię w której bohaterowie zostają wciągnięci do gry, w mojej głowie wygląda ona atrakcyjnie, to kiedy zabieram się za oglądanie czegoś takie, szybko dociera do mnie, że nie zostaję zupełnie wciągnięty w ten świat.

    Postanowiłem dać szansę Hai to Gensou no Grimgar, ponieważ, po pierwsze: kreska bardzo mnie zainteresowała, po drugie: nie bardzo wiedziałem z czym to się je. I się nie zawiodłem.

    Fabuła jest, przynajmniej na razie, raczej mało wymagająca i bardzo stateczna, ale mam nadzieję, ze już niedługo się to zmieni. Możliwości są spore. Dodatkowym plusem, szczególnie dla mnie, jest fakt, że bohaterowie sami nie wiedzą, że z tym światem coś jest nie tak i prawdopodobnie zostali wciągnięci do jakiejś gry. To duży plus również dla mnie, ponieważ nie muszę słuchać o jakichś questach, levelach itp.

    Kreska mnie wciągnęła od pierwszego odcinka. Choć sami bohaterowie są typowo mangowi, to jednak są atrakcyjni (w pozytywnym sensie) i każdy z nich jest charakterystyczny. Krajobraz natomiast od razu urzekł mnie natychmiast. Jest bardzo nietypowy, powiedziałbym: bajkowy. Nie jest jakoś wybitnie szczegółowy i majestatyczny, ale naprawdę urzeka.

    Bohaterowie nie wychodzą ze szczególnych szablonów, ale dają radę. Wiążę z niektórymi nadzieję na rozwój i większe rozbudowanie. Za usprawiedliwienie można przyjąć fakt, że bohaterowie wiedzą osobie de facto dokładnie tyle, ile my w nich widzimy; mają jakąś przeszłość, ale sami nic o sobie nie pamiętają. Drażni mnie tutaj jedynie brak szczególnych rozterek i refleksji nad tym.

    Jestem po siedmiu odcinkach i, póki co, jestem bardzo zadowolony. Mam nadzieję, że poziom się podwyższy i zobaczymy coś więcej, bo fabuła rozwija się raczej powoli.
  • Avatar
    A
    Uratugo 3.02.2016 03:24
    Komentarz do recenzji "Przygody małego Nemo w krainie snów"
    Nie ukrywam, że ogromnie się zdziwiłem tym tytułem na tej stronie. A tytuł ten znalazłem tu przypadkowo.

    Na wstępie zaznaczam, że mam przeogromny sentyment do „Małego Nemo” i nie potrafię spojrzeć na niego ze strony obiektywnej.

    Przygody małego Nemo w Krainie Snów, to absolutny numer jeden mojego dzieciństwa. Przewyższa nawet Króla Lwa, Planetę skarbów, a nawet Dragon Balla. Oglądałem ją przynajmniej raz w tygodniu, przez baaardzo długi czas na VHS. Niestety później, zapewne z powodu utraty na zawsze magnetowidu, który odszedł w niełaskę i zapomnienie, wieczna przygoda przestała być wieczna, a dziecko, jak to dziecko, zaczęło dorastać i zapomniało o dawnych sentymentalizmach. Nie zmienia to faktu, że ta bajka wyryła się w moim umyśle i podświadomości już na zawsze.

    Dzięki przypadkowemu natrafieniu na ten tytuł na Tanuki, mogłem sobie odświeżyć po wielu, wielu latach ten film i nie ukrywam, że zrobiłem to z przyjemnością, choć oczywiście dostrzegłem wady, których nie dało się nie zauważyć.

    Oprawa wizualna niewątpliwie zachwyca. Odbicia obrazów w kałużach, oniryczne scenerie opuszczonych, zrujnowanych miast, baśniowe, barwne i przepiękne krajobrazy Krainy Snów, bajkowa „techniczność” (nie wiem, jak to inaczej określić)sterowców, lokomotyw, mroczne scenerie krain koszmarów i wiele, wiele innych rzeczy po prostu zachwycają oko i pobudzają wyobraźnię. Ciężko mi uwierzyć, że ta animacja jest już całkiem wiekowa. Pod tym względem moja pamięć nie szwankuje i nie okłamała mnie, kiedy przypominałem sobie te wszystkie obrazki w pamięci.

    Bohaterowie są raczej prości i sztampowi. Z perspektywy czasu zauważam ich szablonowość, ale jednocześnie, wśród bajek swoich czasów, można wyczuć odrębność od ogółu, co niewątpliwie jest efektem wprowadzenia odrobiny japońskiej wrażliwości estetycznej. Bohaterowie do polubienia, ale nie można od nich oczekiwać czegoś spektakularnego.

    Fabuła jest prosta i przewidywalna, ale dla młodego odbiorcy niezwykle atrakcyjna i pozwalająca się wciągnąć w historię. Walka ze złem, mnóstwo dowcipu, wspaniałe, niebezpieczne, ale ciekawe przygody, przyjaciele, poszukiwania, tajemnicza mapa… Wszystko jest na miejscu i jest to to, co tygrysy lubią najbardziej. Dzieci chcą przeżyć przygodę i przygodę dostają. Patrząc na dzisiejsze bajki, uważam, że historia z Małego Nemojest dość wyrafinowana.

    Soundtrack jest raczej porządny i nie wychodzący poza ramy. Nie dotyczy to jednak piosenek otwierającej i zamykającej film („Little Nemo” i „Slumberland”, które są niezwykle wzruszające i na wskroś baśniowe, jakby żywcem wyciągnięte z porządnej XIX­‑wiecznej bajki, pełnej księżniczek, przygód, niewinnych miłostek i wielkich przyjaźni. Pełno w nich pozytywnego sentymentalizmu i baśniowości.

    Daję 10/10 i trafia to do moich ulubionych. Jednocześnie uprzedzam, że jest to całkowicie subiektywna opinia podparta sentymentem z dzieciństwa. Nie radzę patrzeć na Przygody małego Nemo w krainie snówjak na coś innego, niż bajka dla dzieci, bo można się zawieść. Jednak, jeśli usiądzie się do niej z nastawieniem, że to bajka (i lubi się bajki), to myślę, że można się zrelaksować przy seansie. Nie będzie tu żadnych niezwykłości i rewelacji. Oczywiście nie licząc rewelacji wizualnych, które zachwycą z pewnością każdego, bo jest na co patrzeć. Polecam przede wszystkim dzieciom i nie wyobrażam sobie, by jakiemuś 6, 7­‑latkowi mogłaby się nie spodobać. A wśród dzisiejszych bajek, byłaby to pewna zdrowa odmiana, ponieważ „Nemo” jest pozbawiony współczesnego żartu i potoczności, a zawiera raczej staromodną wrażliwość i klasyczną niewinność, które jednak nie wieją nudą, a wręcz przeciwnie.
  • Avatar
    A
    Uratugo 26.01.2016 13:00
    Dobre i zabawne
    Komentarz do recenzji "Shokugeki no Souma"
    Pierwsze dwa odcinki niespecjalnie mnie nastroiły i mimo pozytywnej recenzji jakoś zaleciało mi kiczem. Już chciałem zrezygnować, ale pomyślałem sobie, że zobaczę chociaż jeszcze, jaki klimat będzie w tej super szkole. No i się zaczęło…

    Fabuła była skonstruowana fajnie, choć zabrakło mi tutaj wątków pobocznych. Jasne- to gastro komedia i wokół jedzenia się wszystko skupia, ale jednak zabrakło mi tutaj jakichś pobocznych wątków niezwiązanych stricte z jedzeniem i gotowaniem. A biorąc pod uwagę charyzmę bohaterów, z pewnością coś fajnego można by wymyślić.Poza tym małym minusem wszystko było na swoim miejscu. Wszystkie nierealistyczne wątki były skonstruowane w tak komediowy sposób, że nie czuło się tutaj braku realizmu, a patrzyło się na te sceny, jak na typowe gagi (Souma wyciągający jakieś drobniaki z bankomatu od ojca, akademik wyglądający jak zamek Drakuli, itp.).

    Postacie świetne, choć nie wybitne. Wszyscy na swój sposób zabawni i zapamiętywalni. Bardzo podobały mi się relacje między nimi, bo ciągle coś się działo- napięcie, chęć rywalizacji, sympatia, jej brak; wszystko było dynamiczne i takie „prawdziwe”, choć ubrane w humorystyczny sposób.

    Myślę, że recenzent trochę przesadził z tym, że seria ta ma potencjał do zostania +18. Owszem, początkowo można się tego spodziewać, ale dalsza akcja trochę minimalizuje te ero gagi, a i te późniejsze są odrobinę stonowane.

    Soundtrack był znakomicie dobrany i doskonale uzupełniał cały klimat serii. Kreska szybko mnie kupiła, choć nie była wyjątkowo charakterystyczna. Nie mniej nie była bez wyrazu, więc tutaj również plus.

    Z początku te wszystkie pojedynki wydawały mi się trochę naciągane, ale jakoś szybko mnie kupiły i napięciem wyczekiwałem ich wyników. Do tego muszę przyznać, że nieraz naprawdę zrobili mi smaka i już sobie kilka co ciekawszych, a nie wyglądających na wybitnie drogie i skomplikowane, dań posprawdzałem w necie i kto wie, czy niektórych sobie nie zrealizuję.

    Daję ocenę 8/10. W swej kategorii jest to z pewnością jedna z najlepszych serii. Nie wszystko mi się podobało, ale jednak trzeba uczciwie przyznać, że Shokugeki no Souma, to bardzo dobrze skonstruowana seria, która ma ręce, nogi i raczej żadnych poważniejszych niedociągnięć. Wiele wątków jeszcze przed nami, więc z pewnością sięgnę po kontynuację, jeśli tylko się pojawi. Gorąco polecam wszystkim, którzy lubią się pośmiać, a przy tym szukają czegoś ciekawego i nie idącego po linii najmniejszego oporu. Pierwsze dwa odcinki mogą nie nastrajać na coś świetnego, jednak później jest tylko lepiej.
  • Avatar
    A
    Uratugo 31.12.2015 13:09
    Zdecydowanie przereklamowane
    Komentarz do recenzji "Angel Beats!"
    Od dawien dawna słyszałem wspaniałomyślne opinie o tej serii. Właściwie nie wiem, dlaczego dopiero teraz się za nią tak naprawdę zabrałem.

    Zamysł, bynajmniej niespecjalnie oryginalny, mógł być bardzo fajnym posunięciem i możliwości były tutaj duże. Niestety, ale łatwo było też zepsuć tę koncepcję i w moim mniemaniu wyszło to jedynie średnio przyzwoicie.

    Bohaterowie są sztampowi, przeciętni i stworzeni w bardzo szablonowy sposób. Nie mieli w sobie nic oryginalnego. Wybaczyłbym, gdyby bronili się charyzmą, jednak nawet jedna jedyna postać nie posiadała tej charyzmy. Przy każdej postaci miało się wrażenie „gdzieś już to widziałem” i żadna z nich nie wychodziła ponad to. Tak, jak nie mogę znaleźć tutaj żadnego bohatera, który jakoś by mnie irytował, tak nie znalazłem też żadnego, który by przykuł moją uwagę i wywołał bliższą sympatię. O identyfikacji z bohaterem już nie wspomnę. Wszyscy byli „po prostu ok”.

    Fabuła była niezbyt skomplikowana, ale w tym przypadku nie było to jakąś wadą. Nawet uznałbym to za pozytyw, ponieważ oglądało się tę serię lekko, co było pomocne. Dzieciaki miały jakiś cel, przeciwników, ambicje, rozterki, jakąś przeszłość… Wszystko było na miejscu, więc akurat do samej fabuły niespecjalnie bym się przyczepiał.

    Nie było też żadnych refleksji. Owszem- anime miało kilka morałów, i to wcale nie najgłupszych czy przekombinowanych, ale jednak ani nie odkrywczych, ani nie ubranych w wyjątkową formę, która by urzekła.

    To, co mi najbardziej w Angel Beats! przeszkadzało, to zbyt lekka forma dobrana do fabuły i nieumiejętne przechodzenie z komedii w dramat i na odwrót.

    Miałem wrażenie, że twórcy, nie chcąc się przemęczać, stwierdzili, że jak przejdą z zabawnej sytuacji w dramatyczną, dodając jedynie smutną muzyczkę (ten motyw fortepianowy po 10 razach zaczął już naprawdę irytować), to wszystko będzie ok. No, nie było wcale ok. Często miałem opóźniony zapłon i dopiero w połowie smutnej sceny załapywałem, że otóż właśnie mamy jakiś motyw dramatyczny, żeby za dwie, trzy sceny znów oglądać śmieszno­‑infantylne perypetie bohaterów. Nie było to dobre ani dojrzałe.

    Ta niedojrzała do treści forma sprawiała, że przeszłość bohaterów wcale nie wywoływała na mnie wrażenia, nie wzruszała, ani nie ujmowała mnie niczym specjalnym. Tak naprawdę tylko dwa razy się wzruszyłem- przy wątku Yui i przy odśpiewywaniu hymnu w czasie rozdaniu dyplomów- to wszystko. Wszystkie inne dramatyczne i straszne wątki nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Nie dlatego, że były głupie, nietragiczne, czy dlatego, że nie były materiałem na sceny wzruszające. Po prostu cała ta dziecinna otoczka serii sprawiała, że miałem wrażenie, iż to wszystko robione jest na siłę i w ogóle nie przystaje do całości.

    Grafika bardzo ładna, ale znowuż- zupełnie nieoryginalna. Przyjemnie się na nią patrzyło i była bardzo estetyczna, ale za miesiąc rozmyje mi się całkowicie, ponieważ nie było w niej nic charakterystycznego. Wolę już kreskę niedopracowaną i z wadami, ale charakterystyczną i zapamiętywalną.

    Soundtrack nie był zły, tylko drażniło mnie dobieranie poszczególnych utworów do scen- albo niezbyt były dobrane, albo na umór powtarzane i gwałcone, jakby nie mieli żadnych innych. Już wcześniej to napisałem, ale powtórzę- ten smutny motyw fortepianowy był tak często serwowany, że w pewnym momencie już miałem ochotę powyłączać głośniki, żeby jej nie słyszeć.

    Świat przedstawiony jest fajny i ciekawy, ale zabrakło mi tutaj trochę szczegółów. Czy są jakieś granice tego świata? Początkowo sądziłem, że poza terenem szkoły nie ma zupełnie nic, ale to sobie wyjeżdżali do lasu, tam w góry… Zabrakło mi jakichś satysfakcjonujących informacji w tym zakresie.

    Moja opinia na temat Angel Beats! byłaby odrobinę łagodniejsza, gdybym od bardzo dawna nie wysłuchiwał takich pozytywów na jej temat. Miały być świetne okruchy życia, a są one co najwyżej przeciętne. Miało być wiele łez, a było tylko odrobinę szklanych oczu. Miało być świetnie i uroczo, a wyszło jak zwykle. Cały czas zastanawiałem się, czy ocenić to anime na 6 czy 7. 7 to dużo, ale gdybym nie nastawiał się na coś lepszego, to 6 wydawałoby mi się odrobinę za małą oceną. Ostatecznie wystawiłem siódemkę, ale jest ona z duuuużym minusem.

    Polecam na zabicie czasu, na nic więcej. Bynajmniej nie ambitne dzieło i do dychy mu bardzo daleko. Ma jednak swoje zalety i bardzo lekko się ogląda.
  • Avatar
    A
    Uratugo 10.12.2015 12:31
    Trochę za mało, jak na OVA
    Komentarz do recenzji "Akatsuki no Yona [2015]"
    Zawsze wyczekuję OVA dobrych serii, bo można się spodziewać czegoś ciekawego, innego, a jednocześnie swojskiego i w stylu głównego trzonu. Do tego oczekuję zawsze lekkiej, ale jednak dopracowanej fabuły na taki odcinek.

    Tutaj troszkę się zawiodłem. Nie przeczę, obejrzałem to z przyjemnością, bo Akatsuki no Yona jest po prostu przyjemną serią. Tylko, czy wyniosłem stąd coś więcej?

    Początek zapowiada coś zabawnego i ciekawego- grupka podróżników znajduje w środku lasu gorące źródła i postanawia zrobić sobie chwilę odpoczynku od trudów wyprawy. Tak też było, jednak realizację pomysłu oceniam na coś tylko odrobinę zabawnego i odrobinę ciekawego.

    Poczucie humoru poszczególnych bohaterów nie odbiega w żaden sposób od głównej serii, jednak zabrakło mi tutaj czegoś więcej. Również pomysł z pająkiem i Kiją oceniam na dość mocno oklepany i naprawdę, mogliby to zrobić lepiej…

    Dostaliśmy trochę retrospekcji i to mi się bardzo podobało. To chyba jedyna rzecz w fabule, do której w ogóle nie mogę się przyczepić.

    Graficznie ten odcinek nie wyszedł lepiej, ani gorzej od głównego wątku, co z jednej strony mi nie przeszkadza, ponieważ Akatsuki no Yona stoi na bardzo zadowalającym poziomie pod tym względem, ale jednak OVA powinno się wyróżniać.

    Całość oceniam na siódemkę, i to z takim małym minusem. Niby OVA, a miałem wrażenie, że to po prostu ciekawy odcinek fillerowy. Nie było to złe, ale jednak oczekiwałbym czegoś więcej, a niestety niczego „więcej” nie dostałem.
  • Avatar
    Uratugo 8.12.2015 03:36
    Re: Przerost formy nad treścią
    Komentarz do recenzji "Katanagatari"
    Dobrnąłem tak daleko, ponieważ miałem mnóstwo czasu i niewiele filmów/anime do obejrzenia, czy książek do przeczytania. Przy 9 odcinku (plus/minus) znalazło się coś innego do roboty, więc serię porzuciłem.

    Na mnie zakończenie może wpłynąć co najwyżej na ocenę przeciętnej serii. Jeśli seria mnie zirytowała i pozostawiła w głównej mierze negatywne odczucia, to nawet świetne zakończenie niewiele zmieni. Poza tym nie mam jakiejś potrzeby, aby na siłę się przekonywać do czegoś, co do czego wyrobiłem już sobie taką, a nie inną opinię.

    Jeśli kiedyś znowu trafi się taki czas, kiedy będę miał go sporo i żadnych pomysłów na jego marnotrawstwo, to być może wrócę do serii. Póki co doba trwa dla mnie za krótko, a lista serii, seriali do obejrzenia i książek do przeczytania jest dość długa.
  • Avatar
    Uratugo 8.12.2015 03:19
    Re: mogło być lepiej
    Komentarz do recenzji "Akatsuki no Yona"
    Su­‑Won'a uważam za najlepszą postać w całej serii. Jest złożony i głęboki, do tego budzi wiele, często sprzecznych ze sobą emocji. Po pierwsze, nie „wymordował wszystkich”. Trzeba uczciwie przyznać, że przejęcie władzy przebiegło wyjątkowo bezkrwawo. Jeśli nie zakładamy, że poza „kamerą” ludzie ginęli, to zginęły praktycznie jedynie dwie osoby- król i kiepski, ale wierny sługa. To całkiem niezły wynik.

    Dalsze postępowanie So­‑Wona tylko pogłębia tę postać i sprawia, że intryguje. Z pewnością sam sobie nie zaprzecza i z pewnością sumienie go nie ruszyło- absolutnie nie ma żalu za zabicie króla.

    Co do krwi i tej całej reszty- trzeba też spojrzeć na gatunek- to nie shounen, ani seinen. Nie o krew i walki tutaj chodzi. Choć osobiście uważam, że zdecydowanie brakowało tu jakiegoś dobrego antagonisty, z którym Hak, albo smoki mogłyby widowiskowo powalczyć. Zamiast tego mieliśmy jedynie walki SUPER SILNY <-> TŁUM SŁABEUSZY.
  • Avatar
    Uratugo 7.12.2015 23:34
    Re: Bardzo dobre, ale bez spodziewanej rewelacji.
    Komentarz do recenzji "Bounen no Xamdou"
    Wiedziałem, że zapomniałem jeszcze o czymś wspomnieć- o fabule.

    Miałem wrażenie, że twórcy nie do końca wiedzieli, o czym właściwie mają zrobić to anime, więc pozwolili puścić wodze fantazji i rozwijać się jej samoistnie, dopiero tak 4, 5 odcinków przed końcem orientując się, że fabuła jednak musi zmierzać do konkretnego celu. O dziwo, nie było to jednak jakoś wyjątkowo uciążliwe. Zastanawiałem się tylko, dokąd właściwie zmierzamy (sic!)i jak to się wszystko potoczy. Gorzej zaczęło się robić właśnie tych w tych kilku ostatnich odcinkach, kiedy bardzo żywiołowo i chyba niezbyt dokładnie zaczęli nam wyjaśniać sens egzystencji Xamdou'ów, tej wielkiej pielgrzymki itd.
  • Avatar
    A
    Uratugo 7.12.2015 23:15
    Bardzo dobre, ale bez spodziewanej rewelacji.
    Komentarz do recenzji "Bounen no Xamdou"
    To może od początku…

    Pierwszą zaletą tej serii niewątpliwie jest grafika. Kreska jest, według mnie, świetna, a do animacji również nie mogę się przyczepić. Zarówno krajobrazy, jak i postaci są różnorodne i charakterystyczne. Bohaterowie są ładni, ale bez zbędnej cukierkowatości i wszechobecnych „ładniutkich” buziek. Kolorystyka również bardzo przypadła mi do gustu. Pod tym względem Bounen no Xamdouz pewnością będzie należeć do moich ulubieńców.

    Kreacja bohaterów również mnie zadowoliła, choć bez specjalnego ujęcia. Główne postaci są charakterystyczne, spójne i w żadnym wypadku nie można nikomu zarzucić tutaj płytkości. Zabrakło mi jednak odrobiny złożoności i elementu tajemnicy, które bardziej wymusiłyby na mnie zaangażowanie (o którego braku jeszcze pewnie kilka razy wspomnę).

    Główny bohater- Akiyuki- jest bohaterem bardzo pozytywnym. Ujął mnie swoją normalnością. Ta „normalność” nie była jednak „bylejakością”, czy przeciętniactwem. Był spójny, miał swoje wady i nie był na siłę kreowany na kogoś zwyczajnego, kto tak naprawdę jest najbardziej wyjątkowy na świecie. Pozostał sobą do końca- choć dojrzał i zdobył więcej życiowego doświadczenia.

    Relacje między bohaterami, choć pokazane raczej pobieżnie, również mnie usatysfakcjonowały. Były bardzo ludzkie i życiowe, np. relacja Były mąż- żona, czy trójkąt miłosny szkolnych przyjaciół. Jednak ta pobieżność, o której wspomniałem wcześniej, jest kolejnym powodem, dla którego nie mogłem się bardziej zaangażować emocjonalnie. Wywołało to u mnie pewien dysonans, kiedy  kliknij: ukryte Powinno to mną wstrząsnąć, a przynajmniej zasmucić, a jednak, mimo wszystko, nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia i źle mi z tym.

    Jedyną „relacją”, która wywarła na mnie emocjonalny wpływ, było poczucie nostalgii i duchowego wybrakowania narodowościowego między Nakiami i jej współbraćmi- poczucie więzi i braku domu pomiędzy swoimi współplemieńcami, którzy są wyrzutkami świata, była pokazana bardzo dobrze.

    Co do mechaniki świata przedstawionego mam zarówno dużo oddania, jak i zarzutów. Z jednej strony został nam pokazany bardzo wielobarwny i szeroki świat, pełen osobliwości i tajemnic, zarówno w tym „bajkowym” kontekście, jak i tym, którym powszechnie zwykło sie nazywać „Si­‑Fi”. To połączenie naprawdę się udało, dzięki czemu mogliśmy spojrzeć na bardzo złożony i ciekawy świat. Niestety, ale miało to również swoje wady. Po pierwsze, został nam on ukazany bardzo pobieżnie i stosunkowo płytko. Po drugie, pokazali nam dużo dziwactw, których nikt później nie raczył wyjaśnić, przez co niemożliwym było zrozumienie do końca szeroko pojętej natury i polityki tego świata. Przez to czułem się, jakbym miał oglądać mieszkanie na do kupna, ale mógł tylko stanąć w progu i pobieżnie się rozejrzeć- w dosłownym sensie, autorom nie za bardzo udało się mnie wprowadzić do swojej bajki, a to jest niestety (w tym akurat przypadku niestety) elementarny obowiązek Filmu/książki/mangi/anime/etc.

    Soundtrack mnie nie ujął. Był przyzwoity i nie raził, ale również nie w pełni spełniał swoją rolę. W scenach akcji nie za bardzo dodawał wigoru czy napięcia, a w scenach co bardziej smutnych nie wprowadzał w melancholię i wzruszenie. Był też, tak mi się teraz wydaje, dość skąpy.

    Całość oceniłem na 8/10. Jest to seria bardzo przyzwoita, ale można było wycisnąć z niej znacznie więcej. Nie nazwę tego niewykorzystanym potencjałem, ale jednak pozostał spory niedosyt. Najbardziej irytujące jest to, że nic bym w sumie tutaj nie zmienił, bo wszystko było na miejscu, tylko niektóre rzeczy zrobiłbym „bardziej” i „głębiej”. Poza tym było spoko i oczywiście zdecydowanie polecam, bo jak najbardziej jest co oglądać.
  • Avatar
    Uratugo 21.11.2015 01:51
    Komentarz do recenzji "Hunter X Hunter [2011]"
    Nie zgadzam się. Po prosta strona techniczna trochę tu zawiodła, ale poza tym poziom ostatniego i przedostatniego arcu był na takim samym, jeśli nie lepszym poziomie, jak te początkowe.
  • Avatar
    Uratugo 15.11.2015 16:38
    Re: Wielki zawód
    Komentarz do recenzji "xxxHOLiC"
    tu mam wrażenie, że przekładasz zawód nad całą serią na jej postać,


    Być może. :P Jak piszę komentarz na świeżo, to w dużej mierze jest on kierowany odczuciami, jeszcze bez ochłonięcia, więc może tak być. Żeby móc spojrzeć na tę serię bardziej obiektywnie, muszę jeszcze jakiś tydzień odczekać.

    Zgadzam się oczywiście, że to Yuuko w dużej mierze trzymała poziom tego anime i to ona nadawała serii klimatu. Po prostu oczekiwałem czegoś więcej; nie jestem w stanie określić czego dokładnie.

    xxxHolic jak najbardziej ma powiązanie z serią Tsubasa Chronicle, tyle że w pierwszych seriach są to tylko lekkie smaczki,


    W tej pierwszej, pierwszej (czyli tej, pod którą właśnie piszemy komentarze)nie było niestety. Dzięki jednak za info, bo może to (i informacja o polepszonej kresce w późniejszych częściach)zmotywuje mnie do tego, żeby kiedyś sięgnąć po kontynuacje. Na razie mam jednak kilka innych tytułów na oku, więc nie zdarzy się to tak prędko).
  • Avatar
    A
    Uratugo 14.11.2015 20:12
    Wielki zawód
    Komentarz do recenzji "xxxHOLiC"
    Miałem już do czynienia z kilkoma seriami anime stworzonymi na bazie mang grupy CLAMP, do tego słyszałem, że jest to seria połączona z „Tsubasa Chronicle” (czego w anime oczywiście nie pokazali), wiec jestem mega zawiedziony, bowiem ta seria nie wyróżnia się niczym i nie jest godna specjalnego zapamiętania.

    Pierwszą sprawą jest kreska. Rozciągnięte sylwetki postaci nie są mi obce i zdążyłem już do nich jako tako przywyknąć, ale tutaj naprawdę przegięli. Samo rozciągnięcie jeszcze bym przeżył, ale tej totalnej niewymiarowości nie zaakceptuję; w sytuacji, kiedy drągal ma głowę wielkości piłki ręcznej, albo kiedy jego przerysowany wzrost w dużej mierze leży w karykaturalnej i nieproporcjonalnej długości nóg, coś jest nie tak, i to nawet bardzo.

    Soundtracku w ogóle nie pamiętam, mimo że serię skończyłem oglądać wczoraj wieczorem. Jednym słowem- nic wartego uwagi.

    Fabuła miała potencjał i gdyby go lepiej zorganizować i do tego jeszcze dodać wątek „Tsubasa Chronicle” (którego się spodziewałem)mogłoby wyjść cudo. Nic się niestety nie zadziało. Nie zgadzam się również z opiniami, jakoby „XXXHolic” poruszało jakieś ważne sprawy czy pokazywało jakieś zjawiska z ciekawszej perspektywy. Owszem- Yuuko czasami dawała tutaj radę (najlepsza postać w serii), ale poza jej kwestiami nie ma co się tutaj rozpływać.

    Bohaterowie to mój największy zawód. Yuuko wyszła dobrze. Tylko dobrze. W „TRC” miała niewielką rolę, ale była niezwykle zapamiętywalna i charyzmatyczna, więc spodziewałem się czegoś więcej, niż tylko przyzwoitości. Główny bohater był najbardziej irytujący i im mniej go było na ekranie, tym lepiej oglądało mi się to anime. A nie było zbyt wielu takich momentów. Jego ciągła hiper egzaltacja była tak irytująca, że już Sakura z „Naruto” w swoich najbardziej irytujących scenach nie była tak wkurzająca. Jego przyjaciółka (Himawari, tak?) była całkowicie bezpłciowa. Ani nie bawiła, ani nie smuciła, ani nie ciekawiła, ani nawet nie irytowała. Była tak obojętna, że gdyby jej nie było, seria ani by nie zyskała, ani by nie straciła. Doumeki wyszedł też po prostu przyzwoicie. Źle go nie opiszę, bo był nawet w porządku, ale nie wychodził poza jakiekolwiek ramy- nie przyciągał, nie skupiał na sobie uwagi, nie zaskakiwał… no po prostu nic.

    Gdyby nie sentyment do CLAMP­‑a, to zapewne przerwałbym oglądanie gdzieś w połowie serii. Głupi ja, dopiero pod koniec dowiedziałem się, że zekranizowana wersja „XXXHolic” nie ma żadnego nawiązania do serii o Syaoranie i reszcie ekipy, więc byłem jeszcze bardziej wkurzony.

    Nie chcę też powiedzieć, że seria była bardzo męcząca i irytująca. Oglądało się ją całkiem swobodnie i kilka odcinków było nawet ciekawych, ale to nie wystarczy, żeby nazwać jakieś anime dobrym. Od siebie daję 5/10. Raczej nie polecam, choć jeśli ktoś, jak ja, zechce obejrzeć to anime ze względu na źródło (CLAMP), to jak najbardziej powinien. Po prostu musi się przygotować, że szału nie będzie i staniki nie polecą. Uważam, że jest to najgorsza z obejrzanych przeze mnie serii tej grupy, a obejrzałem ich jakieś 6, łącznie z tą.
  • Avatar
    Uratugo 12.11.2015 09:20
    Re: Shiki = "zło konieczne o dobrym sercu" :?
    Komentarz do recenzji "Shiki"
    Musimy brać pod uwagę, że wiejskie życie różni się od miejskiego. Ludzie są przywiązani do swojej ziemi i nawet w trudnych momentach nie myślą o ucieczce. Większość z nich nie miałaby nawet dokąd uciec, skoro całe życie spędzili w częściowej izolacji od reszty świata- nie bez powodu Shiki wybrali właśnie tego typu miejscowość.

    Co do ich naiwnego podejścia do całej sytuacji- ja postrzegam to raczej, jako odwrotność zbiorowej histerii- żeby tylko nie popaść w obłęd, zaczynamy nienormalne postrzegać jako normalne i aby czuć choć minimum komfortu, będziemy uważać, że choć sytuacja jest trudna, to prędzej czy później „samo przejdzie”. Musimy też pamiętać, że mieszkańcy Sotoby nie znali przyczyn zaistniałej sytuacji, więc trudniej było się do niej odnosić. Jeśli uważasz to za niewiarygodne, to polecam kilka różnych pamiętników z obozów koncentracyjnych (choćby Tadeusza Borowskiego), gdzie ludzie pomimo tak skrajnej sytuacji w jakiej się znaleźli, w głowie budowali sobie system, który pozwalał im budować sobie obozowe życie tak, jakby było one zupełnie zwyczajne, po prostu ciężkie, ale zwyczajne.

    Kiedy tylko znaleźli przyczynę swojej tragedii (Shiki), natychmiast ich wszystkie obawy, frustracje, rozpacz i poczucie beznadziei znalazło ujście. Jak się to skończyło, nie muszę pisać. Myślę, że ten zabieg był świetny z socjologicznego i psychologicznego punktu widzenia.
  • Avatar
    A
    Uratugo 12.11.2015 02:04
    Cudo godne polecenia
    Komentarz do recenzji "Shiki"
    Gdybym miał w skrócie określić o czym tak naprawdę jest „Shiki”, to powiedziałbym, że to opowieść o ludzkich granicach- ich wytaczaniu, refleksji nad nimi i przekraczaniu ich.

    Pierwsze 2, 3 odcinki kazały mi się mocno zdystansować do serii, pomimo pozytywnych opinii. Nie na tyle, żeby myśleć o zrezygnowaniu, ale jednak mój entuzjazm trochę ostygł. Zaczęło się to powoli zmieniać gdzieś koło czwartego odcinka, a nim dotarłem do połowy tego anime, to już byłem wciągnięty nie na żarty.

    Zastanawiałem się nad negatywnymi aspektami „Shiki”, ale jeśli mam być szczery, to raczej ich nie dostrzegam. Nie dlatego, że to arcydzieło stulecia i jest takie Och! i Ach!, co to to nie (choć prawda, że jest to anime z tych wyższych półek- bez dwóch zdań). Po prostu mam wrażenie, że seria ta została stworzona z dużą pieczołowitością i dokładnością, aby wszystko było na miejscu. Nie znalazłem tutaj zbędnych elementów (choć niektóre z początku takie mi się wydawały), gorszych pomysłów, czy niepasujących do siebie koncepcji.

    To, co mnie zawsze najbardziej interesuje i zwracam na to najwięcej uwagi, to bohaterowie. Nawet jeśli dane anime nie do końca się klei, ale postacie są dobrze skonstruowane, to jestem w stanie powybaczać co poniektóre mankamenty serii. W „Shiki” bohaterowie są stworzeni naprawdę cudownie i zostałem nimi oczarowany. Nawet jeśli niektórzy działali mi na nerwy, to absolutnie nie mógłbym ich zaliczyć do nieudanych projektów.

    Zdecydowanie na największe wyróżnienie zasługuje tutaj doktor Toshio Ozaki- choć o tym przekonałem się prawie na samym końcu. Jest to bohater wielowymiarowy i bardzo skomplikowany. Nie oznacza to bynajmniej, że jest zaskakujący czy nieodgadniony- co to, to nie- już po kilku odcinkach możemy wyrobić sobie o nim konkretne zdanie i jego postawa/osobowość do samego końca raczej się nie zmieniają. Pomimo tego jednak trzeba przyznać, że jest to gość, nad którym trzeba dłużej się zastanowić i przyciąga dużo uwagi. Posiada ogromną dozę charyzmy i wielopoziomowości.

    Co do bardziej rozbudowanych i ciekawych postaci, zaliczyłbym również Sunako, Seishin'a i Masao. Pierwsza- to bohaterka kilku twarzy- nie mam na myśli oszukańczej natury, a raczej kilka różniących się od siebie elementów jej osobowości. Z jednej strony jest świadoma tego kim jest i akceptuje swoją naturę, czemu daje wyraz w postaci swojej opiekuńczości i pouczeń „mniej doświadczonych” Shiki i poszukiwań dlań i siebie świata w którym będą mogli wieść „normalne” życie. Z drugiej jednak strony mamy małą dziewczynkę, pełną obaw, wyrzutów sumienia, poszukującą katharsis i odpowiedzi na sens swojego cierpienia, ponieważ nie może go dostrzec, zrozumieć. Z jednej strony mamy osóbkę naturalnie stosującą duże dawki czarnego humoru, lubiącą się przekomarzać i będącą ciekawą świata, z drugiej strony bardzo dojrzałą bohaterką, mającą unormowany pewien system wartości i wyrobione poglądy na sprawy trudne i skomplikowane, na przykład dotyczące życia i śmierci.

    Masao jest niezwykle ciekawym i bardzo wyrazistym przykładem człowieka toksycznego. Jego przerażająco niskie poczucie własnej wartości jest odreagowywane w postaci okrutnej ironii, egoizmu i całkowitej obojętności na ludzkie cierpienie. Jeśli już występuje u niego jakaś dawka wrażliwości, to jest ona filtrowana poprzez własne ego i samopoczucie. Postać niby niezbyt skomplikowana, a jednak warta uwagi.  kliknij: ukryte 

    Seishin jest bardzo trudny do oceny i podsumowania. Nawet na końcu serii, a może nawet szczególnie na jej końcu. Choć początkowo wydaje się człowiekiem o wyrobionym światopoglądzie i ideologii, to jednak okazuje się, że nie są one tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać. Szczerze powiedziawszy Seishin irytował mnie przez większość serii, co jednak nie sprawiało, żebym go „olał”. Mimo wszystko siedział mi w głowie i nie bez przyczyny, jak się później okazało.

    Moją całkowicie subiektywną uwagę przyciągali również: Tooru- z nim dość szybko się zidentyfikowałem i  kliknij: ukryte  Ritsuko- która może i do wybitnych postaci nie należy, ale jej idealizm i wierność samej sobie były naprawdę fajnie wykreowane (i jako jedyna podtrzymywała mnie w wierze w ludzkość), oraz Yuuki (ojciec Natsuno), który posiadał ciekawą kombinację wrażliwej duszy romantyka z ubogim duchowo racjonalistą.

    Pomysł na fabułę, choć nie jakoś szczególnie oryginalny, został dość wyjątkowo (jak na anime) poprowadzony. Ogromne brawa za konstrukcję i dobrze poprowadzoną akcję, ponieważ zostało to zrobione po mistrzowsku- z rozsądkiem, umiarem i dużą dokładnością. Wszystko trybiło jak w szwajcarskim zegarku.

    Kreska nie bardzo mnie ujęła, ale też nie była odpychająca. Ta stylistyka jest dość niecodzienna, ale uważam, że jak najbardziej w granicach normy. Nie można też zarzucić twórcom jakiegoś pójścia na łatwiznę, bo absolutnie nie można tu mówić o uproszczonych projektach postaci, czy słabych tłach. Co do wspomnianych w recenzji fryzur- osobiście jestem fanem takich „bajkowych” włosów, jeśli tylko nie mają one na celu zamaskowanie mdłych projektów postaci.

    Soundtrack uważam za dobry, mam jednak drobniuteńkie zastrzeżenia; klimat tła muzycznego jest bardzo melancholijny, z mała dawką grozy, dlatego w dłuższej perspektywie był dość ciężki do strawienia. Zabrakło mi tutaj lżejszych kompozycji, które w zwyczajnych scenach trochę rozluźniałyby tę mocno przytłaczającą atmosferę.

    Wracając do pierwszego akapitu mojej wypowiedzi: uważam, że „Shiki” opowiada o ludzkich granicach. Czym są granice moralności, słuszności, ideałów i poglądów? Co grozi za przekroczenie tych granic? Czy człowiek może pozostać tym kim był, jeśli przejdzie tę nieprzekraczalną linię? Kiedy mamy prawo podejmować takie decyzje i czy w ogóle mamy?

    Doktor Toshio przekracza granicę jako pierwszy z ludzi. Kieruje się troską o swoją wioskę i poszukiwaniem sprawiedliwości w poczuciu beznadziei. Dokonuje kontrowersyjne decyzje, które nie są pozbawione uzasadnień. Czy ma jednak do tego prawo?

    Przemienieni Shiki poprzez fizjologię i szantaż psychiczny zostali zmuszeni do mordu na, niejednokrotnie, swoich bliskich i przyjaciołach. Było to tłumaczone zaspokajaniem naturalnych potrzeb, choć dobrze wiemy, że było w tym, oprócz nielicznych przypadków, sporo dobrej zabawy i zupełnego zrelaksowania. Czy Shiki mieli prawo do dokonywania swoich czynów?

     kliknij: ukryte 

    A co najważniejsze: gdzie właściwie przebiegają te granice? Kto jest zdolny określić kiedy kończy się pierwsze, a zaczyna drugie?

    Czy odwrócenie się od problemu i przyjęcie postawy neutralnej (Seishin) jest dobre, złe, a może gorsze od tego, co dokonali inni?

    Są to fajne kwestie do namysłu i dyskusji. Seria godna dziesiątki. Początkowo chciałem wystawić bardzo mocną ósemkę, jednak 2, 3 ostatnie odcinki przekonały mnie, żeby wystawić dziewiątkę. Nie wystawiłem dziesiątki z prostego powodu- nie jest to mój gatunek, w którym się lubuję i jest to dla mnie seria bardziej do stymulująca intelektualnie i moralnie, niż dobra rozrywka i łechtanie moich estetycznych i ideowych smaków. Z tego i tylko z tego powodu nie będzie dychy, która dla mnie jest równoznaczna z dodaniem do ulubionych.

    „Shiki” polecam każdemu lubiącemu ambitne serie i nie są mu straszne cięższe klimaty.
  • Avatar
    Uratugo 31.10.2015 13:26
    Re: Przerost formy nad treścią
    Komentarz do recenzji "Katanagatari"
    można powiedzieć, że od czasu greckiej tragedii większość opowieści jest schematyczna.


    Schemat jest ważny i istotny. Dobrze korzystać ze schematów. Powinny być one jednak pewnego rodzaju formą, którą wypełnia się czymś indywidualnym, tak aby dana postać była- po pierwsze autentyczna – po drugie głęboka. Niejako jedno z drugim się przeplata. Nie ma na świecie osoby, która miałaby cechy osobowości, której nikt inny nigdy w historii nie miał. Nie oznacza to, ze nie jesteśmy oryginalni. Każdy z nas ma takie, a nie inne przeżycia, taką, a nie inną osobowość i to ich kompilacja daje efekt oryginalności. Każda z osobna już taka nie jest. Myślę, że o taką głębię właśnie chodzi przy tworzeniu postaci.

    Wyjątek stanowi sytuacja, kiedy postać jest nieważna. Nieważna w takim sensie, że nie o nią w opowieści chodzi, a o pewne wartości/prawdy/zwał jak zwał, które chce nam przekazać autor. W tej sytuacjo bohater jest tylko narzędziem do realizacji tego zadania i postać może być prosta, oparta na danych schematach lub, co często się zdarza, pewnych archetypach. Tak było między innymi w przypadku wcześniej wspomnianej serii „Kino no Tabi: The Beautiful World”.
  • Avatar
    Uratugo 31.10.2015 13:12
    Re: Przerost formy nad treścią
    Komentarz do recenzji "Katanagatari"
    No dobrze, zwracam honor- „nakama­‑power” w tym anime nie było. Przy reszcie będę się jednak upierał.