x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
rozrywka na lato
To taka niewymagająca, lekka (choć bezskutecznie siląca się na powagę) pozycja na lato.
Po lekturze akapitu o osobistych wrażeniach Avellany, i mając w pamięci niesmaczne produkcje których nawet pojedyńcze odcinki wywoływały u mnie mdłości, pokroju W~Wish – zaczynałem oglądać z niepokojem, ale ostatecznie nie widzę tu właściwie niczego poza najczystszym moe, więcej – powiedziałbym że jak na japońską produkcję, to bohaterki zachowują się z rezerwą i raczej powściągliwie. Zwłaszcza „starsza” Shouko.
Ot, klasyczna rozrywkowa papka w tonacji moe, może w sumie nieco mniej „odleciana” aniżeli taki Kanon czy Air. Co nie znaczy że nie można tego z powodzeniem oglądać – zwolennika gatunku napewno nie zawiedzie.
Warto też wspomnieć o dobrze dopasowanej, tchnącej nastrojem lata balladzie towarzyszącej openingowi, „Hikari no Kisetsu” którą śpiewa SUARA.
ughhhh
O ile Final Approach był jeszcze do zniesienia, to W~Wish to już istny koszmarek, rozpaczliwie sztampowa haremówka z potężną porcją imokonu…
W dodatku nie jedna gra ma lepszą oprawę muzyczną. A seiyuu są tu… nie, nie do skomentowania.
I te w kółko powtarzające się "~oniiichan!” oraz "~desu!”...
Kiepskie.
To wszystko uzupełnione o garść pościgów, trochę cudownych zdarzeń i nieco niemal slapstickowych gagów – wszystko rodem z kina amerykańskiego.
Technicznie nienaganne wykonanie, ale całość w gruncie rzeczy raczej niestrawna :/
Odradzam, zwłaszcza odradzam jako rozrywkę.
historia #245 z mechami typ M-439234856
Od „przeciętniakowej” piątki odejmuję oczko, bo w moich oczach ta seria fabularnie jednak słabiej wypada od sporo starszego Gunparade March, nie wspominając o „seriach‑rówieśnikach”, jak Soukou no Strain.
parę uwag
Co do Fuyumi Ono, to chyba warto dodać, że w oparciu o jej powieści powstało też 12 Kingdoms… nic więcej nie trzeba mówić, prawda?
Mam też parę uwag i odpowiedzi co do Shibuyi…
Dużo bardziej rozbawiło mnie jego zaskoczenie, i pytanie do Mai „skąd ZNA jego przezwisko”, niż fakt że je poniekąd akceptuje. Co do stosunku… kwestia traktowania takich spraw w tamtejszej kulturze. Otwarte protesty z jego strony uchodziłyby za brak kultury…
Co do wieku i przeszłości, a także milczącego asystenta, Jina, co nieco zostało powiedziane w historii „Labirynt we krwi”, czyli odcinkach 18‑21. kliknij: ukryte Naru zwyczajnie spędził sporą część dzieciństwa z rodzicami za granicą (co wyjaśnia problemy z „pisanym” Japońskim) – zapewne w Chinach, i tam też „pozyskał” Jina, który jest Chińczykiem, a Shibuyą opiekuje się z poczucia obowiązku/długu honoru wobec jego rodziców. Wsparcie rodziców jest też poniekąd wspomniane jako czynnik który pomógł Naru się tak szybko usamodzielnić.
Co do szkoły… Przypominam kwestię japońskiego systemu edukacji, podobnego strukturą do obecnego u nas. Tam obowiązkowa jest tylko 6‑klasowa podstawówka i 3‑klasowe gimnazjum. Wszystko ponad to, to wolny wybór. Młodzież licealną (15 lat i więcej) zachęca się do podejmowania pracy (stąd bohaterowie anime w tym wieku często mają rozmaite „baito”, i zdarzają się uwagi o dziewczętach w tym wieku, że „są niemal gotowe do zamążpójścia” xD). To tylko w socjalistycznej europie szukanie pracy odkłada się „na po nauce” (co ostatnio często znaczy „po studiach”).
17‑letni Shibuya, nominalnie mógłby nawet mieć i liceum za sobą, albo być w ostatniej (trzeciej) klasie. Jednak kwestia reintegracji młodzieży która – np. ze względu na pobyt za granicą – „wypadła” z normalnego toku nauki, jest w Japonii poważnym, oficjalnie dostrzeganym problemem. Jeśli tak było w jego wypadku, można założyć że miał indywidualny tok nauki i maturę międzynarodową.
Co do studiów – Japończycy nie mają aż tak rozwiniętego kultu bumagi (w 2004 w łódzkiem na listonoszy szukali magistrów, LOL). NIE pójście na studia jest normalne, i sporo młodzieży, zwłaszcza na prowincji, po ukończeniu liceum zaczyna normalną pracę, czy „przejmuje” rodzinne firemki. W przypadku ustosunkowanego młodziana który już założył własną firmę, jak Shibuya, nie kontynuowanie nauki „szkolnej” jest więcej niż naturalne. O jego przyszłości i pozycji społecznej i tak decydować będą ningen‑kankei ('kontakty' :D), status firmy, i wyniki w pracy – nie papierek.
Mógłbyś może dać namiar na źródło tych rewelacji?
Warto też chyba napomknąć, że Shiho Inada (która rysuje tą mangę) jast kobietą.
Trzeba też powiedzieć że styl mangi, zwłaszcza projekty postaci, mimo że zachowują pewne podobieństwo, generalnie są odmienne niż w anime – z korzyścią dla tego ostatniego; moim zdaniem zmiany w kresce poczynione w anime wyszły całości na dobre.
Co do publikacji mang… Siódmy tom wyszedł w marcu, ósmy jest zapowiedziany na czerwiec, a dziewiąty na wrzesień – to u Del Rey'a, amerykańskiego licencjobiorcy; w europie tą mangę wydaje Random House (to samo wydawnictwo co książki o Harrym Potterze), i 7 tom ukazał się w kwietniu (3 miesiące po 6). Ale przyznaję, że japońskiej edycji nie sprawdzałem.
ładne, ale fabularnie przeciętne
Kreska jest ładna, ale historia okropnie sztampowa, to propozycja wyłącznie dla najzatwardzialszych miłośników romansów.
Cóż, ta seria ma pecha – sięgnąłem po nią dopiero po Bokura Ga Ita, która wyróżnia się fabularnie, mimo że ma sporo prostszą kreskę i generalnie uboższą grafikę niż I''S.
Mechy i dHHHHamatyzm *__*b
Poprostu prześliczne, jak można recenzować serię o mechach i nie dać choć jednego screena z mechem?!
Wieczorem podeślę Ave kilka do wyboru.
Fabuła jest przyjemnie wciągająca, ale nieco przedramatyzowana, a kliknij: ukryte wiwisekcje na lolitkowatych obcych to już absolutna przesada.
Mimo to, reżyser umiejętnie buduje napięcie, a akcja obfituje w zupełnie nieoczekiwane zwroty. Można też co odcinek robić zakłady, kto też tym razem zginie.
Nie należy oczekiwać arcydzieła, ale jest to solidna porcja rozrywki – zwłaszcza sporo dynamicznych scen walk z prześlicznymi mechami, ilustrowanych dobrą muzyką. Moja ogólna ocena 6, nieco powyżej przeciętnej; mecholubni mogą dodać do tego oczko albo dwa.
ni pies, ni wydra
Serię można obejrzeć, ale dość szybko robi się denerwująca, zwłaszcza że „zdecydowanie nieletni” wygląd bohaterek gryzie się niemiłosiernie z fanserwisem.
Do tego oprawa dźwiękowa jest bardzo przeciętna, zwyczajnie brak jej indywidualnego rysu (ocena gdzieś koło 3‑4). Jedyny ciekawszy akcent to opening.
W efekcie mamy „mocnego przeciętniaka” i nic więcej…
Piękne, ale melancholijnie nastrajające
„Bokura ga ita” to bardzo piękna, dość prawdziwa (choć może odrobinę przedramatyzowana) seria, zdecydowanie dla wyrobionego widza – bo stawiająca niemal wyłącznie na fabułę, w której nie ma właściwie nic poza uczuciami garstki młodych ludzi…
Całość jest boleśnie prawdziwa: bardzo młodzi ludzie z burzą uczuć, egoizmem, okrucieństwem i wielkimi słowami jak „nigdy” i „na zawsze”.
kliknij: ukryte Tym bardziej boleśnie prawdziwa, że wygląda to jak klasyczna „szczenięca miłość”; widać wyraźnie że za niemal histerycznym „uczuciem” i wielkimi deklaracjami jest właściwie ...bardzo pusto. Nawet pomijając zewnętrzne objawy – przecież Nanami i Motoharu do końca są ze sobą po nazwisku, per „Yano” i „Takahashi”. Co znamienne – także w 'wewnętrznych monologach' obojga.
W ich „związku” pełno wielkich słów, ale brak intymności, brak wiary w partnera, brak zaufania, brak szczerości, a w konsekwencji brak dialogu i próby głębszego zrozumienia siebie nawzajem. Brak znamionującej dojrzalsze uczucie determinacji by patrzeć na świat także oczami 'drugiej strony' – choć to też oczywiście wynika z braku szczerości i zaufania.
kliknij: ukryte A ostatecznie, płytkość tych miłosnych deklaracji obnaża test rzeczywistości – żadne z nich myśląc o dniu dzisiejszym nie myśli przede wszystkim o tym drugim. Ważniejsza okazuje się przyszłość, rodzina, czy własne wymarzone studia… własna, a nie wspólna wizja tak teraźniejszości jak przyszłości.
Inna rzecz że przez coś takiego przechodzi chyba każdy naprawdę dorosły człowiek; któż nie miał kiedyś takiej własnej Nanami czy Motoharu?
Niestety jeszcze nie dostałem w swe łapki tomów 9, 10 i 11 mangi które ukazały się od grudnia 2005 do grudnia 2006, ale bardzo uderzyło mnie jak na tle głównych bohaterów wypadali Yamamoto i Takeuchi, oboje bardziej zdeterminowani i dedykowani niż Takahashi i Yano (por. zwłaszcza decyzja Yuri z ostatniego odcinka czy postawa Takeuchiego, po wyznaniu). Ciekawe czy ten SMS z 8 tomu to zwiastun zakończenia które przewiduję…
Co do konwencji rysowania, jest wyraźnie odziedziczona po mandze, a uproszczenia które zamordowałyby każde inne anime tu uchodzą bo służą do podkreślenia przekazu i stanowią kawałek ogólnej, przemyślanej konwencji. A moda – odzież bohaterów – to majstersztyk! Z drugiej strony, strach pomyśleć co by było gdyby próbowali tu wrzucać jakieś CGI… I w pełni zgadzam się, Kotoba jest genialne, bardzo podoba mi się też Koko ni ite, choć jest „nie z tej bajki”. Za to z żalem odkryłem, że OST z muzyką do serii, która towarzysząc obrazowi robi wyśmienite wrażenie, to kompletny niewypał – zupełnie nie broni się jako niezależna produkcja… Tylko jedna melodia z niego jest naprawdę wspaniała – „Tooi Hi” (Odległy dzień), towarzysząca w anime m.in. kliknij: ukryte wspomnieniom Yano o starszej z sióstr Yamamoto.
Polecam też moje tłumaczenia piosenek („wiszą” pod recenzją). Tym razem dodałem też wariant angielski w ramach eksperymentu; jest to język nieco bardziej elastyczny i precyzyjny niż polski (albo moja znajomość mowy ojczystej kuleje ~_~")
Re: chyba tyle
O... M... G...
Nie daję jedynki, mimo koszmarnej animacji i generalnej kiczowatości, tylko dlatego że całość była tak skrajnie głupia i jednocześnie sprośna, że co rusz dostawałem ostrych ataków śmiechawki…
Oooh boy.
fantastyczna rozrywka
Jednak iteracyjne podejście do opowiadanych historii jest absolutnie GENIALNE, a fabuły równie przemyślanej i pokręconej długo by szukać.
Wszystko też blednie wobec galerii min EMO w tej serii – w jednej chwili słodkie i bardzo moé dziewczątka niewymuszenie rzucające rozmaite „Mi~!” czy „nipa~ ^_^", w drugiej kliknij: ukryte zaczynają machać tasakami, wyrywać paznokcie…, sami wiecie.
Te dwa elementy mi absolutnie wystarczą jako uzasadnienie podwyższonej oceny.
Re: *_*
<rozgląda się za mangą>
Ale i tak jest to estetyczne cacuszko. A kreska, w porównaniu z nowszymi produkcjami, jest jeszcze relatywnie „normalna”.
solidny kryminał
Duża ilość krwi i brutalnych scen śmierci, i klimatyczna muzyka. Dobre do obejrzenia późną nocą… ale jednak nie trzyma w napięciu tak jak Perfect Blue. Dla amatorów kryminałów, fanów mechów rozczaruje a resztę znudzi.
Re: recenzja dobra, ale...
Ważne jest by pamiętać że ocena to naprawdę bardzo subiektywna rzecz; ja zdaję sobie sprawę że ktoś kto lubi takie miłe, lekkie komedie będzie się dobrze bawił i chętnie doda jeszcze dwa oczka do oceny. Właśnie dlatego mamy na Tanuku oceny użytkowników i miejsce na komentarze – żeby tak fani jak przeciwnicy mogli też się wypowiedzieć :)
Re: recenzja dobra, ale...
guembia i dhamatyzm...
Zapewne spodoba się fanom Evangeliona – tu też mamy stado mięczaków bez krzty woli i zdecydowania, użalających się nad sobą zamiast próbować ocenić sytuację, zrobić jakieś postanowienia i starać się konsekwentnie postępować.
Wypowiedź antywojenna tej serii jest w najwyższym stopniu niewiarygodna – przebija z niej kac moralny nacji która napadała sąsiadów tak długo, aż sama zebrała za to należne i sprawiedliwe baty, a samo zakończenie kliknij: ukryte z końcem świata to pozbawiona krytyki, a zatem stanowiąca pochwałę, kalka postawy tych, którzy kliknij: ukryte w ostatnich dniach II Wojny Światowej którą wywołali i popierali, popełniali w Japonii masowo samobójstwa – do tego żałośnie twierdząc, że takie tchórzostwo w obliczu konsekwencji własnych czynów jest „honorowe”.
Jedyna pociecha to to, że od strony muzycznej o graficznej seria jest na przeciętnym, przyzwoitym poziomie, ani bardzo zła ani dobra… chciaż przyjęty styl rysowania, z charakterystycznymi „rumieńcami” z kresek na policzkach może się bardzo nie podobać.
Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak taką serię – o miłości na tle wojny – NALEŻY zrobić, żeby poruszała, powinien obejrzeć Iriya no Sora, UFO no Natsu.
uff, skończyłem... świetne!
No chyba że Ave nie przyjmie do publikacji, wtedy będzie długi komentarz :)
Re: fabuła, grafika, muzyka
Niespójności z ocenami innych recenzentów nie sposób wyeliminować – choćby dlatego, że różnimy się gustami. Ale też dlatego obok ocen recenzenta są oceny reszty redakcji, i osobno oceny czytelników. To razem kilka źródeł które pozwala wyrobić sobie opinię…
Zedytowano dla zwiększenia czytelności.
[-]
Egzekutor GTW FT
Moderatorus Rex
Re: Tylko osioł nie zmienia zdania
Święta prawda :)
A ja zawsze powtarzam wszystkim, że recenzent musi mieć skórę słonia, i być przygotowanym na diametralnie inne niż jego poglądy.
Co do Elfen Lied, nigdy nie ukrywałem że było może czwartym anime po dłuższej przerwie, oglądanym jesienią 2004 a recenzja powstała conajmniej kwartał później. Przez 2 lata pomiędzy tamtą a tą recenzją napisałem jeszcze kilkadziesiąt innych… to POWAŻNIE zmienia punkt widzenia, i styl pisania, co zresztą wyraźnie sam po własnych tekstach widzę ;3
Re: Dobra recka
Dlatego tekst mój i Stiga jest podobny, choć osobiście uważam że poszedł on dużo dalej w spoilerowaniu; ja w moim opisie zdarzeń ograniczyłem się tylko do tych elementów których można się bez większych problemów domyślać w oparciu o zawartość pierwszych kilku odcinków kliknij: ukryte (w tym rozmaite 'clue' jak np. fakt, że do wszelkich 'komentarzy zza ekranu' co do zombi, zanim Cellaria wreszcie się do nich przyzna, używany jest głos tej samej seiyuu)., albo bez których wogóle nic nie da się powiedzieć o serii.
Stig zupełnie też przegapił wszelkie konotacje związane z Navel. Ja pewnie też bym przegapił, ale akurat Shuffle! oglądałem w tym samym czasie…
Inna rzecz że zapewnie zastosowanie podobnej maniery z pytaniami retorycznymi i pożyczenie dwóch określeń może nieładnie wyglądać… cóż, zaraz poprawię.
Re: mala uwaga
Co do ilości, każdy kto odwiedził sklepy w 秋葉原 albo nawet te online, wie że oferta nie‑konsolowa jest nieporównanie bogatsza…
Re: Piękne, ale gorsze od Beyond The Clouds
Re: mala uwaga
Re: Milusie
Kuryle takie maleńkie nie są. Chodzi o jedne z najbogatszych łowisk w okolicach, kontrolę nad strategicznie ważnym obszarem morskim, są też niezwykle cenne surowce (piryty, siarka, rozmaite rudy polimetaliczne, w tym manganu i tytanu), a z punktu widzenia geostrategicznego – o kontrolę nad wyjściem na Pacyfik z morza Ochockiego.
Na Kurylach jest jedna z największych baz rosyjskiej floty Pacyfiku, ta sama z której korzystała przedtem Marynarka Imperialna, i z której wyruszyła grupa operacyjna która zaatakowała i spustoszyła Pearl Harbor.
Po wysiedleniu Japończyków – problemem jest też czysto napływowa 'sowiecka' ludność, łącznie około 30 tysięcy (mieszanina teoretycznie rdzennych Ainu z Sachalinu, Rosjan, Białorusinów, Tatarów, Ukraińców).