x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
ech Azag...
Komentarze to nie miejsce na dyskusję, więc odpowiedni wątek, i mój komentarz o tym tekście, jest tu, na Forum.
popieram...
Clannad lepiej wypadał jako slice of life, z bliższym zera bilansem nieszczęść i radości, niż jako banalny pseudo‑dramat.
Filmowy Tomoya jest zwyczajnie żałosny, a Nagisa straciła do końca resztki osobowości.
Kreska i sposób animacji trącą myszką, prezentują styl sprzed kilku lat.
Muzyka to rozmyta i banalna aranżacja muzyki tworzonej dla Key; KyoAni zrobiło dobrze zachowyjąc w serii oryginalną muzykę z gry.
A cięcia w obszernej i szczegółowej fabule gry tak by ją wcisnąć w 90‑minutowy „format kinowy” musiały skończeć się źle. Jedyna zaleta to nieobecność denerwującej Fuuko, tyle że pozostałe postaci za nią „nadrobiły”.
Może nie zmarnowany czas, zwłaszcza tak długo jak KyoAni nie skończy Clannad ~After Story~, ale moim zdaniem nie warto. Tym bardziej że film będzie ogromnym spoilerem do nadchodzącej nowej serii.
Re: okruchy życia zamiatamy pod dywan
Oczywiście, o ile kogoś interesuje jak funkcjonuje pewna specyficzna część „damskiej” strony fandomu…
Re: Fum, nie bez powodu kocham Twoje recenzje !
Kotomi to taka spokojna „przytulanka”. Ma apelować do instynktu opiekuńczego ;D
I fakt, Fuuko mnie czasem śmieszyła, ale bardziej denerwowała. Byłoby lepiej gdyby jej łuk był kilka odcinków krótszy, a ona sama potem nie wracała bez przerwy, jeszcze w tej idiotycznej czapeczce… :/
dziwaczna, raczej słaba seria
Ciekawym doświadczeniem była też „córka papieża”.
Zastrzeliły mnie zupełnie sceny pokazujące że kosmiczne wyspy napędzane są przez stada niewolników obracających drewniane kieraty… zdecydowanie niekonsekwencje i absurd w przedstawianiu świata poszły za daleko.
Poza tym, shounen, shounen jakich wiele, i to raczej z tych kiepskich. Słowem Gonzo się bardzo nie popisało.
W dodatku dzika mieszanina stylów i pomysłów urudnia określenie, komu to coś właściwie polecić… ech.
Re: Why ten świetlik ;((
Clannad to pozycja obowiązkowa dla fana KyoAni i Kanon… ale ocenę w zasadzie należałoby zarezerwować do czasu gdy obejrzymy ~After Story~, bo gra ma kilka zakończeń i nie wiadomo które wybiorą. Chyba że czołówkę traktować jako „zapowiedź” i wtedy wszystko jasne.
Ale na razie, cóż – samo zakończenie daje pewien niedosyt, a DRAMĘ w teatrze wyjaśnić można tylko faktem że Nagisa faktycznie jest EMO, i w dodatku sprawa wypłynęła w noc przed i nawet na wspomnianą w recenzji rozmowę zwyczajnie czasu nie było. Oh well…
...a teraz prosimy ciąg dalszy!
Pozostaje czekać na 7 odcinek z wydania DVD, który jeśli wziąć pod uwagę umieszczenie, pewnie będzie stanowił zamkniętą całość. No i oczywiście mieć nadzieję na szybką kontynuację… taki potencjał, wciąż nie ruszony…
I nieeeeee, fakt że obok sympatii dla fantasy jestem ekonomistą wcaaaaaaaale nie wpływa na moją wysoką ocenę :3
dobry... początek.
Ciekawe czy i tu na DVD będą 2 ekstra odcinki jak w przypadku Zombie Loan…
Nie da się ukryć że seria mi się spodobała – wreszcie bohaterka która nie jest kolejnym, nudnym jak flaki z olejem MOE BLOBem! Do tego w serii pełno specyficznego, złośliwego poczucia humoru… Dobry przepis na sukces. A że nie emitowano tego na żadnej rozsądnej stacji, wychodzące DVD są zdecydowanie warte uwagi.
niezłe, ale raczej dla fanów
Po fatalnych ratingach obfitujących w schematyczne powtórzenia dwóch seriach TV i rezygnacji przez producenta z zakontraktowanej trzeciej, twórcy zmobilizowali się, i mamy w rezultacie trzy solidnie naładowane akcją odcinki w których fabuła posuwa się naprzód bardziej niż przez około 40 (z 52) ostatnich odcinków… wreszcie wyjaśnia się też kilka tajemnic.
Wysoki, bliski kinówce poziom trzyma też grafika, no a muzyka… muzykę Yuki Kajiury wszyscy znamy. Dodajmy do tego jeszcze przyzwoity opening – Synchronicity Yui Makino, i ending Maayi Sakamoto, i wychodzi nam solidna przygodówka.
Niestety, obawiam się że tą OAVkę docenią (i nie pogubią się wśród stada postaci) jedynie fani CLAMP, zaznajomieni z mangą, albo filmem i obiema seriami TV które powstały wcześniej.
zwyczajowy już bonus DVD
Jak zazwyczaj ostatnio, wyemitowano w telewizji 25 odcinków, a fillerowo‑komediowy odcinek który pasuje z grubsza wszędzie w drugiej połowie serii, zamiast na antenę, trafił na płyty DVD jako „nagroda” dla najwierniejszych (czytaj: kupujących płyty) fanów.
Tylko dla kogoś kto widział i lubi serię.
przeciętne, ale akceptowalne
„Jeden to za mało… musimy mieć jakąś zaletę… O! Pokażemy dwa, a może i TRZY trójkąty!”
Jednak projekty postaci mogą się podobać a animacja – w porównaniu z innymi produkcjami tego samego sezonu – jest całkiem staranna i dokładna. Jak fm zauważył, oszczędzono za to na tłach… :/ Co nie zmienia faktu, że ogólnie jest to IMO górna strefa stanów średnich. fm, nie oglądasz dość dużo szmirowatych produkcji! ;>
KimiKiss to rzeczywiście skrajnie sztampowy romans szkolny, do tego w pewnym stopniu przewidywalny, i z „rozmemłanymi” bohaterami. Innymi słowy, propozycja wyłącznie dla fanów gatunku.
Całkiem niezłe
Mimo zaledwie 28 minut, opowiedziana historyjka ma w zasadzie wszystko co mieć powinna. Owszem, nie jest tego wiele – mniej więcej tyle, ile normalnie oczekiwalibyśmy po „pierwszym odcinku”. Ale też nie zostawiono niczego totalnie „wiszącego w powietrzu” a to już sukces. Projekty wykonano starannie, wiek całości widać w zasadzie jedynie w pewnych niezręcznościach animacyjnych których generalnie dziś się już nie spotyka.
Oczywiście wciąż w ostatecznym rozrachunku jest to zwyczajna „majtczana” komedyjka z elementami szkolnymi i fantasy, ale i tak porównanie wypada miażdżąco na niekorzyść dla niektórych współczesnych tytułów.
Warto zobaczyć, jeśli nie dla pół godziny nienajgorszej zabawy, to choćby po to, by mieć pojęcie jak tego typu produkcje wyglądały na początku lat 90tych ubiegłego wieku.
Biorąc pod uwagę liczne ostatnio remake'i, pozostaje tylko żałować że settingi fantasy ostatnio wyszły z mody. Może kiedyś się odmieni…
nie całkiem zwykła seria
Porównując mangę, projekty postaci dla filmu i dla serii można zauważyć pewną rzecz – otóż nowemu zespołowi udało się dokonać NIEMOŻLIWEGO: uwspółcześnić projekty, nie tracąc nic z ich unikalności i charakteru. Podobnie jak fabuła, tchną one patosem i tworzą specyficzną aurę każdej postaci – wśród zalewu serii pełnych sztampowych, nudnych bohaterów tak wyraziste, a jednak jak się z czasem okazuje niejednoznaczne postaci stanowią ogromny atut.
Fabularnie, w serii czuć upływ czasu. Dystopijne, postapokaliptyczne, totalitarne wizje przyszłości ludzkości zdominowanej przez Maszynę, takie jak ta właśnie, stanowiły lwią część „produkcji” z lat 80tych. Obecnie nie są aż tak często spotykane, a powrót do tego wyeksploatowanego, jak by się mogło wydawać, motywu, bynajmniej nie szkodzi tej serii. Również nieunikniona odpowiedź na pytanie „czy możliwy jest perfekcyjny, doskonały świat, i jak ma on wyglądać?” jest przemyślana i do zaakceptowania przynajmniej dla niektórych widzów.
Jednak największa zaleta tej serii dla mnie to galeria nietuzinkowych postaci oraz możliwość nostalgicznej wyprawy do krainy starej, dobrej fantastyki sprzed lat w uwspółcześnionej szacie graficznej. Danie tak czy siak wielce smakowite.
Polecam!
jaki trzeci sezon...
Kto grał, wiedział czego się spodziewać.
Przez kolejne wariacje scenariusza pokazano nam jak pozorne drobiazgi mogą drastycznie zmieniać naszą z ozoru sielską rzeczywistość.
To właśnie było moim zdaniem celem – pokazać jak cienka jest granica między banałem codzienności a krwawą masakrą; po pierwszej serii było oczywiste, że łuki „pozytywne” wypadną blado.
Osobiście nie sądzę też by można było te dwa sezony oceniać osobno, one dla mnie stanowią nierozerwalną całość.
Znający settingi 7th Expansion uważają, że kliknij: ukryte pojawienie się w ostatnim odcinku na końcu Frederiki Bernkastel jest wystarczającym sygnałem, by podejrzewać że może chodzić o jakiś crossover elementów znanych z Umineko no Naku Koro ni. Cóż, zobaczymy…
Re: umm...
Tylko jeśli nie widziałeś „długiej” wersji z specjalnego wydania DVD. Wszystko co napisałem o fabule pada bezpośrednio w tej miniaturze, oczywiście po japońsku ale jednak.
Zauważ że poza samą oceną główną, oceny cząstkowe są wyłącznie za projekty postaci i grafikę, a biorąc pod uwagę że fabuła jest jaka jest, można ocenić jedynie jeden aspekt postaci – wizualny. Czyli de facto oceniana jest wyłącznie strona graficzna całości. To wiele mówi o tym, do czego – z musu – ogranicza się i ocena główna.
popieram...
Od strony fabularnej nie znajdziemy tu nic specjalnie innowacyjnego, ba – nie znajdziemy tu wręcz wiele wiarygodnego.
Ale grafika to już coś zupełnie innego – dzięki oprawie, swoistej zabawie konwencją moé (te 'wejścia' Chihiro!), drastycznym zmianom stylu ta seria błyszczy.
Jeżeli ktoś lubi romanse na tyle by przebaczyć przeciętność na polu fabuły, napewno nie będzie zawiedziony.
"bonus"?
Gdyby mi kazano spekulować, obstawiałbym że to swoista prezentacja koncepcji serii, która powstała jako „materiał poglądowy” mający pomóc w przekonaniu decydentów, by wysupłali pieniążki na produkcję serii… dziwne, że się udało }:}~
czynnik *aaaaaw*
Podejrzewam mocno, że jest to pozycja która przypadnie do gustu głównie (naj)młodszym widzom… oraz tym starszym, nie tyle wiekiem, co dojrzalszym. Jedno jest pewne – większość nastolatków odpadnie od niej z gwizdem i przytupem, poczynając od fanów ecchi. Zwłaszcza dla nich ta seria będzie „porażką” – 24 odcinki, 24 sceny kąpielowe, i mimo to CAŁKOWITY brak fanserwisu…
Waffo~!
przeciętniak
Całość jest wypchana po brzegi żartami i wzmiankami o miejscach które rozpozna tylko najbardziej zacięty fan, choć są i te legendarne, jak promocje w wykonaniu catgirls ze słynnej Tora‑no‑Ana.
Dobre co najwyżej na odtrutkę po jakiejś „ciężkiej gatunkowo” pozycji.
Milutkie
Jak przystało na tego typu produkcję, tworzy ciepłą i miłą atmosferę – w sam raz na ten właśnie czas w roku…
Re: lolikon
Prawda jest taka, że po artykule Answermana na ANN, firma która kupiła prawa do mangi sama wycofała się z pomysłu dystrybuowania tego „dzieua”, pod naciskiem oburzonego fandomu.
I tak być powinno.
Choć z drugiej strony, po zajrzeniu do Mari‑tan, japońskiego podręcznika do nauki języka angielskiego (bywalcy naszego kanału IRC wiedzą o czym mowa), ręce mi opadły. Avellanie i ICe zresztą też…
potwornie nierówne
Jednak wizualnie olśniewa… dawno nie widziałem równie widowiskowych scen walk w kosmosie. Pytanie, ile można oglądać ładne obrazki… tym bardziej że większość postaci zwyczajnie denerwuje.
Zdecydowanie odrzucam ocenę muzyki. Album do tej serii z całą pewnością stanowi wyjątkowo udany, niemal podręcznikowy przykład patetycznego monumentalizmu w muzyce filmowej, jeden z lepszych jakie powstały w ostatnich latach. Z całą pewnością jest to praca na poziomie Hansa Zimmera czy Marka Manciny, tyle że uwagę zwrócą na nią głównie melomani…
Re: świetna!... recenzja ;)
Seria jest kiepściutka, nawet jeżeli – w odróżnieniu od masy typowo majtczanej szmiry – daje się ją oglądać.
W moim przypadku o naprawdę wysokiej ocenie decyduje totalna absurdalność przedstawiania elementów mythosu Lovecrafta w kontekście stadka kawaii panienek których stroje zawierają dużą ilość koronki i/lub wstążek. Śmiałem się bez przerwy całe 12 odcinków, a w miarę jak uodparniałem się na koronkowo‑wstążkowe grimoire'y dialogi stawały się coraz bardziej sztuczne i napuszone, kumulując się w zakończeniu wywołującym śmiecho‑drgawki…
3,5 ocena ogólna, x2 za wartość rozrywkową i względną oglądalność.
Re: ^^
Film nie jest powtórzeniem pierwszego sezonu, pewne zdarzenia przedstawia inaczej. Przede wszystkim jednak, prawdziwy fan zauważy kolosalną różnicę w jakości animacji i staranności wykonania tak postaci jak i teł. I już samo to wystarczy, by film z zadowoleniem obejrzał.
Odpadnie za to fanboy, specyficzne stworzenie które w przypadku innych serii bywa określane jako cut – bo uzna że „tu nie ma nic nowego, bleh”.
Z kolei widzowie, którzy z Shaną się nie zetknęli, mogą kosztem półtorej godziny ocenić, czy warto „inwestować” 10 godzin w oglądanie serii…
Zmoderowano.
IKa
bardzo przyjemna seria rozrywkowa
Wybór muzyki klasycznej też nie jest najgorszy… Mnie największą frajdę sprawiła Polka którą zagrała Fuyumi – którą „u nas” wszyscy rozpoznają, bo „od zawsze” służyła jako sygnał i znak rozpoznawczy „Lata z Radiem”.
Seria nie dorównuje może Nodame Cantabile, ale fani tamtej serii mogą się i do tej przymierzyć.