x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: pojawienie sie chidori..
A właśnie z taką pozycją tu mamy do czynienia.
Wyobraźcie sobie, że ani ja, ani Ave, żaden z tanuków, cała Europa i całe USA – dla twórców tej serii NIC NIE ZNACZY! Oni mają nasz wszystkich w głębokim… poważaniu ;) Prawdziwą grupą dla której powstał TSR było tych marne parę(naście) milionów Japończyków które przeczytały powieści, kupowały czasopisma gdzie wersja mangowa pokazywała się w odcinkach, kupowała tankoubony, oglądała pierwszą ekranizację, a teraz – kolejną. Tę serię zrobiono dla nich. I dla nich jest zrozumiała, w tego typu „dialogu” twórcy historii i jej odbiorców – gdy oddaje im „do rąk” TRZECIĄ wersję TEJ SAMEJ historii – pewne skróty są dopuszczalne, ba, są konieczne. To że my wszyscy, nie‑skośnoocy fani włazimy na nie swoje party w spódniczce z trawy i pytamy po co komu buty, to NASZ problem. Możemy co najwyżej podkreślać w ocenie jako recenzenci że seria jest trudna w odbiorze, hermetyczna ze względu na dysonans kulturowy. Tyle. Oczywiście – dzieła naprawdę wielkie, jak już powiedziałem, są od tego „obciążenia” wolne. Co nie znaczy, moim zdaniem, że wolno nam szerokim gestem „skreślać” wszystkie te które Z NASZEJ WINY są dla nas – niezamierzonych przecież odbiorców – trudniejsze do ogarnięcia.
@_@
Ależ jest!
Do tego jeszcze wydanie DVD, OSTy, Single i wersja Mangowa.
Wie o tym każdy kto poczyta stronę domową serii…
(OK, wiem, wiem… ona jest po japońsku… no to co, uczmy się xD)
Re: pojawienie sie chidori..
Sorry Ave, ale twój odwieczny argument „ale oceniamy serię a nie powieść” jest tylko częściowo trafiony.
Równie dobrze możnaby oceniać ekranizację „Potopu” nie czytając Sienkiewicza… Oczywiście, da się, ale żadna ocena nie będzie kompletna i kompetentna bez rzetelnej wiedzy o książce – „na ile dobrze” powieść przekształcono w scenariusz. Poprostu ignorancja w tym zakresie nie pozwoli recenzentowi ocenić tego aspektu…
To o czym pisze Zeg to mocno przesadzony skrót scenarzysty, godne ubolewania „pójście na skróty” które zbyt spłyca postaci. Nie będę się rozwodził, bo sceptyków nie przekonam, a to nie jest miejsce na streszczanie książek. Zresztą gdy ogląda się FMP i SR jednym ciągiem, pewne sprawy stają się wyraźniejsze. A późniejsze sceny pozwalają się domyślić że przejazd do HK – jak w książce – kliknij: ukryte zorganizował i ochraniał Wraith, więc Chidori ani na chwilę nie wypuszczono spod skrzydeł Mithrilu, a to że trafiła na pole bitwy też nie było przypadkiem.
No ale to wiem ja – bo czytałem książki – i bardzo uważny i dociekliwy widz; ktoś kto traktuje oglądanie tej serii z mniejszym zaangażowaniem, nie ma szansy się zorientować, bo ważne clou zwyczajnie przegapi, są na ekranie ledwo chwilę – jeśli wogóle.
coś oryginalnego
Co nie zmienia faktu że rozmach wizji zapiera dech w piersiach. Czuć zadumę nad zdarzeniami współczesnymi twórcom – jak katastrofa Titanica (przypominam, to ekranizacja powieści autorstwa Kenjiego Miyazawy, który zmarł w 1933 roku).
Polemizowałbym z stwierdzeniem że powieść jest niedokończona – to częsty błąd popełniany naskutek nadinterpretacji faktu pośmiertnej publikacji dzieła. Miyazawa był zwyczajnie inny – za życia wydał tylko dwie większe prace (zbiór wierszy, i kolekcję bajek dla dzieci). Pozostałe pisał bardziej do szuflady. Umarł bardzo młodo – miał ledwie 36 lat, może zwyczajnie chciał poczekać trochę z wydaniem swoich pozostałych prac?
W Japonii ten autor jest takim odpowiednikiem naszej Konopnickiej: jego dzieła to kanon literatury, czytany w klasach na lekcjach i rozpoznawalny dla każdego.
Dzięki Aozora Bunko – japońskiemu odpowiednikowi projektu Gutenberg – dzieła Miyazakiego, w tym Ginga Tetsudou no Yoru są w pełni legalnie dostępne w sieci: po japońsku, a także po angielsku. To dość rzadka sytuacja, więc nie rozumiem czemu nasza redakcja jeszcze nie dodała tych linków do recenzji…
Re: Hanbun no Tsuki ga Noboru Sora
Re: strona medyczna...
To raczej ty znów naginasz fakty bo ci tak pasuje – kliknij: ukryte pomijasz fakt, że on wtedy uciekł ze szpitala. Poza tym wydaje ci się że pacjenci zawsze poddają się lekarzom we wszystkim jak niewolnicy?
Re: Hanbun no Tsuki ga Noboru Sora
Re: strona medyczna...
Nie wydaje ci się że lepiej zapytać lekarza, albo spisać fakty które są dostępne, i samemu sprawdzić w encyklopedii? Bo niestety to, co Yuuichi sam mówi jest absolutnie jasne.
No ale biorąc pod uwagę ile byków zazwyczaj jest w subach, to się nie dziwię… でも、甘えないでよ!
Re: Hanbun no tsuki...
Re: Hanbun no tsuki...
Re: strona medyczna...
Re: Hanbun no tsuki...
Re: Recenzja anime po wypuszczeniu 1-go odcinka, hmm...
Re: A ja się nie zgodze :/
Re: Niezgoda
Ocenia się w relacji do innych serii anime, a tych widziałem dobrze ponad setkę. I o ile to co w KG udaje porządną fabułę zasługuje na 4 (bo isnieje, i może nie jest zupełnie denne) to wcale nie oznacza że jest dobre, wręcz przeciwnie – są serie wiele, wiele lepsze pod tym względem.
A o tym, że głównym atutem tej serii jest akcja, i jej miłośnikom seria przypadnie do gustu, pisałem wyjątkowo wyraźnie…
Re: Tactics = dobre anime
A serię oceniłem nisko, bo na tle produkcji historycznych z dreszczykiem i tajemnicą jak Otogizoushi czy najnowsze Ayakashi, Tactics to tak naprawdę żałosna, przemysłowo wytwarzana papka, dla mało ambitnych dzieci.
Ale fakt, jako coś czego nikt nie ogląda tak naprawdę, co leci sobie gdzieś w tle na konie czy imprezie, może się sprawdzić…
coś ci się pomyliło
2. Skąd ci się wziął kwiecień? Na sajcie Genshikena (www.genshiken.info) nic nie ma, a moonphase zaznaczył w ramówce 2006秋 czyli JESIEŃ, co może w praktyce oznaczać nawet styczeń 2007. Zresztą jeśli umiesz czytać po japońsku, sam sprawdź – [link]
wersja 'alternatywna' niewiele, ale lepsza...
Wersja hentai, „One – True Stories”, jest o jeden odcinek krótsza, i – pomijając kwestie oczywiste dla gatunku – ma zauważalnie żywszą, klarowniejszą fabułę.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że o One jego reżyser powiedzieć mógłby: „Tak, to miał być hentai, ale potem wycięliśmy wszystkie »sceny« więc teraz to głównie smutne, apatyczne dziewczęta, smutno patrzące na smutną scenerię za oknem…”
samotność w erze zmierzchu
Spokojna, codzienna rutyna Alfy w krajobrazie opuszczonej krainy… Osobiście sądzę że całość ogromnie przypomina wizje niektórych japończyków, którzy już teraz narzekają że młodzi uciekają do wielkich metropolii, a mniejsze miejscowości i prowincja pustoszeje. Tu jednak nie ma nawet tej metropolii, a cicha prowincja Alfy mogłaby równie dobrze być wszystkim co zostało… jest oczywiste, że tak nie jest – samo jej istnienie, czy przesłany aparat. Ale niepewność jest…
wciągająca, i denerwująco niedokończona seria
Również fabuła oryginalna i ciekawa, jeśli ktoś potrafi się przemóc i znieść odrobinę „haremowego dryfu”.
Ale mimo pozornej kompletności, widać wyraźnie że materiał jest na duuuuużo dłuższą serię niż te mizerne 12 odcinków! Aż boli jak mało korzystano z pomysłu na iście wiktoriańską, dworską manierę Shinku… A mimo to jest wciąż jeden odcinek typu 'rozrywkowy filler'.
Normalnie powstrzymałbym się z opiniami, bo przecież w telewizji (japońskiej) właśnie leci drugi sezon, który zapewne sporo wniesie. Ale mocną 'ósemkę' mogę wystawić z czystym sumieniem nawet i pierwszej serii.
Wyjątkowo miła, warta obejrzenia historia
hentai!! o__O
Podobieństwo kreski, zwłaszcza do DSA, jest wyraźne nawet na screenach. W tym samym stopniu widoczne są pewne błędy rysunkowe.
Faktycznie, kryminalna część fabuły mogłaby zawierać więcej szczegółów, jadnak biorąc pod uwagę formę, nie mogę jej nic zarzucić.
Natomiast należy ostrzec potencjalnych widzów, że mamy tu do czynienia z produkcją o wiele bardziej „przesuniętą” w stronę hentai aniżeli Mezzo Forte: o ile to ostatnie, po wycięciu dwóch ewidentnie na siłę wciśniętych scen erotycznych niczego nie traci, o tyle tu po takich cięciach nie zostałoby wiele…
Re: nie jest tak źle
Poza tym, jedyny znak rozpadu jaki widziałem to wybita szyba w obserwatorium. Owszem, wszędzie pełno kurzu ale brud karalny nie jest. Niestety. Gdyby był, nie było by problemu staruszek‑kolekcjonerek śmieci…
Przeciwnie, pokoik Hotori wygląda schludnie, a i hol jest tylko pusty, więc nie ma się do czego przyczepić. Ogólny stan tamtego budynku zresztą nie odbiega od znacznej części tych co stoją w centrum Warszawy, jak wie każdy kto ma do czynienia z zarządzaniem nieruchomościami. Ba, może nawet jest lepszy >:o
A poza tym, oglądałem to w trybie "/mode wa‑totem +ROMANTYK”. A puste, stare domy są baaaardzo romantyczne, jak wiadomo. O! ;D
nie jest tak źle
W końcu ROBOT nie musi mieć zegarka? Pewno ma wbudowany… Nawet jeśli zdarzyło mu się raz spojrzeć na zegar, to pewnie wyuczone zachowanie.
Co do domu, cóż – opustoszały, bo mama Hotori nie żyje, a ona sama jest chora, a tata i brat uciekają od tego.
Co do zaniedbania domu i ogrodu Hotori… cóż, tak to bywa gdy brak kobiecej ręki (trzymającej bat do popędzania leniących się samców).
A czemu obok kliniki? A przyjrzyj się uważnie twarzy taty. On przecież jest w pracy… i jak widać, w domu jednocześnie.
Dziwne, ale ładne anime. Trochę smutne, ale nie do końca… powiedziałbym, że z „ogienkiem nadziei”.
Nie zapominajmy też czym te opowiastki są ^__^
No bez przesady, czemu tak ostro!
To ma zaledwie 2 minutki, i jest li tylko zabawnym, i oryginalnym bonusem wydania DVD.
Dziesięć razy wolę coś takiego, nawet – jak to – skleconego naprędce i na kolanie, niż kolejną galerię zwiastunów i nudnych wywiadów.
Pod żadnym pozorem nie wolno tego oceniać jako niezależnego anime, bo nim NIE JEST! A jako bonus DVD wypada – na tle ogółu – naprawdę nieźle.