Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Uratugo

  • Avatar
    A
    Uratugo 28.06.2015 17:36
    Arcydzieło
    Komentarz do recenzji "Stalowy alchemik: misja braci"
    Fullmetal Alchemist Brotherhood należy do czołówki moich ulubionych serii anime. Oglądałem ją trzykrotnie i z pewnością jeszcze będę do niej wracał.

    Nie wydaję mi się, abym musiał kogokolwiek specjalnie namawiać na FMAB, ponieważ każdy kto to oglądał, zawsze ma pozytywne odczucia. Sądzę również, że nie muszę streszczać fabuły, ponieważ każdy, kto jako tako orientuje się w świecie mang/anime, nawet jeśli nie oglądał samej serii, to z pewnością o niej słyszał i mniej więcej kojarzy, o co w niej chodzi i z czym to się je.

    Świat przedstawiony jest bardzo dokładny, wiarygodny i ciekawy. Mamy tutaj technologię z początków XX wieku i alchemię, którą można nazwać, w dużym uproszczeniu, nadnaturalną mocą. Nie ma się wrażenia powierzchowności, płytkości czy naciąganych spraw w żadnej kwestii- czy to „power upów”, zachowań i motywacji niektórych postaci czy logiki całokształtu.

    Prawa rządzące w tym świecie są od początku jasne i trzymają się kupy. Trudno szukać tutaj jakichkolwiek potknięć czy odstępstw od normy. Wszystko ma swoje miejsce, przyczynę i skutek.

    Bohaterowie są wprost fenomenalni. Jest ich, trzeba przyznać, dość sporo, ale każdy zachowuje swoją oryginalność, osobowość i charyzmę. Nie ma się wrażenia zlania się wszystkich w jedną masę. Każdy jest wyrazisty i zapamiętywalny. W Fullmetal Alchemist Brotherhood bohater nie potrzebuje pokazywać swojej przeszłości przez 15 minut czasu antenowego, abyśmy zrozumieli jego motywację, charakter, powody działań i jeszcze go zapamiętali. Wystarczy na nią popatrzeć i wspomnieć tylko kilka najistotniejszych faktów, a obraz postaci sam pojawia się nam przed oczyma, a swoją osobowością jest w stanie wyryć się nam w pamięci.

    Klimat tego anime jest fenomenalny. Mamy tutaj zderzenie dwóch obrazów- wiejskiej sielanki, dziecięcej beztroski, urokliwego poczucia humoru i wspaniałej przyjaźni, z okrutnym światem intryg, brutalnej polityki, mrocznej strony ludzkiej duszy, który bywa często obrzydliwa i odpychająca.

    Mimo poruszania wielu uniwersalnych i ważnych wartości, seria ta unika naciąganych gadek, nudnych przemów, które bywają takie „och!” i „ach!”, wspaniałe i urzekające aż do porzygu. Nie ma tu męczącej patetyczności, która cechuje większość z podobnych serii. Jeżeli już się znajdzie, to jest ona wyważona i dobrana w najlepszych momentach. Nie umoralnia na siłę, a przedstawia pewne punkty widzenia, z którymi możemy się zgadzać, bądź nie.

    Kreska i animacja są na najwyższym poziomie. Nie ma się wrażenia sztuczności i pójścia po linii najmniejszego oporu. Wszystko jest stworzone starannie i z zamysłem. Bajeczne i sielankowe obrazki urzekają mnie za każdym razem.

    Soundtrack jest na bardzo wysokim poziomie. Jeśli chcemy gdzieś znaleźć wiele patetyczności i doniosłości, to właśnie w soundtracku. Przyciąga on uwagę od samego początku. W czasie akcji, muzyka jest bardzo żywa i agresywna (zachowując jednak pewną dostojność), a w trudniejszych i smutniejszych momentach potrafi być niezwykle melancholijna, wręcz depresyjna. To tylko pogłębia w widzu emocje. Ścieżka dźwiękowa jest niewątpliwie warta zapamiętania.

    Całość oceniam na 9/10. Może to z sentymentu, a może nie, ale trudno znaleźć mi tutaj jakieś znaczące błędy czy gorsze strony. Fullmetal Alchemist Brotherhood polecam gorąco każdemu, bez względu na to, jakie ma preferencje gatunkowe.
  • Avatar
    A
    Uratugo 28.06.2015 16:43
    Nudy
    Komentarz do recenzji "Mahouka Koukou no Rettousei"
    Ta recenzja jest do bólu subiektywna i troszeczkę godna pożałowania, ale trudno nie zgodzić sie z kilkoma jej punktami.

    Pierwsze dwa, trzy odcinki nastroiły mnie bardzo pozytywnie. Sam pomysł na wykreowanie świata bardzo fajny, kreska oraz animacja również na wysokim poziomie. Co poszło nie tak?

    Główny bohater początkowo mnie intrygował, później niestety nudził. Tatsuya jest po prostu zbyt idealny. Wie wszystko, na wszystko jest przygotowany, nikt nie jest w stanie go zranić, ponieważ jest niezwyciężony. A do tego dyskryminowany i uznany za kogoś bezwartościowego. W jaki sposób? Jaki jest tego sens? Jedyną odpowiedzią jest argument o małym poziomie magii i skoordynowania umiejętności, co mnie osobiście w ogóle nie przekonuje.

    Może są osoby, którym podobają się takie… niestandardowe relacje brat -> siostra, ale mnie one raczej rażą i żenują. Jeśli mają wprowadzić wątek kazirodczy, to niech go wprowadzą, z tym jakoś niespecjalnie mam problem. Ale już te pseudokazirodcze stosunki; te podchody, zazdrostki, niby żarciki w towarzystwie, dwuznaczne teksty i gesty bardziej mnie irytowały, niż wprowadzały w jakiś pozytywny humor.

    Pozostali bohaterowie są jak najbardziej w porządku i do nich raczej się przyczepić nie można, jakoś wyjątkowo. Nie da się oczywiście uniknąć jakichkolwiek potknięć, ale ogólnie rzecz biorąc, śmietanka towarzyska została przeze mnie odebrana jak najbardziej pozytywnie i znalazłem swoich ulubieńców.

    Problematyka samej magii została przekombinowana, czy raczej zbyt ją skomplikowali. O ile czytając książkę, te wszystkie definicje, teorie i przemyślenia z praktycznych czynności czytało by się bardzo fajnie, o tyle na ekranie, to wszystko sie miesza i przeciętny widz pogubi się w tych wszystkich wywodach, które, bądź co bądź, są istotnym elementem świata przedstawionego.

    Końcówka mnie mocno zawiodła, choć i tak nie byłem specjalnie nastawiony na coś wspaniałego. Wszystko było takie oczywiste, do przewidzenia i nieciekawe.

    Soundtrack był bardzo przeciętny. Absolutnie nie raził, ale też praktycznie ani razu nie przyciągnął mojej uwagi. Godny zapamiętania z pewnością nie będzie.

    Całość oceniam na 5-/10. Nie było tutaj rewelacji. Ciężko mi nawet nazwać to anime dobrym. Jednak skłamałbym, gdybym napisał, że nie było w tej serii pozytywów, bo było i to kilka. Nie zdołały jednak uratować swojego dzieła, dlatego całość jest dla mnie mocno przeciętna i raczej jej nie polecam osobom, które są bardziej wymagające.
  • Avatar
    A
    Uratugo 23.06.2015 19:43
    Fajne, choć bez rewelacji
    Komentarz do recenzji "Owari no Seraph"
    Owari no Seraph to anime, które z pewnością zasługuje na to, żeby je obejrzeć. Raczej nie znajdzie się wśród moich ulubionych czy tych, które na długo będę wspominał, ale też zdecydowanie nie zakwalifikuję tej serii do nieudanych projektów.

    Fabuła początkowo była bardzo naciągana. Brutalność i krew były zdecydowanie niewspółmierne do scen, jakie miały miejsce w pierwszych odcinkach, a i zachowanie głównego bohatera było nieszczególnie wiarygodne. Na jego oczach odebrali mu rodzinę, co spowodowało, że poprzysiągł zemstę i wybicie wszystkich wampirów świata. Nie chciał z nikim nawiązywać bliższych relacji, wierzył, że sam zrealizuje swoje cele i pragnienia. Oczywiście- ta decyzja była jak najbardziej logiczna, jednak ich realizacja i konsekwencja- już trochę mniej. Yuu był bardzo niewiarygodny w swym zachowaniu, co nadawało serii pewną płytkość. Na szczęście wraz z rozwojem akcji, główny bohater rozwija się i dojrzewa. Dzięki temu poziom tego anime rósł wraz z kolejnymi odcinkami.

    Bohaterowie są dosyć ciekawi. Możemy znaleźć tutaj swoich ulubieńców, co gorsze postacie, ale każda jest „jakaś”. Raczej nie ma się wrażenia „totalnej” płytkości i bezzasadności danych zachowań/postaw. Minusem jest tylko pobieżne wyjaśnianie tych okoliczności, które znów mogą nadawać, co niektórym, mimo wszystko pewnej płytkości- nie poważnej, ale jednak. No i trzeba przyznać, że ta seria również nie uniknęła schematyczności postaci, co jednak nie było jakoś ewidentnie widoczne i puste.

    Kreska była bardzo miła i przyjemna. Postaci zostały narysowane ładnie, jednak nie miało się wrażenia, że są przesłodzone czy wyidealizowane. Animacja nie budziła podziwu i momentami była troszeczkę słaba, jednak udało się uniknąć poważniejszych faili.

    Soundtrack przyzwoity- w scenach akcji była żywa, w bardziej spokojnych czy smutnych była odpowiednio melancholijna. Niestety, jakoś żaden utwór nie zapadł mi w pamięć, co znaczy, że spektakularna nie była. Najważniejsze jednak, że była odpowiednio dopasowana do konkretnych momentów, nie raziła, nie przeszkadzała, a wzmagała to, co wzmagać miała.

    Owari no Seraph oceniam na jakieś 7 punktów, na 10 możliwych. Cóż rzec? Rewelacji tutaj nie było. Myślę jednak, że warto to obejrzeć. Twórcom udało się uniknąć, co poważniejszych potknięć, seria jest miła dla oka, a fabuła nie jest taka pusta i nudna. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to myślę, że odnajdzie w tym coś dla siebie.