x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Mój zwycięzca sezonu zima 2016
Przy każdym odcinku czułam się jak dziecko łaknące dalszej części „bajeczki” i chłonęłam każdy fragment opowieści.
Niesamowicie wciągnęła mnie dynamika pomiędzy postaciami: snobistycznym i samolubnym Kiku, luzakiem i leniem Sukeroku oraz ich kobiecym nemesis – Miyokichi. I nawet choć spodziewałam się twardej babeczki, która ich sobie owinie wokół palca, a okazała się zupełnie inna… to nadal świetnie tam mi pasowała.
Historia opowiadana przez Kiku była pięknie zamknięta, a druga połowa odcinka to powrót do postaci z pierwszego odcinka. I tutaj maluśki dysonans, bo po TAKIEJ opowieści trochę ciężko przedstawić w pół odcinka konkurencyjną opowieść… ale było i tak dobrze. Zgrabnie otwiera nowe wątki, intryguje.
A potem mistrzostwo: lekka zmiana w endingu. Mała rzecz, a tak cieszy. I scenka PO endingu: zwracanie się bezpośrednio do widza. Nie ukrywam, byłam tym zabiegiem zachwycona.
I czekam na drugi sezon.
Ode mnie solidne 9/10.
Re: Jednak obejrzałam :D
PS. Pod spoilerami ukradkiem dodałaś to samo imię
I po Nonetce.
Pierwsze odcinki dla mnie za fabułę i główną bohaterkę dostawały okrągłe 1/10. Irytująca, naiwna, głupia. Ale świat przedstawiony był ciekawy, grafika ładna, a pairingi trzy, więc pokładałam nadzieję w reszcie.
Potem było cienko, aż do odcinka o „snach”, w którym nagle anime DRGNĘŁO. Zaczęło być naprawdę ciekawie. A potem, choć rzadko to się zdarza, zaczęło powoli, powoli być coraz ciekawsze.
Ostatecznie powiem tak: ciekawa sprawa, że były aż trzy pairingi, choć naturalnie, nie dało się ich bardzo skomplikować. Tutaj jednak wręcz pairingi były z góry jawne i oczywiste, więc mniej lub bardziej subtelne komplikacje nie były emocjonujące. Co ciekawe, znalazł się nawet czwarty pairing :>
Poza tym całkiem ciekawy pomysł z tym „resetem”, choć sprawa była przedstawiona strasznie zagmatwanie przez długi, długi czas. Ale przyznaję, świat przedstawiony był intrygujący, historia też ciekawa.
I MUZYKA! Bez takiego podkładu muzycznego byłoby bardzo cienko, a tak to ścieżka dźwiękowa zdecydowanie dodała klimatu serii.
Ostatecznie przez chwilę zastanawiałam się nawet nad naciąganym 7/10, ale jednak nie – kliknij: ukryte tak się cieszyłam, jak było słodko‑gorzko i jednak Kakeru „zginął”, nie ma go, nie irytuje mnie wreszcie… gdyby pozostał martwy to dałabym ta ocene. Ale niestety, nie, cudownie przeżył i oh‑ah, słodka scena na koniec. Bleh.
Tak więc jest 6/10 co i tak jest ewenementem, bo dawałam z początku serii ostre 1/10 (i nie jestem fanką otome game).
I po drugim sezonie~
Nadal jest słodko aż do próchnicy, nadal uczucie jest krystalicznie czyste i niewynne, nadal poplecznicy są wierni i nieskazitelni. Ale to taki typ anime, więc mi zupełnie to nie przeszkadza. Czasem trzeba dawki pozytywnej energii.
No i Izaaanaaaaaa, jak ja go uwielbiam!
Ocena taka sama jak jedynki, czyli 7/10.
Dobre~
Bardzo dobra kontynuacja, a teraz z niecierpliwością czekamy na kolejny sezon! Choć chyba lepiej będzie poczekać aż mecz się skończy, bo na pewno będzie dłuuuugi.
Tylko jeden odcinek do końca...
Wygląda na to, że czeka nas jeszcze małe podsumowanie retrospekcji i wracamy do czasu rzeczywistego. I nawet wiedząc, jak zakończy się retrospekcja, i tak było mi strasznie smutno oglądając ten odcinek. I nawet to, że można było podejrzewać, że ten „wypadek śmiertelny” będzie miał ogólnie takie okoliczności. I Kiku zaskoczył mnie w tym odcinku kliknij: ukryte byłam przekonana, że pozostanie dalej zimnym draniem i będzie kontynuować olewanie Miyukichi, a tu… oh.
Fabuła. Każdy odcinek mnie niesamowicie wciąga. Postaci z krwi i kości. Relacje pomiędzy postaciami. Konsekwencje… Czuję się niesamowicie dopieszczona, jeśli chodzi o ten wymiar anime.
Grafika i muzyka również na wysokim poziomie.
I te głooosyyyyyyyy.
Jeszcze jeden odcinek, ale zaczynam się zastanawiać, czy nie dam 10/10.
Koniec.
Takie odczucie towarzyszyło mi właściwie przy seansie każdego kolejnego odcinka. Od początku do końca. Czasem mocniejsze, czasem lżejsze, ale za każdym razem.
Jako seria detektywistyczna to anime nie jest zbyt mocne.
Za to jako seria, która gra na najróżniejszych emocjach, spełnia się doskonale.
I teraz mam zagwozdkę – bo to jest bardzo mocna ósemka dla mnie, jednak ciupinkę brakuje do dziewiątki. Bo jednak niestety kompresja do 12 odcinków jest niestety odczuwalna. Gdyby można było dołożyć jeszcze kilka odcinków – zwłaszcza dla odpowiedniego rozwinięcia końcówki – to seria by zyskała bez problemu tą ciupinkę na solidne 9/10. Ale tak to zagadka miała zbyt mało mylnych tropów, a końcówka sprawia wrażenie lekko wymuszonej.
A na końcu miałam wielkiego banana na twarzy. Trudno o anime, które by zachwycało od początku do końca… „Boku dake” podsumowanie ma może bez fajerwerek, ale za to dające poczucie spełnienia widzowi. Wiele ciepłych myśli, mruczenie i… zamknięte właściwie wszystkie wątki. Miła odmiana. Mr.
Re: Prawie finał
Prawie finał
kliknij: ukryte Nie spodziewałam się tego. Czyż nie lepiej zachować swoje alibi, a nie pokazywać się Satoru i ryzykować, że przypomni sobie co i jak? Choć skoro z niego rasowy psychol, to pewnie był zbyt zafascynowany swoim „chomikiem”, by sobie odpuścić. Tylko strasznie szybko się pojawił. Kiedy Satoru dokładnie wróciły wspomnienia? Bo jeśli trochę wcześniej, to bez sensu, że dał się tak łatwo wyciągnąć w odludne miejsce, samemu będąc kompletnie bezbronnym – ani nie ucieknie, ani się nie obroni. I wisienką na torcie jest wyznanie w takim momencie, że przypomniał sobie wszystko… proszenie się o śmierć. Ukrywając ten fakt zyskałby o wiele więcej, a przede wszystkim bezpieczeństwo i czas.
Poza tym Evil słusznie podsunęła, że warto zwrócić uwagę na rękawiczki – niedopatrzenie twórców?
kliknij: ukryte Gdy Yashiro zostawia telefon w pokoju tej małej, ma na rękach rękawiczki. Chwilę potem wychodzi i zastaje Satoru – rękawiczek już nie ma. Zabiera Satoru na wózku – rękawiczek nie ma. Stoją przed windą – o, ma rękawiczki!
Plus jeszcze jedno – animacja towarzysząca openingowi się subtelnie zmieniła!
Jak dla mnie wciąż wysoki poziom, wciąż fajnie gra na emocjach, aczkolwiek czuć trochę pośpiechu.
Całość na raz
Osobiście kompletnie nie odczułam tego, co tutaj pojawia się w komentarzach. W moim odczuciu seria jest dobrze wyważona i nie pojawiły się jakieś większe zgrzyty. Trudno tu mówić, by była to perełka podchodząca na serio do tematu, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Ot, jakieś zagadki, „genialna” główna bohaterka wyciągająca z rękawa informacje. No, może trochę dziwne było to, że nigdy ale to nigdy się nie pomyliła. Shotarou był sympatycznym dzieciakiem, polubiłam go. No i piękna grafika! Podziwiam tych, którzy to rysowali. Podobał mi się klimat. No i szkoda, że sezon pierwszy jest tylko przystawką… z chęcią obejrzałabym więcej. No i cóż, usłyszałam głos Takehito Koyasu mrrrrr (podkłada głos pod antagonistę pociągającego za sznurki).
Naprawdę dobrze się bawiłam, było ciekawie. Daję 8/10
Re: Odcinek 10 ha!
Odcinek 10 ha!
kliknij: ukryte Czyli jednak moje podejrzenia były dobre. Plus nie oszukujmy się, nie była to jakaś wykwintna zagadka, a scenarzyści grali na ogranych chwytach. Wystarczyło trochę pomyśleć i wyeliminować sobie. Bardzo celowo w ostatnim odcinku nagle wyłonili sensei'a z cienia, nagle starając się spotęgować sympatię widza do niego. Przez chwilę możnaby nawet pomyślec, że byliby taką fajną parą z mamą Satoru. A potem można włączyć myślenie – podejrzane, że nagle taki sympatyczny się robi. Zabójcą musi też być ktoś, kto obserwuje dzieciaki i może wytypować sobie ofiary. Raczej nie będzie to ktoś kompletnie z zewnątrz, bo inaczej prowadzenie takiej gry przez Satoru nie byłoby tak ciekawe. To musiał być ktoś już pokazany… no nie ukrywajmy, nie było zbyt dużo męskich postaci. Mała cofka do momentu śmierci matki Satoru – poznała kto to był, więc musiała go znać. Ten ktoś też musiał ją znać, bo zaniepokoiło go, że mógł zostać rozpoznany. Gdzieś tam ten 1% był, że to ktoś inny jednak, lecz cóż, wszystko na taki obrót spraw wskazywało.
A teraz ciekawe co dalej? Bo generalnie cała scena została fajnie rozegrana. Satoru raczej nie może zginąć, ale z tego co anime do tej pory pokazało oszczędnie, to „najświeższy reversal” jest bezpośrednio połączony z przyszłością, do której wraca. Więc jak to zrobią? PS. kliknij: ukryte to pytania RETORYCZNE, jak zwykle nie chcę odpowiedzi od napuszonych karaluszków.
Zostały nam tylko 2 odcinki, no to teraz albo mocne skopanie, albo utrzymanie poziomu!
Odcinek 9
Kolejna scena to pojawienie się nagle kliknij: ukryte babci. Dosyć kluczowe, ale wcześniej nie pojawiła się ni na ułamek sekundy, a przynajmniej ja nie kojarzę. To było takie wciśnięte na siłę, że hej.
Wewnętrzne monologi młodego Satoru. Wg anime to było drugie podejście do ratowania Kayo, nie zająknęli się nawet głupim narratorskim wtrąceniem, że może być inaczej. Ale te dialogi i sugestie mają sens jedynie właśnie jako wskazówki, że to któóóóryś raz, a reszta się działa poza czasem antenowym. Prych im.
No i zostały 4 odcinki, a tutaj postanowienie kliknij: ukryte uratowania pozostałych dwóch dziewczynek – nie wiem, dosyć zaskakujące dla mnie. Bo tym bardziej nie kupię historii, w której Satoru udaje się za pierwszym przebiegiem – mimo notatek, doświadczenia i tak dalej.
Jakiś taki ten odcinek no.
Po 7-mym odcinku
Początkowe odcinki oglądałam ze zgrzytaniem zębów – główna bohaterka mdła jak pierdylion jej odpowiedniczek z otome games. Dwie pozostałe też nie lepsze, szablonowe do bólu. Bizony wyglądają tak samo, imion nadal nie pamiętam. A fabuła wlekła się gorzej niż ślimak i oscylowała wokół wyświechtanych motywów.
I oto nagle w 5‑tym odcinku coś ruszyło!
Dzięki pomysłowi wrzucenia przez jednego z facetów dziewcząt do „krainy snu” i dania im za zadanie „odnalezienie tego jedynego” coś mocno drgnęło. Nareszcie pairingi zaczęły nabierać rumieńców, nareszcie coś rzucili trochę by dodać im „guembi” krótkich retrospekcji z przeszłości, pogmatwali trochę relacje, dodali emocji. Ale nadal byłam raczej skłonna stwierdzić, że to może być tylko jednorazowe, a potem znów będzie sztampowo i nudno. Na szczęście stwierdzam – ze zdziwieniem – że nie jest źle. Kolejne odcinki są ciekawe. Może dlatego, że Koharu odjęli czasu antenowego i rozdzielili go na więcej postaci. Poza tym założenia świata są naprawdę ciekawe, konflikt w tle też, a teraz powoli zaczyna się wysuwać na bliższy plan. Tak więc teraz i romans jest, i intryga, i jeden knujący bizon.
To tak, jakby do 4‑tego odcinka ktoś taszczył ciężki głaz pod stromą górkę, ale potem o dziwo jest już lekko z górki ;)
I cóż, trzeba przyznać, że grafika jest bardzo ładna, a oprawa muzyczna bardzo miła dla ucha – w tym odcinku pojawia się „śpiewająca postać”, ciekawe czy będzie księżniczką? Kwik.
Tak więc pierwsze odcinki oceniłam na 1/10, 5 odcinek zyskał u mnie podwyższenie aż do 3/10, a co. A ostatnie dwa nawet na 5/10. Ciekawe.
A poza tym co do całej reszty nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Oglądam, bo mnie wciągnęło :)
Czyli niemal 8 lat temu…
Co wcale, a wcale nie przeszkadza mi regularnie do niej wracać. Niezmiennie od tylu lat ma ona specjalne miejsce u mnie i regularnie do niej wracam, a przygody Lafiel i Jinto pamiętam doskonale. Nie ma jednak to jak dobre anime na podstawie dobrej nowelki, zwłaszcza jeśli nie ogranicza się to do jednego sezonu, a tworzy własne małe uniwersum. Mrrrrrrr…
Re: I 4 odcinek
I 4 odcinek
kliknij: ukryte Serio, ze wszystkich postaci – na ten moment nikogo by mi nie było szkoda gdyby zginął – POZA MANATO, którego polubiłam. Usilnie ignorowałam też wszelkie znaki na niebie i ziemi, że wisi nad nim death flag. Ktoś wspomniał wcześniej, że główny bohater blednie przy Manato, który to sprawia wrażenie idealnego głównego bohatera… acha, więc to tak, śmierć Manato ma być katalizatorem dla głównego bohatera. Ale to on spinał to stadko dzieciaków w drużynę… a tu ups, ukatrupiliśmy go. Jedną strzałą. Ugh.
I tak oto wrzucili mnie pomiędzy sprzeczne emocje – z jednej strony nie da się ukryć, że konsekwentnie realizują swój zamysł dla serii, był to odważny krok – z drugiej zwyczajnie mi żal i niepokojące myśli, czy to nie będzie czasem strzał w stopę i akcja jeszcze niemiłosierniej zwolni i wszystko się sypnie.
Re: Odc. 3
Dwuznaczności nie muszą być złe, poszerzają krąg podejrzanych, a to dobre w anime, w którym stara się typować kto jest zabójcą. Jeśli tutaj coś będzie nie grało, to wyjdzie najmocniej w momencie wskazania zabójcy, ale do tego pewnie jeszcze trochę.
Pornosy też mi nie przeszkadzały – z punktu widzenia „nieletniego” głównego bohatera lata wcześniej to faktycznie mógł być jeden z powodów palnięcia jakiegoś głupiego argumentu na policji, ale z punktu widzenia dojrzałego‑nieletniego mógł jedynie sobie pomyśleć, że przecież to normalne, że dorosły facet je ma i wzruszyć ramionami.
Motywacje koleżanki z ławki jeszcze mogą zostać wytłumaczone dogłębniej, ale biorąc pod uwagę wiek – podstawówkę, to jakoś mnie nie dziwi takie bezsensowne dla dorosłego wyżywanie się na odstających z klasy dzieciakach z głupiego powodu, czy to zazdrości o kolegę, czy „bo mi wyrzuciła ołówek”.
No, ale rozumiem, że jak ktoś czytał oryginał i się nim zachwycił, to chciałby by było wiernie odzwierciedlone.
Re: Odc. 3
I zgadzam się, to był kolejny mocny odcinek.
Po dwóch odcinkach...
Nie spodziewałam się niczego, tytuł niespecjalnie mi nic mówi, a rakugo to gałąź kultury wschodu dla mnie kompletnie nowa i zielona, jak szczypiorek na wiosnę. Prawdę powiedziawszy, nastawiałam się trochę, że może mnie znużyć kulturalny wątek o dosyć specyficznej sztuce… recytowania? I faktycznie, z początku byłam mocno zbita z tropu – czy to współczesna Japonia, chyba nie. O czym to będzie historia? Nie mam pojęcia. Ale kawałek po kawałeczku – i chwyciłam przynętę na wędce.
Pierwsze ciekawe posunięcie – pierwszy odcinek jest długi, ponad 40‑minutowy. Czy się nudziłam? Może tylko odrobinkę, jednak im dłużej go oglądałam, tym bardziej mnie wciągał. Na pewno wpływ na to ma zacne grono głównych bohaterów. Przykuł moją uwagę na dobre rozbójnik, który co dopiero wyszedł z więzienia, stawiający wszystko na jedną kartę. Chwyciła mnie jego pasja i determinacja, chęć zmienienia się. Chwycił mnie charyzmatyczny, acz lekko nadęty staruszek – i TEN GŁOS! Od dawna nie słyszałam chyba Ishidy, więc z początku nie skojarzyłam jakimś cudem, ale w głowie mi się kołatało – znam ten głos… Jest niesamowitym seiyuu. Drugi odcinek – myślałam, że przeskok do wspomnień z dzieciństwa może zgrzytnąć i zaliczyć nagły spadek – na szczęście tak się nie stało. Wprowadza za to trzecią ciekawą postać!
Grafika i animacja… jest to naprawdę kawał solidnej roboty. W tym sezonie jestem cięta na komputerowe wstawki, bo z każdego anime mnie atakują, a wrrrrr. Natomiast tutaj żadne nie rzuciły mi się w oczy, co jest dla mnie ogromnym plusem. Ciekawe designy postaci, bogata mimika, gestykulacja, stylizacja na trochę wcześniejszą erę w Japonii. I na koniec – tematyka. Udało im się poprowadzić tak, że nawet ja, gaijn, zaciekawiłam się, a na dobrą sprawę bardzo łatwo było stworzyć coś totalnie hermetycznego, przystępnego jedynie dla japońskiego widza, obytego choć odrobinkę z taką kulturą. A potem zobaczyłam, że to studio DEEN – ojej. Słyną z kopania serii w trakcie rozwoju więc… ale początek niezwykle udany. Liczę, że coś zupełnie nowego tchnie życie w to studio.
Reasumując: w życiu bym nie myślała, że mi się spodoba, a zapowiada się niezwykle ciekawie.