x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Zero inspiration
Data emisji Code Geass R1: 2006‑10‑05 do 2007‑07‑28
Więc nie wiem jakim cudem można tu mówić o „zżynaniu” w którakolwiek stronę.
Dobra komedia jak nic :)
Postaci. No cóż, parę polubiłam, większość bym dała na pohybel, ale nie było ani jednej, której szczerze byłoby mi szkoda. Setsuna ze swoja gadka o Gundamie był rozbrajający. Wspomniana już scena z nocnymi odwiedzinami u Azadistańskiej księżniczki spowodowała, że o mało nie spadłam z krzesła. A gdy Tiera pierwszy raz przemówił (zdecydowanie męskim głosem), to też miałam niemałe zaskoczenie. Poza tym minus dla twórców za kliknij: ukryte niewytłumaczenie czym tak właściwie nasz prychający bizon był, bo że człowiekiem nie, to zostało wielokrotnie w serii przedstawione. Lockon był całkiem sympatyczny, a gdy usłyszałam anime Allelujah, to tym razem o mało nie oplułam sobie herbatka ekranu, ale w gruncie rzeczy też był sympatyczny kliknij: ukryte chociaż jak na końcu okazało się, że jego rywalka Soma Peiris to bodajże jego siostra, to ech :). Końcówka serii w zasadzie mnie rozczarowała lekko, choć już od ładnych paru odcinków budowali nastrój i przygotowywali widza na nią – kliknij: ukryte w sumie jak już przywołuja te całe wspomnienia, że poprzednie generacje meisterów gundamów „nagle znikali” a wszystkie informacje zostały zniszczone, to można się było domyślić, że i te pokolenie leci w ramiona swojej samozagłady. Były tylko do wyboru dwie rodzaje śmierci: szybciutka i odbijająca sie bez echa albo pełna patosu i przemówień. Najbardziej jednak zapadła mi w pamięć śmierć Lockona – facet poświęcił się dla zemsty, nastrojowa muzyczka, a tu nagle zaczyna wymieniać imiona rodzinki – przypomniało mi się jedne z „praw anime” i chcąc nie chcąc, wybuchnęłam śmiechem. W ciągu tych 3 odcinków szybko też straciłam rachube kto już umarł, a kto jeszcze żyje.
Jak dla mnie w zasadzie dwie sytuacje były smutne: kliknij: ukryte zabicie pani dziennikarz (siostry Sajiego), która próbowała zbyt daleko węszyć oraz sama Loise i to, co ją spotkało.. Co mnie dosyć mocno denerwowało, choć to dosyc klasyczny chwyt: kliknij: ukryte to oczywiście power‑upy. Jest źle, dobrym zaraz skopia tyłki, więc nagle jak grom z jasnego nieba coś przybywa na ratunek. A tu raz jakieś nowe gundamy, a to mały prezent od Schenberga…
Ach, nie należy też zapominać, że twórcy pamiętali o yaoistkach… choćby przemowy Tieri czy potem pilota Acre o miłości pod koniec serii.
Ale koniec końców – kawał dobrej zabawy przy oglądaniu, jestem ogromnie ciekawa co nam zaserwuja!
I po marmoladce, mru!
Ja z kolei nie zostałam wciągnieta jakoś specjalnie od pierwszych odcinków. Tak porzadnie mnie zassało do słoiczka dopiero koło 20 odcinka na wiecie‑którym łuku z yaoi… XD
Co do kreski, to rzeczywiście, trzeba się przyzwyczaić. Przynajmniej kolorystyka nie była jaskrawa, choć niektóre zestawienia kolorów ciuszków… a na dodatek panowie wcale jakoś specjalnie od różu nie stronili. Ale z biegiem serii trzeba przyznać, że i bohaterowie i ich ubiór dojrzewaja w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Trzeba też przyznać, że nawet jeśli jakiejś postaci się baaardzo nie lubiło, to twórcy nie skazywali jej na wieczna nienawiść fanów i potrafili naturalnie przedstawić coś, by wskoczyła chociaż na status neutralny. Z malutkimi wyjątkami, ale cóżby to była za seria anime bez ani jednej znienawidzonej postaci.
Końcówka zaiste może być trochę męcząca, ale ja chyba po prostu uodporniłam się na okresowe napady głupoty bohaterów i więcej miałam z tego śmiechu, niż udręki. Ostatni odcinek rekompensuje z nawiązką uprzednie angstowanie.
Jak dla mnie mocne 8 z duuużym plusem, byłoby i więcej, gdyby nie zbytnia przewidywalność. Twórczy chyba chcieli wyprać anime z zaskakujących pairingów i sytuacji itp. więc jeśli ktoś uwielbia być zaskakiwanym – niech skrupulatnie przewija kolejno: opening, tytuł odcinka, przerywnik w środku, zapowiedz kolejnego odcinka i ending.
Dobre, ale czegoś tu brakuje
Czuć niedosyt, ale dobre
W oczekiwaniu na więcej
Pozytywnie pozytywna
Pozytywnie
Dobre, dobre
Nie wykorzystany potencjał, ale dobre ;-)
Ogólnie oceniłabym na wysokie 8/10 :)
O dziwo mnie wciągnęło...
Humor był przedni w tej serii zdecydowanie. Trafiony w mój gust. Nieraz popłakiwałam się ze smiechu. Całe szczescie, ze wprowadzili do historii postać Lan Ryuurena… Bezsprzecznie nietuzinowa postać. Poza tym infantylne zachowania Ryuuki'ego, polityczne intryfgi i barwne przygody… na bardzo przyzwoitym poziomie. Nie żałuję ani chwili spędzonej przy tym anime, choć z pewnością nie każdego wciągnie.
Do połowy nudy, a potem całkiem dobrze
Dobre i nie wymagające myślenia :-)
Bardzo dobra pozycja z małym ale...
Re: Hmmm...
A miało nawet potencjał...
Re: Nędza
Bardzo wciągające :-)
Moim zdaniem w recenzji postawiłaś na jak najbardziej możliwe odspoilerowanie, co troche nie wyszło na dobre. Nikomu by nie przeszkodziła wiadomość, że kliknij: ukryte mężczyzną, którego chce zabić Lulu jest sam Imperator oraz ze to on jest Zero. Mimo to całkowicie zgadzam sie z bardzo dobrze napisaną recką. Zabrało mi tylko czegoś o C.C. bo ja po prostu uwielbiam tę postać – bez niej te anime nie byłoby tak świetne.
Mimo, że z początku seria średnio zachęcała i dawała wrażenie „gdzieś już to widziałem”, a ja nie lubię mechów, to mnie niesamowicie wciągneła. Gorąco polecam.
Całkiem dobre :)
Niezle do pewnego momentu...
Nie chciało mi się oglądac, a jak już się dosiadłam...
Co do Archera, to kliknij: ukryte co do jego przeszłosci i bycia Shiro, ma on białe włosy, dosyc dziwne, ze jako nie taki stary człowiek zamienił rude na białe, no ale Shiro=biel z japońskiego, wiec to tez o tym swiadczy. Niestety, ja nie znająca gry bez spoileru nie zaczaiłam tego powiązania, mimo ze moją uwage przykuł klejnot, który pozostał po jego zniknieciu.
Cały wątek fabularny ogólnie bez wiekszych dziur, choć ja na Tanuki czytam: „Tylko jeden moze przezyc” a tu połowa anime, a jeszcze nikt nie zginał. A chwile potem starałam sobie przypomniec, czy Lancer jeszcze zyje, czy juz poległ i co z nim własciwie sie stało.
Muzyka. Ubóstwiam kawałek lecący głównie przy zapowiedzi następnego odcinka. Pierwszy opening ogromnie przypadł mi do gustu. Ending tez polubiłam, ale nie az tak. Za to zaskoczył mnie drugi ending, bo w tak krótkich seriach nie spotkałam sie z dwoma wersjami openingu. Z początku bardzo mi nie pasowało takie nagłe wpadniecie na ciezka nute, ale szybko się do niego przekonałam. Kreska jest baaardzo charakterystyczna, taka magiczna wrecz. Jedyne, z czego chichotałam, to kliknij: ukryte 3D smok Saber, ten, którego widział Shiro jak byli z Saber w trakcie obrzedu umozliwiającego regeneracje many Saber.
Ogólnie anime ma sporo wad, ale za sama miodność daje spokojnie 9/10 i jeszcze do niego wróce.
Nic nadzwyczajnego
Sympatyczne :)
Całkiem dobry kawałek anime :)
Warto oglądać, ale...