x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Ciekawe.
Grafika. Potrzebowałam kilku minut by przetrawić sobie zestawienie nieruchomych teł z innym sposobem animacji postaci, ruchu itd. troszkę jak w starszych pozycjach czy grach, gdzie „ruchomy” element niespodzianka nie był niespodzianką, bo się wyróżniał z płaskiego krajobrazu. Tutaj tła są dopieszczone, barwne, aczkolwiek trochę niechlujne i jakby szkicowane. Postaci natomiast są bardziej na współczesne kopyto animowane, co daje duży kontrast. Po pierwszym dziwnym wrażeniu jednak stwierdziłam, że te tła no, ładne są!
Fabuła. Nie spodziewałam się niczego, poza „wariacja na temat graczy zamkniętych w grze”. Mam dużą tolerancję w tym zakresie, więc nie mam problemu z obraną tutaj ścieżką – dzieciaki zachowują się stosownie do wieku, choć owszem, zdziwiona byłam ślimaczym tempem. Ileż można jednego goblina ubijać? Przecież to powinna być bułka z masłem. I w sumie jak w np. takim SAO mieliśmy za głównego bohatera przypakowanego wymiatacza, tak tutaj można powiedzieć, że widzimy podobne wydarzenia z punktu widzenia tych „słabeuszy” co zostali w miastach i musieli jakoś dopasować się, by w ogóle przetrwać. Ciekawa jest też kwestia całkowitego wymazania z pamięci informacji z poprzedniego świata – niby dłubie samolot z drewna, ale cóż to było, ten samolot? Cóż to gry, cóż to telefony? Nagle 95% informacji przyswajanych przez współczesnych znika, a trzeba dopasować się z pozostałymi 5%. Nic dziwnego, że to nie takie łatwe zadanie – nie mogą skorzystać z wiedzy o dobrodziejstwach by je jakoś wykorzystać w obecnej sytuacji. Choć to pewnie trochę i dla ich dobra, bo dzieciaki cieszą się, że śpią w ubogiej chałupce, na drewnianych pryczach, na sianie.
Postaci. Tutaj tkwi słabo‑mocny punkt serii. Mogę domniemywać, że scenarzyści chcą przedstawić bohaterów całkiem realistycznie, ale trudno ich polubić, gdzieś zgubili balans. Trudno to przełknąć… Dzieciak z fuchą dark knight niesamowicie irytuje ze swoimi napuszonymi tekstami. Magiczka jest niesamowicie irytująca, nawet jeśli taka też była w poprzednim świecie. Pozostała jest obojętna, z małą sympatią w kierunku medyka, bo on jako jedyny jest konkretny. Ale ogólnie wrażenie jest takie, że widz się irytuje i niecierpliwi, więc myślę, że ich dalszy rozwój będzie tym co zaważy na jakości serii.
Ale poza tym w 2 odcinku zdecydowanie kupiła mnie walka z goblinem. To coś, z czym chyba się nie spotykałam jak dotąd w anime, nie w aż takim stopniu. Twórcy zrobili gobliny wrednie podobne do ludzi i kazali dzieciakom je zabijać, huh. Prościej by było jakieś królikopodobne cusie polować, jak w większości rpgów, nie? Ups.
Po pierwszych dwóch odcinkach
Nie podchodziłam z jakimikolwiek oczekiwaniami. Ot, żeby był ciekawy pomysł i trochę tajemnicy. A tu proszę! Według mnie ta moc cofki w czasie jest ciekawa. Główny bohater jest naprawdę zwykłym szarym bohaterem, ale z masą przemyśleń. Być może klucz tkwi w odbiorcy – ja wprawdzie jeszcze tuż pod trzydziestką nie jestem, ale na pewnym progu życia człowiek ma podobnie – miał marzenia kiedyś, ale w sumie gdzieś je zagubił, życie stłamsiło, ludzie denerwują, rodzice tym bardziej. Widzi się trochę odbicie siebie w tym głównym bohaterze. A teraz dorzućmy ciekawą moc i nagłe cofnięcie się w czasie aż do podstawówki i możliwość przeżycia czegoś na nowo, podejście do dziecięcych rzeczy z bagażem tego, co się wie. Dorzućmy do tego ten motyw morderstwa i dozę dreszczyku. I umiejętne prowadzenie fabuły. Nie spodziewałam się tego, ale ja to kupiłam i mam nadzieję, że dalej będzie równie dobrze.
Kosmiczny mecz :)
Bo oglądałam Kuroko no Basket kilka lat temu, jak wychodziło, odcinek po odcineczku, przy okazji zagryzając mangą – tym co na bieżąco wychodziło. Ale w połowie drugiej serii gdzieś odpadłam jednak, znużyło czekanie na kolejny odcinek 5‑odcinkowego meczu… i dobrze, bo to anime jest najlepsze, gdy ma się całość. I nie chodzi mi tu o to, że trzeba obligatoryjnie maratonować – ale podzielenie sobie mecze na porcje jest idealnym wyjściem, by nie znużyć ani nie zirytować.
Pamiętam jak pierwszy raz pojawiły się „moce” – przepak Aomine w „strefie” i te dziwne uczucie – ale jak to? Całkiem nieźle im szło, a tu nagle… ale szybko przełknęłam, przyjęłam do wiadomości. Tak więc to co dalej się dzieje na ekranie, to radosny kwik. Zaiste, Kosmiczny Mecz (ten mecz z Rakuzan!) oraz Powerpuff Boys (Bójka, Bajka, Brawurska, Bakagami i tak dalej…).
Ogólnie anime jest dobre – przekazuje świetnie emocje widzowi. Zwłaszcza, że nie zawsze tak oczywiste jest kibicowanie akurat Seirin. Naprawdę dobrze się bawiłam.
Dla mnie cała seria ma 8/10. Będę tęsknić za tymi emocjami sportowymi (ale mam Haikyuu teraz aaahhhhhhhhhhhhhh).
Re: No i stało się..
BTW polecam mangę.
Re: ,,Noragami? Seria nietuzinkowa? A jakże, dla fanów pozycja obowiązkowa''
„gdzie romans miesza się dramatem”
A z ciekawości czystej (bez złośliwości) gdzież tutaj romans był?! :)
A komentarz w sumie w sporej mierze podzielam.
Re: 2 sezon koniec!
Koniec!
Było kolorowo, bardzo kolorowo. Ja akurat uwielbiam taka hmmm metaliczna kolorystykę, więc niesamowicie mi się podobała ona w K.
Zawiedziona jestem Shiro. Miał zdecydowanie większy potencjał, a mimo to w walce okazał się ostatnią sierotą, wiedzy przez dłuższy czas nie potrafił zaprząc do roboty, snuł się, starał coś robić, miał kuloodporną parasolkę i armor‑plot nie do przebicia… Na dodatek spłaszczyli mu charakter w dosyć jeden wymiar – moja codzienność, ja, stolik, Neko i Kuro. Okazyjnie przypomniał sobie o siostrze, o złotym królu. Ej no, chyba powinien coś więcej dylematów mieć, decydując się na kliknij: ukryte rozwalenie tych płyt, które sam z siostrą odkrywał niegdyś.
Poza tym plus za to, że pamiętali twórcy, że to ciało nie jest Shiro, a jakiegoś dzieciaka i to wymaga rozwiązania jakiegoś. Minus za to, że ograniczyli się do pokazania Neko i Kuro płaczących nad utrata swojego króla… i co się stało dalej z tym dzieciakiem? Biedak. Ograniczyli do minimum, a wątek mógł być ciekawy. Plus „zapomnieli”, że Złoty Król i Srebrny byli niegdyś w podobnym wieku. Złoty umarł – powiedzmy, że na stare lata. Czyli Shiro też powinien być nota bene staruszkiem, raczej spodziewałam się jego śmierci po utracie mocy – bo przecież one go trzymały przy życiu, a skoro ich nie ma, to jego ciało powinno zaliczyć super przyśpieszone starzenie. Ale nie. Duh. Aczkolwiek nie ukrywam, Shiro w swoim oryginalnym ciele jest mrrrrruczny i gwiazda w górę – parsknęłam śmiechem, gdy wrócił jako nauczyciel niemca.
Fanserwis. Nie mam nic przeciwko takiemu nienachalnemu, jakiś skaczących cyckach czy coś. Ale tutaj Awashima i Neko, w sumie jedyne dwie żeńskie postaci, zostały potraktowane mocno niefajnie. Te ujęcia kamery, uh. Nie.
Muzyka… nierówna. Nienawidziłam tej łupanki towarzyszącej czasem bójkom.
Zasadniczo uważam ten sezon za… nierówny? Nie do końca wykorzystany potencjał? Dosyć przewidywalny? Ale nadal generalnie dobrze się bawiłam, lubię ten projekt. Także uważam ten sezon za ciut gorszy, ale nadal ma ode mnie 7/10.
2 sezon koniec!
I niby się tak dużo dzieje, a w zasadzie dalej nie wiem o co chodzi. Intryga się pogłębia, trochę trupa się ściele (oczywiście głównych bohaterów to nie dotyczy, tutaj można zostać pchniętym mieczem w brzuch i żyć, ba! biegać, choć trochę wolniej, walczyć, uciekać i tak dalej). Pojawiają się kolejni konspiratorzy, szkoda tylko, że poza enigmatycznymi tekstami nic a nic nie wiadomo ani o konstrukcji świata, ani o celach tych spisków, a każdy chyba ma trochę inny cel – o co chodzi?… Niestety nie dane w tym sezonie nam będzie poznanie.
Zyskujemy za to puszyste sceny kiedy Mika wreszcie spotyka Yu, fanserwis dla yaoistek pierwsza klasa.
Czemu więc daję aż 7/10? Bo nadal mnie bawi ta seria. Jest głupiutka, dziurawa, dosyć przewidywalna. Ale mimo tego kilka charyzmatycznych postaci przykuwa do ekranu. Ot taki fajny odmóżdzacz. Szkoda tylko, że aż tak mocno jest reklamą mangi, bo kto wie, czy kolejny sezon będzie, a ewidentnie do końca jeszcze szmat materiału.
Iii zakończenie serii
I muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona. Ciekawe wątki, ciekawe dylematy, ciekawy sposób przedstawienia myślenia i… dorastania głównego bohatera. Główny bohater jest na pewno mocną stroną – zdeterminowany, nie bojący się podejmować wyzwań, trochę zamieszany w podziemia medyczne, ale jednocześnie stawiający pytania i myślący (i jako żem kobieta, nie przeszkadzał mi fanserwis, że biegał pół odcinka z nagą klatą ;)). Postaci towarzyszące może nie miały szansy aż tak być rozwinięte, ale łatwo wyczuwalne było, że są głównie po to, by pokazać jak pod ich wpływem i wydarzeń dojrzewa podejście Hazamy jako lekarza. Dodatkowo ja lubię medyczne klimaty, więc ta medyczna otoczka mi bardzo przypasowała.
Nie była to seria aż tak wciągająca i pasjonująca, by dać super wysoką ocenę, ale cały sezon trzymała dobry poziom i pokazywała ciekawe wątki. Animacja i kreska też w porządku, choć wiadomo, czasem te spiczaste nosy czy dziwne czupryny ujmowały „poważnego” klimatu serii, ale to rozumiem cecha charakterystyczna Tezuki, więc mogę przymknąć oko.
Jak dla mnie 7/10.
Re: Brutalność , dobra fabuła, świetna kreacja bohaterów
A tu proszę, na te wszystkie pytania odpowiada mi właśnie ten film. I dobrze! Ciesze się, że poczekałam.
Ta seria nabiera kolorów dopiero w całości, pocięcie jej na kawałki strasznie psuje zabawę… Po ponownym obejrzeniu pierwszej serii podniosłam jej ocenę o oczko. Film jako bezpośrednia kontynuacja świetnie się sprawdza (choć możnaby pomyśleć, że to będzie głupi filler o szukaniu zaginionych królów – nie jest to filler na szczęście). I gładko wprowadza w trzeci sezon… Mrrrrrr.
Re: pytanie
Historia nietuzinkowa. Nastolatka mnie niezmiernie denerwowała, ale cóż, taki wiek… trochę jej za późno nadeszła refleksja nad swoim zachowaniem i postawą wobec brata. Dzieciak jak to dzieciak, uwaga spoilery – kliknij: ukryte miał małe szanse przeżycia, przez chwilę zastanawiałam się, czy jednak twórcy anime nie pójdą totalnie optymistyczną ścieżką, ale jednak nie. Tak po prawdzie to ten odcinek z halucynacjami nieźle mi zadziałał na nerwy, nie lubię takiego zabawiania się widzem. Aczkolwiek niezaprzeczalnie death flag ciążył… zdziwiłam się lekko jak nagle ozdrowiał i biegał, jak gdyby nigdy nic, ale tak szczerze, nie wyczułam dysonansu i nie zauważyłam od razu, że on jednak nie żyje. Mimo że w scenie jak upadł Mari sprawdzała jego tętno i oddech i się przeraziła, mimo tego że jak wznowili wędrówkę, to była strasznie przygnębiona czymś. Mimo że wojskowy się zdziwił, jak Mirai mówiła mu, że jest z braciszkiem… Jak chciał coś ważnego powiedzieć siostrze w ciężarówce. Ale dopiero jak brat zaczął wydzierać do przodu jak typowy duch umarlaka, to coś zaczęło mi poważnie świtać. To że umarł – na plus, w kwestii realności anime (choć żal dzieciaka no). Ale ten motyw, że Mirai go widzi już mogli odpuścić. Co w ogóle spowodowało, że umarł? Dobrze, wnioskowałam, że już na samym początku dostał regałem z napojami w głowę, mimo osłony ekspedientki? I od tamtej pory narastał ból głowy z powodu wstrząsu, który ostatecznie doprowadził do śmierci…?
Strasznie polubiłam Mari – przypomina mi niezmiernie Balsę z Seirei no Moribito, wyglądem zresztą też. Taka współczesna wersja. kliknij: ukryte Tylko to że babcia i dzieciak przeżyły, to było naciągane i przesadnie dramatyczne….
Nie powiem, wzruszyłam się momentami. Ostatnie odcinki ściskały mnie za gardło, a sceny rodzinne spowodowały, że aż uroniłam łzę. Nastrój niepewności się udzielił też. Może i można to było trochę lepiej rozegrać, ale całokształt tego anime nie jest ani odrobinę zły. Nie żałuję czasu poświęconego na jego obejrzenie, z pewnością budzi te anime też pytania – co ja bym zrobiła w obliczu podobnej katastrofy, jakby to było, gdyby mój własny dom był daleko i mógł być już kupką gruzu, nikt nie czekałby na mnie w nim? Dołujące.
kliknij: ukryte Aczkolwiek naprawdę, zakończenie aż zanadto optymistyczne i na dobrą sprawę – tylko jedna osoba, najsłabsza, nie przeżyła z grona tych poznanych nam dobrze, a cała reszta to tłum anonimowych umarlaków.
Re: Jednak nie tym razem
Re: pytanie
1986 – startuje seria książek
1991 – stworzono OAV (pierwszy sezon anime nie dogonił)
1991‑1996 pierwsza manga dogoniła nowelki, ma oryginalne zakończenie (13 tomów)
2013 startuje druga wersja mangi ilustrowana przez Arakawę (3 tomy obecnie) bazująca na powieści
2015 startuje nowe anime z projektami postaci Arakawy
Twórcy mieli pomysł, całkiem oryginalny i udało im się go ambitnie zrealizować. W żadne sposób nie da się powiedzieć, by to anime było złe, lecz w naturze tego pomysłu było przerysowanie elementów ecchi i ponabijanie się z nich, więc jest tak obrzydliwie, że siłą rzeczy nie jest to dla szerszej publiki. O tak, to anime uwielbia dziwności i obrzydliwości. Trzeba się więc spodziewać molestowania seksualnego – w obie strony! Fetyszów, masochizmu, sikania na siebie, siusiaków, ogromnych cycków, obfitych… wydzielin wszelakich. Dyskusje są tu na poziomie dywagowania nad wyższością damskich tyłków nad cyckami (dosłownie) w bardzo serio stylu. Można i by chłopców posądzić o ciągoty, panie wcale nie lepsze. Dyrektor miał świetną kreację – dorosły, poważny, wzbudzający szacunek (i nadużywający kładzenia nacisku na ostatni wyraz zdania ;))... a wewnątrz mały chłopiec kochający swoją kolekcję świeszczyków i cycatą podkładkę pod mysz.
No i ostatni odcinek, ciekawa byłam czy dadzą radę jeszcze wcisnąć jakąś wisienkę na torbie, czy bez zaskoczenia. Otóż wisienki może nie, ale kropka nad i była kliknij: ukryte gdy pojawiła się sadystyczna dziewczyna, która ewidentnie czekała na możliwość dokopania córusi dyrektora i ucieszyła się, gdy to tym razem ona i jej straż przyboczna zaprowadzili dziewczyny z rady szkolnej do murów szkolnego więzienia…
Jako żem dziewczyna, to na pewno dużo elementów nie mogło u mnie zaplusować, ale ostatecznie anime oceniam na mocne 6/10.
Iii koniec.
Również spodziewałam się przygód szóstki, która łupie tyłek demonom i królowi. A wyszedł z tego ogromny przystanek, gdy wpadli w pułapkę… na początku niezbyt byłam zachwycona, ale dałam się wciągnąć w tą zgadywankę „to kto jest siódmym?!”. Bo właściwie każdy mógł, łącznie z głównym bohaterem, a kolejne fragmenty były mozolnie przemycane. Co mi przeszkadzało – dużo gadania, dużo głupich decyzji, Chamot, owczy pęd, troszkę zabrakło argumentacji co im się tak śpieszy i czemu akurat na Adleta padło. Ja akurat uważam też, że fakt iż nikogo specjalnie się nie lubi jest dobry w przypadku takiej zagadki, bo nikogo się nie faworyzuje. Trochę zabrakło też mi sensownej argumentacji motywacji Siódmego.
Jedyne czego mi żal, to że kto wie czy będzie kolejny sezon… oby był, bo chcę zobaczyć jak rozwiążą kwestię kliknij: ukryte ósmego i w ogóle.
Em, zero zalet?
I ten główny bohater koszący wszystkich lotem prostopadłym.
Skończyło się w momencie, w którym zaczęło być ciekawie...
I co?
Ano pierwsza połowa serii jest nudna. W zasadzie trudno tu powiedzieć kto jest głównym bohaterem… Guin niby jest tytułowym, ale rzadko w ogóle mamy okazję poznać jego myśli, cóż zresztą możnaby poznać, skoro nic nie pamięta? Młody książę wpada w skrajności – najpierw jest wkurzającą beksą, a potem małym wkurzającym bezlitosnym skurczybykiem, z ogromnymi zadatkami na króla‑tyrana. Księżniczka niby ma charakter tylko wzdycha do facetów i klei się to do jednego, to do drugiego. Małpce też kibicowałam, by wpadła w końcu do tej rozpadliny na dobre. Najemnik ma absurdalne ambicje i jest na dodatek pedo. Potem zaczęło być trochę lepiej, bo przynajmniej Aldo Nalis przykuł moją uwagę, bo zwyczajnie lubię knujów.
I zasadniczo kilka ostatnich odcinków zaczęło być ciekawych, coś się wreszcie zaczęło dziać! Coś w końcu drgnęło i zaczęłam być ciekawa, co będzie dalej! I co? Dopadł mnie koniec ostatniego odcinka. No cóż, taki „urok” ekranizowania samego początku wielgaśnej powieści… to tylko wstęp do ogółu. A ciekawa jestem jak ostatecznie to się skończy. No i nic. Z anime się tego nie dowiem.
Jako fanka Finali muszę przyznać, że Nobatsu stać na więcej, poza tym to ciekawe wrażenie – słyszeć anime typowo do gier, np. typowe battle theme, w anime :D
Generalnie podsumowuję serie na 6/10. Zastanawiałam się nad 7‑mką ale strasznie długo się nic nie działo, więc nie zasługuje… choć zła nie jest. Jej bolączką jednak jest to, że to tylko początek sagi i nie odpowiada na żadne pytania, kontynuacji nie będzie, jest wabikiem na resztę sagi – ale pewnie jest osiągalna tylko dla Japończyków.
Shiro irytujący jak zawsze (za to Archera uwielbiam). Rin jednak w tym odcinku była taka urocza! Wcześniej no była taka trochę jeszcze nastolatkowa, a tutaj już nie, oj nie. I ten Londyn pokazany przez studio ufotable!! Po prostu MRRRRRRR. I ta muzyka.
No a z wcześniejszych, to walka Shiro z Gilgameshem. Jak skurczybyka kocham‑nienawidzę, tak ta walka była po prostu genialna.
Miłe zaskoczenie
Co tu duż mówić, sugerując się tytułem o wyrywaniu dziewcząt w jaskiniach, spodziewałam się prostackiej haremówki z minimalnymi elementami fantasy dla niepoznaki i pań z wielkimi balonami, rzucającymi się na ciamajdowatego głównego bohatera… A tutaj dostałam całkiem ciekawego głównego bohatera, dobrą akcję i masę przygód! A wręcz nie mogłam się doczekać co będzie dalej w pewnym momencie. Wprawdzie są i kobitki, wyraźnie walczące o względy głównego bohatera, chojnie obdarzone przez naturę, lecz to tylko dodatek do głównego wątku, na całe szczęście.
Koniec końców, bardzo przyjemna w odbiorze seria.
No i taaaaak, Eren jako ostatni boss, ahahhahaha!
Najbardziej mnie w całej serii jednak zaskoczyło levelowanie… przyzwyczaiłam się jakoś, że levele same szybko wskakują. Jakież było moje zdziwienie, kiedy awans o jeden poziom to ogromne osiągnięcie w tym anime. Wow.
Ode mnie solidne i porządne 7/10.
Re: Odkopane z odmętów
I taaak, po tym pierwszym odcinku przeżyłam mały szok, bo nagle coś mi strasznie nie pasowało w wyglądzie postaci. Urzekł mnie blond Arslan z biżurerią we włosach, a potem mu glonami włosy chyba porosły i się zrobiły niebieskawe… Troszkę szkoda, ale dało się przetrawić.
Re: Odkopane z odmętów
I racja, „stary” Arslan miał więcej kręgosłupa. W niektórych scenach OAV‑ki wyglądał czasem niezwykle dziewczęco, ale zawsze to było na zasadzie niezwykle niewieściego, pięknego młodzieńca. Nie, że zniewieściałego. Pewnie głównie przez ozdoby we włosach. Natomiast w nowej wersji jest po prostu moe, jąkanie się i te wielkie sarnie oczęta… eh.
Fakt, postaci też tyyyle było, że czasem nawet nie wiedziałam kto zginął i po której stronie barykady stał, ale co tam.
I zastanawiam się jak nowe anime podejdzie do kwestii płci Etoile… heh.
Poza tym relacja Arslana z niektórymi jest diametralnie różna, choćby z gierkiem Narsesa. Ciekawe!
Sam OST jakoś mi nie zapadł w pamięć, choć umilał mi oglądanie OAV‑ki.