Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Avellana

  • Avatar
    Avellana 5.05.2016 10:30
    Komentarz do recenzji "Mitsudomoe"
    Przy prawie 3000 recenzji nie mogę być pewna, ale o ile dobrze sprawdzam, nie mam śladów żadnego wcześniejszego tekstu. Może pomyliło Ci się z którąś podobną…
  • Avatar
    Avellana 26.04.2016 17:15
    Komentarz do recenzji "Millennium Actress"
    No toteż pisałam wyżej „jeśli będzie spełniać odpowiednie warunki”. Nie ma gwarancji z automatu, że nowy tekst wejdzie na główną tylko dlatego, że jest dłuższy…
  • Avatar
    Avellana 26.04.2016 12:02
    Komentarz do recenzji "Millennium Actress"
    O tym, która recenzja jest główna, decyduję ja, więc nie zostałam skrzywdzona przez osoby trzecie ;) Recenzja The Beatle jest dłuższa, bardziej wyczerpująca, pisana z nowszej perspektywy. Większość moich starych tekstów jest do wymiany, o ile tylko nowy będzie spełniać odpowiednie warunki.
  • Avatar
    Avellana 22.04.2016 12:43
    Re: 3 odcinek
    Komentarz do recenzji "Unhappy"
    Dlatego właśnie napisałam „leciutko sadystyczne” – to nic specjalnie poważnego (pod żadnym względem), po prostu zamiast obserwować, jak bohaterki uroczo (i zabawnie) radzą sobie z problemami, obserwujemy, jak uroczo (i zabawnie) sobie z nimi nie radzą. Zaś te problemy, przynajmniej w tym odcinku, były im „narzucane” z góry przez nauczycielkę i obliczone właśnie na to, żeby sobie z nimi uroczo (i zabawnie) nie poradziły… Całkiem serio nie widzę w tym nic szczególnie złego, poza tym, że nie trafia w mój gust (ale wyjaśnienie byłoby obszerne i odwoływało się do innych serii).
  • Avatar
    Avellana 22.04.2016 10:06
    Re: A może by tak w końcu zabrać się za precurki...
    Komentarz do recenzji "Mahou Tsukai Precure!"
    Żółte kostiumy wyglądały okropnie (a bardziej – jakby się skończyły pomysły). Na pewno w recenzji, acz kiedy to będzie, napiszę o tym, że ta seria ma znacznie słabszy świat. To znaczy, niby bogatszy niż poprzednio (w dwóch ostatnich seriach, wspomnianych przez nas, „magiczny świat” był od początku pod złym zaklęciem i zasadniczo bezludny), ale przez to właśnie dopracowany. Pisałam w zajawkach, że rozumiem, że magowie w takim świecie nie muszą być optymalizowani pod czary bojowe jak w grach komputerowych, ale mimo wszystko całkowita bierność/bezradność w przypadku ataku potworów mocno razi. Szczególnie że nawet nie pokazano, że cudza, nie­‑precurkowa magia, byłaby nieskuteczna, choć pewnie tak należy zakładać. I rzeczywiście, rzucanie bohaterek z miejsca na miejsce też nie pomaga.

    Na plus muszę jednak zapisać, że obie dziewuszki są sympatyczne, zabawne w sposób zamierzony i mają dobrą „chemię”. To znaczy, są różne, ale łatwo da się uwierzyć w ich przyjaźń i kooperację. Poza tym misio­‑maskotka o bardzo małym rozumku jest fajna, przyznam że wolę to od tych takich sztampowych „wróżek” z Precure, które zawsze wydawały mi się okropnie brzydkie.
  • Avatar
    Avellana 22.04.2016 09:22
    Re: A może by tak w końcu zabrać się za precurki...
    Komentarz do recenzji "Mahou Tsukai Precure!"
    Nie w Go! Princess Precure, tylko w Happiness Charge Precure! – nie obrażaj pryncesek, bo to znacznie lepsza seria. Seiji nie zrównoważy marnego scenariusza, drewnianej połowy ekipy Precurek i koszmarnego Blue…
  • Avatar
    Avellana 30.03.2016 18:35
    Re: Magiczne eksplozje na zamek zmiotły siłą wybuchu literę w.
    Komentarz do recenzji "Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku o!"
    W tym miejscu zakładam, że Top wo Nerae jest niedopatrzeniem, bo inaczej szlag trafia wszelkie consistency i jakąkolwiek próbę obrony „o” w Konosubie.

    Dokładnie! I w paru jeszcze innych miejscach. Wytępiłam, co się dało (chyba że coś jeszcze przeoczyłam). Oczywiście w każdym przypadku forma z „wo” zostaje jako tytuł ukryty, więc jeśli ktoś będzie szukać tej formy, to znajdzie.

    Problem jest dokładnie taki, jak piszesz, czasem „przyjmuje się” jedna forma, a czasem druga. Bywa też, że sprawa jest nieustalona i obie pisownie funkcjonują obok siebie. Dlatego dla konsekwencji uznaliśmy, że będziemy stosować w tytułach głównych jeden rodzaj zapisu (z małymi wyjątkami – jeśli rzecz wyjdzie po polsku, stosujemy tytuł okładkowy). Do wyboru mieliśmy tylko porzucenie konsekwencji na rzecz „form utartych”, ale w wielu przypadkach naprawdę trudno powiedzieć, co jest utarte, a co nie.
  • Avatar
    Avellana 21.02.2016 18:19
    Komentarz do recenzji "Shinmai Maou no Testament Burst"
  • Avatar
    Avellana 10.02.2016 12:09
    Re: A może by tak w końcu zabrać się za precurki...
    Komentarz do recenzji "Mahou Tsukai Precure!"
    To jest tak jak napisałam w zajawce: po pierwszych trzech seriach nie zdarzyło się, żeby były tylko dwie bohaterki. Zarówno w Heartcatch Precure, jak i w Suite Precure zaczynało się od dwóch, ale potem do zespołu dochodziły jeszcze dwie i prawdę mówiąc, czegoś takiego spodziewałabym się i tutaj.

    Wszystkie serie Precure są dla dzieci, więc trzeba brać na to poprawkę: zło jest umiarkowanie straszne, ludzie zawsze są dobrzy i na pewno nie będzie nic ryzykownego, ani fabularnie, ani obyczajowo. Zobaczę, sama jestem ciekawa, czy to wyjdzie, bo konwencja zapowiada się sympatycznie.
  • Avatar
    Avellana 6.02.2016 22:25
    Re: Ave, czekamy na twoją ocene
    Komentarz do recenzji "Go! Princess Precure"
    Tak, wahałam się między zwyczajowym 7 dla „dobrych” serii Precure a właśnie 8. Zdecydowałam się na 8, ponieważ doszłam do wniosku, że ta seria jest najlepiej „wykończona” ze wszystkich. Przede wszystkim zawiera naprawdę najmniej wad, a to ma znaczenie. Fresh, choć fabularnie był równie fajny, miał takie spadki jakości grafiki, że w drugiej połowie oczy potrafiły boleć (a poza tym był w miarę przeciętny wizualnie). Heartcatch wyróżniał się urodą, ale naprawdę miał mocno niepozbieraną fabułę z mnóstwem nielogiczności i niedopracowanych wątków. Dlatego uznałam, że gdybym teraz, na dzień dzisiejszy, odpowiadała komuś na pytanie, od której serii zacząć, to wskazałabym właśnie tę, a w dalszej kolejności Fresh i Smile. Oczywiście, ta seria jest różowa, księżniczkowa i dziecinno­‑dziewczyńska, ale to jest konwencja tego cyklu, jak ktoś odpadnie od tej, to odpadnie od dowolnej.
  • Avatar
    Avellana 5.02.2016 13:01
    Re: Ave, czekamy na twoją ocene
    Komentarz do recenzji "Go! Princess Precure"
    Recenzja będzie już jutro!
  • Avatar
    Avellana 9.11.2015 13:08
    Komentarz do recenzji "Gekijouban Shingeki no Kyojin"
    Gdyby był aktorski, to miałby w wyróżnikach „live action”. To zbiorczy rekord dla dwóch filmów: Guren no Yumiya i Jiyuu no Tsubasa. Oba te tytuły są dodane jako ukryte, więc da się je znaleźć w naszej wyszukiwarce.
  • Avatar
    Avellana 24.10.2015 13:22
    Komentarz do recenzji "Aoharu x Kikanjuu"
    Bo jak ktoś zadaje sensowne pytanie, to może dostać sensowną odpowiedź…
  • Avatar
    Avellana 24.10.2015 13:04
    Komentarz do recenzji "Aoharu x Kikanjuu"
    Może po prostu dlatego, że rzecz jest dość nowa, a „surwiwal” przylgnęło do innej dziedziny aktywności fizycznej (nie wiem, czy można to sportem nazwać)? ASG to skrót od air soft gun.
  • Avatar
    Avellana 12.10.2015 11:29
    Re: Le sarcastico
    Komentarz do recenzji "Gatchaman CROWDS insight"
    Gwoli krótkiego wyjaśnienia, bo zwykle zostawiam mój tekst, żeby bronił się sam. Mel i Morg słusznie zakładają: jako żywo nie było moim celem „obrażanie” żadnej prawdziwej czy wyimaginowanej grupy. Do tej serii nie pasowała mi „zwyczajna” recenzja, taka jak choćby moje zeszłotygodniowe Non Non Biyori Repeat. Aczkolwiek przyznaję, że jeśli jakaś moja recenzja wywoływała oddźwięk (część po prostu przechodzi niezauważonych, czemu się specjalnie nie dziwię), to nieodmiennie pojawiało się założenie, że pisałam ją „przeciwko” komuś (o ile w ogóle nie „na złość”, bo i takie komentarze dawniej widziałam), podczas gdy zawsze staram się tylko odzwierciedlić własny punkt widzenia.

    Czy to przypadkiem nie oddaje idealnie tego, o czym opowiada to anime? Że odmienna opinia jest czymś niekomfortowym w porównaniu do konsensusu? Mnie też większą przyjemność sprawiają komentarze podzielające mój punkt widzenia, mimo że na logikę doskonale rozumiem, iż nie wszyscy będą go podzielać i niby przyznaję im do tego prawo, ale…
  • Avatar
    Avellana 21.09.2015 09:58
    Re: Nie żebym chciała to odświeżać, ale...
    Komentarz do recenzji "Hidan no Aria"
    Miałabym ochotę (jako osoba, która to cudo oglądała oraz pisała zapowiedź AA) wdać się w polemikę z praktycznie każdym elementem tej wypowiedzi, poczynając od upiornego wręcz generalizowania… Ale odniosę się tylko do jednego fragmentu:

    Spróbujcie obejrzeć bajki, które lubiliście w dzieciństwie, a gwarantuję, że obecnie, gdyby nie sentymenty, też byście je zjechali równo.

    Gwarantuję, że spora część oglądanych przeze mnie wtedy „bajek” nadal wydawałaby mi się bardzo udana, acz teraz ze świecą ich szukać. Natomiast regularnie wracam do ulubionych książek mojego dzieciństwa i mam poczucie, że teraz dopiero potrafię w pełni docenić ich urodę i dostrzec jeszcze to, czego jako dziecko nie widziałam. Tylko jest jeden warunek: to muszą być dobre bajki i to muszą być dobre książki… A wtedy się zawsze obronią.
  • Avatar
    Avellana 20.09.2015 13:34
    Re: ogryzek do poprawki
    Komentarz do recenzji "Nurarihyon no Mago [2012]"
    1) Rok w tytule to oczywiście literówka. Dziękujemy, poprawione.

    2) Widownia wywodzi się z docelowej grupy demograficznej czasopisma, w którym ukazuje się manga.

    3) Gatunki i wyróżniki zatwierdzamy zgodnie z wyborem osoby, która dodała ogryzek; jeśli nie zaznaczyła żadnych (tak jak w tym przypadku), przenosimy je z rekordu serii. W znakomitej większości przypadków jest to uzasadnione. Metodą alternatywną byłoby nie przydzielać w takiej sytuacji żadnych gatunków i wyróżników lub nie przyjmować ogryzków do anime, których nie oglądał ktoś z redakcji lub zaufanej grupy recenzentów. Wydaje mi się, że obecna metoda ma jednak sens: ostatecznie nic nie stoi na przeszkodzie, by ktoś z użytkowników w takim przypadku dał nam znać, że coś jest do poprawienia. Wymaganie, by wykazał się wyrozumiałością i życzliwością jest, jak sądzę, nadmiernie wygórowane.
  • Avatar
    Avellana 17.07.2015 10:14
    Komentarz do recenzji "Digimon Tamers: Boukensha-tachi no Tatakai"
    Mniej nawet chodzi o to, co kto wiedział, a bardziej o to, że wydarzenia na taką skalę powinny zostawić jakiś ślad na bohaterach. To nie wakacyjna przygoda do zapomnienia po dwóch dniach, a tak musiałaby zostać potraktowana, żeby „zmieścić” się w kanonicznej serii. Chociaż nie czepiałabym się tego szczególnie, bo to stały problem kinówek wychodzących w trakcie emisji serii telewizyjnej.
  • Avatar
    Avellana 10.06.2015 09:16
    Re: Coś tu jest nie tak
    Komentarz do recenzji "Clannad After Story"
    Właśnie po to wprowadziliśmy „zwijanie” komentarzy… Wielokrotnie spotykaliśmy się z zarzutami, że tniemy interesujące (przynajmniej dla ich uczestników) dyskusje, jeśli odchodzą od tematyki serii. Dlatego teraz staramy się raczej nie interweniować, dopóki rozmowa nie schodzi już całkiem na poziom pyskówki (na podstawie indywidualnych decyzji moderacji!) albo jeśli uczestnicy nie zaczynają rzucać mięsem. Jeśli ktoś się zorientuje, że dany wątek dla niego nie jest ciekawy, może go jednym kliknięciem „zwinąć” i nie wracać do niego.
  • Avatar
    Avellana 8.06.2015 21:04
    Komentarz do recenzji "Digimon Adventure 02"
    Ja jestem systematyczna. Jeśli nic się nie wydarzy, planuję przekopać cykl do samego końca. Recenzja nie wiem, kiedy będzie, bo niby teraz kolejki nie ma, ale nie wiem, czy się od razu zbiorę do napisania.
  • Avatar
    Avellana 8.06.2015 20:38
    Komentarz do recenzji "Digimon Adventure 02"
    Qinglongmon & Co. też w pierwszej serii siedzieli chyba zaszyci w jakiejś dziurze fabularnej… Ale nic, kończę Tamers i szykuję już sztućce do zeżarcia.
  • Avatar
    Avellana 7.06.2015 12:56
    Komentarz do recenzji "Digimon Adventure 02"
    Miałam na myśli raczej przygotowanie tego „od strony technicznej” – jak pokazano w Digimon Adventure, zrobienie tych urządzonek i „wyhodowanie” odpowiednio dobranych do nich digimonów było długie i skomplikowane. Owszem, rozegrało się między tamtą walką z prequela a początkiem pierwszej serii, ale wtedy czas w obu światach płynął zupełnie inaczej. Teraz odwalili gigantyczne przygotowania do operacji na cały świat i dziesiątki (setki?) wybrańców w niecałe trzy lata – tyle, ile upłynęło od Bokura no War Game. Niezłej wprawy musieli nabrać, żeby to w takim tempie zorganizować (i jeszcze pytanie KTO, skoro w pierwszej serii Gennai wszystko odwalał osobiście? Kiedy zdążył swoich kumpli znaleźć/doprowadzić do pionu?). Nie, tego się nie bardzo da wybronić.
  • Avatar
    Avellana 18.05.2015 09:13
    Re: Rozczarowałam się :<
    Komentarz do recenzji "Arslan Senki [2015]"
    W portalu nie ma możliwości przenoszenia komentarzy pomiędzy tytułami. Jedyne, co możemy, to wydzielić odpowiedź na komentarz do danej serii jako „nowy” komentarz najwyższego poziomu (to się przydaje, bo czasem ktoś przez pomyłkę klika odpowiedź i dodaje ewidentnie niezależny od poprzedniego komentarz). Niemniej – ostatnio staramy się nie interweniować w takich przypadkach (vide absolutnie kuriozalna dyskusja po Ronją), tutaj natomiast chyba chodziło też o to, że temat zaczął za bardzo schodzić na przytyki osobiste. Chyba że dyskusja po prostu zaczyna dotyczyć jednego konkretnego tytułu, który nie jest tytułem, pod którym się toczy – wtedy zasadne jest skierowanie rozmówców we właściwe miejsce.
  • Avatar
    Avellana 6.04.2015 15:57
    Komentarz do recenzji "Digimon Adventure"
    Odwracalna zmiana czy nie, to w dalszym ciągu nie ma nic wspólnego z ewolucją w sensie biologicznym. Moooożna by domniemywać, że mowa tu o „ewolucji” w znaczeniu popularnym, czyli na przykład czymś takim jak projektowanie coraz doskonalszego oprogramowania, ale cała seria (z końcówką na czele) koniecznie próbuje w to wmieszać znaczenie biologiczne. Ewolucja to nie jest coś, co może zrobić pojedynczy organizm, tak samo jak jeden pływak NIE może dać pokazu pływania synchronicznego.

    Jeśli się trzymać biologii (i naciągnąć ją nieco za uszy), to jest inne słowo, które pasuje: przeobrażenie. To, czemu ulegają na przykład owady albo płazy. Albo takie pasożyty, które potrafią mieć po kilka form larwalnych. To by w sumie całkiem pasowało i nawet by mi się spodobało.
  • Avatar
    Avellana 6.04.2015 10:40
    Komentarz do recenzji "Digimon Adventure"
    Miałam długą listę uwag do każdego etapu fabuły, ale ostatecznie w większości je pominęłam. Po pierwsze, bo to by wymagało opowiedzenia ze szczegółami całej historii, a ona jednak MA zaskakiwać w kilku miejscach. Po drugie dlatego, że wyszłaby lista narzekań, która sprawiałaby nadmiernie negatywne wrażenie.

    Najmniej zastrzeżeń mam do pierwszej części ( kliknij: ukryte ), poza tym, co wyliczyłam w recenzji: liczba zbiegów okoliczności plus liczba razy, gdy dzieciaki dają się nabrać na jakąś pułapkę (serio, po KILKU wpadkach mogłyby się nauczyć elementarnej ostrożności). Część druga ( kliknij: ukryte ) jest przede wszystkim za bardzo rozwleczona jak na krótki czas, w którym się rozgrywa. Poza tym niby Zło przeszło do finalnej ofensywy i cały czas powtarza, że wystarczy wyeliminować jednego dzieciaka, żeby cała przepowiednia poszła się paść na zieloną trawkę, ale zamiast stuknąć skutecznie kogoś ze znanych dzieciaków, upiera się przy znalezieniu tego dzieciaka, którego nikt nie widział. To jest oczywiście zgodne z regułami gatunku, mówimy o serii dla dzieci, ale gdyby to wszystko zajęło mniej odcinków, to by się mniej rzucało w oczy.

    Część ostatnia ( kliknij: ukryte ) już rzeczywiście robiła wrażenie, jakby ktoś nieoczekiwanie kazał scenarzystom dorobić jeszcze kawałek. Była w większości monotonna (ile można kolejnych odcinków z motywem  kliknij: ukryte ?), a chociaż miała kilka ciekawych momentów, jeśli idzie o postaci, generalnie na tym etapie to oni już powinni wziąć się w garść, a nie właśnie wtedy zaczynać się bawić w rozterki wewnętrzne. W dodatku istnieją trzy w miarę sensowne metody poprowadzenia fabuły w przypadku, gdy mamy do czynienia ze Złem, które deklasuje bohaterów pod każdym względem i z którym przez większość czasu nie mają szans. 1) Zło nie wie o ich istnieniu, więc mogą działać do pewnego momentu swobodnie. 2) Zło wie o ich istnieniu, ale ich lekceważy (niby można uznać, że tutaj tak było, ale znowu: wszyscy wiedzą o przepowiedni…). 3) Zło poluje na bohaterów, ale mają dość dużo zaradnych sprzymierzeńców, by się skutecznie ukrywać („zaradność” sprzymierzeńców polegała na „dam się zabić, a wy uciekajcie”).

    Dalej idąc po uwagach: przeciwnicy deklasujący bohaterów pojawiali się oczywiście w ściśle określonych momentach i takich okolicznościach, żeby nikogo nie ubić, ale to jest oczywiste scenariuszowo, więc tego się nie czepiałam (acz w Tokio… Patrz: wystarczyłoby ubić dowolnego dzieciaka). Bardziej tego, że za bardzo było widać schemat „hmm… To kto z digimonów nie miał ostatnio indywidualnej walki? Znajdźmy przypadkiem idealnego dla niego przeciwnika!”. Oraz generalnie całe sterowanie fabuły, przede wszystkim polegające tych wszystkich momentach, gdy bohaterowie stwierdzają „Znajdźmy X” lub „Idźmy do Y” i… ruszają przed siebie, po czym znajdują to, o co chodziło.

    Co do kombinowania, ładnie to widać na przykładzie Koushirou, który teoretycznie ma być tym „bystrzakiem” komputerowym, a właściwie w każdym kluczowym momencie polega na informacjach/programach podetkniętych mu w gotowej formie przez Gennaia. Znowu, dokładne przykłady tego, o co mi chodziło, to już zaawansowane spoilery, ale dam Ci dwa (to nie wszystkie!).  kliknij: ukryte  Drugi przykład z samej końcówki,  kliknij: ukryte .

    Argumentu z SeaDramonem nie przyjmę, bo to jest wyciągnięte w serii z kapelusza. Dosłownie raz czy dwa razy ktoś nagle sobie przypomina o „specjalnych właściwościach” i coś z tego wynika. Gdyby bohaterowie wcześniej eksperymentowali z tymi mocami i atakami, to OK, ale nie w sytuacji, gdy „pojawia się wielki przeciwnik… o, a my przypadkiem mamy na niego idealną broń!”. Jeśli odliczyć te starcia z udziałem mocy światła (swoją drogą, trochę niepasującej do całej reszty, ale niech będzie), to zawsze wyglądają one w ten sposób, że digimony bohaterów ustawiają się (pojedynczo lub w gromadce) i piorą swoim popisowym atakiem do skutku (lub bez skutku). Nie pomaga także ostatnia część, gdzie jak mantra się powtarza „on jest na poziomie X, digimony na poziomie Y nic mu nie zrobią!”.

    Foka mi się podobała. Była uroczo absurdalna. Także w formie zająca.

    Ewolucja… Rany chomąta, ja jestem z wykształcenia biologiem. Ja rozumiem ewolucję w kategorii biologicznej: jako działanie doboru naturalnego na kolejne pokolenia, które to działanie sprawia, że lepiej się mają osobniki różniące się w określony sposób od innych. Troszkę wyższa prażyrafa może skubnąć niezjedzone przez innych listki z krzaka i być lepiej najedzona, a w efekcie urodzić silniejsze prażyrafięta. Natomiast nie działa to na zasadzie, że prażyrafa „chce” być wyższa (ewolucja w ogóle nie działa celowo!), a już na pewno nie na zasadzie, że prażyrafa chciała być wyższa, więc zrobiła się wyższa, a potem przekazała tę cechę prażyrafiętom.

    Co jest nie tak z „ewolucją” w Digimonach: wszystko. Pomińmy nawet to, że ewolucja działa na zasadzie drobnych zmian, a nie na zasadzie, że z żyrafy robi się wieloryb, bo miała ochotę popływać (ciekawostka: przodkowie waleni mieli kopyta!). Po pierwsze, ta „ewolucja” nie służy tu dostosowaniu się do czegokolwiek, ponieważ przebiega po ściśle określonych ścieżkach. W sensie, są jakieś wariacje typu dobra/zła, ale to nie jest tak, że ogniste ptaszysko może zrobić sobie formę wodną, nawet jeśli jej bardzo potrzebuje. Różnica jest tylko taka, że jeśli zmieni się z małego percyndla w wielkie ptaszysko, to będzie go trudniej zeżreć. W żadnym przypadku nie ma to związku z cechami środowiska – przemiana nie ułatwia zdobywania pokarmu ani partnera do rozmnażania. Ba! Pokazany tu sposób rozmnażania digimonów to całkowite zaprzeczenie zasad ewolucji! Nie ma znaczenia, czy są przystosowane, czy nie, bo ONE i tak się nie rozmnażają. Wszystkie startują w identycznych warunkach, jako tworzone z niebytu jajka w specjalnym żłobku i nie ma żadnego znaczenia, jak sobie później radzą. Stąd sam pomysł, że jakieś są „wymarłe” wydaje się idiotyczny, bo JAK tutaj miałoby działać wymieranie, skoro środowisko, w jakim żyją digimony, nie ma cienia wpływu na ich reprodukcję? I dlaczego cośtam miałoby być „lepiej” albo „gorzej” dostosowane w tych warunkach? Nie, naprawdę: powinni po prostu znaleźć jakieś inne słówko, żeby to nazywać. Na przykład „upgrade” ;)