Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

ursa

  • Avatar
    A
    ursa 19.10.2008 11:46
    magiczne i urzekające
    Komentarz do recenzji "Natsume Yuujinchou"
    długo szukałam słów, które by krótko określiły Natsume Yuujinchou, i chybna lepszych nie znajdę (choć mam poczucie, że zasługuje na więcej). ale ta seria rzeczywiście jest niepozorna i trudno ją opisać tak, by oddać cały jej ukryty urok. dla mnie nawet ta ponoć niskobudżetowa grafika stała się integralną częścią magii, budując niesamowity klimat długiego, leniwego lata na prowincji z daleka od zgiełku miast, za to blisko natury – i tego, co nadnaturalne. ten klimat i powolny tok narracji sprawiały, że każdy odcinek zdawał się trwać dwa razy dłużej niż normalny… i o połowę za krótko. wręcz nie chciałam, żeby seria się skończyła! dawno już (albo nigdy…) nic mnie tak nie za­‑chwyciło za serce – że użyję staroświeckiego terminu, dobrze pasującego do Natsume, który zdaje się rozgrywać w jakimś bezczasie ;) – i to tak niepostrzeżenie. naprawdę trudno znaleźć odpowiednie słowa…
    Natsume jako postać jest „zrobiony” genialnie: jego skomplikowany, ale prawdopodobny psychologicznie charakter, zachowania, decyzje, uczucia, relacje z ludźmi i ayakashi i to, jak powoli się zmienia, otwiera. dwa ostatnie odcinki dobrze to pokazują, zwłaszcza rozmowa jego opiekunów i kiedy ciotka ochrzania Natsume za to, że się o niego martwiła, a on jest szczęśliwy – słooodkie ;) a przy tym nie gada za dużo!
    koledzy Natsume ze szkoły, mimo że nakreśleni kilkoma kreskami, jak i epizodyczni ludzcy bohaterowie – bezbłędni. ayakshi – złe, dobre, głupie, mądre, złośliwe, nieszczęśliwe, zdesperowane – paradoksalnie są istotami z krwi i kości chyba nawet bardziej niż ludzie (niczego ludziom nie ujmując). Nyanko jest po prostu obłędny, szczególnie kiedy się nudzi ;D w mojej prywatnej galerii ayakashi Mokkun musiał się posunąć na swoim pierwszym miejscu ;D a mały kitsune, którego chłopak bierze pod opiekę, to chodząca słodycz (ale nie taka, od której bolą zęby ;)
    ogólnie – genialne, cudowne, magiczne, urzekające, zachwycające anime, które trzeba zobaczyć i nie sposób zapomnieć. z pewnością się nie zestarzeje jak hity jednego sezonu. 10/10, a właściwie to poza skalą…
  • Avatar
    A
    ursa 19.09.2008 12:04
    niedosyt
    Komentarz do recenzji "Stranger - Mukou Hadan"
    wciąż nie mogę dojść do ładu z własnymi odczuciami, jeśli chodzi o ten film. z pewnością jest b. dobry – wszystko, co do tej pory widziałam ze studia BONES, było co najmniej bardzo dobre. grafika, tak kreska, jak i kolorystyka, po prostu świetne, animacja bez zarzutu, a szczególnie sceny walk (ostatnia sekwencja!) zapierające dech w piersiach. fabuła… trochę to było skomplikowane, kto z kim walczy i dlaczego, może przez sporą liczbę bohaterów na pierwszym i drugim planie. szybko giną co prawda… ale każdy, kto dostanie swoje 5 minut, potrafi się pokazać jako postać z krwi i kości. oczywiście najważniejsze jest ukazanie relacji między Bezimiennym i chłopcem i tu też nie mam nic do zarzucenia, jest autentyczna i realistyczna, zwł. biorąc pod uwagę prawdopodobną przeszłość wojownika, i bardzo ładna, nienachalnie i we właściwym tempie rysowana. naprawdę nie wiem, czego mi tu brakuje. jakiś niedosyt pozostał. może to powinien być krótki serial?
  • Avatar
    A
    ursa 19.09.2008 11:46
    romantycznie
    Komentarz do recenzji "Junjou Romantica"
    urocze i zabawne – to określenia, które nasuwają się jako pierwsze. jedna z lepszych komedii shounen­‑ai/yaoi, jakie widziałam. to zresztą chyba najlepszy sposób podchodzenia do tego tematu… bohaterowie są żywi, sympatyczni, relacje między nimi pokazane w sposób ciekawy i (mniej lub bardziej – główna para jest chyba pod tym względem najlepsza) prawdopodobny. i jak dla mnie, kreska jest ładna w nieco nietypowy sposób. do tego humor – nic tylko polecić :)
  • Avatar
    A
    ursa 19.09.2008 11:38
    clamp
    Komentarz do recenzji "xxxHOLiC: Kei"
    ja też uważam, że druga część jest lepsza od pierwszej, zwł. pod względem grafiki. oczywiście jeśli komuś nie przeszkadzają te odnóża, ale to w końcu Clamp; trzeba wiedzieć, czego się spodziewać. kolorystykę uważam za piękną i doskonale pasującą do klimatu; fabuła też jest ciekawsza i bardziej spójna niż w jedynce. dla mnie najbardziej interesujące jest w Kei ukazanie relacji między Watanukim i Doumekim (Doumeki rulez, choć jego dziadek jest boski ;), sekret Himawari­‑chan i to, jak podszedł do niego Watanuki, jest znakomicie poprowadzone. Watanuki jest tu zresztą dojrzalszy i ciekawszy jako postać. No i międzywymiarowa wiedźma jak zawsze nie do pokonania! tutaj chyba… miększa? ostatni odcinek kawaii. polecam! :)
  • Avatar
    A
    ursa 7.09.2008 11:46
    subarashii...
    Komentarz do recenzji "Kure-nai"
    rany, tylko co można dodać do takiej świetnej recenzji? ;) wspaniała robota, Enevi :)
    anime też znakomite. obejrzałam właśnie kilka dni temu i zaparło mi dech. pomijając zarówno tradycje Kuhouinów, jak i Hozukich, którzy wychowali Shinkurou, a które może niekoniecznie były niezbędnym dodatkiem (te drugie zwłaszcza), konstrukcje postaci i relacje między nimi chyba najlepsze, jakie kiedykolwiek widziałam. tak naturalne, prawdziwe, uzasadnione. nawet „złych” – tu złożona, znakomita kreacja ojca Murasaki. sama Murasaki jest świetna, ale mnie bardziej wzruszył Shinkurou, tak bardzo starający się być silnym i odpowiedzialnym, a w gruncie rzeczy też „kawaisonii dzieciak”. niezwykle subtelnie pokazano zwłaszcza, jak Benika próbuje go czegoś nauczyć, a także chronić. w ogóle emocje i związki między bohaterami zarysowano – bez przegadania – tak doskonale i realistycznie, że wręcz nie mam słów… do tego naturalny komizm i humor, a czasem zwykły, codzienny dramat, niezgrabność i kruche piękno ludzkich gestów. każda postać ma indywidualny nie tylko wygląd, ale i charakter, sceny obyczajowe z udziałem np. sąsiadek chłopaka wspaniałe. nawiedzona Yamie, choć niewiele się o niej dowiadujemy, jest po prostu boska :) natomiast osobowość Tamaki i jej stosunki z mężczyznami są portretem w swej zwyczajności genialnym. a to, czego obie uczą Murasaki… to trzeba zobaczyć!
    grafika jest po prostu powalająca. projekty postaci, szczegółowość wnętrz (Wewnętrzne Sanktuarium!), krajobrazy, przytłumione, a mimo to nasycone barwy, użycie półmroku (znów Sanktuarium), no i oczywiście animacja (obłedna ostatnia scena walki Shinkurou) – na najwyższym poziomie. zapiera dech w piersiach ;] muzyka dobrze dopasowana do wydarzeń. Całość – brakuje mi już superlatyw – po prostu znakomita :D

    Skoro już wyjaśniono nieporozumienie, pozwolę sobie zamienić adresata pochwały i usunąć komentarze :)
    IKa
  • Avatar
    A
    ursa 7.09.2008 10:57
    sceny z życia bibliotekarzy....
    Komentarz do recenzji "Toshokan Sensou"
    ... mogą być równie absurdalne, straszne i śmieszne jak w Toshokan Sensou, wierzcie mi ;] tyle że nie używa się ostrej amunicji. co do mnie, uznawszy, że rząd japoński w anime dostał schizofrenii (w końcu każdy rząd składa się z wielu świadomości ;), porzuciłam idiotyczny pomysł wojny bibliotecznej dla delektowania się świetnym przedstawieniem znakomiecie prowadzonych i prawdopodobnych psychologicznie relacji oraz cuuuuudnych bohaterów. główna para jest wspaniała, ich stosunki rozwijają się tak naturalnie, i w dodatku żadno z nich nie jest ideałem (koncept z dysproporcją wzrostu genialny ;) zwracam uwagę na rodzicow Kasahary ;) ale są jeszcze inne: obserwowanie „idealnego” Tezuki, który kompletnie nie ma pojęcia, co go czeka, jest przezabawne. w ogóle humor znakomity, na wysokim poziomie i inteligentny. postaci nie tylko mają barwne charaktery; jak dla mnie, projekty graficzne i w ogóle kreska była normalnie prześliczna – po prostu normalna ;D i niesamowicie podobał mi się w sensie graficznym opening – jak ze starej taśmy. moja opinia: jedno oko przymknąć, a drugim oglądać! warto :D
    ps. polecam szczególnie bibliotekarzom ;)
  • Avatar
    ursa 10.07.2008 18:28
    zalatuje Ursulą
    Komentarz do recenzji "Opowieści z Ziemiomorza"
    cykl Ursuli powstał o ile pamiętam gdzieś w latach 60., więc jeśli już, Eragon zalatuje Ziemiomorzem ;] i tym samym zalatuje produkcja Goro; może odbiór byłby lepszy, gdyby nie porównywanie jej 1) do oryginału, 2) do dzieł Miyazakiego­‑sensei. fabularnie pokręcone okropnie, jak ktoś nieznający tetralogii może się połapać, nie mam pojęcia, w dodatku Lebannen skopany totalnie i tego jednego nie mogę wybaczyć. reszta jak dla mnie ok, muzyka i grafika b. ładne, ale faktycznie zabrakło magii, więcej jej miało choćby Mimi wo sumoseba… w sumie mi się podobało i na pewno trzeba obejrzeć, ale… lepiej wąchać oryginalny zapach niż podróbkę ;)
  • Avatar
    A
    ursa 4.07.2008 18:10
    Mokkun rulez
    Komentarz do recenzji "Shounen Onmyouji"
    generalnie zgadzam sie z dziewczynami ;) Shounen Onmyouji zdecydowanie ma to coś, do tego stopnia, że nawet obejrzałam dwa czy trzy odcinki w rawie, nie mogąc sie doczekać co dalej – a było to już po tym, co Kazane (zresztą z nią bardzo smutny wątek) zrobiła Gurrenowi. przedtem zdarzyło mi się to tylko raz i też był w to zamieszany czerwonowłosy demon. kappa, ściśle mowiąc ;D ale chociaż mam słabość do czerwonowłosych demonów, jak dla mnie najlepszy w tym anime jest sam Mokkun – tzn. w postaci ayakashi. trzeba zobaczyć, jak krzyżuje ręce i nogi… pardon, przednie i tylne łapy, albo jakie robi złośliwe miny! boskie :D dużo humoru i ciepła jest zdecydowaną zaletą serii, obok stada biszów, nawet jesli niewiele gadają, to dowyglądają ;) związki Mokkun – Masahiro i Seimei – Masahiro bardzo ładne, końcówka dramatyczna w sam raz, Masahiro postawiony przed naprawdę trudnym wyborem, ale stanął na wysokości zadania i zachował sie jak prawdziwy przyjaciel Gurrena.trochę smutne zakończenie i naprawdę miałam mieszane uczucia: z jednej strony jakis deus ex machina mógłby coś z tym zrobić (była nawet dea na podorędziu ;), ale z drugiej przynajmniej twórcy byli konsekwentni i wszystko razem pozostało logiczne. zresztą poważnie obawiałam się, że faktycznie ich wymordują w czambuł, z Seimei i jego dwunastką włacznie. więc jest lepiej niż można się było spodziewać ;] co nie zmienia faktu, że pozostaje po nim lekki posmak smutku – ale sam seria zabawna, ciepła i zdecydownie warta obejrzenia :) no i Mokkun rulez!
  • Avatar
    ursa 21.06.2008 10:29
    Re: Bardzo dobre
    Komentarz do recenzji "Kyou Kara Maou!"
    o tak ;) a co do Gwandala, to jesteśmy rywalkami ;) warto obejrzeć te 78 odcinków choćby po to, żeby zobaczyć jego zdziwioną minę w ostatnim, buahahaha! zresztą nie tylko jego, ale bez spamowania ;) i nie tylko dla tego: anime jest sympatyczne, pełne humoru (oglada się je z uśmiechem na ustach, a kiedy Gunter chciał zostać mnichem, omal nie umarłam ze śmiechu) i sympatycznych bohaterów, co jeden to przystojniejszy i ma fajniejszy mundurek (Gwendal, Gwendal! i te włosy… :). szczerze przyznam, że najmniej lubię Konrada – jako jedyny tutaj nie ma cech komediowych. zaś Murata zdobył moje pełne uznanie jako najbardziej przewrotny i wprowadzający element niepewności (a tak! ale trzeba dotrwać do końca, żeby się przekonać ;) charakter. a jako „ototo no otomodachi” do spółki z „otomodachi no oniisan” doprowadzał mnie do spazmów ze śmiechu, zaiste nie wiem dlaczego ;D inni bohaterowie, jak np. rodzice braci Shibuya, też są godni uwagi i nie są tylko ozdobnikiem. oprócz innych rzeczy pozwalają twórcom mówić nienachalnie o wartości więzi rodzinnych, miłości i przyjaźni – bardzo ładne ;)fabuła rozwija się konsekwentnie i w sumie bez większych dłużyzn, a rozwiązanie walki z głównym złym uważam za wysoce oryginalne – jak na taką serię ;) naprawdę poczułam się zaskoczona, nie tyle oczywiście jej wynikiem, ile formą ;) i dobrze… gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to potwierdzam, że zdedcydownie warto KKM obejrzeć :) aha, zaczął się już drugi sezon, przez niektórych z tajemniczych przyczyn tytułowany trzecim ;) i wyszła pięcioodcinkowa OAVka… ;)
  • Avatar
    A R
    ursa 21.06.2008 09:54
    o tak :D
    Komentarz do recenzji "Gakuen Heaven"
    o tak, zdecydowanie zgadzam się z recenzją :) przeurocza seria, pochłaniałam ją odcinek po odcinku, choć napięcia fabularnego w niej za grosz ;) tajemnica rzeczywiście wciśnięta nieco na siłę, ale nie razi tak strasznie, jak to czasami bywa, robi raczej za katalizator, żeby Keita wreszcie zdał sobie sprawę z tego, co się wokoło niego dzieje i kto co do niego żywi ;) bohaterowie… założę się, że recenzentka robiła notatki, kto jest kim, bo ja tak ;D inaczej się nie dało chłopców dopasować do imion (i tak nie do końca mi się udało i za Chiny cesarskie nie potrafię powiedzieć, jak się nazywali moi ulubieńcy,a była ich liczba mnoga bliska ogólnej liczbie bohaterów ;), ale to nie szkodzi, bo z nawiązką spełniają wymagania natury estetycznej, a przy tym są przesymatyczni i rzeczywiście nie mają żadnych mrocznych i tragicznych sekretów, co za ulga i odmiana ;) najlepszy w tym anime jest humor, często z przymrużeniem oka: początkowe sceny niektórych odcinkow testowałam na zdecydowanym przeciwniku shounen­‑ai i też sie uśmiał ;D hamu­‑hamu heaven z kolei ma w sobie coś słodkiego, ogladałam to rok temu, a uśmiecham się teraz mimowolnie na samo wspomnienie ;) polecam wszystkim, nie tylko miłośniczkom shounen­‑ai, bo jest to po prostu zabawna i optymistyczna seria, pełna ciepła i zdecydownie warta poświęcenia jej czasu :D
  • Avatar
    A
    ursa 27.05.2008 17:57
    zasadniczo jestem fanką... ;) mimo to!
    Komentarz do recenzji "Angel's Feather"
    zasadniczo jestem „fanką tego typu produkcji”, do czego już się chyba na tanuki przyznałam, więc nie będę się wstydzić ;] mimo to animka mnie nie powaliła, chyba że ogromem odczutego rozczarowania, ponieważ „fankom tego typu produkcji” nie zawsze wystarcza widok rozchełstanych vel mokrych biszonenów… ja na przykład lubię w „tego typu produkcjach” fabułę i jakichś sensownych oraz prawdopodobnych psychologicznie, albo chociaż zabawnych bohaterów ;] ale ad res. piszę tylko, żeby powiedzieć, że to bardzo dobra recenzja, i całkowicie się z nią zgadzam; wierzcie w nią, fanki tego typu produkcji! może ciąg dalszy anime, którego z punktu widzenia fabuły – no w końcu jakaś fabuła tam była, choć zaplątana i bez sensu – zdecydownie brakuje, coś by zmienił (oglądałabym, a co, podziwiać tam zdecydownie było kogo, zwłaszcza te otoczone mroczną aurą zboczone typy ;), ale póki co walory estetyczne to jedyne, co może zaoferować Anielskie pióro…
  • Avatar
    A
    ursa 21.05.2008 13:59
    tylko dla fanów Minekury?
    Komentarz do recenzji "Bus Gamer"
    ja też się rozczarowałam… ale nie mieli czasu ani pola do popisu, trudno. ucieszyłam się, bo uwielbiam tę paskudną kreskę Minekury i zwichrowane charaktery jej bohaterów (nie żeby ci coś sobą zdążyli zaprezentować). dla mnie jedna scena była warta poświęcenia tego czasu: kiedy zobaczyłam na ekranie automatu, na którym grał bodajże blondyn idiota, mojego ulubieńca z Sajuków, omal nie spadłam z krzesła :D jednak, niezupełnie a propos, moim zdaniem powinni byli raczej zrobic Wild Adapter…
  • Avatar
    ursa 20.04.2008 13:12
    Re: Dobre, ale czegoś tu brakuje
    Komentarz do recenzji "Ookami to Koushinryou"
    Avellana napisał(a):
    Ja może szybko odpowiem, żeby nie było wątpliwości: Teukros w recenzji nie odniósł się do tej kwestii, ale ów odcinek na DVD ma nosić numer 7.

    o rany, nareszcie wiem, o co chodzi z tym 7 odc.! co ja sobie głowy nałamałam… ;/ dzięki… mnie też się dosyć podobało, na tyle, że jak tylko się pojawiło, od razu brałam się do oglądania, a nie zawsze tak mam ;)faktycznie najlepsze relacje i dialogi Horo i Lawrence'a, zwłaszcza pod koniec ;) kreska też niebrzydka… OP i ED subarashii :)brakuje nieco żywszej akcji i lepszego zrozumienia ekonomii ;)
  • Avatar
    A
    ursa 14.04.2008 19:26
    opad szczeny :)
    Komentarz do recenzji "Hatenkou Yuugi"
    zdecydowanie pozytywny opad jednakowoż :) zaskakujący rozwój akcji, elementy tragiczne i pełne okrucieństwa plus naprawdę świetny humor, barwni bohaterowie, zalążek tajemnicy… czekam na dalszy ciąg ;]
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    ursa 7.04.2008 19:00
    wszyscy przyjaciele Ryuubiego-sama... są moimi wrogami ;/
    Komentarz do recenzji "Koutetsu Sangokushi"
    czyli, jak pomyśleć, cała banda tych idiotów z z nieszczęsnym bezkręgowcem Rikusonem na czele. zmogłam to, przyznaję, zainteresowana, jakiemuż to kosmicznemu, hahaha, nieszczęściu ma zapobiec młody, a następnie, kiedy wreszcie ktoś ubije bachora. ale nie! dawno nie widziałam takiej bzdury i potwierdzam każde słowo recenzji – nie oglądać tego, chyba że jako antyprzykład… jak ktoś liczy na shounen­‑ai, to też nie bardzo jest na co ;] jedyny jasny punkt stanowił jak zawsze cudowny głos Ishidy Akiry, ale to jednak trochę za mało ;/ odradzam!!!
    ps. Sonkena też ktoś powinien był zabić w dzieciństwie, choć z dokładnie odwrotnego powodu niż różowowłosego potwora ;/ słodycze są szkodliwe…
  • Avatar
    A
    ursa 14.02.2008 19:33
    mnyami ;)
    Komentarz do recenzji "Yami no Matsuei"
    właśnie czytam tom 4 mangi – tego w anime nie było: gorące źródła! a w nich mocząca się elita Enmacho: juhuhu! ;D aż trzeba złapać oddech, więc piszę ;) dla mnie Matsuei jest świetne, bo w niemal idealnych proporcjach łączy krwawy i wywołujący dreszcze dramat oraz humor z moim ukochanym SD (Tsuzuki jako piesek!), co nie powoduje żadnych zgrzytów; do tego śliczna grafika (no dobra, postaci… ;) i cudna, cudna muza – też uważam, ze piosenka z endingu jest rewelacyjna, gęba mi się sama śmieje, ilekroć ją słyszę ;) bohaterowie, szczególnie Tsuzuki, przesympatyczni; jeśli chodzi o Murakiego, to będę w mniejszości, bo o ile jest spoko jako typ szwarccharakteru (w końcu muszą mieć jakiegoś antagonistę, a zboczony naukowiec jest w sam raz), o tyle jest w nim coś, co budzi moją niechęć i zaprawdę nie wiem, co to jest… jego okrucieństwo jest jakieś bezduszne, moim zdaniem. choć przyznaję, niektóre sceny z nim i Tsuzukim wywołują piknięcie w „my little perverted heart” ;) mam nadzieję, że będzie ciąg dalszy, a jeśli nie, to pozostaje nam liczyć na Waneko :) strasznie jestem ciekawa, kim naprawdę jest Tsuzuki… wracam do czytania! :)
  • Avatar
    A
    ursa 14.02.2008 19:03
    Sesshomaru rulez ;D
    Komentarz do recenzji "Inuyasha"
    ja tylko jedno i krótko, bo odczuwam niedostyt zachwytów nad jedną postacią (Salva, macham ci radośnie, skąd ten Puszek?!): Inuyasha jest słodkim i głupim, a czasami denerwującym szczeniakiem, a boski Sesshomaru rządzi :D za Chiny cesarskie nie rozumiem, co mu chodzi po głowie i czy w ogóle ma jakieś (ludzkie?) uczucia, ale i tak go uwielbiam :D chyba nikt nie ma tak zabójczego aniki… a te jego złote oczy!! :D
  • Avatar
    R
    ursa 3.02.2008 20:43
    saiko :D
    Komentarz do recenzji "Peace Maker Kurogane"
    hmmm, wypada zgodzić się z recenzentem co do jednego: nagłe przejście od komedii do krwawego dramatu nieco zgrzyta, a nierozwiązne tajemnice mogą nieco denerwować, ale to nie zmienia faktu, że Kurogane jest świetną i ładnie (graficznie i technicznie) zrobioną komedią, i jako takie zasługuje na zdecydowanie lepszą ocenę :) przede wszystkim bohaterowie – Tetsu jest przeuroczy, chyba w żanym innym serialu nie widziłam takiego kawaii dzieciaka (no właśnie dzieciaka, bo przeważnie zachowuje się na tyle, na ile wygląda, albo jeszcze mniej, ale jest tym zabawniejszy ;) Tatsu­‑nii momentami wręcz wzruszający jako zamartwiający się starszy brat, natomiast Shinsengumi… a, tu jest pies pogrzebany. rzecz w tym, że gdyby chcieć ich potraktować poważanie i zgodnie z prawdą historyczną, to czerwony kolor lałby się z ekranu przez wszystkie odcinki, niezależnie od tego, ile by ich było. może jeszcze jakiś trening by sie zmieścił… osobiście wolę już te wyścigi, festiwale i gejsze. a 15 odc. jest prawdopodobnie najśmieszniejszym, jaki kiedykolwiek oglądałam ;D;D:D super­‑scary demon­‑like vice­‑captain Hijikata Toshizou w płomieniach słusznego gniewu i z obnażoną kataną, krzyczący: „Chcecie wiedzieć, co znaczy ten wiersz? Chcecie wiedzieć?!” – po prostu można umrzeć ze śmiechu!:D:D:D:D:D:D:D
    Bohaterowie są zróżnicowani zarówno charakterami, jak i wyglądem, żywi, sympatyczni, zabawni, często mający przy tym ukrytą ciemną stronę, co tylko oczywiście dodaje im uroku – przynajmniej z punktu widzenia zwariowanych otaku ;) tutaj zdecydowanie na pierwszym miejscu stawiam kawaisonii Susumu… warto porównać ich postaci z tymi wykreowanymi w innych anime, np. jeśli pamięta się Saito Hajime w Kenshinie, zobaczenie go tutaj w roli onmyou i z wiecznie zaspaną miną daje efekt powalający :D muszę przy tym przyznać, że w sumie człowiek czuje się dość dziwnie, oglądając tę KOMEDIĘ ze świadomością, jakich czasów dotyczy i co czeka bohaterów w przyszłości… dobrze chociaż, że o Tetsunosuke nie trzeba się bać :)(jeśli kogoś interesuje ta historia, polecam książkę „Shinsengumi”, a z wersji animowanych Bakumatsu i Kenshina, jest też nowa oavka o Hijikacie :) przedsmak tego daje masakra w Iked'ya, gdzie Shinsengumi pokazują prawdziwe oblicze. jednak dziwni ci Japończycy, robić coś takiego z ludźmi, którym stawiają pomniki ;] a propos, facio z pistoletem to Sakamotou Ryouma, człowiek, którego wizja zmieniła Japonię ;) jest tu po prostu zabójczy, podobnie jak Hijikata, Okita, Saito i inni :D :D :D
    zmierzając do sedna: mimo powyższych zastrzeżeń anime świetnie się ogląda, żadną nudą nie wieje, można się uśmiać do bólu brzucha i wzruszyć też – polecam wszystkim! :D
  • Avatar
    R
    ursa 21.01.2008 17:59
    super śmieszne :)
    Komentarz do recenzji "Lovely Complex"
    ja też uważam, że recenzja zbyt surowa (dobrze, że przeczytałam po obejrzeniu, a nie przed ;), choć jak sie zastanowić, to serial pod koniec faktycznie lekko obniża loty, wpisując się w schemat, ale to przede wszystkim komadia i jako taka jest boska ;) poprawa humoru gwarantowana i przynajmniej człowiek nie musi się martwić, czy będzie happy ever after, jak np. w Bokura ga ita,  kliknij: ukryte  a propos, czy komuś jeszcze projekty postaci kojarzą się z Bokura ga ita?? Otani uśmiechał się czasem zupełnie jak Yano, a Risa też bez przerwy zmieniała fryzury! niewierygodne O_o jeśli chodzi o resztę, to SD osobiście uwielbiam, perypetie i charaktery bohaterów były przezabawne i nie chichotałam tylko wtedy, kiedy miałam przylepiony na twarzy głupi uśmiech ;D Nobu­‑chan i jej darling oraz reszta bohaterów też świetni :) polecam każdemu, kto woli płakać ze śmiechu niż ze wzruszenia :D
  • Avatar
    A
    ursa 28.11.2007 20:21
    the best anime ever ;)
    Komentarz do recenzji "Rurouni Kenshin: Tsuioku Hen"
    nie mogę nie napisać o moim najukochańszym anime, choć nic nowego nie powiem… ale może nie zostanie mi wzięte za złe podzielenie się emocjami, które wzbudza we mnie choćby wspomnienie tych dwóch oavek: Reminiscence i Reflection. Reminiscence było pierwsze, co obejrzałam z cyklu o Kenshinie, a Reflection zgodnie z zaleceniem Tanuki zostawiłam sobie na „po serii”. i rozwaliła mnie na kawałki, długo nie mogłam się pozbierać… końcowy monolog Kaoru doprowadza mnie do łez ;] zaś Reflection za każdym razem przyprawia o dreszcze. kreska, kolor, animacja, muzyka (w całości, łącznie z ost z serii – tu obłędny moim zdaniem liryczny Departure w najważniejszym momencie życia Kenshina i Kaoru – ach! ale dynamiczne i niepokojące ścieżki pod sceny walk równie znakomite), fabuła (fascynująca historia restauracji Meji -warto dowiedzieć się więcej) i portrety psychologiczne (oczywiście z „rozdwojonym” Kenshinem/Hitokirim i rozdartą Tomoe na czele, a w Reflection całe życie czekającą na jego powrót Kaoru; ale równie znakomite są postaci poboczne, np. Katsura, który z pełną świadomością tego, co robi, poświęca „to dziecko”), dialogi (Hiko i Shinta wśród krzyży!) oraz to, co pozostaje niewypowiedzine – świetne, bezbłędne. a klimat i wymowa całości – od niesamowitej wizulanie sceny spotkania w krwawym deszczu po ostatni gest Tomoe – po prostu powalające… a, co się będę rozpisywać: ci, którzy widzieli, wiedzą, a inni powinni się przekonać na własne oczy… tego się nawet nie da odpowiednio opisać! to najbardziej poruszająca i prawdziwa, opowiedziana bez przesadnego patosu, w pięknej oprawie artystycznej historia, dzięki sile wymowy i warstwie archetypicznej godna moim zdaniem postawienia obok greckich mitów, które bez względu na swą fabułę opowiadają zawsze o losie człowieka uwikłanego w tragiczny konflikt i o konsekwencjach jego wyborów – zazwyczaj właśnie winie tragicznej. zamknięcie opowieści w Reflection: okairi nasai, Shinta ;(
    klasa sama w sobie: najlepsze anime na świecie ;)
    ps. i doskonale wiem, że nie jestem obiektywna, ale o to tu przecież chodzi… ;)
  • Avatar
    R
    ursa 5.11.2007 16:13
    świetna!... recenzja ;)
    Komentarz do recenzji "Demonbane"
    świetna recenzja, dużo lepsza niż anime ;) miało niezłe kawałki, ale trzeba ich szukać jak w korcu maku. więcej tam dziur niż maku zresztą ;] ale za to neologizmy z użyciem Necronomiconu w recenzji rzucają na kolana :) pozdrawiam :)
  • Avatar
    ursa 15.09.2007 20:47
    pewnie racja ;)
    Komentarz do recenzji "Ghost Hunt"
    Kanon oczywiście jest przepiękne, podobnie jak Air, z którym mi się silnie kojarzy ;) Darker than Black jeszcze nie wiedziałam, ale czeka na swoją kolej… Może i racja, po prostu całość GH robi takie wrażenie, że trudno się wyrażać innymi słowami niż w superlatywach ;)pozdrawiam :)
  • Avatar
    A
    ursa 26.08.2007 20:43
    kocham Bou-san i całe Ghost Hunt ;D
    Komentarz do recenzji "Ghost Hunt"
    właśnie skończyłam oglądać i nie mogłam się powstrzymać od entuzjastycznego „yeeeah!!!”, więc nie powstrzymam się też od napisania co następuje, choć wszyscy mnie ubiegli co do szczegółow :( serial jest świetny! doskonała mieszanka horroru i komedii – tutaj palmę pierwszeństwa zdecydowanie dzierży przeuroczy Bou­‑san, a zaraz po nim Yasuhara… są cudowni!! (ta scena, kiedy „młody człowiek” Yasuhara nabijał się z „dorosłego” mnicha jest przezabawna :D) Mai też jest świetna, taka normalna. Naru jest, jaki jest, i fajnie; jego tajemnica częściowo się wyjasnia, więc zakończnie, przynajmniej moim zdaniem, jest ok: może prowadzić do częsci drugiej, ale nie musi, i też bedzie dobrze. a trochę nierozwiązanych zagadek sprawia, ze serial jest ciekawszy. tak czy siak, to jest anime, do którego można wiele razy wracać :D grafika znakomita, postaci realistyczne i sympatyczne (tylko John mnie osobiście troche denerwował – te 19 lat u egzorcysty! – ale to, co Japończycy wymyślają na temat katolicyzmu, samo w sobie jest przekomiczne, więc już przy pierwszej scenie z nim płakałam ze śmiechu…), muzyka dopasowana – przyznaję, że ani razu nie słuchalam w całości openingu ani endingu, spragniona wiedzy co dalej… ale nic straconego ;) natomiast fabuła interesująca i wciągająca, i mimo pewnych nieuniknionych powtórzeń czy chwytów warta bardzo wysokich ocen. ale największą siłą tego anime są bohaterowie i ich wzajemne relacje – i znów: Bou­‑san the best! (razem z Mai i Yasuharą ;) :D:D:D polecam wszystkim!
  • Avatar
    A
    ursa 11.08.2007 17:26
    jak wyżej ;)
    Komentarz do recenzji "Bakumatsu Kikansetsu Irohanihoheto"
    powtarzam słowa poprzedników: zgadzam się z recenzją, ale anime i tak mi się niezmiernie podobało ;)grafika śliczna, takoż animacja, a muzyka po prostu obłędna, słucham jej namiętnie ;)co do historii, to jest jej tam dużo, ale mnie akurat ten okres bardzo interesuje :)uważam też, że jest w Bakumatsu pewien potencjał, można powiedzieć, filozoficzny: zauważyliście, jak sztuka sceniczna splata się tu z życiem, odbija je, a czasem antycypuje? moim zdaniem świetne :) no i parada znakomitych postaci drugo- i trzecioplanowych, częsciowo historycznych – dla mnie to anime jest jak fresk, trzeba się przyjrzeć każdemu szczegółowi, żeby zobaczyć, jak jest świetny. oczywiście nie należy się przyglądać za długo elementom fantastycznym, tylko postaciom i ich wzajemnym relacjom ;) nawet biorąc pod uwagę pewne zastrzeżenia, w mojej prywatnej skali najwyższa ocena :D