x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Najprawdopodobniejszy wybranek bohaterki też jakoś mi nie spasował, chyba po prostu jest zbyt miły jak na głównego bisha w tego typu serii xD Mimo że często mnie irytują, w tej roli jednak najlepiej sprawdzają się takie gburowate mruki.
Główna para więc jak dla mnie najsłabsza. Bardziej zainteresowały mnie pozostałe postacie żeńskie i ich historie, dlatego może jeszcze spróbuję przeboleć kilka kolejnych odcinków (przewijając „momenty” różowowłosej i blondyna). Nie sądzę jednak żeby wyszło z tego coś dobrego, a nawet średniego, byleby za bardzo nie irytowało.
Bohaterka nie wyróżnia się niczym szczególnym, bisze może i nie brzydcy, ale nieciekawi… O fabule nie wypowiem się, bo obejrzałam tylko kilka odcinków i znam tylko jej zarys, ale nie trudno się domyślić, że bohaterka jest kluczem do wszystkiego (stąd bisze wokół niej). Ze względu na muzykę porzuciłam ten tytuł, więc tutaj już chyba nic nie muszę dodawać (J‑pop mnie przeraża i drażni więc openingi i endingi w tego typu seriach są dla mnie nie do przejścia…)
Spodoba się pewnie fankom biszów, którym nie przeszkadza wałkowanie w kółko tych samych schematów (a w reverse haremach są one tak doszczętnie i chamsko wałkowane, że ja już chyba dam sobie spokój i następnemu podobnemu tytułowi podziękuję). Może jeszcze przyjemność z oglądania będą czerpać ludzie poszukujący niezamierzonej komedii, a powinni mieć niezły ubaw z piosenek, bo gdybym zabrała się za to wiedząc o tej musicalowej stronie, to może nawet wydałoby mi się to zabawne. A tak po prostu żałosne.
Nie
Skoro mowa o bohaterach, znowu nic dobrego powiedzieć się nie da. O dziewczynkach już napisałam to co miałam napisać i myślę, że jest to wystarczające by opisać każdą z nich. Brak oryginalności po prostu, gdzieś to już było, może wtedy postać miała inny kolor włosów, ale niczym innym się nie różniła od którejś z tych będących na pierwszym planie w Taimadou. Nuda straszna. Z tych rzadziej pojawiających się na ekranie postaci nie potrafię wymienić żadnej, która byłaby ciekawa. Co do głównego bohatera natomiast, nie jest najgorszy. Ale moje odczucia zapewne wynikają z fajnego głosu postaci (jest całkiem inny niż bardzo do siebie podobne głosy głównych bohaterów haremówek), całkiem fajnie też wyglądał podczas walk. Jeżeli o schematyczność jednak chodzi, niestety ściga skutecznie swoje koleżanki z drużyny.
Muszę uczciwie przyznać, że była to świadoma strata czasu, od początku widać, że nic dobrego ani ciekawego z tego nie będzie. Nawet jako zabijacz czasu wypada słabo, bo nie pozwala się zrelaksować, może co najwyżej wkurzyć albo znudzić (w moim przypadku obie opcje). Oglądałam tylko żeby odhaczyć i odhaczam z oceną 3/10. Może nieco za dużo, ale tylko dlatego, że gdybym obejrzała to jakiś czas temu (przed zobaczeniem dziesiątek podobnych serii), mogłoby mi się bardziej spodobać.
Przede wszystkim spodziewałam się haremu, a tu niespodzianka: bohaterowie wyznają sobie uczucia już na początku serii! Nie ukrywam, że już dzięki temu seria zdobyła u mnie kilka punktów. Może związek ten nie należał do najdojrzalszych, mimo wszystko jednak polubiłam tę parę.
Kolejny plus za głównego bohatera. W porównaniu z jego odpowiednikami z tego typu serii wypada bardzo dobrze. Nie rumieni się, nie ma problemu z powiedzeniem tego co myśli i czuje, prawdziwy facet po prostu (i tutaj również dla mnie Asterisk odpadł w przedbiegach, bo tam bohater podobał mi się tylko w trakcie walk. Przez resztę czasu trudno doszukiwać się w nim jakichkolwiek cech pasujących do standardowego pojęcia męskości…)
Postać Stelli średnio mi się spodobała szczerze mówiąc, ale nawet nie potrafię powiedzieć dlaczego. Dalej uważam, że tworzyła z Ikkim fajną parę, ale dla mnie była chyba tylko właśnie takim dodatkiem dla niego. Jako że on był fajny nie wypadła najgorzej, ale z bardziej typowym bohaterem (zniewieściałym, rumieniącym się ciapą) mogłaby już irytować. I tutaj znowu nie mogę się oprzeć, żeby nie dodać, że jednak w tym przypadku to bohaterka z Asteriska wypadła lepiej (nie wspominając już o tym, że podoba mi się nawet bardziej jak została narysowana:)). I cóż, tę postać tak naprawdę uważam za jedyną udaną w Asterisk, reszta już albo działała mi na nerwy, albo nie było w nich nic takiego, co pozwoliłoby zapamiętać ich na dłużej. Być może w Cavalry też takich nie ma, ale już nie miałam problemu z irytacją w przypadku żadnej postaci.
Jeżeli o grafikę chodzi, jest ładnie. Walki są widowiskowe, co jest zasługą płynnej animacji. Choć piosenka z openingu nieszczególnie przypadła mi do gustu, zdarzało mi się go oglądać, bo był zwyczajnie ładny. Ładna animacja, fajny dobór kolorów. Kreska podoba mi się, dla mnie najważniejsze, że głównego bohatera nie można pomylić z którąś z bohaterek (a to również bolączka wielu serii jadących na tych samych schematach co Cavalry). Warto jeszcze dodać, że nie razi fanserwisem, a jeżeli już takie sceny się zdarzały były dobitnie ukazane, a nie np. stoi bohaterka w bardzo ważnej bitwie, prawi jakieś morały, a jej spódnica jest podwiewana przez wiatr i całe gacie ma na wierzchu! W takich momentach robi mi się zwykle trochę wstyd, że jestem zagorzałym fanem anime… Ale tutaj tego nie odnotowałam w takim natężeniu.
Ogólnie jestem zadowolona. Mimo kilku głupot i kosmicznych pomysłów pod koniec, wypadło dobrze. 7/10 ode mnie, bo w końcu poczułam leciutki powiew świeżości jeżeli chodzi o takie czysto rozrywkowe serie.
Kreska jest leciwa, nie ma co dyskutować w tym temacie. Postacie są jednak dość ładne, a animacja mogłaby skopać tyłek niejednej produkcji ostatnich lat. Serio, myślałam że seria sprzed kilkudziesięciu lat będzie gorzej się prezentowała, ale animacja nie razi w oczy,nie przeszkadza, a to już jest sukces biorąc pod uwagę upływ czasu.
Wiele razy się wzruszyłam, polubiłam bohaterów, a historyczne tło (nieważne jak bardzo podkolorowane) tylko sprawiło, że historię ogląda się z zapartym tchem.
Wystawiłam serii 9/10, bo chwilami miałam wrażenie, że oglądam telenowelę (trochę za mało obchodziły mnie np. rozterki sercowe Antoniny, a zachowania bohaterów wydawały mi się zbyt teatralne), ale całokształt jest naprawdę kawałem dobrego anime i bardzo się cieszę, że się z tą serią zapoznałam.
Uroczy romans
Rzadko czytam mangi, więc nie zetknęłam się wcześniej z tą kreską. Chociaż w sumie oglądałam anime Inuyasha, którego to tytułu pierwowzór podobno wychodził spod ręki tej samej autorki i widać oczywiście podobieństwo w projekcie postaci (choć pewnie ich animacja też co nieco zmieniła w porównaniu do oryginalnego wyglądu), innych prac autorki nie znam. Mimo wszystko uważam styl rysowania za specyficzny w porównaniu do innych tytułów, zarówno tych współczesnych, jak i nieco starszych.
Nie ukrywam, że zasmuciłaś mnie tym faktem, bo tak jak wspomniałam nie znam zbyt dobrze innych dzieł autorki. Ale nadzieja umiera ostatnia, więc nadal będę po cichu liczyć na jakiś konkretniejszy rozwój relacji między bohaterami…
Seria była dla mnie miłym zapełniaczem wolnego czasu. Oglądając ją jakoś nie odczuwałam potrzeby myślenia o niczym innym poza tym co widzę na ekranie. Mimo powtarzalności pewnych motywów podobały mi się dość często pojawiające się tutaj wątki komediowe. Właściwie to cieszę się, że nie zrobiono praktycznie wcale żadnych dramatów i traum, choć były ku temu warunki. Nawet Rinne, któremu życie wciąż podkłada kłody pod nogi nie użalał się nad sobą (pomimo krwawych łez), wykonując bez gadania swe obowiązki shinigami.
Humor humorem, głównym źródłem czerpanej przeze mnie podczas oglądania przyjemności, była sympatyczna zgraja postaci na czele z głównym bohaterem, którego polubiłam praktycznie od momentu, w którym pierwszy raz go zobaczyłam. Większy problem miałam z Sakurą, wydawała mi się zbyt zimna, bez emocji, jednak ostatecznie przyzwyczaiłam się i nawet zaczęłam ją lubić. Mimo wszystko nie jest to jedna z moich ulubionych kobiecych postaci, ale na szczęście nie irytuje zanadto. Szkoda trochę, że nie rozwinięto nieco bardziej wątku romantycznego, ale podejrzewam, że na wszystko przyjdzie pora. Czekam więc na ciąg dalszy, a na ten moment ode mnie 7/10.
Raczej słabe
Błagam twórców anime: niech się wreszcie odczepią od tej biednej przyjaciółki z dzieciństwa! Taka dziewczyna nigdy nie wygrywa, ma tylko wzbudzać współczucie, może by w końcu odpuścić. Ileż można… Ostatni odcinek miał być wzruszający, ale nie był. Gdybym chciała zliczyć ile razy widziałam coś podobnego…
Wydawało mi się, że kreska jest ładna, ale ogólnie grafikę oceniłabym dość nisko. Chwilami postacie wyglądają tak koślawie, że myślę iż nawet ja narysowałabym je lepiej. Krzywe, brzydkie i ogólnie widać oszczędność środków.
Obejrzałam, bo początek mnie wciągnął, potem zeżarły to anime schematy i pojawiła się irytacja nimi spowodowana. Niestety utrzymała się do samego końca, a ten tytuł uważam za czas raczej stracony.
Re: Le sarcastico
Re: Wspaniałość
Wspaniałość
Największą zaletą są dla mnie bohaterowie. Tenmy nie ukrywam, na początku nie polubiłam, ale w pewnym momencie przestało mi przeszkadzać jego nadmierne poczucie sprawiedliwości. Wróg nie wróg, trzeba mu pomóc, gdy ten jest ranny, podobało mi się to, że nie zmienił się nawet pod wpływem wszystkiego co mu się przydarzyło. Ogólnie postacie są dobrze skonstruowane i można w jakiś sposób zrozumieć postępowanie każdej z nich. Dawno już nie spotkałam się z takim realizmem w tej kwestii w anime. Jedną z ciekawszych postaci była dla mnie Eva, która balansując między miłością i nienawiścią do Tenmy, początkowo obwiniając jego o wszystkie złe rzeczy jakie się jej przydarzyły, tak naprawdę nie wydaje się złą osobą. Jest po prostu zranioną, ale zbyt dumną kobietą. Wymienianie wszystkich mijałoby się z celem, więc powiem tylko, że jest tu mnóstwo interesujących postaci.
Historia jest niesamowicie wciągająca i ciekawa. Nie zliczę już ile razy ciarki przeszły mi po plecach, ile razy nerwowo odpalałam następny odcinek, żeby zobaczyć co dalej. Teraz nie wyobrażam sobie, żeby historię upchnąć w mniejszej ilości odcinków. Niby niezbyt ciekawe chwilami, ale budujące napięcie i podające jakieś tam drobne szczegóły odcinki również są warte obejrzenia. Przyznam szczerze, że jedynie zakończenie mi się nie podobało. kliknij: ukryte Pomyślałam sobie: i po co było to wszystko? Po co całe gadanie o zabiciu Johana, ściganie go bez wytchnienia? Najgorsze co mogłam usłyszeć w ostatnim(czy tam przedostatnim) odcinku to jakieś tam wybaczenie ze strony Niny. Ciekawa jestem, czy rodziny tych wszystkich ludzi zabitych przez Johana lub na jego zlecenie też byłyby tak chętne do wybaczenia mu. Nieważne jednak, ważne jest to, że Nina i Tenma zostali do końca „tymi dobrymi”, co trochę mnie zirytowało, bo miałam właśnie nadzieję na „rozwiązanie” sytuacji i wtedy dopiero rozważania co bym zrobiła na ich miejscu. Zakończenie więc nie usatysfakcjonowało mnie… Zbytnie „udobrzanie” postaci nie jest dobre. Nigdy.
Kreska bardzo pasuje do tego typu historii. Chwilami twarze postaci (tych nie do końca dobrych lub złych) były zbyt powykrzywiane.Przekoloryzowane. Przesadzone. Całość jednak wypada ładnie, a Tenma w długich włosach i z zarostem jest idealnym głównym bohaterem do tego typu historii. Nie powiem jak wygląda w krótkich…
Jest to jedno z najlepszych anime jakie widziałam, a w gatunku najlepsze. Nie jestem fanką co prawda tego typu kina (nie tylko anime mam na myśli), więc moja ocena może nie być adekwatna. Jako laik jednak nie mogę dać mniej niż 10/10, bo już dawno nie widziałam czegoś tak dobrego, a długo omijałam to szerokim łukiem. Nie zrażać się więc długością i oglądać kto jeszcze nie widział i kto nie potrzebuje wybuchów czy namiętnych romansów w każdym odcinku anime:)
Zakończenie wydało mi się urocze, pomysł z kulkami i życzeniami mało odkrywczy i oryginalny, ale wyszło ładnie.
Swego czasu polubiłam w tym tytule jego lekkość, słodkość i humor. Nie ma tu zbyt wiele poza tymi niewątpliwymi zaletami, pytanie więc czy komuś wystarcza jeszcze raz to samo. Ja myślałam, że z całą moją sympatią do tej historii wystarczy, ale okazało się, że byłam w błędzie. Mimo wszystko jednak 6/10 za sentyment głównie.
Fabuła jest kiepska, bohaterowie nieskomplikowani (nawet bardzo), ale sympatyczni. Dużym plusem był też brak elementów haremu czy ecchi, które w tego typu serię można by z łatwością upchnąć.
Chwilami miałam dość, przewijałam, łapałam się za głowę, ale dotrwałam do końca i ogólne wrażenie po zakończeniu serii jest raczej pozytywne. Jest to prawdopodobnie spowodowane lekkością tego tytułu. Nie byłabym jednak w stanie z czystym sumieniem go komuś polecić. Jak poniżej napisano jest to seria do szybkiego zapomnienia, bez żadnych poważniejszych zalet, ale jeżeli szuka się tylko czegoś, co pomoże się zrelaksować i wyłączyć na moment myślenie to jest to strzał może nie w 10, ale dla mnie w 6 na pewno:)
Moja krótka miłość do dram była absolutna. Zdaję sobie więc sprawę, że zwykle jest to wszystko przesadzone, przedramatyzowane, zbyt różowe… Ale nic to, bawiłam się przednio, polubiłam bohaterów i kibicowałam im, więc uważam seans za udany. O zdolnościach aktorskich nie będę się wypowiadać, bo już od dłuższego czasu uważam, że mało który Azjata takowe posiada, ale muszę wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Dla mnie (i podkreślam dwa pierwsze słowa tego zdania, bo wiem, że o gustach się nie dyskutuje) F4 koreańskie wyprzedza to japońskie o jakieś milion lat. Wszyscy są śliczni, a w HYD szczerze mówiąc dziwiłabym się dlaczego te wszystkie panienki tak piszczą na ich widok.
Hana Yori Dango jest ciekawą historią i przede wszystkim uroczym romansem. Ja, gdy już zaczęłam nie potrafiłam skończyć, stąd po obejrzaniu zarówno japońskiej jak i koreańskiej wersji oraz mangi wciąż było mi mało. Żeby jednak się spodobało nie można podchodzić do tego tytułu zbyt poważnie, bo jest to historia nierealna, mocno przesłodzona. Dlatego też trzeba ją potraktować z mocnym przymrużeniem oka.
Mimo wszystko uważam, że trochę przerysowano postać Takeo (dosłownie xD), przez to romantyczne momenty z maleńką, drobniutką Yamato wyglądają komicznie (pocałunek, czy trzymanie za ręce, mimo że słodkie same w sobie wyglądają karykaturalnie z powodu projektu postaci Takeo). Poza tym grafika ok. Jeżeli o muzykę chodzi, bardzo przyjemne opening i ending. Może nie słucham obu za każdym razem, ale potrafię sobie w dowolnym momencie przypomnieć ich brzmienie. Pasują do tej serii jak ulał.
Podsumowując, jeżeli w ostatnich odcinkach nie nastąpi jakaś diametralna zmiana w klimacie moja ocena dla tego tytułu to 8/10.
A mogło być tak fajnie
O fabule się nie wypowiem, bo to co obejrzałam było raczej wprowadzeniem, do pewnego momentu bardzo dobrym. Później tak naprawdę mogło się dziać wiele albo nic, seria i tak by zdobyła swoich zwolenników, bo ogólnie jest w porządku. Tzn. nie chciałabym zostać źle zrozumiana – zakładam, że dalej była jakaś fabuła poza poszukiwaniem córki, ale mogę się mylić…
Kreska jest ładna, grafika trochę się już jednak postarzała, ale muzyka jak najbardziej na plus.
Żałuję trochę, że musiałam porzucić tę serię, bo pierwsze wrażenie, dwójka głównych bohaterów i rozwój ich relacji, a także tworzenie przez nich rodziny zapowiadały się ciekawie. Wszystko popsuła jedna beznadziejna postać, która jest mimo wszystko ważna dla fabuły i nie lubiąc jej nie da się dalej czerpać przyjemności z seansu. Jakby tak nie kombinowano seria byłaby bardzo dobra, wystarczyło pozostawić to dziewczę na drugim planie (albo i dalszym – tak dla pewności).
Gdyby jeszcze jako odrębna historia było to interesujące… Niestety nic specjalnego się nie działo, za mało konkretów. Pod koniec zamiast akcja przyspieszyć, wpakowała się w typowe dla anime zapychacze typu plaża, festiwal i ogólna sielanka. Po zakończeniu poczułam się jakbym niepotrzebnie i bezpowrotnie straciła trochę czasu. Podsumowując nie podobało mi się. Moja ocena to 4/10, ale tylko dlatego, że może nie najgorzej by się oglądało gdyby zastąpić bohaterów jakimiś innymi, nowymi, a nie tworzyć jakąś kiepską seryjkę bazując na popularności zdobytej przez poprzedniczkę.
Ech, gdy już główna bohaterka ssie na całość, serię mogłaby już tylko uratować ciekawa fabuła. Tutaj jednak nie wysilono się jakoś specjalnie. Pójście do szkoły ze względu na ładną dziewczynę ze zdjęcia, zasady panujące w szkole, moce niektórych bohaterów (jak przewodnicząca kółka dziennikarskiego), kilka odcinków o niczym (typu polowanie na ducha) i można by tak długo wymieniać idiotyzmy tej serii. Humor jest na bardzo niskim poziomie, jest zorientowany głównie na zboczone zapędy głównej bohaterki, ewentualnie jej kuzyna. Bez przerwy wałkuje się te same motywy, co sprawia, że ostatecznie nie śmieszą a irytują.
Projekty postaci są ładne. I to tyle plusów jeżeli o grafikę chodzi. Najbardziej rozwaliła mnie animacja podczas walk. Tak kanciaste postaci wyglądające całkiem inaczej niż zwykle, brzydkie po prostu widziałam chyba ostatnio w „Naruto” podczas walki głównego bohatera z Painem. Walki z Mikagury co prawda nie dorastają wspomnianej przeze mnie animacji do pięt, ale twórcy starali się jak mogli, żeby wyglądało to równie żałośnie.
Jakimś cudem udało mi się dotrwać do końca. Przewijałam co prawda chwilami (zwłaszcza fragmenty, które miały niby być zabawne), bo uznałam, że oglądanie wszystkiego byłoby totalną stratą czasu. Obejrzenie całości jednak również nią było i dlatego ode mnie 2/10, jest to bardzo słaba seria.