Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Tamago-chan

  • Avatar
    A
    Tamago-chan 16.01.2016 01:46
    Komentarz do recenzji "Norn9: Norn + Nonetto"
    Główna bohaterka jest tragiczna, nie wiem dlaczego wciąż powstają tak nijakie postacie żeńskie w seriach przeznaczonych dla dziewcząt. Rozumiem jeszcze, że niektórym facetom mogą podobać się takie słodkie, pozbawione własnego zdania dziewuszki (stąd nie zdziwiłabym się widząc tę postać w normalnej haremówce), ale nie wiem dlaczego tak często pojawiają się jako główne bohaterki w seriach shoujo. Choć w sumie pewnie mają za zadanie nie przyćmiewać bishounenów i stanowić dla nich tło. Swoją drogą młode dziewczyny będące fankami tego typu anime muszą mieć strasznie zaburzony obraz prawdziwego faceta :D
    Najprawdopodobniejszy wybranek bohaterki też jakoś mi nie spasował, chyba po prostu jest zbyt miły jak na głównego bisha w tego typu serii xD Mimo że często mnie irytują, w tej roli jednak najlepiej sprawdzają się takie gburowate mruki.
    Główna para więc jak dla mnie najsłabsza. Bardziej zainteresowały mnie pozostałe postacie żeńskie i ich historie, dlatego może jeszcze spróbuję przeboleć kilka kolejnych odcinków (przewijając „momenty” różowowłosej i blondyna). Nie sądzę jednak żeby wyszło z tego coś dobrego, a nawet średniego, byleby za bardzo nie irytowało.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 8.01.2016 23:09
    Komentarz do recenzji "Miasto beze mnie"
    Pierwszy odcinek zrobił na mnie ogromne wrażenie. To jedno z tych anime, które żałuję, że zaczęłam oglądać już teraz, bo po prostu najchętniej obejrzałabym je za jednym posiedzeniem. Jeżeli dalej utrzyma się klimat i tempo akcji pierwszego odcinka, będzie to murowany sukces. Bohaterowie (Ci dotychczas poznani) są w porządku, wszystko jest bardzo ładne, ale przede wszystkim ogląda się w napięciu, wciąga od samego początku. Nie ukrywam, że będę mocno trzymać kciuki za to anime.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 8.01.2016 22:15
    Komentarz do recenzji "Ojisan to Marshmallow"
    Nie spodziewałam się, ale pierwszy odcinek naprawdę mi się spodobał. Właściwie zerknęłam tylko z ciekawości i z powodu długości odcinków, ale póki co zdecydowanie sięgnę po kolejne epki. Pierwszy odcinek był uroczy i zabawny, chętnie zobaczę dalszy rozwój relacji pana od pianek i zainteresowanej nim pani. A że raczej na długo tego tytułu nie zapamiętam? Niewielka strata, to tylko 3 minuty na odcinek, więc nie ma mowy o stracie czasu.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 27.12.2015 22:34
    Komentarz do recenzji "Dance with Devils"
    Nie podołam jednak. Jestem w stanie znieść wiele, ale te pioseneczki mnie rozwaliły. Są tak kiczowate, a ich teksty absurdalne, że nie wiedziałam sama czy mam się śmiać czy płakać. Nienawidzę jak bohaterowie ni z gruchy ni z pietruchy zaczynają śpiewać i to nie tylko w anime, ale też w filmach. Zawsze wydaje mi się to takie niepoważne i wręcz komiczne. Nie znalazłam w tej serii też niczego, co pozwoliłoby mi ten mankament przeboleć, ale tutaj się akurat niczego nie spodziewałam. Jeżeli o reverse harem chodzi, od dłuższego czasu nie powstało nic dobrego, czy wyróżniającego się spośród tłumu podobnych tytułów. Cóż, w sumie chyba jest to ogólnie rodzaj anime, po którym nie należy się spodziewać choć szczątkowych śladów oryginalności, ale mimo wszystko wciąż się łudzę, mając drobny sentyment do tego typu serii dla dziewcząt.
    Bohaterka nie wyróżnia się niczym szczególnym, bisze może i nie brzydcy, ale nieciekawi… O fabule nie wypowiem się, bo obejrzałam tylko kilka odcinków i znam tylko jej zarys, ale nie trudno się domyślić, że bohaterka jest kluczem do wszystkiego (stąd bisze wokół niej). Ze względu na muzykę porzuciłam ten tytuł, więc tutaj już chyba nic nie muszę dodawać (J­‑pop mnie przeraża i drażni więc openingi i endingi w tego typu seriach są dla mnie nie do przejścia…)
    Spodoba się pewnie fankom biszów, którym nie przeszkadza wałkowanie w kółko tych samych schematów (a w reverse haremach są one tak doszczętnie i chamsko wałkowane, że ja już chyba dam sobie spokój i następnemu podobnemu tytułowi podziękuję). Może jeszcze przyjemność z oglądania będą czerpać ludzie poszukujący niezamierzonej komedii, a powinni mieć niezły ubaw z piosenek, bo gdybym zabrała się za to wiedząc o tej musicalowej stronie, to może nawet wydałoby mi się to zabawne. A tak po prostu żałosne.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 27.12.2015 05:48
    Komentarz do recenzji "Noragami Aragoto"
    Bardzo fajna seria. Zarówno pierwszy jak i drugi sezon wciągają, zapewniają porządną dawkę rozrywki, bawią i wzruszają. Czego chcieć więcej? Może ekipy sympatycznych bohaterów, a tutaj naprawdę się oni udali. Yato jest świetny, ale najbardziej poruszyła mnie jego przyjaźń z Ebisu. Coś pięknego. A tak na marginesie: dobra grafika, przyjemna muzyka. Dla mnie jest to seria dobra i przyjemna, pozostaje mi żywić nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę dalsze losy Yato.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 26.12.2015 00:02
    Nie
    Komentarz do recenzji "Taimadou Gakuen 35 Shiken Shoutai"
    Serii podobnych do tej jest całe mnóstwo i moja irytacja lub coraz niższe ich oceny wynikają głównie z chronologicznej kolejności ich powstania. Bo coś co na początku nie wydaje się takie złe, powtarzane w kółko w końcu zaczyna działać na nerwy. Są schematy, które jestem w stanie znieść, albo nawet takie, które lubię, ale są też słabe, w kółko powtarzające się motywy, których przeboleć nie mogę. I tu w sumie mogłabym zakończyć, bo tak naprawdę właśnie opisałam to anime. Począwszy od bohatera, który chce brać na siebie problemy wszystkich, oklepany motyw ekipy uważanej przez wszystkich za słabą, a w rzeczywistości rozwalającej wrogów jednego po drugim bez większych problemów, o dziewczętach się nie wypowiem, bo w tym temacie akurat przestałam oczekiwać oryginalności już dawno temu. Ale zakończenie… Porażka totalna.  kliknij: ukryte To jest właśnie jedna z największa wad tej serii – wciskanie na siłę pseudo wzruszających momentów mających grać na uczuciach widza, ale jest to robione w tak nieudolny sposób, że może prędzej rozbawić niż faktycznie wzruszyć. Co jeszcze gorsze, nudziłam się. Niby coś się działo, ale tempo akcji i rozwój fabuły nie pozwala się w to faktycznie wciągnąć, o zainteresowaniu dalszymi losami bohaterów nie wspominając.
    Skoro mowa o bohaterach, znowu nic dobrego powiedzieć się nie da. O dziewczynkach już napisałam to co miałam napisać i myślę, że jest to wystarczające by opisać każdą z nich. Brak oryginalności po prostu, gdzieś to już było, może wtedy postać miała inny kolor włosów, ale niczym innym się nie różniła od którejś z tych będących na pierwszym planie w Taimadou. Nuda straszna. Z tych rzadziej pojawiających się na ekranie postaci nie potrafię wymienić żadnej, która byłaby ciekawa. Co do głównego bohatera natomiast, nie jest najgorszy. Ale moje odczucia zapewne wynikają z fajnego głosu postaci (jest całkiem inny niż bardzo do siebie podobne głosy głównych bohaterów haremówek), całkiem fajnie też wyglądał podczas walk. Jeżeli o schematyczność jednak chodzi, niestety ściga skutecznie swoje koleżanki z drużyny.

    Muszę uczciwie przyznać, że była to świadoma strata czasu, od początku widać, że nic dobrego ani ciekawego z tego nie będzie. Nawet jako zabijacz czasu wypada słabo, bo nie pozwala się zrelaksować, może co najwyżej wkurzyć albo znudzić (w moim przypadku obie opcje). Oglądałam tylko żeby odhaczyć i odhaczam z oceną 3/10. Może nieco za dużo, ale tylko dlatego, że gdybym obejrzała to jakiś czas temu (przed zobaczeniem dziesiątek podobnych serii), mogłoby mi się bardziej spodobać.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 20.12.2015 00:56
    Komentarz do recenzji "Rakudai Kishi no Cavalry"
    Nie spodziewałam się po tej serii wiele, ale jestem pozytywnie zaskoczona. Ogląda się naprawdę przyjemnie. Co tydzień oczekiwałam na kolejny odcinek i gdy nie miałam wystarczającej ilości czasu Asteriska przekładałam na inny dzień, ale Cavalry nie potrafiłam nie obejrzeć po pojawieniu się odcinka.
    Przede wszystkim spodziewałam się haremu, a tu niespodzianka: bohaterowie wyznają sobie uczucia już na początku serii! Nie ukrywam, że już dzięki temu seria zdobyła u mnie kilka punktów. Może związek ten nie należał do najdojrzalszych, mimo wszystko jednak polubiłam tę parę.
    Kolejny plus za głównego bohatera. W porównaniu z jego odpowiednikami z tego typu serii wypada bardzo dobrze. Nie rumieni się, nie ma problemu z powiedzeniem tego co myśli i czuje, prawdziwy facet po prostu (i tutaj również dla mnie Asterisk odpadł w przedbiegach, bo tam bohater podobał mi się tylko w trakcie walk. Przez resztę czasu trudno doszukiwać się w nim jakichkolwiek cech pasujących do standardowego pojęcia męskości…)
    Postać Stelli średnio mi się spodobała szczerze mówiąc, ale nawet nie potrafię powiedzieć dlaczego. Dalej uważam, że tworzyła z Ikkim fajną parę, ale dla mnie była chyba tylko właśnie takim dodatkiem dla niego. Jako że on był fajny nie wypadła najgorzej, ale z bardziej typowym bohaterem (zniewieściałym, rumieniącym się ciapą) mogłaby już irytować. I tutaj znowu nie mogę się oprzeć, żeby nie dodać, że jednak w tym przypadku to bohaterka z Asteriska wypadła lepiej (nie wspominając już o tym, że podoba mi się nawet bardziej jak została narysowana:)). I cóż, tę postać tak naprawdę uważam za jedyną udaną w Asterisk, reszta już albo działała mi na nerwy, albo nie było w nich nic takiego, co pozwoliłoby zapamiętać ich na dłużej. Być może w Cavalry też takich nie ma, ale już nie miałam problemu z irytacją w przypadku żadnej postaci.
    Jeżeli o grafikę chodzi, jest ładnie. Walki są widowiskowe, co jest zasługą płynnej animacji. Choć piosenka z openingu nieszczególnie przypadła mi do gustu, zdarzało mi się go oglądać, bo był zwyczajnie ładny. Ładna animacja, fajny dobór kolorów. Kreska podoba mi się, dla mnie najważniejsze, że głównego bohatera nie można pomylić z którąś z bohaterek (a to również bolączka wielu serii jadących na tych samych schematach co Cavalry). Warto jeszcze dodać, że nie razi fanserwisem, a jeżeli już takie sceny się zdarzały były dobitnie ukazane, a nie np. stoi bohaterka w bardzo ważnej bitwie, prawi jakieś morały, a jej spódnica jest podwiewana przez wiatr i całe gacie ma na wierzchu! W takich momentach robi mi się zwykle trochę wstyd, że jestem zagorzałym fanem anime… Ale tutaj tego nie odnotowałam w takim natężeniu.
    Ogólnie jestem zadowolona. Mimo kilku głupot i kosmicznych pomysłów pod koniec, wypadło dobrze. 7/10 ode mnie, bo w końcu poczułam leciutki powiew świeżości jeżeli chodzi o takie czysto rozrywkowe serie.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 29.11.2015 23:47
    Komentarz do recenzji "Lady Oscar: Róża Wersalu"
    Niesamowita seria. Bardzo mi się podobała. Jednak warto było się z nią zapoznać, nie żałuję ani minuty spędzonej przy niej. Świetne postaci z Oscar na czele. Uwielbiam tę bohaterkę. Bardziej męska niż niejeden facet, ale jednocześnie posiadająca ogromne serce. Wspaniała postać, jedna z najlepszych jakie widziałam w anime. To tak naprawdę dla niej oglądałam i dzięki niej jestem tak bardzo z seansu zadowolona.
    Kreska jest leciwa, nie ma co dyskutować w tym temacie. Postacie są jednak dość ładne, a animacja mogłaby skopać tyłek niejednej produkcji ostatnich lat. Serio, myślałam że seria sprzed kilkudziesięciu lat będzie gorzej się prezentowała, ale animacja nie razi w oczy,nie przeszkadza, a to już jest sukces biorąc pod uwagę upływ czasu.
    Wiele razy się wzruszyłam, polubiłam bohaterów, a historyczne tło (nieważne jak bardzo podkolorowane) tylko sprawiło, że historię ogląda się z zapartym tchem.
    Wystawiłam serii 9/10, bo chwilami miałam wrażenie, że oglądam telenowelę (trochę za mało obchodziły mnie np. rozterki sercowe Antoniny, a zachowania bohaterów wydawały mi się zbyt teatralne), ale całokształt jest naprawdę kawałem dobrego anime i bardzo się cieszę, że się z tą serią zapoznałam.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 15.11.2015 14:20
    Komentarz do recenzji "Ao no Exorcist"
    Fajna, lekka seria. Polubiłam wszystkie postacie (może poza Yukio, który jakoś od początku mi się nie spodobał, ale z czasem moja niechęć do niego zmalała). Główny bohater jest zabawny, chwilami trochę działa na nerwy, ale ogółem nie potrafiłam go nie lubić. Reszta ekipy również sympatyczna. Szczerze mówiąc nie za bardzo podobał mi się projekt postaci (z kilkoma wyjątkami), ich twarze miały dziwne kształty. Muzyka ładna, drugi opening najlepszy. A co do całej reszty, po prostu przyjemnie mi się oglądało. Anime pełne jest oklepanych schematów, przewidywalne do bólu, ale za to właśnie lubię tego typu tytuły i nie przeszkadzało mi to wcale w zabiciu czasu bez zbędnego nadwyrężania szarych komórek. Jeżeli chodzi o uwagi dotyczące przeznaczenia serii dla młodszego widza to pewnie prawda, ale pozostaje mi się tłumaczyć, że w duchu wciąż jestem dzieckiem, bo naprawdę uważam tę serię za całkiem niezłą.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 1.11.2015 23:48
    Uroczy romans
    Komentarz do recenzji "Magia tęczowych gwiazd"
    Od czasu do czasu przychodzi mi ochota na taką przesłodką seryjkę jak ta, którą spokojnie można by puścić dziewczątku z podstawówki. Po pierwszym odcinku zamierzałam porzucić, ale dałam szansę i nie żałuję. Mam gdzieś szczerze mówiąc te wszystkie czary i inne bajery wystarczy, że wątek romantyczny był tutaj tak uroczy, że poziom cukru w mojej krwi przekroczył wszelkie dopuszczalne granice. Bardzo podoba mi się kreska, idealnie pasuje do tego typu serii. Najbardziej podobało mi się to, że Tsuwabuki nie ma oczów na pół twarzy i kobiecego głosiku, tylko wygląda jak facet w swoim wieku (mimo, że jego wybranka już jak dzieciak, ale w tego typu serii trzeba się z tym liczyć). Tak czy siak wątek romantyczny w tym anime mnie rozbroił, był uroczy (i na szczęście nie skończyło się na cichym wzdychaniu do siebie: są wyznania,jest jako taki rozwój związku – należy pamiętać, że są to dzieciaki przeżywające swą pierwszą miłość) i nic więcej do szczęścia nie potrzebuję, dlatego z czystym sumieniem daję 7/10.
  • Avatar
    Tamago-chan 31.10.2015 02:33
    Komentarz do recenzji "Kyoukai no Rinne"
    Hmmm, nigdy nie zetknęłaś się z kreską Rumiko?


    Rzadko czytam mangi, więc nie zetknęłam się wcześniej z tą kreską. Chociaż w sumie oglądałam anime Inuyasha, którego to tytułu pierwowzór podobno wychodził spod ręki tej samej autorki i widać oczywiście podobieństwo w projekcie postaci (choć pewnie ich animacja też co nieco zmieniła w porównaniu do oryginalnego wyglądu), innych prac autorki nie znam. Mimo wszystko uważam styl rysowania za specyficzny w porównaniu do innych tytułów, zarówno tych współczesnych, jak i nieco starszych.

    To praca Rumiko… dlatego nie liczyłam bym na nic^^ Sama nie lubię romansów ale nie mogę być ślepa na fakt, że autorka ich zwyczajnie nigdy nie kończy.


    Nie ukrywam, że zasmuciłaś mnie tym faktem, bo tak jak wspomniałam nie znam zbyt dobrze innych dzieł autorki. Ale nadzieja umiera ostatnia, więc nadal będę po cichu liczyć na jakiś konkretniejszy rozwój relacji między bohaterami…
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 30.10.2015 23:20
    Komentarz do recenzji "Kyoukai no Rinne"
    Strasznie podoba mi się kreska w tym anime. W sumie ogólnie graficznie przypadło mi do gustu: postaci są ładnie narysowane, jest kolorowo i bardzo, bardzo ładnie. Faktycznie styl rysowania postaci jest specyficzny, ale w pozytywny sposób.
    Seria była dla mnie miłym zapełniaczem wolnego czasu. Oglądając ją jakoś nie odczuwałam potrzeby myślenia o niczym innym poza tym co widzę na ekranie. Mimo powtarzalności pewnych motywów podobały mi się dość często pojawiające się tutaj wątki komediowe. Właściwie to cieszę się, że nie zrobiono praktycznie wcale żadnych dramatów i traum, choć były ku temu warunki. Nawet Rinne, któremu życie wciąż podkłada kłody pod nogi nie użalał się nad sobą (pomimo krwawych łez), wykonując bez gadania swe obowiązki shinigami.
    Humor humorem, głównym źródłem czerpanej przeze mnie podczas oglądania przyjemności, była sympatyczna zgraja postaci na czele z głównym bohaterem, którego polubiłam praktycznie od momentu, w którym pierwszy raz go zobaczyłam. Większy problem miałam z Sakurą, wydawała mi się zbyt zimna, bez emocji, jednak ostatecznie przyzwyczaiłam się i nawet zaczęłam ją lubić. Mimo wszystko nie jest to jedna z moich ulubionych kobiecych postaci, ale na szczęście nie irytuje zanadto. Szkoda trochę, że nie rozwinięto nieco bardziej wątku romantycznego, ale podejrzewam, że na wszystko przyjdzie pora. Czekam więc na ciąg dalszy, a na ten moment ode mnie 7/10.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 24.10.2015 03:05
    Raczej słabe
    Komentarz do recenzji "Tayutama -Kiss on my Deity-"
    Mimo wszystko jest to kiepskie anime. Właściwie w tę historię można by wsadzić zdecydowanie więcej fun service'u i to, że go oszczędzono jest jedną z niewielu zalet. Bo cała historia jest tak niesamowicie nudna, powtarzalna i służąca tylko słabemu wątkowi romantycznemu, że aż brak słów. Może gdyby postacie coś sobą reprezentowały, byłoby lepiej. Schematy jednak gonią schematy, a co najgorsze są to te bardziej wkurzające schematy…
    Błagam twórców anime: niech się wreszcie odczepią od tej biednej przyjaciółki z dzieciństwa! Taka dziewczyna nigdy nie wygrywa, ma tylko wzbudzać współczucie, może by w końcu odpuścić. Ileż można… Ostatni odcinek miał być wzruszający, ale nie był. Gdybym chciała zliczyć ile razy widziałam coś podobnego…
    Wydawało mi się, że kreska jest ładna, ale ogólnie grafikę oceniłabym dość nisko. Chwilami postacie wyglądają tak koślawie, że myślę iż nawet ja narysowałabym je lepiej. Krzywe, brzydkie i ogólnie widać oszczędność środków.
    Obejrzałam, bo początek mnie wciągnął, potem zeżarły to anime schematy i pojawiła się irytacja nimi spowodowana. Niestety utrzymała się do samego końca, a ten tytuł uważam za czas raczej stracony.
  • Avatar
    Tamago-chan 11.10.2015 22:40
    Re: Le sarcastico
    Komentarz do recenzji "Gatchaman CROWDS insight"
    Zgadzam się w zupełności. Zwłaszcza, że recenzja sugeruje, że wszyscy jadą po tej serii i tylko recenzent był w nielicznym gronie inteligentów, którzy to anime zrozumieli. A prawda jest taka, że na tanuki przynajmniej nie było przed powstaniem recenzji zbyt wiele komentarzy przy tej serii (zwłaszcza negatywnych), więc nie wiem skąd takie sarkastyczne podkreślanie tego „ogółu”, skoro nikt jeszcze nie zdążył się negatywnie wypowiedzieć…
  • Avatar
    Tamago-chan 3.10.2015 18:08
    Re: Wspaniałość
    Komentarz do recenzji "Monster"
    Rozumiem, że ludzie mogą się zmienić. Nie zmienia to jednak faktu, że niekoniecznie wtedy wszyscy inni muszą im wybaczyć i wychwalać ich przemianę. Nawet po niej ich wcześniejsze działania pozostaną, są rzeczy których nie da się naprawić ze względu na ich cudowne nawrócenie. Ludzie nie są tak prostymi istotami, gdy zostaną przez kogoś skrzywdzeni zwykle pozostaje żal czy chęć zemsty. Choć zgadza się, autor widocznie chciał pokazać, że zemsta do niczego nie prowadzi. Nie twierdzę, że tak nie jest, ale nie zmienia to faktu, że zbyt różowo to tutaj ukazano po tak przejmującej (i długiej) historii. Moim zdaniem po prostu nie każdy człowiek jest w stanie się zmienić, albo też nie każdą część siebie (którą by chciał). Dlatego właśnie nie jestem z zakończenia zadowolona.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 3.10.2015 06:16
    Wspaniałość
    Komentarz do recenzji "Monster"
    Bardzo długo oglądałam to anime, z przerwami ze względu na przytłaczający klimat. Na początku myślałam, że nie podołam, ale cieszę się, że jednak udało mi się wczuć w historię i potem już śledzić losy Tenmy z zapartym tchem. Ilość odcinków początkowo mnie odstraszyła. Zwykle jednak nawet odcinki wydające się nic nie wnoszącymi do fabuły czy nudnymi miały ogromne znaczenie, każda przedstawiona postać była istotna. Nie przewinęłam ani razu, a przyznaję, że w seriach dłuższych niż 24 odcinki często mi się to zdarza…
    Największą zaletą są dla mnie bohaterowie. Tenmy nie ukrywam, na początku nie polubiłam, ale w pewnym momencie przestało mi przeszkadzać jego nadmierne poczucie sprawiedliwości. Wróg nie wróg, trzeba mu pomóc, gdy ten jest ranny, podobało mi się to, że nie zmienił się nawet pod wpływem wszystkiego co mu się przydarzyło. Ogólnie postacie są dobrze skonstruowane i można w jakiś sposób zrozumieć postępowanie każdej z nich. Dawno już nie spotkałam się z takim realizmem w tej kwestii w anime. Jedną z ciekawszych postaci była dla mnie Eva, która balansując między miłością i nienawiścią do Tenmy, początkowo obwiniając jego o wszystkie złe rzeczy jakie się jej przydarzyły, tak naprawdę nie wydaje się złą osobą. Jest po prostu zranioną, ale zbyt dumną kobietą. Wymienianie wszystkich mijałoby się z celem, więc powiem tylko, że jest tu mnóstwo interesujących postaci.
    Historia jest niesamowicie wciągająca i ciekawa. Nie zliczę już ile razy ciarki przeszły mi po plecach, ile razy nerwowo odpalałam następny odcinek, żeby zobaczyć co dalej. Teraz nie wyobrażam sobie, żeby historię upchnąć w mniejszej ilości odcinków. Niby niezbyt ciekawe chwilami, ale budujące napięcie i podające jakieś tam drobne szczegóły odcinki również są warte obejrzenia. Przyznam szczerze, że jedynie zakończenie mi się nie podobało.  kliknij: ukryte 
    Kreska bardzo pasuje do tego typu historii. Chwilami twarze postaci (tych nie do końca dobrych lub złych) były zbyt powykrzywiane.Przekoloryzowane. Przesadzone. Całość jednak wypada ładnie, a Tenma w długich włosach i z zarostem jest idealnym głównym bohaterem do tego typu historii. Nie powiem jak wygląda w krótkich…
    Jest to jedno z najlepszych anime jakie widziałam, a w gatunku najlepsze. Nie jestem fanką co prawda tego typu kina (nie tylko anime mam na myśli), więc moja ocena może nie być adekwatna. Jako laik jednak nie mogę dać mniej niż 10/10, bo już dawno nie widziałam czegoś tak dobrego, a długo omijałam to szerokim łukiem. Nie zrażać się więc długością i oglądać kto jeszcze nie widział i kto nie potrzebuje wybuchów czy namiętnych romansów w każdym odcinku anime:)
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 27.09.2015 04:17
    Komentarz do recenzji "Charlotte"
    Jednak faktycznie gusta są przeróżne, bo ze 2, 3 komentarze poniżej mieszają tę serię z błotem. Ja natomiast jestem bardzo zadowolona z seansu. Najprawdopodobniej zapamiętam to „dzieło” na jakiś tydzień, może dwa, ale mimo wszystko w momencie oglądania podobało mi się. Fabuła wciąga, a to już duży plus. Trochę gorzej wypadają postacie, które są w większości nudne i nierealistyczne. Ja polubiłam jedynie głównego bohatera i siostrę tej gwiazdeczki (nawet imion nie pamiętam…), ale reszta też jakoś pasuje do tej historii. Zawsze bawi mnie stwierdzenie, że anime jest skierowane do bardziej wyrobionego widza, bądź też dojrzalszego. Jeżeli ktoś wierzy w takie bzdety, to z pewnością nie jest dla niego. Jest to seria dla ludzi takich jak ja, którzy do anime podchodzą z przymrużeniem oka i szukają w japońskiej animacji głównie rozrywki, a nie czegoś głębszego. Tutaj było wszystko, można się było zaśmiać, wzruszyć, wczuć w sytuację bohaterów, którzy zresztą byli bardzo ładnie narysowani. Największym minusem jest dla mnie wątek romantyczny, który pojawia się z kosmosu i jest mało przekonujący… Resztę ogląda się przyjemnie i mimo jej pewnych wad uważam, że nie jest to zła seria.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 23.09.2015 23:59
    Komentarz do recenzji "Junjou Romantica 3"
    Pomimo tego, że uwielbiam JR i moja radość na wieść o trzeciej serii była ogromna, jakoś nie potrafiłam czerpać z niej tyle przyjemności co z dwóch poprzednich. Może jest to spowodowane ilością czasu, który upłynął od mojego ostatniego spotkania z bohaterami. Chyba liczyłam na jakiś rozwój ich związku, a tutaj w kółko wałkuje się to samo. Już dawno uświadomili sobie swoje uczucia, więc myślałam, że zrobią jakiś krok (albo chociaż kroczek) naprzód w ciągu tych 12 odcinków. Wciąż jednak mam wrażenie, że oglądałam początki ich znajomości, a chyba po takim czasie spędzonym razem ich związek powinien nieco ewoluować. Pojawił się też jakiś nowy rywal, jak dla mnie mało ciekawy zresztą. Kilka nowych postaci w sumie, trudno tylko stwierdzić kto jest homo, a kto nie XD
    Zakończenie wydało mi się urocze, pomysł z kulkami i życzeniami mało odkrywczy i oryginalny, ale wyszło ładnie.
    Swego czasu polubiłam w tym tytule jego lekkość, słodkość i humor. Nie ma tu zbyt wiele poza tymi niewątpliwymi zaletami, pytanie więc czy komuś wystarcza jeszcze raz to samo. Ja myślałam, że z całą moją sympatią do tej historii wystarczy, ale okazało się, że byłam w błędzie. Mimo wszystko jednak 6/10 za sentyment głównie.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 18.09.2015 21:32
    Komentarz do recenzji "Joukamachi no Dandelion"
    Nic wybitnego, ale ogląda się ogólnie dobrze. Pomysł na fabułę jest słabiutki, król urządza zawody pośród swoich dzieci na swojego następcę. I właściwie to wszystko, reszta to już wysiłki rodzeństwa, które z różnych powodów chcą zasiąść na tronie, jak się można domyślić często samolubnych (w końcu to dzieciaki). Ostatecznie wygrał kandydat, któremu kibicowałam. Lepsze to niż  kliknij: ukryte  Z tą postacią miałam problem, chwilami irytowała, a jej zachowania były przesadzone, ale pozostali dają się lubić mniej lub bardziej i myślę, że pośród takiej gromadki uda się znaleźć swojego ulubieńca. Jest to przykład szczęśliwej rodzinki, nie ma żadnych traum, no może poza małą, gdy siostra przypadkowo skrzywdziła swoje rodzeństwo, ale jest to raczej delikatna sprawa. Co jeszcze? Maleńki wątek romantyczny i urocza historia rodziców. I właściwie to chyba wszystko co mogę powiedzieć o tym anime.
    Fabuła jest kiepska, bohaterowie nieskomplikowani (nawet bardzo), ale sympatyczni. Dużym plusem był też brak elementów haremu czy ecchi, które w tego typu serię można by z łatwością upchnąć.
    Chwilami miałam dość, przewijałam, łapałam się za głowę, ale dotrwałam do końca i ogólne wrażenie po zakończeniu serii jest raczej pozytywne. Jest to prawdopodobnie spowodowane lekkością tego tytułu. Nie byłabym jednak w stanie z czystym sumieniem go komuś polecić. Jak poniżej napisano jest to seria do szybkiego zapomnienia, bez żadnych poważniejszych zalet, ale jeżeli szuka się tylko czegoś, co pomoże się zrelaksować i wyłączyć na moment myślenie to jest to strzał może nie w 10, ale dla mnie w 6 na pewno:)
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 13.09.2015 11:31
    Komentarz do recenzji "Hana Yori Dango [2009]"
    To chyba moja ulubiona wersja tej historii, chociaż do japońskiej dramy też mam sentyment. Obejrzałam je jedna po drugiej i polubiłam obie równie mocno. Mimo że moja przygoda z dramami nie trwała długo i póki co nie zapowiada się na jej odświeżenie, często przychodzi mi ochota na obejrzenie któregoś z tych dwóch właśnie tytułów. Przede wszystkim po raz pierwszy w życiu nie mogłam zdecydować się(mam na myśli trójkąt romantyczny), komu kibicuję. Jun Pyo i Ji Hoo, obydwaj są cudowni. Faktycznie jednak trochę za mało chemii między główną parą, ale nie zmienia to faktu, że są razem uroczy.
    Moja krótka miłość do dram była absolutna. Zdaję sobie więc sprawę, że zwykle jest to wszystko przesadzone, przedramatyzowane, zbyt różowe… Ale nic to, bawiłam się przednio, polubiłam bohaterów i kibicowałam im, więc uważam seans za udany. O zdolnościach aktorskich nie będę się wypowiadać, bo już od dłuższego czasu uważam, że mało który Azjata takowe posiada, ale muszę wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Dla mnie (i podkreślam dwa pierwsze słowa tego zdania, bo wiem, że o gustach się nie dyskutuje) F4 koreańskie wyprzedza to japońskie o jakieś milion lat. Wszyscy są śliczni, a w HYD szczerze mówiąc dziwiłabym się dlaczego te wszystkie panienki tak piszczą na ich widok.
    Hana Yori Dango jest ciekawą historią i przede wszystkim uroczym romansem. Ja, gdy już zaczęłam nie potrafiłam skończyć, stąd po obejrzaniu zarówno japońskiej jak i koreańskiej wersji oraz mangi wciąż było mi mało. Żeby jednak się spodobało nie można podchodzić do tego tytułu zbyt poważnie, bo jest to historia nierealna, mocno przesłodzona. Dlatego też trzeba ją potraktować z mocnym przymrużeniem oka.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 4.09.2015 00:42
    Komentarz do recenzji "Ore Monogatari!!"
    Już się wystraszyłam, że po 22 odcinkach przestanę lubić to anime,  kliknij: ukryte  Mnie osobiście nie przeszkadza zostawienie wszystkiego jak jest na ten moment. Nie wszystko musi zostać teraz dopięte na ostatni guzik. Manga nadal wychodzi, więc istnieje szansa, że  kliknij: ukryte Zresztą, nie on jest najważniejszy w tej historii, choć nie ukrywam, że polubiłam tą postać. Jak większość występujących w tej serii: Takeo jest taki pocieszny, Yamato odrobinę przesłodzona, ale przynajmniej jej uczucia wydają się być szczere, siostra Suny jest ogólnie świetna, cała reszta też da się lubić. Poza dziewczęciem w okularach – miałam wrażenie, że twórcy na siłę próbują mi wmówić, że ona jest taką wspaniałą, zakochaną dziewczyną, a jej miłość jest czysta i piękna, ale dla mnie od początku była nawiedzoną prześladowczynią, w dodatku bez osobowości. Poza tym jednak polubiłam to anime, mimo nagłych zwrotów akcji czy wielkich dramatów, wciąż przyjemnie obserwuje się przygody bohaterów. Wydaje mi się, że końcowe odcinki zostaną utrzymane w tym klimacie i jak najbardziej mi to odpowiada.
    Mimo wszystko uważam, że trochę przerysowano postać Takeo (dosłownie xD), przez to romantyczne momenty z maleńką, drobniutką Yamato wyglądają komicznie (pocałunek, czy trzymanie za ręce, mimo że słodkie same w sobie wyglądają karykaturalnie z powodu projektu postaci Takeo). Poza tym grafika ok. Jeżeli o muzykę chodzi, bardzo przyjemne opening i ending. Może nie słucham obu za każdym razem, ale potrafię sobie w dowolnym momencie przypomnieć ich brzmienie. Pasują do tej serii jak ulał.
    Podsumowując, jeżeli w ostatnich odcinkach nie nastąpi jakaś diametralna zmiana w klimacie moja ocena dla tego tytułu to 8/10.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 22.08.2015 05:09
    A mogło być tak fajnie
    Komentarz do recenzji "Solty Rei"
    Początek bardzo obiecujący, zapowiadała się ciekawa historia, zwłaszcza, że lubię te watki z mrukowatymi postaciami i ich adoptowanymi podopiecznymi. Bohater wydał się całkiem fajny, Solty urocza, więc czego chcieć więcej? Niestety u mnie posypało się przez jeden mały szczegół (choć może nie tak mały – pozwoliłam sobie nawet po porzuceniu zerknąć na ostatni odcinek, w którym ów szczegół wciąż odgrywał sporą rolę). Chodzi konkretnie o blond złodziejkę. Sama w sobie ta postać może nie irytowałaby mnie tak bardzo, ale wątek z jej wprowadzeniem się do Roya i jego reakcja na to mnie odrzuciła od serii na całego. Ze stanowczego i trochę oziębłego faceta zrobiły się ciepłe kluchy. Jeszcze gdy to Solty się do niego przyczepiła początkowo ją odrzucał, ale nawet po przyjęciu jej pod swój dach wciąż zachował twarz. Przy blondi z nieco silniejszym charakterem niż Solty Roy wyzbył się resztek charakteru, a na jego zachowanie żal było patrzeć. Okazało się, że tego pozornie silnego chłopa może sobie ustawiać jakaś dziewczynka, którą dopiero co poznał. Nie wiem co działo się później i w sumie nie obchodzi mnie to, w moich oczach bohater stracił niemal wszystko w momencie wtargnięcia w główną oś fabuły tej dziewuchy.
    O fabule się nie wypowiem, bo to co obejrzałam było raczej wprowadzeniem, do pewnego momentu bardzo dobrym. Później tak naprawdę mogło się dziać wiele albo nic, seria i tak by zdobyła swoich zwolenników, bo ogólnie jest w porządku. Tzn. nie chciałabym zostać źle zrozumiana – zakładam, że dalej była jakaś fabuła poza poszukiwaniem córki, ale mogę się mylić…
    Kreska jest ładna, grafika trochę się już jednak postarzała, ale muzyka jak najbardziej na plus.
    Żałuję trochę, że musiałam porzucić tę serię, bo pierwsze wrażenie, dwójka głównych bohaterów i rozwój ich relacji, a także tworzenie przez nich rodziny zapowiadały się ciekawie. Wszystko popsuła jedna beznadziejna postać, która jest mimo wszystko ważna dla fabuły i nie lubiąc jej nie da się dalej czerpać przyjemności z seansu. Jakby tak nie kombinowano seria byłaby bardzo dobra, wystarczyło pozostawić to dziewczę na drugim planie (albo i dalszym – tak dla pewności).
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 26.07.2015 22:13
    Komentarz do recenzji "Bishoujo Senshi Sailor Moon Crystal"
    Przyznam szczerze, że ostatni raz kiedy oglądałam Sailor Moon miałam może z 7­‑8 lat. Nie było jeszcze tyle bajek w TV co teraz, więc oglądało się co akurat puścili. Pamiętam więc ogólny zarys fabuły i mniej więcej postaci, ale nie za wiele i nigdy też nie miałam potrzeby odświeżania sobie (czy dokończenia, bo podejrzewam, że w TV pokazano tylko część) tego anime. Postanowiłam więc zerknąć na Crystala z czystej ciekawości, bez porównań ze wcześniejszą wersją, którą pamiętam jak przez mgłę. Niestety główna bohaterka jest tak słabą i nieskomplikowaną postacią, że chociażby ten fakt do serii mnie zniechęcił. Nie pamiętam jak to było w 90­‑którymś roku, ale miałam nadzieję, że romans odgrywa w tym tytule mniejszą rolę. Nie mam nic przeciwko romansidłom, ale tutaj to wszystko jest tak naiwne, że bez przerwy rosło we mnie uczucie zażenowania. I w końcu nie dałam rady, wytrwałam 6 odcinków i nie jestem w stanie znieść więcej. Do Sailor Moon (mimo, że niewiele pamiętam z tej serii) mam pewien sentyment i właśnie taką sentymentalną wycieczką miał dla mnie być Crystal. Chyba jednak od początku nie byłam targetem dla tego typu serii i odrzuciło mnie tutaj nie porównanie ze starszą wersją, a po prostu sam pomysł, fabuła, postaci i naiwność całości.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 25.07.2015 22:21
    Komentarz do recenzji "Nagato Yuki-chan no Shoushitsu"
    Chyba miałam trochę zbyt duże oczekiwania względem tej serii, niestety wyszło dość słabo. Dla mnie było zwyczajnie nudno i nijako. Możliwe, że trzeba było podejść do tego jak do czegoś całkiem nowego, bez porównań z „Melancholią Haruhi” (choć i wtedy nie ma co tutaj liczyć na coś więcej niż przeciętność), jednak nie da się raczej jeżeli większość postaci wygląda tak podobnie w stosunku do wcześniejszej wersji. Wychodziłoby na to, że jedynym co „Nagato…” ma do zaoferowania jest popularność tamtej serii, będąc jednocześnie czymś nowym, całkiem innym, gorszym… Szczerze mówiąc nie wiem co mnie podkusiło, żeby po to sięgnąć, ale chyba właśnie skrycie liczyłam na podobieństwa czy powiązania z serią Haruhi. Dwóch rzeczy przeboleć nie mogłam. Myślałam, że dam radę się przyzwyczaić do nich, ale nic z tego. Pierwszą był oczywiście wygląd Kyona, który ostatecznie jako jedyny nie był wcale podobny do tego dobrze mi znanego bohatera. Szkoda. Drugą rzeczą jest charakter i sposób bycia Nagato. Jej chwilowa przemiana nie zatarła złego wrażenia. Bardzo brakowało mi jej starej osobowości. Reszta postaci na tle krzywd wyrządzonych tej dwójce daje w miarę radę.
    Gdyby jeszcze jako odrębna historia było to interesujące… Niestety nic specjalnego się nie działo, za mało konkretów. Pod koniec zamiast akcja przyspieszyć, wpakowała się w typowe dla anime zapychacze typu plaża, festiwal i ogólna sielanka. Po zakończeniu poczułam się jakbym niepotrzebnie i bezpowrotnie straciła trochę czasu. Podsumowując nie podobało mi się. Moja ocena to 4/10, ale tylko dlatego, że może nie najgorzej by się oglądało gdyby zastąpić bohaterów jakimiś innymi, nowymi, a nie tworzyć jakąś kiepską seryjkę bazując na popularności zdobytej przez poprzedniczkę.
  • Avatar
    A
    Tamago-chan 27.06.2015 22:08
    Komentarz do recenzji "Mikagura Gakuen Kumikyoku"
    W sumie to nie wiem czego oczekiwałam po tym anime, ale nie spodziewałam się czegoś tak słabego. Dla mnie rzeczą nie do przejścia okazała się główna bohaterka. Nadpobudliwa, narwana, nachalna kretynka. W momencie gdy zdobyła moc i stała się tak nienaturalnie pewna siebie miałam ochotę serię porzucić ze względu na tę dziewuchę. Jedna z najgorszych żeńskich postaci jakie w anime widziałam. Pozostałe postaci, które mogłyby być nieco bardziej interesujące schodzą na dalszy plan, są w cieniu głównej bohaterki, przez cały czas akcja niestety kręci się wokół niej.
    Ech, gdy już główna bohaterka ssie na całość, serię mogłaby już tylko uratować ciekawa fabuła. Tutaj jednak nie wysilono się jakoś specjalnie. Pójście do szkoły ze względu na ładną dziewczynę ze zdjęcia, zasady panujące w szkole, moce niektórych bohaterów (jak przewodnicząca kółka dziennikarskiego), kilka odcinków o niczym (typu polowanie na ducha) i można by tak długo wymieniać idiotyzmy tej serii. Humor jest na bardzo niskim poziomie, jest zorientowany głównie na zboczone zapędy głównej bohaterki, ewentualnie jej kuzyna. Bez przerwy wałkuje się te same motywy, co sprawia, że ostatecznie nie śmieszą a irytują.
    Projekty postaci są ładne. I to tyle plusów jeżeli o grafikę chodzi. Najbardziej rozwaliła mnie animacja podczas walk. Tak kanciaste postaci wyglądające całkiem inaczej niż zwykle, brzydkie po prostu widziałam chyba ostatnio w „Naruto” podczas walki głównego bohatera z Painem. Walki z Mikagury co prawda nie dorastają wspomnianej przeze mnie animacji do pięt, ale twórcy starali się jak mogli, żeby wyglądało to równie żałośnie.
    Jakimś cudem udało mi się dotrwać do końca. Przewijałam co prawda chwilami (zwłaszcza fragmenty, które miały niby być zabawne), bo uznałam, że oglądanie wszystkiego byłoby totalną stratą czasu. Obejrzenie całości jednak również nią było i dlatego ode mnie 2/10, jest to bardzo słaba seria.