x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Karuta!
Kreska mi się bardzo podoba, Bohaterowie zarówno w wersji młodszej jak i licealnej mają przyjemne buzie i głosy. Bohaterka jest taka jakie najbardziej lubię: ma własne zdanie, własny styl, nie przejmuje się głosami innych ludzi, ma entuzjazm dla sprawy, łatwo się nie poddaje, nie należy do ludzi, którzy stwarzają problemy i wreszcie ma niegroźne wady, za które najwięcej się takie postaci lubi.
Chłopcy depczą Chihayi po piętach jeśli chodzi o nominację na przyjazny, ciekawy charakter. Tak samo nauczyciel od karuty. Mam zatem uzasadnioną nadzieję, że kolejni bohaterowie również okażą się ciekawi.
Cieszy mnie również równowaga wątków i to, że romans się nie wybija. Męczarnie tylko sprawia powolne dodawanie odcinków ;<.
Re: El Psy Congroo...
kliknij: ukryte zastanawia mnie, czy celowa była zmiana tekstu openingu gdy Okabe wraca z rzeczywistości alfa do beta(albo jak tam było)? Szkoda że nie zmienili też openingu po ostatnim D‑mailu. ^^ ciekawe wyjście ;).
El Psy Congroo...
Miejsce akcji trzyma się przeważnie laboratorium, działania bohaterów są zrozumiałe (no Moeka jest pewnym wyjątkiem) i występują różne ograniczenia czasowe ( kliknij: ukryte np. skok max o 48 h.) oto kilka wyznaczników, które sprawiają, że fabuła nie jest przekombinowana. Wielu osobom jak widzę po komentarzach przeszkadza początkowo powolny rozwój akcji gdzie dopiero zaznajamiamy się z bohaterami. Nie wnikam czy można było rozegrać to szybciej, czy było to konieczne… Moim zdaniem fabuła się rozpędza z każdym odcinkiem i stopniowo przy dwudziestym którymś osiąga znakomitą prędkość i początek wcale mnie nie zniechęcił.
Rozwiązania fabularne były dobre. Akcja wciągająca i bardzo ładnie rozegrana.
Bohaterowie również byli bardzo udani. Jedynie Moeka była moim zdaniem irytująca, choć znakomicie pasowała na kliknij: ukryte szwarc charakter. Rukako, Feyris córki fabuły. Miały swoje zadanie i tyle. Mayuri to chyba najmniej irytująca „słodka i urocza” postać z gatunku „niosę dobro i pokój”. Sama byłam zdumiona jak przyjemną postacią była i jak ważną. II miejsce w moim rankingu postaci. Naprawdę można ją s‑tolerować. Daru również zajmuje tą… To miejsce (jego dowcipy >_< uech) humor z tego gatunku był mi raczej obojętny. Suzuha i Makise mają ex‑aequo II miejsce. Przez nie najwięcej beczałam.
I miejsce Okabe. Był najbardziej zabawny, mam chyba podobne poczucie humoru ^^'. Bez przesadnego patosu, a tylko z takim udawanym. Bohater pełną gębą. Podobało i się w jaki sposób pozyskiwał ludzi i jak ich traktował. Bez ogródek ale i ciepło. Nie żaden „wiotki Bish” ani wioskowy rębajło, nie zagubiony nieśmiały chłopaczek ani też żaden trudny charakter. Taki prawdziwy, chciało by się powiedzieć normalny… Nie jest to może do końca prawdą, ale się o nią ociera ;D.
Pozostaje kilka pytań ale dzięki temu mam wrażenie, że gdzieś mi tam w mózgu ta historia nadal funkcjonuje. Dla fanów SF obowiązkowa pozy… masaraksz! Obowiązkowe anime.
Umibozu ;3
Początek (zgodnie z recenzją) był bardziej obiecujący, środek do bani(jak ktoś już słusznie zauważył od 8 odc?), końcówka może być. (Wytrwała San‑san niczego nie przewijała ^^)
Postaci były sympatyczne, polubiłam i Risę i Otaniego (Yaaaay! Umiboooozu! – maniacy XD) choć te tony łez i czarne depresje pojawiały się nużąco często, a w komediowym anime były raczej irytujące.
Inni bohaterowie w porządku (choć po jakimś czasie wkurzało mnie trochę, że Nobu wrzeszczy ciągle to na jedno, to na drugie, z „zębami na wierzchu”), Chłopak Nobu świetny :) i para „milczków” rewelka. Mimi i Koho…Kohozi? mogliby jak dla mnie nie istnieć ;P . Maity‑sensei w ostateczności, choć pasował tam jak kwiatek do kożucha, Haruka robił ciągle sztuczny tłum, po co wprowadzać taką postać? Nie wiem :P. Małe blond‑włose 'coś' już lepsze. Ciekawy sposób na postać moim zdaniem.
Kilka razy brałam stronę Koizumi, to Otaniego śmiejąc się w kułak i mówiąc do siebie: „jak ja was rozumiem”. Tylko to pozwoliło mi przetrwać nudne fragmenty. Kilka scen jednakowoż zasługiwało na wycie z komputerowego_fotela „kaaaaawaiiiii!”: kliknij: ukryte sceny pocałunków świetne :).
Nie wiem czy już tak się przyzwyczaiłam czy może coś mam z oczami, ale Risa zbliżając się do ostatnich epków robiła się jakaś taka ładniejsza. Może rzadziej stosowała swoje paskudne miny?
Szczególnie podobało mi się, że Risa raczej nie jest „uroczą” postacią. Rest równie elegancka, zwinna i wdzięczna co żyrafa na lodowisku. kliknij: ukryte [Prawie jak ja ^^]
Można oglądać dla zabicia czasu, w długie grudniowe wieczory. W razie znudzenia, można przeskoczyć do dalszych odcinków (nastych) tam gdzie Risa mniej płacze ^^.
Re: minirecenzja ;)
aż strach pomyśleć ^^
tego nie lubię właśnie, że w przeważającej części anime facet daje z sobą robić co się dziewczynie żywnie podoba. Tutaj plusem mimo wszystko jest to, że Huey jest dorosłym mężczyzną.
Czy rzeczywiście? w wersji Nie animowanej: Czachy, trupy i krzyże… W takim razie przeraża mnie ta „norma” ;)
Po to się ogląda Hollywodzkie produkcje (tego typu ma się rozumieć, który urąga wszelkiemu realizmowi) żeby szydzić z nich i pastwić się nad kreacjami aktorskimi XD
Oczywiście, ale miałam tu na myśli raczej to, że nawet legendarność przestaje być… legendarna. Zwykli ludzie raczej (zazwyczaj) żyją nieświadomi obecności magii, a Tu nadzwyczajne wypadki przyjmują raczej „znieczulicowo” :].
Och magiczna księga? A tak, widziałam jedną. Sąsiadka korzystała z niej przedwczoraj, choć stanowczo odradzałam. Jakież bywają paskudne te uroki nieprawdaż?
minirecenzja ;)
Zaczyna się zgoła poprawnie. Bohater przybywa do posiadłości dziadka, zauważa kurz i bałagan w pałacyku, podąża za śladem pozostawionym w kurzu. W piwniczce zastaje księgozbiór i dziewczynkę, którą wziął w pierwszej chwili za dużą lalkę. Tu moim zdaniem realizm potyka się na schodach i ląduje z nogami w górze na cegłach. Huey dziwi się trzy sekundy, po czym zupełnie się uspokaja i bierze dziwne dziecko pod swoją kuratelę nie zadając „zbędnych” pytań. Ilość nagromadzonego kurzu wskazywała by raczej, że ktokolwiek przebywający w domu dawno dogorywał by z głodu, ale bohater nie zaprząta sobie tym głowy. To tylko przykład, ale protagonista każdą niesamowitość przyjmuje do wiadomości jako coś naturalnego w piorunującym tempie.
Poza tym, mimo iż są pokazane momenty ładowania rewolweru, jego amunicja zdaje się nie kończyć, a zdolności akrobatyczne przekraczają kompetencje pilota. Dalian przydaje się w ostatecznym rozrachunku, ale w między czasie spełnia wszystkie cechy bezwolnej lalki, którą trzeba nosić, popychać i przestawiać, gdyż sama nie raczy się ruszyć.
Mimo iż mroczny klimat tego anime i dostosowana do tego grafika przemawia raczej na jego korzyść, zaskoczyły mnie dość drastyczne zdjęcia ukazane w kilku kadrach o tematyce wojennej. Nie jestem przekonana czy AŻ takie dramatyzowanie jest konieczne i właściwe.
Ciekawe są różne wzmianki Dalian dotyczące książek. Ona sama jest irytująco grubiańska. Aż ma się ochotę sprać to kapryśne, nieprzyjazne dziecko.
Jeśli chodzi o spadkobiercę bibliotecznej spuścizny, wygląda bardziej jak Tamaki z „Ouranu” i ma stanowczo zbyt wiele tolerancji dla rozwydrzonej pannicy… kliknij: ukryte Nawet jeśli nie jest ona do końca człowiekiem.
Mniej więcej po pierwszym odcinku wiadomo, czego się można spodziewać po pozostałych. Jeśli kogoś zainteresuje to dobrze. Jeśli pierwszy epizod nie wywrze specjalnego wrażenia – nie warto brać się za resztę. Zależne od gustu.
Książki, które (po jednej czy dwie na odcinek) są również jakoby bohaterkami akcji, stanowią ciekawy zestaw słynnych/legendarnych tekstów całego świata ( kliknij: ukryte mowa jest nawet o wersjach ksiąg utrwalonych w piśmie węzełkowym). Jednakże! Drogi Hugh czyta je bez najmniejszych problemów lingwistycznych choć nie jest powiedziane by ów miał jakieś specjalne ku temu zdolności.
Wydaje się także, że Upiorne Księgi wcale nie są tak tajemnicze, za jakie powinny uchodzić, ba! Można by przypuszczać, że każdy przeciętny mieszczanin coś o nich wie. W dodatku parka bohaterów wcale nie stara się ukrywać ich istnienia. Co ja wygaduję! Oni jawnie rozmawiają o nadprzyrodzonych mocach ksiąg z postronnymi. Jestem pewna, że na łożu śmierci Goethe powinien zakrzyknąć raczej: „Mehr Realismus!”
Czytanie ksiąg to moment, w którym akcja zamiera, a wrogowie spokojnie czekają na swoją turę, żeby przeciwnik mógł się wykazać. Samo „używanie klucza” jest nieco makabryczne i szczerze powiedziawszy wolałam już „bitewną przemianę Princess Tutu” niż te przydługie kawałki.
Muzyka jest bardzo w porządku, zgrywa się z klimatem, lepiej by było zrobić muzyczno‑plastyczną impresję na temat magicznych ksiąg, niż dorabiać do tego kulejącą fabułę.
Zgadzam się z Orzim. Dałabym 5 i pół.
Re: Czy ja wiem...
NK było zabawne i bardzo przyjemne. T! natomiast ma co najmniej dwa plusy wyżej, jeśli nie więcej.
+ zupełnie przyzwoita ilość fanserwisu (czyli mała)
+ ewoluujący bohater (np. Taiga)
+ inteligentny, dojrzały bohater (Ami i Minorin)
+ ciekawie rozgrywająca się akcja pomimo braku nadprzyrodzoności
+ ładnie pokazane relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami.
Nie biję przed tą serią pokłonów, choć uznaję przeważającą w niej ilość zalet. Nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, a seria mnie zaskoczyła. Nie ważne zresztą, jak obejrzę do końca, to skomentuję krytyczniej. Ale Nyan Koi z pewnością kuleje z błędami bardziej. Stereotyp, przewidywalność i zupełnie niepotrzebnie dodane umagicznienia >_<.
Clara! Tequila...
Fabuła jest prosta (ale nie prostacka!). Przewidywalna i powielona historia kopciuszka/brzyduli/brzydkiego kaczątka… Ale oprawa jest cudna, a rozwiązania nie są takie znów banalne.
Bohaterowie są wyraziści i każdy ma swoje pięć minut. pseudo‑spojler:
kliknij: ukryte Fanka miłych starszych panów xD, magiczne zdolności szyjerskie chieko, mięsko i pociągi! Kierowca i jego mania samochodowa ^^, jego kumpel detektyw (który wygląda jak mój promotor ;D), nieśmiały Shu, Fryzury Kuranoske, piękne rysunki meduz, wujek‑pyon, „i następny kwiatek ma mieć więcej płatków”... Za to pokochałam tę serię.
Oglądać! :)
Plus ma dla mnie fabuła, która bywała chwilami dosyć interesująca oraz główny bohater, który mimo jak wszyscy twierdzą kliknij: ukryte ułomności‑zdolności, potrafił zawalczyć o swoje (i nie swoje), a także oprócz pięścią ruszyć mózgiem.
Oprócz Toumy, przyjemnymi bohaterami są Stell i Kanzaki, tacy… bezpretensjonalni. (oprócz tego, że kliknij: ukryte atutem Kanzaki są stygmaty i jest święta XD).
Fabuła dotyczy kilku wydarzeń, więc nie czułam się zmęczona wieczną walką. Skrajnie irytująca była sama Index, którą oficjalnie uznaję za najmniej lubianego przeze mnie bohatera/kę. Mimo potencjału, nie robiła praktycznie nic ( kliknij: ukryte jak dla mnie mogłaby na zawsze zostać w trybie awaryjnym), żyła jak pasożyt, bez większego celu uczepiwszy się głównego bohatera. Marudna, nie mogąca o siebie zadbać, sprawiająca wrażenie głupiej i infantylnej.
Reszta bohaterek (płeć ma znaczenie) jak dla mnie również zbędna, chyba tylko jako konieczny element do ratowania. tylko „Siostry Misaki”, udane i ich wątek również. Bohaterowie… Zaraz jacy bohaterowie? Epizodyczni. No Akcelerator. Jak dla mnie szajbus na pełnej linii. Nie zyskał mojej sympatii do końca.
Wspomniałam o fabule, dzięki niej zignorowałam zrównanie kościoła i magii. Bardzo skutecznie zignorowałam, choć tylko do śmiechu doprowadzały mnie kolejne nazwy i źródła „czarów”. Bezsensowne użycie tematyki chrześcijańskiej.
Świat nauki prezentował się lepiej, choć rzeczywiście zbyt biednie. Przyjemniej byłoby oglądać anime osadzone tak właśnie w esperskim miasteczku akademickim. Bez magii, bez zbędnych bab, bez efekciarstwa. Czyżbym obrała serię z wnętrzności?
Mimo wszystko oglądnęłam z przyjemnością, choć nie zamierzam, sięgać po kontynuację.
5.5/10
Oprawa graficzna i forma ujęły mnie, jednakże nie mogłam uwierzyć, że te 3 odcinki to już wszystko. Fabuła nie podoba mi się. Nie podoba mi się mroczność jaka się panoszy w każdym kolejnym momencie coraz bardziej. Mroczność, przepraszam raczej z gatunku: flaków, niż misterium. Główny bohater miał zadatki na ciekawego, a okazał się zombie.
Uważam, że potencjał został zmarnowany, a anime daje przykład 'pustej głębi', albo udawanej głębi. Cosette z początku intrygująca, potem demoniczna, okazała się dla mnie kliknij: ukryte morderczynią.
Zarówno kliknij: ukryte urządzenie w przedpokoju serwerowni, ściągnięcie do posiadłości kliknij: ukryte łodzi i super sprzętu wojskowego kupuję najzupełniej jako element komiczny. Rodzina ma wtyki w każdych rodzajach służb. Babunia ma moc jak prezydent. Tak przyznaję się, taki rodzaj humoru mi odpowiada ;). Szczerze się przy tym uśmiałam i uważam to za dobry kontrast do smutnych wydarzeń. Jeśli ten humor nazwać by czarnym, to raczej bardzo delikatnym. Wiele w tym było przymrużenia oka i tak to odbierałam, co zapewniło mi świetną zabawę podczas seansu, a ostatnim 10 min towarzyszyły ciągłe radosne okrzyki moje i mojego towarzysza i głośne dopingowanie bohaterów.
Wiele szczegółów nie zostało wyjaśnionych w filmie, ale pochłonęłyby tylko czas więc nikt się niepotrzebnie nad tym nie rozwodził. System jakim jest OZ jest najzupełniej prawdopodobny. To nie gra, w której konto oznacza tylko obrazek i nick. Najprawdopodobniej tak będzie wyglądała sieć za kilkanaście lat. Konto oznacza tożsamość. Tożsamość czyli pesel, nip, grupa krwi, konta bankowe, itp. oszczędza to masę papierków i powoli ku temu bądź co bądź, zdążamy. To bardzo wygodne rozwiązanie żeby podłączyć do takiego systemu energetykę, wodociągi, czy komunikację miejską.
Dziwnym może się wydać, że konta mają małe dzieci, albo ludzie starsi. Dziwny jest telefon sznurkowy w tym świecie, ale uznajmy, że to fanaberia babci. Dziwny będzie płacz awatara… A to tylko taki drobiazg.
Uważam, że nierzeczywiste było skupienie trzech (a tak!) geniuszy na polu kilkunastu metrów kwadratowych. kliknij: ukryte Genialny gracz, genialny programista, inny rodzaj genialnego gracza. Ale łyknęłam to z całą świadomością, że gdyby dotyczyło to rzeczywistości, byłaby ona znaaacznie bardziej nudna.
Podsumowując; Dobrze ogląda się to, co spełnia oczekiwania. Oczekiwania: co do epickości bohatera, co do potencjalnych jego możliwości. To dobrze znane odliczanie, które zawsze ustaje na ostatniej sekundzie, otrzymanie wsparcia z najmniej oczekiwanej strony. Porównanie – „taki wielki potężny przeciwnik wobec nas maniutkich”, sprowadza się i tak do optymistycznego – „nasi wygrają”. Cóż to byłoby za marnotrawstwo gdyby geniusz matematyczny nie mógł się wykazać, albo gdyby jakiś wujek nie przeszedł na jasną stronę mocy?
(to całe zjawisko opisuje Umberto Eco w niedużej książce Superman w literaturze masowej polecam!)
Bo czasem od zaskakującej akcji wolę przyjemne postaci, nieco humoru i happy end.
;-/
Po pierwsze zniechęciła mnie bohaterka, która nieco dramatyzuje. Myślałby kto, że nie wiadomo jak trudne i wyniszczające są te wezwania duchów. Krzywda jej się żadna tak naprawdę nie dzieje. Myślałby kto, że nadprzyrodzona umiejętność jaka jej przypadła w udziale i możliwość uczestnictwa w całym rytuale przyzwania ducha stanowią nie wiadomo jak ciężkie brzemię.
Po drugie: niesamowite, potężne żywioły (personifikacje przedstawiają się dumnie, władczo i groźnie) są wykorzystywane do tak banalnych zadań, że to zakrawa na ich obrazę. Czy nie byłoby ciekawiej przywołać ducha żeby zrobił coś dobrego na wielką skalę, a nie: kliknij: ukryte odsłonił leżący na dnie zegarek, pomógł pozbierać porozrzucane notatki i poświecić bo jest ciemno.
Po trzecie: nudny schemat. Powtarzalny, przewidywalny układ każdego epizodu. (Nawet Princess Tutu choć z początku wydawała mi się podobnie schematyczna, w porównaniu z UK. znakomicie się obroniła)
Plusem są bohaterowie. Manatsu jest o tyle bardziej sympatyczna, bo o wiele bardziej energiczna i pełna życia niż nieco drętwa Ichika.
Przyjemni są też bliźniacy.
Ukryty za firanką czarny charakter jest nudnawy. Poproszę o czarny charakter, który na to nie wygląda.
Wszelkie głębokie myśli i nabrzmiałe patetycznością frazesy nie przekonują mnie. Są niezbyt zgrabną próbą udawania poetyckości i dramatyczności. Uważam, że nie kryje się za nimi zbyt wiele treści.
Seria jest dla młodszego widza (gimnazjum?) który da się jeszcze nabrać na patetyzm.
w trakcie
Anime pociągają mnie zazwyczaj dlatego, że zostaję pochłonięta przez przedstawiany świat i bohaterów, przez konwencję i ekspresję w jakiej są tworzeni. Wiele razy jednak ryczę z uciechy w quasi‑wzruszających momentach i irytuję się na bezsensy pustych frazesów i pompatyczności, na którą mam alergię.
W Oniisama e jest inaczej. Wszystko tu jest dla mnie inne. Nie pociąga mnie ani kreska, ani konwencja zatrzymanych obrazów jako kulminacja napięcia (trudno mi je nazwać). Postaci są również tak specyficzne, że wcale się z nimi nie utożsamiam. A jednak coś mnie pociąga w tym dziwnym stylu (piszę „dziwnym” w kontekście: dziwnym dla mnie, dziwnym w stosunku do tego, do czego się przyzwyczaiłam).
Może nieco o bohaterach. Główna bohaterka – Nanako jest dosyć ciekawa, a to tylko i wyłącznie z tego względu, że niekiedy przejawia własny rozum, jeszcze częściej własną inicjatywę, a choć zazwyczaj ogranicza się po prostu do obserwacji i rozmyślania na temat tego co zaobserwowała ma u mnie plus.
Mariko i Rei nieco mnie denerwują. Mariko jednak dodaje nieco humoru, w dodatku ma tak zadziorną osobowość, że trudno się czasem nie uśmiechnąć. Rei natomiast odpycha mnie swoim sposobem bycia, swoim gorzkim śmiechem, swoimi papierosami i męskim ubiorem. Rozumiem, że taka właśnie powinna być, ale nie lubię jej i tyle.
Dwaj panowie, wokół których wszystko po trochu się kręci są w porządku, choć brakuje mi w nich nieco realności. Są zbyt idealni. Nie traktuję ich jak ludzi, raczej jako konieczne kreacje.
Miya‑sama (nie umiem inaczej o niej myśleć) przeraża mnie. Jest najbardziej realna i właśnie dlatego mnie przeraża. Choć jest w niej ogromnie dużo tego „czegoś”. Jestem dopiero po 22ep. ale mam przeczucie, że postać ta oprócz strachu wywrze na mnie znacznie większe wrażenie… Zobaczymy.
Najbardziej pozytywnymi postaciami są naturalnie Kaoru‑no‑Kimi i Tomoko. Są obie do siebie trochę podobne. Takie urocze, nie pozbawione uroku: chłopczyce. Chłopczyca starsza i młodsza. Tryskające energią, pewne siebie, potrafiące postawić na swoim, nie przejmujące się tym co mówią inni. Prezentują sobą najbardziej ulubione przeze mnie typy dziewcząt.
Wreszcie fabuła: Jej ciągłość i konsekwencja pomaga mi zapomnieć o irytujących mnie drobiazgach i wtopić się w intrygującą atmosferę. To prawda, odcinki ciągną się jeden za drugim, ale bez uszczerbku dla akcji. To po prostu takie subiektywne wrażenie. Pewnie dlatego, że nie jestem przyzwyczajona do takiej konwencji.
Cóż. Jakkolwiek kilka szczegółów nie pozwala mi Zachwycać się, jednak warto mieć tę pozycję na liście oglądniętych anime. pewnością dotrwam do końca i będę zadowolona z faktu zetknięcia się z czymś Innym. Z czymś co będę mogła przyrównać do przyszłych pozycji, a co stawia wcale nie najniższą poprzeczkę.
1,2 , 3, 4...
Bohaterki są świetnie zbudowane. Każda ma własny styl, charakter, sposób mówienia (nie mam na myśli seiyu), były dla mnie jak żywe i to cenię w Marimite. Uwielbiam Yoshino, za jej energię i charakter. Pozytywnie zaskakuje Noriko, która potrafi wyrazić swoje zdanie. Sachiko także, choć z innych względów. Moje nastawienie do niej ewoluowało bym teraz mogła stwierdzić, że jest naprawdę sympatyczną postacią.
Z poprzednich serii najwięcej śmiechu dostarczały mi Sei i Erico, wręcz szkoda mi było się z nimi rozstawać. Także zupełnie drugoplanowe postaci nie są bynajmniej traktowane po macoszemu, byłoby miło zobaczyć kilka postaci jeszcze raz w piątej serii.
Jeśli chodzi o postać Touko uważam, że nie nie jest typową tsundere i jest to jej zaleta. Jej charakter został bardzo dobrze oddany i mam nadzieję, że nie zmieni się zbyt diametralnie. Za największą jej zaletę uważam to, że (poza wyjątkami gdy poniosą ją nerwy) bywa raczej uprzejma. Nie jest chamska, nawet do niezbyt lubianych osób.
Przy końcu każdej serii napięcie trochę wzrasta by doprowadzić do zgrabnej kulminacji. Wcześniej jest miejsce na różne poboczne epizody, tak, że nie ma się wrażenia ani dłużyzn, ani rozwoju akcji „na chybcika”, przynajmniej ja tak sadzę.
Żeby jednak nie było idealnie. Yumi jest nieco infantylna i mimo poprawy od pierwszego sezonu, jej cechą jest co sama potwierdziła zupełna przeciętność. Musi być to cecha rodzinna, gdyż jej brat bywa irytująco bezwolny. Kashiwagi ciąga go w tę i nazad jak kukłę. Skoro mowa o Kashiwagim, zgadzam się z przedmówczynią. Szczególnie nie podoba mi się sposób w jaki traktuje Sachiko. Złe wrażenie pozostało mi z pierwszego z nim spotkania.
Minusem bywa czasami też przewidywalność. Choć nie będę się upierać, bo przyjemnie jest również otrzymać to, czego się w zasadzie oczekuje.
Dodam jeszcze, że przyjemnym dodatkiem było MariMite Naisho, szczególnie kliknij: ukryte berserk Yumi.
Tak samo jak przy połknięciu zdziwiona jestem widząc, że to już koniec. Jak na razie. Z napięciem czekam ostatniej serii.
czy ja wieeem...
no i proszsz… Cycki nie tryskają humorem. >_<
pierwszy gryz
Zgadzam się w większości z poprzednikiem. Zarówno w kwestii paskudnych oczu bohaterki jaki i endingu.
Przyznam się, że sięgnęłam po serię z powodów: A chciałam raz zobaczyć coś w tym stylu, B podoba mi się temat szkoły muz. (w tym wypadku jestem zawiedziona, przy „Nodame Cantabile” UtaPri kwiczy żałosną nutką porażki). Taka to szkołą muzyczna jak z Nanami muzyk. Jak można zdać test do SM nie znając nut >_<!?
I w dodatku: kliknij: ukryte „och, nauczyłaś się nut w jeden dzień! Nieprawdopodobne!”a ja dodam – niemożliwe.
Główna bohaterka jest miałka i nie jest to typ z którym ja osobiście bym się chciała utożsamiać. Ale wśród bohaterów jest kilka przyjemnych postaci. Jak na razie łeb w łeb idą Ittoki i Shou (najlepiej razem, dając mieszankę komiczną) na drugim miejscu Masato Hijirikawa z panem „ciasteczko”.
Fabuła i zachowania bohaterów dostarczają mi niezwykłej rozrywki, ale trudno mi to skomentować bez spojlerów.
np z samego początku:
kliknij: ukryte Kot kradnie chusteczkę. W porządku. Ona biegnie za kotem. Ok, ujdzie. A w miejscu docelowym stoi UtaPrince nr 6. W nocy. siedział w chabaziach. Czy oni nie sypiają?
np 2:
kliknij: ukryte I on szedł akurat tam przypadkiem, gdy ona śpiewała z przedszkolakami „twinkle…/kurki trzy”. Zimą, na mrozie! I ta niesamowita melodia poruszyła jego sercem i zmieniło to jego życie ;3. Zagrał jej tę melodię i ona znów mogła zagrać na fortepianie. Bogowie, aż serduszko się topi. Cóż za romantyzm :P.
Ale całokształt robi miłe wrażenie i dla relaksu można poświęcić te 25 min dziennie.
Re: chcę drugi sezon -__-
Któregoś razu myszkując po googlach znalazłam obrazek Rin i Koukiego siedzących koło siebie w wieku naście‑coś. To oni powinni być razem i przygody tej dwójki chętnie bym obejrzała… Jak mnie przyciśnie tęsknota to wymyślę fanfika >_<
Tak zatem wspaniale zachowane prawa fizyki: w małym świecie kropla nie zamienia się na mniejsze krople. Na Ariette deszcz zbiera się w kroplach zamiast ją moczyć. Herbatka z dzbanka wykapuje zupełnie realnie. Odgłos taśmy samoprzylepnej, głośny dla małych uszu ruch kota w trawie, odpowiednio duże znaczki pocztowe na ścianach domku Pożyczalskich jako obrazy ;). Dźwięk chodzenia po gwoździach, dźwięk jaki wydaje dachówka gdy się w nią stuknie. Cudnie.
Choć z drugiej strony jeśli tak się pilnuje szczegółów, można by je dopilnować do końca. Czy cegła dałaby się odsunąć z taką łatwością tak małej istotce? Czy kostka cukru byłaby tak lekka? Czy jak wsuwa się szpilkę w materiał to czy powinna wydawać dźwięk jak wyjmowanie miecza z pochwy? Takie tam czepianie się.
Końcówka nas nieco zawiodła, choć przepowiadaliśmy kilka obiecujących wersji (Spodziewaliśmy się np. walki ze szczurem ^^). kliknij: ukryte Można by przecież przenieść domek w jakieś ustronne miejsce.
Czy to minus czy plus nie wiem: ale rzeczywiście postaci studia Ghibli są wizualnie wszystkie do siebie podobne. Różnią się fryzurami :P. Dla przykałdu Sho przypomina nieco głównego bohatera z „Opowieści Ziemiomorza”. Szeroka twarz gosposi ma w sobie coś z twarzy babci z „Tonari no Totoro”. Jednak bohaterowie sprawiają przyjemne wrażenie tak zewnętrzne jak i z charakteru, choćby nieco idealizowani, na takich przyjemnie się patrzy.
Podsumowując: chcę jeszcze :)
po namyśle...
Jeśli jednak drugi sezon miałby wyglądać tak jak manga to podziękuję.
chcę drugi sezon -__-
Zupełnie mi to obojętne, że Rin to dziecko idealne. Jest kochana, uwielbiam jej miny jak się złości na Daikichiego. On sam zaś ma uroczą skwaszoną minę. Jego twarz i krzywe nogi: nawet takie szczegóły mnie cieszą jak oglądałam to anime. Kouki jest niesamowicie prawdziwy. Natomiast Reina to dziecko takiego typu, które zawiesiłabym za włosy na klamerkach od prania na sznurze.
Miłe były także dowcipy sytuacyjne z końcówek epizodów. Dlaczego to jest takie krótkie? Chcę zobaczyć jak Rin dorasta ;(.
Słodko. Mogę jeść taki miód łyżkami.
A nawiasem mówiąc ja nie znosiłam lalek (wolałam kamyki i pluszaki), a gdy byłam z mamą w sklepie szczytem chciwości było poprosić (samym wzrokiem) „mamo czy mogłabym dostać lizaczka?”
?
Przechylam się na stronę zwolenników Kyona i jednocześnie tych którym Haruhi średnio przypadła do gustu. Jestem tuż po Clannadzie, a Kyon (jego komentarze) bardzo mi się kojarzy z Okazakim. Postać jest sympatyczna, choć (mam na myśli Kyona) dosyć bezwolna. Rozumiem ideę charakteru Haruhi, ale czy to powód, by tak rozsądny chłopak, dawał sobą tak pomiatać? Irytujące.
Postać Haruhi toleruję, bo podoba mi się pomysł fabuły. Fajną postacią jest Nagato. Bez szaleństw, ale w porządku. Żywy komputerek, czemu bohater wciąż traktuje ją jak zwykłą… no dobra czepiam się.
Mikuru. Mikuru też jest niemożliwie uległa. Może być sobie słodka i urocza, ale na Bogów, gdyby Haruhi była jeszcze odrobinkę bardziej paskudna, to biedna drugoklasistka by chyba zeszła ze stresu.
Kozumi jest przerażający, boję się go. Świetna postać.
Ogląda się dobrze, ale nie wciągnęło mnie specjalnie. Specjalny plus ma dla mnie endingowy taniec. Ilekroć widzę Kyona którego Haruhi zmusiła do wykonania takiej choreografii, to chce mi się śmiać.
Nie wiem czy chce mi się oglądać resztę odcinków. Który polecacie?