x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Były bardzo dobre.
A teraz wychodzi wreszcie seria, która jest upragnioną kontynuacją. Przyznam, że wypada lekutko słabiej niż te trzy tutaj. Może ze względu na budżet… Ale seria i tak warta obejrzenia. Swój urok zawdzięcza chyba przede wszystkim bohaterom. Elias, który powinien być z pozoru mroczny a jest gentelmenem, oraz Chise, która jako dziewczynka powinna może być urocza, a jest raczej ponura i zamknięta w sobie, oczywiście co jest uzasadnione. I jest to doskonałe :) Postaci zyskują a autentyczności. Bien!
Świat jest odrobinę absurdalny, ale zapowiada się ciekawie. Niby fantasy, ale dziejące się w przyszłości. Takie fantasy/ sf
jak Nausicaa, albo niektóre światy Le Guin
Dziwni antagoniści też są udani. Te beznamiętne twarze i splendor. No i drugi odcinek zostawił mnie z rozdziawioną gębą… Co teraz?! O,o jejku jej!
Fantastycznie.
Poza tym błękitne niebo, które jednak nie jest tak kiczowate jak w IOS… znaczy w serii o streat. Oraz falujące morze traw. Miodzio, wylądowało już na mojej liście wieczornego relaksu.
hm, w sumie racja :)
no… że skrzynią czy nie, klątwa się Ozen jakoś nie ima. Ciekawe czy mieszkanie dłuższy czas w Abbysie daje lepsze rezultaty.
Dla mnie Nanachi jest płci żeńskiej, choć mogę się mylić.
Seria oczywiście wspaniała :) Bohaterka czasem trochę wkurza, ale nie można jej odmówić dużej wiedzy o Abbysie. To jest bardzo dobre, nie jest tylko idiotką z misją. Jest bardzo odważnym, trochę irytującym dzieckiem. Reg jest też odrobineczkę irytujący – taki nieskazitelnie prawy… Taki bez skazy. Ale to tylko drobiażdżki. NIe przeszkadzają w cieszeniu sie klimatem otchłani XD buahahaha…
Mitty – super
Ozen… jak ona się wydostała z dołu? i Lyza? Wróciła na górę nie? Jak to robią białe gwizdki? Może jednak jest sposób?
Świat jest przebogaty i ma swoją wypaczoną logikę. Czekam na dalsze części jak na mandarynki w sezonie ;3
Ale uważam, że seria nie była czasem straconym. Podobali mi się pozostali bohaterowie Nisaka, Ririna i Misaki. Uważam, że byli realistyczni i mieli podstawy aby zachowwywa się tak a nie inaczej, a przy tym zwłaszcza Ririna robiła dobre wrażenie dziewczyny szczerej i inteligentnej. Bardzo podobało mi się, że zminimalizowali sceny tsundere a bohaterowie byli niekłótliwi i starali się jakoś ogarnąć problem.
Z drugiej strony mimo wszystko nie mogę w 100 procentach potępić głównego bohatera. Yukari wciąż jest tylko licealistą. Nie ma żądnych doświadczeń i także wcale się nie dziwię jego postępowaniu. Bo czyż było nielogiczne? Podobało mi się, że otwarcie przyznawał się do swojego zauroczenia Misaki. kliknij: ukryte A nie dziwiło, że w końcu zakochał się i w przypisanej żonie.. To że nie umiał w rezultacie wybrnąć z tego jest frustrujące, ale nie irracjonalne.
Łatwo jest oceniać bohatera nie będąc samemu zaangażowanym. Ale jeśli wyobrazić sobie inne zakończenie, czy rzutowałoby to na całą serię? Moim zdaniem Koi to Uso można znacznie lepiej ocenić niż np. Kuzu no Honkai nie nudziłam się, lubiłam bohaterów i czekałam na następny odcinek.
Oczywiście to po prostu romans, nie spodziewajmy się niesamowitego dzieła na miarę tragedii szekspirowskiej.
dla mnie 7/10 (najwięcej ile można moim zdaniem wlepić romansowi).
Trochę mi przypomina Grobowiec świetlików. Pewnie przez to, że tak samo rzecz dzieje się w czasie wojny a dotyczny zwykłych ludzi. Tego jak sobie radzili cywile.
Przede wszystkim uważam ten film za graficznie niezwykle przyjemny. Postaci wyglądają nieco dziecinnie, ale to nic. Główna boahterka lubi rysować i często zdarzenia pokazywane są także z perspektywy uproszczonej rysunkowo. To nie znaczy, że rzecz wygląda infantylnie. Wręcz przeciwnie. Uważam, że taki zabieg dodał realizmu swego rozdzaju autentyzmu. Jakby to był pamiętnik ralnej osoby. Sytuacje są proste, codzienne. Nie ma tam przygód i pościgów. Jest gotowanie i chodzenie do miasta, wizyta rodziny i podlewanie grządek. Jest też kopanie schronu i oczekiwanie na męża i teścia czy wrócą do domu żywi, wypatrywanie nowych statków jakie pojawiły się w zatoce.
Bohaterka jest roztrzepana i potrafi zawstydzić rodziców swym gapiostwem. A czasem rozweselić, gdy przez swoje zamiłowanie do rysunków podpadnie policji. Nie ma tu zbędnego dramatyzmu, patosu, pompatyczności… Nie. Są zdarzenia, które po prostu się przytrafiają i wszyscy wokół musza sobie z tym radzić. Czas akcji przypada krótko na młodość bohaterki przed wojną, lata wojny, szczególnie te miesiąca najbardziej dotkliwe dla Japonii i tuż po wojnie. Film zostawia po sobie gorzawy posmak. I nie jest to wada.
Jednakże w tym konkretnym przypadku Protagonistkę kreuje się na „bohaterkę” w tym pozytywnym znaczeniu tego słowa. A niesłusznie ;P
Obecnie powstają różne serie animowane (nie tylko japońskie), które uważam za bardzo dobre, pomysłowe i z przekazem a jednak dla dzieci. Tzn target jest różnorodny ale tak naprawdę dośc szeroki takie bajki mogą oglądać młodsi jak również starsi.
przykłady: My Little Pony, Sofia the first, Ever After High, Steven Universe, Gravity Falls, Miraculous Ladybug itp.
To są historie, które uważam za znakomite dla dzieci a przy tym niegłupie, zabawne i z przekazem. Szczególnie pod tym wzgledem upodobałam sobie Sofię, bo w każdym odcinku jest słodka nutka moralizatorstwa, ale taka naprawdę do przełknięcia. Problemy czasem są porste, a czasem bardzo życiowe. Na przykład historyjka o tym, że zdolny chłopiec ma prawo brać udział w sporcie wykonywanym dotąd przez dziewczynki i nie ma w tym nic niemęskiego zwłaszcza, jeśli jest bardzo dobry. Każdy odcinek coś wnosi i zawiera inny problem i sposób rozwiązania. A przy tym postaci są bogate charakterologicznie, ewoluują powolutku, świat przedstawiony jest pomysłowy, dubbing (oczywiścei angielski XD) znakomity.
Pozostałe serie animowane zawierają jeszcze więcej wątków, które dostrzeże prawdopodobnie tylko dorosły np. rodzic oglądający wraz z pociechą. Tak robi również współczesny disney i uważam to sa kwintesencję istoty bajki dla dzieci.
Na przykład poczytajcie Kubusia Puchatka, to jest tak naszpikowane Gdzie sens gdzie logika? dowcipem dla starszego czytelnika, że duży grzyb się nawet może czasem lepiej bawić niż mała purchawka. Albo Muminki… A nie to zły przykład. Muminki są zdecydowanie dla dorosłych. Filozoficzne i niekiedy depresyjne. Biedna Toove…
no, do brzegu:
Little Witch Akademia nie spełnia warunków dobrej bajki dla dzieci, bo przeczy tak naprawdę ważnym wartościom, które powinno się ukazywać dzieciom. Akko jest głupia, łamie zasady, wykłóca się i zamiast pracować – często opierdziela się równo, ucieka z zajęć, miga się zleconych jej zadań. I jeszcze zostaje z to pochwalona. Mądra, rozsądna uczennica zostaje główną złą i robi się z niej durnia. Akko nie słucha koleżanek, które jej dobrze radzą, a potem i tak zmuszone są jej pomagać i nie zawsze wychodzą na tym dobrze.
paradoks
Z recenzją Enevi zgadzam się, gdyż seans mi się dłużył. Mogę to też spisać na karb zmęczenia i tego, że oglądałam z napisami po angielsku, co sprawiło, że wyjaśnienia stały się jeszcze bardziej mętne. Mój angielski nie przywykł do filozoficznych dysput.
z Alteną zgadzam się, gdyż uważam, że historia była mimo wszystko bardzo poruszająca.
Grafiką ogólnei rzecz biorąc zachwycona. Uważam, że elementy CG urealniły świat. Podobały mi się falujące dywany, pojazdy i wojskowy „pies” – tragarz. Tła były fantastyczne, różnorodność i zestawienie ze sobą różnych scenerii robiło ciekawe wrażenie. Projekty postaci były ładne, zwłaszcza lubiłam Tuan. Miach była zbyt „wróżkowa” i egzotyczna. Przełożona Inspektorów była ciekawa. Mężczyźni oprócz ojca Tuan byli brzydcy, choć raczej celowo. Podobało mi się, jak postaci się poruszały, kilka ujęć, zwłaszcza na początku było znakomitych.
Fabuła była wbrew pozorom prosta. Dochodzenie było faktycznie nużące, choć zawierało się w tym pewne fatum. Tuan powoli dowiadywała się coraz więcej, ale może nie ze względu na swoje boskie umiejętności śledcze, tylko dlatego, że jej na to pozwolono. Niegłupi zamysł.
Miach była ciekawa. Zwłaszcza w zestawieniu z traumą z dzieciństwa (dzieciństwa utraconego) przeniesiona w świat idealny, czysty sterylny uznała go za oszustwo. Uważam, że to absolutnie trzyma się kupy. Tak samo skorupa jaką sobie stworzyła – ironiczny uśmieszek, którym obdarzała świat uznałam za osłonę. Wyrażanie prawdziwych emocji przez Miach równałoby się dla mnie z przełamaniem pewnej tamy, jaką stworzyła sama dla siebie. Uwolniłoby to ból przeszłości. Taka jak była odpowiadała mi zupełnie. Nie dziwię się też, że darzyła Tuan (bo Cian chyba była trochę z boku) namiętnością, i przekształacała dotyk we władzę. To też wiążę z jej doświadczeniami. I dlatego właśnie dziewczyna. Nie wiem na ile można powiedzieć, że Tuan czy Cian były dla niej bliskie… Były cenne. Były kimś kogo sobie wybrała, ale chyba Miach nie byłaby w stanie nikogo obdarzyć zaufaniem.
To wszystko co wyłowiłam daje mi obraz ciekawy psychologicznie i to jest ta „głębia” (gołębia) o której wspominała Altena.
Czy wyjaśnienia były konieczne? Może rzeczywiście film trochę przegadany. Ciekawiej i krócej byłoby posłużyć się metaforą. Ale nie stwierdzę, że umiałabym poprowadzić fabułę lepiej.
Bardzo podobało mi się wykorzystanie cytatów, parafraz i motywów z książek nam znanych – Foucault, Cierpienia M. Wertera, Nowy wspniały Świat… Znakomicie. O takich nawiązaniach i metaforach mowa. Więcej poproszę ;)
Kolejnym plusem były zmiany miejsca akcji. Podobało mi się, że nie wszystko działo się w Japonii. Pojawił się Bagdad i Czeczenia. To znowuż dodało realizmu. Widoki wspaniałe.
Minusy były takie, że pojawiło się sporo zbędnych postaci. Wyglądały jakby miały mieć jakąś istotną rolę, a tylko przeszły przed ekran, postały, pogadały i poszły. Bez sensu. Można było wyciąć je bez szkody dla filmu.
Także zakończenie mnie nie satysfakcjonowało. Wszystko do tego prowadziło, ale nie sądzę, aby to jakkolwiek załatwiało sprawę. Nie – słowo, jak powiedziała Miach, jest zbyt silne. Słowo przetrwa śmierć. Cóż, Non omnis moriar ^^.
Fabuła jest trochę poszarpana. Czasem aż gwarno od akcji, a czasem wszystko zamienia się w puchatą sielankę. Taka nierównośc może drażnić, z drugiej strony ma to okruch realizmu. Bo życie nie składa się tylko ze scen ekscytujących. Sporo jest codzienności i tu taka codzienność się pojawia.
Główna bohaterka jest jak uważam bardzo ciekawa. Jest małą dziewczynką, najmłodszą z zespołu dzieci jakie pojawiają się na ekranie i to widać. Widać zarówno zróżnicowanie wiekowe – i to w zachowaniu a nie tylko wzroście. Sana zachowuje się prawdziwie. Wielu rzeczy nie wie, ma problemy z prawidłowym wysłowieniem się. Mimo nadnaturalnych mocy i tego, że jest świetna (wręcz genialna) z matematyki, to nie ogrania często choćby własnych emocji. Relacje i codzienność są dla nią tajemnicą. Do czasu aż poznałą Zouroku wykorzystywała swoje zdolności do wszystkiego. Aby wstać, coś podnieść, coś uzyskać… Zwykłe rzeczy jak mycie zębów, które są normalne nawet dla 3‑latka, dla Sany są nowością. Ale prędko się uczy i widać także zmianę relacji w stosunku do Zouroku.
San Zouroku jest szorstki w obyciu, ale ma w sobie dużo dobroci i łagodności jeśli chce. I to też jest ciekawe, bo mimo iż jego charakter jest prowadzony konsekwentnie, to w miarę jak go poznajemy, zmienia się o nim trochę punkt widzenia.
Mimo iż czasem anime trochę mnie nużyło ze względu na te zbyt słodkie, przynudnawe fragmenty, bądź bezsensowne niekiedy walki, to mimo wszystko ta seria ma coś w sobie. Lekka, ale nie do końca. Zawiera trochę traum i dram, które dają może też dodatkowego realizmu. Nie wszystko kończy się dobrze, jest coś o utracie i o problemach rodzinnych, to nie zostaje odkręcone, nikt nie zmartwychwstaje.
Moc jaka pojawia się na ekranie za każdym razem wywołuje zdziwienie ludzi wokół. I zawsze odpowiedni ludzie starają się to zatuszować i uzunąć nagrania z interenetu. Takie szczegóły cieszą :).
Wątpliwy wydaje mi się jedynie cały ten ośrodek badawczy, jestem po 8 odcinku, a nadal mnóstwo spraw nie zostało wyjaśnionych. Wiele wątków wisi… czekam. A jestem coraz bardziej ciekawa do czego to wszystko doprowadzi.
oto śmierć bohatera…
Diana jest super. Pilna, uczynna, rozsądna, inteligentna, dobrze wychowana. Jest mimo wszystko grzeczna i nawet jej uszczypliwe komentarze w stosunku do Akko wcale nie są przesadzone. Z początku byłam zachwycona tym, że jako rywalka prezentuje tak pozytywny zestaw zalet i dzięki teu będzie stanowić prawdziwe wyzwanie i zmobilizuje protagonistkę do działania.
Wierzyłam, że charakter Akko ma takie uzasadnienie, że w końcu przeleje się miarka, ktoś na serio się wkurzy za jej wybryki, zostanie ukarana tak, że jej w pięty pójdzie i zrozumie, że to co reprezentuje sobą Diana do tego powinna dążyć. A nie do idolki z dzieciństwa, która wykorzystała magię po to by być sławną, a nie by pożytecznie ją wykorzystywać.
Miałam nadzieję, że Akko przejdzie przemianę. Na tyle odcinków byłoby sporo czasu aby mogła dorosnąć. Znaleźć w sobie jakieś faktyczne talenty. Ciężką pracą osiągnąć cel zostania pro wiedźmą. To ogromnie ceniłam w Yumeiro Patissiere: że bohaterka, która nie umiała prawie nic, ciężką pracą – ćwiczeniami po nocach i dzięki wskazówkom (a nie wyręczaniu) przyjaciół zaszła daleko.
Bohater jak sama nazwa wskazuje to ktoś, z kogo można brać wzór. Akko to jak na razie tylko głupia, głośna dziewucha, która ma fanatyczną miłość do magii kórej w przeczy samej nie uie i nie rozumie. A wszyscy się zachwycają jej pasją, zaciętością i błyskiem w oku. Nie, tak nie powinno być. Upartość ceni się u postaci, które podążąjąc swoją drogą są w stanie udowodnić wszystkim wokół, że nie mają racji. Akko utwierdza mnie w czymś dokładnie odwrotnym.
Czytałam komentarze co do kolejnych odcinków, ale na wszelki wypadek się upewnię. Czy jest szansa, że Akko się zmieni do końca serii?
super
Książęta mają bogaty charakter i nie są tacy jak na pierwszy rzut oka stereotypowo się wydaje. Ich problemy czasem wydają się banalne ale w gruncie rzeczy są nawet wiarygodne.
Haine jest super bo jest spokojny, opanowany ale nie zarozumiały. Umie się przyznać do błędu i widać, że kombinuje, stara a nie z góry strzela gotowym rozwiązaniem. Przy wszystkich jego umiejętnościach które w początkowych odcinkach wydawały się niekiedy kosmiczne jego podejście do sprawy sprawia, że wypada naturalnie.
Tylko król mnie wkurza, jest trochę za idealny i zdecydowanie za młody. Reszta na plus. Opowiastki są urocze, na razie po trochu o każdym z książąt i gdzieś w tle zarysowuje się dopiero jakaś intryga.
Wszystko jest spójne, gagi są zabawne, postaci miłe. W sam raz na komedię. Królestwo też jest ciut zbyt idealne, ale w gruncie rzeczy nie mam nic przeciwko oglądaniu takiego państwa, w kontraście do tego co widzę na co dzień ^^'
Re: Bardzo dobra komedia romantyczna
Moim zdaniem wygrywają Yukirin i Tsuyopon ;3 są super zwłaszcza jako duet. Kocham. **miejsce na niewerbalne zachwyty**
Długość odcinków a raczej ich krótkość jest odpowiednia. Dzięki temu nie dłuży się i nie jest za słodko. Bardzo dobrze wyważony czas i fabuła się nie ciągnie ;3. Ale II sezon chcę!
Kei jest motywem humorystycznym… Niemniej Nozomi daje czadu. Nie umiem sobie ich wyobrazić razem, ale dziewczyna ma jaja… znaczy jajniki ;3!
Historia prosta i słodka! Place lizać.
Re: Przyjmować tylko na wesoło :)
Generalnie 16 w Stanach to już pełnoletność. Można w tym wieku prowadzić samochód, no i Hamerykańskie komedie dla nastolatek mieszczą się w tym przedziale wiekowym… czy przypadkiem taka Bella ze Zmierzchu nie miała tyle, a jej facet miał ze sto! to dopiero różnica wiekowa XD.
Nie pierwszyzna, że postaci w animcach nie wyglądają na swój wiek. Np. cały gag w Ouranie w przypadku Honey‑senpaia na tym polegał, że był najstarszy a wyglądał jak przedszkolak.
Niemniej Japończycy „subtelnie” naginają granice. Jeszcze społecznie uznawalne, jeszcze nikt prawnie nie może się się przyczepić. To w pewien sposób rzeczywiście świadczy o ich mentalności.
Produktów loli‑hentai też jest milion i jakoś nikt się ich nie czepia. Nieletnie pyszczki animowanych dziewcząt widnieją z artykułów skierowanych do panów. Sedno w tym, że są to właśnie narysowane panienki… To niezły sposób na obejście przepisów.
Re: Odcinek 9
To jest wspaniałe! Będę trzymać kciuki ;3
ale jak to?
beczałam cały odcinek, biedny Kiku‑san!
Ale jest szansa na drugi sezon tak? Chcę! Bardzo!
Zachwyt nie pozwala wypowiedzieć się zbornie.
Postaci, historia, grafika, muzyka wszystko bardzo udane. :)
Re: Sekwel dawać!
Re: Sekwel dawać!
RPG
... ???
*ociera łezkę*
To miało być anime chilloutowe z pięknym tłem gdzie miga gdzieniegdzie tyłek Yume (i dobrze bo to zacny tyłek był jak bym taki miała to też bym chodziła w takich szortach i wypinała ku ogólnej uciesze gawiedzi). Tu i tam podkręca się znienacka grzanie i pojawiają się te mocne momenty, które były jak plaskacz po ospałej twarzy. Bardzo mi się podobało i jedno i drugie tj. Chilluot był jak się siedziało nad odcinkiem wieczorkiem z herbatą tudzież kakaem i odlatywało się od rzeczywistości wczuwając w melancholijną atmosferę. Natomiast momenty akcji były tak dobre, że powietrze robiło się gęstsze niż podczas bitwy o Helmowy Jar, wcale nie ujmując temu drugiemu zasług. Byłam pod wrażeniem pierwszej walki z goblinami (późniejszych także), akcji z Manato, akcji z Marie i jej towarzyszami, akcji z Rantą. To takie 4 punkty najistotniejsze i Najmocniejsze. Akcenty forte w utworze granym piano. O spoko, było ciekawie.
Dużo rozważań i codzienności. Te wyprawy na targ, co robimy jak mamy wolne, planowanie, docieranie się… z jednej strony było trochę nudnawe, ale z drugiej odzierało fantasy z heroizmu i patetyczności, a bardziej z tego drugiego. Nadawało realizmu. Odpowiadało w pewnej mierze na pytanie co by było gdyby naprawdę tak się zdarzyło?
Nawet sceny kąpielowe i głupie teksty Ranty miały swój sens jak na to spojrzeć… No to było takie zwyczajne. Jak bym była na miejscy Ranty to bym może zrobiła to samo ^^... (Jak bym była na miejscu Yume to pewnie też bym się zakradła do łaźni jak się chłopaki kapią, a co!)
Naturalnie błędy były również, co zostało zauważone w komentarzach już wcześniej. Trochę mało ogarnięcia świata w ogóle. Dlaczego poszukiwacz nie może zająć się np. handlem, albo posprzątać z pieniądze kilka stajni żeby przetrwać? Dlaczego tyłek Yume a nie cycki Shihoru?
Różne różniste, ale myślę, że to i tak drobiazgi. Mnie się podobało. Przede wszystkim dlatego, że te mocne momenty były jak kubeł zimnej wody po tych spokojnych i może dlatego robiły na mnie tak duże wrażenie. Gdy z kolei w Attack on Titan zwiększające się stosy trupów robiły na mnie sukcesywnie coraz mniejsze wrażenie.
Spłakałam się jak Fum nad bobrem i uważam, że chwała im za to. Jednak można było zrobić subtelne anime z grą na emocjach i nie jest to zagrane na skrzypach/Shigatsu wa kimi no uso.
nie żebym miała coś do skrzypiec XD