x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Wreszcie!
13 odcinek...
Ten odcinek oglądałam we fragmentach chyba codziennie przez cały tydzień. Dawno mi się tak anime na mózg nie rzuciło…
Do tego doskonała muzyka, fantastyczna praca seiyuu… Już stawiam 10, nie wiem, co by się musiało stać, abym zmieniła zdanie. Ale tego właśnie szukam w anime. Mogę przejrzeć ze sto serii, jeśli trafi mi się chociaż jedna jak ta.
Re: Doskonałość i perfekcja - po 3 części
Doskonałość i perfekcja - po 3 części
kliknij: ukryte Po pierwsze, postać Sakury. Ta dziewczyna ma pełne prawo nienawidzić świata. Myślę, że psychologia tej postaci została oddana bardzo wiarygodnie. Do tego jej relacja z Shiro jest poprowadzona wręcz obłędnie. Ze wszystkich trzech ścieżek Shiro jest najlepszą wersją samego siebie przy Sakurze. Przestaje być przerośniętym dzieciakiem o naiwnym ideałach, tylko staje się mężczyzną w pełni akceptującym swoją wybrankę (pomimo prawdziwego mroku w jej sercu, wiedzieć o tym, co zrobiła Sakura i wciąż pragnąc ją chronić, będąc Shiro, świadczy dla mnie o prawdziwej dojrzałości tego uczucia w przeciwieństwie do dwóch pozostałych ścieżek). Docenia w Sakurze jej ciepło i zdolność do stworzenia rodzinnej atmosfery. Komuś takiemu jak Shiro myślę, że tego właśnie najbardziej brakowało. Nie być przydupasem Rin, nie pogrążania się w byciu bohaterem tak bardzo, że zakochuje się w Arturii, tylko po prostu ciepła rodzinnego. Tylko tyle i aż tyle. Już z samego tego względu ta ścieżka jest dla mnie najlepsza.
Po drugie, wreszcie została poruszona relacja sióstr. Ten temat aż błagał, aby został poruszony. Zignorowanie tego motywu w innych ścieżkach było dla mnie wręcz nienaturalne. Tutaj mamy piękną konkluzję w postaci walki sióstr. Rin tutaj ujęła mnie po raz kolejny. Zawsze lubiłam tę postać. W tych okolicznościach nabrała dla mnie dodatkowej głębi.
Ujął mnie też temat relacji Illyi i Shiro. Temat ich więzi jako rodzeństwa też zawsze wydawał mi się niewykorzystany. Aż do teraz.
Do tego dodatkowy motyw z Kirei, początki wojny o Graala. Doskonałość.
Wykonanie było wszystkim, czego oczekiwałam, a nawet więcej. Myślałam, że Yuki Kajiura już mnie niczym nie zaskoczy, ale jej „In early sping” weszło mi do głowy, trzyma moje szare komórki, łaskocze je dźwiękiem i nie puszcza. Ta wiolonczela w tle, ach. Dawno już tak nie miałam.
Mogłabym się nieco czepić końcówki. Ale to tylko troszeczkę. Jest pięknie i doskonale. Zamierzam się narkotyzować tym uczuciem dopóki nie rozpuści się w oparach rzeczywistości.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika Rinsey
Niesamowite
Re: Odpowiedź na komentarz wielu użytkowników xD
Re: Nowy początek
Nowy początek
Znając treść, która mnie czeka, gdy nieznany jest tylko sposób narracji i wyrazu, inaczej się czeka na serię. Emocje wciąż towarzyszą, ale odczucia są inne. Czy twórcy podołają? Czy udźwigną brzemię ostatniej składowej wieloletniej opowieści?
Po obejrzeniu pierwszego odcinka myślę, że podołają. Mówi o tym m in. opening, jakże inny od poprzednich. Był dziwny, wręcz creepy, na początku nawet nie wiedziałam, czy mi się podoba. Na chwilę obecną odsłuchałam go z kilkadziesiąt razy, na przemian z lżejszym endingiem. Spodziewałam się dalszego ciągu utworów Linked Horizon albo czegoś utrzymanego w tym stylu. Twórcy dokonali doskonałego wyboru, nie spełniając moich oczekiwań. Shinzo wo sasageyo zyskuje w ostatnich rozdziałach zupełnie innego wydźwięku. Nie jest źródłem nadziei, staje się słowami pożegnania. I jak reżyser (chociaż jest ich chyba 3?) dokonuje takiego wyboru już na tym etapie, ja mu zaufam, pomimo wszelkich początkowych obaw. Czas pokaże czy popełniam błąd…
Ale został zniszczony przez zjaponizowanie tematu. Cała retrospekcja w zasadzie zniszczyła tę pozycję w moich oczach. Trudno oglądać na poważnie coś opierającego się na takim absurdzie. Gdyby twórcy nigdy nie opowiedzieli o samych początkach pozostałe, „normalne” odcinki oglądałoby mi się może bez zachwytu, ale całkiem przyjemnie :).
Po drodze zostało zastosowanych kilka nie do końca udanych zabiegów. Niekonsekwentne zabijanie postaci, przez co uleciał cały dramatyzm. Nagła zmiana tematyki z wyścigu na latanie za Złym, który faktycznie był z czterech liter. Zmiana ta nie wyszła serii na dobre. Było za mało czasu zarówno na jedno jak i na drugie. Mój emocjonalny poziom zaangażowania był niemalże znikomy. No i sam Appare był bardzo sztampową postacią jak a tego rodzaju tematykę. Naukowiec kierujący się chłodną logiką, poznający paletę emocji. Jego najbardziej osobliwą cechą są jego dziwaczne różowe włosy, co jest dosyć marnym wynikiem.
Ale, seria była sympatyczna i jej oglądanie sprawiało mi przyjemność, dla mnie takie 6‑7.