x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Moim zdaniem OP trzyma się wciąż doskonale. Żeby nie było, na arc Dressrosy narzekałam nie raz i nie dwa. Zadawałam sobie pytanie: po jaką cholerę umieszczać tam tyle postaci i pokazywać tak szczegółowo ich walki? Ale mistrz Oda odpowiedział mi na to w jednym chapterze: kliknij: ukryte gdy została powołana flota Luffy'ego. Weszliśmy na tory, gdzie 9‑ka członków załogi nie da rady obecnym przeciwnikom, jakimi są całe armie Yonkou. Po prostu musiało dojść do tego wydarzenia, a ponieważ Oda jako generałów Luffy'ego nie zaserwowałby nam pierwszego lepszego Kowalskiego z ulicy, każda z postaci musiała mieć swoją motywację, aby oddać swoje życie w ręce Luffy'ego. I chociaż naprzeklinałam się przez te dwa lata, teraz to rozumiem i doceniam.
Uważam Odę za absolutnego geniusza i mistrza planowania. U niego absolutnie nic nie dzieje się bez przyczyny. Nawet niedawno można było się przekonać, że drobiazg z arca Thriller Bark teraz będzie miał ogromne znaczenie. Wiele osób mówi, że ostatnio jakość spada. Na pewno dotyczy to anime, które wciąż oglądam, ew. przewijam kolejne wypełniacze, ale manga, jak już zostało wspomniane, dzieje się teraz kliknij: ukryte w Nowym Świecie, gdzie dla przeciętnych śmiertelników nie ma miejsca. Brak powiewu świeżości w większości bierze się pewnie z tego, że fani już tkwią w tej konwencji od kilkuset chapterów, przy czym trudno jest wbić czytelnika w fotel, jak to miało miejsce na początku. A Odzie to się wciąż udaje, tylko że już nie tak często.
Wielu fanów bawi się w teorię, której jestem absolutną zwolenniczką, która znalazła już swoje potwierdzenie w nowszych chapterach. A mianowicie dokładny podział fabuły na dwie połowy i pararele między nimi. Arcowi Dressrosy przypisuje się odniesienia do Alabastry. Po szczycie emocji, jaki miał miejsce przy kliknij: ukryte walce w Marine ford, ponownie jesteśmy na torze budowania napięcia, które dopiero ma nas doprowadzić do wspomnianego już „ważnego wydarzenia w historii świata”. W takiej sytuacji poczucie spadku napięcia i poziomu całkiem naturalne i mimo wszystko zaplanowane.
W żaden sposób nie widzę tu skoku na kasę, tylko perfekcjonistę, który chce opowiedzieć swoim fanom historię w każdym, nawet najmniejszym szczególe. Oda od lat bije rekordy w sprzedaży, nawet nie ma czasu wydawać tych pieniędzy, bo on rysuje, rysuje i rysuje, nawet, jak był w szpitalu. Wiem, że jestem nieco zaślepiona, ale oślepia mnie geniusz twórcy tego wspaniałego świata :)
Ech... nr 2
Fajne, potencjał jest spory, ale poczekamy do października...
Rzuciło mi się na mózg? - Odcinek 12
Lepiej, lecz wciąż niedoskonale
Asteriskowi daleko do ideału, ale mimo wszystko dla kilku momentów warto rozpocząć przygodę z tą serią. Jeżeli pojawi się sezon 3, pewnie po niego sięgnę. Mocne 6.
Cudne, mistrzowskie, bravissimo!
To anime ma FABUŁĘ! Nie potrafię wskazać odcinka niepotrzebnego. To doskonały przykład na to, ile znaczy odpowiednie zaplanowanie WSZYSTKICH wydarzeń. Braaaavo po raz drugi!
Sposób narracji! Kompozycja szkatułkowa, wstęp przy pomocy króciuchnej opowiastki, już na początku seansu wywołującej u widza dreszcze. Te pytania na końcu każdego odcinka burzące wszelki spokój ducha u widza, trafiające absolutnie w samo sedno. Braaaavo po raz trzeci!
Bohaterowie, którzy żyją! Zmieniają się! Ich postawy mają całkowite uzasadnienie. Niby utarte schematy obracane o 180 stopni. Akcja biegnąca trudnym do przewidzenia szlakiem! Bravo, braaavissimo!!!
Mówiąc krótko, nie marudzić i oglądać! 10‑ka pełną gębą! Dzięki Tanuku za kolejną rewelacyjną recenzję, która mnie skłoniła do obejrzenia kolejnego arcydzieła!
Super!
Z Personą mój kontakt rozpoczął się od początku trzeciego z kolei filmu (w sierpniu ma się pojawić czwarty, ostatni), który trochę mnie zahipnotyzował. Przez 10 minut oglądałam coś, o czym nie miałam najmniejszego pojęcia! Dopiero potem dałam sobie po łapach i cofnęłam się do pierwszej części. Po obejrzeniu trzech filmów spokojnie dochodzę do wniosku, że pozycja może nie jest wybitna, ale niewątpliwie jest godna uwagi. Postacie wpadają w pewne schematy, co nie zmienia faktu, że wszystkich bez wyjątku da się lubić. Film poza świetnym światem (niektóre elementy mi się skojarzyły z Madoką)może się pochwalić wieloma ciekawymi zwrotami akcji i konsekwentnym rozwijaniem wszystkich postaci jednocześnie! Każdy dostaje swoje 5 minut. chociaż oczywiście protagonista gra pierwsze skrzypce i pod jego przemiany jest układana dynami i stylistyka całych filmów. Też mi się podoba, że film jako taki stanowi jedną całość, będąc jednocześnie częścią większej historii.
Póki co daję 8‑kę :)
Lonely feather
Re: Odcinek 1 (27)
Shingeki no Kyojin x Tokyo Ghoul
Odcinek 1 (27)
Ponownie wywołało to u mnie refleksję, że manga była tylko dobra, a twórcy starego anime z czegoś dobrego stworzyli coś naprawdę ponadczasowego (przynajmniej jak dla mnie.) Mimo wszystko wiele zarzutów pod adresem Crystala dotyczy samej mangi, która, podkreślam, również ma swoje bardzo ciekawe fabularnie zwroty akcji. Ale jednak do mangi wracam rzadko. A niektóre fragmenty anime starego wzruszają mnie dokładnie tak samo jak 10 i 20 lat temu.
No i wciąż utrzymuję, że najlepszą częścią Crystala są dla mnie mini‑recki Ariel‑chan :D
C.U.D.O.
Re: Jednak obejrzałam :D
Jednak obejrzałam :D
Nie miałam wielu nadziei co do tego anime. Główna bohaterka zajmuje u mnie pierwsze miejsce w rankingu najgorszych heroin wszech czasów, natomiast jej amant stoi niewiele wyżej. Gdyby nie śliczny opening i ładna animacja i muzyka, dawno rzuciłabym to w kąt. Ale… były inne dziołszki, i chociaż bycie fajniejszym od różowego antymózga jest nadzwyczaj proste, dwie pozostałe bohaterki całkiem przypadły mi do gustu. Gdzieś w tle pojawiła się pseudo intryga, która również mnie ni to grzała ni to co innego. Szedł epizod za epizodem, który oglądałam zaraz po „Boku ga…”, przeplatający głupie dialogi z idiotycznymi scenami i nagle pojawił się odcinek ze snami. I tutaj nagle pojawił mi się zgrzyt. „Ej, wy tu macie chyba pseudo‑intrygę do rozwijania, więc co wy do wujka Sharksa robicie? W romanse się bawicie?” I ku mojemu zaskoczeniu, właśnie to mi się spodobało. Bo najlepsze, co ta seria miała to zaoferowania, to trzy równolegle się rozwijające wątki romantyczne. I chociaż nie są one niezwykłe, to są trzy na raz! I to zainwestowanie sił roboczo‑fabularnych mnie rozbroiło. Od tego właśnie momentu polubiłam Norna i Nonetkę. Później nawet pojawił się cały Reset, który jest całkiem niezłym pomysłem…
Gdyby kliknij: ukryte zginęła Koharu, dałabym nawet 8! Za kliknij: ukryte śmierć Koharu, dałabym 7. Jako że obie opcje zawiodły, daję 6/10, co i tak jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem, zwłaszcza że środki na animację nie starczyły do ostatniego odcinka.
Absolutnie nie polecam każdemu. Ale… Trzy pary na raz to całkiem fajna rzecz ^.^
Z ciekawością czytałam liczne komentarze. Pojawiały się tam zarzuty m. in. pod kątem tego, że mordercą był ktoś zbyt oczywisty, przez co seria zawodzi jako kryminał. Po części mogę się z tym zgodzić, co i tak nie wpływa na moją ocenę całości. Dla mnie to przede wszystkim seria o prostej prawdzie życiowej, że człowiek, owszem, może wieść samotny żywot, ale że jest to bardzo smutny i pusty los. Że prawdziwe życie zaczyna się w chwili, w której człowiek otwiera się przed drugą istotą ludzką. A w tej kategorii „Boku dake Ga Ina Machi” sięga absolutnych wyżyn. Przy akompaniamencie przepięknej muzyki oraz po mistrzowsku rozplanowanej animacji, proste sceny potrafiły chwycić za serce i dotrzeć od miejsca, gdzie niewielu seriom się to udaje. I gdy obierze się takie kryterium oceniania, pojedyncze zarzuty zupełnie tracą znaczenie.
Z czystym sumieniem stawiam 9.
Jak najbardziej zgadzam się z recenzją. Seria jest świetnie wyważoną komedią ze świeżym podejściem i przesympatycznymi bohaterami. Reżyseria nie raz balansuje na krawędzi, czasem wystarczyłby jeden krok, aby jakiś gag był w złym guście, ale tutaj ani razu się to nie zdarzyło. Strona graficzna mogłaby być troszeńkę bardzie dopracowana, ale w żaden sposób nie wpływa to na rewelacyjną zabawę przy oglądaniu serii. Jako maniaczka Slayersów padłam, gdy ujrzałam inkantację Explosion :D No i wykorzystanie muzyki do utrzymania komediowego klimatu jest pierwszorzędne. Do tego mamy jeszcze mistrzowską grę seiyuu. Po prostu rewelacja! Polecam serdecznie :)