Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Rinsey

  • Avatar
    A
    Rinsey 12.10.2017 18:52
    Komentarz do recenzji "Black Clover"
    Ech… Jestem doskonałą widzową glebą na tego rodzaju serie. Lubię shoneny, lubię power­‑upy, nakama­‑powery i takie tam. I w zasadzie niewiele trzeba, aby mnie zadowolić w tym temacie. Sam świat chociaż prosto, ale prezentuje się dosyć sympatycznie. Magia też wygląda ładnie i fajnie działa, na magię zawsze jestem łasa. Ale dwójka głównych bohaterów, a zwłaszcza seiyuu Asty to po prostu masakra. To znaczy, nie czytałam mangi, może jego gra wynika z oryginału książkowego? Ale tak jak moich przedmówców ten… dźwięk irytował mnie bardziej niż ostatnimi czasy moe'owskie „Oni­‑chan!”, co jest naprawdę nie lada osiągnięciem. I to na każdym kroku „zostanę Królem Magów!”... Nie wiem… Jak Luffy wypowiada swoje „Kaizoku no ou ni ore wa naru!”, wierzę mu i trzymam kciuki za każdym razem jak padają te słowa. U Naruto hokagowanie było okraszone silną motywację z dzieciństwa, chociaż czasem kręciłam nosem. A u Asty to brzmi jak pusta kwestia powtarzana, aby, jak już niektórzy pisali, odhaczyć kolejną cechę sztandarowego shounena.

    No i rozplanowanie akcji w drugim odcinku… średnio satysfakcjonujące delikatnie mówiąc. Zerknę pewnie na trzeci odcinek, ale nie jestem zbyt optymistycznie nastawiona.
  • Avatar
    A
    Rinsey 12.10.2017 18:23
    Trawa *.*
    Komentarz do recenzji "Houseki no Kuni"
    Jaka ta trawa była piękna! CG tutaj naprawdę daje radę. Poza tym świat i klimat jest naprawdę niespotykany. Po pierwszym odcinku oczekiwania mam dosyć wysokie.
  • Avatar
    A
    Rinsey 12.10.2017 18:18
    A mi się podoba!
    Komentarz do recenzji "Anime-Gataris"
    Rajuu! Poczułam się 10 lat młodsza! Czy tylko ja się czułam, jakbym po troszku oglądała samą siebie z liceum? XD Nie no może aż taka jak ta blondynka nie byłam, ale zwykle, jak tylko wyłapałam, że ktoś też się interesuje anime, obrzucałam nieszczęśnika podobnym wiadrem tekstu ;p

    Ta nutka nostalgii, sympatyczne postacie i zarysowanie pewnego niepokoju w tle póki co kupuje mnie całkowicie :)
  • Avatar
    A
    Rinsey 9.10.2017 23:25
    Komentarz do recenzji "Rewolucjonistka Utena"
    Trochę wstyd się przyznać, że przy mojej długoletniej przygodzie z anime sięgnęłam po Utenę dopiero teraz. Niewątpliwie do seansu bardzo mnie zachęciła doskonała i jedyna w swoim rodzaju recenzja Avellany. Zastanawiałam się, jakie anime może wywołać u Redaktor Naczelnej Tanuki takie odczucia i po zakończeniu ostatniego odcinka mogę się z czystym sumieniem pod każdym słowem recenzji.

    Utena jest… magiczna? Niesamowita? Jedyna w swoim rodzaju? Jednym z kamieni milowych animacji japońskiej? Nie będę się tu rozpisywać z moją interpretacją. Może wrócę do tego wątku za kilka lat, gdy obejrzę serię po raz drugi i trzeci. Póki co mam wrażenie, że przyjęłam do wiadomości pierwszą warstwę przekazu, może nadgryzłam nieco drugą, bo zostałam ostrzeżona, że do seansu należy podchodzić niezwykle uważnie. Na razie mogę napisać, że jestem niebywale poruszona i zachwycona historią o dorastaniu i bardzo wielu kształtach, jakie potrafią przybrać emocje ludzkie.

    10­‑ka.
  • Avatar
    A
    Rinsey 9.10.2017 23:12
    Komentarz do recenzji "Rewolucjonistka Utena - Film"
    To było… ojej… Gdybym nie była świeżo po oglądaniu serii, pomyślałabym, że ktoś się ładnie ziółek nawdychał. Dopiero teraz chyba poznałam też jedno z dzieł, którym się inspirowali twórcy Madoki… Ale chyba trochę odchodzę od tematu…

    Kategorycznie bym odradzała oglądanie filmu bez znajomości serii. Twórcy zmienili tu niemalże wszystko a jednocześnie zachowali główny sens Uteny (w każdym razie zgodnie z moją interpretacją, która może być bardzo, bardzo płytka i niedoskonała, bo w życiu nie stwierdzę, że zrozumiałam z Uteny absolutnie wszystko). Siłą faktu ze względu na krótszy czas antenowy charaktery uległy lekkiej zmianie, większość postaci jedynie przemyca się w kilkunastu kadrach (Nanami, co oni ci zrobili?! T.T). Jednak, gdy ma się za sobą już anime, nawet tych kilka chwil pozwala na nowo spojrzeć na znaną nam już wcześniej postać, co w moim odczuciu jest fantastycznym zabiegiem. I przy takim punkcie odniesienia z czystym sumieniem wystawiam 9.
  • Avatar
    A
    Rinsey 21.09.2017 20:49
    Komentarz do recenzji "Majutsushi Orphen"
    Już od dawna z tyłu głowy siedziała mi ta seria. Przyciągającym mnie do niej aspektem były nasuwające się przez kreskę i tematykę skojarzenia z miłością mojego życia animeowego, Slayersami. Przeczytałam tanukową recenzję, pogrzebałam dokładniej w specyfikacji serii i faktycznie, studio to samo, reżyser ten sam. Czego chcieć więcej? – spytałam siebie retorycznie i w przypływie wolnej chwili, zrealizowałam zachciankę z przeszłości.

    Zacznę od plusów. Fabuła i klimat lat 90­‑tych. Opowiadana historia jest bardzo ciekawa i wciąga. Poza tym, pewnie to już pochodna mojego wieku, uwielbiam anime z lat 90­‑tych, więc już sama kreska wywołuje u mnie miłą nutę nostalgii. Natomiast, ech jednak już w akapicie mocnych stron zacznę nieco marudzić, jako że moim punktem odniesienia byli Slayersi, to w przypadku Orphena czułam, że dostałam coś troszkę podobnego, ale jednak wersję dużo uboższą. Humorystyczne elementy w postaci duetu Volcan­‑Dortin, jak do niektórych moich przedmówców, w ogóle do mnie nie trafiały. Część fillerów nie spełniała żadnej funkcji, ani nie dawała nam nowych informacji o bohaterach ani nie bawiła. Samą historię, która ma swoją drogą bardzo satysfakcjonujące zakończenie, zobaczyłabym bardzo chętnie raz jeszcze, gdyby została opowiedziana w inny sposób. Bo postacie naprawdę da się lubić, a miałam w wielu punktach poczucie zmarnowanego potencjału.

    W temacie wykonania byłam bardzo zaskoczona, gdy się okazało, że Majutsushi Orphen wyszedł w 1998r, czyli PO Slayers, Slayers Next oraz Slayers Try. A oceniając animację i muzykę, byłam przekonana, że Orphen był emitowany wcześniej, ew. po pierwszej serii Slayersów. Muzyka mówiąc delikatnie to szarpanina pseudo dźwięków, chociaż słyszałam rzeczy gorsze, jedyne co pozytywnego mogę o niej powiedzieć, to fakt, że jest charakterystyczna. Animacji się czepiać nie będę, bo na swoje lata jest bardzo ładna, chociaż w Slayers Next już była ładniejsza, a, jak już wspominałam, była to seria starsza.

    Podsumowując, seria miła i przyjemna, posiadająca swoje wady. Nie polecam każdemu, sama po raz drugi do niej nie wrócę, ale na zimny jesienny wieczór pasuje doskonale do kubka ciepłej kawy bądź herbaty.

  • Avatar
    Rinsey 18.09.2017 19:25
    Komentarz do recenzji "Sword Art Online: Ordinal Scale"
    No proszę, jak różne są ludzkie gusta :) Może tak silne pozytywne wrażenia wzięły mi się stąd, że nastawiłam się na najgorsze, a seans mnie miło zaskoczył? Kto wie, może już po prostu dziecinnieję na stare lata ;p

    Podkreślę tylko, że wątek AsunaXKirito od połowy seansu z powrotem mnie nudził i przyprawiał o próchnicę. Doceniam po prostu pierwszą połowę filmu, w której występowali bardziej solo.

    Natomiast historia Yuny i fantazja technologiczna podobała mi się, co przerzuciło się na przyjazne odebranie całego filmu :)
  • Avatar
    Rinsey 17.09.2017 23:13
    Komentarz do recenzji "Sword Art Online: Ordinal Scale"
    Wysłałam Ci linka na privie ;)
  • Avatar
    A
    Rinsey 17.09.2017 16:13
    Komentarz do recenzji "Sword Art Online: Ordinal Scale"
    Aż jestem zaskoczona, jak bardzo podobał mi się ten film. Przy SAO zawsze mnie bolał zmarnowany potencjał. Że ze wszystkich możliwych do obrania dróg skupią się na romansie, co jak dla mnie zdecydowanie obniżyło jakość widowiska.

    A tutaj mamy do czynienia z 10000 ludźmi, których życie zmieniła gra. 4000 zabitych i ich bliskich. 6000 osób, które musi sobie jakoś poradzić po przeżytym koszmarze. Materiał na 10000 bardzo dobrych, mocnych, psychologicznych historii. Zamiast tego kolejne kontynuacje skupiały się głównie na „Kirito! Daisuki!” „Asuna! Daisuki!”. I co jest absolutnie niezaskakujące, każde odejście od tego rodzaju osi fabularnej przynosiło nam lepsze widowisko.

    Żeby nie było, w Ordinal Scale naturalnie znajdziemy kolejne „Daisuki”, natomiast tutaj antagonistami nie są zboczeńcy tylko ludzie, których dotknęła strata bliskiej osoby, co mi się szalenie podobało. Fajnie jest, jeśli da się zrozumieć drugą stronę barykady, a nie mamy narzuconego antagonisty, który po prostu jest Wielkim Złym TM. Nie chcę dać nikomu do zrozumienia, że fabuła jest doskonała, natomiast określiłabym ją jako przynajmniej dobrą.

    Najmilej mi się oglądało pierwszą połowę filmu. Asuna w duecie z Kirito zwykle przyprawia mnie o atak próchnicy, natomiast na samym początku filmu nasza wieczna para wreszcie, podobnie jak w bardzo dobrym Mother's Rosario (od którego zaczęłam żywić do Asuny pewną sympatię), porusza się samodzielnie. Miło oglądać akcję, w której brak Kirito i wreszcie Asuna może przypomnieć widzowi, że sama jest szalenie zdolnym graczem i liderem, a nie panienką do ciągłego ratowania  kliknij: ukryte . Samego Kirito najbardziej lubię w duecie z Sinon, które to odczucie naszło mnie również przy oglądaniu Ordinal Scale, no ale to temat na innego posta.

    Tak z innej beczki ciekawa jestem, kiedy autor zrozumie, że Yui zabija jego dzieło? Po pierwsze jest jednym wielkim cheatem, a jej brak zmusiłby bohaterów to większego ruszania mózgownicą, co by wyszło serii na dobre. W filmie, dokładnie jak w serii, każda scena z Yui jest dużo gorsza niż mogłaby być bez niej. Nie czaję, czemu twórca z uporem maniaka trzyma się tego czegoś.

    Muzyka to średnia Kajiura, bardzo dobra, lecz wtórna. To wszystko już gdzieś wcześniej było. Z drugiej strony skłamałabym jakbym powiedziała, że żadna z piosenek nie wpadła mi w ucho.

    Animacja, jak można było się spodziewać po filmie kinowym, bardzo dobra.

    Smaczkiem SAO jest ten element fantastyki naukowej, która może się stać rzeczywistością w ciągu kilkunastu, a może nawet kilku lat. Po prostu fajnie patrzy się na ten nowy sprzęt ^^.

    Podsumowując, serdecznie polecam. Jeśli ktoś lubi SAO i toleruje to anime w jego najgorszych momentach, powinien być bardzo usatysfakcjonowany seansem.
  • Avatar
    A
    Rinsey 16.09.2017 23:36
    Komentarz do recenzji "Re:Creators"
    Anime troszkę nierówne. Pomysł sam w sobie był intrygujący, lecz pomiędzy początkiem a środkiem było kilka odcinków za bardzo przegadanych… co absolutnie nie zmienia faktu, że szalenie miło spędziłam czas z tym anime :)

    Postacie sympatyczne i dające się lubić, super muzyka, i ciekawy motyw powstawania anime i działania fandomu, to niewątpliwe zalety serii. A zwłaszcza najbliżej odebrałam wątek tworzenia własnej historii… Uwielbiam pisać, tworzyć nowe historie… I to anime niesie niesamowicie ciepłe przesłanie takim osobom jak ja. Samo tworzenie jest cudownym zjawiskiem. Warto jest tworzyć dla samej radości tworzenia. Nie dla poklasku, sławy i blasków reflektorów… Właśnie mam wrażenie, że to anime to bardzo osobiste dzieło twórców, w którym przemycono wiele ich osobistych przemyśleń na temat własnej pracy, co samo w sobie sprawia, że Re:Creators stanowi bardzo ciekawą pozycję.

    Nie polecę tej serii miłośnikom akcji. Jeśli ktoś szuka czegoś nowego, sam lubi tworzyć i ma nieco cierpliwości, spotka ciepłą historię wywołująca chwilę refleksji, nawet i wzruszenia, wciąż będącą dobrą rozrywką :) 8.
  • Avatar
    R
    Rinsey 4.07.2017 09:03
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Dokładnie tak, jak poprzednio, doskonała recenzja :)
  • Avatar
    Rinsey 29.06.2017 00:19
    Komentarz do recenzji "Zero kara Hajimeru Mahou no Sho"
    Ech, panowie, nie musi być romans, aby można wyczuć chemię. W serii romansu nie było, natomiast, zapewniam Wam panowie, że w trakcie dalszej podróży głównej dwójki, której co prawda nigdy nie ujrzymy na ekranie, romans się pojawi :) Chemia, którą wyczuwam i którą nagrodziłam to tylko i aż potencjał uczuć jest w istocie :)
  • Avatar
    A
    Rinsey 27.06.2017 23:59
    Komentarz do recenzji "Zero kara Hajimeru Mahou no Sho"
    Ciepłe, miłe i przyjemne :) Spokojnie stawiam 7, obiektywnie dałabym 6, ale za tę uroczą, niewymuszoną chemię pomiędzy parą głównych bohaterów daję oczko wyżej :)
  • Avatar
    A
    Rinsey 21.06.2017 23:20
    Wiaderko tęczy
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Ach, kontynuacja Tytanów… Marudy kręcące nosem na wspaniałość tej serii mogą nie czytać dalszej części tego komentarza, gdyż zaraz nastąpi wylewanie wiader tęczy.

    Jedyną wadą jest faktycznie trochę gorsza jakość animacji (chociaż najważniejsze momenty wciąż wyglądają przepięknie), i może czasem było trochę zbyt statycznie, ale kto by się tam przejmował przy tak genialnej reżyserii. O i dochodzimy już do stada zalet drugiego sezonu SnK. W składzie reżyserskim zaszła maleńka zmiana i mam wrażenie, że wyszło to serii na dobre. Nawet jeśli znałam materiał mangowy, nie mogłam nie docenić, jak doskonale przekazano treść zawartą w komiksie. Powiem więcej, ponownie historia ukazana w anime wydaje mi się spójniejsza. Akcenty i organizacja czasowa wydarzeń wydaje mi się bardziej uporządkowana i przemyślana.

    Ogromnym plusem tej serii jest poprawne zaprezentowanie Hanji, której charakter w pierwszej części bardzo spłycono. Hanji nie jest nieodpowiedzialnym szalonym naukowcem, jak ją ciągle lubili przedstawiać w serii pierwszej. Jest ona doskonałym przywódcą, strategiem, o ogromnej wrażliwości na krzywdę ludzką, mającą swoją szaloną i ciemną stronę, co tutaj wreszcie w pełni ukazano.

    Niestety, nieco spłycają postać Mikasy, wciąż eksponując jej szaleńcze przywiązanie do Erena, ucinając jej przemyślenia, że potrafiła się przyznać do poprzednich błędów, co nadawało w mandze jej nieco większej głębi.

    Bardzo podobało mi się rozbudowanie tutaj postaci drugoplanowych. Wiadomo, że ta historia ma już swoich głównych bohaterów, lecz SnK to długa opowieść pokazująca wiele postaw ludzkich. I chociaż pośród nich najciekawsi są weterani Zwiadowców, dzieciaki tworzą sympatyczną bandę, a ich postępowanie wynika z ich doświadczeń, a nie wymogów fabuły.

    Czytając jednocześnie najnowsze rozdziały mangi i oglądając regularnie odcinki drugiej serii, z jeszcze większym zainteresowaniem zwracałam uwagę na wiele pozornie nieistotnych szczegółów. Długo czekaliśmy, ale dzięki temu wypowiadane przez głównych antagonistów kwestie zyskiwały nowe znaczenie. To jedna z tych rzadkich serii, gdzie naprawdę można zrozumieć obie strony barykady.

    Muzyka. Tak samo jak poprzednio, zniewalająca, hipnotyzująca, czysta doskonałość.

    Największą siłą Tytanów nie jest akcja, ani zagadki, ani postacie. Dla mnie są to subtelnie stawiane pytania, o coś więcej. Zwykle są one zadawane szeptem, w międzyczasie. A odpowiedzi często nie są jednoznaczne. Może nawet powstały one tylko w mojej małej główce… Ale nawet jak nikt inny ich nie widzi, to nie szkodzi. Śledzenie tego tytułu budzi we mnie całą gamę emocji, których nie mam co szukać przy innych seriach. Dlatego jestem świadomie głucha na wszelkie niedoskonałości tak długo, jak czuję w swoim wnętrzu ten niezmienny rezonans.

    10­‑ka pełną gębą.
  • Avatar
    A
    Rinsey 17.06.2017 17:12
    Ha!
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Trzeci sezon w 2018!!! :D
  • Avatar
    Rinsey 8.05.2017 13:02
    Re: Poszukuję osób, które czytały całą mangę SnK (do 93 chaptera)
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Ja chętnie pomogę :) To możemy się zgadać na privie ;)
  • Avatar
    Rinsey 8.05.2017 00:11
    Re: Dokładnie ^^
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Też rozumiem, że ludzie mają różne gusta i tak jak nikt mi nie przetłumaczy, że ten sezon jest zły, chociaż dla mnie jest fenomenalny, tak też inni mogą być nie wyrozumiali względem mojej argumentacji. Dlatego nie wchodziłam w żadną polemikę, ale widząc Twój komentarz uśmiechnęłam się od ucha do ucha :) Reżyseria wszystkich odcinków podoba mi się strasznie. I jak najbardziej się zgadzam, że 6­‑ty odcinek jest konsekwencją wszystkich poprzednich. Ważny jest tutaj motyw szaleństwa Reinera, który tłumaczy, że wydarzenia przebiegają tak a nie inaczej. W ogóle ze znajomością mangi, czerpię podwójną radość z oglądania tej serii, widząc dużo więcej sensu w obecnych wydarzeniach :)
  • Avatar
    Rinsey 7.05.2017 23:30
    Dokładnie ^^
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    antykontrarian, dziękuję, że to napisałeś. Mam dokładnie identyczne odczucia względem tego odcinka i miło mi, że nie jestem samotna w tych odczuciach :)
  • Avatar
    Rinsey 11.04.2017 23:22
    Re: Dinozaury? Zwierzęta?
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Ja się mogę tylko pobawić w luźną interpretację, na którą nieco wpływa znajomość mangi. Jeżeli przyjmiemy, że ta czerwonawa sfera to przenośnia energii życiowej, to być może jest to metafora walki głównych bohaterów z całym światem, jego historią i prawami w nim obowiązującymi. Symboliczne ukazanie, że za Beast Tytanem kryje się znacznie większy wróg. Ale to tylko takie moje gdybanie :)
  • Avatar
    Rinsey 11.04.2017 23:12
    Re: Fantastyczne *.*
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    W późniejszych odcinkach faktycznie jest już podobnie, tutaj mam na myśli głównie pierwsze odcinki i chaptery :)
  • Avatar
    Rinsey 9.04.2017 15:15
    Re: Fantastyczne *.*
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Hehe, tak się coś spodziewałam okrzyków zdziwienia na mój zachwyt ;p

    Pojedyncze krzywe mordki nie przeszkadzają mi w docenieniu fantastycznie zanimowanych scen akcji. Mam świadomość, że to nie jest wersja bluerayowa. A jak za punkt odniesienia weźmie się inne serie, to naprawdę moja opinia chyba nie jest aż tak dziwna. Ale możesz przyjąć, że mam niskie wymagania. Mi to rybka, mi się podoba i to się dla mnie liczy.

    Może fakt, że jestem z całą mangą na bieżąco i wiem, do czego te sceny prowadzą,sprawia, że nie czuję nawet najmniejszego powiewu nudą? Manga jest chaotyczna, anime bardzo porządkuje mangowy materiał. Poskreślam, że ponownie przy mojej opinii punktem odniesienia jest manga. A ten dramatyzm i patos w takiej formie ja po prostu lubię. Możesz to nazywać placebo, czy jakkolwiek inaczej. Ty masz prawo narzekać na nudę, ja mam prawo wylewać wiadra zachwytu :)
  • Avatar
    A
    Rinsey 9.04.2017 01:09
    Fantastyczne *.*
    Komentarz do recenzji "Shingeki no Kyojin [2017]"
    Właśnie na to czekałam przez cztery lata. Odpycha mnie jedynie ending (tylko sama muzyka). Opening, owszem słabszy od poprzedników, ale wciąż bardzo dobry. Animacja na rewelacyjnym poziomie. Rewelacyjne nowe motywy muzyczne, doskonale pasujące do całości sceny dodatkowe, uporządkowanie materiału mangowego. Tak się właśnie robi anime. A do tego reżyseria… Ach… odcinek 2 sam w sobie jest wręcz miniaturką. Mamy tu dwa powroty do domu, piękny i optymistyczny, drugi prowadzący do rozpaczy. To, co dla Tytanów jest tak charakterystyczne, rozpalanie płomyka nadziei, tylko po to, aby go po chwili bezlitośnie zgasić.

  • Avatar
    Rinsey 5.02.2017 09:27
    Komentarz do recenzji "Kuzu no Honkai"
    Argh… Chyba zatracam wyczucie słowa w opisie moich myśli XD Ech, nie porównuję serii fantasy do romansidła! Oczywiście, że to zupełnie dwie różne kategorie! Zwykle duże pieniądze kojarzą mi się jednocześnie z większym prawdopodobieństwem, że seria będzie bardzo dobra. Porównuję tylko sam fakt, że w tym przypadku to przekonanie jest błędne. Bo jak oglądam Zestirię o dużym budżecie, ziewam, a jak oglądam Honkaia o wyraźnie mniejszych nakładach finansowych, nie wiem, kiedy mija dwadzieścia minut mojego życia. I tylko to porównuję! Jak wciąż mi się nie udało przekazać właściwej treści moich myśli, to się poddaję XD

    A co do plucia się o dzielenie jednej serii na dwa sezony, to serdecznie to popieram! (w sensie plucie się ;p) Jedna połowa przecież wpływa na drugą i bez sensu jest oceniać je oddzielnie. W przypadku Zestirii druga połowa zabrała mi nadzieję na to, że będzie lepiej, co jeszcze miało miejsce rok temu, i tyle :)
  • Avatar
    Rinsey 5.02.2017 09:15
    Re: Jak oni to robią?
    Komentarz do recenzji "Tales of Zestiria: The Cross [2017]"
    Aj, po Twoim opisie faktycznie żal cut ściska :( W grę nie grałam, ale jak czytałam dotychczasowe komentarze, które na etapie wcześniejszych odcinków mówiły o lepszym rozwiązaniu niektórych wątków fabularnych, to naprawdę miałam nadzieję na coś rewelacyjnego :/

    Co od samego Ufotable, jak gdzieś tam już chyba wspomniałam, nowy Fate mi się podobał (chociaż też były przestoje i czasem trochę za dużo gadanina). Zestirię teraz bym oceniła na 6 (w moim zakresie to niska ocena ;p). A swoją drogą jak Ci się podobał odcinek z Velvet? Bo akurat ten odcinek oglądałam z ogromną przyjemnością :)
  • Avatar
    Rinsey 4.02.2017 19:10
    Re: Jak oni to robią?
    Komentarz do recenzji "Tales of Zestiria: The Cross [2017]"
    Na początku dałam serii kredyt zaufania, bo ostatni Fate mi się pomimo kilku wad podobał, ale tutaj nie mogę odeprzeć zarzutu o marnej reżyserii.

    Uwaga co do fabuły wiele wyjaśnia, bo właśnie od tej drugiej połowy mam wrażenie, że coś się złego stało z linią fabularna… :/