x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Przyjemne
Re: Szingeki no Kjodżin
Do kwestii mangi mogę dorzucić tyle, że faktycznie kreska nie powala, ale z późniejszymi chapterami staje się lepsza. Subtelniejsza jest też narracja, gdyż wiele wskazówek ukrywa się pośród kadrów. No i są mniejsze dłużyzny niż w anime. Z drugiej strony na samym początku trochę kuleje brak chronologii i ciągłe skakanie w czasie, co z kolei anime ładnie poukładało. Ale przede wszystkim manga ma tę zaletę, że wychodzi na bieżąco i czytając ją, wiesz dużo więcej od tych, co nie czytają :D
A to że takie recenzje wywołują najciekawsze dyskusje to najprawdziwsza prawda :D Może zresztą to właśnie o to w nich chodzi… Ale jako że pomimo niedoskonałości, polubiłam Arslana, w tym przypadku wykrzywiło mi gębę ;p
Anime muszę pochwalić też jako samą adaptację. Linia fabularna jest nieco inna od mangi. Opiera się na podobnych punkach zwrotnych, ale jako że anime powstało przed ukończeniem mangi, siłą faktu w pewnym momencie musiało nastąpić odbicie od mangowego toku akcji. I to, co zobaczyłam szalenie mnie zachwyciło! Uwielbiam mangową wersję, jest spójniejsza i konkretniejsza (w sumie manga ma tylko 6 tomów), ale anime w 100% wykorzystuje swoje atuty w postaci większej ilości czasu. Bohaterowie dostają więcej chwil na rozwinięcie swojego uczucia, możemy poznać dodatkowych bohaterów, ujrzeć nowe sytuacje, a do tego bardziej zostaje dopieszczony motyw crossoverów! Uwielbiam, kiedy anime nie powiela mangowych treści, tylko przekazuję nam tę samą historię jednak w trochę inny sposób. Dokładnie tak, jak to się w przypadku Kobato. W sumie nie mam się co dziwić, skoro nad scenariuszem czuwała sama Ohkawa.
Piękna kreska, muzyka i wyciskające łzy ostatnie dwa odcinki… Coś cudownego… Polecam, polecam, polecam. Zarówno widzom jak i producentom anime, aby sobie przypomnieli, jak powinno się kręcić anime.
Re: Odcinek 4
Odcinek 4
Drugi punkt to zagadki… Hm… Niektóre z nich, zwłaszcza te rozłożone na kilka odcinków, były całkiem ciekawe. Zwłaszcza podobał mi się film i festiwal. Ale niektóre pojedyncze zagwozdki były tak… idiotyczne i błahe, że po prostu przewijałam odcinek…
Ogólnie oceniam serię na 7, ale podwyższam o jedno oczko za piękną, szczegółową animację. Niewątpliwie jest to miła, niewymagająca myślenia rozrywka na ciepłe letnie popołudnia.
Re: Shingeki! Kyojin Chuugakkou (Attack on Titan: Junior High) jako anime!!!
Shingeki! Kyojin Chuugakkou (Attack on Titan: Junior High) jako anime!!!
Może zacznę od tego, że od początku kibicowałam właśnie tej parze i stąd też byłam pozytywnie nastawiona do tego filmu i w sumie mi się całkiem podobał, chociaż w dużej mierze to kwestia mojego dobrego nastawienia, gdyż w filmie jest mnóstwo nieścisłości i naciągania faktów. Są dwa znane mi sposoby tworzenia fabuły, nieważne czy są to poważne scenariusze czy fanfiki. Albo piszemy coś od początku i na bieżąco nam się kształtuje akcja albo mamy ustalony punkt A oraz punkt B i musimy zrobić wszystko, aby w wyznaczonym czasie ten punkt B osiągnąć. W tym drugim przypadku, zwłaszcza gdy czas jest ograniczony, dosyć łatwo jest zatracić naturalność zachowań bohaterów. I w Last mam wrażenie troszeńkę tak się stało. Ale, jak już wspomniałam, chciałam, aby ten film mi się podobał, i dopowiedziałam sobie po swojemu drażniące mnie kwestie w taki sposób, aby wystawić 8.
Moim pierwszym zarzutem jest (powiedzmy, że to spoiler) kliknij: ukryte zrobienie na początku z Hinaty damulki w opałach. Na serio, ta dziewczyna pokazała, że potrafi sobie radzić. Ale nie, ciągle musiała lądować w ramionach Naruto, bo a to się potknęła a to to a to tamto. Bez tych zabiegów i tak udałoby się osiągnąć ustalony cel i tak. Kolejna scena, gdy kliknij: ukryte Hinata spada i trzyma się jedynie na szaliku. Zawsze mi się wydawało, że shinobi przy pomocy kontroli czakry są w stanie chodzić po ścianach, no ale powiedzmy, że to był skutek uboczny po tej zielonej kulce. A przy okazji można było zobaczyć pierwszy akt pt. „Mój szalik znowu jest rozdarty.” W ogóle cały ten motyw z szalikiem był sztampowy, relacja pomiędzy Hinatą a Naruto moim zdaniem nie potrzebowała aż tylu wpomagaczy. „Bajorko wspomnień” było wybitnie pójściem na łatwiznę. Myślę, że dałoby się dojść do tego punktu B w bardziej naturalny i niewymuszony sposób. Irytująca była też opcja, że kliknij: ukryte tryb Kuramy można aktywować tylko w ciągu ostatnich 20 minut filmu, no ale może Naruto chciał trochę czakry zaoszczędzić. No i znowu ta opcja z przenoszeniem oczu niczym na pendrive'ie. Brać oko do ręki? No, ale dobra, powiedzmy, że Hinata utworzyła minibarierę czakry broniącą oko przed bakteriami, które, chociaż mamy akcję na księżycu, i tak przyjechałyby z mieszkańcami ziemi. Wiem, że się czepiam, to takie spaczenie zawodowe.
No, ale było też całkiem sporo pozytywów. Z drugiej strony uczucia głównej dwójki po „bajorku” już całkiem ładnie się kształtowały… I bardzo, ale to bardzo podobała mi się Sakura. Widać, że dojrzała i jest prawdziwą przyjaciółką zarówno dla Naruto jak i dla Hinaty. No i film jest po prostu bardzo ładnie zrobiony i w sumie spójny sam ze sobą. Chociaż obejrzałabym to raz jeszcze, bez takiego wielkiego wroga. Po co znowu taki przepych? Po co znowu niszczyć świat? Nie wystarczyłaby zwyczajna misja, gdzie zamiast skupiać się na wybuchach, można by więcej uwagi poświęcić uczuciom bohaterów? Na przykład dorzucić Neji'ego w tle? Uczucie może się rozwijać nie tylko w obliczu zagrożenia, czego dowodem jest kilka pierwszych scen. Naprawdę nie można było utrzymać całego filmu w takim nastroju? I żeby nie było wątpliwości, film podobał mi się, co nie zmienia faktu, że scenariusz napisałabym trochę inaczej.
Podsumowując, myślę, że warto ten film obejrzeć. Zwłaszcza jeżeli spędziło się kilka lat, śledząc głównego bohatera i wreszcie zobaczyć, że wreszcie odnajduje on swoje zasłużone szczęście.