x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
I co ja mam z tym zrobić?
„Sakurako…” dąży w zupełnie innym kierunku. Zagadki (które są średnio intrygujące, przynajmniej na początku) są tylko pretekstem do prezentacji postaci i relacji między nimi, a to udało się doskonale. Sama Sakurako jest jedną z najlepszych postaci stworzonych w anime i sama jedna podnosi poziom całego utworu. To na niej oparto całą serię i myślę, że zabieg ten się bardzo ładnie udał. Tylko, że po zakończeniu widać wyraźnie, że cała seria to przygotowanie pod serię drugą, która powinna być dużo mroczniejsza i dramatyczniejsza. Jeżeli powstanie druga seria, a będę szalenie zawiedziona, jak tak się nie stanie, może być to bardzo, ale to bardzo dobre. Z drugiej strony jak wciąż nie słychać nic o kontynuacji Akatsuki no Yona czy innych hitów proszących się głośno i namiętnie o kolejną serię, to brak wielkiego finału, do którego przygotowuje „Sakurako…” jest brutalnie realistyczny.
Oczywiście, film nie jest bez wad. Reakcje BJ są chwilami chyba zbyt intensywne na tę postać. Ładunek emocjonalny owszem jest, ale nie jest tak intensywny jak we wspomnianych OAV, które są dla mnie absolutną perfekcją w temacie ekranizacji BJ. Nie zmienia to jednak faktu, że dla osób obeznanych ze światem BJ, będzie to mile spędzone półtorej godziny.
Przyjemne
Re: Szingeki no Kjodżin
Do kwestii mangi mogę dorzucić tyle, że faktycznie kreska nie powala, ale z późniejszymi chapterami staje się lepsza. Subtelniejsza jest też narracja, gdyż wiele wskazówek ukrywa się pośród kadrów. No i są mniejsze dłużyzny niż w anime. Z drugiej strony na samym początku trochę kuleje brak chronologii i ciągłe skakanie w czasie, co z kolei anime ładnie poukładało. Ale przede wszystkim manga ma tę zaletę, że wychodzi na bieżąco i czytając ją, wiesz dużo więcej od tych, co nie czytają :D
A to że takie recenzje wywołują najciekawsze dyskusje to najprawdziwsza prawda :D Może zresztą to właśnie o to w nich chodzi… Ale jako że pomimo niedoskonałości, polubiłam Arslana, w tym przypadku wykrzywiło mi gębę ;p
Anime muszę pochwalić też jako samą adaptację. Linia fabularna jest nieco inna od mangi. Opiera się na podobnych punkach zwrotnych, ale jako że anime powstało przed ukończeniem mangi, siłą faktu w pewnym momencie musiało nastąpić odbicie od mangowego toku akcji. I to, co zobaczyłam szalenie mnie zachwyciło! Uwielbiam mangową wersję, jest spójniejsza i konkretniejsza (w sumie manga ma tylko 6 tomów), ale anime w 100% wykorzystuje swoje atuty w postaci większej ilości czasu. Bohaterowie dostają więcej chwil na rozwinięcie swojego uczucia, możemy poznać dodatkowych bohaterów, ujrzeć nowe sytuacje, a do tego bardziej zostaje dopieszczony motyw crossoverów! Uwielbiam, kiedy anime nie powiela mangowych treści, tylko przekazuję nam tę samą historię jednak w trochę inny sposób. Dokładnie tak, jak to się w przypadku Kobato. W sumie nie mam się co dziwić, skoro nad scenariuszem czuwała sama Ohkawa.
Piękna kreska, muzyka i wyciskające łzy ostatnie dwa odcinki… Coś cudownego… Polecam, polecam, polecam. Zarówno widzom jak i producentom anime, aby sobie przypomnieli, jak powinno się kręcić anime.
Re: Odcinek 4
Odcinek 4
Drugi punkt to zagadki… Hm… Niektóre z nich, zwłaszcza te rozłożone na kilka odcinków, były całkiem ciekawe. Zwłaszcza podobał mi się film i festiwal. Ale niektóre pojedyncze zagwozdki były tak… idiotyczne i błahe, że po prostu przewijałam odcinek…
Ogólnie oceniam serię na 7, ale podwyższam o jedno oczko za piękną, szczegółową animację. Niewątpliwie jest to miła, niewymagająca myślenia rozrywka na ciepłe letnie popołudnia.