x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Beautiful mess
Przyznam, że mam mały problem z oceną tego anime, bo z jednej strony obejrzałam je do końca, więc nie byłam aż tak znudzona/zniechęcona, ale z drugiej… No właśnie. Miejscami scenariusz sprawiał wrażenie niedopracowanego, jakby nie do końca seria wiedziała, gdzie faktycznie zmierza. Zgrzyt między elementami komediowymi a dramatycznymi był miejscami uciążliwy. Sama postać Yosuke to już w ogóle osobny temat na osobną dyskusję – przyznam, że ujęcia na jego tyłek (i w ogóle jego szaleństwo) na początku mnie bawiły, ale żart bardzo szybko się wyczerpał i tupałam nogą czekając, aż w końcu fabuła nabierze tempa i coś faktycznie się wydarzy. Bo przez większość serii człowiek się czuł, jakby tracił czas na idiotyzmy bohaterów, zamiast przejść do rzeczy i pchnąć historię do przodu.
Oczywiście na co nie można narzekać to na oprawę audio‑wizualną. KyoAni w tym nie zawiódł i w tym przypadku – tła po prostu zapierają dech w piersiach, są po prostu przepiękne. Muzyka tak samo, orkiestra rodem ze starych produkcji Disneya powala na kolana.
Ale uważam, że dla wielu ludzi to będzie za mało i szybko zrezygnują z seansu, ponieważ jak mówiłam – fabuła zbyt długo obraca się wokół nie tego, co trzeba, i może szybko znudzić widza. Tak więc nie polecam, ale też nie zniechęcam do obejrzenia – każdy musi sam się przekonać, czy faktycznie ten piękny bałagan jest dla niego :)
Re: stage 2 - odcinek 1
Re: Qifrey
Mocno upraszczam, wiem, ale to nie jest głęboka sztuka, żeby faktycznie się doszukiwać nie wiadomo jakich niuansów. Mam na myśli to, że taka Agott i Richeh wpisują się w ten schemat, więc Qifrey – jako nauczyciel – powinien lepiej je zdyscyplinować. W moim przypadku dosłownie brakowało sceny, gdzie w momencie, kiedy Agott obraża na oczach wszystkich Coco, mógł jej zwrócić uwagę, że tak nie wolno mówić. A już szczególnie po kliknij: ukryte wysłaniu jej na ten test – dać jej jasno do zrozumienia, że to było nieodpowiedzialne i, nie wiem, dać jej do napisania jakąś kartkówkę czy szlaban xD
Dosłownie o takich scenach mówię – nic wielkiego, ale udowodniającego, że Qifrey jest również po to, żeby kształcić te dziewczyny na pełnoprawne czarodziejki, które są dostosowane do życia w społeczeństwie.
Re: Po 1 odcinku
Po 1 odcinku
Co ważne – seria nie traktuje siebie zbyt poważnie, więc mój komentarz o „pretensjonalności” też trzeba brać z przymrużeniem oka – tak, niektóre dialogi/komentarze w stylu „we live in society” mogą wywołać przewracanie oczami. Ale z drugiej strony pokazują problemy bohaterek jako przestrogę, żeby nie dać się zatracić w świecie wirtualnym/social media, że życie w „realu” jest tak samo wartościowe i warto mieć „realnych” przyjaciół, których możesz odwiedzić/szukać w nich wsparcia.
Oczywiście łatwo jest zrozumieć ich powody, dlaczego internet był dla nich atrakcyjny i nie można mieć o to do nich pretensji. Tylko jak mówiłam – seria również nieco się śmieje z bohaterek, że aż tak traktują siebie poważnie, gdzie są „tylko” streamerkami i myślą, że „zbawią świat”. Mamy tutaj dużo odcieni szarości, co jest na plus.
Wykonanie ciekawe i miejscami oryginalne – widać, że twórcy mieli tutaj konkretną wizję, jak seria ma wyglądać i jak ma oddawać odczucia bohaterek (oraz historię). Jest dużo scen, które ewidentnie mają być metaforyczne (bo w rzeczywistości nie miałyby sensu/racji bytu), co może niektórych drażnić. Ale jak mówiłam – oglądanie tego z nastawieniem, że ma być groteskowo/absurdalnie/dziwnie/pretensjonalnie zdecydowanie pomaga.
Zadziwiająco mocno się rozpisałam, ale z jakiegoś powodu ta seria tak na mnie zadziałała – podobało mi się podejście twórców do tematu oraz wykonanie; widać, że sami dużo wiedzą na ten temat (twórca gry na pewno, a był głównym koordynatorem) i moim zdaniem dość dobrze oddali ten cały cyrk, jakim stał się internet. Polecam, tylko z właściwym nastawieniem.
Jako okruchy życia seria jest bardzo dobra, a momentami mocno porusza za serce.
Dla wielbicieli Takako Shimury z kolei to tytuł obowiązkowy, bo nadal utrzymuję opinię, że jest to najlepiej zaadaptowana jej manga pod kątem wizualnym!
Re: 7=-/10
Autorka rysowała/rysuje (wraca do niej raz na jakiś czas) jeszcze mangę „Beast Complex”, która w zasadzie jest osadzona w tym świecie. Są to pojedyncze, niepowiązane ze sobą historie antropomorficznych zwierząt; typowe okruchy życia, w nietypowej wersji. Kto wie, może kiedyś się doczekamy adaptacji tego tytułu?
Dokładnie opisałaś moje odczucia. Było mi ogromnie przykro Nakamury, bo mimo tego, że nie mogę doświadczyć tego co on, absolutnie rozumiem ból, przez który przechodzi. I płacz zagrany przez Chiyaki'ego (VA Nakamury) po prostu chwyta za serce, dosłownie chcesz wejść do telewizora i go przytulić.
Tak, seria jest nierówna (pod kątem fabuły/humoru), ale ma wiele fajnych elementów (jak w 11 odcinku, czy też 6), więc moim zdaniem warto oglądać. No i technicznie jest bajeczna, grafika jest na konsekwentnie wysokim poziomie, a pomysł z innymi ED w każdym odcinku (i to city pop lat 80.!) jest genialny.