x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Zostawię tu ostrzeżenie – kliknij: ukryte Nie oglądaj jeśli drażni cię motyw, gdy dorosła baba próbuje się dobrać do młodego chłopaczka.
I chyba najlepsza krótkometrażowa seria o kotach, (z trzech xd), które widziałem.
Chi było nużące na dłuższą metę, zbyt grzeczne i infantylne.
Kuroneko natomiast (świetna bajka swoją drogą), różni się humorem od Poyo. Tam był o wiele przyziemniejszy, a cała otoczka znacznie realistyczniejsza.
Zbytnia abstrakcja
Jako plusy można zaliczyć grafikę oraz wysoki poziom absurdu. Ciężko to polecić komukolwiek, spróbuj jeśli jesteś fanem BARDZO nietypowego humoru.
Bajka ma dużo jedynek, ale nie jest to spowodowane ogólną jakością, czy też jakimś tematem tabu.
Pobawię się teraz w adwokata diabła i spróbuje jakoś odpowiedzieć na twoje zarzuty. Jeśli do czegoś się nie odniosłem, to dlatego że ciężko się nie zgodzić.
kliknij: ukryte Od razu też napiszę, że ta moc związana z widzeniem przeszłości i przyszłości mnóstwo miesza. Kiepsko jest wytłumaczona i przez to można nią tłumaczyć wiele nieścisłości.
Pustynia – Ta scena z Mikasą to nie jest zwyczajnie wizja artystyczna? Taka przenośnia? Że tego nie powinno się odczytywać jeden do jednego?
Romans – Taaa, ten romans to trochę xd. W sensie my przez tą cała historię nie mieliśmy żadnego zbliżenia pomiędzy nimi. Brakuje jakiegoś „paliwa”, żeby faktycznie ten romans miał sens. Ale pomijając „zasadność” romansu, oziębłość Erena od S4, można chyba tłumaczyć tym, że wiedząc jak to się skończy, chciał aby się od niego odkochała, żeby jak najmniej cierpiała po tym wszystkim.
Mikasa – Jakby plot armor był postacią. Niezniszczalna, praktycznie wyszko co robi kończy się sukcesem. Brakuje jej „człowieczeństwa”, jakiś wad, jakiś ekscentryzmów, czegokolwiek oprócz „Eren!”. To już Levi, też będący terminatorem, ma o wiele bardziej skomplikowany charakter.
Co do plot armora, mi on nie przeszkadzał. W sensie przez całą serie ginie, aż do granic absurdu, tyle różnych postaci, że fajnie, że na sam koniec darowali to sobie. W szczególności, że mało kto został xd.
Z tym wysłaniem tytana na własną matkę to faktycznie bajzel na kółkach. Ale to tak jest jak do fabuł wchodzi manipulacja czasem.
Co do zabicia Zake i zatrzymania zagłady, to nie jest tak, że aby kontrolować Pierwszego tytana to trzeba być w kontakcie z królewską krwią? Więc w momencie śmierci Zake, Eren traci wszelką kontrolę z powodu braku wiadomej tkanki.
Armin dał w ryj za Mikasę, ponieważ znał ich od lat i byli mu bliscy. Za matkę nie dał, bo nawet dla niego było to zbyt durne xd
Tylko dla naprawdę największych fanów Sakamoto, ewentualnie dla tych co lubią „kompletować” daną serię, bo specjal w sam w sobie nie jest zły, ale jakby go nie było to świat animacji dużo by nie stracił.
Mimo to polecam fanom lekkich komedii niebędących festiwalem gagów.
Ale trzeba oddać to, że ending jest naprawdę fajny, pod względem animacji jak i muzyki. Opening też ładny. Widać na co poszły pieniądzexd.
Seria jest na podstawie mangi (sic!), jeśli tak, to mamy niezły przykład antyreklamy.
Jak lubisz oglądać krótki metraż dla samego krótkiego metrażu, możesz dać szansę, reszta niech omija szerokim łukiem i zamiast tego obejrzy sobie, nie wiem, Teekyuu na przykład.
Akcja dzieje się na tybetańskiej prowincji na przełomie XX i XIX wieku, gdzie możemy zobaczyć życie codzienne autochtonów. Pytanie na ile jest to autentyczne.
Można polecić to fanom minaturek i obyczajówek, no, chyba że jesteście naprawdę, ale to naprawdę uczuleni na tematy tabu.
A, i do serii jest jeszcze jeden odcinek specjalny, który trochę tłumaczy fascynacje dziewczyny.
Bardzo fajny klimat, trochę nostalgiczny, trochę oniryczny, coś jak wspomnienia przygód z czasów wczesnonastoletnich.
Rotoskopia jest specyficzna, raz jest ładnie, raz jest brzydko, zależy od ujęcia. Tła też są specyficzne, bo często wydaje mi się, że są to zwykłe zdjęcia przerobione z lekka w jakimś Adobe, czego nie lubię, bo to zaprzecza trochę idei filmu animowanego. Choć muszę przyznać, że zdarzają się bardziej „artystyczne” tła.
Film polecam fanom dramatów obyczajowych, a już w szczególności tym co lubią rzeczy lekkie ze spokojnym tempem opowiadanej historii.
Anime między "zwykłym" a "nietpowym"
Fabuła, o dziwo, daje radę i trochę żałuję, że to tylko 13 epizodów. Z chęcią bym obejrzał jeszcze parę ich przygód.
Postacie są ok. Drugoplanowych da się lubić, choć w praktyce nie dowiadujemy się o nich nic (co nie jest wadą), natomiast o głównych bohaterach dowiadujemy się wystarczająco wiele, by móc w ich jakiś sposób zrozumieć.
Co do rozwoju ich charakterów, czy też jego braku, a kliknij: ukryte kcja bajki dzieje się w przeciągu niespełna miesiąca, więc zwyczajnie nie było na to czasu. Widzimy za to zmiany w relacjach pomiędzy Mayi i Fumiaki, co jest o wiele bardziej naturalne.
Świetna jest za to grafika postaci, ich „plastyka” oraz twarze. Dawno już nie miałem takiej estetycznej przyjemności po prostu widząc mimikę postaci. Do do teł, ich poziom waha się +- od średnich do ładnych, innymi słowy jest ok.
Muzyka jest, czysto filmowa i tyle, absolutnie nic ciekawego.
Co do OP, fajna animacja ale muzycznie to absolutnie bezbarwna, sztampowa papka jaką słyszeliście już pewnie setki razy. ED jest o tyle ciekawy, że wykorzystano prawdziwych aktorów, co jest raczej rzadsze niż częstsze.
Ogólnie polecam, ale raczej tym co w miarę orientują się w animcowych schematach oraz tym co szukają w anime czegoś lekko nietypowego.
Sama przedstawiona historia wydaje się raczej prosta, ale ze względu na poszatkowaną chronologię ciężko się połapać o co cho. Nie żebym narzekał na taki zabieg w ogóle, po prostu tutaj te „przeskoki czasowe” mamy dosłownie co parę minut co kompletnie rozwalą przyjemność z seansu.
A to, czy się tobie spodoba, czy nie, zależy od odporności na elementy ecchi.
Uważam też, że do każdego „kałacha”, powinny być standardzie dodawane kocie uszka.
Niby ok, ale dla mnie to zbyt efemeryczne zakończenie, choć wpisujące się w nastrój całości.
Technicznie jest ok, jakość teł czy grafiki jako takiej jest średnia, ale projekty postaci oraz, o dziwo, animacja walk są już całkiem niezłe.
Gatunkowo‑nastrojowo to niezły misz‑masz, bo mamy wstawki czysto komediowe na poziomie kreskówki z CN, a obok dość brutalną nawalankę z gdzie trup ścieli się umiarkowanie.
Muzyka z czołówki i tyłówki wpada w ucho, a sama sekwencja przy napisach końcowych jest całkiem fajna.
Jak ktoś lubuje się w ovkach akcji z zeszłego wieku, to na bank musi to sprawdzić, cała reszt może se darować.
Ciekawą rzeczą jest bardzo mała popularność tego tytuły, nawet na tle innych tego typu dzieł
Jeśli szukasz uczty fabularnej to raczej się zawiedziesz, historia prosta i zakończenie w stylu kliknij: ukryte „jakby nie stało się nic”.
Ogólnie warto obejrzeć, chyba że faktycznie nie trawisz takich klimatów.
Re: kwestia Irumyui
Całkiem niezłe
Poza tym zachowanie bohaterów jest faktycznie przerysowane, a cała fabuła to prosty schemat podany w nietypowej formie.
Opening jest faktycznie brzydki, ale to brzydota zamierzona i przez to dość ciekawa.
Nie jest to perełka z lamusa, ale warto dać szanse.
Fajna czołówka
Największym wyróżnikiem anime – ale też problemem – jest główny bohater, Sakamoto, będący istnym półbogiem, mającego za matkę prawdopodobnie jedną ze starożytnych Gracji. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że absolutnie z każdej sytuacji jest wstanie (bez większych problemów) wyjść obronną ręką i to w jak najlepszym stylu?
Znajdzie się paru podobnych bohaterów tego typu, takich jak Saitama z OPM, czy Saiki z Ψ‑man, ale w porównaniu do Sakamoto nie byli oni perfekcyjni, co dawało zwyczajnie ciekawszy efekt.
W tym anime widzimy głównie popisy Sakamoto, które są całkiem spoko, ale brakuje im jakiegoś napięcia, niepewności – albo drugiej strony – podkręconego absurdu. Przez to cała seria jest trochę nużąca.
W sumie trochę dziwna to bajka, za mało śmieszna na komedie, ale zbyt absurdalna na klasyczne okruchy. Chyba najbliżej temu do jakieś parodii, ale to kwestia drugorzędna.
Czy warto obejrzeć? Cóż, jeśli lubisz komedie to warto dać szansę, bo może siądzie ci humor. Natomiast jeśli już pierwszy odcinek mocno cię odrzucił, to daj se na luz, znacząco lepiej już nie będzie.