x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Ale trzeba oddać to, że ending jest naprawdę fajny, pod względem animacji jak i muzyki. Opening też ładny. Widać na co poszły pieniądzexd.
Seria jest na podstawie mangi (sic!), jeśli tak, to mamy niezły przykład antyreklamy.
Jak lubisz oglądać krótki metraż dla samego krótkiego metrażu, możesz dać szansę, reszta niech omija szerokim łukiem i zamiast tego obejrzy sobie, nie wiem, Teekyuu na przykład.
Akcja dzieje się na tybetańskiej prowincji na przełomie XX i XIX wieku, gdzie możemy zobaczyć życie codzienne autochtonów. Pytanie na ile jest to autentyczne.
Można polecić to fanom minaturek i obyczajówek, no, chyba że jesteście naprawdę, ale to naprawdę uczuleni na tematy tabu.
A, i do serii jest jeszcze jeden odcinek specjalny, który trochę tłumaczy fascynacje dziewczyny.
Bardzo fajny klimat, trochę nostalgiczny, trochę oniryczny, coś jak wspomnienia przygód z czasów wczesnonastoletnich.
Rotoskopia jest specyficzna, raz jest ładnie, raz jest brzydko, zależy od ujęcia. Tła też są specyficzne, bo często wydaje mi się, że są to zwykłe zdjęcia przerobione z lekka w jakimś Adobe, czego nie lubię, bo to zaprzecza trochę idei filmu animowanego. Choć muszę przyznać, że zdarzają się bardziej „artystyczne” tła.
Film polecam fanom dramatów obyczajowych, a już w szczególności tym co lubią rzeczy lekkie ze spokojnym tempem opowiadanej historii.
Anime między "zwykłym" a "nietpowym"
Fabuła, o dziwo, daje radę i trochę żałuję, że to tylko 13 epizodów. Z chęcią bym obejrzał jeszcze parę ich przygód.
Postacie są ok. Drugoplanowych da się lubić, choć w praktyce nie dowiadujemy się o nich nic (co nie jest wadą), natomiast o głównych bohaterach dowiadujemy się wystarczająco wiele, by móc w ich jakiś sposób zrozumieć.
Co do rozwoju ich charakterów, czy też jego braku, a kliknij: ukryte kcja bajki dzieje się w przeciągu niespełna miesiąca, więc zwyczajnie nie było na to czasu. Widzimy za to zmiany w relacjach pomiędzy Mayi i Fumiaki, co jest o wiele bardziej naturalne.
Świetna jest za to grafika postaci, ich „plastyka” oraz twarze. Dawno już nie miałem takiej estetycznej przyjemności po prostu widząc mimikę postaci. Do do teł, ich poziom waha się +- od średnich do ładnych, innymi słowy jest ok.
Muzyka jest, czysto filmowa i tyle, absolutnie nic ciekawego.
Co do OP, fajna animacja ale muzycznie to absolutnie bezbarwna, sztampowa papka jaką słyszeliście już pewnie setki razy. ED jest o tyle ciekawy, że wykorzystano prawdziwych aktorów, co jest raczej rzadsze niż częstsze.
Ogólnie polecam, ale raczej tym co w miarę orientują się w animcowych schematach oraz tym co szukają w anime czegoś lekko nietypowego.
Sama przedstawiona historia wydaje się raczej prosta, ale ze względu na poszatkowaną chronologię ciężko się połapać o co cho. Nie żebym narzekał na taki zabieg w ogóle, po prostu tutaj te „przeskoki czasowe” mamy dosłownie co parę minut co kompletnie rozwalą przyjemność z seansu.
A to, czy się tobie spodoba, czy nie, zależy od odporności na elementy ecchi.
Uważam też, że do każdego „kałacha”, powinny być standardzie dodawane kocie uszka.
Niby ok, ale dla mnie to zbyt efemeryczne zakończenie, choć wpisujące się w nastrój całości.
Technicznie jest ok, jakość teł czy grafiki jako takiej jest średnia, ale projekty postaci oraz, o dziwo, animacja walk są już całkiem niezłe.
Gatunkowo‑nastrojowo to niezły misz‑masz, bo mamy wstawki czysto komediowe na poziomie kreskówki z CN, a obok dość brutalną nawalankę z gdzie trup ścieli się umiarkowanie.
Muzyka z czołówki i tyłówki wpada w ucho, a sama sekwencja przy napisach końcowych jest całkiem fajna.
Jak ktoś lubuje się w ovkach akcji z zeszłego wieku, to na bank musi to sprawdzić, cała reszt może se darować.
Ciekawą rzeczą jest bardzo mała popularność tego tytuły, nawet na tle innych tego typu dzieł
Jeśli szukasz uczty fabularnej to raczej się zawiedziesz, historia prosta i zakończenie w stylu kliknij: ukryte „jakby nie stało się nic”.
Ogólnie warto obejrzeć, chyba że faktycznie nie trawisz takich klimatów.
Re: kwestia Irumyui
Całkiem niezłe
Poza tym zachowanie bohaterów jest faktycznie przerysowane, a cała fabuła to prosty schemat podany w nietypowej formie.
Opening jest faktycznie brzydki, ale to brzydota zamierzona i przez to dość ciekawa.
Nie jest to perełka z lamusa, ale warto dać szanse.
Fajna czołówka
Największym wyróżnikiem anime – ale też problemem – jest główny bohater, Sakamoto, będący istnym półbogiem, mającego za matkę prawdopodobnie jedną ze starożytnych Gracji. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że absolutnie z każdej sytuacji jest wstanie (bez większych problemów) wyjść obronną ręką i to w jak najlepszym stylu?
Znajdzie się paru podobnych bohaterów tego typu, takich jak Saitama z OPM, czy Saiki z Ψ‑man, ale w porównaniu do Sakamoto nie byli oni perfekcyjni, co dawało zwyczajnie ciekawszy efekt.
W tym anime widzimy głównie popisy Sakamoto, które są całkiem spoko, ale brakuje im jakiegoś napięcia, niepewności – albo drugiej strony – podkręconego absurdu. Przez to cała seria jest trochę nużąca.
W sumie trochę dziwna to bajka, za mało śmieszna na komedie, ale zbyt absurdalna na klasyczne okruchy. Chyba najbliżej temu do jakieś parodii, ale to kwestia drugorzędna.
Czy warto obejrzeć? Cóż, jeśli lubisz komedie to warto dać szansę, bo może siądzie ci humor. Natomiast jeśli już pierwszy odcinek mocno cię odrzucił, to daj se na luz, znacząco lepiej już nie będzie.
Co do grafy się zgadzam, była ona paskudna już w 2006, tak samo w 2012, jak i dzisiaj w 2023.
Obejrzeć można, ale po co? Chyba że chcesz obejrzeć wszystko z Dominiona, ale poza tym? Meh.
P.S.
Chryste Panie, dziewczyny, co oni wam zrobili?!
Praca kamery, ujęcia, poprowadzenie fabuły, lokacje, przedmioty, postacie, przejścia między rozdziałami, wszystko to tworzy klimat/nastrój grania gierkę, a nie oglądania bajki.
Czy polecam? Cóż, jeśli lubisz stare gierki i szukasz czegoś nietypowego, to warto spróbować. Dla reszty jest to przeciętniak z lamusa.
A i grafika nie jest zła, nie ma co się czarować of kors, to Anno Domini 2003, ale imho graficy wiedzieli co robią.
Choć muszę przyznać, że po pierwszych odcinkach, miałem ciut większe oczekiwania. Myślałem, że animiec będzie subtelniejszy, że cały ten kloaczny humor będzie wychodził mimochodem, a okazało się, że gdzieś od 4 odcinka faktycznie wyszedł, ale cały na biało.
Ot fajny krótki metraż, gdzie główną rolę grają spersonifikowane państwa, których charakter jest kalką japońskich(?) stereotypów i skojarzeń z danym krajem.
Bardzo miła seria, w sam raz na jakieś wolne popołudnie/wieczór.
Niby rzuca jakimiś ciekawostkami historycznymi, ale najpierw polecam bym je sprawdzić, nim zaczniecie nimi brylować w towarzystwie.
A co do Yaoi… where? No chyba, że mówimy o tych żartach, ale czy żarty o yaoi można traktować jako yaoi?
Re: 3/10
Odbiór tej bajki, zależny jest chyba mocno od nastawienia, czy też raczej oczekiwań wobec niej.
Re: 3/10
Mało subtelnie, ale pokazuje ona dwie skrajne postawy moralne czy tam etyczne. Bo z jednej strony mamy egoizm, a z drugiej altruizm. I teraz, który z nich jest lepszy z punktu widzenia pojedynczej jednostki?
Postawy te są przedstawione w sposób ekstremalny, ale dzięki temu są lepiej „widoczne”, bardziej klarowne.
Tą „skrajność” można nawet wytłumaczyć.
Bo cóż, co byś zrobił jakbyś został bogiem? Jakbyś się zachował, wiedząc, że jesteś praktycznie nieśmiertelny i w luj silny? To jak wygranie w totoloto – niektórym odpier****.
Co do bohaterów i ich rozwoju: kliknij: ukryte chłop to był już typ koło 50(?), więc ciężko by w nim zaszły jakieś daleko idące zmiany w osobowości. Co do chłopaka, cóż, był on czystym socjopatą, który kierował się swoją chorą logiką.
Żeby nie było, nie uważam, że Inuyashiki jest animowaną wersją traktatu filozoficznego, ot jest w stanie skłonić do paru przemyśleń.
W kwestii czystej zabawy było nieźle, lasery, wybuchy, te sprawy.