x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
"Musze bo sie udusze"
Oczywiście sama bajka nie jest „zła bo zła” tylko kompletnie niepotrzebna i zabijająca atmosferę pierwszego sezonu.
Jak ja te, kurna, oceny wystawiałem…
po 3
Zarys fabuły jest taki, że główny bohater zapisuje się do szkolnego klubu tańca. Tyle że nie robi tego z powodu ambicji i chęci sięgnięcia szczytu, a z powodów zdrowotnych, integracyjno‑społecznych i rozrywkowych.
Zdrowotnych? Bo jest jąkałą a jak wszyscy wiedzą, w tańcu się nie pierd…, znaczy, gada.
Integracyjnych? Bo poznaje niezłego lachona, który jest mocno w taniec.
Rozrywkowych? Bo widać, że ma do niego (do tańca) słabość.
Póki co, nie czuć tu w ogóle standardowej sportówki. Dostajemy bardziej lekki dramat obyczajowo‑sportowo‑romansowy. Ale żeby nie było, jest tu dużo tańca, polepszania swoich umiejętności, nawet gdzieś w tle majaczą jakieś zawody. To nie będzie casus Bochii, gdzie cały ten zespół był wyłącznie pretekstem.
Co do bohaterów, jest fajnie. OP mimo nieśmiałości i lekkiego nieobycia (co jest pełni zrozumiałe), nie jest aspołecznym dzikusem i potrafi normalnie rozmawiać, nawet jak jest z dziewczyną sam na sam, co przyznacie nie jest czym oczywistym. Wydaję się też wysportowany, a poza tym to „ewry dej normal madafaka”.
Dziewczyna natomiast wydaje się typem lekkoducha, który kompletnie nie przejmuję się zdaniem innych. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie jest to wariatka, ani totalna alternatywka, tylko laska która jest sobą i konwenanse traktuje raczej jako wskazówki niż wytyczne. Całkiem zabawna postać.
Wizualia
Wszystko co jest 2D jest dobre, albo bardzo dobre. Tła są niezłe, „estetycznie brudne” i wszystko jest jakby malowane ciemniejszymi barwami, przez co zimne kolory są jeszcze zimniejsza, a ciepłe – cieplejsze. Całość wydaje się dzięki temu delikatnie stylizowana. Sporo jest też zwykłej, git animacji 2D.
Co do 3D… to ło panie!
Czasami w tle widać naprawdę uproszczone modele postaci, przypominające grę z 2003 roku (Zemsta Urzędasa/Kujona). Jest to oczywiście minus, ale prawdopodobnie niezauważalny przy zwykłym oglądaniu.
Czasami, przy jakiś ćwiczeniach, widzimy standardowe modele 3D, ale z uproszczoną i „rwaną” animacją. Ot, taki standard w anime.
Natomiast, gdy mówimy o sekwencjach tanecznych, to zaryzykuję stwierdzeniem, że pewnych aspektach jest to najlepsze trzyde jakie widziałem w animcach. Ale po kolei:
Płynność:
Animka jest absurdalnie płynna jak na chińską bajkę. Żadnego klatkowania, rwania, czysta, płynna animacja jak w grze wideo na dobrym sprzęcie.
Skomplikowanie
Na 100% wynajęto zawodowych aktorów na sesję mocapu, ruchy taneczne są zajebiście odwzorowane i nie ma szans, żeby ktoś to z „palca” trzasnął. Jeśli mówimy o realizmie, to lepiej się już nie da.
Dokładność:
Oprócz wspomnianych ruchów, zaanimowano również ciuchy i włosy. I łał, to jest naprawdę dobre. I oczywiście, włosy to wiadomo, jest co najwyżej ok, tak ciuchy wyszły świetnie.
ALEEEEEE
Pierwszy minus, mniejszy, to twarze. Wiecie, mamy naprawdę zajebiście realistyczną animacje, a mimika postaci praktycznie nie istnieje i całość wygląda przez to absurdalnie, jak jakiś mem.
Drugi minus, ważniejszy, to to co napisała GLASS, elementy 3D całkowicie wyróżniają się na tle 2D. i powiem tak, drażni to, ale z drugiej strony 3D naprawdę potrafi być niezłe, więc tu dużo zależy od waszej percepcji.
Wydaje mi się też, że co odcinek lekko poprawiają/eksperymentują z 3D.
tl:dr
Fajna sportowa obyczajówka z powolnym romansem.
Bardzo dużo tańca, ale też skupienie się na rozwoju głównego bohatera (zarówno tanecznie jak i „osobowościowo”).
Ładna grafika 2D, 3D bardzo dyskusyjne (między git a kit).
Póki co można polecić fanom tańca, powolnych romansów, dobrego i/lub nietypowego anime. Jedyne przeciwskazanie to wstręt na 3D.
Absolute Cinema
Jak w temacie.
Absolute Cinema
Po dwóch
Co do kwestii wizualnych, pierwszy ep był mocno przegadany, a w drugim tej animacji też za wiele nie było, ale dajcie spokój to nie jest AŻ tak złe. Przeciętnie/poniżej przeciętnej.
Oprócz Garou.
Ja pierdziele, ile oni realnie mieli czasu na ten odcinek? Tydzień? Przecież to jest niemożliwe, żeby przeoczyć takie, za przeproszeniem, gówno. To jest poziom PowerPoint'a/Inferno Cop'a.
Ja na serio jestem ciekawy, jakie piekło produkcyjne przechodzą twórcy, no bo ile by zajęło dodanie efektów farfocli w „postprodukcji”? Ile zajęłoby stworzenie dosłownie kilku „klatek”, gdzie Garou delikatnie balansuje ciałem? Z drugiej strony, to wyglądało trochę jak placeholder, o którym ktoś zapomniał…
Idealne podsumowanie.
OP i ED są mocno stylizowane, estetyczne ale muzycznie takie se.
To że jest przesłodzone i momentami absurdalnie schematyczne to nie da się zaprzeczyć. Dwa ostatnie odcinki głównie przewijałem, bo poziom cukru wywaliło poza skalę. Ale poza tym, animiec niema jakiś wielkich problemów, w szczególności że schematyczność jest bardzo subiektywna w odbiorze.
Ocena powyżej ósemki na malu mnie nie dziwi, ale 8.75 i Top 50? Mózg rozyebion. No chyba, że po bajkę sięgnęło mnóstwo małolatów.
Są jednak dwie kwestie, które warto omówić:
Pierwsza kwestia, pozytywna, tyczy się sfery wizualnej. Drugi sezon jest znacznie obfitszy w różne graficzne bajery, takie jak; fragmenty innego anime, dodatkowe panele, różne „mangowe” efekty, zabawa kadrami, ujęciami, no widać ewidentnie, że ten sezon dostał więcej miłości.
Druga kwestia, negatywna, tyczy się… braku echii! W pierwszym sezonie było tego tak wiele, że seria wchodziła wręcz na rejony komedii erotycznej (delikatnie co prawda), tak tutaj mamy dosłownie dwie takie sekwencję. I żeby było jasne, to nie żal za animowanym cycem za mną przemawia, a pozbycie się jednego z filarów, na którym to anime się opierało. W jedynce spora część humoru na tym bazowała a i całość nabywała takiego pieprznego, unikatowego vibe'u. Bez tego seria zrobiła się nieco mdła.
I tak jeszcze informacyjne, pojawia się znacznie więcej (i na dłużej) postaci drugoplanowych, a sam związek między głównymi kliknij: ukryte raczej stoi w miejscu.
Ogólnie ten początek, te kilka pierwszych odcinków, ma trochę vibe tych shounenowych arców, gdzie zbieramy tą 'corową' ekipę. Blech, OP, Król Szamanów, wiecie dużo dram, backstory, walki z pierwszymi „bossami”, którzy po tym staną się naszymi najlepszymi psiapsi itd.
Nie wiem dlaczego tak to wygląda, może ta zmyła wynika z nacisków wydawcy, aby się młodzieży na to złapała?
Te wysokie oceny na Mal'u w kontekście początku serii to zwykłe xd. Natomiast jeśli mówimy o późniejszych epkach to widzę tu już jakieś pole do dyskusji.
A, i jedna rzecz, romans ten, czy też raczej cała seria to, imho, całkowite „male fantasy”
Re: 9/10
Miałem do‑kła‑dnie tak samo xd
Ale też trzeba przyznać (imho), że Hyouka, lepiej smakuje im więcej bajek obejrzysz. Bo pod względem oprawy wizualnej to do dzisiaj jest topka, a narracyjne to spokojnie jakiś wyższy tier.
Po 2 epkach
I ten motyw wrogich sobie szkół xd
kliknij: ukryte Po cholerę robić osobne szkoły z podziałem na płeć, jak i tak STOJĄ OBOK SIEBIE?
I jakim cudem, obok typowej, japońskiej „tysiąclatki” stoi jakiś pieprzony, neoromański/neorenesansowy obiekt rodem z XIX? Słyszeli w tej Japonii o planowaniu przestrzennym?
Poza tym, bajka jest trochę specyficznym działem, bo z jednej strony mamy dość przyziemną tematykę, w miarę racjonalnych bohaterów i wydarzenia, z drugiej natomiast mamy absurdalne zawiązanie akcji oraz związane z tym elementy fabuły i całość przez to ma sznyt bardzo długiego i rozbudowanego skeczu komediowego. Tyle że puenta jest jak najbardziej na poważnie.
Można zobaczyć jak szukasz anime z nietypowym klimatem, ale poza tym nic specjalnego.
PS
Piąty odcinek ma zawierać „anime original addition”.
Ale i tak mam parę czepialstw.
'po prostu każda generacja dysponuje listą ulubionych zagadnień.” – to prawda, ale wiele tych zagadnień się powtarza. Straszne historie o duchach i legendach miejskich? Gry i zabawy? Własna przyszłość? Kto o tym nie gadał w wieku dziecięcym i/lub nastoletnim? To jest całkiem fajne w tym anime, że o tych tematach sam kiedyś dyskutowałem.
„Mianowicie – czy ta seria w ogóle nadaje się na anime?”
Z drugiej strony – czy ta seria coś traci na tym, że jest anime?
Z trzeciej strony – gdyby to nie była animacja, a twór „aktorski” to czybyśmy w ogóle mieli o czym rozmawiać? Tzn. czy ktokolwiek z Polski wiedziałby istnieniu tego dzieła? Bo o zapoznaniu się nie ma nawet co myśleć.
Z czwartej strony – anime jest o rozkminkach nastolatków dla głównie nastolatków/młodych dorosłych, a ile z nich ogląda dzisiaj TV? Bo słuchanie radia to już w ogóle kosmos.
"ekskluzywna animacja” – w jakim sensie ekskluzywna? Dopieszczona, dopracowana, „wyrobiona”? Może chodziło o „inkluzywna”?
Tu się czepiam, bo nie czaję użycia tego słowa.
Re: 4/10
W takim razie biere się za oglądanie!
I tak, 90% czasu antenowego to siedzenie na wyspie restauracyjnej w jakimś centrum handlowym i gadanie. Pozostałe 10% to gadanie gdzieś indziej.
Tematy są różne i całkiem naturalne, jak na dwie, lekko outsiderskie nastolatki. Tu leży też największa siła tego anime, czyli zabawne i niegłupie dialogi. Element komediowy opiera się głównie na nich, wspierane tam i ów wizualiami i reakcjami bohaterek.
Grafika jest niezła, tzn. świetne projekty postaci i ich animowanie, serio, dawno nie widziałem takich „kyut i kawaii” bohaterach. Obok są tła, które są ok, ale jest ich, ja wiem, 15 sztuk?
Bohaterów drugoplanowych jest bardzo mało i są to często krótkie, epizodyczne role. To jest spektakl dwóch aktorek.
Fajna seria, jeśli lubisz bardziej przyziemne i przegadane komedie. Ale ostrzegam, że warto sobie robić przerwy między odcinkami, może lekko znużyć.
Szczerze? Za mocno, za bardzo, zbyt agresywnie i bezpośrednio. Na pierwszym odcinku, przy pierwszym „trzęsieniu ziemi” wręcz się zaśmiałem.
Czokapik gatunkowo jest dziwnym tworem, bo to niby strukturalnie kryminał/tajemnice, trochę a'la kliknij: ukryte Tokyo Revengers, ale tematycznie to mocny dramat obyczajowy.
I niby spoko, ale nie jest to rzecz dla fanów „klasycznych dramatów” takich jak Koi Kaze albo Punpun. Tu nie ma powolnej, samonakręcającej się spirali upadku, tu od razu wchodzimy do pełnej patologii. Bardziej to pokaz perwersji niż próba ugryzienia problematyki. Jakby to był romans, to zamiast podchodów i ostatecznie, konsumpcji, to by się przez 6 odcinków ruch***.
Może się czepiam, ale serio spodziewałem się czegoś z powyższych. Bliżej temu do Bokurano albo Ima, soko ni iru boku, ale nawet tam nie było to aż tak szybkie i bezpo``średnie.
Niby narzekam, ale bawiłem się naprawdę nieźle. Cudna grafa, ok fabuła, dobre tempo i tylko 6 odcinków.
Grafa jest świetna, ale raczej z tych statycznych. Wracając jeszcze do 86, tam bardzo dużo robiła reżyseria, tutaj jest to wszystko prostsze, mniej dynamiczne. Jakby obie te serie porównać, to 86 to subtelny, graficzny erotyk, natomiast Yofukashi to hardkorowe porno dla oczu.
Co to do gatunku, to dostajemy 70% obyczajo‑romansówki, 10% komedii, 10% dramy, 10% echii i jakieś śladowe ilości akcji. Wszystko jest to wymieszane, w szczególności humor, będący albo sytuacyjny, albo „dialogowy”.
Natomiast w kwestii romansu, jest to jak najbardziej „romans”, ale mocno niestereotypowy (albo niestereotypowo przedstawiony) jak na anime. Tu nie ma na start ogromnej miłości od pierwszego wejrzenia, nie ma tu wątków typu, „ona by chciała, on bym chciał, ale nie mogą, bo tamto, bo sramto, bo sztuczne dramy itp.”. Mamy za to romans pokazany od samego początku, gdzie dwie osoby dopiero się poznają i zwyczajnie jeszcze nie wiedzą czy to jest „to”. Z drugiej strony, anime zachęca lekko do przemyśleń o istocie miłości, czy jest to coś więcej niż pożądanie połączone z przyjaźnią, itp. Nie ma tu, broń boże, filozofowanie, to wszystko wychodzi z treści.
Na plus zaliczyć można również dialogi. IMHO są ponadprzeciętne.
Dla kogo to anime?
- fanów dobrej grafy (kolorystyka, tła, kompozycja, estetyka)
- dla fanów niebanalnych, nietotalnie słodko‑pierdzących romansów i obyczajówek
- oraz dla tych co szukają czegoś nietypowego, trochę innego.
Reżyseria też daje radę, chociażby ten kliknij: ukryte kolaż wspomnień Fido, no magia, jak pięknie to zagrało na emocjach. Wydaje mi się też, że nad wyraz często używano oświetlenia do „opowiadania”. kliknij: ukryte W dzień nie przydarzają się tragiczne rzeczy, prawie zawsze jest to noc, zmierzch/zachód słońca jest często używany gdy dzieją się rzeczy przełomowe, gdy bohaterka staje się coraz bardziej świadoma rzeczywistości, również jej rozmowy ze stryjem są prawie zawsze o zmierzchu (jak gdyby pokazać jego wewnętrzny konflikt służbista‑człowiek), rozmowy z Annette albo odbywają się przy świetle sztucznym, albo pada tekst o stopniu sztuczności jedzenia jakie wtranżała jej psiapsióła. Może i nadinterpretacja, ale szczerze, jak często jakieś anime pozwala na takie rzeczy?
Fabuła, w rozumieniu ciągu przyczynowo‑skutkowego, oraz postacie trzymają poziom, zwyczajnie chce oglądać odcinek za odcinkiem.
Jedyny spory zarzut jaki mam do tej serii, to debilny świat przedstawiony, a raczej jak w ogóle doszło do powstania dystryktu 86. kliknij: ukryte Przecież to się kupy nie trzyma. Jaka była struktura ludności przed wojną? 50‑50, 60‑40, 70‑30 na rzecz Albów? No bo musiała być dość wyrównana, bo przecież aby obronić ten cały perymetr, ten cały kraj przez 9 lat, to trzeba setek tysięcy ludzi w polu. A jeśli tak, to jakim cudem Albowie ich zniewolili? A jeśli nie, jeżeli do zatrzymania Legionu wystarczy „garstka”, to po co ten cały bajzel?
Czystki etniczne? kliknij: ukryte Więc dajemy 86 broń i sprzęt, no bo co złego może się stać. Przecież to jest tak bzdurne na wielu poziomach. Po pierwsze, dlaczego 86 nie zrobili powstania? Dlaczego nie szantażowali Albów? Dlaczego nie sabotowali działań wojennych? Gdzie jakieś białe NKWD, Gestapo, no jakiekolwiek oddziały do zwalczania ewentualnych niedobitków po wojnie? Dlaczego nie ma „zdrajców” wśród białych? Przecież wystarczy jeden dowódca średniego szczebla i naukowiec, by przejąć stanowiska artyleryjskie xd. Nie mówiąc o konkretnej degrengoladzie panującej w białej armii. W takim stanie to by ich powstanie chłopskie na kosach wyniosło.
po 4 epku
Szukacie komedii?
Nie ten adres, jest co prawda parę gagów, ale tylko przyprawa, a nie danie główne.
Szukacie przygotówki fantasy w stylu Mushoku/Grimgar albo przygody w ogarnianiu „jak tu żyć i zarobić by się nie na robić” w stylu Log Horizon?
Nie dostaniecie ani tego, ani tego. Świat przedstawiony jest ekstremalnie płytki i sztampowy, a system „gry” wydaje się póki co tak samo prostacki. Również mało co się dzieje, a cały przygodowy „komponent” jest co najwyżej pretekstem. Fajnych walk też nie ma.
No to może choć komizm postaci a'la Saitama z OPM, Saiki lub Sakomoto?
No, tego też jest, póki co, mało, a co najgorsze jest to dość nudno przedstawione. Patrząc po tym 4 epizodzie, zacząłem się zastanawiać czy motyw półboga ma w tym anime sens. Tzn. czy historia cokolwiek by straciły gdyby protag był tylko zwykłym graczem?
Więc co to jest?
Na ten moment wydaje mi się, że oglądamy mobilną grupę wsparcia dla ludzi z problemami psychiczno‑życiowymi. Pewnie będą latać po święcie i jakiś sposób „naprawiać” te połamane dusze.
Jest tu trochę akcji, trochę przygody, ale takiej se, dużo jest za to dramatu obyczajowego, takiego lekkiego (okruszki), jak i ciężkiego (dramy), posypanego dojrzało‑sarkastycznym podejściem bohatera. Ogólnie nie wydaje się to złe, ale i tak wszystko rozbije się wykonanie, o to jak bardzo to wszystko będzie melodramatyczne. Najciekawszy wątkiem wydaje się budowa więzi między Grubym a Fioletową, bo zamiast romansu dostajemy chyba relację ojciec‑córka. Reszta postaci też coś tam skrywa, też coś się tam dzieje, no ale to już spoilery.
Póki co nie polecam, ale też nie odradzam, zobaczymy jak seria dalej się rozwinie i jak bardzo ten komentarz się zestarzeje.