x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Nie jest źle
Zabijanie w rytm muzyki? Rozumiem, że w kinie familijnym to może oburzać, ale w takiej serii? Powiem szczerze, mnie bardziej poruszyła ta bezceremonialność zabijania i te headshoty, niż to że było do rytmu. Czego nawet nie zauważyłem.
Re: Nie jest źle
Jedyna faktyczna wada (naprawdę niewielka), to wspomniane w recenzji ujęcia statku w 3D. Serio, jakim cudem to wygląda tak źle?
Re: "Już taki jestem zimny drań "
W porównaniu do Yor, Loid nie ma żadnych rozterek i pewnie dla tego nadal jest w tym samym miejscu co na początku. Taki bardziej krzyżowiec, niż zimny drań.
Ale wydaje mi się, że ten pancerz powoli pęka.
Wchodzę, a to anime z tamtego roku xd
Może nie perełka, ale zacny kamień półszlachetny
Warto jeszcze zaznaczyć, że postęp technologiczny wygląda tam trochę inaczej i pewne elementy wyprzedzają swoje czasy, a niektórych tam brak. Na przykład, posiadają już całkiem zaawansowane czołgi, ale nadal nie wynaleźli broni maszynowej.
Mamy tutaj ten fajny klimat serii przygodowej, gdzie dużo się dzieje, strzelanie, pościgi, trup ściela się gęsto (i często brutalnie\bezceremonialnie), mamy jakieś trupy z szafy, intrygi w tle, a to wszystko podane jest w sposób poważny, ale i dość lekki ze sporą dawką humoru. Seria traktuje się poważnie, ale nie sztywno.
Napiszę coś co trochę zada kłam powyższemu akapitowi. Jest też to główna wada serii. Postacie, głównie pani porucznik, uwielbia dawać patetyczne i natchnione przemowy, wiecie, cecha szczególna anime jako takiego. Mnie zawsze od nich brało mega zażenowanie i zwyczajnie je przewijałem, na szczęście nie ma ich zbyt dużo.
Parę słów o samych wydarzeniach. Fabuła jako całość jest całkiem niezła, dużo się dzieję, mamy kilka tajemniczych wątków, jesteśmy też przerzucani w różne rejony świat, więc na nudę fabularno‑graficzną nie ma co narzekać. Jedynym minusem jest sekwencja w sali balowej, zbyt przegadana i to w sposób o którym już wspomniałem. Co do samego zakończenia, seria ta była prawdopodobnie przemyślna jako pierwszy sezon. Przez to większość głównych wątków nijak nie zostaje rozwiązana. Więc czy warto w ogóle zabierać się za to anime? Jak najbardziej, pomimo tego, że nie dowiadujemy się wszystkiego, całość kończy się dość zgrabnie, wątki poboczne są wyjaśnione i nie dostajemy żadnego jebitnego cliffchangera.
Co do postaci, cała ekipa da się lubić, ale wydaje mi się, że postacie męskie są lepiej napisane.
Pani porucznik przez swoje zachowanie traci na wiarygodności, zamiast idealistki, bardziej przypomina szczekaczkę nastawianą na odtwarzanie konkretnej płyty. Oczywiście dostaje swoje „ludzkie” momenty, ale trochę przesadzili z jej nastawieniem. Ta druga, niższa dziewczyna jest imo tylko elementem komediowym, praktycznie zawsze jak ją widzimy, to możemy spodziewać się jakiś jajec. Trochę szkoda, ale może w mandze ją bardziej „uczłowieczyli”.
Okularnik i Dandys to zwykli, normalni ludzie, którzy co prawda cieszą się ze swojej pracy, ale nie są tak narwani i idealistyczni jak ich przełożona. Racjonalny rdzeń zespołu.
Co do łagodnego olbrzyma, ot chłop po przejściach, który nie wymaga od życia zbyt wiele. Ciekawa jak by się dalej rozwinął, no ale tu zaprasza manga.
Co realizmu, realistyczną mamy otoczkę, grafikę, fajne rysunki sprzętu itd. Natomiast akcja to już poziom filmów z lat '90. Nie jest to wada, raczej ostrzeżenie.
W skrócie.
Bardzo dobra seria przygodowa z początku wieku. Nie jest pozbawiona wad, ale dzięki ogólnemu poziomowi wykonania i pewnej oryginalności, bez problemu można ją polecić i dzisiaj. No chyba, że ktoś nie trawi starych anime.
PS
Seria jest zdumiewająca mało popularna na malu. Anime nie jest przecież ani złe, ani niszowe w treści i wykonaniu.
PS2
Tęsknie za starym Gonzo.
Niby są tu strzelaniny (całkiem fajne, ale odrealnione, czysta efektowność), niby są tu dramaty, ale ciężar gatunkowy to jednak komedia.
Seria ta, to jak słodki torcik z gorzką polewą. Gorycz jest tylko akcentem.
Dajta mi sezon drugi
Fabuła nie jest klasycznym tworem, tzn. początek, rozwinięcie i osiągniecie konkretnego celu. Jest ona raczej historią głównego bohatera, zapisem jego życia w fantastycznym świecie.
Dobra jest też grafika, proste ale ładne tła, nie sprawiające wrażenia przerobionych zdjęć w Adobe, oraz fajny filtr graficzny, jakby na wszystkie postacie założono taką mocno przezroczystą, „brudną” teksturę. Widać ją na głównie na strojach.
Mocno polecam, choć jest to tytuł trochę specyficzny.
Re: Za mało Hanmy było
Dla mnie grzechem ciężkim jest brak jakiegoś oficjalnego recapu, między pierwszym i drugim sezonem. Ja musiałem szukać po jutubie jakieś przypominajki.
Ostatnie 3 odcinki. Ech, niby dużo się dzieje i w ogóle, ale serio mogliby se darować te tragiczne backstory. Klasyczne anime moments. kliknij: ukryte I albo w ogóle cały ten motyw z antagonistami, który według mnie jest kompletnie z tyłka. Zwyczajnie autor nie mam pomysłu, jak wywołać kryzys w wiosce.
Sam motyw kliknij: ukryte antyprotagonisty jest całkiem niezły i mogłaby to zadziałać, ale nie tutaj, nie w tej serii. kliknij: ukryte Cała ta imba dziejące się w ostatnich odcinkach, nijak nie pasuję do charakteru poprzednich odcinków.
Żeby nie było, nie jest to złe, po prostu zbyt odstające od reszty. Na plus zaliczyć można zakończenie, które jest wystarczająco satysfakcjonujące, bo kończymy pewien wyraźny etap historii, jednocześnie jest bardzo otwarte. Ja czekam na część drugą.
Fajne akcje i pomysły, choć mogliby to jeszcze bardziej podkręcić, bo powiedzmy szczerze, jeśli ktoś szuka realistycznego podejścia do kwestii przetrwania itp., to nie znajdzie tu nic.
Spoko jest zabieg graficzny, polegający na tym, że większość plam krwi nie jest realistycznie czerwona, a jaskrawo kolorowa. Idealnie pasuje mi to do klimatu serii. Trochę mi się to kojarzy z grą Rage 2, tam też mieliśmy kolorową postapokalipsę.
Co do przemocy, nic czego byście nie widzieli. Jest ok, ale są mocniejsze serie, nawet jeśli pozostaniemy w światku chińskich bajek.
Można ostrożnie polecić fanom akcji i rozpierduchy w lekkich klimatach.
Tutaj dużo robi muzyka, świetnie podkreślająca klimat całej produkcji, jak i poszczególnych scen. Bez problemu może istnieć jako samodzielny byt do słuchania na mp3.
The Planet Smashers – zespół odpowiedzialny za muzykę.
Dlaczego? Po pierwsze, Black Lagoon zyskuje według mnie na dłuższych historiach. Krótkie epizody też są jak najbardziej okej, ale tutaj faktycznie przydały się te dwie i pół godziny.
Po drugie, Rock i jego „wyjście z cienia”. Zwyczajnie przyjemnie było widać, jak ogarnia sytuację i jak staje się głównym aktorem.
Po trzecie, RBT jest ciut pozytywniejsze, co jest miłą odmianą po poprzednich 20 odcinkach. Ja rozumiem, że mrok i żałość, ale na dłuższą metę to zwyczajnie męczy.
Black Lagoon to świetna seria akcji, łączące powagę z totalnym odjazdem. Rozmowy, „okruchy życia”, wszystko to, co nie jest związane z czystą akcją jest traktowane realistycznie, wiarygodnie, normalnie. Natomiast strzelanki to czyste szaleństwo nie mające nawet grama zdrowego rozsądku. Tu postawili sprawę jasno – ma być efektownie i zajebiście.
Komentarz po czasie
O ile powyższe samo w sobie nie jest czymś niezwykłym, to nastrój tego anime jak najbardziej. Obejrzałem to ze 3 lata temu i nadal pamiętam ten świetny relaksujący klimat.
Bo wszystko jest tutaj bardzo kameralne i „przytulne”. Mamy tytułową Czikulinkę samodzielnie prowadzącą zajazd, przyjaznego chłopaka, z którym wzajemnie wpadli sobie w oko i szalonego dziadka‑wynalazcę będącego przyczynkiem ich szalonych perypetii.
Miło i pozytywnie tam mają, a kreska z lat 90 też robi swoje.
Mocno polecam całą serie (w sumie 5 odcinków).
Pomimo 30 lat, bajka trzyma klimat i nie nuży, co jest raczej rzadkie. Ot fajna mroczna historia, z niezła grafą oraz (momentami) animacją.
Jedynie to co mi przeszkadzało, to praktyczny brak informacji o antagoniście. Co prawda jakieś ochłapy dostajemy, ale to stanowczo za mało, są to raczej notki historyczne. Brakuje jego „punktu widzenia”, przemyśleń, jakieś prywatnej motywacji. Ot, „hurr durr, niech wszyscy zginą!”.
Tak jak Pan Recenzent powiedział
Warto spróbować, choćby po to, żeby sprawdzić jak takie rzeczy ci siadają. Taki papierek lakmusowy na animowane wynalazki.
Re: Jujutsu Kaisen 2 po 23 odcinku (koniec)
Coś nie tak z tym odcinkiem, jakby im zabrakło jeszcze 40 – 60 minut. Albo jakby właśnie próbowali tyle upchać w 20.
kliknij: ukryte
Pierwsza cześć to końcówka finałowej walki, która kończy się tym, że główny zły spierdziela dzięki wypuszczeniu w multum klątw (tych potworków).
CIACH
Zaczyna się druga część odcinka. Wypuszczenie tych wszystkich klątw powoduje lokalną apokalipsę w Tokio. Tu chyba chcieli pokazać sam początek, jak władze i zwykła ludność reaguje na zagrożenie. Na początek lekceważenie, poprzez niedowierzanie i na koniec strach i przerażenie. Tu se trochę dopowiadam, ale myślę, że to miał być właśnie taki zabieg. Problem w tym, że średnio im się udał. Pokazują sam początek i cyk od razu do konkluzji. Kiepsko zwyczajnie. Jako argument podam te kadry z blackoutem Tokio, które pokazują postępujący chaos.
CIACH
No i ta najkrótsza część, częściowo udawadniająca, że jeśli Kakashi nie zostanie uratowany, to wszystkie jeb**** (ktoś o tym wspominał we wcześniejszych odcinkach). Ogólnie mamy tutaj kilka dziwnych informacji/scen, ale tłumaczenie tego tylko na podstawie anime to wróżenie z fusów w sumie.
Dziwną stronę to poszło wszystko.
Napisałbym, ze to najlepsze anime „akcji”, ale raz, Cyber jest dość unikatowy (normalny „zachodni” serial dla widza światowego, a nie produkt przeznaczony głównie na dżapański rynek). A dwa, co wynika z pierwszego, za bardzo nie mam go czego do przyrównać. Z takich nowszych to Akudama albo Chainsaw Man może? Cholera, muszę sobie odświeżyć Bebopa oraz Black Lagoon.
Mamy trzech „czekoladowych”, którzy przeżywają różne abstrakcyjne przygody. Nie jest najgorsze, ale ciężko polecić komukolwiek.
Choć wydaje mi się, że twórcy mieli całkiem niezłą uciechę tworząc to.
Mamy tutaj niemą (nieme są tylko postaci) komedie opartą na gagach i postaciach, podlaną absurdem, groteską i czarnym humorem. Do tego w niektórych odcinkach czuć niezłą schizę.
Coś jakby zwariowane melodie na kwasie. Cholera luknijcie se na grafikę, już po grymasie głównego bohatera widać, że to nie będzie normalne. Jeśli mowa o grafice, to nie przejmujcie się tym pełnym 3d, idealnie pasuje do tego szaleństwa potęgując je jeszcze. A animacja nadal płyniejsza niż Ajinie heh.
A, w sumie nie napisałem o czym to jest. A jest to historia o małej grupie cyrkowej, ćwiczącej różne sztuczki. Cała seria toczy się właściwe w dwóch lokacja, w tym na placu cyrkowym, ale nie jest to absolutnie żaden minus.
Osobna kwestia to motyw przewodni serii. Jestem prawie pewien, że wkręci wam się w banie i jestem całkowicie pewien, że w którymś kręgu piekielnym leci na okrągło.
Bardzo fajnie jest zrobiony wilczek i jego maski, motyw, a raczej jego realizacja wydaje się dość oryginalna(?). Zresztą sami zobaczycie.
Dla fanów krótkich absurdów i fanów czarnego humoru jazda obowiązkowa.
Mamy tutaj animacje i wstawki z normalnych nagrań. Sceny potrafią być sugestywne i czasami niepokojące.
Film to dość mocna „awangarda”, ale na szczęście dość wyraźnie widać co autor miał na myśli. To nie ten typ, gdzie trzeba przeczytać pół Internetu, a drugie pół wypić, żeby cokolwiek zrozumieć. Choć przyznam, pół może się przydać i tak.
W jednej ze wstawek, widać protest związany chyba ze skażeniem lokalnego środowiska. Czyżby Japończycy swego czasu mieli aż tak duży problem z przemysłowymi odpadami, że aż wychodzili na ulicę? Warto zbadać.
Film tylko dla tych, którzy lubią ciężki szajs i do tego awangardowy. Specyficzne dla specyficznego widza.
UWAGA film, trochę przed 25 minutą, napierdziela hardkorowym stroboskopem, więc ostrożnie z epilepsją.
Brakujące puzzle
Fabuła jest okrutnie pocięta, ale nawet mimo tego da się odczytać między wierszami, że oryginał musiał być naprawdę interesujący. To trochę jak dostać puzzle 1000 elementów, ale w pudełku było ich tylko 300 sztuk. No i układasz tyle ile możesz, a resztę próbujesz się domyśleć.
I właśnie to mi się tutaj podoba, taka meta‑zabawa w doszukiwanie się sensu. I żeby nie było, nie jestem fanem szukanie głębi w kałuży, ale tutaj ewidentnie widać, że ktoś wziął co najmniej kilkugodzinną historię i upitolił ją w kilkanaście minut. Fabuła nie wydaję się zła, okropnie słabe jest natomiast jej przestawienie.
Nie jest to tragicznie złe anime, potrafi zaintrygować, a co do obrzydliwości, cóż, jest to horror, taki ma być. Pupa też, moim zdaniem, nie popełnia największego grzechu anime, czyli nie jest nudne.
Tak swoją drogą, jeden z poniższych komentarzy mówi o tym, że anime to wygląda jak wygląda z powodu upupienia produkcji przez twórców, bo bali się, że Pupa byłaby za mocna na TV. Nie wiem na ile to prawdopodobne, ale jeśli tak założymy, to patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, Pupa miała zwyczajnie pecha. Bo dzisiaj najpewniej dostałyby normalną, pełną ekranizację. Dlaczego? Trzy słowa. Redo of Healer.
Bo jeśli lekko ocenzurowany hentai przeszedł, to dlaczego by nie Pupa?
Drugiemu odcinkowi faktycznie można zarzucić pokaz slajdów i filozofowania, ale w ogólnym rozrachunku daje rade.
Raczej nie polecam czytania recenzji, bo wprawdzie zbyt dużych spoilerów niema, ale do takich historii najlepiej podchodzić na „czysto” z jak najmniejszą wiedzą o fabule.