x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Sympatyczni, tak po prostu normalni główni bohaterowie. To tak miła odmiana w porównaniu do większości tytułów.
Dobra fabuła, ale nie pod względem wątku głównego (który jest zwyczajnie ok), ale pod względem klimatu i jego różnorodności, relacji miedzy bohaterami jak i samej przemiany jaką przechodzi główna bohaterka. Klasyczne, „to nie cel, a droga jest ważna”.
Do tego dochodzi tematyka, bo naprawdę rzadko dostajemy serię fantasy w stylu zachodniego RPG, które jest po prostu dobre i poważnie się traktujące. No bo ile tego? Złota rączka? Drauga? Grimgar? Slayersi sprzed stu laty? To by mogło też częściowo tłumaczyć te wysokie oceny, ludzie są zwyczajnie wyposzczeni na nie‑isekajowe fantasy.
Dodatkowo Frieren, tak jak Slayersi, ma mnóstwo takiej „cieszynkowej” animacji. To znaczy, te wszystkie głupawe miny elfki, jakieś pierdoły dziejące się na drugim/trzecim planie, wiecie, rzeczy nie niezbędne, ale dające wiele estetycznej radości.
Co do bycia OP przez Frieren, cóż, to chyba ten sam casus co OPM. Walki to tylko wysokooktanowe przerywniki, a fabuła skupia się na innych tematach.
Seria widnieje jako seinen, ale ma w sobie trochę posmaku shounena, jest tu pewna ilość przesadyzmu w emocjach, a i całość ma taką „akcyjną” nastrojowość. Nie jest to na pewno dla fanów spokojnych opowieści.
Co do głównego bohatera to, o ja cię kręcę, z kompletnie niesympatycznego wariata, zrobili postać, którą do się polubić. Oczywiście, w początkowych odcinkach myślałem, że dostaniemy emo‑anime postać, irytującą swoim zachowaniem innych bohaterów i widza, a tu BACH! Thorfinn przechodzi przemianę i to całkiem sensowną, bez jakiś magicznych sztuczek. Co prawda pod koniec serii trochę z tym przesadzają, no ale ten shounenowy posmak nie wziął się znikąd.
kliknij: ukryte Thorfinn jest chyba kreowany na takiego nordyckiego Jezusa. Podczas „walki” królewskim obozie, jedna scena aż krzyczała o tym.
Co do walk jest tu ich o wiele mniej i zarazem są nieco bardziej stonowane (nie ma już rzucania palem od palisady). Ale za to są tak brutalne i „mięsne”, że aż żal że ich tak mało. Styl walk w Vinland Saga, ma chyba nawiązywać do chińskich legend o Wojnach Trzech Królestw. O ile kojarzę, tam również generałowie i bohaterowie odwalali takie cuda.
Grafika to miód i cud, muzyki nic nie pamiętam. Pierwsza czołówka jest za to świetna, w szczególności ta czarnobiała sekwencja, mega.
Druga Saga jest naprawdę dobrym anime, dla wszystkich co szukają trochę ambitniejszych, poważniejszych historii, ale chcą też żeby „coś się działo”. Odrzucić może jedynie brutalność scen, (przykładowo, widzimy rozrąbaną głowę, ale bez „nadzienia”), oraz poruszana tematyka (niewolnictwo, zabijanie niewinnych).
Wiesz, ja nie mam Zielarce za złe (w tym akapicie mówię o anime, o tytule już nie wspominam), że nie jest ciężkim dramatem psychologicznym. Zwyczajnie, mi ta cała kolorowa, wesoła otoczka, nie licuje z miejscem akcji. Jakby to była czysta komedia, to by nie było problemu. A tutaj mamy poważną fabułę, która niezbyt poważnie traktuje miejsce akcji.
Ale żeby nie było, ja to traktuje jako przysłowiową łyżkę dziegciu. W szczególności, że ten dysonans to bardzo subiektywna sprawa.
Spodziewałem się trochę innego klimatu, bardziej poważnego, bardziej naturalistycznego, bo to co mamy, to taka seria przygodowa o rozwiązywaniu zagadek, z dużą dawką lekkiego dramatu obyczajowego. Choć muszę przyznać, że niektóre sceny potrafią wywołać sporę napięcie/negatywne emocje. To na plus.
Seria kojarzy mi się z kilkoma tytułami, ale najbliżej jej chyba będzie do Akatsuki no Yona. Przez „dziewczęcość” Co przez to rozumiem? Że wszystko jest takie delikatne, bezpieczne, miłe, ładne, a ludzie też ładni, mili, niegroźni, delikatni. Wiem, jak to brzmi, ale nie potrafię tego lepiej określić. Taka słodycz, wchodząca w mdłości. Na szczęście Aptekarka jest tylko słodka.
A co do tej słodyczy…, serial może wywoływać pewien dyskomfort. No bo mamy to co napisałem wyżej, czyli te całe słodkości itp., a jednocześnie cała fabuła dzieje się wokół burdeli, porwań, handlu żywym towarem, prostytucji, dzielnic biedy, zabójstw itd.
I z jednej strony mamy wesołe przygody wesołej aptekarki, a w tle, schowane pośród tych bajkowych przygód, jedne z gorszych ludzkich zachowań.
Czepne się tylko jeszcze polskiego tytułu. Zielarka faktycznie brzmi lepiej, ale mocno ujmuje to głównej bohaterce, aptekarka byłaby bardziej zgodna ze stanem faktycznym.
/////////////////////////////////////////////////////////////////
Mam nadzieje, że następne sezony, będą szły właśnie w takim kierunku – duży, długi wątek + kilka odcinków epizodycznych. Plusem ogromnym jest to, że wreszcie coś ruszyło w kwestii romansowej. W tym wypadku Yor, może następny sezon będzie pod znaku Loyda?
Re: Nie jest źle
Zabijanie w rytm muzyki? Rozumiem, że w kinie familijnym to może oburzać, ale w takiej serii? Powiem szczerze, mnie bardziej poruszyła ta bezceremonialność zabijania i te headshoty, niż to że było do rytmu. Czego nawet nie zauważyłem.
Re: Nie jest źle
Jedyna faktyczna wada (naprawdę niewielka), to wspomniane w recenzji ujęcia statku w 3D. Serio, jakim cudem to wygląda tak źle?
Re: "Już taki jestem zimny drań "
W porównaniu do Yor, Loid nie ma żadnych rozterek i pewnie dla tego nadal jest w tym samym miejscu co na początku. Taki bardziej krzyżowiec, niż zimny drań.
Ale wydaje mi się, że ten pancerz powoli pęka.
Wchodzę, a to anime z tamtego roku xd
Może nie perełka, ale zacny kamień półszlachetny
Warto jeszcze zaznaczyć, że postęp technologiczny wygląda tam trochę inaczej i pewne elementy wyprzedzają swoje czasy, a niektórych tam brak. Na przykład, posiadają już całkiem zaawansowane czołgi, ale nadal nie wynaleźli broni maszynowej.
Mamy tutaj ten fajny klimat serii przygodowej, gdzie dużo się dzieje, strzelanie, pościgi, trup ściela się gęsto (i często brutalnie\bezceremonialnie), mamy jakieś trupy z szafy, intrygi w tle, a to wszystko podane jest w sposób poważny, ale i dość lekki ze sporą dawką humoru. Seria traktuje się poważnie, ale nie sztywno.
Napiszę coś co trochę zada kłam powyższemu akapitowi. Jest też to główna wada serii. Postacie, głównie pani porucznik, uwielbia dawać patetyczne i natchnione przemowy, wiecie, cecha szczególna anime jako takiego. Mnie zawsze od nich brało mega zażenowanie i zwyczajnie je przewijałem, na szczęście nie ma ich zbyt dużo.
Parę słów o samych wydarzeniach. Fabuła jako całość jest całkiem niezła, dużo się dzieję, mamy kilka tajemniczych wątków, jesteśmy też przerzucani w różne rejony świat, więc na nudę fabularno‑graficzną nie ma co narzekać. Jedynym minusem jest sekwencja w sali balowej, zbyt przegadana i to w sposób o którym już wspomniałem. Co do samego zakończenia, seria ta była prawdopodobnie przemyślna jako pierwszy sezon. Przez to większość głównych wątków nijak nie zostaje rozwiązana. Więc czy warto w ogóle zabierać się za to anime? Jak najbardziej, pomimo tego, że nie dowiadujemy się wszystkiego, całość kończy się dość zgrabnie, wątki poboczne są wyjaśnione i nie dostajemy żadnego jebitnego cliffchangera.
Co do postaci, cała ekipa da się lubić, ale wydaje mi się, że postacie męskie są lepiej napisane.
Pani porucznik przez swoje zachowanie traci na wiarygodności, zamiast idealistki, bardziej przypomina szczekaczkę nastawianą na odtwarzanie konkretnej płyty. Oczywiście dostaje swoje „ludzkie” momenty, ale trochę przesadzili z jej nastawieniem. Ta druga, niższa dziewczyna jest imo tylko elementem komediowym, praktycznie zawsze jak ją widzimy, to możemy spodziewać się jakiś jajec. Trochę szkoda, ale może w mandze ją bardziej „uczłowieczyli”.
Okularnik i Dandys to zwykli, normalni ludzie, którzy co prawda cieszą się ze swojej pracy, ale nie są tak narwani i idealistyczni jak ich przełożona. Racjonalny rdzeń zespołu.
Co do łagodnego olbrzyma, ot chłop po przejściach, który nie wymaga od życia zbyt wiele. Ciekawa jak by się dalej rozwinął, no ale tu zaprasza manga.
Co realizmu, realistyczną mamy otoczkę, grafikę, fajne rysunki sprzętu itd. Natomiast akcja to już poziom filmów z lat '90. Nie jest to wada, raczej ostrzeżenie.
W skrócie.
Bardzo dobra seria przygodowa z początku wieku. Nie jest pozbawiona wad, ale dzięki ogólnemu poziomowi wykonania i pewnej oryginalności, bez problemu można ją polecić i dzisiaj. No chyba, że ktoś nie trawi starych anime.
PS
Seria jest zdumiewająca mało popularna na malu. Anime nie jest przecież ani złe, ani niszowe w treści i wykonaniu.
PS2
Tęsknie za starym Gonzo.
Niby są tu strzelaniny (całkiem fajne, ale odrealnione, czysta efektowność), niby są tu dramaty, ale ciężar gatunkowy to jednak komedia.
Seria ta, to jak słodki torcik z gorzką polewą. Gorycz jest tylko akcentem.
Dajta mi sezon drugi
Fabuła nie jest klasycznym tworem, tzn. początek, rozwinięcie i osiągniecie konkretnego celu. Jest ona raczej historią głównego bohatera, zapisem jego życia w fantastycznym świecie.
Dobra jest też grafika, proste ale ładne tła, nie sprawiające wrażenia przerobionych zdjęć w Adobe, oraz fajny filtr graficzny, jakby na wszystkie postacie założono taką mocno przezroczystą, „brudną” teksturę. Widać ją na głównie na strojach.
Mocno polecam, choć jest to tytuł trochę specyficzny.
Re: Za mało Hanmy było
Dla mnie grzechem ciężkim jest brak jakiegoś oficjalnego recapu, między pierwszym i drugim sezonem. Ja musiałem szukać po jutubie jakieś przypominajki.
Ostatnie 3 odcinki. Ech, niby dużo się dzieje i w ogóle, ale serio mogliby se darować te tragiczne backstory. Klasyczne anime moments. kliknij: ukryte I albo w ogóle cały ten motyw z antagonistami, który według mnie jest kompletnie z tyłka. Zwyczajnie autor nie mam pomysłu, jak wywołać kryzys w wiosce.
Sam motyw kliknij: ukryte antyprotagonisty jest całkiem niezły i mogłaby to zadziałać, ale nie tutaj, nie w tej serii. kliknij: ukryte Cała ta imba dziejące się w ostatnich odcinkach, nijak nie pasuję do charakteru poprzednich odcinków.
Żeby nie było, nie jest to złe, po prostu zbyt odstające od reszty. Na plus zaliczyć można zakończenie, które jest wystarczająco satysfakcjonujące, bo kończymy pewien wyraźny etap historii, jednocześnie jest bardzo otwarte. Ja czekam na część drugą.
Fajne akcje i pomysły, choć mogliby to jeszcze bardziej podkręcić, bo powiedzmy szczerze, jeśli ktoś szuka realistycznego podejścia do kwestii przetrwania itp., to nie znajdzie tu nic.
Spoko jest zabieg graficzny, polegający na tym, że większość plam krwi nie jest realistycznie czerwona, a jaskrawo kolorowa. Idealnie pasuje mi to do klimatu serii. Trochę mi się to kojarzy z grą Rage 2, tam też mieliśmy kolorową postapokalipsę.
Co do przemocy, nic czego byście nie widzieli. Jest ok, ale są mocniejsze serie, nawet jeśli pozostaniemy w światku chińskich bajek.
Można ostrożnie polecić fanom akcji i rozpierduchy w lekkich klimatach.
Tutaj dużo robi muzyka, świetnie podkreślająca klimat całej produkcji, jak i poszczególnych scen. Bez problemu może istnieć jako samodzielny byt do słuchania na mp3.
The Planet Smashers – zespół odpowiedzialny za muzykę.
Dlaczego? Po pierwsze, Black Lagoon zyskuje według mnie na dłuższych historiach. Krótkie epizody też są jak najbardziej okej, ale tutaj faktycznie przydały się te dwie i pół godziny.
Po drugie, Rock i jego „wyjście z cienia”. Zwyczajnie przyjemnie było widać, jak ogarnia sytuację i jak staje się głównym aktorem.
Po trzecie, RBT jest ciut pozytywniejsze, co jest miłą odmianą po poprzednich 20 odcinkach. Ja rozumiem, że mrok i żałość, ale na dłuższą metę to zwyczajnie męczy.
Black Lagoon to świetna seria akcji, łączące powagę z totalnym odjazdem. Rozmowy, „okruchy życia”, wszystko to, co nie jest związane z czystą akcją jest traktowane realistycznie, wiarygodnie, normalnie. Natomiast strzelanki to czyste szaleństwo nie mające nawet grama zdrowego rozsądku. Tu postawili sprawę jasno – ma być efektownie i zajebiście.
Komentarz po czasie
O ile powyższe samo w sobie nie jest czymś niezwykłym, to nastrój tego anime jak najbardziej. Obejrzałem to ze 3 lata temu i nadal pamiętam ten świetny relaksujący klimat.
Bo wszystko jest tutaj bardzo kameralne i „przytulne”. Mamy tytułową Czikulinkę samodzielnie prowadzącą zajazd, przyjaznego chłopaka, z którym wzajemnie wpadli sobie w oko i szalonego dziadka‑wynalazcę będącego przyczynkiem ich szalonych perypetii.
Miło i pozytywnie tam mają, a kreska z lat 90 też robi swoje.
Mocno polecam całą serie (w sumie 5 odcinków).
Pomimo 30 lat, bajka trzyma klimat i nie nuży, co jest raczej rzadkie. Ot fajna mroczna historia, z niezła grafą oraz (momentami) animacją.
Jedynie to co mi przeszkadzało, to praktyczny brak informacji o antagoniście. Co prawda jakieś ochłapy dostajemy, ale to stanowczo za mało, są to raczej notki historyczne. Brakuje jego „punktu widzenia”, przemyśleń, jakieś prywatnej motywacji. Ot, „hurr durr, niech wszyscy zginą!”.
Tak jak Pan Recenzent powiedział
Warto spróbować, choćby po to, żeby sprawdzić jak takie rzeczy ci siadają. Taki papierek lakmusowy na animowane wynalazki.
Re: Jujutsu Kaisen 2 po 23 odcinku (koniec)
Coś nie tak z tym odcinkiem, jakby im zabrakło jeszcze 40 – 60 minut. Albo jakby właśnie próbowali tyle upchać w 20.
kliknij: ukryte
Pierwsza cześć to końcówka finałowej walki, która kończy się tym, że główny zły spierdziela dzięki wypuszczeniu w multum klątw (tych potworków).
CIACH
Zaczyna się druga część odcinka. Wypuszczenie tych wszystkich klątw powoduje lokalną apokalipsę w Tokio. Tu chyba chcieli pokazać sam początek, jak władze i zwykła ludność reaguje na zagrożenie. Na początek lekceważenie, poprzez niedowierzanie i na koniec strach i przerażenie. Tu se trochę dopowiadam, ale myślę, że to miał być właśnie taki zabieg. Problem w tym, że średnio im się udał. Pokazują sam początek i cyk od razu do konkluzji. Kiepsko zwyczajnie. Jako argument podam te kadry z blackoutem Tokio, które pokazują postępujący chaos.
CIACH
No i ta najkrótsza część, częściowo udawadniająca, że jeśli Kakashi nie zostanie uratowany, to wszystkie jeb**** (ktoś o tym wspominał we wcześniejszych odcinkach). Ogólnie mamy tutaj kilka dziwnych informacji/scen, ale tłumaczenie tego tylko na podstawie anime to wróżenie z fusów w sumie.
Dziwną stronę to poszło wszystko.
Napisałbym, ze to najlepsze anime „akcji”, ale raz, Cyber jest dość unikatowy (normalny „zachodni” serial dla widza światowego, a nie produkt przeznaczony głównie na dżapański rynek). A dwa, co wynika z pierwszego, za bardzo nie mam go czego do przyrównać. Z takich nowszych to Akudama albo Chainsaw Man może? Cholera, muszę sobie odświeżyć Bebopa oraz Black Lagoon.