x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Wszystkiego zbyt
Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że wszystkiego jest tu po prostu zbytek.
Zbyt dużo dłużyzn
Zbytnio ogólnie pompatyczne (ech, nie tylko pierwszy opening)
Zbytnio przesadzone emocje – wyśrubowane czasem karykaturalnie
Cechy zbyt podkreślane wyglądem – w przypadku obrońcy te kwadratowe rysy twarzy i wygląd 40latka, a menedżer jak chuchro 14letnie
Zbyt toporne relacje, takie często trochę na siłę
Nazbyt prosty humor (czasami prawie prostacki)
Zbyt ograniczone barwy – głównie pomarańczowy i zielony
Za dużo powtarzania scen – takie (znowu na siłę) budowanie napięcia emocjonalnego
Ogólnie ciężko mi się to ogląda. Trzyma mnie przy tym jedynie zamiłowanie do sportowych serii.
Wiem, że piłka nożna to nie gra w szachy, ani taniec towarzyski – ale naprawdę można to było zrobić mniej topornie.
A plusy?
Trochę polubiłam głównego bohatera, oraz kapitan żeńskiej drużyny. Czasem bawiły mnie ich proste interakcje.
I pierwszy ending. Choć nie idealnie wykonany, to sprawiał mi niemałą przyjemność. Jeden z nielicznych endingów, które oglądałam i odsłuchiwałam za każdym razem.
Polecam wielbicielom serii szkolnych
Nie ma zbędnych emocji, którą z tysiąca haremetek wybrać, bo nie ma haremu.
Nie ma też zagmatwanego trójkąta z jego dylematami. kliknij: ukryte Owszem, są inne osoby podkochujące się w głównej parze, ale przynajmniej sama główna para nie przejawia w tym zakresie dylematów, bo obydwojgu na sobie zależy
Nie ma dere, ani magii z kosmosu, ani żadnych youkai.
Za to jest sporo realizmu. I szczerzy bohaterowie. Oraz relacja od startu, a nie po jednym, czy po dwóch sezonach.
Główny bohater jest w pewien sposób zasadniczy i wyizolowany. 3D girl zmienia jego życie wywracając na drugą stronę, ale nie ma co oczekiwać od osoby dotąd aspołecznej, że nagle dozna wybuchu inteligencji emocjonalnej.
Za to ma mnóstwo dobrych chęci, jest to też typ osoby, która od razu działa gdy potrzeba. Może i jest otaku, ale to typ bohatera, a to więcej, niż niejedna dziewczyna/kobieta potrzebuje. Oczywiście kliknij: ukryte ma to też skutki uboczne w postaci wzbudzania dodatkowych emocji/komplikacji, ale cóż – nie każda dziewczyna i kobieta chce być samowystarczalna. A jak się okazuje chłopaki otaku w tym anime – również nie chcą.
Tu w pierwszym sezonie nie będą problemy wzięte z księżyca. To jest zwyczajne mierzenie się ze zmianami, z nowymi potrzebami i z nowymi realiami.
Bardzo mi się podobało pokazanie, że wszystko do człowieka wraca – kliknij: ukryte wątek z oskarżeniem jako reakcja zwrotna na szantaż xd
I lekcja dla bohatera była bolesna, a gdyby dotyczyło to realnej osoby, to pewnie by w przyszłości 3 razy się zastanowiła, zanim kogoś jeszcze zaszantażuje.
Czy jest to 100 procent romans?
Ma sporo cukierkowych romantycznych scen, ma też akcenty humorystyczne i ma trochę mniej wesołych. Generalnie bym to oceniła jako dosć realistyczną serię szkolną(licealną) – o dojrzewaniu do relacji. Do tych bardzo bliskich relacji i do tych przyjacielskich także.
Ze względu na realizm(mnóstwo osób znałam takich jak bohaterowie w tej serii), oraz ze względu na niemal zupełny brak udziwnień (pozytywna rzadkość) – podwyższam ocenę na 8/10
Nawet bardzo skromna grafika nie przeszkadzała mi w odbiorze. Polecam.
Re: Podróż w kierunku życia
Nie jestem zwolenniczką dosyć pesymistycznego spojrzenia na życie, które prezentował w wielu swoich produkcjach Makoto.
Nie jestem też wielbicielką grafiki w stylu studia Ghibli.
Graficzne mój zachwyt wzbudził Ogród słów. Tu już się wcześniej wypowiedziałam na ten temat, więc powtarzać nie ma potrzeby.
Film jest dla mnie obyczajowo‑fantastycznym ukazaniem wewnętrznego pojednania z własnym życiem, z bólem tęsknoty za tymi, którzy odeszli i z poczuciem wewnętrznej pustki po ich utracie. Zrealizowany w prosty, nieco mityczny sposób – jako droga na końcu której to kliknij: ukryte pojednanie nastąpi. Dlatego to nie fabuła, a sam proces jest tu najważniejszy.
Za grafikę i idealizm mitologiczney odjęłam aż 7 punktów. Za postacie i za fabułę nie przesłaniającą tematu dodałam 4 punkty.
Po namyśle dodam jeszcze jeden dodatkowy punkt – za to, kliknij: ukryte że każdy z bohaterów dokonał na koniec własnego, indywidualnego, zgodnego ze swoim wnętrzem wyboru, oraz za to, że żadne z nich nie zginęło po drodze. To zindywidualizowane (choć tylko zasygnalizowane, a nie pokazane) poszukiwanie wewnętrznego ukojenia kliknij: ukryte przez „Nauczyciela”, albo i nawet poszukiwanie samookreślenia – przez Shuna, Shina i przez główną bohaterkę – sprawiło, że polecam film z czystym sumieniem.
Prostota fabuły jest tu dla mnie zdecydowanie na plus.
W efekcie dam 8/10
Dramat obyczajowy przede wszystkim
albo jeśli ktoś chce zobaczyć sieć intryg i szereg plot twistów – to się zawiedzie.
To jest naprawdę niezły dramat obyczajowy, tyle że wykorzystujący element przenoszenia w czasie w celu zapobieżenia zdarzeniom (jako ucięcie w zarodku całej sieci zdarzeń)
To oczywiście trochę gdybologia na zasadzie „Co by było gdyby” ale przedstawiona w całkiem rzetelny sposób, zgodnie z mechanizmami działania określonego typu sprawców, oraz dosyć solidnym przedstawieniem trudnych wątków obyczajowych.
W zasadzie nie dałam 10, bo pewne zachowania zostały trochę przerysowane.
Natomiast motywy działania sprawcy są podane na tacy w większości odcinków po trochu.
Także główny bohater, który z początku jawi się jako zamknięty w sobie i bezemocjonalny – wraz z wyjaśnianiem zdarzeń z dzieciństwa zaczyna nabierać sensu (czy też głębi)
Oczywiście łatwo jest oceniać działania bohatera i jego antagonisty – siedząc wygodnie przed komputerem i mając wszystkie potrzebne dane i podpowiedzi podane jak na talerzu.
Natomiast jeżeli spróbować spojrzeć na wszystkie te wydarzenia ze zwykłej, ludzkiej perspektywy – np. na to, co tak naprawdę mógł zrobić główny bohater i jakimi danymi dysponował, oraz jakimi danymi nie dysponował jego antagonista – to anime zaczyna być logiczne i mieć rzeczywisty sens.
Człowiek to tylko człowiek. Mało kto jest super przenikliwy, posiada wysokie zdolności analityczne i chłodny umysł. kliknij: ukryte Nawet matka bohatera – bo gdyby przyszło jej do głowy, że sprawca nie tylko ją rozpoznał, ale i szybko będzie działać – to by zapobiegła własnej śmierci.
Rzecz w tym, że przestępcy tego typu często są dobrze przygotowani, znają mechanizmy psychologiczne i społeczne, oraz umieją przewidywać. Niestety umieją też szybko i zdecydowanie podejmować odpowiednie decyzje.
Jeżeli spojrzymy na to anime jak na partię szachów, albo rozgrywkę GO – to my jako widzowie jesteśmy postronnym obserwatorem, który ma możliwość bezemocjonalnego analizowania każdego ruchu z obydwu stron.
Słowem kluczowym jest BEZEMOCJONALNEGO.
Łatwo jest oceniać czyjeś podejmowane działania nie będąc częścią danego procesu.
Łatwo jest także analizować, gdy umysł jest chłodny i nie targają silne emocje. Np strach, który jest często skutecznym blokerem logicznego działania. Albo przywiązanie.
Bohaterowie są prawdziwi, bo nie są ani w stu procentach chłodni, ani w stu procentach bezemocjonalni.
Nie są też superbohaterami z kreskówki, tylko zwyczajnymi ludźmi, którym przyszło zmierzyć się z niekoniecznie zwykłymi zdarzeniami. Ludźmi, którzy starają się jak mogą – z użyciem w miarę dostępnych danych i często mniej dostępnych możliwości.
Nie ma tu „genialnego” Sherlocka Holmesa, tylko zupełnie zwyczajny chłopak, który w dzieciństwie przeżył traumę.
Z drugiej strony większość ludzi nie zakłada, że kliknij: ukryte ten oto sympatyczny dobry człowiek, który tyle dobrego robi dla innych – może być niekoniecznie taki kryształowo czysty. A nawet wręcz przeciwnie…
Jako kryminał jest to średnie anime, choć wcale nienajgorsze. (maks 5/6 na 10)
Jako dramat jest to według mnie naprawdę solidny kawałek animowanego kina obyczajowego. (9/10)
Re: Satyra, parodia i absurdalny humor, oraz pytania egzystancjalne
Gdyby po ok 8ym odcinku seria utrzymała swój specyficzny humor (mieszanka mocnej satyry, groteski i słodkich okruchów romansu) to byłaby to moja pierwsza 10/10 dla serii komediowej.
Niestety po 8ym odcinku moja ocena poszybowała w dół, bo zaczęło się robić zbyt zwyczajnie i obyczajowo (według mnie).
Na szczęście ostatni 13ty odcinek podreperował sytuację.
Z czystym sumieniem wystawiam 9/10 :)
Podobnie jak poprzednicy
Coś przyjemnego dla relaksu i odprężenia.
Re: Tak tak tak 3 razy na tak
Okruchy marzeń
I choć wizualnie liczyłam na więcej, to oglądanie serii sprawiło mi niemałą przyjemność.
Nie wiem, na ile prawdziwie odzwierciedla to świat projektowania, czy modelingu, ale samo ujęcie podążania za marzeniami, przebijania się przez mur niechęci lub niewiary – wyszło według mnie całkiem nieźle.
Polecam. Szkoda, że to tylko 12 odcinków, bo chętnie zostałabym z tą serią i z postaciami na dłużej.
Zmiana oceny na wyższą
Rzecz w tym, że to nie jest komedia, a jest to satyra, zrealizowana w tak lekki, komediowy sposób, że częściowo zagłusza warstwy satyryczne.
Nie zgadzam się z tym, co zostało napisane w recenzji.
Oczywiście rozumiem rozczarowanie osoby recenzującej, bo rzadko kiedy ktoś podchodzi do jakiegoś anime zupełnie bez oczekiwań. Zwłaszcza wiedząc na jaki temat ono będzie.
Dla mnie to nie jest zmarnowany potencjał w tej serii.
Dzięki temu jak zostało ono zrealizowane – posiada według mnie większy uniwersalizm. Praktycznie można „podstawić” niemal każdy urząd i to nie tylko w Japonii.
Dzięki temu widz‑petent być może spojrzy z nieco większym zrozumieniem na osoby pracujące w urzędach, a osoby chętne do pracy będą miały szansę lepiej przemyśleć swoją decyzję.
Zwłaszcza, że w poszczególnych odcinkach wyraźnie są pokazane mankamenty tej pracy, jak choćby to, że większość ludzi przychodzi do urzędu skołowana, lub zestresowana, często z żalem i pretensjami do urzędników. Niby to oczywistość, ale nie zawsze – szczególnie dla osób prosto po liceum, czy nawet po studiach.
Poza tym jest tu mnóstwo smaczków, jak choćby wymieniony przez wielu komentujących królik. To fakt, że stanowi on jeden z elementów owej satyry, a jego rola ma podsumowanie w wielu dialogach.
Choć akurat moje doświadczenie zawodowe na szczęście nigdy nie zetknęło mnie z takowym „królikiem”.
Oczywiście wolałabym, żeby było to trochę realniej przedstawione, bez herbatek i piwa. Ale z drugiej strony ta abstrakcyjna herbatka i piwo tylko podkreślały rolę królika ;)
Stąd po namyśle przywróciłam ocenę 6,5 zaokrąglone do 7/10.
W sumie każda postać była tu potrzebna, aby odsłonić różne ludzkie słabostki.
I jeżeli nie będzie się zwracać uwagi na mocno odmłodzony design postaci, to otrzymujemy całkiem niezłą i lekką satyrę obyczajową dla dorosłych.
Re: Czy to jest seria sportowa?
Zresztą tag okruchy życia jest tu podany jako pierwszy.
Kazuki
kliknij: ukryte Z osoby bardzo nieśmiałej, pełnej wewnętrznych zahamowań w relacjach społecznych pomału (a w sumie nie tak pomału) otwiera się na świat i zmienia, mierzy się z życiem uczuciowym, z samą sobą, wychodzi poza swoją strefę komfortu.
Do tej pory jej otwartość była tylko w domu i przy rodzinie, tam gdzie czuła się bezpieczna, odpowiedzialna.
To wyjątkowo rozsądna dziewczyna – nie tylko jak na standardy anime, a Pan Sportsmen że swoją odwagą i żywotnością budzi ją swoim miłosnym wyznaniem niczym Śpiącą Królewnę, która dotychczas tkwiła w szklanej wieży.
1+1=5
Może to tylko ja obejrzałam te wszystkie filmy/serie anime – w których najwięcej problemów wynika z braku kontaktu, lub brakuje dobrej i szczerej komunikacji między głównymi postaciami.
Tutaj jest inaczej. Bohaterowie są szczerzy! Nie złośliwi, nie ironiczni, nie udający że czują co innego, albo że wcale nic nie czują. Nie są także napastliwi, czy na siłę próbujący emocjonalnie „obezwładnić” drugą stronę.
Są zwyczajni, ale w tym pozytywnym sensie. Mówią (rozmawiają) o tym co myślą i co czują, nie wstydzą się przyznać do tego, co oczekują, nie czekają aż ktoś się tego domyśli. I nie wstydzą przed innymi ludźmi tego wzajemnego „przywiązania”
I za ten ich feedback moja ocena poszybowała ponad dwa punkty w górę.
Szkoda, że to tylko namiastka/miniatura anime.
Re: Lukier
Dla mnie była tu jedna ważna (życiowo) myśl, więc to dobrze, że obejrzałam
Niejednorodne, nie całkiem takie jak się wydaje.
Po pierwszych odcinkach można odnieść wrażenie, że to anime to wydmuszka, a postacie są płaskie, niczym wycinanki z papieru. I wydarzenia irytujące na poziomie Hana yori dango, albo Itazura na kiss.
A jednak z każdym odcinkiem irytacja zaczyna ustępować i ukazane postacie są coraz bardziej trójwymiarowe.
Kto dotrwa do końca będzie po drodze mógł zastanowić się nad tym, jak często nie docenia się tego, co się ma – myśląc, że tak będzie zawsze. I że wiele osób w związkach myśli, że wystarczy być – aby wszystko układało się jak najlepiej.
A najgorsza (czytaj: z najtrudniejszym charakterem osoba) – stać się może się źródłem inspiracji – do wytrwałości. I przykładem działania, gdy działać trzeba albo odpuszczenia, gdy potrzeba odpuścić.
To, co najbardziej mi się tutaj spodobało, to pokazanie, że mimo tego, że każdy człowiek jakiś jest, to cele, oczekiwania i pragnienia – te u podstaw – zawsze pozostają te same.
Że prawie każdy – oczekuje przede wszystkim pełnej akceptacji, uwagi, oraz bezpieczeństwa. I nikt nie chce być z kimś, kto ma tylko oczekiwania, albo traktuje drugiego człowieka jedynie jako przedmiot zaspokajania własnych potrzeb.
Oczywiście myśli te czasem pokazane i powiedziane są wprost, a czasem wynikają z postaw bohaterów pobocznych, tych z trzeciego planu.
Jeden z prawdziwszych trójkątów w anime. Pomimo, że nadal dosyć mocno wyidealizowany.
Polecam wyłącznie zagorzałym wielbicielom romansów, albo tym, którzy już w swoim życiu przeżyli nieco więcej.
Ocena – gdyby pominąć niedostatki grafiki, albo animacji – falowała niczym amplituda pomiędzy 3 a 7, by w odcinkach kończących wzrosnąć do 8, a może dla niektórych nawet 9/10
I podobnie jak wymienione już produkcje – jednym spodoba się bardzo, a innym wcale.
Clover i miód
Pomimo przerw w oglądaniu nie ma tu postaci, o których bym szybko zapomniała. Ani fabuły – choć to głównie okruchy życia.
Ostatnie dwa lub trzy odcinki podniosły moją ocenę aż o dwa punkty. I sprawiły, że chciałabym Hachimitsu and clover polecić wielbicielom takich niespiesznych i momentami emocjonalnych okruszków.
Zwłaszcza, że finał napełnił mnie prawdziwym ciepełkiem :)
Wiem, że gusta muzyczne są różne, ale to co usłyszałam w odcinku pierwszym i na początku drugiego – Nazywając to oględnie – raczej to nie moja muza.
3 miniaturki
George
I nie tylko tym jak bardzo jest realnie pokazany kliknij: ukryte Charakter, sposób bycia, a nawet emocje ukazane są w nieco dyskretny sposób. I zarazem prawdziwy.
To, że zaproponował wspólny wyjazd do Paryża – to nie było ot tak. To była konkretna propozycja, żeby sprawdzić ten związek i spróbować, co z tego wyniknie.
Obydwoje niełatwo pokazywali swoje wzajemne uczucia. A „Caroline” wydaje mi się, że wybrała zerwanie – bo czuła, że ciągle musiałaby się zbyt mocno starać. Zupełnie jak w relacji z matką.
I być może obawiała, że jeżeli obniży poziom, starania, albo zwiędnie jej uroda – to ten związek i tak zniknie.
Myślę, że zdawała sobie sprawę z tego co realnie sensowne, a co powinno zostać w sferze chwilowo spełnionego marzenia – zupełnie jak piękny motyl który na chwilę przysiądzie nam na dłoni, albo srebrzysty szron na drzewach – który znika w pełnym blasku słońca.
A jednak sympatycznie
Było zabawnie i dość ciekawie.
Zdarzyły się nawet momenty z nutką wzruszenia i zaciekawienia – przynajmniej dla mnie ;) I główny bohater też nie był z papieru, choć wszystko oczywiście przerysowane i trochę mało realne :)
Właściwie sporo postaci budziło sympatię, nawet te teorycznie antagonistyczne.
A zakończenie kliknij: ukryte też pasowało – w taki nieco otwarty sposób – ani przesadnie irytujący, ani przesłodzony.
Ogólnie balans między komedią, a wydarzeniami pozostał według mnie w równowadze
Ogólnie przypomina mi trochę klimatem pewną znaną serię :) ale wydało mi się ciekawsze i lżejsze. Polecam – mimo że podobne bohaterki są w wielu innych seriach.
Re: Interesujące
Re: Jedna z lepszych
który moim zdaniem najlepiej oddaje wartość tego anime:
Romeo i Julietta
Większość postaci wzbudziła moją sympatię (większą lub mniejszą), a ich projekty są odróżnialne i całkiem przyjemne.
Seria nie zasługuje według mnie na więcej niż 6,5 lub 7/10, ale dodałam punkt – ponieważ były dwa momenty w których miałam łzy ze śmiechu.
Ciekawe i, sympatyczne, przygodowe
Wrażenie po seansie jest pozytywne. Od samego początku akcja jest dosyć wartka, każda z postaci jest trochę inna – nawet te poboczne i łatwo je też odróżnić wizualnie.
Podobało mi się, że nie jest wszystko jasne i przewidywalne już na samym początku kliknij: ukryte – może oprócz pierwszoplanowego potencjalnego związku ;)
Bohaterowie są według mnie sympatyczni, każdy ma inne cechy i umiejętności /talenty wrodzone. Na plus są ich moce – pozwalające na zgrabne wplatanie wątków /scenek komediowych. I choć seria korzysta ze schematów to z lekką dozą autoironii.
Główny bohater – pomimo, że jest wampirem – to na szczęście
uniknął moim zdaniem otoczki niepotrzebnego patosu :)
Przypomina mi on pod wieloma względami kliknij: ukryte Yato i watki z serii Noragami chociaż to pierwowzór i anime Blood Lad powstały wcześniej.
Żałuję jedynie, że główna postać żeńska nie jest trochę bardziej wyrazista. Wzbudzając pewną sympatię – niemal ginęła i rozmywała się na tle pozostałych osób.
Co do zakończenia – w odcinku dziesiątym wyjaśniono większość wątków, a otwarte zakończenie sprzyjało kontynuacji serii. Gdyby tempo akcji i rozwój fabuły zostały utrzymane, to można było z tego zrobić przygodowe anime nawet na 50 odcinków. To oczywiście moje wrażenie.
Reasumując – polecam jako lekką serię przygodową, z odrobinę ironicznym humorem i potencjałem na romans pozbawiony zbędnych ozdobników i dramatów. Moje subiektywne wrażenie to 7/10 choć gdyby było więcej odcinków – to ocena by wzrosła.
kliknij: ukryte Wątek rodziców Fuyumi rozbrajający.
Podobnie jak niektóre gagi np ten z „zeszytem” Bell, albo ten z miseczką zupy ramen xd
I jest to jedno z tych anime w których cecha taka jak egoizm jest głównie przypisywana dla youkai (głównie dialogi z odcinka 10, ale nie tylko)
Natomiast skłonność do poświęcenia, miłość, czy altruizm – jest cechą ludzką.
I jeszcze jedno – im mniej się wie o tej serii, tym jest ciekawiej ;)
Podsumowując całość
Benio posiada wszelkie nielubiane przeze mnie cechy : egoizm, egocentryzm, wewnętrzne zakłamanie, namolność – a wręcz molestowanie podmiotów swojej obsesji, oraz udawanie kogoś lepszego niż jest – czyli bycie na pokaz.
Do tego wszystkiego bywa niesłychanie ograniczona, uparta i zazdrosna. A jej poczucie zajedwabistości jest tak olbrzymie – że nie jest w stanie przyjąć jakiegokolwiek feedbacku. Niestety poświęcono jej mnóstwo czasu antenowego – co skutecznie obniżyło moją przyjemność z seansu.
Dla równowagi dano postać wiceprzewodniczącej – najbardziej chyba ogarniętej postaci wśród licealistek tu ukazanych.
Widzi ona wszystko takim jakie jest i jako jedyna jest na tyle silna, że umie zapanować nad emocjonalizmami Benio.
Z postaci które wzbudziły moją sympatię muszę wymienić przyjaciółkę głównej bohaterki, oraz mamę – która oprócz bycia zrównoważoną i kulturalną – jest też świadoma i szczera. A na swoje obie córki patrzy rzetelnie, bez względu na pokrewieństwo.
Osobny akapit należy się według mnie młodszej siostrze bohatera. Jest to mieszanka wybuchowa i zabawna. Jednocześnie jeszcze dziecinna i niezwykle dorosła, pragmatyczna, czasem przesadnie nieufna, z naprawdę silnym instynktem samozachowawczym w relacjach z Benio. Czasami odnosiłam wrażenie, że ma ona więcej rozsądku, czy też rozumu – niż całe jej otoczenie ;) Nie znaczy to, że nie ma żadnych wad :) jak choćby obsesyjne zbieranie pewnych gadżetów xd.
Na koniec główny bohater – robiący na pierwszy rzut oka wrażenie wyzbytego z uczuć mruka, a jednak potrafiący się zatroszczyć o tych, których kocha i starający się nadrobić braki w umiejętnościach społecznych. O niezwykle oddanej postawie dla własnej narzeczonej nie wspominając ;)
Ogólnie (także dzięki zakończeniu) seans zrobił pozytywne wrażenie. Gdyby było mniej starszej (nie)idealnej siostry na ekranie zapewne dałabym wyższą notę. Szczególnie za pewien nietypowy wątek, który ujawni się w odcinku 5ym (choć liczyłam na większe rozwinięcie tematu)
Całość serii ma posmak głównie obyczajowy, mówi według mnie
poznawaniu wzajemnym, o tolerancji dla odmienności i o potrzebie wyznaczania granic różnych zachowań.
W pewnym sensie jest to anime z pomału zakradającym się romansem – nieco mniej sztampowe i trochę oryginalniejsze niż większość.
Mimo ewidentnych wad (oszczędności w grafice i animacji, oraz omówiony wątek starszej siostry) – polecam
Cytaty zamiast oceny użytkowników
Zostawię jedynie myśl, że Ja akurat – czytając czyjeś wypowiedzi skupiam się na treści owych wypowiedzi, a nie na uprzedzeniach wynikających z zaszufladkowania osoby piszącej.
Każdą myśl traktuję
jako myśl w danym temacie, zamiast szukać kontekstu w postaci osoby, która ją wypowiedziała. Czyli skupiam się na meritum.
Nie szufladkuję pojedynczych ludzi, nie gloryfikuję, ani nie obniżam oceny ich wypowiedzi przez wzgląd na to – KTO DANE MYSLI WYPOWIADA.
„Nawet głupiec potrafi powiedzieć coś mądrego
a mędrzec, lub człowiek wysoce wykształcony może palnąć głupstwo” czyli przekazać treść niezweryfikowaną, lub swój własny subiektywny wymysł/osąd – nie przystający do realiów (których może nie znać, albo zna je tylko z poziomu badacza)
Co do Made in Abyss – choć mam w dużej mierze zdanie podobne do owego „J”, to wcale nie muszę pisać, że do myślę podobnie do „J”, czy do tego co pisze użytkownik „gość”
– bo wystarczy przecież zacytować to, z czym się zgadzam.
I uważam, że forma cytowania jest bardziej wydatna w lepszym pokazaniu/wskazaniu, co się ma na myśli, niż laurkowanie tekstu, nadawanie mu szyldów – które mogą tylko odstraszyć lub tylko zachęcić potencjalnych czytających.
Wracając do Made in Abyss.
Pewne twory, czy też utwory z punktu widzenia Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – moim zdaniem w ogóle nie powinny powstać, a jeżeli już powstaną, to autor powinien je zniszczyć, a już z całą pewnością nie publikować.
Ale skoro wieloma ludźmi kieruje jedynie chęć zysku, lub dowartościowania za wszelką cenę – to niestety owe twory doczekują publikacji i nawet ekranizacji
Częściowo rozumiem wydawców, bo skoro autor daje próbkę tego, co stworzył i przedstawił główny zamysł, to niekoniecznie muszą przewidywać w którym kierunku ów autorski (po)twór podąży.
Później zaś jest za późno. Środki na produkcję poszły, są odbiorcy, więc brną w to dalej.