x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Inny odbiór obydwu serii
W Nagatoro, gdy jej koleżanki próbują nabijać się z chłopaka, to ona interweniuje. Jest instynktowna, zaborcza i zawłaszcza go, więc na pewno nie każdemu taka postać odpowiada. A z drugiej strony dziewczyna oczekuje od niego, że ów zmężnieje i faktycznie stanie się rycerzem z bajek. kliknij: ukryte I tak się staje, chłopak zaczyna się pomału przełamywać, otwierać na ludzi i na nowe sytuacje i odważać na działanie. Według mnie pasują do siebie na zasadzie komplementarnej. Dzięki niej ma on szansę stać się i bardziej asertywny i odważniejszy.
Miło
Za co książę uwielbiał wybrankę..
Myślę, że książę był bardziej myślący niż zdecydowana większość tego typu postaci.
A za co ubóstwiał Księżniczkę?
Być może ubóstwiał ją za jej mądrość, którą przejawiała już w wieku 10 lat. Może za jej stałe przywiązanie do zdobywania wiedzy. Może za delikatny, wrażliwy na cudzą krzywdę charakter. A może za brak egoizmu, brak manipulanctwa, oraz brak egotyzmu i brak narcyzmu.
A być może zwyczajnie pokochał ją taka jaka była,
szczera i niewinna.
I jakże odmienna od większości tych fałszywych, wyrachowanych szlachcianek.
Re: Odpowiedź
Lekkie, krótkie, dosyć przyjemne
Zakończenie
Aczkolwiek uczulonym na fanserwis absolutnie nie polecam, to mimo pewnych aspektów nie mam poczucia straconego czasu.
Na plus, że zwrócono uwagę na kilka fundamentalnych założeń, o których ludzie mają zwyczaj zapominać w sytuacjach stresu i problemowych.
Na duży minus, że nie poruszono tematu wielu podstawowych możliwych zagrożeń kliknij: ukryte np ze strony ludzi, których można byłoby tam spotkać .
No, Przypadki Robinsona Crusoe to nie jest, ale jakby tak spojrzeć na serię przez palce, to mamy dosyć sympatyczną pseudosurvivalową slice of life plus cgdct komedię.
No, może… prawie że CGDCT ;)
Re: po 11. ep.
Nie spojleruj haha ;)
A tak serio, to kliknij: ukryte znając już specyficzne podejście do fabuły wielu japońskich twórców – obawiałam się że się to zmieni w drugie Hana yori dango, albo i gorzej, czyli Arte będzie zmuszona zostać konkubiną księcia, albo zostanie przez niego, albo kogoś innego zgwałcona, ech.
Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i dla mnie to akurat było na plus.
A że mało było sztuki w sztuce, to już inna sprawa ;)
Dla mnie seria megapozytywna, taki akumulator do podładowania lepszych emocji.
Polecam ;)
Można zerknąć
Udało się twórcom zebrać to wszystko w jedną całość i nawet przedstawić pewne meandry wystawiania koni do wyścigów, jak w odc 10.
Mankamentem dla mnie jest kilka przeskoków czasowych w połowie serii, ale są one odatowane i wydarzenia zazwyczaj mają sens i następują logicznie po sobie.
Widać też progres postaci.
Dodatkowy plus (i punkcik) za konie, czyli tematykę, oraz niemal brak fanserwisu, albo fetyszy, czy podobnych wymysłów.
Jedyna dziewczyna w grupie chłopców jest traktowana przez twórców na równi z innymi. Także większość postaci żeńskich jest znośna, a niektóre nawet sensowne (jak trenerka z ostatnich odcinków).
Generalnie przyjemny seans w swojej kategorii.
Kolejny drop
Re: Szkolna ecchi. komedia .. romantyczna i urocza?
Także muzyka wtapia się w tło, i choć sensownie dopasowuje się do zdarzeń na ekranie, to pozostaje niemal niezauważalna.
Projekty postaci podobały mi się, charaktery głównej pary też były całkiem całkiem. A że postacie drugiego i trzeciego planu blakły przy głównej parze, to już taka specyfika tej serii.
Wiem że nie każdy lubi takie „dwupostaciowe” seriale, bo wówczas trzeba polubić główna parę, skoro innej alternatywy nie ma :)
(W zasadzie tylko wydawca i ojciec dziewczyny są trochę warci zapamiętania.)
Ja miałam to szczęście, że protagonistów obdarzyłam sympatią, i dzięki temu seans był bardzo udany.
Podciągnięta ocena do 8/10, choć przyjemność z ogladania często oscylowała na poziomie 10.
Szkolna ecchi. komedia .. romantyczna i urocza?
Jej wybranek to bardzo pozytywna postać. Można na niego liczyć, dotrzymuje słowa, oraz nie zachowuje się jak napalony kot. Przy tym wszystkim jest normalnym, zdrowym chłopakiem, nie udającym że „nie ma tego” w swoich myślach.
Większość narracji to myśli i obrazy pojawiające się w głowie bohaterki i tu już wychowanie przez ojca, pisarza erotyki daje znać. Jak ktoś omija fanserwiśna, czy erotyczne sceny to seria nie jest dla niego. Dla nie lubiących słodyczy również. Pozostałym polecam. Ktotkie, miłe i romans szkolny, który ma swoje, całkiem realne tempo.
Na poprawę humoru jak znalazł. A do tego porusza drobne ważne dla nastolatków tematy.
Nieco sentymentalniej
Sądziłam, że sezon drugi będzie trzymać komediowy poziom, ale stało się nieco inaczej.
Raz, że najpierw w kilku odcinkach są różnego rodzaju retrospekcje (na szczęście w większości bardzo zabawne), a gdy seria kontynuuje wątek pierwszego sezonu, to staje się według mnie pełnoprawnym obyczajowym anime (i to pomimo 3minutowych epizodów).
Tym samym w kategorii short oba małżeńskie seriale (a raczej serialiki?) – wchodzą u mnie na zasłużone pierwsze miejsce.
To aż niewiarygodne, ile treści zdołano zmieścić w tych dwudziestu kilku mikroodcinkach.
Śmiechu było w dwójce mniej, nastrój stał się nieco sentymentalny, ale był to czas ogólnie bardzo przyjemnie spędzony i w tej części bardziej komediowej i w obecnej.
Polecam, bo takie sympatyczne obyczajowe okruszki o dorosłych to rzadkość:)
Nie aż takie złe
Ta cała historia z nim była smutna a główne dziewczę robiło wrażenie na przemian
- prostolinijnej, szczerej i skrupulatnej,
- albo bezmyślnej i niezdecydowanej mamałygi.
Irytowała mnie główna para przez 3/4 serii,
podobnie jak przewidywalna i równie prostolinijna fabuła.
A jednak ostatecznie, wyszedł twórcom w miarę przystępnie poruszony wątek samodzielnych i opartych na własnych uczuciach wyborów głównych bohaterów, przeciwnych do oczekiwań społecznych, oraz siły potrzebnej do pokonywania emocjonalnych i zewnętrznych przeszkód
Polecić mi trochę trudno, więcej żalów wypisywać nie ma sensu, w sumie bilans wyszedł na zero, więc seria dostała ode mnie „zasłużone” 5/10
Re: No cóż...
A mnie urzekło :)
Szkolna komedia lepsza niż wiele innych
Od blisko trzech lat tak się nie uśmiałam na revers haremie. W dodatku mimo moich obaw – temat kliknij: ukryte transpłciowości nie został potraktowany tu płytko (mimo wszystko). Przede wszystkim anime ma ogromną według mnie zaletę, pokazuje najróżniejsze stereotypy na temat ról otoko, czy o hime‑sama.
Główna postać ma idealnie (bajkowo) połączone ciało nastoletniej dziewczyny i zupełnie chłopięcy umysł i duszę. Takie połączenie, plus zdarzenia na ekranie naprawdę potrafią momentami zaskoczyć, czy rozbawić. Zastanawiałam się, jak twórcy wybrną z całej tej patowej sytuacji, i czy nadmiernie nie pokomplikują historii, ale ogólnie wszystko było sensowne i ciekawie prowadzone.
Magii tu niemal wcale, choć stanowi przyczynę wielu zdarzeń na ekranie.
Za to dużo jest szkolnych okruchów, nieprzesłodzonej przyjaźni i sporo (głównie fizycznej) przemocy i walk. Niemagicznych i nie aż tak bardzo przesadzonych. Naprawdę, momentami seria bardziej przypomina anime sztuk walki i chuligańskie bijatyki, niż komediowe slice of life.
Najbardziej podobało mi się jednak, że udało się stworzyć mieszankę bardzo zabawnej komedii – z pokazaniem ról społecznych, oraz różnych zagrożeń czyhających zarówno na dziewczęta/kobiety, jak i na chłopców. I wszystko bez nadmiernego według mnie patosu, czy dramatyzmu. kliknij: ukryte Pomijając ostatnich kilkanaście mało zabawnych, a przewidywalnie shounenowych odcinków
To co mi się szczególnie podoba, to udana próba odejścia od determinizmu społecznego, od wyznaczonych przez rodzinę i otoczenie ról do spełnienia, i od oczekiwań otoczenia.
Anime ze wszystkiego i wszystkich się śmieje, a jednocześnie nikogo moim zdaniem nie obraża.
Podoba mi się ostateczna konkluzja serii, wyrywająca człowieka z wyobrażeń na temat podziałów społecznych i ról życiowych.
Oraz burzenie stereotypów.
A co mi się nie podobało?
Wszystko związane z ojcem głównej postaci (punkt od oceny). I oczywiście kliknij: ukryte główny karaluch serii :) kliknij: ukryte Ale i tak komediowo i pokojowo została rozwiązana jego kwestia
I jeszcze spadek jakości grafiki, czy raczej rysowania twarzy w ostatniej „części”. O ile przez pierwszą połowę łatwo było uwierzyć w piękno fizyczne głównej postaci, nawet jak nie jest w czyimś guście, o tyle w późniejszych odcinkach rysy twarzy nieco spowszedniały, i zgrubiały, i gdzieś ten syreni urok się zapodział.
No i ta muzyka… Ale to już kwestia gustu.
Ps. Yuri i yaoi jest w tym anime chyba tylko w oku patrzącego, mimo że humor balansuje czasami na pograniczu.
Mimo oprawy graficznej i muzycznej bardzo polecam wielbicielom szkolnych komediodramatów. Szczególnie pierwsza połowa bywa wybitnie zabawna. Mam wrażenie, że wielu twórców próbowało potem odtworzyć poziom tego humoru w innych szkolnych seriach, ale bardzo rzadko im to wychodzi tak dobrze jak tu, w tej archaicznej wizualnie, ale jakże zabawnym i aktualnym serialu.
Z przymrużeniem oka na fizykę
Wiele elementów mi się podobało, ale są też takie, które drażniły kliknij: ukryte np częściowa przewidywalność (zwłaszcza odgrywanych ról), oraz niektóre wątki za co odjęłam jeden, czy dwa punkty.
Początkowe epizody mogą uśpić niejednego widza, kliknij: ukryte Ale mnie akurat te niestandardowe postacie i niesztampowe dialogi bawią, więc dla mnie było dobre od początku :) W połowie serii klimat całkowicie się zmienia - z niepokojąco sielankowego – na po prostu dramatyczny. A tempo akcji gwałtownie rośnie. kliknij: ukryte Na szczęście zakończenie (ostatnie dwa odcinki) zamyka spójną klamerką całość.
Seria łączy nietypowe okruchy życia (albo okruchy z udziałem raczej nietypowych osób) z elementami sci‑fi, wynalazczości i prób manipulacji czasem i zdarzeniami, oraz momentami – z kinem akcji i napięciem fabularnym.
Na pewno jest to dosyć ciekawa pozycja na tle innych tego typu w anime.
Czegoś mi w niej trochę zabrakło, żeby z czystym sumieniem wystawić najwyższe noty. Może to kwestia oprawy wizualnej, może żeńskich postaci. Mimo to polecam.
Re: Elitarne popłuczyny
Dla jednej osoby słowo poważna to synonim słowa SMUTNA
Dla kogoś innego to słowo znaczy dojrzała, dorosła.
Jeszcze dla kogoś – mówiąca o dramatach, czy przemocy domowej lub społecznej itp.
Dla mnie przykładowo ta seria jest dużo poważniejsza, niż większość serii szkolnych. Brakuje jej typowej lekkości, niewiele tu komedii, za to traktuje uczniów bardziej jak studentów.
Schematy funkcjonowania są jak w świecie ludzi dorosłych, np pracujących, albo tych na progu dorosłości.
Takie też było pokazane, cyniczne i sceptyczne spojrzenie na życie, zupełnie niemal pozbawione młodzieńczego idealizmu.
Według mnie w odróżnieniu od większości szkolnych serii ta trąci (w pierwszym sezonie) takich sceptyczno cynicznym podejściem osób w wieku dojrzałym, a nie nastoletnim.
Rozumiem, inna kultura społeczne, inne wychowanie, ale jednak nastolatki to zazwyczaj nastolatki. Zwłaszcza, że w wielu anime nastolatki są wręcz infalnie pokazywani. Niby coś tam nauczyciele i rodzice chcą, ale mają zazwyczaj w takich seriach typowe dylematy, rozterki, reakcje.
A tu główny bohater to w moim odczuciu trochę kliknij: ukryte Makiawelli.
Atmosfera w anime momentami niby komediowa, ale w większości dla mnie smętna i przyciężka.
Chyba że to takie ichnie spaczone pojęcie elitaryzmu, trochę na poziomie Kakegurui..
Kawaii ale nieprzesłodzone
Do tego bardzo przyjemna pastelowe grafika, nawet gdy buzie są jak księżyc w pełni, to nie wadzi.
Tylko też dźwięk chodzenia, jakby naciskano wciąż gumową kaczkę.
Dobre na odprężenie.
Polecam :)
Z początku może nieco powolny, ale wszystko idzie do przodu, ładnie poprowadzili wątki Shinno, jego młodzieńczej energii i wiary w przyszłość – w zestawieniu z obecnym, wypalonym Shinnosuke.
Ciekawe ile osób chciało się spotkać kliknij: ukryte ze swoim dawnym ja :)
Jednocześnie film realistyczny i magiczny :) Sporo obyczajowych okruchów, trochę dramatu i nieco komedii.
Udany seans
Dla mnie na pewno był udany. Pewnie jeden punkt dorzuciłam za uniwersum, ale i tak czas był przyjemnie spędzony. Nareszcie coś o przyjaźni. Jakby tak jeszcze z lepszą animacją/grafiką, to bym dodała jeszcze jeden do ogólnej oceny.
Obiektywniej prawie 7/10
Subiektywnie 9/10
Re: Oj warto było sprawdzić
Wyróżnia się pozytywnie, nie tylko wśród seinenowych komedii :)
3 x tak Koumei
Zaś opening 10/10
Polecamy :)
Kolejna nie znaczy słaba
Niemniej uważam, że jest to niezła alegoria naszych czasów, próbująca odpowiedzieć między innymi na pytania o szczescie.
To, co w Platinum end zostało wyobrazowane w zupełnie kiczowaty sposób, tu jest pokazane łopatologicznie, ale (moim zdaniem) atrakcyjniej.
Duży plus za to, że nie jest to kolejna pasza animacyjno – dźwiękowa.
Wątek z Miu troche spaprany, ale… Pomimo, że Sonny Boy było dla mnie zdecydowanie lepsze i dostało 9/10,
to obecnej tu animacji w pierwszym odruchu chciałam dać 10.
Jeżeli miałabym do czegoś porównać, to może klimatem zbliżone do Black rock shooter, tylko nie aż tak epatujące dramą i przemocą.
Dużo czytania, więc wymaga skupienia, bo w przeciwnym razie treść umknie, a zostanie się z sieczką i rąbanką.
Czas spędzony inaczej
Baa, to nawet nie jest animacja, bo te pierwsze ok 2/3 produkcji – to kolaż obrazów, animacji i napisów. A reszta to obrazki z NY i nazwijmy to – dokument z ludźmi uczestniczącymi w owej produkcji.
A już z całą pewnością trudno by mi było to nazwać reklamą mangi, bo to zwyczajnie jest za długie, zbyt pocięte i za monotonne.
W dodatku w typowo amerykańskim stylu (mam wrażenie).
Na mnie to „cuś” robi wrażenie patchworka. Patchworki lubić trzeba, żeby je docenić. Ja akurat nieszczególnie je uwielbiam, aczkolwiek potrafię docenić kiedy jest dobrze, lub ciekawie zrobiony.
Tu wolę się nie wypowiadać.
Za to uważam, że rewelacyjnie pokazano w tych urywkach scen – klimat lat 80tych. A do tego muzyka. Wybrano jedne z najbardziej znanych (ówczesnych) utworów muzyki popularnej. Kto lubi podróż przez epoki muzyczne – będzie miał odrobinę przyjemności. Kto zna owe utwory, to spokojnie może zaoszczędzić czas i obejrzeć to na przyspieszeniu 1,25.
Wiele nie straci, a przeciwnie, produkcja zyska choć trochę dynamiki :)
Polecam tylko jako „muzyczno‑obrazkową wyprawę w nieznane”, albo (może dla kogoś) jako nutę nostalgii.
Miejscami przyjemne, i wizualnie i dźwiękowo. Natomiast „seiyuu” pomińmy chwilą milczenia. Nawet jeżeli język angielski pasuje do owej produkcji.
Mimo wszystko miło było popatrzeć na coś bez rzucającego się w oczy CGI.