Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Komentarze

Anonimowa

  • Avatar
    A
    Anonimowa 11.01.2024 17:41
    Urwana opowieść
    Komentarz do recenzji "Otome Nadeshiko Koi Techou"
    Mnie się ta urwana miniatura podobała, było to przyjemnie spędzone 10 minut. Nawet jeżeli potrzeba puenty na zakończenie, to można sięgnąć do oryginału, albo uruchomić własną wyobraźnię.

    Wizualnie dla mnie było przyjemne i pasowało do tworzonego przez te kilka minut klimatu.

    Wieczorem przed snem jak raz.
  • Avatar
    A
    Anonimowa 11.01.2024 13:30
    Cute Girls Doing Cute Games i nie tylko
    Komentarz do recenzji "16bit Sensation: Another Layer"
    Muszę przyznać, że serial mnie pozytywnie zaskoczył, rozbawił, a potem… Jeszcze raz zaskoczył. Twórcy dali popis wyobraźni tam, gdzie zapewne większość tych co oglądała już to porzuciła.

    A porzucić jest łatwo, bo seiyuu głównej bohaterki piszczy jak czterolatka, wygląda jak 12­‑latka i zachowuje jak 13­‑latka, choć ma lat 19. Musiałam pierwsze odcinki mocno ściszyć, żeby wytrwać.

    Ta seria to dla mnie takie Stein Gates plus Gamers
    w wersji głównie moe, lekko i radośnie i z zapałem.

    A jednak mistrzowie wyobraźni z Japonii w teoretycznie płytkiej jak kałuża serii potrafili przemycić także kilka pytań w gruncie rzeczy o człowieczeństwo.

    Czym jest wyobraźnia. Czy maszyny mogą i powinny zastąpić człowieka. I przede wszystkim – do czego człowiek może spożytkować własny umysł. W tym pozytywnym, kreatywnym sensie i w tym mnie przyjemnym.
    A także pokazują, jak bardzo nasze działania wpływają na innych. Nawet poprzez pozornie nieistotne, drobne zdarzenia, na które zwykle nie zwracamy uwagi.

    Oczywiście 90 procent fabuły to lekkie, zwariowane okruchy życia i wspomnienie minionych epok komputerowych. Z maleńką szczyptą sci­‑fi i nie tylko.
    Oraz wielka pochwała gier bishoujo i ich otoczki kulturowej.

    Co do „minionych epok”... Sama złapałam się za głowę na myśl, że miałabym teraz tworzyć grafiki jak główna bohaterka w swojej pierwszej podróży.

    Komu polecić te lekko komediowe okruszki? W zasadzie każdej grupie wiekowej, na relaks i nie tylko. I choć był epizod także mniej przyjemny, to cóż z tego  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Anonimowa 9.01.2024 11:17
    Odc 1
    Komentarz do recenzji "Yubisaki to Renren"
    O kurczę…

    Muszę zamówić mangę
  • Avatar
    A
    Anonimowa 9.01.2024 10:24
    Dziękuję :)))
    Komentarz do recenzji "Kon'yakuhaki Sareta Reijou o Hirotta Ore ga, Ikenai Koto o Oshiekomu"
    Dzięki serdeczne za solidną i sympatyczną recenzję do lubianej przeze mnie serii.
  • Avatar
    Anonimowa 1.01.2024 14:57
    Re: Całość
    Komentarz do recenzji "Kanojo mo Kanojo [2023]"
    Muszę najpierw odswieżyć pierwszy sezon. A… Chyba… Lepiej nie zachwalać tej serii bo to naprawdę mocno absurdalna komedia osadzona w realiach tzw rzeczywistych. Jedynka to serio trochę „Och, Karol” w wersji Made in Japan xd i… No jest specyficzna xd
  • Avatar
    Anonimowa 1.01.2024 08:38
    Re: Must watch
    Komentarz do recenzji "Zapiski zielarki"
    Ps. Pierwszy akapit to cytat za użytkownikiem Klemens.

    Korzystając z okazji – dzięki że polecałeś Zielarkę.
    Według mnie warto było posłuchać :)

  • Avatar
    A
    Anonimowa 1.01.2024 08:34
    Must watch
    Komentarz do recenzji "Zapiski zielarki"
    pierdyknę jeszcze jeden komentarz, żeby anime chociaż na chwilę trafiło w listę ostatnio komentowanych, bo naprawdę warto obejrzeć ten serial. Może ktoś to zauważy i skusi się na seans napisał(a):




    Nie dość że się skusiłam, to odcinek za odcinkiem seria mnie tak wciągnęła że teraz czytam mangę. To jest coś zupełnie innego niż się spodziewałam. Seria łączy kilka gatunków i robi to według mnie dobrze. Jest jak potrawa w której odnajdujemy kolejne smaki.
    Do tego bardzo przyjemna oprawa graficzna.
    A Zielarka już jest w mojej topce żeńskich postaci z anime za swoją niebanalność.

    Zwykle nie głosuję w połowie serialu, ale znając zdarzenia z mangi nie wiem co by się tu mogło popsuć, żebym miała żałować oddanego głosu.

    Z czystym sumieniem polecam. Warto dać szansę nawet jeżeli nie od startu nas przyciągnie.
  • Avatar
    A
    Anonimowa 24.12.2023 00:09
    Lekki romans, trochę slice of life, nieco przygody
    Komentarz do recenzji "Kon'yakuhaki Sareta Reijou o Hirotta Ore ga, Ikenai Koto o Oshiekomu"
    Bajkowy romans po pierwsze.
    Bajkowe slice of life po drugie.
    I bajkowe przygody po trzecie.

    W tej kolejności.

    Raczej tylko dla fanów dodania sobie odrobiny słodyczy do życia.

    Jeżeli ktoś liczył na „takie ekhm niegrzeczne rzeczy” w tej serii, to nie, zdecydowanie nie o fanserwis ani o ecchi tu się rozchodzi na pierwszym miejscu. Tzn odrobinę fanserwisu mamy, ale jak na bajkowe fantasy o niegrzecznościach, to jest tego naprawdę niewiele i nie przekracza zwykle granic dobrego smaku.

    Słowo klucz dla tej serii (według mnie) to słowo SYMPATYCZNA.

    Zwłaszcza jeżeli polubi się bohaterów i nie ma się uczulenia na bajkowe romantyczności.
  • Avatar
    Anonimowa 22.12.2023 00:57
    Re: Stonowane ale ciekawe
    Komentarz do recenzji "Hikari no Ou"
    Ostatnie dwa odcinki sprawiły, że ocena poszła oczko w dół. W seriach takich jak ta wolę inne ucięcie fabuły. I ogólnie wydarzenia ostatnich dwóch epizodów nieco zaniżyły moje spojrzenie na serial. Ale i tak uważam, że warto było się zapoznać i czekam na sezon drugi.
  • Avatar
    A
    Anonimowa 21.12.2023 14:23
    Stonowane ale ciekawe
    Komentarz do recenzji "Hikari no Ou"
    Zdecydowanie nie jest to sztampowa, rozrywkowa seria z przygodą i tanią rozrywką dla widza. Tempo jest stonowane i to bardzo, jak w starszych filmach obyczajowych. Fabuła krok po kroku idzie w niespieszny sposób do przodu, jednak nudy nie uświadczysz jeżeli zaakceptuje się ten niemal wyciszony rytm akcji. Duża zasługa jest w tym postaci, w zasadzie wszystkich , cały świat przedstawiony ma niezwykły realizm zachowań. Nawet psy wyglądają jak psy, oraz mają idealnie psie zachowania, widać, że ktoś się naprawdę przyłożył do tego typu detali. Rany trzeba zazwyczaj długo leczyć, jak do tej pory. Nawet jeśli zastosowany jest czasami plot armor, to w sposób wiarygodny. Ludzie też zachowują się jak ludzie.

    Ten specyficzny realizm pozwala zagłębić się w dziejące pomału wydarzenia.

    Wałki też są i jest przemoc, ale stanowi ona tylko element świata przedstawionego, nie jest gloryfikacja samych walk, ale służy zazwyczaj jedynie obronie, lub przyziemnym celom jak zdobycie energii od „demonów”, bądź uzyskaniu informacji.

    Nieufność, troska, czy pomoc wzajemna towarzyszy drogi – w niczym nie przypomina typowych przesadzonych produkcji fantasy. Raczej są to zwyczajnie ludzkie bohaterstwo i wsparcie wynikające z trudnych okoliczności.

    Pod względem obyczajowym zwyczajnie według mnie wiarygodne.

    Grafika też nie jest sztampowa, idealnie oddaje ów świat. Nie jest to kolorowanka, wioski przypominają wioski u podstaw, tak jak ludzie by je stworzyli by przeżyć.

    Miasto wygląda jak dawne 19­‑wieczne, przemysłowe miasta.
    Dzielnice produkcyjne, oparte na ciężkiej pracy ludzi i część mieszkalną z zabudową kamienic i wąskich uliczek.

    Ocenę trudno mi jednoznacznie wystawić. Trochę, ale to naprawdę tylko trochę klimatem przypominało mi Seirei no Moribito, albo pierwsze odcinki Kimetsu no Yaiba.

    Nie polecam raczej tym, którzy wolą szybką akcję i walki.
    Tu głównie można sycić się detalami, realizmem sytuacyjnym i psychologicznym.
  • Avatar
    A
    Anonimowa 10.12.2023 16:26
    Ciekawa analiza bohaterów.
    Komentarz do recenzji "Ijiranaide, Nagatoro-san"
    Bardzo mi się podoba analiza głównych bohaterów w recenzji. Jestem pod wrażeniem Panie Recenzencie.

    A co do serialu – Nagatoro to faktycznie dosyć realistyczny, kobiecy typ Alfa. Twórca się postarał. Nie zrobił z niej przesadnie brutalnej, pozbawionej uczuć, władczej osoby. Owszem, jest dominująca, aktywna, przedsiębiorcza. Idzie do przodu i realizuje zamierzony cel  kliknij: ukryte . Ale nawet wtedy, gdy jak czołg prze do przodu, to ma główna bohaterka swoje romantyczne marzenia – wyraźnie widoczne w pierwszym odcinku, w tych pierwszych scenach z senpajem. Dobrze, że Autor nie stworzył płaskiej postaci, tylko silną dziewczynę, z jej jednocześnie bardzo dziewczęcymi pragnieniami.

    Polecam pierwsze dwa odcinki. Jeżeli ten realizm przypasuje komuś, to warto obejrzeć cały seans.
  • Avatar
    A
    Anonimowa 18.11.2023 23:55
    Abstrakcyjne, urocze, zabawne, ujmujące, czyli odcinki 1-10
    Komentarz do recenzji "Suki na Ko ga Megane o Wasureta"
    Od razu podkreślę, że mangi nie czytałam, a nietypowa strona wizualna serialu sprawiała mi pewną przyjemność.
    Lubiłam też słuchać seiyuu głównych bohaterów, bo ich gra (choć osobliwa) zdawała mi się kawaii.

    Odcinki 1­‑6 to ta bardziej komediowa część według mnie. Przerysowana i pełna delikatnie abstrakcyjnych gagów, które jednak sprawiały, że cały czas się uśmiechałam.  kliknij: ukryte 
    Zabawny wydał mi się także główny bohater z jego panicznymi reakcjami – a jednak zdobywający się na odwagę działania, bądź odwagę wytrwania w mocno żenujących go sytuacjach.

    Od epizodu 7ego zaczyna jednak seria po trochu odchodzić od formatu komediowego – w stronę psychologii pierwszych uczuć. Oraz w kierunku przeżyć wewnętrznych z tym związanych i  kliknij: ukryte 

    Nadal główna bohaterka zachowuje się dla widza absurdalnie, jednak teraz pokazuje też, że  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Anonimowa 16.11.2023 16:08
    Pierwsze wrażenia
    Komentarz do recenzji "Zapiski zielarki"
    Długo zabierałam się za seans, w sumie w ogóle go nie chciałam napoczynać.

    Jak to, mieszkańcy Kraju Kwitnących Wiśni tworzą okołohistoryczny serial w chińskich realiach?
    To nie może się dobrze skończyć;)

    Po pierwszym odcinku jestem bardzo mile zaskoczona. Seans jest lekki, przyjemny, ładnie animowany.

    Co prawda mężczyzni (bisze) chińscy nie są tak ładnie ukazani jak w chińskich produkcjach, ale co tam. Z przyjemnością popatrzę dalej na serial :))
  • Avatar
    A
    Anonimowa 20.10.2023 00:44
    Komentarz do recenzji "Kon'yakuhaki Sareta Reijou o Hirotta Ore ga, Ikenai Koto o Oshiekomu"
    Zdaję sobie sprawę z tego, jakie to mało animowane i że oprócz projektów postaci i gadżetów to niewiele jest na plus do grafiki, ale… No właśnie,
    z każdą chwilą Protagonista zyskuje w moich oczach.
    I choć dziewczę przy nim bleknie, to głównie On ratuje seans, zresztą np  kliknij: ukryte  także.

    Jak ktoś lubi takie lekkie komedie fantasy, to polecam.
    Dość jest fajnych obyczajowych smaczków, relacja  kliknij: ukryte  też zabawna i wow –  kliknij: ukryte .

    Sceny z trzeciego odcinka nadal bawią po powtórnym obejrzeniu, a to już spory plus :)

    Zasada 3 odcinków i wiadomo, czy ta lekka komedia się sprawdzi, czy nie. Więcej, wiele więcej jest tu slice of life – niż przygodowej fantasy, a jednak ten nieprzesadzony humor bawi. Przynajmniej mnie bawi (choć jak czytam to nie tylko mnie :))
  • Avatar
    A
    Anonimowa 16.10.2023 14:16
    Cute Mix :))
    Komentarz do recenzji "Taishou Otome Otogibanashi"
    Póki co dopiero odcinek 4, a seria już łączy elementy komedii, tragifarsy, szczypty przedramatyzowania, oraz cute okruszki.

    Jakby bohaterkę CGDCT wrzucono w miks bajkowej komediodramy. Jednak główny motyw to urocza opowieść o pomaganiu ludziom w zaleczaniu ich wewnętrznych smutków, czy ran. I chęć pomagania ogółem, jaka budzi się pod wpływem budowanych więzi.

    " kliknij: ukryte 

    Motyw jak we Fruit Basket, czy serii Aniołek z Sąsiedztwa. Tyle, że w bardziej bajkowej i póki co ciepłej, uroczej oprawie.
  • Avatar
    A
    Anonimowa 14.10.2023 20:28
    👍
    Komentarz do recenzji "Tengoku Daimakyou"
    Dobrze mi się czytało tę recenzję, spostrzegłam nawet, że gdyby była dłuższą – też bym przeczytała :)

    Natomiast na tyle plastycznie zobrazowałeś serial, że go nie obejrzę.  kliknij: ukryte 

    Widać (wedle mnie), że klimat serii wpłynął na klimat recenzji.
  • Avatar
    Anonimowa 10.10.2023 21:39
    Re: 1
    Komentarz do recenzji "Kon'yakuhaki Sareta Reijou o Hirotta Ore ga, Ikenai Koto o Oshiekomu"
    Zaczęłam czytać mangę i jest to kolejny raz, gdy anime próbuje podkręcić emocje, charaktery, wydźwięk zdarzeń.

    Stąd zapewne taki głos protagonisty. Do charakteru tej postaci mi bardzo pasuje. Do wyglądu już nie za bardzo.
    Niby zaczęli prawie tak jak w mandze, ale swoje trzy grosze dorzucili zamieniając puchatą baję – w fantasy komedię ( kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Anonimowa 13.08.2023 19:40
    10 na 10 mimo wszystko
    Komentarz do recenzji "Nerawareta Gakuen"
    Do około czterdziestej minuty miałam nieodparte wrażenie, że film znacznie wychodzi poza skalę dziesieciopunktową w kategorii anime obyczajowe z okruchami życia.

    Stworzyć wiarygodny, prawdziwy i nieprzesadzony obraz ludzkich emocji i niuansów relacji tak, aby to było choć trochę interesujące – już zasługuje na pochwałę.

    Dodatkowo film mówi o rzeczach ważnych, o naturalnej potrzebie bezposredniej bliskości, otwartości i szczerości  – zanikającej obecnie w dobie cyfryzacji i płytkich kontaktów. W których ilość przedkłada się nad jakość.

    Zaskoczyło mnie, że twórcy mówią o tym wprost, ale nie prostacko. Oczywiście można przyczepić się do tego, że dziewczyna uderzyła chłopaka, żeby dotarł do niego jej ból i jej emocje.
    Główny bohater tak bardzo jest skupiony na swoich własnych uczuciach, myślach i przeżywaniu, że nie dociera do niego, co czuje jego najbliższa przyjaciółka, i to osoba z którą od lat codziennie spędza mnóstwo czasu.

    Temat „jestem blisko kogoś a jednak daleko” bardzo dobrze tutaj ukazano. Jednocześnie wprost i naturalistycznie, ale nie w sposób nierealnie przesadzony.
    Zazwyczaj wolę produkcje oparte o zestaw metafor i symbole jak Wielka ryba i begonia albo jak Sonny Boy.
    Tu jednak nie przeszkadzało mi, że tak ważna tematyka omawiana była wprost, ustami bohaterów.

    Po około 42 minutach wszystko zaczęło się zmieniać, zaczęłam też mieć obawy, czy fabuła i przebieg zdarzeń nie pogrążą tematu i treści. Na szczęście autorom udało się nie zdeptać tematu w kolejnych wątkach. Nie jest to film, który polecam oglądać „jednym okiem”, albo z innymi, albo będąc zmęczonym. Żeby nasycić się tym jednocześnie spokojnym i niespokojnym tempem emocji budowanym w obrazie, słowach i dźwięku – potrzeba skupienia. Trzeba też obejrzeć te produkcję od pierwszych sekund aż do ostatnich, w trakcie napisów końcowych i po.
    Film przemawia do widza wprost. Symboli jest niewiele i też są one jasne i czytelne.

    Być może rozwinięcie fabuły do postaci serii zadowoliłoby część osób, dla mnie osobiście Grało tu rolę drugorzędną w stosunku do postaci, ich zachowań, ich relacji. Jak na japońska produkcję o nastolatkach, z dodatkiem „metafizyki” i sci­‑fi było tu dla mnie niewiele przesady. Czasem w wykonywanych ruchach postaci, czasami w grze kolorów. Jednak w odróżnieniu od najbardziej uznanych produkcji anime – tła nie były lepsze niż postacie, wyraźnie były według mnie spójniejsze niż w niektórych topowych animowanych filmach kinowych z Japonii. W pełni zgadzam się z recenzencką 10 za grafikę.

    Rownie wysoka ocena ocena byłaby dla mnie za postacie, za treści, za klimat.

    I choć nie przeżyłam tego co na ekranie w sposób niezwykle emocjonalny, i mimo że fabuła wahała się od 4 do 10, czyli od metafizyki/sci­‑fi(4) do warstwy obyczajowej(10) – to jednak za jakość strony wizualnej i audialnej i za tematykę według mnie ten film zasługuje na pelne 10.

    Mało jest produkcji animowanych, które nie są tylko cukierkiem dla oczu, czy służą jedynie relaksowi i rozrywce. Twórcy podjęli się trudnego zadania, żeby zrobić film „o czymś” i zatrzymać uwagę widza na niemal dwie godziny.

    Ja ze swojej strony polecam. Są emocje bohaterów, są uczucia i jednocześnie dzieje się na ekranie opowieść, która wybrzmiewa jak delikatne dźwięki strun np w harfie.

    Lubudubu nie ma, ale i tak jest zaje… Znaczy naprawdę nieźle.

    Zwłaszcza dla wielbicieli okruszków obyczajowych, lekkiego sci­‑fi, czy romantycznych klimatów.
  • Avatar
    A
    Anonimowa 5.08.2023 23:05
    Ekhm
    Komentarz do recenzji "Saishuu Shiken Kujira"
    Większość z tych epizodów to scenki pozbawione większego sensu, fabuły, logiki a nawet, co ciekawe, humoru. Owszem, niektóre usiłują być śmieszne, (...)
    Czasem zdarzają się lepsze odcinki (jak siódmy,  kliknij: ukryte 


    I tak, w zasadzie, jak ktoś koniecznie chce to obejrzeć, to niech zerknie na odcinek pierwszy, a potem siódmy. Siedem, czy osiem minut, a może kogoś rozbawi. W sumie odcinki od drugiego do szóstego są zbędne :)

    Albo i nie, jeszcze koty w jednym z „odcinków” były ładnie według mnie rysowane jak na anime :)

    To, co mnie zaskoczyło w pyerwszej połowie „serii”, to fakt, że można zrobić tak krótkie odcinki, które mogą być nużące.

    Potem zaś próbować zrobić z tego komedię, dramat, sci­‑fi… Czego tam jeszcze nie było?

    Jeśli to było wtedy zrobione jako reklamówka, to Ekhm…

    Jeżeli dla tych, co znali pierwowzór, to… Może… Może…

    Jeżeli zaś potraktować to jako ecci, to chyba klasy E ;D

    Jak by zatem ocenić. Pierwsza połowa „serii” za wyjątkiem odcinka z kotkami, a raczej scen z kotkami – 0/10

    Za odcinek siódmy 6,5/10 albo i 7 zwłaszcza w porównaniu z resztą serialiku.

    Jeszcze potem kilka razy coś mnie trochę rozbawiło.

    Była też jedna krótka, przyjemna dla oczu scena, trochę nawet klimatyczna.

    Bilans z całości na pewno nie wychodzi mi poza 3/10, ale że nic też nie było irytującego, a niektóre postacie zostały przyjemnie rysowane, czy odwzorowane, to dam 4/10, takie pozytywne 4 :)

  • Avatar
    Anonimowa 27.07.2023 16:16
    I znowu pisze, czemu książę ceni swoją wybrankę ;)
    Komentarz do recenzji "Moje szczęśliwe małżeństwo"
    Wrzucam wszystko jako spojler, w ukryte.

    Zwłaszcza, że być może wybiegnę fabularnie przed serię  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Anonimowa 10.07.2023 18:58
    Codzienne okruszki z mangaką i jego księżniczką
    Komentarz do recenzji "Otonari ni Ginga"
    Nie wiem ile osób marzy o tym, żeby ta druga połowa była księciem, lub księżniczką, choćby współczesną…
    Żeby to była dobrze wychowana, kulturalna osoba, pracowita i troskliwa.
    To anime to właśnie realizacja takiego marzenia.

    Jest tu normalny, zwyczajny chłopak, który po śmierci ojca zajmuje się młodszym rodzeństwem,
    jest pisanie, rysowanie mang i jest dwójka małych dzieci, tzn wystarczająco małych, żeby fabuła miała ręce i nogi. I jest owa księżniczka.

    O zawiązaniu fabuły nie będę pisać, bo każdy, kto przetrwał pierwszy odcinek wyrobi sobie własne zdanie.
    Dość powiedzieć, że księżniczka zostaje asystentką owego młodego mangaki.

    Czy są zalety tego anime?
    Na razie, czyli w odcinkach 1 do 7 nic zdrożnego się nie działo. Można według mnie posadzić własne młodsze rodzenstwo, lub dzieci przed ekranem i niech oglądają.

    Jako zupełnie stonowane – przed snem z pewnością się nadaje. Można usnąć w połowie odcinka, a następnego wieczoru dokończyć.

    Natomiast to, co może zaboleć, to wizualny sposób realizacji i ścieżka dźwiękowa podobnie według mnie brzmiąca – jak w programach dla kilkulatków.

    Z pewnością dobra realizacja techniczna dodałaby temu anime kilka punktów. A tak seans w większości momentów smakuje jak słoiczkowe dania dla niemowląt. Na szczęście było też kilka minimalnie bardziej uroczych scen.

    I najbardziej dopasowane pod każdym względem jest tu zapewne młodsze rodzenstwo głównego bohatera.

    Natomiast temat radzenia sobie z trudną codziennością po stracie bliskiego członka rodziny – został potraktowany w mojej ocenie zdecydowanie zbyt lekko. Bardziej jak dla grupy wiekowej kodomo.
  • Avatar
    Anonimowa 26.06.2023 01:56
    Re: Dobra adaptacja i nie tylko, dlatego aż 9/10
    Komentarz do recenzji "Yamada-kun to Lv999 no Koi o Suru"
    No właśnie bardzo ładnie zekranizowano według mnie mangę, miejscami panel w panel, ale z dodatkiem własnych środków stylistycznych i ujednoliconego wizerunku Yamady :) :)

    Dopiero w ostatnim odcinku widać mangowe przebitki, gdy w oryginale twarz Yamady czasami wydawała mi się jakby… różna trochę xd

    Podobał mi się dobór seiyuu, paleta barwna (choć oryginał to pierwsza cz­‑b manga, w której brak koloru dawał mi pole do własnego uzupełniania :)

    Może Pan Kamota był nieeeco przesadzony, parę detali moooże bym zmieniła, ale ogólnie jest wierna pierwowzorowi, dopełniająca, i nawet momentami twórcza, ale w taki sposób, że nie tworzy żadnego dystansu od mangi, a to już dla mnie naprawdę duży plus :)

    To za tak dobrą dla mnie adaptację musiałam dodać punkt xd
  • Avatar
    A
    Anonimowa 25.06.2023 16:18
    Dobra adaptacja i nie tylko, dlatego aż 9/10
    Komentarz do recenzji "Yamada-kun to Lv999 no Koi o Suru"
    Serial już za mną, manga wcześniej przeczytana, niż obejrzana została seria,
    więc mogłam na bieżąco przyglądać się adaptacji, mając świeżo w pamięci kadry mangowe.

    I jestem więcej niż zadowolona.

    Nawet, jeżeli nie wszystkie odcinki zrobiły na mnie aź tak dobre wrażenie, jak dwa pierwsze epizody,
    to niezłe zaadaptowanie pierwszych 40 rozdziałów podciąga moją ocenę o conajmniej punkt.

    Nadal jest to też dla mnie pozytywna, a do tego realistyczna i momentami ciepła opowieść o młodych ludziach u progu dojrzałości.
    I o uczuciach, które nie wybuchają jak sztuczne fajerwerki, ale zjawiają się w sposób swobodny i naturalny.

    Gdybym nie czytała mangi
    pewnie wahałabym się między 7 a 8/10,
    aczkolwiek brak irytujących mnie postaci
    pewnie by przeważył moją ocenę w kierunku 8/10.

    Jednym zdaniem – polecam wielbicielom lekkich serii obyczajowych, albo nieprzesadzonych romansów :)
  • Avatar
    Anonimowa 24.06.2023 01:29
    Re: Omoi, Omoware, Furi, Furare - krótka subiektywna opinia
    Komentarz do recenzji "Omoi, Omoware, Furi, Furare"
    Po Twoim wpisie odświeżyłam sobie seans po ok dwóch latach i tym razem wydał mi się bardziej słodko­‑gorzki, momentami melodramatyczny, a jednocześnie romantyczny i zwyczajny :)

    Twórcy ewidentnie grają na emocjach, ale dodali przyjemną oprawę, oraz wcale nie tak przyziemne elementy.

    A może nawet fundamenty?

    W ten sposób, po ponownym obejrzeniu puncik w górę :)
  • Avatar
    Anonimowa 5.06.2023 12:05
    Schematy
    Komentarz do recenzji "Noragami"
    Mnie na przykład wcale nie przeszkadza użycie schematu, bo to jest niczym szablon, dopiero wypełniany contentem.

    I ów kontent jest dla mnie istotniejszy…pod warunkiem że szablon mi odpowiada.

    Noragami pamiętam do tej pory a minęło kilka lat i kiljaset serii.

    Inne potrafią ulecieć po miesiącu ;)

    Myślę, że to elementy, drobiazgi i postacie decydują czy nam coś odpowiada i zapada w pamięci.

    Ja Noragami lubiłam a dwójkę jeszcze bardziej, poprzrz postacie oraz klimat tej opowieści,