x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Urwana opowieść
Wizualnie dla mnie było przyjemne i pasowało do tworzonego przez te kilka minut klimatu.
Wieczorem przed snem jak raz.
Cute Girls Doing Cute Games i nie tylko
A porzucić jest łatwo, bo seiyuu głównej bohaterki piszczy jak czterolatka, wygląda jak 12‑latka i zachowuje jak 13‑latka, choć ma lat 19. Musiałam pierwsze odcinki mocno ściszyć, żeby wytrwać.
Ta seria to dla mnie takie Stein Gates plus Gamers
w wersji głównie moe, lekko i radośnie i z zapałem.
A jednak mistrzowie wyobraźni z Japonii w teoretycznie płytkiej jak kałuża serii potrafili przemycić także kilka pytań w gruncie rzeczy o człowieczeństwo.
Czym jest wyobraźnia. Czy maszyny mogą i powinny zastąpić człowieka. I przede wszystkim – do czego człowiek może spożytkować własny umysł. W tym pozytywnym, kreatywnym sensie i w tym mnie przyjemnym.
A także pokazują, jak bardzo nasze działania wpływają na innych. Nawet poprzez pozornie nieistotne, drobne zdarzenia, na które zwykle nie zwracamy uwagi.
Oczywiście 90 procent fabuły to lekkie, zwariowane okruchy życia i wspomnienie minionych epok komputerowych. Z maleńką szczyptą sci‑fi i nie tylko.
Oraz wielka pochwała gier bishoujo i ich otoczki kulturowej.
Co do „minionych epok”... Sama złapałam się za głowę na myśl, że miałabym teraz tworzyć grafiki jak główna bohaterka w swojej pierwszej podróży.
Komu polecić te lekko komediowe okruszki? W zasadzie każdej grupie wiekowej, na relaks i nie tylko. I choć był epizod także mniej przyjemny, to cóż z tego kliknij: ukryte skoro wszystko kończy się tak, nie inaczej.
Odc 1
Muszę zamówić mangę
Dziękuję :)))
Re: Całość
Re: Must watch
Korzystając z okazji – dzięki że polecałeś Zielarkę.
Według mnie warto było posłuchać :)
Must watch
Nie dość że się skusiłam, to odcinek za odcinkiem seria mnie tak wciągnęła że teraz czytam mangę. To jest coś zupełnie innego niż się spodziewałam. Seria łączy kilka gatunków i robi to według mnie dobrze. Jest jak potrawa w której odnajdujemy kolejne smaki.
Do tego bardzo przyjemna oprawa graficzna.
A Zielarka już jest w mojej topce żeńskich postaci z anime za swoją niebanalność.
Zwykle nie głosuję w połowie serialu, ale znając zdarzenia z mangi nie wiem co by się tu mogło popsuć, żebym miała żałować oddanego głosu.
Z czystym sumieniem polecam. Warto dać szansę nawet jeżeli nie od startu nas przyciągnie.
Lekki romans, trochę slice of life, nieco przygody
Bajkowe slice of life po drugie.
I bajkowe przygody po trzecie.
W tej kolejności.
Raczej tylko dla fanów dodania sobie odrobiny słodyczy do życia.
Jeżeli ktoś liczył na „takie ekhm niegrzeczne rzeczy” w tej serii, to nie, zdecydowanie nie o fanserwis ani o ecchi tu się rozchodzi na pierwszym miejscu. Tzn odrobinę fanserwisu mamy, ale jak na bajkowe fantasy o niegrzecznościach, to jest tego naprawdę niewiele i nie przekracza zwykle granic dobrego smaku.
Słowo klucz dla tej serii (według mnie) to słowo SYMPATYCZNA.
Zwłaszcza jeżeli polubi się bohaterów i nie ma się uczulenia na bajkowe romantyczności.
Re: Stonowane ale ciekawe
Stonowane ale ciekawe
Ten specyficzny realizm pozwala zagłębić się w dziejące pomału wydarzenia.
Wałki też są i jest przemoc, ale stanowi ona tylko element świata przedstawionego, nie jest gloryfikacja samych walk, ale służy zazwyczaj jedynie obronie, lub przyziemnym celom jak zdobycie energii od „demonów”, bądź uzyskaniu informacji.
Nieufność, troska, czy pomoc wzajemna towarzyszy drogi – w niczym nie przypomina typowych przesadzonych produkcji fantasy. Raczej są to zwyczajnie ludzkie bohaterstwo i wsparcie wynikające z trudnych okoliczności.
Pod względem obyczajowym zwyczajnie według mnie wiarygodne.
Grafika też nie jest sztampowa, idealnie oddaje ów świat. Nie jest to kolorowanka, wioski przypominają wioski u podstaw, tak jak ludzie by je stworzyli by przeżyć.
Miasto wygląda jak dawne 19‑wieczne, przemysłowe miasta.
Dzielnice produkcyjne, oparte na ciężkiej pracy ludzi i część mieszkalną z zabudową kamienic i wąskich uliczek.
Ocenę trudno mi jednoznacznie wystawić. Trochę, ale to naprawdę tylko trochę klimatem przypominało mi Seirei no Moribito, albo pierwsze odcinki Kimetsu no Yaiba.
Nie polecam raczej tym, którzy wolą szybką akcję i walki.
Tu głównie można sycić się detalami, realizmem sytuacyjnym i psychologicznym.
Ciekawa analiza bohaterów.
A co do serialu – Nagatoro to faktycznie dosyć realistyczny, kobiecy typ Alfa. Twórca się postarał. Nie zrobił z niej przesadnie brutalnej, pozbawionej uczuć, władczej osoby. Owszem, jest dominująca, aktywna, przedsiębiorcza. Idzie do przodu i realizuje zamierzony cel kliknij: ukryte – czyli zdobycie uczuć chłopaka . Ale nawet wtedy, gdy jak czołg prze do przodu, to ma główna bohaterka swoje romantyczne marzenia – wyraźnie widoczne w pierwszym odcinku, w tych pierwszych scenach z senpajem. Dobrze, że Autor nie stworzył płaskiej postaci, tylko silną dziewczynę, z jej jednocześnie bardzo dziewczęcymi pragnieniami.
Polecam pierwsze dwa odcinki. Jeżeli ten realizm przypasuje komuś, to warto obejrzeć cały seans.
Abstrakcyjne, urocze, zabawne, ujmujące, czyli odcinki 1-10
Lubiłam też słuchać seiyuu głównych bohaterów, bo ich gra (choć osobliwa) zdawała mi się kawaii.
Odcinki 1‑6 to ta bardziej komediowa część według mnie. Przerysowana i pełna delikatnie abstrakcyjnych gagów, które jednak sprawiały, że cały czas się uśmiechałam. kliknij: ukryte Czyli było to coś w stylu „tak głupawe, że aż zabawne”
Zabawny wydał mi się także główny bohater z jego panicznymi reakcjami – a jednak zdobywający się na odwagę działania, bądź odwagę wytrwania w mocno żenujących go sytuacjach.
Od epizodu 7ego zaczyna jednak seria po trochu odchodzić od formatu komediowego – w stronę psychologii pierwszych uczuć. Oraz w kierunku przeżyć wewnętrznych z tym związanych i kliknij: ukryte podejmowanych drobnymi kroczkami działań.
Nadal główna bohaterka zachowuje się dla widza absurdalnie, jednak teraz pokazuje też, że kliknij: ukryte wcale sobie tak dobrze nie radzi ze stresem. Że boli ją – jej własna niedoskonałość. I że nie chce być ona dla nikogo ciężarem.
Oraz że jest jej naprawdę ciężko z tym, że jest czasem tak gapowata, nieuważna, odpływa myślami, zapomina rzeczy, bądź się myli. Czyli w społeczeństwie ceniącym perfekcjonizm – odczuwa boleśnie własną dysfunkcyjność. Według mnie były to momenty, gdzie widz może odczuć współczucie dla niej.
Pierwsze wrażenia
Jak to, mieszkańcy Kraju Kwitnących Wiśni tworzą okołohistoryczny serial w chińskich realiach?
To nie może się dobrze skończyć;)
Po pierwszym odcinku jestem bardzo mile zaskoczona. Seans jest lekki, przyjemny, ładnie animowany.
Co prawda mężczyzni (bisze) chińscy nie są tak ładnie ukazani jak w chińskich produkcjach, ale co tam. Z przyjemnością popatrzę dalej na serial :))
z każdą chwilą Protagonista zyskuje w moich oczach.
I choć dziewczę przy nim bleknie, to głównie On ratuje seans, zresztą np kliknij: ukryte siostrzyczka także.
Jak ktoś lubi takie lekkie komedie fantasy, to polecam.
Dość jest fajnych obyczajowych smaczków, relacja kliknij: ukryte rodzeństwa też zabawna i wow – kliknij: ukryte bez fanserwisu i bez „oniiii‑sama” czy „oniiiiiii‑chan” .
Sceny z trzeciego odcinka nadal bawią po powtórnym obejrzeniu, a to już spory plus :)
Zasada 3 odcinków i wiadomo, czy ta lekka komedia się sprawdzi, czy nie. Więcej, wiele więcej jest tu slice of life – niż przygodowej fantasy, a jednak ten nieprzesadzony humor bawi. Przynajmniej mnie bawi (choć jak czytam to nie tylko mnie :))
Cute Mix :))
Jakby bohaterkę CGDCT wrzucono w miks bajkowej komediodramy. Jednak główny motyw to urocza opowieść o pomaganiu ludziom w zaleczaniu ich wewnętrznych smutków, czy ran. I chęć pomagania ogółem, jaka budzi się pod wpływem budowanych więzi.
" kliknij: ukryte kiedy chcę pomóc moje ciało samo zaczyna się poruszać.” Odcinek czwarty nieco dramowo i nieco uroczo, ale wprost pokazuje ten mechanizm.
Motyw jak we Fruit Basket, czy serii Aniołek z Sąsiedztwa. Tyle, że w bardziej bajkowej i póki co ciepłej, uroczej oprawie.
👍
Natomiast na tyle plastycznie zobrazowałeś serial, że go nie obejrzę. kliknij: ukryte A przynajmniej w obecnym czasie.
Widać (wedle mnie), że klimat serii wpłynął na klimat recenzji.
Re: 1
Stąd zapewne taki głos protagonisty. Do charakteru tej postaci mi bardzo pasuje. Do wyglądu już nie za bardzo.
Niby zaczęli prawie tak jak w mandze, ale swoje trzy grosze dorzucili zamieniając puchatą baję – w fantasy komedię ( kliknij: ukryte przynajmniej na razie).
10 na 10 mimo wszystko
Stworzyć wiarygodny, prawdziwy i nieprzesadzony obraz ludzkich emocji i niuansów relacji tak, aby to było choć trochę interesujące – już zasługuje na pochwałę.
Dodatkowo film mówi o rzeczach ważnych, o naturalnej potrzebie bezposredniej bliskości, otwartości i szczerości – zanikającej obecnie w dobie cyfryzacji i płytkich kontaktów. W których ilość przedkłada się nad jakość.
Zaskoczyło mnie, że twórcy mówią o tym wprost, ale nie prostacko. Oczywiście można przyczepić się do tego, że dziewczyna uderzyła chłopaka, żeby dotarł do niego jej ból i jej emocje.
Główny bohater tak bardzo jest skupiony na swoich własnych uczuciach, myślach i przeżywaniu, że nie dociera do niego, co czuje jego najbliższa przyjaciółka, i to osoba z którą od lat codziennie spędza mnóstwo czasu.
Temat „jestem blisko kogoś a jednak daleko” bardzo dobrze tutaj ukazano. Jednocześnie wprost i naturalistycznie, ale nie w sposób nierealnie przesadzony.
Zazwyczaj wolę produkcje oparte o zestaw metafor i symbole jak Wielka ryba i begonia albo jak Sonny Boy.
Tu jednak nie przeszkadzało mi, że tak ważna tematyka omawiana była wprost, ustami bohaterów.
Po około 42 minutach wszystko zaczęło się zmieniać, zaczęłam też mieć obawy, czy fabuła i przebieg zdarzeń nie pogrążą tematu i treści. Na szczęście autorom udało się nie zdeptać tematu w kolejnych wątkach. Nie jest to film, który polecam oglądać „jednym okiem”, albo z innymi, albo będąc zmęczonym. Żeby nasycić się tym jednocześnie spokojnym i niespokojnym tempem emocji budowanym w obrazie, słowach i dźwięku – potrzeba skupienia. Trzeba też obejrzeć te produkcję od pierwszych sekund aż do ostatnich, w trakcie napisów końcowych i po.
Film przemawia do widza wprost. Symboli jest niewiele i też są one jasne i czytelne.
Być może rozwinięcie fabuły do postaci serii zadowoliłoby część osób, dla mnie osobiście Grało tu rolę drugorzędną w stosunku do postaci, ich zachowań, ich relacji. Jak na japońska produkcję o nastolatkach, z dodatkiem „metafizyki” i sci‑fi było tu dla mnie niewiele przesady. Czasem w wykonywanych ruchach postaci, czasami w grze kolorów. Jednak w odróżnieniu od najbardziej uznanych produkcji anime – tła nie były lepsze niż postacie, wyraźnie były według mnie spójniejsze niż w niektórych topowych animowanych filmach kinowych z Japonii. W pełni zgadzam się z recenzencką 10 za grafikę.
Rownie wysoka ocena ocena byłaby dla mnie za postacie, za treści, za klimat.
I choć nie przeżyłam tego co na ekranie w sposób niezwykle emocjonalny, i mimo że fabuła wahała się od 4 do 10, czyli od metafizyki/sci‑fi(4) do warstwy obyczajowej(10) – to jednak za jakość strony wizualnej i audialnej i za tematykę według mnie ten film zasługuje na pelne 10.
Mało jest produkcji animowanych, które nie są tylko cukierkiem dla oczu, czy służą jedynie relaksowi i rozrywce. Twórcy podjęli się trudnego zadania, żeby zrobić film „o czymś” i zatrzymać uwagę widza na niemal dwie godziny.
Ja ze swojej strony polecam. Są emocje bohaterów, są uczucia i jednocześnie dzieje się na ekranie opowieść, która wybrzmiewa jak delikatne dźwięki strun np w harfie.
Lubudubu nie ma, ale i tak jest zaje… Znaczy naprawdę nieźle.
Zwłaszcza dla wielbicieli okruszków obyczajowych, lekkiego sci‑fi, czy romantycznych klimatów.
Ekhm
I tak, w zasadzie, jak ktoś koniecznie chce to obejrzeć, to niech zerknie na odcinek pierwszy, a potem siódmy. Siedem, czy osiem minut, a może kogoś rozbawi. W sumie odcinki od drugiego do szóstego są zbędne :)
Albo i nie, jeszcze koty w jednym z „odcinków” były ładnie według mnie rysowane jak na anime :)
To, co mnie zaskoczyło w pyerwszej połowie „serii”, to fakt, że można zrobić tak krótkie odcinki, które mogą być nużące.
Potem zaś próbować zrobić z tego komedię, dramat, sci‑fi… Czego tam jeszcze nie było?
Jeśli to było wtedy zrobione jako reklamówka, to Ekhm…
Jeżeli dla tych, co znali pierwowzór, to… Może… Może…
Jeżeli zaś potraktować to jako ecci, to chyba klasy E ;D
Jak by zatem ocenić. Pierwsza połowa „serii” za wyjątkiem odcinka z kotkami, a raczej scen z kotkami – 0/10
Za odcinek siódmy 6,5/10 albo i 7 zwłaszcza w porównaniu z resztą serialiku.
Jeszcze potem kilka razy coś mnie trochę rozbawiło.
Była też jedna krótka, przyjemna dla oczu scena, trochę nawet klimatyczna.
Bilans z całości na pewno nie wychodzi mi poza 3/10, ale że nic też nie było irytującego, a niektóre postacie zostały przyjemnie rysowane, czy odwzorowane, to dam 4/10, takie pozytywne 4 :)
I znowu pisze, czemu książę ceni swoją wybrankę ;)
Zwłaszcza, że być może wybiegnę fabularnie przed serię kliknij: ukryte
Rzecz w tym, że z punktu widzenia osoby, która chce być zadowolona i szczęśliwa w związku, to Książę Pan ma rację, zostawiając sobie Mio jako żonę.
Podobna argumentacja padła już przy omawianiu zakończenia serii o pięcioraczkach i o tym, czemu tam główny bohater wybrał tę, a nie inną bliźniaczkę.
Po prostu, Mio można ładnie ubrać i nauczyć zachowań stosownych do pełnienia funkcji żony księcia, a że ma ona dobry charakter, to „zasiewy” wydadzą dobre, zdrowe plony.
W przypadku osoby złośliwej, albo trudnej, albo bardzo ambicjonalnie podchodzącej do wszystkiego i rywalizującej na każdym kroku z mężem – takie życie być może będzie ciekawsze i nastręczające więcej wyzwań, ale Książę Pan ma odpowiedzialną, trudną, czasochłonną, wymagającą i energochłonną pracę. I z jego punktu widzenia posiadanie miłej, kochającej, ciepłej i dbającej żony to jedyny możliwy sensowny wybór według mnie.
Bo nie rozpatrujemy Mio jak osoby pojedynczej, ale jako materiał na żonę przecież.
Codzienne okruszki z mangaką i jego księżniczką
Żeby to była dobrze wychowana, kulturalna osoba, pracowita i troskliwa.
To anime to właśnie realizacja takiego marzenia.
Jest tu normalny, zwyczajny chłopak, który po śmierci ojca zajmuje się młodszym rodzeństwem,
jest pisanie, rysowanie mang i jest dwójka małych dzieci, tzn wystarczająco małych, żeby fabuła miała ręce i nogi. I jest owa księżniczka.
O zawiązaniu fabuły nie będę pisać, bo każdy, kto przetrwał pierwszy odcinek wyrobi sobie własne zdanie.
Dość powiedzieć, że księżniczka zostaje asystentką owego młodego mangaki.
Czy są zalety tego anime?
Na razie, czyli w odcinkach 1 do 7 nic zdrożnego się nie działo. Można według mnie posadzić własne młodsze rodzenstwo, lub dzieci przed ekranem i niech oglądają.
Jako zupełnie stonowane – przed snem z pewnością się nadaje. Można usnąć w połowie odcinka, a następnego wieczoru dokończyć.
Natomiast to, co może zaboleć, to wizualny sposób realizacji i ścieżka dźwiękowa podobnie według mnie brzmiąca – jak w programach dla kilkulatków.
Z pewnością dobra realizacja techniczna dodałaby temu anime kilka punktów. A tak seans w większości momentów smakuje jak słoiczkowe dania dla niemowląt. Na szczęście było też kilka minimalnie bardziej uroczych scen.
I najbardziej dopasowane pod każdym względem jest tu zapewne młodsze rodzenstwo głównego bohatera.
Natomiast temat radzenia sobie z trudną codziennością po stracie bliskiego członka rodziny – został potraktowany w mojej ocenie zdecydowanie zbyt lekko. Bardziej jak dla grupy wiekowej kodomo.
Re: Dobra adaptacja i nie tylko, dlatego aż 9/10
Dopiero w ostatnim odcinku widać mangowe przebitki, gdy w oryginale twarz Yamady czasami wydawała mi się jakby… różna trochę xd
Podobał mi się dobór seiyuu, paleta barwna (choć oryginał to pierwsza cz‑b manga, w której brak koloru dawał mi pole do własnego uzupełniania :)
Może Pan Kamota był nieeeco przesadzony, parę detali moooże bym zmieniła, ale ogólnie jest wierna pierwowzorowi, dopełniająca, i nawet momentami twórcza, ale w taki sposób, że nie tworzy żadnego dystansu od mangi, a to już dla mnie naprawdę duży plus :)
To za tak dobrą dla mnie adaptację musiałam dodać punkt xd
Dobra adaptacja i nie tylko, dlatego aż 9/10
więc mogłam na bieżąco przyglądać się adaptacji, mając świeżo w pamięci kadry mangowe.
I jestem więcej niż zadowolona.
Nawet, jeżeli nie wszystkie odcinki zrobiły na mnie aź tak dobre wrażenie, jak dwa pierwsze epizody,
to niezłe zaadaptowanie pierwszych 40 rozdziałów podciąga moją ocenę o conajmniej punkt.
Nadal jest to też dla mnie pozytywna, a do tego realistyczna i momentami ciepła opowieść o młodych ludziach u progu dojrzałości.
I o uczuciach, które nie wybuchają jak sztuczne fajerwerki, ale zjawiają się w sposób swobodny i naturalny.
Gdybym nie czytała mangi
pewnie wahałabym się między 7 a 8/10,
aczkolwiek brak irytujących mnie postaci
pewnie by przeważył moją ocenę w kierunku 8/10.
Jednym zdaniem – polecam wielbicielom lekkich serii obyczajowych, albo nieprzesadzonych romansów :)
Re: Omoi, Omoware, Furi, Furare - krótka subiektywna opinia
Twórcy ewidentnie grają na emocjach, ale dodali przyjemną oprawę, oraz wcale nie tak przyziemne elementy.
A może nawet fundamenty?
W ten sposób, po ponownym obejrzeniu puncik w górę :)
Schematy
I ów kontent jest dla mnie istotniejszy…pod warunkiem że szablon mi odpowiada.
Noragami pamiętam do tej pory a minęło kilka lat i kiljaset serii.
Inne potrafią ulecieć po miesiącu ;)
Myślę, że to elementy, drobiazgi i postacie decydują czy nam coś odpowiada i zapada w pamięci.
Ja Noragami lubiłam a dwójkę jeszcze bardziej, poprzrz postacie oraz klimat tej opowieści,