x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Niezbyt to mądre, ale w zasadzie urocze :)
Do tego towarzyszymy protagoniście, który niby pamięta grę, ale w dogodnie dramaturgicznych momentach „coś się zmienia”, by istniało stosowne zagrożenie.
Co więcej, zły ojciec bohatera wydziedzicza swojego jedynego spadkobiercę, bo kliknij: ukryte ten dostał nieprawidłową profesję . Jednocześnie przygarnął psychopatkę, której jedynym atutem jest odpowiednia klasa postaci.
Trudno uznać mi tę serię za przesadnie inteligentną, aczkolwiek… nie ukrywam, ma to swój wdzięk. Bohaterowie budzą sympatię (nawet jeśli trudno mi nazwać skomplikowanymi), podoba mi się styl graficzny, choć jest nietypowy i, jak wspomniał przedmówca, niezbyt przyjazny epileptykom i cierpiącym na chorobę lokomocyjną. No i jest tu sporo takiego uroczego „kombinowania” graczy, którzy lubią profesje pozornie trudne, wymagające doświadczenia. Jako fan grania Cytadelą w Heroesach lub korzystania z nietypowych NPC‑ów w BG2, naprawdę doceniam.
Mam nadzieję, że uda mi się zrobić recenzję po całości, wtedy bardziej rozwinę wątki. :)
Po czterech odcinkach - chyba sobie daruję...
Jeśli to miał być jeden z faworytów, to w moim odczuciu najdobitniej to świadczy o tym sezonie.
Re: Pytanie do społeczności graczy
Racja, te nawiązania w sumie nawet dobrze tłumaczą laikom skalę popularności oraz skalę zaangażowania przy tym tytule.
Pytanie do społeczności graczy
Szczerze, nie do końca wiem, co myśleć o tym tytule – z jednej strony główny bohater jest kreowany na taką szuję, jakby całością kierował Spielberg z „Ready Player One” kliknij: ukryte czyli mamy boomerską narrację w stylu „ach, te gry sprawiają, że ludzie stają się aspołecznymi dzikusami bez krzty wartości.” Z drugiej, są tutaj triki narracyjne w stylu isekajowym, które nawet najbardziej zdziczałego bohatera mają uczynić bohatera sympatycznym kliknij: ukryte (np. rodzina Grina, która wreszcie godzi się z nim, gdy okazuje się, że za hajs z gier może spłacić długi – zabieg rodem z isekajowej drużyny, która przeprasza wykluczonego z niej wcześniej bohatera).
A sam tytuł? Szczerze mówiąc, wrażenia wybitnego nie robi, aczkolwiek przynajmniej daje mi „coś”, a to i tak dużo na tle nowych anime tego sezonu…
O mężczyźnie i robocie... ale czy na pewno?
Myślałem nad recenzją, ale w przypadku tej serii mam teorię już chyba za bardzo różniącą się od powszechnie przyjętych, więc lepiej będzie się zadowolić długim komentarzem :)
W każdym razie, całość zaznaczam jako spojler. ;)
kliknij: ukryte Szczerze mówiąc, początkowo serial sprawiał wrażenie bardzo niespójnego – Mina już od samego początku zdradza emocje (co już nie pasuje do tytułu), świat pełen robotów w zasadzie nie różni się od współczesnej Japonii (a jednak jakiegoś unowocześnienia można by się spodziewać), ludzie reagują nadzwyczaj zdawkowo na związek głównego bohatera, wliczając w to nawet jego rodzinę… Tyle z tych większych.
Być może to kwestia tego, że „miłość do AI” jest dla mnie czymś, co nigdy na mnie nie działało (dlatego jakoś nie przekonują mnie wątki „sprytnych” robotów w „2001 – Odysei Kosmicznej” lub w „Łowcy Androidów” – choć oczywiście bardzo szanuję te filmy), więc zacząłem grzebać w poszukiwaniu czegoś innego. I w sumie znalazłem.
Bowiem, im dłużej analizuję tym serial, tym bardziej przekonuje mnie teoria, że pod pojęciem „robot” ukrywa się pewnego rodzaju metafora. Mianowicie – a co jeśli te roboty, to tak naprawdę symbolika imigrantów w Japonii, zaś związek protagonisty i Miny to mieszane małżeństwo z panią z trzeciego świata?
Kogo poznajemy w tym serialu? Robota‑gospodynię domową, robota‑opiekunkę do dziecka i robota, który pracuje w agencji „obsługi innych robotów”. Typowe prace, które wykonują panie szukające grosza na japońskiej ziemi. Poza nimi mamy tylko jeszcze pięknie sterylnego robota‑lekarza (imigrant ze Stanów lub Europy?). Określane w tytule „emocje”. których rzekomo Mina nie posiada nie mają sensu, bo „dziewczyna” potrafi okazać gniew, niezadowolenie, ale też i pewne stłamszenie wysoką pozycją „pana”. Uważam, że to nie „brak emocji”, to są inne uczucia i kody zachowania niż te, które mają Japończycy. Co przy hermetycznym myśleniu tego narodu może wręcz sugerować relacje „nieludzkie”.
Firma dostarczająca roboty dba o pozycję pracodawcy, ale oczywiste jest dla mnie, że Mina miała szczęście i natrafiła na agencję, która też dba by „pan” nie przesadził z tym co może. Roboty dziwnym trafem solidaryzują się niczym imigranci zagranicą, a pozycja „Super Miny” (która miała szczęście trafić do bogatego domu i stać się „nianią‑członkiem rodziny” dla bogatego i aspołecznego panicza) otwiera wiele drzwi. Także opowieść o poprzednim właścicielu (aż do jej wyjaśnienia) brzmiała dla mnie jak trauma po złym/patologicznym pracodawcą.
Tu warto zwrócić uwagę na pewien drobiazg, gdy pracownice agencji pojawiają się w ludzko‑roboczym duecie. Jednak w pewnym momencie robot grzecznie strofuje ludzką pracownicę, że mimo wszystko jest wyższy stopniem. Krótka konsternacja pracownicy jest niczym reakcja na to, że imigrant wspiął się szybciej od lokalsa po szczeblach kariery.
Również reakcja rodziny jest dla mnie wtedy bardziej zrozumiała. Siostra Takumy piszczy, że to super związek i jest za małżeństwami ludzi i robotów. Cóż, brzmi to średnio rozsądnie. :) Jednak jak przełożymy to na związki z cudzoziemcami, to już ma zdecydowanie więcej sensu. Także ojciec, który tłumaczy Takumiemu, że liczył iż „przyprowadzi jako żonę człowieka, ale akceptuje jego wybór” – nie nazwałbym tego najnormalniejszym zdaniem. Lecz lepiej się sprawdza jako reakcja skonsternowanego rodzica, gdy młody przyprowadza żonę z zagranicy. Nawet pytania rodziny Takumiego w stylu co robot potrafi lub nie, brzmią jakby dopytywali się „a w Waszym kraju też tak robią”? Co więcej, to przecież rodzice Takumiego naciskają, by sformalizować ich status, bo mężczyzna w tym momencie jest „panem” tej relacji (jako Japończyk ma nieuczciwą władzę w związku wobec osoby z kartą pobytu lub wizą).
By już nie przedłużać, wspomnę ostatni ważny aspekt – Mamoru. Dziecko‑robot, które pojawia się nieco niespodziewanie i jest traktowane bardziej nieufnie przez Minę niż Takumę. Metafora niespodziewanej ciąży, w czasie, gdy „robot” jeszcze nie jest przekonany, czy uczucia Takumy są szczere, a jej pozycja niepewna? Obawa pojawienia się kolejnego „rozpraszacza”, który zmarginalizuje jej pozycję, od której zależy jej dalszy pobyt w kraju? Moim zdaniem prawdopodobne. Wielce wymowna jest dla mnie scena, gdy „dziadkowie” poznają młodego i są zachwyceni, że śmieje się jak ich syn. Cóż, jeśli wierzyć prawom Mendla, to z dziecka Japończyka i na przykład Hinduski, młody fizyczne będzie podobny wyłącznie do matki. Zatem ten wytrysk radości mógł wynikać z jakiegoś potwierdzenia, że to na pewno ich wnuk lub (w mniej podejrzliwym wariancie), że to dziecko nie wszystkie cechy wzięło po mamie i łatwiej go będzie włączyć do rodziny. Zresztą uwaga Miny w finale, że nowa kuchnia „ma dużo palników” brzmiała według mnie jak sugestia, że mogliby pomyśleć o następnych dzieciach.
Może to dziwna teoria (ponownie – z tego powodu zrezygnowałem z recenzji), ale za dużo rzeczy mi tu pasuje. Choć oczywiście nie wszystko by się zgadzało – choćby aż tak przesadzona wyprawa do sklepu, gdzie Mina się zgubiła, mimo, że bywa tam wielokrotnie. Ale to też dobrze, nie ma co zamykać wszystkiego na siłę w jednej interpretacji. ;)
Pastisz na poważnie
Jeżeli kogoś zainteresował temat sillabato
No, ja właśnie dłubię w recenzji i miałem niezły dylemat, które głupoty wybrać, bo gdyby zrobić wszystko, to byłby wykład na 3‑4 normalne recenzje… :D
No jest źle, niestety...
Co do samego tekstu:
Cóż, faktycznie Denji zalicza gdzieś po drodze potrzeby z piramidy Maslowa, choć „bezpieczeństwo” akurat chyba nie do końca udało mu się zrealizować :D Jednak na upartego można przyznać tu kategorię „bezpieczeństwa” jako stabilizacji :)
Zgadza się – jednocześnie w związku z tym chyba zaliczam się do grupy docelowej. Moim zdaniem film z jednej strony próbuje stworzyć dzieło dla fanów, zaś z drugiej to utwór niewymagający połączenia go z pierwszym (i podejrzewam) następnym sezonem anime. Trochę jak trzeci sezon „Spy x Family” :D
Jeżeli potraktować to w kontekście szerszym (czyli nie jako próbę nadania Makimie cech ludzkich i podkreślenia jej totalnej władzy nad Denjim bez której kliknij: ukryte tekst Rezy o niemożności pozyskania protagonisty byłby trudny do wpasowania), to faktycznie jest to albo dziwny, albo pretensjonalny zabieg. Prywatnie chyba wskazałbym ten drugi aspekt – bardzo nie lubię komentarzy o wyższości jednej kultury nad drugą, bo prawie zawsze znajdzie się ktoś, kto posiada bardziej wysublimowany gust lub tworzy ambitniejsze dzieła. :)
Jeżeli to do mnie, to przepraszam ;) Przyznaję, rzadko sięgam po mangi. Zaś rozumiem frustrację, ja tak mam z „Asteriksami” :)
Cóż, miejmy nadzieję, że powstaną następne sezony/filmy – może wtedy studio zdobędzie się na więcej oryginalnych eksperymentów ;D
Odcinek 19
Ja wiem, że „bycie odrzuconym i niezrozumiałym” to punkt obowiązkowy na mapie shounenów, ale tu już ocieramy się o pastisz. kliknij: ukryte Will ratuje pół miasta i niezliczone rzesze magów, udowadnia, że jest kilkadziesiąt leveli do przodu od reszty, a magowie stwierdzają, że to „musi udowodnić swoją wartość”). Ile to będą jeszcze kontynuować?
Cóż, cringe w najczystszej postaci ;)
Re: Finałowy dwunasty odcinek
Re: Finałowy dwunasty odcinek
Re: Finałowy dwunasty odcinek
Finałowy dwunasty odcinek
Z dużej chmury mały deszcz i, niestety, tyle.
Mnie ostatnio przygnębiło, że jestem już starszy od aktorki wcielającej się w serialową ciotkę Petunię…
Mogło tak być. Szczerze mówiąc, miałem cichą nadzieję, że ekipa od castingu inaczej rozwiąże problem castingu. Zgadzam się, że koszmarną robotę będzie miał prawie każdy aktor, który spróbuje zastąpić śp. Alana Rickmana. Natomiast wydawało mi się, że jest proste rozwiązanie by uniknąć porównań – niech nowy aktor będzie po prostu… młodszy. O ile Rickman zrobił świetną robotę jako Snape, o tyle był tak naprawdę dużo za stary w stosunku do książkowego. Jak zresztą większość filmowych bohaterów z pokolenia rodziców Harry'ego, Rona i Hermiony. HBO podjęło inną decyzję i… cóż, w grudniu będą rezultaty. :)
Ogólnie sequeloza jest czymś bardzo typowym dla historii kina i cała masa dziś klasyków kina to remaki („Człowiek z blizną”, „Ben Hur”, „Za garść dolarów”). Równie często sięga się po adaptacje („Małe kobietki” dostały już chyba z 7 filmów, podobnie „Duma i uprzedzenie” albo „Opowieść wigilijna”). Problem w tym, że współcześnie bawimy się w sequele i prequele serii które powstały nieraz w tym samym stuleciu. Ba, w zasadzie jeżeli jakiś serial lub film osiągnie wielki sukces, to szanse, że dostanie kolejną część lub spin‑off są gigantyczne (nawet jeśli całość jest spójna).
Generalnie uważam, że to żadne cudowne czasy kina, choć wciąż da się znaleźć wartościowe dzieła.
Re: Po trzech odcinkach
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Brakuję mi trochę większego dystansu i świadomości wad tych tytułów, które nawet bardzo lubimy. Dobrze, że przynajmniej tutaj można pogadać tak szczerze o problemach poszczególnych serii. Nawet takich, które się lubi :)
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Odnoszę wrażenie, że przybywa „baniek”, gdzie albo wychwala się dany tytuł pod niebiosa, albo krytykuje go za wszystko od początku do końca. W ten oto sposób coraz trudniej o fajną, merytoryczną dyskusję.
W ogóle to chyba coraz powszechniejsze zjawisko nie tylko w anime – bardzo polecam jako lekturę „Biały Irys” (jeden z nowych albumów o przygodach Asteriksa), gdzie właśnie omówiono to zagadnienie.
Re: Po trzech odcinkach
Aha, jedyny jeszcze drobiazg do którego się przyczepię – Junichi Suwabe jako Jin Kagemori. Ja naprawdę jestem świadom podobieństwa z temperamentu do profesora Aizawy w Boku no Hero Academia i wiem, że wokalnie pasuje, ale dopasowanie tego samego seiyuu, który praktycznie jest 1:1 z innego popularnego shounena to już trochę za dużo :D
Re: Po początkowych odcinkach
Po trzech odcinkach
Było? Było. Jest coś nowego? Uważam, że nie. Jednakże na pewno znam gorsze serie, po prostu jakoś nie mogę tu docenić czegokolwiek nowego lub interesującego.
Re: Po początkowych odcinkach
Choć oczywiście mam nadzieję, że masz rację, bo póki co seria świetnie się prezentuje. :)