x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Fajne są też smaczki w postaci nawiązywania do popkultury.
No i jest yuri – ci, co na to liczyli, powinni być zadowoleni. Co prawda kliknij: ukryte nie z udziałem głównych bohaterek (przynajmniej jeszcze nie), ale zawsze coś.
Na MAL‑u czy innych stronach seria jest sklasyfikowana też jako „romans”. Ja w sumie najbardziej liczyłabym na trójkąt dziewczyny‑Roddy. Zobaczymy.
po czterech odcinkach
[link] – no nie da się przynajmniej nie poruszać nóżką, nie da i już :)
Największy plus serii to Tanaka. Świetnie wykreowany główny bohater, niepodobny do kogokolwiek innego, którego znam. W dużej mierze to zasługa Kensho Ono – z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej byłam zachwycona jego pracą. Nie wyobrażam sobie lepszego seiyuu na jego miejscu. O dziwo, zachowanie Tanaki nie wydawało mi się przesadzone – a przynajmniej nie miałam wrażenia, że twórcy przeholowali. W swojej apatii potrafił być rozbrajający. Na osobne oklaski zasługują jego komentarze do danych sytuacji – to one głównie sprawiały, że śmiałam się do monitora.
Inni bohaterowie też wypadli dobrze, na czele oczywiście z Ootą i jego niemal nieograniczoną chęcią wspierania Tanaki. Ich relacja wypadła naturalnie, dla mnie to anime mogłoby się kręcić tylko wokół tej dwójki, reszta zaś pojawiałaby się od czasu do czasu, gdy byłoby trzeba. Nie znaczy oczywiście, że koleżanki i koledzy byli źli, jednak to właśnie duet Tanaka‑Oota zrobił całe anime.
No, to był ciekawy, odprężający seans. :)
Nie będę szczegółowo omawiać odcinka, napiszę tylko o jednym – przez większość czasu oglądałam go ze ściśniętym sercem, z uczuciem, że za chwilę, już za ten konkretny moment stanie się coś złego. To najlepiej świadczy, że twórcom udało się stworzyć odpowiedni klimat niepokoju. A gdy w końcu doszło to tego, do czego doszło… czapki z głów!
Scena po endingu – w „Mawaru Penguindrum” też mieliśmy kliknij: ukryte pocałunek. Widać, reżyser lubi ten zabieg (nie wiem, jak w innych jego dziełach).
A ogólnie seria wygląda na jedną z tych porządniejszych w sezonie. Będę oglądać.
drugi odcinek
PS Ending wyborny. :D W ogóle ekipa Yanga powoli skrada moje serce. Niech będzie jej jak najwięcej.
Re: Kimetsu no Yaiba po 2 odcinku
Nie biorę. A napisałam w punktach, bo tak mi było łatwiej i, jak myślę, jest przejrzyściej.
A komentarze, na które odpowiadam, czytam po kilka razy, o to się nie martw. Powinieneś mieć świadomość, że ktoś może na twój post odpowiedzieć, nawet jeśli nic nie zarzucasz – znaczy, nie wprost, bo tu bym polemizowała, ale już sobie daruję.
Hm… eeee, no tak… w sumie pewnie się da. „Kto komu zabroni?” :D Wybacz, śmieje się trochę.
Aha, żeby była jasność – nie narzekam na wypowiedzi, które przekazują ważne informacje o fabule/bohaterach itp., choćby były w mało naturalny sposób podawane, ale na kwestie nic nie mówiące, które widz może sam sobie dopowiedzieć na podstawie tego, co się stało/dzieje na ekranie, które nierzadko sugerują traktowanie oglądającego jako debila, niestety. Jeden przykład podałam już w moim pierwszym komentarzu. Drugim może być test bohatera, kliknij: ukryte gdy po swoim monologu stwierdza, że nie jest w stanie uniknąć wszystkich pułapek (czy coś w tym stylu), gdy mniej więcej w tym samym momencie możemy się o tym sami przekonać, bo właśnie dostaje kłodą. :D Albo tekst zielonowłosego po przybiciu do drzewa, gdy mu się włosy zaplątały w siekierę/toporek… Może i w shounenach to norma, ale tutaj to razi wyjątkowo.
Re: Kimetsu no Yaiba po 2 odcinku
Po pierwsze – nawet tak pomyślałam, że w shounenach to tłumaczenie wszystkiego może być normą. Pierwszy raz widzę jednak produkcję, w której aż tak to razi od samego początku. Jakoś w „Soul Eater” czy „SnK”, czy w „Dororo” dało/da się uniknąć omawianego problemu.
Po drugie – shounen oznacza grupę docelową, a nie gatunek/gatunki.
Po trzecie – wyrażanie swojej opinii o tym, co się w serii nie podoba, nie jest czepianiem się.
Po czwarte – wymaganie od kogoś, by czegoś nie krytykował, bo tobie krytykowana rzecz nie przeszkadza, jest głupie (patrz – początek punktu „po trzecie”). A już irytujące do bólu jest sugerowanie odpuszczenia sobie oglądania.
Też czasami dziwię się, że komuś się coś, czym ja się zachwycam, mocno nie podoba, ale nie nazywam od razu jego zdania herezją.
Tyle w tym temacie. Przykro mi, że muszę tłumaczyć oczywistości.
Swoją drogą, jakoś w wiosennym sezonie żaden opening mnie nie porwał, choć może jak jeszcze z parę razy posłucham sobie kilku utworów, to będzie lepiej. Endingów mało jeszcze wysłuchałam, ale tu mamy przynajmniej drugą piosenkę do „Dororo”.
drugi odcinek
Czekam na bohatera z kliknij: ukryte maską dzika (na wszelki wypadek dam to jako spoiler) i na blondasa, zwłaszcza że głosy im podkładają kolejno Yoshitsugu Matsuoka i Hiro Shimono.
W sensie, że takie mdłe, które się zapomina minutę po odsłuchaniu? Spoko. Dla mnie to nie problem, mogę przecież przewijać opening. Na szczęście samo anime – przynajmniej na razie – jest ciekawsze.
Przy drugim odcinku naszły mnie pierwsze myśli, by porzucić oglądanie, ale wytrwałam. Poczytałam sobie też komentarze ludzi, którzy znają mangę i którzy przekonują, że historia jest bardziej skomplikowana niż się wydaje i nie skręca w stronę taniego męskiego haremu (choć tutaj w tagach on jest, komu więc wierzyć…). No nic, zobaczymy.
Gdyby tylko Tooru nie była taka jaka jest… Słucham jej z czystą nieprzyjemnością.
Jak na razie w tym sezonie początek żadnego anime nie wywołał u mnie wielkiego poruszenia – ot, lepiej lub gorzej zapowiadające się średnie lub porządne serie. Tym bardziej liczę na „Sarazanmai” (o Tytanach nie mówię, bo to klasa sama w sobie).
pierwszy odcinek
Obejrzę kolejny odcinek, może też trzeci, ale coś czuję, że porzucę, zwłaszcza że wzięłam sobie do oglądania sporo w tym sezonie.
13 odcinek
Bardzo podoba mi się nowy ending. Zwłaszcza początek pięknie brzmi, choć też przejmująco smutno.
Z tylko czystej ciekawości zerknę na kolejne odcinki.
PS Tetsuki (kolega Chiki) nie dość, że wygląda prawie jak Sousuke z „Free”, to jeszcze przemawia głosem tego samego seiyuu.
po pierwszym odcinku
Innych tytułów z ufotable nie znam, nie będę więc narzekać i przewidywać, że na pewno będzie źle (i to ledwo po jednym odcinku). Nie oczekuję niczego wybitnego, ale myślę, że dostaniemy porządną serię – przynajmniej tak się zapowiada.
Początek całkiem przyjemny, parę razy się nawet uśmiechnęłam. Tooru jeszcze mnie nie irytuje i niech tak zostanie – choć ten jej słodki głosik… Na szczęście oprócz niego jest nam dane wysłuchiwać także głosów takich seiyuu jak Yuuma Uchida czy Nobunaga Shimazaki – tego drugiego ledwo poznałam w swojej roli.
Sama historia przedstawia się interesująco (fakt, że nie wiem, jak się potoczy, jest kolejnym plusem). Końcówka najlepsza – aż żałuję, że nie ma jeszcze kolejnego odcinka. Do starszej wersji nie mam zamiaru zaglądać.
Na minus – momenty, gdy Yuki jest przedstawiany na ślicznym, błyszczącym tle – no błagam, może i kilkanaście lat temu było to super, ale teraz wygląda kiczowato i beznadziejnie i mam nadzieję, że takich scen z „jaki‑ten‑Yuki‑jest‑piękny” będzie jak najmniej.
Czekam na kolejne odcinki.
Jak napisałam – historia jest prosta, ale wciąga. Do 5‑6 odcinka oglądałam bez większego przekonania, a potem już poszło z górki i teraz ubolewam, że drugi sezon jest dopiero nadawany, ech. Momentami może przeszkadzać nadmierne dramatyzowanie, przeżywanie czy nagłe zmiany emocji i dziwna logika bohaterów, któż tego jednak nie zna w anime?…
Na wielki plus, że w drugiej serii zrezygnowano z modeli 3D na rzecz zwykłych, statycznych ujęć – w końcu i tak chodzi tu o muzykę. Nawet jeśli zostało to podyktowane niższym budżetem (od razu mówię, że nie mam bladego pojęcia, jak to działa), nie ma co narzekać. Minusem jest z kolei niestety widownia, gdzie postaci często wyglądają na wycięte z kartonu, nie mówiąc już o ich powtarzaniu się (panią z długimi włosami i wysokim czołem wyłapałam już chyba z 4 razy, pewnie do końca serii pojawi się jeszcze z dwa). Zresztą, niekiedy nawet bohaterowie na pierwszym planie tak się prezentują, nie przeszkadza mi to jednak zbytnio w oglądaniu.
Ogólnie – przyjemna seria. Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej.