x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Czytałam, że fabuła wygląda na skomplikowaną – bez przesady, można się połapać co i jak, a przeskoki czasowe i zaburzona chronologia nie przeszkadzają w oglądaniu.
Słuchając Boogiepopa, byłam na 100% pewna, że głos mu podkłada babka od Juuzou z „Tokyo Ghoul”, a tu nie, ktoś inny. Z kolei Takeda (chłopak z pierwszego odcinka) momentami kojarzył mi się z Kageyamą z „Haikyuu!!”, ale też nie trafiłam, heh.
Oby anime utrzymali ten intrygujący klimat do końca.
Po pierwszym odcinku mam mieszane uczucia. Obejrzę oczywiście jeszcze z przynajmniej jeden epizod, ale już w czasie trwania pierwszego nachodziły mnie myśli, by to porzucić. Akcja przez większość czasu jest powolna, choć nie nudna. Sceny w założeniu twórców komiczne są co najwyżej żałosne. O bohaterach niewiele można jeszcze powiedzieć, już jednak główna postać żeńska (a może nie główna, może potem zniknie – oby) niesamowicie irytuje, pokazane pod koniec dwie inne dziewczyny także. Cóż, jestem przyzwyczajona do natykania się w animcach na wiele bohaterek, na które ciężko się patrzy, więc może jakoś to przeboleję, o ile w ogóle będę kontynuować seans. A do tego przekonuje mnie zapowiedź drugiego odcinka z końcówki (więcej Seby!). Zobaczymy, co dalej, świat przedstawiony na razie mnie nie przekonuje.
Akcje w serii są, co łatwo zauważyć, mocno przesadzone i przerysowane, nie brakuje dziwnych zagrań, biegnięcia 5 metrów przez kilka minut, nawet wygląd niektórych postaci jest przekomiczny. Główny bohater ma tę swoją prędkość, dzięki której może robić cuda na boisku, mamy też jednak postaci, które potrafią go zatrzymać w każdej sytuacji, co też chyba można nazwać jakąś super mocą (a przynajmniej tak to jest przedstawione). Realistycznego przedstawienia spotkań tu nie znajdziemy, wszystko musi być lepsze, szybsze, większe, groźniejsze itp.
Jednak…
Powyższe zastrzeżenia – choć nie dla każdego muszą one stanowić wadę produkcji – blakną przy mega sympatycznych bohaterach, szybkiej akcji i co prawda mało oryginalnej i nieco naiwnej, ale ciekawej fabule, gdzie nawet odcinki poboczne ogląda się z przyjemnością. Do anime przyciągają przede wszystkim bohaterowie. Sena jest sympatyczny, fajno patrzeć na jego rozwój, a pewnie dalej będzie jeszcze lepiej. Hiruma – można go kochać, można go nie znosić, trzeba jednak przyznać, że jest bardzo wyrazistą i zakręconą postacią, potrafiącą jednak też docenić odwagę czy upór u innych osób (lubię patrzeć na jego poważny wyraz twarzy, gdy kogoś obserwuje). Reszta ekipy też daje radę, ich perypetie prowadzą często do komicznych wydarzeń, a muszę przyznać, że humor w anime mi odpowiada. Zaimponowali mi chociażby Bracia Huh, kliknij: ukryte na początku przedstawieni jako osiłki wprowadzeni do zespołu szantażem, którzy z czasem jednak przechodzą genialną przemianę w osoby, które nie chcą już być przegrywami. Do tego seria dostarcza wiele emocji – kliknij: ukryte przy odcinku z wyciąganiem ciężarówki z wody aż miałam ochotę krzyczeć z zespołem „zmiażdżyć ich, zniszczyć ich!”. A był to przecież ledwo odcinek poboczny!
Cieszy fakt, że można wiele dowiedzieć się o prezentowanej dyscyplinie, czyli futbolu amerykańskim, którego zasady i terminy są jasno przedstawione. Przed zabraniem się za E21 moja wiedza o tym sporcie była nikła, teraz w miarę rozumiem, co i dlaczego dzieje się na boisku.
Bardzo też mi się podoba pierwszy opening. Nie jest to utwór, który wpada w ucho za pierwszym razem, nawet nie za 5 czy 10, ale nigdy go nie przewijałam, aż w pewnym momencie pomyślałam, że jest naprawdę super. Idealnie pasuje do anime o pokonywaniu własnych słabości i spełnianiu marzeń.
Co jeszcze mogę dodać? Chyba nic. Naprawdę bardzo sympatyczna seria.
Na razie się zachwycam – [link] Ten „twardy” wokal jest genialny.
Podobało mi się szczególnie:
- głos Sekiego czy raczej dźwięki przez niego wydobywane; wszyscy zachwycają się seiyuu Yokoi, a dla mnie lepszą robotę wykonał Hiro Shimono; w ogóle cała postać fajnie została wykreowana
- piosenka o robotach :D
OK. :) Raczej nieprędko to nastąpi, nie tylko ze względu na liczbę odcinków, ale też dlatego, że czeka mnie niedługo przygotowanie do obrony (praca się sama nie napisze, niestety), nie będę więc mogła za dużo oglądać, myślę jednak, że na 3‑4 odcinki dziennie zerknę. Chyba że mnie naprawdę wciągnie. :D
PS Hirumę pokochałam od pierwszej sceny.
Re: 9/10
Coś mi się wydaje, że tylko dla nich jest to anime…
PS Nie wiem, dlaczego, ale przerażają mnie (choć może to za mocne słowo – niepokoją) oczy żeńskich postaci. Ale to tylko to, bo ogólnie babki są spoko, co mnie cieszy.
Choć zgadzam się, że w niektórych momentach zbyt przedramatyzowali.
Nie za bardzo rozumiem, o co chodzi z pytaniem o ubrania? Były chyba normalne, z drugiej strony jestem dziewczyną, więc na pewno się nie znam.
Ja ostatnio oglądałam ten drugi, więc pamiętam. :)
no i koniec
Zakończenia względem mangi też nie zmienili, więc jest, mówiąc delikatnie, kliknij: ukryte bardzo smutno.
Fajno było znów posłuchać pierwszego openingu.
A ogólnie o anime? Dobre, dobre, czysta przyjemność oglądania, ani przez moment nie pomyślałam, by porzucić albo że seria słaba itp. Będę tęsknić za chłopakami, nie tylko za Ashem i Eijim, ale też za Maxem, Singiem, Blancką, Cainem, nawet za Yut‑Lungiem, choć mnie ta postać z każdym odcinkiem coraz bardziej irytowała – nie dało się go słuchać, gdy się wkurzał, lepiej wypadał w spokojnym wydaniu.
Daję 8/10. Niektóre sceny kiepsko były zrobione, niekiedy brakowało emocji, kreska też czasami wołała o pomstę do nieba (pisze to osoba, która grafiki nie lubi się czepiać). Z drugiej strony dostaliśmy ciekawą historię, dobrze wykreowanych bohaterów, świetne wstawki komediowe, no i nieprzeciętną muzykę z genialnym pierwszym endingiem na czele. Pozycja zdecydowanie warta obejrzenia.
Kolejny wielki plus – grafika. A konkretnie pomysł na nią. Jest kolorowo, błyszcząco, a zamiast ładnie narysowanych teł mamy jakieś różne plansze – sprawdza się to tu znakomicie. Ani przez moment nie pomyślałam, że twórcy przesadzili albo że jest zbyt słodko/jaskrawo. W końcu fabularnie daleko anime do słodkości (z wyjątkiem pewnych elementów typu kliknij: ukryte brat Hajime).
Jeśli chodzi o fabułę, to rzeczywiście pierwszy odcinek może mylić, nie żebym jednak była zawiedziona. Zobaczymy, co szykują twórcy w 3 (w 2 – zależy jak to liczyć) sezonie – bo mam nadzieję, że będzie.
Ostatni z mocnych plusów – opening. Szybko trafił do mojej playlisty. :)
Ogólnie – za pierwszą połowę daję 8/10, za drugą, ze względu na końcowe odcinki, o czym wspomniałam na początku komentarza, 7/10, i teraz nie wiem, ile dać za całość… dobra, 8/10, bo nawet w tych ostatnich epizodach były genialne momenty.
Re: odcinek 22
Masz rację – nie da. Źle napisałam, znaczy myślałam, że jestem, ale dzisiaj jeszcze zajrzałam znów do zakończenia mangi i… no cóż, reakcja może być jedna. A jak to pokażą w serialu, jak dojdzie muzyka, słowa, to już w ogóle będzie… O tyle jestem na to gotowa, że trochę z tym oswoiłam, więc nie czeka mnie zaskoczenie.
W ogóle przykro, że anime się kończy.
odcinek 22
Utwór, który leci w 22 odcinku tuż przed endingiem, jest wspaniały (dla zainteresowanych: [link]. A już myślałam, że nic lepszego od pierwszego endingu być nie może.
odcinek 10
Mam nadzieję, że za tydzień któryś z chłopaków zdoła uzyskać odpowiedni czas w kolejnym biegu.
Jakiekolwiek wady filmu – złe aktorstwo, zdjęcia itp. – mi w ogóle nie przeszkadzały. Nie dostrzegam też kiczu czy tandety, znaczy ani na moment przez myśl mi nie przyszło, że coś było kiczowate.
Wie ktoś w ogóle, ile będzie odcinków?
Wolałabym jednak inne zakończenie – kliknij: ukryte zatrzymanie się w momencie, gdy Maquia odchodzi od Ariela, a później pokazanie życia Ariela i jego rodziny przeplatane z myślami Maqui o nim czy coś w tym rodzaju – taki finał „w zawieszeniu”. Bez pokazania jego śmierci, która i tak wiadomo, że by nastąpiła.
kliknij: ukryte Scena ze skaczącą Leirią tuż po zobaczeniu z córką i postać Clima (Krima?) to jedne z nielicznych słabszych elementów filmu. O innych nie chce mi się myśleć, zwłaszcza świeżo po seansie, nawet niekiedy słabo zaznaczone przeskoki czasowe mogę przeboleć.
Oczywiście o grafice nie ma co mówić, tylko trzeba się nią zachwycać.