x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
po pierwszym odcinku
Innych tytułów z ufotable nie znam, nie będę więc narzekać i przewidywać, że na pewno będzie źle (i to ledwo po jednym odcinku). Nie oczekuję niczego wybitnego, ale myślę, że dostaniemy porządną serię – przynajmniej tak się zapowiada.
Początek całkiem przyjemny, parę razy się nawet uśmiechnęłam. Tooru jeszcze mnie nie irytuje i niech tak zostanie – choć ten jej słodki głosik… Na szczęście oprócz niego jest nam dane wysłuchiwać także głosów takich seiyuu jak Yuuma Uchida czy Nobunaga Shimazaki – tego drugiego ledwo poznałam w swojej roli.
Sama historia przedstawia się interesująco (fakt, że nie wiem, jak się potoczy, jest kolejnym plusem). Końcówka najlepsza – aż żałuję, że nie ma jeszcze kolejnego odcinka. Do starszej wersji nie mam zamiaru zaglądać.
Na minus – momenty, gdy Yuki jest przedstawiany na ślicznym, błyszczącym tle – no błagam, może i kilkanaście lat temu było to super, ale teraz wygląda kiczowato i beznadziejnie i mam nadzieję, że takich scen z „jaki‑ten‑Yuki‑jest‑piękny” będzie jak najmniej.
Czekam na kolejne odcinki.
Jak napisałam – historia jest prosta, ale wciąga. Do 5‑6 odcinka oglądałam bez większego przekonania, a potem już poszło z górki i teraz ubolewam, że drugi sezon jest dopiero nadawany, ech. Momentami może przeszkadzać nadmierne dramatyzowanie, przeżywanie czy nagłe zmiany emocji i dziwna logika bohaterów, któż tego jednak nie zna w anime?…
Na wielki plus, że w drugiej serii zrezygnowano z modeli 3D na rzecz zwykłych, statycznych ujęć – w końcu i tak chodzi tu o muzykę. Nawet jeśli zostało to podyktowane niższym budżetem (od razu mówię, że nie mam bladego pojęcia, jak to działa), nie ma co narzekać. Minusem jest z kolei niestety widownia, gdzie postaci często wyglądają na wycięte z kartonu, nie mówiąc już o ich powtarzaniu się (panią z długimi włosami i wysokim czołem wyłapałam już chyba z 4 razy, pewnie do końca serii pojawi się jeszcze z dwa). Zresztą, niekiedy nawet bohaterowie na pierwszym planie tak się prezentują, nie przeszkadza mi to jednak zbytnio w oglądaniu.
Ogólnie – przyjemna seria. Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej.
Drugi ending też się zwyczajny wydaje, ale poczekajmy na całość.
Też mi nie weszły ostatnie odcinki, ostatni to już w ogóle był przedramatyzowany, a Kagua w nim irytująca (choć ogólnie to przecież fajna postać). Cóż, takie uroki anime, powinnam się dawno przyzwyczaić, ale patrząc na fakt, że wcześniej dostawaliśmy często niemal do bólu absurdalne gagi, nagłe przejście w poważniejsze tony wywołało dziwny (w złym tego słowa znaczeniu) kontrast. Dobrze, że chociaż ostatnia część (z samolotami) była znów lekka i zabawna.
Pomijając jednak powyższe – świetna komedia.
Co do drugiego openingu Dororo – zgadzam się z przedmówcami, że jest zwykły, bez szału, nie przekreślam go jednak całkowicie i będę słuchać i oglądać.
Trzy tylko kwestie z ostatniego epizodu:
- ostatnie sceny z mamą i jej postawa – majstersztyk (na marginesie – przepięknie wyglądała w rozpuszczonych włosach)
- postawa Phila, kliknij: ukryte to, jak dużo rozumiał, jego reakcja, gdy sobie uświadomił, co się stało z wysłanymi dziećmi – kolejny majstersztyk
- strasznie mi się zrobiło smutno przy scenie kliknij: ukryte odsyłania Lesliego; pojawił się ledwo na minutę czy dwie, a ja już go polubiłam; no i jego uśmiech skojarzył mi się z uśmiechem Normana, ale to pewnie czysty przypadek. Fajno by było, gdyby się później okazało, że jednak żyje (na wiki jego status jest nieznany) i by pojawił się, oczywiście jako dorosły, w którymś momencie. No ale to tylko moje marzenie, a znający mangę wiedzą najlepiej, jak jest.
9/10 Nie wyobrażam sobie dać mniej. Obok Dororo i Kagui anime sezonu, zdecydowanie wybijające się ponad przeciętność.
koniec biegania
Końcówka, już po Hakone, mnie rozbroiła. Twórcy okazali się okrutnikami, kliknij: ukryte nie wyjawiając nam, kogo lubi Hana.
Re: 12
Cieszy mnie jednak, że na drugą połowę sezonu będziemy czekać tylko dwa tygodnie, a nie np. do lata, jak się obawiałam.
O, fajno – do „Erased” zrobili świetny opening. :)
Przed obejrzeniem GB nie zniechęcił mnie nawet tag ecchi, z którym to serie zazwyczaj omijam szerokim łukiem.
Polecam, poprawa humoru gwarantowana. :)
odcinek 10
Kurde, a najgorsze, że zostały tylko dwa odcinki. Drugi sezon musi być!
Reszta – palce lizać. Chyba pierwszy razy spotykam się z anime, które ma walor edukacyjny i dzięki któremu mogę poznać tradycję, wierzenia czy historię jakiegoś ludu. Dodać należy, że kolejne wiadomości podawane są w zgrabny, nienachalny sposób. Nawet gdyby zrezygnowano z wątku ze złotem i anime opierało się na samym polowaniu i jedzeniu w grupie oraz opowiadaniu przez Asirpę o Ajnach, myślę, że dalej byłabym zachwycona. Na marginesie – anime pod względem kulinarnym jest lepsze od „Shokugeki no Souma”, heh.
Kolejny pozytyw – bohaterowie. Cieszę się jak dziecko, gdy postaciami jakiegoś tytułu są w większości mężczyźni (względnie chłopcy), a występujące nielicznie postaci żeńskie też dają radę. Tu tak właśnie jest. Sama nie wiem, kogo polubiłam najbardziej (na pewno Ogatę za głos :P), wiem jednak, że żaden bohater mnie nie odrzucił ani nie irytował. Na wszystkich patrzyło się z przyjemnością. Fajnie też, że w większości nie byli jednoznaczni, a sojusze i poszczególne grupy, które ze sobą współpracowały, zmieniały się jak w kalejdoskopie. W ogóle, chociaż bohaterów nie jest jakoś bardzo dużo, trochę zaczęłam się gubić, kto kogo już poznał, a kto kogo widzi pierwszy raz ( kliknij: ukryte przy pierwszym spotkaniu Ogaty z Hijikatą w drugim sezonie moją reakcją było: czekaj, to oni się wcześniej nie widzieli?). Rzecz jasna, nie jest to wina anime, tylko bardziej moja.
Aha – dwuznaczność ksywki „Król Odchodów” jest genialna. Nie wiem, jak to w oryginale brzmi, ale po polsku brzmi świetnie.
Po trzecie czy któreś tam – dla mnie seria jest też świetną komedią, choć nie widnieje pod tym gatunkiem. Uśmiałam się szczególnie w drugim sezonie. Do tego dodać świetnie wpleciony fanserwis (pewnie gdyby zamiast męskich klat i tyłków były kobiece biusty i pośladki, bym narzekała, haha!) i sprośne, bynajmniej nieżałosne żarty… i jestem kupiona.
Absolutnie nie mam zamiaru się niczego czepiać, sprawdzać serii pod kątem logiki, dziur fabularnych, nieścisłości itp. Seans sprawił mi po prostu wielką frajdę. Z dotychczas widzianych serii 2018 roku GK uważam za najlepszą. I myślę, że nawet jeśli doobejrzę jeszcze trochę anime z minionych 4 sezonów, to i tak GK pozostanie na wysokiej pozycji.
Polecam!
Re: regres
No i jak napisał Weiter – Krone to element historii. Wiele takich „elementów” można spotkać w animcach czy w ogóle w serialach/filmach.
Mnie też fillery nie przeszkadzają (o ile w ogóle są to fillery). Każdy jest inny i pokazuje co innego – w ostatnim fajnie przedstawiono, że kliknij: ukryte „wzrok” Hyakkimaru nie zawsze mu pomaga.
odcinek 8
Za tydzień będzie super odcinek – kliknij: ukryte przeszłość Dororo.
Mamy jednak za to piękne światy przedstawione i świetny pomysł na film. Kapitalnie zostało oddane spojrzenie głównych bohaterów, odwrócenie kamery w odpowiednich momentach robiło niesamowite wrażenie, aż można było poczuć ich strach.
Age i Patema mnie zbytnio nie ujęli, ale dali się zaakceptować. Już bardziej mi się podobał Porta, kliknij: ukryte zwłaszcza w duecie z Age'm – moment, gdy kliknij: ukryte szykowali się do ratowania Patemy i się na niesie złowrogo spojrzeli był jednym z najlepszych w filmie. W ogóle scenki humorystyczne wyszły całkiem spoko.
Porada na trzymanie ręki dziewczyny i parówki wygrały siódmy odcinek.
Napisałam „szkoda”, bo na początku, przez pierwszy akt, miałam wystawić anime przynajmniej ósemkę, może nawet dziewiątkę. Od pierwszych minut mnie serial zaciekawił, sceny poważnie zgrabnie przeplatały się z zabawnymi (zresztą, sztuka ta udawała się przez wszystkie odcinki), bohaterowie dali się od razu polubić. Z każdym kolejnym epizodem mój zachwyt jednak malał, by ostatecznie zakończyć się na „całkiem dobre”. Miałam wrażenie, że pomysły były tylko na pierwszą część, na pozostałe już niekoniecznie. Przesadny dramatyzm momentami aż bolał, szczególnie gdy nie wiadomo było nawet, o co chodzi albo powód był banalny (nie żeby to mnie dziwiło, trochę już animców obejrzałam). Jeszcze bym przymknęła na wszystko oko, gdyby dramaty dotyczyły jednej osoby, może dwóch, ale nie całej grupy. Najbardziej ogarnięty ze swoim problemem okazał się Aoki, który dość szybko załatwił sprawę. Zresztą, najbardziej go polubiłam z głównej paczki.
Jeszcze wracając do nieszczęsnych odcinków specjalnych – dla mnie były zbędne. Jeśli twórcy koniecznie chcieli odpowiedzieć na pytanie, kogo wybierze Taichi, dałyby radę to zrobić w głównej serii.
Ubolewam też, że Gotou (w swojej prawdziwej postaci) było tak mało. Sceny z jego udziałem (zwłaszcza pierwsza) były cudne. Świetnie się też patrzyło na Fujishimę.
Oceny na tanuki nie wystawiam, bo, jak napisałam wyżej, nie wiedziałam, ile dać gwiazdek. Mimo wszystko nie mogę nie uwzględnić beznadziejnych epizodów specjalnych, ale stawianie 6/10 też mnie nie przekonuje.
odcinek 18
Kakeru jest uroczy z tym swoim nieogarnięciem w niektórych sytuacjach. Fajnie było znów zobaczyć Fujiokę.
kliknij: ukryte Biedny Shindo. Chociaż nie mogłam odgadnąć, kliknij: ukryte czy to on, czy Haiji zachorował, dopiero po komentarzach innych i zwróceniu uwagi na scenę wspólnego świątecznego posiłku, gdzie brakuje Shindo przy stole, zorientowałam się, co i jak.
Co tu dużo mówić, seria świetna, wyróżniająca się pośród innych kreską, klimatem, dobrze poprowadzoną intrygą, muzyką i genialnymi bohaterami. Otus to dla mnie jedna z lepszych głównych postaci, jakie widziałam w dotychczas obejrzanych serialach, słucha się go z przyjemnością (ach, ten Shimono). Ale najbardziej mnie urzekła jego przyjaźń z Nino (zresztą też bardzo dobra postać), dawno nie widziałam tak pięknej, ale nie przesłodzonej i przedramatyzowanej relacji. Muszę przyznać, że scena, kliknij: ukryte gdy Nino przemawiał do Jeana po postrzale mocno mnie wzruszyła (Tsuda świetnie zagrał głosem). Z kolei na początki ich znajomości patrzyłam z szerokim uśmiechem na ustach. Zresztą, odcinek retrospekcyjny według mnie był najlepszy, właśnie przy jego oglądaniu poczułam, że patrzę na coś wyjątkowego. Inni bohaterowie też dają radę, nawet ci poboczni (Maggie, jesteś mistrzem!). No i ten opening!
A odcinek jak zwykle świetny.