x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
po siedmiu odcinkach
Kapitalna seria. Sama nie miałam jej w planach, w pewnym momencie przypomniałam sobie jednak pewien zapowiedziany tytuł (dokładnie plakat), no i się okazało, że to właśnie Ishura, seria z obecnego sezonu. Wciągnęłam się od pierwszego odcinka i szybko nadrobiłam zaległości i teraz czekanie na kolejny odcinek to prawie że męka, heh.
Anime może mieć dla wielu jedną zasadniczą wadę – prawie połowa to wprowadzenie, każdy epizod opowiada o innej postaci (innych postaciach). Dla mnie jednak twórcy świetnie sobie poradzili z epizodyczną formułą, prezentując grono bardzo dobrych, charakternych postaci – sama nie wiem, kogo z tych mega silnych bohaterów polubiłam najbardziej, każdy ma coś w sobie. Co jeszcze ważniejsze, mimo swoich ogromnych umiejętności, zręczności itp., nie ma się wrażenia, że są zbyt potężni. Powiedziałabym nawet, że udało się wykreować bardzo ludzkie, normalne jednostki – i tak, tyczy się to też nieludzkich istot.
Uwielbiam, jak seria przedstawia relacje między różnymi bohaterami, stawiając na długie rozmowy, co też oczywiście dla widza oczekującego wyłącznie akcji i bijatyk będzie nie do przejścia. Oczywiście mięska nie brakuje – a teraz, gdy przeszliśmy do głównej rozrywki, powinno być go coraz więcej – ale anime bardziej niż w nawalankę między postaciami celuje w bycie enigmatyczną opowieścią z wątkiem politycznym, gdzie wątek wielkiego turnieju toczy się niejako z tyłu, acz stopniowo seria do niego dochodzi. Po długim wprowadzeniu tytuł znakomicie spina wątki kolejnych bohaterów, odkrywa kolejne powiązania między nimi i tajemnice świata. To się po prostu ogląda z wypiekami na twarzy.
Boję się tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze, że seria zostanie urwana albo niesatysfakcjonująco zakończona (chodzi mi głównie o wątek polityczny). Po drugie, że gdy już zacznie się turniej, anime zamieni się w typową naparzankę. Obym się myliła…
Tak czy inaczej – oglądać! Z zaznaczeniem, że seria jest dla wyrobionych widzów.
- postać Anny: momentami wybitnie irytującą w swoim byciu i postawie wobec protaga; jeszcze bardziej razi mnie, jak jest przedstawiana – oczywiście jako ta najładniejsza, wyróżniająca się wśród innych dziewczyn, z ciągłym podkreślaniem jej wdzięków (ten opening…). Jak pojawi się anime romantyczne, w którym potencjalna partnerka głównego bohatera będzie normalną dziewczyną, nie wykreowaną na kolejną waifu sezonu, dajcie mi znać. Z drugiej strony są sceny, kiedy robi się z Anny kliknij: ukryte wielką bidulkę, jak w drugim odcinku, i tego też nie jestem w stanie kupić.
- za dużo „wielkich, przełomowych momentów” między bohaterami. To już było wyczuwalne w pierwszym sezonie, w drugim niestety wygląda na to, że twórcy będą dalej iść tą drogą. Przez fakt, że co chwila dostajemy jakiś przełom, miłą scenę, zbliżenie (oczywiście okraszone wszystko odpowiednią muzyką i oprawą graficzną), po pierwsze, widz może czuć się znudzony, po drugie te naprawdę istotne punkty milowe w rozwoju uczuciowym bohaterów nie mają aż takiej siły, jaką mogłyby mieć, gdyby zostały należycie wyeksponowane. Przydałyby się z dwa odcinki oddechu, może skupienie się na innych postaciach (w sumie ubogość drugiego i trzeciego planu to kolejna słaba strona anime – niby są ci koledzy i koleżanki, ale robią głównie za dodatek do głównej pary), bo inaczej jak dojdzie do np. wyznania miłości czy pocałunku (nie znam mangi, nie wiem, czy któreś już nastąpiło), to będzie to wyglądało tylko jak kolejny odhaczony punkt w romantycznym programie.
Z plusów, poza ładną oprawą audiowizualną, widzę jeden – gra seiyuu protagonisty. Dobrze się go słucha.
pierwszy odcinek
Opening jest genialny, szybko wpada w ucho i potem już nie wychodzi. Wizualnie też miło zobaczyć coś innego niż zwykle; w ogóle animacja i muzyka są świetnie ze sobą dopasowane.
Wciąż jednak trudno mi uwierzyć, że Marutę gra gostek od Brawlera z Akudama Drive, nawet mimo że w ostatnim odcinku, po kliknij: ukryte przeskoku czasowym, wypowiada się już swoim normalnym głosem. Ech, dlatego uwielbiam seiyuu – ciągle mnie któryś zaskakuje.
po ośmiu odcinkach
Mały (ale to naprawdę mały) zgrzyt mam z Upiorem, za nic nie mogę się przyzwyczaić do głosu Hiro Shimono (w sumie do innego bisza, którego gra w tym sezonie, jakim jest Leo w Lv1 maou to One Room Yuusha, też mi nie pasuje – najwyraźniej nie widzę Shimono w rolach biszów…) Reszta aktorów jest bardzo dobrze dobrana.
po trzech odcinkach
Tsugaru i Aya są genialni. Fajnie się dopełniają, a Taku Yashiro i Tomoyo Kurosawa świetnie się czują w swoich rolach.
koniec
Cudnie było, jak wleciał pierwszy opening w dziewiątym odcinku. :D Liczyłam, że może i dla drugiego znajdzie się miejsce, ale niestety…
Niedługo ma pojawić się jakieś ważne ogłoszenie – błagam, nie dawajcie mi nadziei na szybką kontynuację…
Tak w ogóle po ostatni odcinku jeszcze bardziej chcę poznać bogów w świecie OR. To bardzo intrygujące byty – kliknij: ukryte potężne i przerażające.
Re: 7+/10
Za to nie myliłam się co do tego, że ten sam aktor – czyli Satoshi Hino (zgadza się, wcześniej myślałam, że Konishi) – podłożył też wilczka w Benriya Satou‑san.
Co do roli, kliknij: ukryte ja nie mam zastrzeżeń, dla mnie Fel brzmiał bez zarzutu.
Re: Nie tego się spodziewałam...
Mnie w ogóle nie przeszkadza, że dostaliśmy prawie cały odcinek o Gardarze, z prostego powodu – był tak samo świetny jak reszta odcinków i zwyczajnie go „pochłonęłam”. I sądzę jednak, że ten cały jego i kliknij: ukryte Arnheid wątek nie będzie bez znaczenia dla losów Thorfinna i Einara. Nie, to bardziej niż pewne, w końcu kliknij: ukryte prawie już czekała na nich wolność.
I BARDZO KURDE DOBRZE, że seria pozwala nam lepiej poznać poboczne postaci, ich historie itp. Zresztą, gdyby na ekranie był tylko Thorfinn, Einar i Canute, a reszta by była tylko potrzebnymi pionkami w fabule, to niektórzy też by narzekali…
Fajnie, że dostajemy odcinki poświęcone różnym bohaterom, nie tylko Bojjiemu. Boziu, zdążyłam zapomnieć, jak kapitalną postacią jest Hilling (czapki z głów dla jej seiyuu). Mam nadzieję, że swoje pięć minut będzie mieć też Wielka Czwórka (no, Dorshe już trochę było – ach, on i kliknij: ukryte Hilling to najlepszy ship!), zwłaszcza Bebin.
Wiedziałam, że na drugi sezon sobie długo poczekamy (bo nie wierzę, by WIT nad nim nie myślało, tym bardziej teraz, gdy wydali serię poboczną), miło więc, że można sobie umilić oczekiwanie takim przyjemnym seansem. :)
5/10, jeśli wyjdzie kontynuacja, wątpię, że zerknę, chyba że naprawdę nie będzie czego oglądać.
po dwóch odcinkach
Absolutnie nie przeszkadza mi, że na razie niewiele wiemy o świecie, co i dlaczego. Nie potrzebuję łopatologicznych wyjaśnień, ufam, że stopniowo twórcy będą przed nami odkrywać coraz więcej.
OP i ED wyborne.
9/10
Re: Ech mogło być naprawdę ciekawie, a było tylko okej...
Re: Ech mogło być naprawdę ciekawie, a było tylko okej...
No chyba jednak nie tylko na tym polega pomysł autora… Poza tym, czy twój jest jakoś bardzo oryginalny? Nie oglądam/czytam za dużo isekajów czy ogólnie serii fantastycznych i podobnych, ale dałabym sobie rękę uciąć, że już ktoś wymyślił innoświatową/fantastyczną restaurację/knajpę itp. (najwyżej bym teraz nie miała ręki, heh).
Ale ty wiesz, że właśnie na tym między innymi polega komedia w tym anime? :D kliknij: ukryte Sam protag nie jest szczególnie silny, by nie powiedzieć, że słaby (choć się powoli rozwija), to Fel i Sui robią najważniejszą robotę i potem bohater musi „przepraszać”, że znów przyniósł ciało legendarnego potwora do obróbki (no bo Fel go upolował). Same jego miny, gdy otrzymuje wór złotych monet jako zapłatę, wiele mówią… Jedyny w tym minus, że seria wpada w powtarzalność – szkoda, że nie poświęcono więcej czasu kliknij: ukryte boginiom .
Mam też wrażenie, że nie zrozumiałeś sensu serii. Gildie, pokonywanie potworów, nabijanie poziomów itp. – bo rozumiem, że to masz na myśli, pisząc o utartych schematach – to jedynie otoczka dla tego, co w anime jest najważniejsze. Czyli gotowanie i prezentowanie różnych potraw. To jest główny punkt programu, dlatego, gdy opisujesz tytuł jako:
to absolutnie nie masz racji. Znaczy, kładziesz złe akcenty, ale to już wystarczy, by przedstawić nieprawdziwy obraz anime. Ktoś, nieznający tytułu, to przeczyta i jeszcze się zrazi.
Re: Ech mogło być naprawdę ciekawie, a było tylko okej...
Poza tym, o ile dobrze pamiętam, na początku serii było mówione, że kliknij: ukryte bohater nie chce się wychylać i że chce prowadzić spokojne życie. Zbudowanie własnej restauracji i rozwijanie marki by mu w tym raczej nie pomogło…
8/10
koniec
8/10