x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Nakamura jest głupiutko uroczy. Może razić/śmieszyć ta jego ekspresja, zmiana nastrojów, wyolbrzymianie zarówno dobrych, jak i złych momentów z Hirose i w ogóle cały zachwyt nad chłopakiem, ale ja się nie dziwię. Jest młodym, introwertycznym chłopakiem, który właśnie przeżywa pierwszą (chyba…) miłość i to jeszcze od pierwszego wejrzenia. Sama jestem podobna – cicha na zewnątrz, unikająca nadmiernych interakcji z ludźmi, w środku zaś mnie buzuje od emocji i myśli – do tego też przeszłam przez zakochanie się od pierwszego wejrzenia (jak najbardziej jest to możliwe) i choć dawno mi przeszło, pamiętam do tej pory, jak różnorakie emocje mną miotały i tak samo jak protag potrafiłam w kilka chwil przejść z np. euforii do przygnębienia i na odwrót. A byłam wtedy już po 20‑stce, co zaś mówić o kilkunastoletnim, dopiero wchodzących w dorosłość chłopaku! Który, choć sam siebie akceptuje (doprawdy miło, że nie było rozterek typu: „jak mogłem zakochać się w chłopaku? przecież wolę dziewczyny… a może jednak nie…), wciąż jeszcze boi się otworzyć przed innymi.
Szósty odcinek był znakomity. Wcześniejsze też były bardzo fajne, ale w tym, zawierającym kluczowe sceny dla rozwoju relacji bohaterów, twórcy stanęli na wysokości zadania. Od strony reżyserii, dialogów, muzyki i wszystkiego innego wyszło idealnie. Warto było czekać trochę dłużej na seans (pierwotnie anime było planowane na 2025 rok), aby zobaczyć takie dopracowane do szczegółu cudeńko. Ogólnie, jak tak zerknęłam do mangi, twórcy mocno mieszają z kolejnością rozdziałów/scen, ale widać, że robią to z pomyślunkiem. Takie adaptacje lubię.
Jeszcze zostaje kontrowersyjna kwestia z nauczycielem… Cóż, z pewnością zażyłość kliknij: ukryte Hirosez panem Otogiri wygląda na nieco daleko idącą ( kliknij: ukryte przytulanie nauczyciela, wymienianie się kontaktami), acz szczerze nie widzę powodów do wielkiego zgorszenia. Wątpię, by kliknij: ukryte Hirose był szczerze zakochany w pedagogu, bardziej go podziwiał, do tego, tak myślę, bardziej ten wątek służy podkreśleniu zazdrości Nakamury i jego obaw czy niskiej samooceny.
Abstrahując jednak od tego, czy twórcy przesadzili czy nie, Otogiri jest fajnym, budzącym zaufanie, chroniącym swoich uczniów sensejem, więc wcale się nie dziwię, że niektórzy są w niego zapatrzeni.
Uwielbiam wstawki komediowe, są cholernie dobrze wplecione w całość, no i oczywiście zabawne. Niby tytuł nie jest oznakowany jako komedia, a śmieję się częściej niż na niejednym przedstawicielu tego gatunku.
Fabularnie się rozkręca, pojawiają się kolejni bohaterowie, no jestem bardzo ciekawa, jak się wszystko potoczy. Szkoda, że, z tego co wiem, na być tylko 12 odcinków. Ale może dzięki temu jakość wszystkich będzie w miarę równa.
Żeby nie było, że się tylko bezkrytycznie zachwycam (choć trudno mi ukryć, że anime zwyczajnie mi się podoba i trafia w mój gust) – trochę szkoda, że był kliknij: ukryte przeskok czasowy. Nie wiem, czy wynikał z cięć na potrzeby anime, czy tak samo było w pierwowzorze, jeśli drugie, to ok, ale z chęcią zobaczyłabym, jak kliknij: ukryte protagoniści radzą sobie w pierwszych latach, docierają nawzajem, zdobywają coraz większe uznanie u przełożonych itp.
odcinek 5
Potem kliknij: ukryte złamanie pieczęci bez pomyślunku… O tyle dobrze, że w drugiej rundzie już sprawę kliknij: ukryte ze smokiem załatwił kliknij: ukryte Qifrey
Coco wciąż głupiutka, naiwna, irytująca coraz bardziej ze swoją dobrocią, przepraszaniem – kliknij: ukryte oczywiście każdy jej wybacza i koniec końców wychodzi, że ona jest super. Uh…
I serio, jakkolwiek ten odcinek pod względem animacyjnym wyglądał świetnie – chyba nawet był najlepszy, znaczy tu twórcy ze względu na dużo akcji mogli się wykazać – tak przez te wszystkie głupotki, zachowania bohaterów plus raczej średnie wstawki komediowe nie jestem w stanie cieszyć się z seansu. Nie należę do osób, którym ładne opakowanie wystarcza. Plus animacja jak dla mnie jest aż „za bardzo”, napuszona, jakby twórcy wołali: „patrz i się zachwycaj!”. Pokażcie od strony historii, bohaterów (może, patrząc na końcówkę odcinka, kliknij: ukryte Qifrey okaże się ciekawszy, bo na dziewczyny nie liczę… plus czekam na drugiego pana z plakatu), świata przedstawionego itp., że jest się czym zachwycać, bo na same ładne obrazki to ja się nie nabiorę jak inni.
I gdyby na tym się skończyło, to ok, ale ilość głupotek, budzących wątpliwości kwestii, nieprzemyślanych rozwiązań (przynajmniej na tym etapie tak wyglądających – może otrzymamy jakieś w miarę sensowne wyjaśnienia) robi się coraz więcej i boję się, co będzie dalej…
Przedmówcy napisali już wiele o zasadach magii i świecie przedstawionym i całkowicie się z nimi zgadzam. Ja o ile trzy pierwsze odcinki jakoś obejrzałam – bez zachwytów – to czwarty wystawił moją cierpliwość na sporą próbę.
- nie wiem, czy wszystkie kliknij: ukryte smoki w tym świecie są tak durne, czy po prostu kliknij: ukryte dziewczyny miały szczęście w nieszczęściu i im się taki trafił, no ale uh… Jak jeszcze okaże się, że kliknij: ukryte bohaterki same stwora pokonają albo, nie daj boże, kliknij: ukryte zrobi to samodzielnie protagonistka w przypływie wielkiej mocy, to opluję ze śmiechu monitor.
- kliknij: ukryte Agottwydziera się na kliknij: ukryte Coco, że uniemożliwiła jej kliknij: ukryte narysowanie magicznego okręgu, po czym stwierdza: kliknij: ukryte nie mam czasu narysować nowy. Dziewczyno, gdybyś się nie darła, dałabyś radę, poza tym przy tak niezbyt bystrym kliknij: ukryte okazie smoka, którego dało się przechytrzyć kliknij: ukryte latającym strojem, myślę, że byś kliknij: ukryte z tysiąc znaków narysowała.
- kwestia kliknij: ukryte zawczasu przygotowanych okręgów, żeby tylko w odpowiednim momencie domknąć całość i zaatakować: jakkolwiek doceniam pomysł, to mimo wszystko wygląda na dość kłopotliwe; stres, działanie pod presją czasu itp. i już łatwo o niepowodzenie. W ogóle im więcej myślę o tych kliknij: ukryte magicznych okręgach, w sensie że trzeba je rysować/dokańczać, tym mam większe wątpliwości, czy takie czarowanie jest wygodne.
- bohaterowie nie pomagają przetrwać seansu… protagonistka nie ma w sobie za grosz oryginalności, ot dobre, z lekka głupiutkie, ciamajdowate dziewczę, irytujące też niestety, choć na razie nie aż w takim stopniu, by nie dało się oglądać. Inne dziewczyny też chodzące stereotypy, Qifrey też nie przekonuje. Mam tylko nadzieję, że opowieść nie pójdzie w stronę „słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy” i że rozwój Coco to nie będzie w kierunku najpotężniejszej wiedźmy świata…
Na razie 5/10. Oglądam 14 serii w sezonie i Tongari Boushi no Atelier jest najbliższe do dropu.
Ja nie przepadam za anime, które są jedynie piękne, a poza tym miałkie. Lubię anime dopracowane wizualnie i jednocześnie charakterne, z pazurem w kresce/animacji, a NS właśnie takie jest. Dlatego zawsze będę bardziej cenić taką serię czy na przykład Great Pretender niż twory np. Makoto Shinkaia.
Poza tym mamy świetnie zapowiadający się duet głównych bohaterów i dla nich też będę z przyjemnością co tydzień włączać kolejny odcinek.
Jak jednak napisałam niżej – bohaterowie są najmocniejszym punktem serii. Wszyscy, bez wyjątku. Każdy wyrazisty, fajnie wykreowany i zagrany, i daleko od sztampy. Jeśli jednak miałabym wybrać ulubieńca, to byłby nim Dotta albo Tsav.
Reżysersko bardzo dobrze anime sobie radzi, widać, że ekipa z rozmysłem podchodzi do historii, przedstawiania kolejnych wydarzeń, czuć tu włożone serce i chęć dania widzom naprawdę ciekawego produktu. Ale najlepsi są bohaterowie. Co nowy, to lepszy, a razem tworzą świetną ekipę – dla nich przede wszystkim oglądam. Co ciekawe, wielu z nich balansuje na granicy akceptowalności i bycia irytującymi personami ( kliknij: ukryte bogini, król, Tsav, ale o dziwo udaje się wykreować nie odpychające postaci, ba, nawet wzbudzające szczerą sympatię.
I nie rozumiem totalnie czepiania się dialogów, są normalne.
Z niecierpliwością czekam na więcej!
Po 5 odcinkach 8/10.
8/10
Wzięłam się za anime, bo miałam ochotę na coś z gatunku mystery (cotygodniowy znakomity Hikaru mi nie wystarczał), a że ta seria miała bardzo dobre opinie i już wcześniej o niej myślałam, to wybór był prosty.
Niestety, od początku aż do końca anime nie potrafiło mnie do siebie przekonać, ani fabularnie, ani postaciami. Kolejne zwroty akcji i odkrywane rewelacje były meh, po połowie to już byłam zmęczona i chciałam, żeby już wreszcie się skończyło, a kliknij: ukryte nie że kolejna pętla i kolejna. Klimatu absolutnie zero, humor na siłę, no i to ecchi… Chryste panie, jak można było pomyśleć, że najazdy na biusty i tyłki będą dobre w takiej serii…
Bohaterowie mnie zupełnie nie obchodzili, czy im się uda, czy nie, kolejne kliknij: ukryte zgony nie robiły żadnego wrażenia ani nie wywoływały najmniejszych emocji.
4/10
wyborne!
Vaundy w openingu oczywiście nie zawiódł.
po czterech odcinkach
Niesamowicie wyolbrzymiona drama ze szkołami na przemian śmieszy i wywołuje ciarki żenady. Między protagonistami za grosz chemii, choć oczywiście twórcy próbują nam wmówić, że jest inaczej – cóż, ze słabym skutkiem. O ile na Rintarou da się jeszcze patrzeć, tak Kaoru jest nie do zniesienia, takie słodkopierdzące dziewczątko bez ciekawej osobowości. Drugi plan też nijaki, jak na razie do żadnego z kolegów Rintarou nie zapałałam sympatią, jasnowłosa zaś… wzdech!
Pewnie sięgnę jeszcze po kolejny odcinek, może dwa, ale czarno to widzę…
po trzech odcinkach
Znakomicie poprowadzone i przedstawione historie płatnych zabójców – mimo że każdego znamy krótko, prezentują się charakterniej niż niejeden bohater, z którym obcujemy przez cały sezon w innych seriach. No i są to opowieści bardziej kameralne, skupione na postaciach niż akcji, może więc dlatego co niektórzy czują się rozczarowani. Główna parka też w porządku.
Muzyka fantastyczna.
Re: Kaoru Hana wa Rin to Saku po 2 odcinku
pierwszy odcinek
Opening jest strasznie meh, ale za ending świetny. Wpada w ucho jak nie wiem i potem nie chce długo wyjść z głowy.
Nie o takie romanse z dorosłymi bohaterami nic nie robiłam…
5/10
Mnie tam specjalnie nie porwało (nie widziałam jeszcze ostatniego odcinka), acz racja, animacyjnie dało radę.
Co do kliknij: ukryte księdza z końcówki, to tak, patrząc na to, co mówi, i na ten sam głos,to z dużym prawdopodobieństwem jest to kliknij: ukryte pomocnik Nowaka, bodajże Liev się zwał Acz dopiero recenzja ostatniego odcinka na ANN mnie o tym uświadomiła.
Nie wgłębiałam się (jeszcze) w różne teorie na temat anime, ale co by nie mówić, to z pewnością nie można powiedzieć, że jest nijaka i że nie zachęca do dyskusji, szperania, główkowania itp. I to jest piękne.
Ech, moja recenzja będzie wielką laurką.
Nigdy, ani przez moment, nie uwierała mnie ta „historyczność”, wiedziałam, że to umowne, że czepianie się, że inkwizycja tak nie działała, że to i tamto, to… właśnie czepianie. Rozbawił mnie wątek na Malu – ktoś się oburzył, że seria nie jest zgodna z faktami historycznymi, to kilkaset osób wklepało formułkę „nie obchodzi mnie to, to nie jest dokument”. Piękne! :D
Dla mnie jednak anime stoi bohaterami – wątpię, bym była tak samo zainteresowana, gdybyśmy otrzymali miałkie postaci. Rafał, Badeni czy Szmith to bohaterowie z krwi i kości, bardzo ludzcy, a o takich bardzo trudno w anime, gdzie przeważa sztampa i budowanie osobowości na góra 2‑3 cechach. Dla samego Badeniego warto obejrzeć serię, to jeden z ciekawiej napisanych protagonistów od dawna, fajnie na jego przykładzie pokazano, że kliknij: ukryte na protagów niekoniecznie trzeba zawsze dawać dobroduszne, uczynne czy po prostu wzbudzające sympatię osoby. A jednocześnie, mimo swojej dupkowatej strony, nie odrzucał, nie budził wstrętu. I jego duet z Oczy, coś wspaniałego!
Zastanawiałam się, czy pisać recenzje. Z jednej strony nie czuję, bym posiadała odpowiedni warsztat do tak poważnego tytułu, z drugiej zaś tyle mam ochotę napisać, za tyle rzeczy można serię pochwalić. No i gdy zobaczyłam dziś jedną ocenę na tanuku, od razu sprawa się rozwiązała – a napiszę alternatywną recenzję! :D Tak, Patka jest z tych, co jak jej się nie spodoba ocena w recenzji, to nie robi gównoburzy w komentarzach i nie obraża autora, tylko pisze swój tekst, ha!
koniec
Uwielbiam takie niespodzianki,gdy serie, po których niewiele się spodziewałam, okazują się nad wyraz udane i strasznie wciągają. Aż mi smutno, że już koniec. Wątpię, by coś z najbliższych sezonów „zastąpiło” mi Chikyuu.
10/10