x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Ja nie przepadam za anime, które są jedynie piękne, a poza tym miałkie. Lubię anime dopracowane wizualnie i jednocześnie charakterne, z pazurem w kresce/animacji, a NS właśnie takie jest. Dlatego zawsze będę bardziej cenić taką serię czy na przykład Great Pretender niż twory np. Makoto Shinkaia.
Poza tym mamy świetnie zapowiadający się duet głównych bohaterów i dla nich też będę z przyjemnością co tydzień włączać kolejny odcinek.
Jak jednak napisałam niżej – bohaterowie są najmocniejszym punktem serii. Wszyscy, bez wyjątku. Każdy wyrazisty, fajnie wykreowany i zagrany, i daleko od sztampy. Jeśli jednak miałabym wybrać ulubieńca, to byłby nim Dotta albo Tsav.
Reżysersko bardzo dobrze anime sobie radzi, widać, że ekipa z rozmysłem podchodzi do historii, przedstawiania kolejnych wydarzeń, czuć tu włożone serce i chęć dania widzom naprawdę ciekawego produktu. Ale najlepsi są bohaterowie. Co nowy, to lepszy, a razem tworzą świetną ekipę – dla nich przede wszystkim oglądam. Co ciekawe, wielu z nich balansuje na granicy akceptowalności i bycia irytującymi personami ( kliknij: ukryte bogini, król, Tsav, ale o dziwo udaje się wykreować nie odpychające postaci, ba, nawet wzbudzające szczerą sympatię.
I nie rozumiem totalnie czepiania się dialogów, są normalne.
Z niecierpliwością czekam na więcej!
Po 5 odcinkach 8/10.
8/10
Wzięłam się za anime, bo miałam ochotę na coś z gatunku mystery (cotygodniowy znakomity Hikaru mi nie wystarczał), a że ta seria miała bardzo dobre opinie i już wcześniej o niej myślałam, to wybór był prosty.
Niestety, od początku aż do końca anime nie potrafiło mnie do siebie przekonać, ani fabularnie, ani postaciami. Kolejne zwroty akcji i odkrywane rewelacje były meh, po połowie to już byłam zmęczona i chciałam, żeby już wreszcie się skończyło, a kliknij: ukryte nie że kolejna pętla i kolejna. Klimatu absolutnie zero, humor na siłę, no i to ecchi… Chryste panie, jak można było pomyśleć, że najazdy na biusty i tyłki będą dobre w takiej serii…
Bohaterowie mnie zupełnie nie obchodzili, czy im się uda, czy nie, kolejne kliknij: ukryte zgony nie robiły żadnego wrażenia ani nie wywoływały najmniejszych emocji.
4/10
wyborne!
Vaundy w openingu oczywiście nie zawiódł.
po czterech odcinkach
Niesamowicie wyolbrzymiona drama ze szkołami na przemian śmieszy i wywołuje ciarki żenady. Między protagonistami za grosz chemii, choć oczywiście twórcy próbują nam wmówić, że jest inaczej – cóż, ze słabym skutkiem. O ile na Rintarou da się jeszcze patrzeć, tak Kaoru jest nie do zniesienia, takie słodkopierdzące dziewczątko bez ciekawej osobowości. Drugi plan też nijaki, jak na razie do żadnego z kolegów Rintarou nie zapałałam sympatią, jasnowłosa zaś… wzdech!
Pewnie sięgnę jeszcze po kolejny odcinek, może dwa, ale czarno to widzę…
po trzech odcinkach
Znakomicie poprowadzone i przedstawione historie płatnych zabójców – mimo że każdego znamy krótko, prezentują się charakterniej niż niejeden bohater, z którym obcujemy przez cały sezon w innych seriach. No i są to opowieści bardziej kameralne, skupione na postaciach niż akcji, może więc dlatego co niektórzy czują się rozczarowani. Główna parka też w porządku.
Muzyka fantastyczna.
Re: Kaoru Hana wa Rin to Saku po 2 odcinku
pierwszy odcinek
Opening jest strasznie meh, ale za ending świetny. Wpada w ucho jak nie wiem i potem nie chce długo wyjść z głowy.
Nie o takie romanse z dorosłymi bohaterami nic nie robiłam…
5/10
Mnie tam specjalnie nie porwało (nie widziałam jeszcze ostatniego odcinka), acz racja, animacyjnie dało radę.
Co do kliknij: ukryte księdza z końcówki, to tak, patrząc na to, co mówi, i na ten sam głos,to z dużym prawdopodobieństwem jest to kliknij: ukryte pomocnik Nowaka, bodajże Liev się zwał Acz dopiero recenzja ostatniego odcinka na ANN mnie o tym uświadomiła.
Nie wgłębiałam się (jeszcze) w różne teorie na temat anime, ale co by nie mówić, to z pewnością nie można powiedzieć, że jest nijaka i że nie zachęca do dyskusji, szperania, główkowania itp. I to jest piękne.
Ech, moja recenzja będzie wielką laurką.
Nigdy, ani przez moment, nie uwierała mnie ta „historyczność”, wiedziałam, że to umowne, że czepianie się, że inkwizycja tak nie działała, że to i tamto, to… właśnie czepianie. Rozbawił mnie wątek na Malu – ktoś się oburzył, że seria nie jest zgodna z faktami historycznymi, to kilkaset osób wklepało formułkę „nie obchodzi mnie to, to nie jest dokument”. Piękne! :D
Dla mnie jednak anime stoi bohaterami – wątpię, bym była tak samo zainteresowana, gdybyśmy otrzymali miałkie postaci. Rafał, Badeni czy Szmith to bohaterowie z krwi i kości, bardzo ludzcy, a o takich bardzo trudno w anime, gdzie przeważa sztampa i budowanie osobowości na góra 2‑3 cechach. Dla samego Badeniego warto obejrzeć serię, to jeden z ciekawiej napisanych protagonistów od dawna, fajnie na jego przykładzie pokazano, że kliknij: ukryte na protagów niekoniecznie trzeba zawsze dawać dobroduszne, uczynne czy po prostu wzbudzające sympatię osoby. A jednocześnie, mimo swojej dupkowatej strony, nie odrzucał, nie budził wstrętu. I jego duet z Oczy, coś wspaniałego!
Zastanawiałam się, czy pisać recenzje. Z jednej strony nie czuję, bym posiadała odpowiedni warsztat do tak poważnego tytułu, z drugiej zaś tyle mam ochotę napisać, za tyle rzeczy można serię pochwalić. No i gdy zobaczyłam dziś jedną ocenę na tanuku, od razu sprawa się rozwiązała – a napiszę alternatywną recenzję! :D Tak, Patka jest z tych, co jak jej się nie spodoba ocena w recenzji, to nie robi gównoburzy w komentarzach i nie obraża autora, tylko pisze swój tekst, ha!
koniec
Uwielbiam takie niespodzianki,gdy serie, po których niewiele się spodziewałam, okazują się nad wyraz udane i strasznie wciągają. Aż mi smutno, że już koniec. Wątpię, by coś z najbliższych sezonów „zastąpiło” mi Chikyuu.
10/10
Re: anime sezonu
anime sezonu
Ogromny plus za ciekawe, ludzkie (mam na myśli, że nie będące zbiorem stereotypowych cech) i, co zasługuje na największe podkreślenie, bardzo konsekwentnie poprowadzone w swoich charakterach/osobowościach postacie. Badeni jest najlepszym przykładem, toć to kliknij: ukryte kawał skurczybyka i seria nie traci okazji, żeby to pokazać (rozmowa o tęczy mnie ubawiła). Fajnie zresztą widzieć na protagonistę osobę niekoniecznie kliknij: ukryte miłą, dobroduszną. Oczy też uwielbiam, czekam na rozwój wątku Jolanty, zwłaszcza że jest powiązana z inną ważną postacią (anime niestety nie potrafiło tego ukryć, bo głos aktora jest zbyt charakterystyczny i nie będzie niespodzianki – choć ja i tak wiedziałam wcześniej).
odcinek trzeci
Wcześniej byłam po prostu ciekawa anime, no bo Polska, polskie imiona/nazwiska, fajnie, z tym że bez nadmiernej podniety. Teraz widzę, że szykuje się ponadprzeciętna seria i jeśli po drodze coś się nie zepsuje, może wyjść mocny kandydat do anime sezonu, a nawet roku.
Tak czy siak, z czystej ciekawości w ciągu trzech odcinków przeszłam do oczarowania tytułem i absolutnie nie mogę się doczekać kolejnych odcinków (już sobie nie będę spoilerować, heh) i kolejnych bohaterów.
A, opening bardzo przyjemny.