Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Grisznak

  • Grisznak 22.04.2018 15:39:39 - komentarz usunięto
  • Avatar
    Grisznak 12.04.2018 21:45
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Patrząc na trzeci odcinek to mówienie o „chudzinkach” tak średnio w sumie ma sens.
    A klej robiono z kości, nie mięsa.
  • Avatar
    Grisznak 12.04.2018 21:23
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Wiesz, tak sobie wyobraziłem los konioidolek, które przestają się liczyć w rozgrywkach i jakoś tak nieodparcie kojarzyło mi się z losem Boksera z „Folwarku Zwierzęcego”.
  • Avatar
    Grisznak 12.04.2018 20:05
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Jakby chcieli pójść w serious drama, to pojawiłby się wątek kleju.
  • Avatar
    A
    Grisznak 7.02.2018 16:56
    Komentarz do recenzji "Fate/Extra: Last Encore"
    Zaskakująco dobre. Dalekie od wiernego odwzorowywania gry (i całe szczęście!), zrobione z polotem i fantazją, wyciągające z oryginału to, co dobre i dodające sporo shaftowego klimatu, który całkiem tu pasuje. Jestem na tak.
  • Avatar
    Grisznak 7.01.2018 13:01
    Komentarz do recenzji "Citrus"
    Ale to nie jest bezpośredniość. To jest uprzykrzanie komuś życia i dokuczanie – by nie rzec wprost, że molestowanie seksualne. Bezpośredniość to by była, gdyby one po prostu ze sobą porozmawiały i sobie wprost umiały powiedzieć co i jak. Ale obawiam się, że to już jest dla Japończyków mission impossible.

    Myślę, że powinieneś spróbować przeczytać „Iono The Fantatics” („wybranki jej wysokości” od Kotori). Tam masz bezpośredniość, niekiedy może też ciutkę natarczywą, ale bez takich odjazdów jak tu czy w Netzusou Trap.
  • Avatar
    Grisznak 7.01.2018 11:10
    Komentarz do recenzji "Citrus"
    A bo to odkrycie, że więźnia najlepiej przypilnuje inny więzień?
    No i stare japońskie powiedzenie o wbijaniu wystających gwoździ pasuje tu jak ulał.
  • Avatar
    A
    Grisznak 7.01.2018 10:31
    Komentarz do recenzji "Citrus"
    Cały pierwszy odcinek jednym słowem: @metoo

    Serio, jedną z rzeczy, których najbardziej nie lubię w yuri (a w zasadzie w jakichkolwiek romansach) jest rozpoczynanie takiego wątku od wymuszonych kontaktów fizycznych, czy to popularnego w romcomach wpadania nosem w majtki, cycki itd, czy też wprost wbijania komuś homoseksualizmu metodą doustną/odtylcową (niepotrzebne skreślić). Niestety tu zaczyna się podobnie – najpierw Mei na oczach całej szkoły funduje Yuzu klasyczne macanie (nie dziwi mnie, że nie wolno nosić tam komórek – jakby ktoś to nagrał i wrzucił do sieci, to szkoła miałaby przerąbane), a potem wymusza na niej pocałunek (ja wiem, chodzi o to, aby pokazać, jak jej źle, że jej chłopak ją do tego zmusza itd, ale na litość…).

    I tylko żal łapie, że zamiast tych co lepszych tytułów z gatunku ekranizuje się takie paździerze, pokazujące, że Japończycy zwyczajnie są emocjonalnymi analfabetami i nie potrafią ze sobą rozmawiać.

    A w temacie patologii – czy tylko mi się wydaje, że mamusia Yuzu po prostu złapała swojego sugar daddy, którzy rzuca jej kasę, zafundował córeczce utrzymanki naukę w elitarnej szkole, w zamian za to ma opiekunkę dla swojej córki?
  • Avatar
    A
    Grisznak 14.11.2017 20:22
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    Dla mnie idealnym podsumowaniem tej serii jest jej opening – zbitka kilku różnych, nie do końca do siebie pasujących motywów muzycznych i tematycznych. I dokładnie to mamy w anime.

    Z jednej strony interesującą antyutopię, z odniesieniami do problemów dzisiejszego świata, rozważaniami nad istotą tolerancji, jej zaletami oraz zagrożeniami, które za sobą niesie. Te fragmenty ogląda się najciekawiej, zwłaszcza, gdy lepiej pozna się już świat i zrozumie, co z czego tu wynikło. Fajnie, że nie bawiono się tu w uproszenia i pokazano różne spektrum reakcji ras na taki model świata – od akceptacji ze strony większości poprzez ostrożność ze strony niektórych, po niechęć i odrzucenie innych. Problemem jest pewna chaotyczność i niekonsekwencja w podejściu do tematu, rozrzucanie go kawałkami po serii. Ale to chyba wina reżysera.

    Zasadnicza tematyka, czyli monstergirlsowe okruchy życia wypada nierówno. Od odcinków faktycznie udanych i budzących sympatię po fragmenty nudne czy wręcz przegadane. Czasami trudno się oprzeć wrażeniu, ze autor zwyczajnie rozciąga niektóre fragmenty ponad miarę. Humor też nie zawsze daje radę, w paru miejscach wpędził mnie zwyczajnie w konfuzję (vide określenie Hime loliconem przez ciotkę).

    Relacje między postaciami to słabsza strona serii – tu w zasadzie przez całą serię nie ma żadnych zmian, wszystko kończy się na tym etapie, na jakim się zaczęło, nie ma mowy o dynamice czy zmianach w układach międzyludzkich. Acz sama obsada wypada całkiem nieźle, większość postaci naprawdę daje się lubić.

    Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że reżyser nie podołał zadaniu, że dostał niezły materiał wyjściowy, ale nie potrafił zrobić z niego atrakcyjnej serii. Dlatego anime jest jakie jest. A szkoda.

    A niezależnie od wszystkiego, ending jest przepiękny.
  • Avatar
    Grisznak 7.11.2017 18:44
    Re: !!
    Komentarz do recenzji "Black Clover"
    Patrząc na to, że już ogłosili, iż liczyć ma 50 odcinków, obstawiam, że to ma być jakieś nowe Naruto czy Bleach.
  • Avatar
    Grisznak 7.09.2017 19:36
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    No właśnie nie wiadomo, czym te obozy są. Biorąc jednak pod uwagę, że zsyła się tam niejako ekspresowo, bez procesu itd, to raczej nie patrzyłbym na to tak lekko.
  • Avatar
    Grisznak 5.09.2017 09:36
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    Z tego co mówią znajomi czytający mangę, całość jest bardzo spójna i przemyślana od strony konstrukcji. Autor sobie wymyślił świat i go konsekwentnie rozwija, nie ograniczając się tylko do głównego wątku. Co mnie akurat cieszy, bo lubię opowieści z szerszym tłem historycznym i społecznym.

    Mam tylko nadzieję, że anime nie będzie wyłącznie dłuższą zajawką mangi, ale doczeka się kolejnych sezonów.
  • Avatar
    A
    Grisznak 4.09.2017 18:39
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    Wow, odcinek 9 dał mi sporo z tego, czego chciałem, a nawet więcej, fundując mocną, wręcz uderzeniową dawkę budowy tego świata.

    Potwierdziło się więc to, o czym mówiono wcześniej, mianowicie przydarzył się temu światu nazizm w jego klasycznej postaci z obozami koncentracyjnymi i rasizmem oraz ludobójstwem. To po części wyjaśnia ten reżim tolerancjonizmu, tak jak zresztą spodziewałem się. Ciekawe, że linie podziału nie szły tu wzdłuż gatunków, bo np. dostajemy centaury – ss manów i centaury – Żydów.

    Za to wątek z żaboludami był z zupełnie innej bajki, choć zgrabnie połączono go z historią świata. Dobrze wiedzieć, że jednak nie panuje tam taka idealna idylla, choć ewidentnie widać, że żaboludzie to rasa na straconej pozycji, coś jak Indianie w USA.
  • Avatar
    Grisznak 3.09.2017 17:09
    Komentarz do recenzji "Death Note [2017]"
    Mnie zastanawia, jak się określa zastępowanie postaci w oryginale białej – czarną. Blackwashing?
  • Avatar
    Grisznak 2.09.2017 22:45
    Re: Odcinek 9
    Komentarz do recenzji "Vatican Kiseki Chousakan"
    A gdzieżby, ta seria to rasowy yaojec. Zresztą, widzę obserwując komentarze koleżanek na ircu. Acz przyznaję, ja zacząłem to arcydzieło oglądać, kiedy pojawiła się wzmianka o Hitlerze. Bo wszystko jest lepsze z Hitlerem. A potem poszło już gładko.

    Wrażenie gejowatości pogłębia dodatkowo silnie zmaskulinizowana obsada i fakt, że gdy pojawia się w niej kobieta, to zaraz zostaje zabita.
  • Avatar
    A
    Grisznak 2.09.2017 12:31
    Komentarz do recenzji "Death Note [2017]"
    Dziadostwo jakich mało. Lighcik jako biedna, prześladowana ofiara losu, efekciarstwo a'la USA (sikająca krew, Ryuk demolujący szkołę, obcinanie główki drabiną), do tego jeszcze próby usprawiedliwienia głównego bohatera (bo biedactwo, bo trudny los itd). Właściwie czułem się tak, jakbym oglądał ekranizację jakiegoś fanfika, będącego parodią Death Note.

    A co jest najzabawniejsze? Że kilka ładnych lat temu Japończycy zrobili swoją wersję aktorską Death Note. Też nie była idealnie wierna oryginałowi – a, jak na ironię, w niczym mu praktycznie nie ustępowała.
  • Avatar
    Grisznak 30.08.2017 08:18
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    Dla mnie Sassussul jest całkowicie aseksualna, co zresztą sama stwierdza (w zasadzie chyba tylko jej głos zdradza płeć) i relacje tego typu są dla niej całkowicie obcym zjawiskiem.
  • Avatar
    A
    Grisznak 28.08.2017 14:49
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    Bardzo mi się spodobał patent z mrugnięciem oka w stronę fanów Lovecrafta – rasa ludzi węży z Antarktydy była dość oczywistym ukłonem w jego stronę, a w najnowszym odcinku dostaliśmy jeszcze jedno z jego klasycznych bóstw, czyli boga ryboludzi – Dagona. Mała rzecz, a cieszy.
    No i Hime dostała wreszcie pairing :)
  • Avatar
    A
    Grisznak 26.08.2017 16:19
    Komentarz do recenzji "Gamers!"
    No niestety, u mnie też drop. Temat gier, który był dla mnie mocną ostrogą do oglądania tej serii, praktycznie zniknął, a ciągnięcie w kółko tych samych nieporozumień – męczy. Seria miała potencjał na bycie hitem sezonu. Niestety, w 2­‑3 odcinki jakość poszybowała w dół. Zupełnie jakby twórcy stracili pomyły po pierwszych 2­‑3 odcinkach.
  • Avatar
    Grisznak 21.08.2017 16:30
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    Tym co jest istotne dla analogii z tym anime, jest pewna zasadnicza różnica między ustrojami komunistycznymi a faszystowskimi. W systemie komunistycznym podejrzany jest absolutnie każdy. Każdy może też w każdej chwili paść ofiarą, zaś terror działa permanentnie i uderza często nawet zupełnie ślepo, jego ofiarą padają w większości przypadkowi ludzie, co pozwala utrzymać całe społeczeństwo w strachu. W modelu nazistowsko­‑faszystowskim, terror bierze na cel konkretne grupy lub też ludzi o konkretnych poglądach.

    Taką sytuację mamy też w tym anime. Bohaterki nie boją się, bo wiedzą, że nic im nie grozi – ostrzeżenia pojawiają się mimochodem, gdy któraś zbliża się do naruszenia praw powszechnej tolerancji. Ale nie ma tu sytuacji rodem z państwa komunistycznego, że nagle bohaterka wraca do domu, a okazuje się, że rodziców aresztowano i wywieziono, a nawet oni sam nie wiedzą, za co. Reżim w „Centaur no Nayami” jest pod tym względem o wiele bliższy faszyzmowi niż komunizmowi.
  • Avatar
    A
    Grisznak 21.08.2017 15:43
    Komentarz do recenzji "Vatican Kiseki Chousakan"
    Już nie wiem, co lepsze – Meksyk z neonazistami, który nie wygląda jak Meksyk czy Afryka z wziętymi z głębokiego, czarnego tyłka państwami.
    Ale tak, gdyby ta seria nie wiała tak bezczelnie gejem, to byłaby cudowną, choć oczywiście niezamierzoną parodią rzeczy w stylu „Kod Leonarda DaVinci” i tego rodzaju bredni. Mamy tu cudowny przegląd głupawych teorii (teraz mamy murzyńskich diabolistów – ciekawe, czy zaraz się okaże, że to voo doo…), ale zniewieściały ksiądz masochista śpiewający sopranem i puszczający oko do głównych bohaterów to już wyższy level.
    Zdecydowanie, trainwreck sezonu.
  • Avatar
    Grisznak 21.08.2017 15:40
    Re: ....
    Komentarz do recenzji "Vatican Kiseki Chousakan"
    Serio, naprawdę księża i kościół w oczach Japończyków są tak atrakcyjnym tematem na klimaty BL?

    Wiesz, mówimy o kraju, gdzie fetysz miko jest w erotyce całkiem popularny. A sexy zakonnic anime widziało też nie mało. Egzotyka zawsze fajnie pasuje do erotyki.
  • Avatar
    Grisznak 21.08.2017 12:36
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    To już temat na zupełnie inną dyskusję. Reżimy komunistyczne zakładały powszechną biedę i ubóstwo, reżimy faszystowskie, choć wzywały do oszczędności (daleko im wszak do kapitalistycznego „Bogaćcie się!”), nie prowadziły walki klas (nawet jeśli taką ideologią czasem szafowały). Inna bajka, że nazizm istniał krótko i funkcjonował na kredyt (pożyczki, rekwizycje, a potem łupy wojenne). Gdyby Hitler musiał rządzić przez 10­‑20 lat w pokoju, to Niemcy zapewne szybko stoczyłyby się do poziomu zbliżonego do ZSRS. Podobnie Franco, który wyczuł koniunkturę i związał się strategicznie z USA, co pomogło mu zapewnić krajowi dobrobyt w latach 50 i 60 (stąd powiedzenie „Za Franco każdy miał grosz w banco”). W latach 40 Hiszpania, zarządzana wedle faszystowskim wzorów była krajem nędzy i głodu.
  • Avatar
    A
    Grisznak 21.08.2017 11:37
    Komentarz do recenzji "Centaur no Nayami"
    Miałem wczoraj dość ciekawą dyskusję na tanukowym ircu o tym anime, gdzie jeden z moich znajomych stwierdził, że ta seria jest zła, ponieważ bashuje tolerancje.

    Można faktycznie odnieść takie wrażenie, acz wydaje mi się, że chodzi o coś innego – twórca pokazuje, że każda idea, nawet słuszna (a trudno inaczej określić tolerancję) może doprowadzić do wynaturzeń. Tym, co mi się w Centaurze natomiast podoba, jest fakt, że anime to pokazuje codzienność w reżimie totalitarnym, gdzie zwykli jego mieszkańcy nie odczuwają z tego powodu niedogodności. Tak jak zwykła Helga nie miała podstaw, by narzekać na Hitlera, a zwykły Antonio żył sobie spokojnie w Hiszpanii Franco, tak bohaterki żyją sobie spokojnie w swoim świecie. Co więcej, ich sytuacja jest, jak sugeruje historia świata, nawet lepsza niż kiedyś, bo fabuła daje do zrozumienia, że mieliśmy tam, całkiem niedawno, epokę prześladowań i terroru. Urodziły się już w takim świecie i jest im w nim dobrze, nie mają powodów, aby się bać czy buntować. Nawet, gdy pojawia się sytuacja, w której ubecja wkracza do akcji, to traktują to jako coś normalnego – Hime opowiada o przypadku swojego nauczyciela aresztowanego przez lokalną bezpiekę jako o czymś zwyczajnym, identycznie jak my mówilibyśmy o aresztowaniu kogoś za jazdę po pijaku.

    To jedno z nielicznych anime, które pokazują reżim totalitarny od środka. W znakomitej większości anime mamy bowiem stereotypowe imperia zła i terroru, rządzone przez szalonych oprychów lub złych cwaniaków, a fabułę obserwujemy z punktu widzenia randomowych rebeliantów nie godzących się na status quo. Tu zaś ten porządek widzimy od środka, co więcej, nawet jeśli został on narzucony siłą, to trudno się oprzeć wrażeniu, że dla mieszkańców jest on już w tej chwili czymś w rodzaju umowy społecznej, akceptowanej przez gors społeczności.

    Mam nadzieję, że kolejne odcinki dorzucą coś jeszcze do wizji świata, bo jest ona jedną z ciekawszych, jakie widziałem ostatnimi czasy w japońskich kreskówkach. Niestety, siódmy odcinek nie pomógł tu szczególnie.

  • Avatar
    A
    Grisznak 11.08.2017 11:53
    Komentarz do recenzji "Vatican Kiseki Chousakan"
    Zaczęło się od  kliknij: ukryte , więc byłem ciekaw, to dostaniemy dalej. Tak czułem, jest rockowo – milioner będący ponoć synem Szatana. A ten św. Mikołaj był hitem odcinka :)
    Głównym problemem tego anime jest gadanie – wszyscy wokół o wszystkim gadają, powtarzając niektóre rzeczy po kilka razy, jakby zakładali, że widz jest idiotą (cóż, to seria kierowana do fujoshi, więc może coś jest na rzeczy…) i sam niczego nie zrozumie ani nie zapamięta.