Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Grisznak

  • Avatar
    Grisznak 15.11.2018 09:24
    Komentarz do recenzji "SSSS.Gridman"
    To właściwie warto oglądać? Obejrzałem wczoraj dwa odcinki, aby zobaczyć, o co ten hype i wygląda to arcykliszowo. Grafika ładna, ale schemat potwora tygodnia, z kilkoma tylko smaczkami niespecjalnie mnie pociąga.
  • Avatar
    A
    Grisznak 6.11.2018 18:35
    Komentarz do recenzji "Goblin Slayer"
  • Avatar
    Grisznak 6.11.2018 07:45
    Re: ?????
    Komentarz do recenzji "Goblin Slayer"
    Doceniam, doceniam, ale pamiętaj, że Lodoss startował z o wiele lepszej pozycji – gdy powstawało anime, było już ileś książek, komiksów, krótko mówiąc, mieli zbudowane uniwersum, wzięte zresztą z gry RPG. GS startuje od zera – zwyczajnie nie wiemy, czy autorowi będzie się chciało tworzyć świat, czy też pójdzie jak w Berserku, każąc po prostu bohaterom sobie po nich chodzić i pokazując tylko to, co oni widzą – w końcu Miura potrzebował kilkunastu tomów, aby zacząć pokazywać perspektywę szerszą, niż widzi ją Gutts, budować jakieś realia świata, a i tak nigdy tak naprawdę się tym nie zajął.

    Taka ocena porównawcza będzie bardziej uczciwa, gdy ta seria się już jakoś rozwinie i przekonamy się, czy autor ma faktycznie jakiś większe ambicje.
  • Avatar
    Grisznak 6.11.2018 07:34
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Dobra, też już kończę, bo generalnie widać, że w temacie mrocznych sił, które miały nas pozbawić tożsamości i skuteczności tychże mrocznych sił mamy odmienne zdecydowanie zdania.

    Jedno jeszcze do wyjaśnienia – nie jest tajemnicą (i powtarzają to na pierwszym roku historii), że ktoś piszący z dystansu (geograficznego/kulturowego) będzie miał lepsze, a na pewno bardziej obiektywne spojrzenie, niż ktoś co całe życie spędził w danym miejscu i nasiąkł danymi sporami. Dlatego np. za najlepsze opracowanie dziejów Francji Vichy uważa się książkę Paxtona, a w Polsce taki hałas wywołały opracowania Daviesa czy Snydera. Podobnie jak to, że np. najlepsze opracowania poświęcone niewolnictwu w USA powstały w Europie, a najlepsze książki o prześladowaniach Żydów w Europie – w USA. Sam zaś np. bardzo sobie cenię polskie czy niemieckie książki na temat Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Inna sprawa, że taki historyk musi się liczyć z konsekwencjami – Paxton nie raz wspominał o szykanach, jakich doznawał podczas swoich badań we Francji, zaś Davies czy Snyder zostali potraktowani z buta przez aktualne władze polskie, gdyż nie pasują do obowiązujące odgórnie narracji (podobnie jak np. Anne Applebaum nie ma szans na wjazd do Rosji za jej książkę o Gułagu).
  • Avatar
    Grisznak 5.11.2018 11:08
    Re: ?????
    Komentarz do recenzji "Goblin Slayer"
    W moim odczuciu popularność GS wynika z deficytu normalnego fantasy. Przypomnij sobie, jak nas jarał Lodoss – seria nader przeciętna w sumie, ale jednak rasowe, zachodnie fantasy. Tu jest podobnie – mamy produkcję, która nie jest kolejnym rakowym isekaiem ani grą mmmo, ma względnie dorosłych bohaterów (w tym myślącego i planujacego protagonistę), a nie stado dzieci z supermocami i bonusami za głupią bohaterszczyznę (plus obowiązkowo narwany, krzyczący i nadpobudliwy szczyl), ma wreszcie tę dawkę przemocy, która czyni anime wciąż wyraźnie odmiennym od zachodnich animacji. Zwyczajnie, daje to, co ludzie na zachodzie lubią, a co relatywnie rzadko dostają.
  • Avatar
    Grisznak 5.11.2018 09:48
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Serio, dziwią czy irytują cie różne oceny danego wydarzenia? No na litość, tylko w modelu totalitarnym możliwa jest sytuacja, w której masz do czynienia z absolutną jednością ocen i zdań. W normalnych warunkach historycy dyskutują, spierają się, stawiają oceny różniace się niekiedy diametralnie. Ba, nawet w czasach komunistycznych, ale już nie stalinowskich (tzn. po 1956) Polscy historycy potrafili się spierać o pewne fakty (naturalnie, nie te najważniejsze dla władzy ludowej, te były bowiem dogmatami), zaś po 1989 mamy pełną swobodę dyskusji – i to jest właśnie podstawa swobody naukowej. Co się tyczy rzeczonego powstania – każdy kraj ma swojej historii wydarzenie, wokół którego historycy przez dekady, czy nawet wieki, spierają się – Francuzi mają np. Wielką Rewolucją Francuską, Amerykanie – wojnę secesyjną, Hiszpanie – wojnę domową 1936­‑1938 itd. U nas przez dekady były to zabory i powstania XIX­‑wieczne, a teraz jest to powstanie warszawskie. Poważnie, chciałbyś tu narzuconej odgórnie jednomyślności ocen? Za takie coś każdy historyk zabiłby cię śmiechem. I bardzo byłbym ciekaw twojej miny, gdybyś zobaczył XIX­‑wieczne spory o powstanie styczniowe czy listopadowe. Wcale nie ustępowały one zajadłością i rozbieżnością ocen tym, które toczą się wokół powstania warszawskiego.

    Mam wrażenie, że się gubisz – najpierw masz pretensje to komunistów, a potem piszesz, że irytuje cię, iż ktoś wystawia różne oceny danego wydarzenia, czyli robi coś, co jest sprzeczne z komunistyczną wizją świata.

    Historyjek o homo sovietkus w zasadzie szkoda komentować. Nie bronię ci się utożsamiać z takim stereotypem, ale rzucanie tego na całe społeczeństwo dobrych 30 lat pod upadku komuny (a nawet dłużej, bo taka hardkorowa, totalna komuna, a'la Związek Radziecki skończyła się u nas 1956) jest zwyczajnie pozbawione podstaw, sensu i logiki.
  • Avatar
    Grisznak 4.11.2018 22:33
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Jako historyk muszę zaprotestować przeciwko stwierdzeniu, jakobyśmy nie znali naszej historii współczesnej. Znamy ją nie lepiej i nie gorzej niż inne narody. Gorzej jest właśnie z tą dawną – o ile bowiem w wielu krajach ta dawna historia jest częścią tożsamości i tradycji, to w Polsce niespecjalnie. Współczesny naród polski powstał w XIX wieku, po samobójstwach powstańczych szlachty. I był to naród chłopski w swej genezie. A wśród chłopów nie istniała tradycja pamięci historycznej. To próbowały wypełnić różne izmy – socjalizm, nacjonalizm, ruch ludowy itd. Historia nie była dla tych ludzi punktem odniesienia – bo nie była to ich historia, ale historia klasy im obcej, nierzadko wręcz wrogiej. Dopiero z czasem zaczęło ulegać to pewnym zmianom i potomkowie chłopów pańszczyźnianych utożsamiać się zaczęli z husarzami i zagończykami. Ale nie mieszałbym do tego żadnej tam „inżynierii społecznej” (mówienie o niej w odniesieniu do XIX wieku tchnie jakimś absurdem). Zwyczajny proces historyczny, żaden spisek.

    Naziści się w nic takiego nie bawili, ich celem była eksterminacja i eksploatacja, nie mieli dla Polaków żadnej oferty (acz tu byli wybiórczy, bo nie przeszkadzały im wszak państwa satelickie Słowian,takie jak Słowacja czy Chorwacja, które łączyły katolicyzm z nazizmem – co ciekawe, ich twórcy nie wykorzystywali wątków przedchrześcijańskich, ale stawiali na ścisły związek państwa z kościołem). To komuniści jako pierwsi próbowali wykorzystać słowiańską tożsamość jako przeciwwagę dla tradycji katolickiej. Robili to zresztą krótko, nieudolnie i niekonsekwentnie (charakterystyczne, że taki Stachniuk siedział w komunistycznym więzieniu). A przy okazji zrobili nawet coś pożytecznego, gdyż dzięki temu po raz pierwszy w Polsce historycy zaczęli poważnie i szeroko zajmować się tematem, powstało wiele pomnikowych prac poświęconych temu zagadnieniu, z „Początkami Polski” Łowmiańskiego na czele. Władza szybko straciła tym zresztą zainteresowanie (bodaj szczyt mieliśmy w połowie lat 60), stawiając raczej na dogadanie się z kościołem niż walkę o rząd dusz. Stąd też dopiero po 1989 poważnie rozbudziło się u nas na nowo zainteresowanie tym zagadnieniem.
  • Avatar
    Grisznak 4.11.2018 18:05
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Czy ja mam wrażenie, że próbuje tu imputować jakąś teorię spiskową, iż zainteresowanie słowiańszczyzną to efekt jakichś wielopiętrowych i wieloletnich spisków żydowsko­‑masońskich? Co ciekawe, wśród neopogan nie brakuje teorii, że właśnie niszczenie słowiańszczyzny, wykpiwanie jej itd to właśnie efekt podobnych spisków.
  • Avatar
    Grisznak 4.11.2018 14:51
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    I Hitler… serio? Prawo Godwina się kłania.

    Janion pisze o tym szerzej (ciężko się dyskutuje o książce z kimś, kto jej nie czytał), wskazując choćby na różnice między społecznościami słowiańskimi, które przyjęły słowiański obrządek chrześcijański, a tymi, które przyjęły jego rzymską formę. W tym pierwszym przypadku mieliśmy do czynienia z pewną kontynuacją, w drugim – z całkowitym przerwaniem więzi kulturowych. Wymowne, że nie powstał nawet jakiś charakterystyczny dla Polski styl architektoniczny w temacie sakralnym – w odróżnieniu od np. skandynawskich stavkirke czy prawosławnych cerkwi. My wszystko przyjęliśmy z modelu katolickiego, zaimportowanego z zachodu via Czechy. Ale mimo tego, gdy rozpoczął się okres pierwszy kształtowania się świadomości narodowej elit państwowych, bardziej atrakcyjny okazał się sarmatyzm, będący jakimś tam echem tej pogańskiej przeszłości. Nasi szlachcie nie szukali swych przodków wśród świętych katolickich ani wśród rycerzy króla Artura. Krucjaty, będące jedną z podstaw tożsamości chrześcijaństwa zachodniego, u nas nie stały się czymś takim.

    W wykorzystaniu słowiańszczyzny w konflikcie ideologicznym dominowała nie tyle sprawa kultury/konfliktu religijnego, ile kwestii czysto politycznych – tu w grę wchodziły tendencje słowianofilskie i panslawistyczne, obecne w polskiej myśli politycznej gdzieś tak od czasów koncepcji antynapoleońskich ks. Czartoryskiego, potem zaś rozwiniętych przez Adama hrabiego Gurowskiego. Jednakże te koncepcje nie znalazły szerszego odzewu, jako że immanentną ich częścią był sojusz Polski z Rosją, co w okresie kształtowania się współczesnej świadomości narodowej w XIX wieku było w zasadzie niemożliwe, a przynajmniej bardzo trudne do realizacji (acz historycy wskazują przełom XIX i XX wieku jako moment, kiedy było to relatywnie bliskie spełnieniu). Żadna jednak z tych koncepcji nie odwoływała się do słowiańszczyzny jako opozycji wobec chrześcijaństwa. To na dobrą sprawę znajdziemy dopiero w koncepcjach Szukalskiego czy Stachniuka, szczególnie tego drugiego.

    Natomiast dzisiaj te koncepcje są drugorzędne, pozostają zabytkami polskiej myśli, nikt ich nie traktuje inaczej niż jako ciekawostek. Tym, co ludzi bardziej interesuje, jest kwestia tego, ile w nas wciąż ze Słowian pozostało. I o tym pisze także Janion. Nie tyle przeciwko katolicyzmowi, ale obok niego. Jako coś, czego nie ma powodu się wstydzić ani odrzucać. Bo to wciąż w nas tkwi. I praktycznie w każdym pokoleniu powraca, jak fala. Jest często wyszydzane lub wykorzystywane groteskowo, ale mimo upływu wieków, nie udało się tego całkowicie wyrugować z naszej tożsamości. Pamiętam, jak obserwowałem rozwój polskiego podziemia metalowego w latach 90 – i jak szybko w nim przyjęły się właśnie kwestie słowiańskie, silniej nawet niż dominujące wtedy na zachodzie tematy satanistyczne. Gdy zaczęły powstawać polskie gry RPG, pierwszą był bodaj właśnie słowiański „Zły Cień”, a jakiś czas potem „Arkona”. Jedną z pierwszych „dużych” polskich gier komputerowych byli „Polanie”. W komiksie mieliśmy Kajka i Kokosza albo Domana. Gdy narodziła się polska fantastyka, szybko zaczęła zwracać się także ku słowiańszczyźnie i robi to do dzisiaj. Nie widzę w tym wszystkim jakiejś wojny politycznej. Po prostu echo, które wciąż gdzieś tam słychać.
  • Avatar
    Grisznak 4.11.2018 13:06
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Koncepcja państwa jako wspólnoty, własności wszystkich obywateli, obywatela jako człowieka mającego swoje prawa i wpływ na kształt państwa – to wszystko Grecja. Nawet w formie zwulgaryzowanej i uproszczonej, mity greckie są częścią popkultury do dzisiaj – Xena, Herkules, powieści i filmy eksploatują te wątki do dzisiaj, podobnie jak mity celtyckie czy nordyckie. Wierzenia słowiańskie nie miały tego szczęścia, nie stał się częścią wielkiej europejskiej tożsamości kulturowej. Jest w niej miejsce na bogów irlandzkich, ale nie dla Peruna czy Świętowita. I to też jakoś tam daje się odczuć. Co gorsza, gdy ktoś to próbuje eksplorować, to szybko zderza się ze ścianą – bo albo musi korzystać z tego, co ustaliła nauka (ta poważniejsza, a tego jest niewiele), albo tworzyć samemu i po prostu iść w regularną fantastyką, luźno inspirowaną tematem (tak robi 90% autorów).

    Niektórzy z naszych filozofów próbowali ustalić słowiańskie źródła naszej cywilizacji i wskazać jakiej jej szczególne cechy (Stachniuk et consortes ze swoją koncepcją słowiańskiej zadrugi), ale nic z tego się nie przyjęło. Żyjemy w modelu, którego źródło tkwi w greckiej polis, zaś nasze życie reguluje prawo, które u swych podstaw ma prawo rzymskie. W codzienności otacza nas kultura, która czerpie z chrześcijaństwa z jednej strony, a z mitów zachodnioeuropejskich z drugiej. Nic dziwnego, że czujemy, iż czegoś tu brakuje.

    Każdy element kultury może stać się środkiem walki/konfliktu – to nic nowego. Ale sprowadzenie tego problemu Polski wyłącznie do kwestii wojen ideologicznych jest znacznym spłyceniem problemu, wygodnym naturalnie dla drugiej strony sporu, która mówi z pozycji zwycięzcy. Ja zgodzę się tu raczej ze wzmiankowaną Marią Janion, która uważa, że to co nam zostało, to nie jakaś wymyślona (w większości w XIX wieku – vide ten nieszczęsny Świętowit ze Zbrucza) kultura słowiańska, ale „pogłos słowiańskiej rozpaczy” i podświadoma tęsknota za tym, co utraciliśmy, połączona z zazdrością w stosunku do tych, którym udało się to ocalić. Tak jak ten wspomniany przeze mnie Świętowit z Kruszwicy – wiadomo, że go nie ma, ale w świadomości ludzi tkwił przez wieki jako łącznik z tym, co było.
  • Avatar
    Grisznak 4.11.2018 11:47
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Tu nie tyle idzie o dezawuowanie, ile o problem naszej tożsamości. Opisała to dokładnie (i bardzo trafnie) Maria Janion w „Niesamowitej Słowiańszczyźnie”. Polacy są narodem, u którego źródeł tożsamości leży wyzucie z jego naturalnej kultury. wiele narodów słowiańskich miało osiągnięcia przed chrystianizacją, toteż słowiańszczyzna stała się częścią ich tradycji. U nas tę słowiańską pępowinę odcięto na samym początku Narodził się naród dziwny, słowiański w formie, chrześcijański w treści. Stąd też znamienne jest, że często w dziejach naszej kultury, w momentach, kiedy szukaliśmy nowego mianownika (romantyzm, młoda polska, PRL), odwoływano się właśnie do słowiańskiej przeszłości, by znaleźć punkt zaczepienia odróżniający nas od „wrogów”. Nigdy jednak słowiańszczyzna nie wygrała tu u nas z katolicyzmem, który umacniał się jako opozycja do wrogów chrześcijańskich (protestantyzm, prawosławie) jak i innych (komunizm, nazizm, wcześniej – islam).

    Mimo to, ten słowiański aspekt naszej tożsamości, gdzieś tam wciąż się kołysze i nie daje nam do końca spokoju. Nawet, jeśli przyjmuje formy kulturowo groteskowe (XIX wieczne opracowania odnośnie pogaństwa bezkrytycznej powtarzające historie z Długosza, Zadruga i Rogate Serce Wacyka i Szukalskiego z lat 30, Lechici dzisiaj), to pozostaje igłą wbitą w katolicką z grubsza tożsamość. Igłą, której przez ten tysiąc lat wyrwać się nie dało. Takim dobrym przykładem w skali mikro jest choćby historia z mojego rodowego gniazda, czyli Kruszwicy, gdzie znajduje się jeden ze starszych kościołów w Polsce. Od wieków krąży legenda, że w dach tamtejszej kolegiaty wmurowano fragment obalonego posągu Światowita. I choć badania jasno stwierdziły już w XIX wieku, że nie ma tam nic takiego, to ludzie dalej to powtarzają.
  • Avatar
    Grisznak 4.11.2018 09:32
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Gdy jeżdżę po Polsce, to praktycznie w każdym regionie, który odwiedzam, szukam książek z lokalnymi legendami. Wbrew pozorom jest tego trochę – ostatnio nabyłem całkiem gruby zbiór legend z pomorza wschodniego. I znajdzie się w tych legendach wszystko – krwawa jatka, humor, duchy, magia a nawet jakieś dalekie przebłyski pogaństwa. Tylko owszem, trzeba poszukać i wyjść poza schemat bajek i baśni, które owszem, częstokroć są współczesnymi wymysłami i nie mają nic wspólnego z faktyczną tradycją danego regionu. Dlatego przed zakupem danej książki warto sprawdzić, co ona faktycznie zawiera.

    Co ciekawe, wiele zachowanych dawnych baśni zawdzięczamy niemieckim naukowcom i amatorom, którzy w XIX wieku jeździli i zbierali te wszystkie opowieści od chłopów.
  • Avatar
    Grisznak 4.11.2018 09:25
    Re: Legendy
    Komentarz do recenzji "Księżniczka Kaguya"
    Generalnie, historycy mają wątpliwości, czy można mówić o jakiejkolwiek konkretnej mitologii słowiańskiej – bo mitologia sugeruje jakiś usystematyzowany zbiór mitów, hierarchię bóstw, jak u Celtów, Skandynawów, Rzymian czy Greków. Zaś nawet w tych krajach, gdzie tradycja słowiańska nie została tak dokumentnie zniszczona jak w Polsce, nie zachowały się jakieś szczególnie doniosłe zabytki kultury materialnej czy literackiej, jeśli chodzi o przedchrześcijańskie wierzenia Słowian. Po prostu ta kultura została rozjechana zanim zdążyła osiągnąć poziom analogiczny do wspomnianych wcześniej.

    Problemem jest dodatkowo to, że w niektórych krajach (Ukraina, Serbia), władze popierają kreowanie takiej tradycji i nikomu nie przeszkadza, jak lokalna profesura radośnie wymyśla najróżniejsze bajki i mity (nierzadko opierając się na XVIII­‑XIX wiecznych fałszywkach), publikując je jako oficjalne odkrycia naukowe. U nas przez pewien czas robili tak komuniści, ale dali sobie spokój.
  • Avatar
    Grisznak 2.11.2018 09:04
    Komentarz do recenzji "Goblin Slayer"
    Wy chyba za mocno poszliście w interpretację tego czaru (chyba, że twórcy anime/fansuberzy skopali sprawę). On nie przenosi niczego nigdzie. On po prostu otwiera na chwilę przejście między dwoma miejscami. Facet sobie wymyślił, że na chwilę otworzy przejście do dna morza, z którego pierdyknie na chwilę strumień wody pod ogromnym ciśnieniem. Technicznie rzecz biorąc, on niczego nie przeniósł tym czarem, tylko otworzył na chwilę drzwi. Pomysłowe i logiczne. Jak czymś takimi zniszczyć planetę to ja nie wiem. Owszem, można w ten sposób zrobić sporo różnych świństw, ale ze względu nas krótki czas działania i ograniczoną powierzchnię, raczej nie przerzuci się tym asteroidy.

    Muru czy innego takiego przenieść się takim czarem nie da, gdyż żaden z tych przedmiotów przez „drzwi” czaru zwyczajnie nie przejdzie sam z siebie. Ale woda siknie, owszem.

    Generalnie, problem z magią teleportacyjną w fantasy polega najwyżej na tym, że nigdy nie jest określone, w jaki sposób mag ma dostęp do punktów docelowych. Tzn – czy musiał osobiście odwiedzić wcześniej miejsce, które chce odwiedzić, czy też wystarczy, że wie, gdzie się ono znajduje. Jeśli to drugie, to problemu nie widzę.
  • Avatar
    A
    Grisznak 13.05.2018 14:23
    Komentarz do recenzji "Fate/stay night: Heaven's Feel"
    Doskonała robota, ufotable pokazało nie pierwszy już raz, że ekranizacje twórczości Nasu wychodzą mu pierwszorzędnie. Bardzo dobrze oddany nastrój, wszystkie wątki wybrane jak trzeba, dzięki czemu można było się skupić na tym co najważniejsze, pomijając pewne oczywiste już dla widza kwestie.
  • Avatar
    Grisznak 9.05.2018 13:44
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Pokazać nie pokazano, ale połowa ekipy doznawała orgazmów na samą wzmiankę o nim (z Kongo na czele). Chyba już by lepiej było, jakby uczciwie zrobili go bohaterem.
  • Avatar
    A
    Grisznak 8.05.2018 09:57
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Niespodzianka sezonu? Chyba tak.

    Wszyscy się spodziewaliśmy moe panienek, które są koniolesbijkoidolkami i to tchnęło tak ostrym absurdem, że w założenia wielu przyjęło to anime jako kolejny wykwit japońskiego absurdu, który jednak nic konkretnie nie zaoferuje, poza może fazą. A tu niespodzianka, seria od samego początku jest w zasadzie pełnokrwistym anime sportowym, całkiem solidnie osadzonym w tych swoich „końskich” realiach i to bez ewidentnych przegięć (typu centaury w MonMusu czy Centaur no Nayami). Jak się przyjmie tę całą osobliwą konwencję to w zasadzie nie ma już dalej problemu, bo seria nie wyciąga z rękawa jakichś naprawdę ciężkich absurdów typu „Czy ta pani też ma takie narządy rodne jak ta chabeta tam?”.

    Wiarygodnie wypadają postacie – znowu niespodzianka, bo mimo całej tej rywalizacji, różnic itd. najbardziej wrogo nastawieni do siebie są tu trenerzy, nie same zawodniczki, które walczą ze sobą głównie na stadionie, ale prywatnie potrafią się kumplować. A propos trenerów – rzecz robiona na bazie gry tego konkretnego typu mogłaby sugerować, że trener będzie męskim self insertem, na którego lecieć będą prawie wszystkie panienki (casus Kantai Collection). A tu proszę – jest faktycznie trenerem (który, co więcej, faktycznie się przydaje, a nie robi za mało istotne tło) i tylko trenerem.

    Fanem sportówek nie jestem, bo zwykle mnie nudzą, więc i pewnie dlatego trudno mi to anime uczciwie oceniać. Ale trzeba przyznać, że podejście do tematu oraz wykonanie okazało się nadspodziewanie wręcz dobre. Cóż, może ten brak ciężkiej fazy ciut oraz wątków yuri mnie rozczarowały, ale ostatecznie dla większości będzie to raczej zmiana na plus.
  • Grisznak 22.04.2018 15:39:39 - komentarz usunięto
  • Avatar
    Grisznak 12.04.2018 21:45
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Patrząc na trzeci odcinek to mówienie o „chudzinkach” tak średnio w sumie ma sens.
    A klej robiono z kości, nie mięsa.
  • Avatar
    Grisznak 12.04.2018 21:23
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Wiesz, tak sobie wyobraziłem los konioidolek, które przestają się liczyć w rozgrywkach i jakoś tak nieodparcie kojarzyło mi się z losem Boksera z „Folwarku Zwierzęcego”.
  • Avatar
    Grisznak 12.04.2018 20:05
    Komentarz do recenzji "Uma Musume: Pretty Derby"
    Jakby chcieli pójść w serious drama, to pojawiłby się wątek kleju.
  • Avatar
    A
    Grisznak 7.02.2018 16:56
    Komentarz do recenzji "Fate/Extra: Last Encore"
    Zaskakująco dobre. Dalekie od wiernego odwzorowywania gry (i całe szczęście!), zrobione z polotem i fantazją, wyciągające z oryginału to, co dobre i dodające sporo shaftowego klimatu, który całkiem tu pasuje. Jestem na tak.
  • Avatar
    Grisznak 7.01.2018 13:01
    Komentarz do recenzji "Citrus"
    Ale to nie jest bezpośredniość. To jest uprzykrzanie komuś życia i dokuczanie – by nie rzec wprost, że molestowanie seksualne. Bezpośredniość to by była, gdyby one po prostu ze sobą porozmawiały i sobie wprost umiały powiedzieć co i jak. Ale obawiam się, że to już jest dla Japończyków mission impossible.

    Myślę, że powinieneś spróbować przeczytać „Iono The Fantatics” („wybranki jej wysokości” od Kotori). Tam masz bezpośredniość, niekiedy może też ciutkę natarczywą, ale bez takich odjazdów jak tu czy w Netzusou Trap.
  • Avatar
    Grisznak 7.01.2018 11:10
    Komentarz do recenzji "Citrus"
    A bo to odkrycie, że więźnia najlepiej przypilnuje inny więzień?
    No i stare japońskie powiedzenie o wbijaniu wystających gwoździ pasuje tu jak ulał.
  • Avatar
    A
    Grisznak 7.01.2018 10:31
    Komentarz do recenzji "Citrus"
    Cały pierwszy odcinek jednym słowem: @metoo

    Serio, jedną z rzeczy, których najbardziej nie lubię w yuri (a w zasadzie w jakichkolwiek romansach) jest rozpoczynanie takiego wątku od wymuszonych kontaktów fizycznych, czy to popularnego w romcomach wpadania nosem w majtki, cycki itd, czy też wprost wbijania komuś homoseksualizmu metodą doustną/odtylcową (niepotrzebne skreślić). Niestety tu zaczyna się podobnie – najpierw Mei na oczach całej szkoły funduje Yuzu klasyczne macanie (nie dziwi mnie, że nie wolno nosić tam komórek – jakby ktoś to nagrał i wrzucił do sieci, to szkoła miałaby przerąbane), a potem wymusza na niej pocałunek (ja wiem, chodzi o to, aby pokazać, jak jej źle, że jej chłopak ją do tego zmusza itd, ale na litość…).

    I tylko żal łapie, że zamiast tych co lepszych tytułów z gatunku ekranizuje się takie paździerze, pokazujące, że Japończycy zwyczajnie są emocjonalnymi analfabetami i nie potrafią ze sobą rozmawiać.

    A w temacie patologii – czy tylko mi się wydaje, że mamusia Yuzu po prostu złapała swojego sugar daddy, którzy rzuca jej kasę, zafundował córeczce utrzymanki naukę w elitarnej szkole, w zamian za to ma opiekunkę dla swojej córki?