x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Za dużo, za długo
Subaru jest tak niesamowicie irytującą postacią, że jedyne co mi przychodzi do głowy, to porównanie go do Asty z Black Clover. Z resztą ta goth‑loli tak samo. I jak praktycznie każda inna postać. Za dużo tutaj „wyrazistości” w jednym garze.
Rysunki też są takie sobie. W sensie, znowu – za dużo tego samego. Co druga postać wygląda jak identyczna osoba z inną peruką i innymi ciuchami. Zdaję sobie sprawę, że w serii, gdzie na ekranie przewija się w ciągu jednego odcinka 70 różnych osobistości i każda ma jakieś znaczenie dla fabuły, ciężko stworzyć taką ilość oryginalnych modeli.
Długość odcinka. Zdecydowanie nie miałem siły chapnąć 1,5h na raz. Nie wiem, na ile to wina seansu Kimi ni Todoke, a na ile samego Re:Zero, ale tak czy siak – strasznie się męczyłem.
Moim największym problemem jest chyba to, że jeżeli chce się oglądać taką tasiemcowatą, mocno nabitą fabułą serię, to albo trzeba znać pierwowzór, albo zrobić sobie samemu recap. Czas, jaki dzieli poszczególne sezony między sobą również nie pomaga. Chociaż KonoSuba też przecież jest tasiemcem, też miała dość długi okres przerwy między emisjami, ale nie czułem się tak obco wchodząc w nowy sezon.
Obejrzę może jeszcze z 2 odcinki (bo końcówka to było mocne „aha”), ale chyba nie jestem targetem tej serii.
Strasznie mi się podoba idea tego krótkiego formatu. Zwięzła historia, na której autor mógł się skupić w 100%, bez niepotrzebnych wątków pobocznych. Brakuje mi w sezonie tego typu opowieści, z takim warsztatem, w pełnej oprawie. Wielka szkoda, że przemysł anime nie jest zainteresowany krótszymi formatami. Może to by też przekonało autorów/edytorów/wydawców mang do tego, żeby tworzyć spójne twory, a nie potworki, które z początku zachęcają czytelnika, a jeżeli okażą się hitem, to wplata się do nich tonę niepotrzebnego i oklepanego crapu, byleby przedłużyć żywotność tytułu.
Re: Zakręciło.
Dużym minusem natomiast jest długość odcinków. Nic odkrywczego tutaj nie napiszę, bo nie ma po co. 20 minutowe odcinki mniej męczą (szczególnie przy takiej ilości cukru na ekranie) i można na nie łatwiej znaleźć czas w ciągu dnia. A takie samodzielne przerywanie seansu jest meh.
No i poza tym co, stary, dobry, szkolny romans z toną cukru i szczyptą dramy. Jak ktoś lubi pierwsze dwa sezony Kimi nie Todoke, to nie widzę powodu, dla którego miałby nie lubić i tego.
Re: Smutne to co piszesz aczkolwiek spoilerów nie otwieram
Nie wiem jak AoT się skończyło, bo nigdy nie śledziłem, więc nie porównam. OnK nie jest tak absurdalne jak Kaguya ( kliknij: ukryte Papagane wyskakujący z helikopterem xD), ale na swój sposób też jest meh. Chociaż ostatecznych pomiarów poziomu absurdu jeszcze bym nie wykonywał, bo z rozdziału na rozdział mam coraz większe wątpliwości, co do chęci autora zakończenia tego w sposób zgrabny, a nie szybki.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika Klemens
I przewidywalność, szczególnie widoczna w ostatnich rozdziałach.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika Klemens
kliknij: ukryte 1. Zagubienie się we własnej historii, przez co dochodzi coraz częściej do retconów i coraz większych niedopatrzeń, np. skąd Aqua wiedział o innych zabójstwach Kamakiego, my, jako wszechwiedzący obserwatorzy mamy oczywiście wgląd w całość historii, ale Aqua takim obserwatorem nie jest, dla niego i Ruby jedynym złem jaki Kamiki zrobił, to pośrednio doprowadził do śmierci Ai i nic więcej, to dlaczego z jego wypowiedzi idzie wywnioskować, że wie on o innych jego przewinieniach; inny przykład postaci zabójcy Ai, który został przedstawiony najpierw jako „typowy” psychofan uważający, że jego oshi nie może się z nikim umawiać, zretconowany do postaci insidera, który nagle wiedział dokładnie jak wyglądają relacje pomiędzy Ai a Nino, samemu umawiając się z Nino i w magiczny sposób popadł on w zazdrość, bez większego powodu do tego stopnia, że postanowił zabić Ai; osobiście uważam to za strasznie naciągane i wolałem pierwszą wersję wydarzeń, była bardziej realistyczna, jednak ten retcon był konieczny, gdyż:
2. Przekombinowano główny wątek – główny złol serii był tutaj zmieniany chyba już z 5 albo 6 razy, z czego z 4 na przestrzeni ostatnich KILKU rozdziałów – wynika to z:
3. Strasznego przyspieszenia tempa; wydarzenia, które mają aktualnie miejsce na początku historii byłyby ze spokojem rozpisane na kilka osobny arców, a teraz dzieją się one tak szybko, że czasami nawet jeden chapter zawiera więcej informacji, niż całe początkowe wątki, przez co praktycznie cała pierwsza część historii staje się zwyczajnie nieistotna; a jak już o nieistotności mowa, to:
4. Rozwiązywanie wątków w sposób (i tutaj nie wiem jakiego słowa mógłbym użyć, postaram się dokładniej opisać) nieistotny- co mam na myśli – np. jednym z wątków w historii była poniekąd reinkarnacja doktorka i jego chorej pacjentki, temat był nie ruszany aż do momentu, w którym, cóż, był poruszony, ba, był nawet rozwiązany, miał on swój punkt kulminacyjny, iiii… nic, kompletnie nic z tego nie wynika, zdawałoby się, że coś, co powinno mieć GIGANTYCZNY wpływ na Ruby/Sarinę, tak naprawdę gubi się w gąszczu innych wątków, a propos;
5. Wprowadzenie zbyt dużej liczby wątków/postaci pobocznych – nawiązując do wcześniejszego punktu, po co tutaj był wątek matki Sariny, po co nagle robić z Ruby Aque 2.0, po co kompletnie zmieniać jej postać, po co do wątku filmu wrzucać postać Frill i jakąś głupią rywalizację między nimi, co tak naprawdę wprowadził wątek filmu, trwający kilkadziesiąt rozdziałów, poza tym, że przedstawił nam postać Nino, wątek Hikaru tak naprawdę się tam nie rozwiązał, a to miało być właśnie clue tego filmu, równie dobrze postać Nino mogła być wrzucona kompletnie z czapy, jak ta dziewczyna kruk (która też nie wiadomo po co jest póki co) czy Ichigo, jakoś wcześniej Aka nie miał problemów dorzucać nowych postaci do historii, bo mu tak pasowało, po co dorzucać wątek romansu między Kanną a Aquą, i znowu:
6. Pomniejsze, ale coraz częstsze głupoty postaci – kto wpadł na pomysł, żeby narażać Akane na możliwość zostania dźgniętą nożem, dlaczego Aqua, który przecież nie osiągnął swojego celu, jakim cudem żona Ichigo nie potrafiła go znaleźć przez te wszystkie lata, pracując w show‑bizie, a Ruby i Aqua znaleźli go za pstryknięciem palca, co takiego zmieniło się u Aquy, który przecież ewidentnie nie osiągnął swojego celu, że zaczyna on myśleć o romansach, kiedy przez całe swoje życie nie potrafił myśleć o niczym innym, jak o zemście, a teraz, kiedy jest jej blisko jak nigdy, zaczyna się zachowywać jak normalny nastolatek; takich pomniejszych głupot przez ostatnie rozdziały zrobiło się zdecydowanie więcej.
I praktycznie to wszystko wiąże się z postacią Hikaru. Dlatego też piszę, że ten powolny upadek zaczyna się wraz z jego przedstawieniem na ekranie. Z początku tego nie zobaczymy, historia mniej lub bardziej będzie się trzymała kupy, ale im dalej ona zajdzie, tym głębiej zacznie kopać, przy okazji podkopując swoje fundamenty, kompletnie o nich zapominając.
Może też trochę wyolbrzymiam, bo to nie tak, że Oshi no Ko staje się nagle historią, której nie da się zobaczyć, nie. Ale z czegoś, co ze spokojem mogłoby mieć oceny na poziomie 9 albo nawet 10/10 i przebić Kaguye, staje się opowieścią 7/10 i bez perspektyw na poprawę stanu rzeczy.
Nie mówię, że Aka tego nie doprowadzi do jakiegoś super finału. Może nagle jak Małysz, wybije się z progu i poleci 102 metry, bijąc rekordy. Ale patrząc na to, jak wyglądała Kaguya pod koniec, oraz jak całościowo przedstawia się Renai Daikou, to mam mocne podstawy, żeby wątpić w jakiś nagły przebłysk geniuszu.
A co do Renai Daikou to mam swoją teorię, że to właśnie przez ten tytuł Aka podupadł. Podobno miał on dość spore problemy, żeby ktoś to opublikował i był strasznie załamany, jak mu podziękowano za ten tytuł. I dziwnym zbiegiem okoliczności, poziom Oshi no Ko zaliczył dwa znaczące upadki jakości historii – pierwszy, mniejszy, kiedy Renai Daikou zaczęło wychodzić i drugi, większy, który trwa aż do tej pory, po tym, jak przymusowo zakończono publikację tej mangi. Przypadek? Pewnie tak. Ale ja tam lubię takie małe teorie spiskowe.
Mam nadzieję, że opisałem wszystko w miarę zrozumiale, jak nie, postaram się wytłumaczyć.
22
Ehhh, Aka, Aka, coś ty dobrego narobił z tą serią… Wielka szkoda, że w porównaniu do Kaguyi tutaj nie ma takiego bezpiecznika, na którym twórcy mogliby się zatrzymać, bez jakiegoś większego uszczerbku na historii. Jak się nie zatrzymają, to kaplica, wilczy bilet, a jak się zatrzymają, to będzie hejt, bo ewidentnie będzie widać, że opowieść została urwana w połowie.
10
Re: Koniec...?
Drugi sezon wyjdzie już na wiosnę 2025. Informacja z twittera Hiny Youmiyi, seiyuu Osanai Yuki.
Teraz ta ostatnia scena ma sens.
Koniec...?
Co do samej bajki, to ostatni akt historii strasznie popsuł mi jej odbiór. Jestem w stanie zrozumieć to przekombinowanie i ogólnie edgy charakter głównych bohaterów, jako mniej przerysowane przedstawienie syndromu gimbusa (w porównaniu chociażby do Rikki z Chuunibyou), ale to, do czego posunęła się Osanai pod koniec i jak szybko, z jaką wręcz łatwością Kobato to wszystko rozwiązał, jest już z lekka przesadą.
Wiem, komu mogę to polecić. Komuś, kto lubi obejrzeć graficzne fajerwerki i ma kompletnie, TOTALNIE wywalone w każdy inny aspekt anime. Ktoś, komu chociażby minimalnie zależy na czymkolwiek innym – obawiam się, że się odbije, albo obejrzy i będzie bardzo skołowany i niezadowolony z poświęcenia swojego czasu.
7
I muszę przyznać, jednocześnie jestem zaskoczony i kompletnie niezaskoczony na raz. Niezaskoczony tym, jak potoczy się dalej historia, natomiast zaskoczony kompletnie, jak świetnie autorowi powieści i twórcom anime udało się mnie „zaprogramować”, żebym na podstawie kilku tak prostych, wręcz banalnych i niepowiązanych ze sobą historii, potrafił nie tylko przewidzieć dalszą fabułę, ale też potrafić się nią ciszyć.
Re: Adaptacja która nie tylko nie psuje ale wiele dodaje to skarb.
Natomiast nawiązując jeszcze do aktualnych wydarzeń, które mają miejsce w mandze, to skwituje to tak – liczę, że anime dostanie oryginalne zakończenie, albo chociaż nie pociągnie niektórych wątków. Aka zdecydowanie przekombinował i to, co się teraz dzieje w mandze jest… no cóż, po prostu jest. Nie wiem, czy to on się wypalił (co jest opcją, bo jego nowy tytuł, Renai Daikou, był na tyle słaby, że spotkał się z bezlitosnym toporem, tj. dostał tzw. „axa”), czy ma gorszą chwilę, ale historia straciła swój urok. Zrobiła się ona strasznie nielogiczna, do bólu przewidywalna, sztampowa i przeciągana na siłę – po prostu wieje nudą.
Byłoby wielką szkodą, gdyby studio i ogólnie ta adaptacja dostały po dupie przez słabszą chwilę swojego „ojca”. Może i przejmuje się na zapas, ale początki tegoż spadku jakości, będą widocznie już w potencjalnym następnym sezonie, tak więc… No trochę się obawiam o przyszłość tej serii.
Jak to się mówi po angielsku? Let them cook? No to ktoś to chyba overcooked tę opowieść. I to ostro overcooked.
Re: Po 5 odcinku
Po 5 odcinku
Ogólnie odcinek ociekał wręcz napięciem i wcale nie można było się spodziewać, jakie będą następne wydarzenia, minuta po minucie. Aaaaaaani przez sekundę nie przeszła mi przez głowę myśl, że kliknij: ukryte Bam będzie miał najwyższy wynik, normalnie takie zaskoczenie, że nie wiedziałem, czy nie spadnę z krzesła, takiego szoku doznałem.
Litości, ta bajka jest kompletnie beznadziejna. Aż chwyciłem webtoona, żeby zobaczyć, co mnie ominie jak skipnę i podsumuję to jeszcze większym „XD” niż na początku.
Nie wiem, osobiście za Chiny Ludowe nie byłbym w stanie polecić tego nikomu. Historia to jakiś żart, a jeżeli ktoś chce obejrzeć ładne obrazki, to naprawdę, akurat w tym sezonie nie brakuje anime ze świetną oprawą wizualną.
Dopiero teraz też zorientowałem się, że jest to tasiemiec na ponad 600 rozdziałów i naprawdę nie wiem kto wpadł na pomysł, żeby próbować to dalej animować po pierwszym sezonie.
Nadal nie wiem o co chodzi w tej serii i powoli zaczynam mieć wrażenie, że jak się nie obejrzę całej serii, to się nie dowiem. Pytaniem jest, czy ładnymi obrazkami i dopieszczoną animacją ruchu dłoni autorzy będą w stanie zatrzymać widzów przed ekranem. Mówiąc w swoim imieniu – raczej wątpię, bo już się złapałem na skipowaniu fragmentów, a to dopiero drugi odcinek.