x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Odcinek 8 - przepraszam, co?
W sumie cała moja wypowiedź będzie jednym wielkim spoilerem, więc wrzucę w spoiler całość.
kliknij: ukryte
tl;dr – Dużo wytłumaczą następne 2‑3 odcinki.
No jak. Przecież walki tam toczyły się już od dłuższego czasu. Jego syn zginął tam (z tego co pamiętam) miesiące, jeżeli nie lata temu (to chyba będzie powiedziane w późniejszych odcinkach, o ile już nie było, chociaż czort wie, może to pominęli). Hrabia wiedział o tym, kto prowadzi atak. Wiedział też, że miasto jest chronione przez barierę, ale nie wie, jak długo ona wytrzyma, stąd były ataki na Aurę. A ta armia ciemności? To też będzie wytłumaczone w późniejszych odcinkach, ale jej armia składa się głównie z poległych żołnierzy, którzy są z tegoż miasta. Nie było raportów, bo Aura wcześniej zapewne podróżowała wyłącznie z tymi kilkoma demonami, które widzimy w pokojowym konwoju.
Tutaj jest kolejny problem. Miejsce, w którym się znajdują, czyli ten Płaskowyż Północny, nie posiada stricte „stolicy”, jest to obszar, w którym występują mniejsze i większe miasta, ale są one ze sobą luźno powiązane handlem, niektóre może paktami o współpracy wojskowej, ale nic więcej. To nie jest państwo. A co do magów – owszem, istnieje coś w stylu „akademii”, która trzyma pieczę nad np. nadawaniem magom tytułów, które są powszechnie uznawane w każdym mieście w tej krainie, ale nie jest to instytucja, która odpowiada za porządek wśród tej krainy. Owszem, rozsyłają oni magów tu i ówdzie, później, dużo później, zostanie nam przedstawiony chociażby mag, który jest czymś w stylu kapitana północnych oddziałów magów, który walczył z pozostałościami armii Maou, natomiast, co anime chyba zdążyło już przekazać, magia nie działa w taki sposób, w jaki większość ludzi sobie to wyobraża. Nie ma jakiegoś magicznego sposobu, żeby nadać informację do tegoż miasta. Ktoś musi im tą potrzebę pomocy zgłosić osobiście. A że miasto jest odcięte od drogi, przez którą należałoby się udać, żeby taką pomoc uzyskać (przez Aurę), to mają problem. Plus, nie w każdym mieście stacjonuje silny mag. A nawet zakładając, że jakaś osoba zarządzająca tym wszystkim dowie się, że potrzebna jest pomoc… No to nie bądźmy pewni, że tą pomoc wyśle. Mowa tutaj o Aurze – demonie, którego sama Frieren (ona na serio jest silna i każdy kto ją zna wie o tym doskonale, to nie jest wyłącznie czcze gadanie na potrzeby dramatyzmu odcinka) nie mogła pokonać (o tym również będzie w następnych odcinkach), więc wysyłanie zwykłego maga jest równoznaczne z posłaniem go na prawie pewną śmierć. A osoba, która tym wszystkim zarządza, jest… dość ekscentryczna, mówiąc delikatnie.
No otóż nie wiedział. Wiedział, że Aura jest silna. To też zostało już w mniejszym, bądź większym stopniu przekazane, aczkolwiek o dziwo – ludzie nie mają zbytniego pojęcia o demonach. O ich sile, o tym jak działają, jakie są ich cele itp. Większość z nich nie spotkała i nie spotka takiego demona w swoim życiu nigdy. Tak jak mówię – Graf wiedział, że Aura jest silna, bo w końcu była ona bezpośrednią podwładną samego Maou, natomiast nie wiedział też jak silna. Gdyby tylko to wiedział, nie wysyłał by żołnierzy na pewną śmierć, dając jej dodatkową siłę w postaci armii. I tak samo z pozostałymi demonami. Wiedział, że jakąś tam siłę mają, ale jaką? Nie mógł się spodziewać, że będą oni tak silni, bo nie ma żadnego doświadczenia z demonami.
No i tutaj dochodzimy do rzeczy, którą ktoś kupuje, albo nie. Stark był wychowany przez Eisena i założenie jest takie, że potrafi on wyczuć, z jak silnym przeciwnikiem ma do czynienia – tak samo jak Eisen. Poza tym, jest on chłopakiem skromnym i niezbyt pewnym siebie. A jego strach w sumie jest po części tylko „zabiegiem”, który ma nam, przeciętnemu widzowi, pokazać, że właśnie demony z którymi bohaterowie mają do czynienia, są o wiele potężniejsze, niż jakiś tam smok.
I to jest właśnie ta rzecz, którą albo ktoś kupuje, albo nie. Ta umiejętność wykrywania siły przeciwnika.
W następnych odcinkach zostanie nam przedstawiona kwantytatywna metoda (mówi się tak w ogóle?) pokazania siły przeciwnika. Może on to właśnie wyczuwa? Tylko tutaj pojawi się inne pytanie – dlaczego Fern tego nie wyczuła? Dlaczego ona się nie bała? W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałem i średnio pamiętam dokładnie, o czym będą toczyć się rozmowy. Może będzie coś więcej wytłumaczone.
Re: średniak
Po czym z czasem postaci trochę rozwinęły skrzydła, pojawiła się jakaś dramka i tak mi się zostało.
Jak widać, anime nie zamierza zrywać z tym trendem i nie robi kompletnie nic, żeby można było je polubić. Współczuję autorowi, bo pomimo swoich początkowych niechęci, pry mandze nadal jestem, a i zamierzam rzucić okiem na powieść. Obawiam się natomiast, że przeciętny widz anime nie ma tyle czasu i nerwów, żeby oglądać coś, co od początku daje do zrozumienia, że jest sztampowym chłamem – nawet jeżeli dalej jest to solidna historia.
Animacja jest paskudna, zdarza się, że obiekty latają po ekranie bez ładu i składu, co tylko utrudnia widzowi wczucie się w historię – wszak ciężko zrozumieć co zabolało główną bohaterkę, kiedy została trafiona gumową piłką dla dzieci w bark. Prawdopodobnie miała być trafiona w inną część ciała, no ale tak zdecydowano zanimować piłeczkę. A, no właśnie, piłeczkę. Kto ćwiczy grę w siatkówkę gumową piłką dla dzieci? Przecież to zwieje pierwszy lepszy podmuch wiatru. Ktoś tu wyciągnął złą ścieżkę dźwiękową ze stocka.
Wcześniej w komentarzach wspomniano o animacji ust – ja od siebie tutaj dodam, że to nie jedyny aspekt na którym szczędzono, również dopasowanie podkładu głosowego do ruchu ust często i gęsto nie ma sensu. Postać rusza ustami, natomiast w tle cisza. Postać mówi, a usta zostają otwarte. Albo zamknięte, zależy.
Nie za bardzo rozumiem też zachowania dziadka, jak już wcześniej wspomniano – czy czasem w strukturach yakuzy nie panuje jakaś chora hierarchia, gdzie za takie czyny, jakie ten bishonen odwala, pływałby już na dnie jakiejś zatoki w betonowych bucikach? Twoja jedyna wnuczka, która straciła rodziców, jest dosłownie molestowana przez Twojego podwładnego xD Kto normalny by na coś takiego pozwolił? xD To się kupy nie trzyma.
Poza tym, od siebie dodam, że mam już po dziurki w nosie pokazywania yakuzy jako pięknych, romantycznych chłopców, którzy za wszelką cenę będą bronić ukochanej osoby swojego szefa (i przy okazji z nią – oczywiście – romansować). No ja pierniczę, to są gangsterzy! Morderstwa, porwania, kradzieże, wyłudzanie haraczy, handel nielegalnym towarem, narkotykami, handel ludźmi, prostytucja, stręczycielstwo, sutenerstwo – to jest chleb powszedni takich osób.
Zdecydowanie seria nie warta uwagi, kolejny chłam, którego nikt nie będzie pamiętał po wyemitowaniu ostatniego odcinka. Albo i wcześniej, jeżeli tak jak ja, przestanie oglądać już dziś.
PS. Na miłość boską, co jest z oczami tych postaci?! Dlaczego oni mają wklęsłe albo trójkątne gałki oczne?! Do okulisty w trybie pilnym.
Re: Po trzech odcinkach - bardzo dobre. Czy będzie wybitne?
Polecam się zapoznać, majstersztyk.
Trochę szkoda mi tego openingu, Yoasobi mogli trochę bardziej popłynąć, ale może stawiam za duże wymagania po Oshi no Ko.
Nawet nie boję się, że seria nie dostanie następnego sezonu, bo już wiadomo, że dostanie, a będzie on potrzebny i to bardzo, bo tempo rozwoju historii jest… Cóż… No jest jakie jest. Ale taki już urok tej opowieści. Oby tylko manga nie ucierpiała na tym w znaczący sposób, bo jeżeli jej poziom spadnie ze względu na anime, to będę bardzo zawiedziony.
Re: 3
kliknij: ukryte Od pierwszego rozdziału wiemy, że Komura jest zawstydzony kontaktem z dziewczyną, a kilka rozdziałów później wiemy, że Komura podkochuje się w Mie. Ergo, dowiadujemy się tego realtywnie szybko, zgoda.
Tylko tutaj właśnie chodzi mi o tą małą różnicę – gdzie w anime Komura z grubej rury wjeżdża z tekstem „KOCHAM MIE”, co jest (z tego co pamiętam) jednymi z pierwszych jego słów, a w mandze, może i czytelnik zdaje sobie sprawę z uczuć Komury, ale to właśnie on z nich tejże sprawy sobie nie zdaje. Bo jest dzieckiem. Bo to jego pierwsza miłość. Bo jest niedojrzały. I tak cała „przygoda” z odkrywaniem swoich uczuć jest, moim zdaniem, motorem napędowym humoru w początkowych rozdziałach mangi. I ten właśnie motor napędowy został kompletnie zabity poprzez jasne osadzenie całości fabuły w świetle jego ugruntowanych już uczuć.
Ta sama scenka będzie miała zupełnie inny wydźwięk, gdy postać od początku zna swoje uczucia, niż gdyby je dopiero odkrywała. O co mi chodzi – Komura jako postać w anime jest po prostu nudny, bo każda scenka kończy się tą samą „puentą” – Mie kawaii, suki desu. To jest męczące. Gdyby ta sama scenka zakończyła się tylko zawstydzeniem, jakimś rumieńcem, może jakąś dziwną miną, brakiem reakcji, oszołomieniem, cokolwiek – w ten prymitywny sposób można przekazać rozwój postaci. Ale idealnie to pasuje do tego, że jest to miłość dzieci, więc logiczne, że będzie prymitywna w oczach dojrzalszego widza. I moim zdaniem jest to lepsze, niż „Mie suki desu” podsumowujące dosłownie wszystko, co ma miejsce w anime.
Odszedłem trochę od tematu. Tak, założenie początkowe w mandze jest takie samo – Komura kocha Mie. Tylko w mandze widać rozwój tego uczucia w jakikolwiek sposób. I to pozwala na mniejsze zmęczenie materiału. W anime tego nie ma, anime od początku wali liścia widzowi, tu masz założenia, tu masz śmieszne scenki, śmiej się z nich albo spadaj. Romansu równie dobrze mogłoby tutaj nie być. A kto wie, może miałoby to lepszy wpływ na odbiór tego badziewia – przynajmniej w moim przypadku.
Swoją drogą, wspominałem już, jak irytujące jest, jak w anime mamy do czynienia z całym miksem modeli postaci? Widać, że zespół nie mógł się zdecydować, który styl postaci wybrać (w mandze są 2 style), więc zamiast wybrać jeden albo jakoś połączyć je ze sobą, to seria żongluje tymi stylami? Kolejna porażka ze strony reżyserii.
Re: Potencjalne spoilery na fb
Re: Potencjalne spoilery na fb
Wiem natomiast, że od początku aktualnego arcu manga zaczęła zachowywać się dokładnie tak samo jak było z Kaguyą – time‑skipy, dopowiadanie ważnych fabularnie wydarzeń za pomocą narratora, zgrabne omijanie mniej ważnych wątków, rushowanie historii – to wszystko już widzieliśmy. I zgrywa to się idealnie z momentem rozpoczęcia nowego projektu, w którym Aka bierze udział. Tak samo jak było z Kaguyą i Oshi no Ko.
Re: Potencjalne spoilery na fb
3
kliknij: ukryte Tła kompletnie nie pasują do charakteru anime, animacja jest co najmniej dziwna i tak samo nie pasuje do romansu (bardziej do jakiegoś akcyjniaka), projekty postaci są tragiczne, ogólny poziom grafiki spadł drastycznie, pomimo że jest to dopiero 3 odcinek (nie, żeby był wysoki od samego początku).
Reżyseria serii leży i kwiczy – postać Komury jest kompletną karykaturą, swego rodzaju memem, który w jednej postaci zawiera chyba wszystkie możliwe negatywne cechy i złe skojarzenia dzisiejszego „kanonu” MC romansów. Seiyuu Komury został dobrany na 90% po znajomości i na 10% z łapanki. Nie uwierzę, że ktokolwiek, kto przeczytał mangę mógł wpaść na pomysł, że „TAK, TEN CZŁOWIEK I TEN GŁOS IDEALNIE ODDAJĄ UCZUCIA SKONSTERNOWANEGO NASTOLATKA, KTÓRY POWOLI ZAKOCHUJE SIĘ PIERWSZY RAZ W SWOIM ŻYCIU!”. No chyba, że osoby odpowiedzialne za dobór głosów nie czytały mangi, istnieje też takie duże prawdopodobieństwo. Głos tejże postaci irytuje mnie bardziej, niż głos Asty z Black Clover, a to duży wyczyn. Z postaci Mie zrobiono kompletną idiotkę, nic więcej tutaj nie można dodać.
Manga toczy się zupełnie innym tempem. To, co w mandze zajmuje 2 strony i czyta się parę sekund, my jesteśmy zmuszeni oglądać minuty. Tempo serii i nacisk na poszczególne sceny kompletnie nie ma sensu. Jest to kolejna rzecz, która pozwala mi przypuszczać, że osoby odpowiedzialne za adaptację w ogóle nie przeczytały mangi albo tylko pobieżnie przejrzały pierwsze kilka rozdziałów. Bo gdyby przejrzeli chociażby kawałek dalej, to zauważyliby, że seria nie opiera się później wyłącznie na żarcie „Mie znowu zapomniała okularów, co ciekawego się dzisiaj przydarzy?”. Nie, twórcy ze spokojem mogli od samego początku przeplatać inne wątki, co dałoby widzowi odetchnąć trochę od wałkowania tego samego schematu, wszak trzeba przyznać – taki format żartów (a właściwie żartu) nie nadaje się kompletnie na ekrany telewizorów. I nie powinno im za bardzo to przeszkadzać, skoro od samiutkiego początku stwierdzili, że łamią pierwotne założenia mangi i z grubej rury wjeżdżają ze stwierdzeniem „Komura kocha Mie”. Dlaczego tego nie zrobiono? Nie wiem, choć się domyślam.
A, czy wspomniałem również, że samo to założenie, to kolejny pokaz braku wiedzy twórców co oni tak właściwie adaptują? Bo tam te uczucia rozwijają się powoli, przez co seria daje czytelnikowi vibe „Komura jest zawstydzony tym, jak bardzo jakaś kompletnie obca mu dziewczyna przybliża się do niego, ale hej, w sumie to…”, co jest zwyczajnie normalne dla chłopaka w jego wieku, a nie vibe, jaki serwuje nam anime „Komura jest simpem i creepem, który pewnie po tym, jak Mie go dotknęła, patyczkiem wytarł to miejsce, żeby zachować na zawsze sebum swojej miłości”. Przez to postać Komury jest moim zdaniem największym minusem tej serii, jest kompletnie obrzydzająca i niesmaczna.
Podsumowując – odnoszę silne wrażenie, że doszło tutaj do jednego wielkiego nieporozumienia w każdym możliwym punkcie tego wielkiego łańcucha tworzenia anime, a największym błędem było na 100% wybranie studia GoHands jako tego, które miało zająć się tą serią. Mocno współczuję twórcy, że musi obserwować, jak jego całkiem przyjemne dzieło zostaje tak kaleczone. Owszem, może nie jest to manga wysokich lotów, ale na pewno nie zasłużyła na taki los.
No, to się wyżyłem i z czystym sercem mogę dać 1 i porzucić to guano.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika weiter
Re: Everything all at once
Re: Everything all at once
Mówiłem, że historia jest zbyt chaotycznie przedstawiona!
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika Klemens
W mandze kliknij: ukryte morderstwo, którego dokonał Junichi i jego ucieczka z synem były dla mnie szokujące i naprawdę zrobiły na mnie wrażenie. W anime? Ta scena była taka… meh.
W mandze kliknij: ukryte zaakceptowanie Ohmy przez Mimihime było elementem, o którym pewnie bym zapomniał, gdyby nie to, że w tej scenie dowiedzieliśmy się, że kliknij: ukryte jednym z poznanych wcześniej Hiruko, które zahipnotyzowało Kiruko była właśnie Ohma . W anime? Prawie sam się popłakałem, jak to zobaczyłem.
Ciekawe doświadczenie, widzieć dokładnie to samo, ale jednak odczuwać zupełnie inne emocje.