x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
...jak można podwyższyć 10/10? Tu wszystko tak idealnie spasowało, że i bez tego dałbym 11/10, gdybym tylko mógł. Fabuła ciekawa, motyw połączenia tych bohaterów przez Heartseed'a oryginalny, jedne z lepszych relacji międzyludzkich w okruchach życia jakie widziałem – no spoko, ale to są znamiona DOBREJ produkcji, a nie genialnej. I właśnie – dlaczego to jest takie dobre? kliknij: ukryte Nawet to, że Taichi wybrał Inabe zamiast Iori przyjąłem jako coś normalnego, gdyż rozumiałem jakie uczucia nim kierowały! W życiu jeszcze nie zaakceptowałem tego, że główny bohater wybrał inną chorągiewkę niż ta, którą ja mu pisałem od początku serii! Liczę, że ktoś mi odpowie na moje pytanie, bo trapić mnie ono chyba będzie do końca życia…
No i oczywiście 10/10.
Re: Nie cierpię czegoś takiego
Re: Zniechęcenie
Zniechęcenie
Re: Nie cierpię czegoś takiego
Re: Nie cierpię czegoś takiego
I to mnie właśnie tak irytuje. I to miałem na myśli pisząc te wszystkie moje komentarze :)
Re: Nie cierpię czegoś takiego
Mówisz – masz. Moderacja
Re: będzie też live action
Ja rozumiem, że globalizacja itp, no ale bez przesady…
Co do samej produkcji – lekkie, przyjemne, takie w sam raz na popołudnie, pomiędzy nauką – na odstresowanie. Co do bohaterów, to nie będę się wiele wypowiadać, bo najpierw obejrzałem anime, a później sięgnąłem po mangę, więc nie mnie oceniać jak oni wypadli w serii TV, bo tych z pierwowzoru widzę przez pryzmat anime. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że Makita denerwuje mnie w obu przypadkach, Kou nie jest typem bohatera, za którymi przepadam, ale moim zdaniem seiyuu i graficy dali radę w wyratowaniu tego 'przeżyłem coś ciężkiego, więc się zamknę, całkowicie zmienię, obrażę na świat, jednocześnie zostając takim jak byłem w głębi duszy' bohatera. Kominato to typ bohatera, któremu nie wiele potrzeba, żeby go polubić, stąd pewnie tak mało czasu antenowego ma. Już wspominałem o Murao – jej animowana wersja jest po prostu brzydka na tle tej z mangi, ale ogółem postać tajemnicza. Na siłę, bo na siłę, ale jednak. No i Futaba. Ciężko coś o niej powiedzieć, bo to po prostu typowa nastolatka, która 'coś przeszła' w życiu i zgaduję, że całą serię będzie próbowała uwieść Kou (nie patrzę na mangę w tym przypadku).
Osobiście liczę, że nie zakończą tej przygody szybko i wypuszczą drugi sezon, bo będzie mi strasznie przykro, jak zakończą to na siłę. Chociaż jak wiemy – nie ma kasy, nie ma produkcji… Tak więc kupować ludzie DVD, kupować! Liczę na was!
Re: ep9
Co do tego 'kocham', to nie będę się kłócić – każdy ma swoje zdanie, a jednoznaczne określenie definicji tego słowa nie jest możliwe. Jednak dla mnie jest ono zarezerwowane dla ścisłej grupy osób, stąd nie mogę pojąć waszego punktu widzenia. Albo inaczej – rozumiem je, ale nie potrafię przyjąć do świadomości tego faktu, że można kogoś 'kochać jak kogoś'. Dla mnie 'kochać' to 'kochać' i tyle.
Informacja dla osób narzekających na realizm tej serii – na co liczyliście? :D To ma być po prostu seria o przyjaźni, wspólnej pasji, szkolnych przygodach, z lekkim charakterem dramatu, okraszona tonami cukru, kremu waniliowego, lukru, a na to wszystko jeszcze kolejna tona cukru. Jak dla mnie wszystkie te wady tej serii są tak 'zgrabnie' przykryte ów słodkością, że moim zdaniem nie ma co narzekać. Mocne 8/10, za ów słodkość.
Re: 8
Re: 8
Re: Ach, ta cnotliwa Futaba :)
Tak, akcja z pośrednim pocałunkiem była co najmniej żenująco przesadzona – nie spotkałem nikogo, kto by tak reagował.
Re: Ach, ta cnotliwa Futaba :)
Nie cierpię czegoś takiego
Najbliższe dwa odcinki widzę tak:
-przybycie 'Sił Ratunkowych Kanekiego' do dzielnicy 11,
-wkroczenie Aogiri Tree
-walka z Aogiri Tree
-pomoc CCG naszym ukochanym ghoulom
-walka Touki z jej bratem (ona wygrywa, bo w końcu wątek romantyczny musi być z Kanekim poprowadzony do końca),
-walka Kanekiego z Jasonem, gdzie ten pierwszy będzie sromotnie przegrywał,
-akceptacja i całkowita kontrola mocy Rize przez Kanekiego
-pokonanie Jasona przez Kanekiego i Juuzou (który w pewnym momencie dołączy do walki), wszyscy stają się szczęśliwi, wszyscy się akceptują, tolerują, pomagają, jest balanga, szał, ogółem kraina mlekiem i miodem płynąca – tzw. Happy End
-wyznanie miłosne Touki względem Kanekiego, oraz przywrócenie go do stanu normalnego przez ukochaną i Happy End[1]
Nie zapominajmy również o tym, że z paplaniny, która będzie wstawiona pomiędzy walkami, (czyli tym, co najbardziej w tej serii widowiskowe) będzie można zrobić spokojnie z 1,5 odcinka. Może przesadzam, ale spokojnie mogę powiedzieć, że w 70% mam rację i nie sposób z tym się kłócić – każda tego typu seria ma takie samo zakończenie. Ocena przeze mnie nie będzie w ogóle wystawiona obiektywnie, bo pomimo tego, że fabuła poprowadzona typowo dla tego typu serii – bez większych rewelacji, a grafika i muzyka spoko (szczególnie graficznie fajnie wyszły im te kagune, a OP/ED są wg mnie boskie), to nie jestem w stanie dać takiej serii więcej niż 1/10 – za zniszczenie tak dobrej mangi nie należy się nic innego. Ale podkreślę, to tylko moje zdanie.
Odnośniki:
1. Alternatywne zakończenie w wypadku, gdyby jednak Kaneki nie opanowałby mocy Rize, która pochłonęłaby go i wpadłby on w szał.
Re: ep9
Re: Mam od tego ludzi.
kliknij: ukryte Odcinek 10. Co tu dużo gadać. Wszystko chyli się ku szczęśliwemu końcowi, pomimo tego, że jeszcze jeden czy dwa odcinki temu była to jedna, wielka drama. Już na samym początku jesteśmy obdarowani bezsensownym rozwiązaniem do bezsensownej sprawy. Twórcy nakręcają całą sprawę z lesbijską miłością Sacchan, po czym okazuje się, że nie potrafi ona wybrać pomiędzy chłopakiem a dziewczyną – czyli jest biseksualistką. Taki suprise! Brawo chłopaki z produkcji, to wam wyszło. Wielki plus za to, mimo że wątek bez najmniejszego sensu, to zakończenie którego mało kto się spodziewał.
Powrót Yukiego, który znowu jest 'kakkoii', jego relacje z Yaną wracają do normy po serii dziwnych SMS‑ów.
Touko odwiedza rodziców Kakeru, którzy zapraszają ją na herbatkę do namiotu (rotfl) i opowiadają z d^&y o przeszłości syna. Po tym Touko wpada na pomysł, żeby porozmyślać sobie o życiu ukochanego, spacerując przez miasto i patrząc przez różową kulkę szkła na różne miejsca w jej równie ukochanym mieście. Sceny typowo zapychające czas antenowy (szczególnie ta z dwiema dziewczynkami). Następnie idzie do szkoły, wita się z kogutem, który nie okazuje się być tym, którego szuka, a gdy już go odnajduje, ten prowadzi ją do… Kakeru oczywiście. W końcu uświadamia sobie, że to co ma w wizjach, może nie być przyszłością! Brawo! Złota Lornetka za spostrzegawczość dla tej pani! A tak na serio, to scena, która mocno wyróżniła się na tle innych, z powodu tego, że protagonistka w końcu pokazała, że umie używać mózgu! Zajęło jej to całe 10 odcinków, żeby do tego dojść, ale się udało! Brawo!
Kakeru, Kakeru, Kakeru… O co w tym biega? Dlaczego jest ich trzech? Chyba tego nigdy nie zrozumiem, jaki był zamysł twórców, nawet jeżeli odpowiedź podadzą mi na tacy… Dzisiejszy odcinek był dla Okikury jednym z ważniejszych – w końcu zrozumiał, że kocha Touko! Jakby tego wcześniej nie wiedział. Jakby sam nie mógł do tego dojść, bo to w końcu kolejny bystry chłopaczyna, który po prostu nie radzi sobie w obliczu pięknej dziewczyny, przez co potrzebna mu pomoc w zrozumieniu tego faktu ze strony dziewczyny, która go nienawidzi i jej chłopaka z 'magicznego trójkąta'. Serio…? Twórcy, serio…? Stworzyć postać, która całą serię zachowuje stoicki spokój, (a przynajmniej stwarza takie pozory), jest lekko irytująca, lecz bądź co bądź charyzmatyczna, po czym wpada w zakłopotanie, bo nie słyszy prześladujących go głosów (przeważnie, człowiek słyszący głosy ucieszyłby się z tego faktu, że stracił ten 'przywilej', jednak to jest anime) oraz nie wie czy kocha dziewczynę, którą już raz pocałował… To co, ten pierwszy pocałunek nic dla niego nie znaczył? Bo chyba czegoś nie rozumiem… Tak jak lubię tą postać, bo nie lubię jak z kogoś robi się kozła ofiarnego, tak z całą przykrością muszę stwierdzić, że w dzisiejszym odcinku nie popisał się chłopaczyna, oj nie popisał… Chociaż to nie jego wina, tylko twórców.
No a skoro przy pocałunkach jesteśmy, to ta scena zaraz po '...sprawię, że to co widziałaś będzie rzeczywistością' (czy jakoś tak) była komiczna xD Pojawia się ładny obrazek, gdzie para TxK są w namiętnym objęciu, a ich usta złączyły się i stworzyły jedność, po czym… pojawia się kurczak! xD Twórcy, po raz kolejny – serio…?
Podsumowując – po raz kolejny dostaliśmy odcinek o niczym. Kolejny odcinek, który potwierdza tezę pana z komentarza głównego, że seria jest o niczym. I sam pomysł stworzenia serii o niczym nie jest zły – SAO bardzo ładnie to wyszło. Pokazali, że samą akcją można stworzyć dzieło, które będzie lubiane i uważane za arcydzieło w danym gatunku, przez sporą liczbę osób. Jednak twórcy Glasslip zapomnieli o jednej rzeczy – czym zapełnić to 'nic'? Jak już wspomniałem, w SAO jest to akcja, a tu… no właśnie, co?
W anime typu Slice of Life potrzebne są dobre postaci, bo to one głównie napędzają serię, ale do tego potrzebna jest jakaś fabuła. A jak stworzyć fabułę w serii, która ma być o niczym? Tu chyba twórcy się przeliczyli ze swoimi możliwościami. Może taki sposób istnieje, ale ta seria jedynie pokazuje, że taka mieszanka nie działa.
Mieszane uczucia
Czuję się strasznie rozdarty, gdyż z jednej strony historia jest tak surrealistyczna, że ciężko w nią uwierzyć, z drugiej zaś jest ona tak bliska mojemu sercu, gdyż doznałem w pewnym stopniu czegoś podobnego w życiu, dlatego jednocześnie potrafiłem i nie potrafiłem wczuć się w uczucia postaci, które o dziwo nie były takie, na jakie się pisały na początku serii – płaskie, banalne i schematyczne. Były one przepełnione emocjami, przez co muszę przyznać nawet, że w niektórych momentach łza czy dwie poleciały mi z kącika oka.
Fabuła była w miarę spójna i logiczna. Nie wiem czy tylko mi, ale brakowało tu swego rodzaju zaskoczenia widza. Na dłuższą metę można było przewidzieć co i jak się potoczy, przez co momenty, w których powinno wystąpić zaskoczenie, były tej cechy pozbawione. Owszem, przewidzenie tego, że kliknij: ukryte Asaki pocałuje Yukitero (ugh…...) i inne tego typu akcje zaskakiwały, ale sam motyw miłości tego bohatera był zauważalny praktycznie po 2‑3 odcinkach z nim. Takich smaczków było o wiele więcej, jednak nie będę się nad nimi roztrwaniał, bo nie przeszkadzało to aż tak w odbiorze całości.
Czas na głównych bohaterów – Gasai Yuno i Amano Yukiteru. Zacznę od Yukiego. Powiem szczerze – do przedostatniego odcinka uważałem go za ciotę, łamagę, dziecko i fajtłapę, pomimo zmian, które stopniowo w nim zachodziły. Dopiero w ostatnim odcinku jego ocena w moich oczach odwróciła się o 180°. Pokazał stronę prawdziwego mężczyzny i tego, jak powinien się zachować każdy, kto ośmiela się wypowiedzieć słowo 'kocham' do drugiej osoby. Jednakże pomimo tej zmiany na lepsze, nadal uważam, że nie był godny miłości Yuno i stał się jedną z najgorszych postaci, jakie kiedykolwiek widziałem.
Yuno Gasai – ta dziewczyna to był obłęd! W życiu nie widziałem takiej chęci mordu, bezduszności, antypatii i psychozy u żadnej postaci z anime – gdyby istniała ona w realnym świecie – zakochałbym się w niej. Owszem, była świrnięta, była psychopatką, była prześladowcą, ale w pewien sposób rozumiem, dlaczego Amano zakochał się w niej do tego stopnia, że był w stanie poświęcić dla niej życie. Nie jestem w stanie określić tego słowami, ale myślę, że jest to postać z typu 'love or hate' i każdy kto wybiera opcję 'love' będzie w stanie zrozumieć te uczucia.
Co do muzyki w samym anime, to nie wiem, czy była taka dobra, że wpasowywała się w akcję tak idealnie, że praktycznie nie było słychać pojedynczych nut, tylko emocje jakie ze sobą niosły, czy była tak słaba, że nie była godna zapamiętania. Jestem pewien tylko jednego – opening z pierwszej części, a mianowicie utwór Kūsō mesorogiwi jest tak genialny, że trafił na moją playlistę, zarówno tą do słuchania, jak również tą w osu!. Za każdym razem, gdy go słyszę, przechodzą mnie ciarki, a samo oglądanie OP powoduje u mnie dziwne i zarazem przyjemne uczucie w żołądku. Reszta OP/ED była średnia, nie wyróżniająca się niczym specjalnym – moim zdaniem.
Grafika była na przyzwoitym poziomie. Nie reprezentowała sobą niczego specjalnego, ale równocześnie nie była jakaś nie wiadomo zła. Przykładowo postać Szóstej była moim zdaniem super pod względem graficznym, bo idealnie odzwierciedlała to, jaką postacią była pod względem emocjonalnym – delikatna, tajemnicza i jednocześnie silna, oraz po przejściach. Natomiast elementy otoczenia, czy postać Nishijimy były mocno średnie, jeżeli nie po prostu słabe.
Aczkolwiek jestem strasznie zły z jednego powodu – rozwinięcie zakończenia. Wszystko się potoczyło tak jak chciałem, Yuno spotkała swojego ukochanego (nawet jeżeli jemu się to nie należy, to jej tak), ale nie mogę znieść tego, w jaki sposób doszło do tego spotkania. Tak jak mogę powiedzieć, że większość wątków była w miarę porządnie poprowadzona, to to było zrobione tak 'na odwal', że aż mi się smutno zrobiło po obejrzeniu tego. Niezrozumiałe, nie logiczne, no i 'bez tego czegoś'. Caluteńką serię czułem 'to coś', co dodawało pewien smaczek całości. Przychodzi czas na zakończenie głównej serii, zakończenie, a następnieeeeeee… Znak zapytania. Co, jak, kiedy, dlaczego? „Ratunku OVA, pomocy!” wołam w myślach. Zaraz po otwarciu linka z owym dodatkowym odcinkiem wyjaśniającym całe zajście ponownie odzywa się głos w mojej głowie i mówi „Kami‑sama, błagam, niechajże i w tym anime twórcy nie zrypią całości odcinkiem OVA, bo się załamię”... No i co? No i g*$%#... Tyle można powiedzieć o odcinku kończącym pulę pytań do tego dzieła.
Podsumowując, nie mam zielonego pojęcia jak tą serię ocenić – kocham i nienawidzę jednocześnie… A niech mnie pies szczekał, zamykam oczy, daję 10/10 i przepraszam każdego, kto uważa, że skoro jednak widzę jakieś poważniejsze uchybienia, to nie powinienem dawać maksymalnej oceny. Emocje i wspomnienia jakie wyzwoliła we mnie ta seria całkowicie przysłoniły mi oczy. Może w przyszłości zmienię swoją oceną, choć szczerzę wątpię.
Wybacz, że nie odpisałem, ale nie zauważyłem, dopiero komentarz Cthulhoo mi przypomniał o całej sprawie.
Tak, muszę przyznać, jestem z tej grupy Nozakiego, a Barakamon mnie jakoś mocno nie zaciekawił. Jednakże nie będę się rozpisywać dlaczego, bo jak to ładnie The Beatle określił Mnie nie przypasował klimat dzieła z pod szyldu Kinema Citrus, ale jednocześnie nie będę mówić, że nic w nim nie śmieszy. Zapewne dla części ludzi „Książę” jest irytująca, tak samo jak dla mnie Kaligraf. No ale – co kto lubi.
Re: ep9
Re: ep9