x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Po 10 odcinku - no domęczę, ale...
kliknij: ukryte
W jaki sposób niby Reina przemienia się w tą dojrzałą, a Kumiko jest od robienia dram?
To właśnie Reina z postaci dojrzałej, choć trochę naiwnej, zmienia się w królową dram, a Kumiko stara się (chociaż średnio) wydorośleć.
Zacznijmy od tego, że Taki, może jako dyrygent podejmuje racjonalne decyzje (chociaż ciężko mi to stwierdzić, bo w serii nie ma zwyczajnie muzyki, lol), natomiast jest on przede wszystkim nauczycielem w szkole. Szkoła ma uczyć. Szczególnie liceum, gdzie rozrzut dojrzałości dzieciaków jest największy – pierwszoklasiści to nadal dzieci, a trzecioklasiści stają się powoli osobami dorosłymi, podejmują pierwsze życiowe wybory, przechodzą pierwsze trudy życia – mentalność tych dwóch grup jest zdecydowanie na kompletnie innym poziomie. Więc nie dziwota, że pierwszaki nadal zachowują się jak… well… jak dzieci, a trzecioklasiści podchodzą do tematu przesłuchań trochę dojrzalej i mniej uczuciowo. Rolą Takiego powinno być nie tylko dobrać jak najlepszy zespół, ale PRZEDE WSZYSTKIM uczyć młodsze pokolenia, dlaczego podejmuje takie, a nie inne wybory – szczególnie, że to właśnie te dzieciaki będą z nim przez następne lata współpracować i to relacja z nimi i ich zaufanie powinny być dla Takiego priorytetem. Tego tutaj nie ma. Jest natomiast siedzenie w pokoju nauczycielskim i zabawa w dyrygenta prawdziwej orkiestry, kiedy w rzeczywistości jego zespół przechodzi kryzys egzystencjalny powstały w wyniku jego decyzji – w końcu to on jest liderem, a nie jak może się wydawać – Kumiko z Shunichim i Reiną. Za liderem nie podąża się „bo jest liderem”, tylko dlatego, że potrafi on uzasadnić swoje decyzje i przekonać ludzi do tego, żeby za nim podążali – u Takiego tego nie ma. No i nie zapominajmy też o tym (i chyba najważniejszym), że Taki już dwukrotnie zawiódł w roli dyrygenta i nie dowiózł złota w konkursie narodowym. Owszem, udało mu się stworzyć z beznadziejnej orkiestry zespół, który może marzyć o tymże złocie, ale tego nowe osoby nie widzą. Widzą natomiast jednorazowy cud, w postaci osiągnięcia z ekipą, gdzie grały takie postaci jak Asuka czy Kaori, natomiast już następny rok był zdecydowanie gorszy, a aktualnie sytuacja w zespole jest napięta jak gumka w za małych gaciach.
I tutaj przechodzimy do Reiny. Takiej osoby i postawy broni Reina. Ale nie broni tego w sposób adekwatny do swojego wieku, tylko rzuca jak jakieś tantry „Taki‑sensei ma rację i koniec!”. W momencie, gdzie takie postaci jak Hazuki czy Midori (które nie oszukujmy się, nie grają już nawet trzecich skrzypiec) mają własne zdanie i to nawet logiczne, Reina jedyne co potrafi, to opierniczyć pierwszoklasistki za to, że w ogóle śmią wątpić w wielkość jej ukochanego senseia, oraz wydrzeć się i obrócić się na pięcie i odejść obrażona na swoją tzw. „przyjaciółkę” Kumiko, na którą spływają nie tylko obowiązki przewodniczącej, ale także problemy życiowe. No super zachowanie, bardzo dojrzałe. I nie zapominajmy, że Reina jest zakochana w Takim, co gdyby wyszło na jaw w klubie, postawiłoby jej zdanie na równi z poziomem podłogi. A tekst, że Kumiko „zawiodła jako przewodnicząca”, bo śmie w ogóle kontestować zdanie Takiego i wziąć pod uwagę innych członków klubu? Żałosne i niskie.
A Kumiko? Nie będę jej całkowicie bronił, bo sama jest sobie winna za bycie ciapowatą mamałygą bez krzty charakteru, przez co zwala się na nią cały ten burdel, natomiast ona tutaj jako jedyna próbuje w jakikolwiek sposób dojść porozumienia, jako jedyna próbuje załagodzić sytuację w klubie, jako jedyna konfrontuje się z Takim (żałośnie, but there was an effort), jako jedyna COKOLWIEK stara się zrobić. To, że jej to nie wychodzi, to jedno. Ale przynajmniej się stara. Stara się zmienić, szuka rozwiązań, szuka pomocy, rady, działa. I co dostaje w zamian? Przyjaciółkę, która ją z tym wszystkim zostawia i tyle.
Pamiętajmy – to jest tylko i wyłącznie orkiestra szkolna. Gdyby taka drama była w, powiedzmy, Nodame Cantabile, to bym zgodził się z postacią typu Reiny w 100%. Ale tutaj? Nie ma opcji, że to Reina jest tą dojrzalszą. To właśnie Reina zachowuje się tutaj jak dziecko i podsyca dziejącą się dramę, a Kumiko pozostawiona z butelką wody, stara się jakoś ugasić ten pożar. Mógłbym jeszcze tutaj wspomnieć o tym, jak Reina wymuszała emocjonalnie na Kumiko pomoc gdy ta miała dramę o solo z Kaori, czy o tym, jak nierealistycznym jest podejście Takiego i tego, że w ogóle nie reaguje na powstające napięcia w zespole, które ewidentnie wpłynęłyby na brzmienie zespołu, na co jako dyrygent nie może sobie pozwolić i jak to, że wcześniej jakoś potrafił się odnieść do tego typu dramy, a teraz siedzi cicho jak mysz kościelna pod miotłą, ale już sobie daruję.
No i oczywiście na koniec – największym winnym jest tutaj postać Takiego bez dwóch zdań i za mało o tym się mówi.
Re: Genialne i wspaniałe (po 11 odc.)
I dlatego musiałeś dać link do wiki, żeby powiedzieć o tym, że miasto zostało założone przez kościół.
I dlatego, że Lawrance żyje pewnie coś koło 30 lat tamtym świecie i wie, do jakiego miasta zmierza, zapomina kompletnie o tym w jakiej epoce żyje i jak będzie tamtejsze społeczeństwo patrzeć na jego znajomość z Holo, szczególnie w przypadku, gdy powinie mu się noga.
Jasne jak piorun z ciemnego nieba.
Chwila, chwila, chwila. Czyli podejrzewam, że Lawrencowi udało się jakoś temat zadłużenia rozwiązać w szemrany sposób i dostał od kogoś wpiernicz? Nie rozumiem, po co tutaj ten komentarz o jakimś zachodzie, Japonii itp. Przecież to jest logiczny, jeżeli nie po prostu, sztampowy zabieg, którego można było się zwyczajnie spodziewać. Przecież wszyscy widać było w tym mieście go nie znosili, więc jeżeli z kimś jakiś szemrany deal nawiązał, to chyba logicznym jest, że tamtejsza ludność będzie chciała się go pozbyć.
No i ta cała gadka o miękkim i romantycznym sercu zachodu i twardej ręce Japonii upada jak domek z kart, gdy popatrzymy sobie na wcześniejszy deal, który zrobił z tym Milone Trading Company.
Po zakończonym dealu mogli się naszego MCka zwyczajnie pozbyć, żeby ten nie miał na nich żadnego haka w przyszłości, a Holo sprzedać kościołowi, żeby nikt nie mógł ich podejrzewać o kontakt z „demonem”. W szczególności, że przecież członkowie przeciwnego domu towarowego widzieli prawdziwą formę Holo i sami mogli zasięgnąć pomocy u kościoła, co mogłoby pociągnąć tych od Milone na samo dno. Jednak tego nie zrobili, bo…? Idealny przykład Twojego zachodniego stylu prowadzenia narracji.
Re: Ja tak samo, 7 odcinek
Re: Ja tak samo, 7 odcinek
Ja tak samo, 7 odcinek
Próbowałem kiedyś obejrzeć oryginał, ale jakoś mnie do siebie nie przekonał. Kiedy zobaczyłem, że będzie wychodzić remake, to stwierdziłem, że dam szansę, bo i jest okazja. Jestem na 7 odcinku i ni cholery nie chce mi się dawać dalej tej szansy. Zdaje mi się, że jak ktoś chce poznać historię, to lepiej będzie po prostu chwycić za mangę. Szczególnie zważywszy na to, że nie zapowiada się, żeby ten remake sięgał historią dalej niż oryginalne anime.
Anime z 2008 nie jest wcale aż takie stare, a tym bardziej nie wygląda ono źle – ba, wygląda nawet lepiej w niektórych aspektach niż ten remake. Więc skoro ani fanom nie trzeba tej historii przypominać, stara bajka nadal wygląda całkiem nieźle, a i historia nie będzie pociągnięta dalej, to pojawia się pytanie – po co to w ogóle powstało?
Niby tak, ale popatrzmy na to inaczej – Luminas była przedstawiana jako postać troszcząca się o swoich najbliższych popleczników, a teraz nie dość, że kompletnie zlała tych 7 gości (w końcu to też byli jacyś jej najwierniejsi wyznawcy, to oni testowali Hinate), zabiła tylko 3, nie przejmując się tym, co robi pozostała 4, to jeszcze zabiła ich bez głębszego zastanowienia, dlaczego tak postąpili – co w świetle wcześniejszych wydarzeń (zabicie jednego z wampirów‑bliźniaków, a teraz Hinata) wskazuje, że albo jednak nie przejmuje się za bardzo swoimi ludźmi, albo jest głupia jak but. A przecież każdy Mao jest tutaj kreowany na jakiegoś wielkiego stratega‑polityka.
Nie tylko charaktery i relacje, ale też motywy. Bez tego to przyjdzie następny odcinek, będzie znowu „polityczna” paplanina i tak naprawdę bez kontekstu zacznie się rzucanie tekstami typu „no, sorki, moja wina, podpisujemy pokój i zapominamy o temacie”. WIELKA PO LI TY KA.
Mój błąd, tam powinno być napisane, że jest to najgorsza do tej pory historia/arc, a nie sezon. I tak, ma być jeszcze jakiś festiwal – dlatego napisałem (a raczej chciałem napisać) i podkreślam – do tej pory.
Genialne zagranie, pędzenie z akcją na złamanie karku, trzymanie „wysokiego” napięcia przez połowę serii, żeby nawet na koniec nie poświęcić jednego odcinka na comic relief, tylko dalej będą jechać z „polityczną” paplaniną xD
Super zagranie, z jednej strony rozumiem, trzeba wiązać koniec z końcem, ale z drugiej – jak ci scenarzyści odpowiadający za ten arc mogą spojrzeć w lustro po stworzeniu takiego gniota, to ja nie wiem.
Najgorszy sezon tejże bajki jaki do tej pory powstał. Podkreślę – DO TEJ PORY.
Re: Nadal gadają
Jeżeli serio nie wiesz, co wydarzy się w następnych odcinkach, to polecam wyłączyć mózg, bo logicznego toku wydarzeń i jakiegokolwiek myślenia w wykonaniu „głównych złych” tego arcu – nie doczekasz się.
7
Nie rozumiem zachowania Kanade względem Natsuki. Niby film oglądałem, ale za cholerę nie rozumiem interakcji pomiędzy tymi dwoma postaciami.
Nie rozumiem zachowania Reiny. Postać przez 2 sezony i film chłodna, nastawiona wyłącznie na swój cel i na Takiego, a nagle w 3 sezonie cały ten chłód gdzieś uleciał, a twórcy anime chcą nam ją pokazać jako „kawaii‑tsundere”, ale zdecydowanie nie ma to umocowania w fabule. Co się stało przez te 2 lata?
I przede wszystkim – postać Mayu. Jej nie rozumiem kompletnie. Po co ona jest, jej intencji, jej zachowania, jej komentarzy, nic. Kompletnie nic. I o ile rozumiałem, dlaczego Kumiko trzymała się jej z daleka, to znowu nie rozumiem – skąd ta nagła zmiana?
Ewidentnie ktoś tutaj dał klapy – albo autor powieści, albo scenarzyści. I patrząc na narzekania osób znających powieść, wygląda na to, że raczej ci drudzy.
No i na koniec dodam, że to, czego obawiałem się najbardziej, stało się prawdą – za dużo postaci, za mało czasu. Scena na basenie? Nie mam pojęcia kto jest kim z 1. i 2. roku. Mimo, że anime ewidentnie stara się widzowi przedstawić postać np. Kanade jako ważną, dla mnie ona ma mniej znaczenia, charakteru i charyzmy, niż grająca na oboju Mizore, która praktycznie nie pojawia się od 2. sezonu. Już nie będę jej porównywać do Asuki czy nawet Haruki (pierwszej przewodniczącej klubu), bo zwyczajnie nie ma do czego – różnica między tymi postaciami jest jak między Niebem a Ziemią.
Trzeci sezon zdecydowanie jest najsłabszy ze wszystkich i muszę przyznać, że czuję się poniekąd zawiedziony.
Re: Po 7 odcinkach - na pograniczu dropu
Re: Po 7 odcinkach - na pograniczu dropu
Re: Po 7 odcinkach - na pograniczu dropu
Re: .
Re: Kimetsu no Yaiba: Hashira Geiko Hen po 1 odcinku
Re: Oho
No i zgodzę się, punkt 1 byłby zdecydowanie lepszy. Bo obawiam się, że kolejny sezon byłby wielkim rozczarowaniem i mógłby mocno zaszkodzić tytułowi. Bardzo mocno.
Oho
W przeszłości oznaczało to jedno z dwóch rzeczy:
1. Albo autor nie ma pomysłu co dalej zrobić z historią i potrzebuje czasu, żeby jakoś wybrnąć z bagna, w jakie wszedł (a też jest taka opcja);
2. Albo szykujcie się na newsa o drugim sezonie anime w najbliższej przyszłości.
Re: 5
Bo o ile rozumiem jeszcze postać Reiny, która może się tak zachowywać, ze względu na to, że Kumiko jest jej jedyną przyjaciółką i wydarzenia które mają miejsce mogą w niej wzbudzać zazdrość czy smutek (chodzi mi o zagranie solo z Mayu, a nie z Reiną oraz o strach przed utratą najbliższej przyjaciółki przez to, że ich drogi po liceum się rozejdą), o tyle zachowania Kumiko zwyczajnie nie potrafię inaczej wytłumaczyć niż ciągoty do koleżanek.
5
5
3
Scena, gdzie nowa bohaterka mówi, żeby kliknij: ukryte dać ludziom odejść jak im się nie podoba, w końcu to tylko klub, nikt nikogo na siłę nie trzyma i reakcja reszty postaci? Majstersztyk.
1. Jeżeli ten wykon nie został wybrany do reprezentowania regionu, to ja nie wiem jak musiała zagrać reszta. O ile w 1. i w 2. sezonie można ewidentnie było usłyszeć przeróżne mankamenty w granej muzyce (co dodawało uroku całości), o tyle w filmie już się nie pierniczono z proszeniem się orkiestry o grę aktorską, tylko zwyczajnie poszli na całość. Ten występ był zwyczajnie na profesjonalnym poziomie. Słyszałem gorzej brzmiące orkiestry uniwersyteckie z akademii muzycznych, niż ten wykon. A jednak nie przeszli dalej.
2. Dobór instrumentów. Scenarzystów trochę poniosła fantazja. Rozumiem, że Kitauji to szkoła typowo muzyczna, tak? No bo jak mam rozumieć to, że w szkole znajdują się 2 kontrabasy, harfa, jakaś dziwna maszyna do robienia wiatru (???), do tego 3 tuby, pełen zestaw instrumentów perkusyjnych, itp, itd. No trochę tutaj polecieli. A jeżeli to szkoła muzyczna, to dlaczego nie mają chociażby dedykowanej sali muzycznej, tylko muszą codziennie sobie sami szykować sale z fatalną akustyką, co zdecydowanie bardziej przeszkodzi niż brak jakiegoś instrumentu? Trochę to się kupy nie trzyma.
3. Romans damsko‑męski. Kompletnie na siłę wciśnięty wątek. W serii anime ewidentnie widać, że bardziej tutaj rozwija się jakiś zalążek yuri, aniżeli klasyczny romans. Skąd nagle taka zmiana u Kumiko? Nie kupuję tego kompletnie.
4. Jak już o romansach mowa, to dlaczego nie skupiono się na postaci Reiny? Temat kompletnie zamieciony pod dywan. Moim zdaniem, to na tym romansie twórcy powinni się skupić, jeżeli już chcą wciskać taki wątek na siłę.
5. Nowe postaci są… No w sumie ich nie ma. W sensie są, ale mogłoby ich nie być, zero różnicy. I nie wiem, czy w 3 sezonie anime pojawi się dla nich miejsce, zważywszy na to, jak wygląda 1. odcinek.
6. Ogólnie to nie wiem… Takie jakieś to puste i pospieszone mi się wydawało. Taka seria niestety nie wypada dobrze w filmowym formacie. Zdecydowanie potrzeba było więcej czasu. Chociażby właśnie nowe postaci – w filmie dostajemy w samej sekcji basowej 4 nowe osoby, z czego poznajemy pobieżnie tylko jedną i to chyba najgorszą. Zdaję sobie sprawę, że ta seria polega na dramie, ale można było jakoś ciekawiej ją wprowadzić, a autor zdecydował się na najprostsze rozwiązanie, czyli dorzucenie do ekipy żmijowatej i cynicznej s**ki. Kompletnie mi się to nie podoba.
Nie zrozumcie mnie źle – film naprawdę jest niezły, rzekłbym, że dobry, wizualnie poza dziwną pracą kamery podczas koncertu, średnio udanym CGI (którego było mniej niż się spodziewałem) i paroma innymi farfoclami, mamy klasycznie KyoAni, czyli bajka. Muzycznie tak samo – jest super. Tylko to nie jest to, czego bym oczekiwał po KyoAni. Domyślam się, że to wina pierwowzoru, bo samo studio ma niewielki wpływ na to, jak potoczy się historia, a to jej w sumie najbardziej się czepiam, ale jednak – widać ewidentnie pewne problemy, które niektórym mogą dokuczać. Mi dokuczały.