Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Komentarze

Shorexen

  • Avatar
    A
    Shorexen 29.04.2018 21:54
    Boku no Hero Academia 3 po 4 odcinku
    Komentarz do recenzji "Boku no Hero Academia [2018]"
    Jako osoba, która jakoś nie jest wielkim fanem tego uniwersum, ale za to śledzi anime, mangę i bardzo lubi ów tytuł za TE momenty, miałem zamiar pisać ogromny wywód broniący logiki 4 epizodu, sztampowości shounena itp. ale stwierdziłem, że to nie ma żadnego sensu. Przyszedłem tutaj tylko po to aby wyrazić swoje wrażenia po wiadomej walce i są one takie: sztosik po całości i tyle w temacie. Nawet nie chce mi się komentować wykonania wizualnego, bo po co? Jakby było co skrytykować to by zrobiły to już inne bardziej wyspecjalizowane do tego osoby. Wykonanie genialne, zbiegi okoliczności i dramaturgia trochę na wyrost, ale istnie niesamowita i na dodatek pokazująca co potrafi zrobić człowiek, jak potrafi przewyższyć swoje fizyczne granice aby ocalić nie tylko siebie, ale i innych (i tutaj wypada napisać, że ci co mają problem z logicznym wywodem Midoriyi na temat poziomu mocy 1.000.000 to już to zostało dawno ładnie wyjaśnione przez twórce mangi i nawet w programach naukowych były tego typu wywody, że człowiek w sytuacji zagrożenia życia dostaje niebywałego ataku adrenaliny, co właśnie powoduje min. zwiększenie siły fizycznej poza swoje limity, majaczenie, nielogiczne myślenie i wypowiadanie losowych słów). Dodatkowo ten jakże niebanalny utwór w tle, który dodaje jeszcze więcej punktów do enjoymentu każdemu widzowi. Najbardziej szkoda tylko tego, że było to takie krótkie :/, bo w mandze ten wątek bardziej mi się rozciągnął w czasie i przez to wydawał się dłuższy. Troszkę cię rozpisałem i za to przepraszam, ale tak czy siak epizod według mnie epicki, a piszę to z perspektywy obiektywnego widza (tzw. nie fana).
  • Avatar
    A
    Shorexen 22.04.2018 20:56
    Darling in the Franxx po 15 odcinku
    Komentarz do recenzji "Darling in the Franxx"
    Realizacja pt. sztosik schematyczny z miłosnym lekiem na wszystko i wielkim intrygującym liściem na koniec. :P

    Mimo wszystko, po mimo kilku wad oglądało mi się niezwykle przyjemnie ów epizod. Oczywiście zawierał kilka scen, które mogły się nie pojawiać, a odbiór wtedy byłby na pewno jeszcze lepszy, natomiast nie mogę narzekać, ponieważ bawię się naprawdę świetnie przy seansie, enjoyment nadzwyczaj wysoki i oby tak dalej.

    Zastanawia mnie tylko fakt jak oni zamierzają upchnąć w te ostatnie 9 odcinków wyjaśnienia na temat przedstawionego świata, ponieważ po 15 epizodach mamy więcej pytań niż odpowiedzi, a w sumie do tej pory twórcy odpowiedzieli jedynie na jedno, najprostsze, że miłość załatwia sprawę, a reszta niech puszcza kierownicę i patrzy. ^^
  • Avatar
    A
    Shorexen 18.04.2018 01:56
    Darling in the Franxx po 14 odcinku
    Komentarz do recenzji "Darling in the Franxx"
    Szczerze? Nie wiem co bardziej mnie triggeruje (swoją drogą niezła gra słów wychodzi – przypadek?! :D), czy sama postać Ichigo, czy to, że doskonale ją rozumiem i wiem, że ona zachowuje się w najbardziej racjonalny sposób ze wszystkich tych postaci. Przecież najprostsze wytłumaczenie jest tuż za rogiem i jest wręcz powielanym schematem w wielu dziełach, nie tylko animowanych. Że z perspektywy widza wiemy o wiele więcej niż bohaterowie, którzy w ów serii występują. Konia z rzędem temu (hehe), kto wielce odgadnie jakby to wszystko wyglądało gdyby Ichigo, która triggeruje chyba cały fandom Darllinga po emisji 14 epizodu i reszta przyjaciół wiedzieli o przeszłości 002 i Hiro, a i pomińmy zaślepioną miłość, bo każdy z odrobiną szarych komórek wie jak ona, szczególnie nieodwzajemniona potrafi wpłynąć na człowieka. Przecież trzeba dodać trochę płytkiej dramaturgi do spektaklu czyż nie?! ^_^

    A tak gwoli ścisłości, to bardzo przyjemnie ogląda mi się tą produkcję jakby kto pytał, a odcineczek 13 to sztosik dla mnie. Wolę coś takiego niż jakieś epickie i powielane schematycznością walki.
  • Avatar
    Shorexen 5.12.2017 23:40
    Odpowiedź na komentarz użytkownika vries
    Komentarz do recenzji "Twoje imię"
    Witam, nie chciałbym już na starcie dogryzać bo naprawdę szanuję twoją opinię, zresztą jak każdej osoby, ale tak, masz rację, „był” poziom wyżej, ale od innych produkcji przed 2016 i według opinii większości widzów czy też oceny ogólnej aspektu technicznego na wielu serwisach (w demokracji większość zawsze ma racje i ostatecznie wygrywa, niestety bądź stety nawet jeśli mniejszość jakaś tam rację ma, to ostatecznie przegra przez małe przebicie, co może smucić) od 2016 roku, w momencie premiery Your Name, właśnie ten film przejął to miano i teraz ten tytuł wzbudza u większości ludzi efekt „wow”. Akurat przy tej produkcji, jeśli chodzi o apsket strony technicznej, również jestem po stronie większości, a z tego co wynika, ty jesteś jednak w mniejszości. Natomiast zgadzam się z tym, że przed premierą Kimi no Na wa, film Kotonoha no Niwa był raczej najpiękniejszą produkcją, a na pewno z tych które widziałem, ponieważ wspomnianych przez ciebie filmów studia ghibli czy wielu innych jeszcze nie widziałem, więc ich nie będę oceniał. Ale mogę w tym miejscu nadmienić, że wspomniałem w swojej powyższej opinii pod jej koniec, że liczę od tego momentu na ino lepsze seanse i to może właśnie owe filmy ghibli nimi będą. Wracając jednak do twojego komentarza, ja osobiście nie uważam, że akurat długość produkcji zawsze ma ostateczne znaczenie przy jakości wizualnej. Tak, często tak niestety jest, ale w takich przypadkach raczej przoduje pazerność twórców i chęć zarobku przy jak najmniejszym nakładzie funduszy, a w przypadku Makoto Shinkaia i jego filmów, a w szczególności filmu Your Name, długość nie ma wpływu na jakość, a wpompowano w niego na pewno ogrom kasy – zapewne zwróciło się podwójnie. Nie uświadczyłem także spadku jakości ani na moment przez te prawie 2h seansu, a uważam, że obserwowałem dość dobrze i wnikliwie bo jak wspomniałem wyżej, zatrzymywałem ów film i obserwowałem wiele poszczególnych kadrów (nieziemska szczegółowość). A jeśli chodzi o animacje to ciężko w tego typu produkcji oczekiwać dużej jej ilości, zresztą sam o tym wspomniałeś i bardzo dobrze. Natomiast jak już występowała np. przy samym ruchu kamery (zbliżenie i oddalanie etc.), ruchu postaci, czy ogólnego ruchomego tła np. deszcz, nie uświadczyłem spadku klatek, co oznacza trzymania się przez twórców, przez cały okres trwania filmu jednej i tej samej wysokiej płynności, a już od samego początku ów film zawiesił sobie poprzeczkę najwyżej jak tylko mógł. Oczywiście szanujmy logikę, za X lat na pewno da się zrobić wszystko lepiej, ale w tym momencie raczej nie i coś co wyszło dawniej raczej tego nie pokonuje, ale trzymać taki sam poziom owszem, może. Podsumowując animację, osobiście uważam, że gdy moment na to pozwalał jest ona szybka, płynna, efektowna i przede wszystkim dla większości satysfakcjonująca. Myślę, że wspomniałem już o wszystkim co chciałem i odpowiedziałem na każdą część twojego komentarza. Natomiast jeśli uważasz, że któryś wątek z wyżej przeze mnie poruszonych warto rozwinąć bo np. się z nim nie zgadzasz to śmiało mnie o tym poinformuj, a zapewne to zrobię. Dzięki za przeczytanie i pozdrawiam. :)
  • Avatar
    A
    Shorexen 4.12.2017 12:22
    Subiektywna opinia na temat filmu Kimi no Na wa
    Komentarz do recenzji "Twoje imię"
    Można powiedzieć, że jestem dzień po obejrzeniu Your Name. (Kimi no Na wa.), więc po teoretycznym opadnięciu hype'u chciałbym wyrazić tutaj swoją bardzo krótką i przede wszystkim czysto subiektywną opinię na temat owego filmu animowanego. Bez dłuższych wstępniaków, w tym momencie przejdę już do sedna, aby nie przynudzać tym, którzy zdecydowali się przeczytać mój komentarz.

    Tak więc film Kimi no Na wa jest bezapelacyjnie najpiękniejszym/najlepszym japońskim filmem animowanym z puli do tej pory przeze mnie obejrzanych, oczywiście jeśli chodzi o samą stronę wizualną. Po prostu tutaj wszystko gra w 101%, barwa, gra świateł, animacja, płynność w ruchu „kamery”, nieziemskie tła (przy których swoją drogą maczał palce Polak – szacunek!), niewyobrażalnie genialna, idealna, no doskonała! (o to mi chodziło! :D) szczegółowość przedstawionych scenerii. Czy to las, czy to miasto, czy to wioska, czy to peron, czy to szkoła, sklep, park, można by tak wymieniać w nieskończoność. Przy dosłownie każdym kadrze tego filmu wręcz wypadało zatrzymać i podziwiać tą niesamowitą szczegółowość. WIELKIE BRAWA ZA TO DLA TWÓRCÓW! Dodatkowo, co wynika z komentarzy większości innych osób, mogę chyba na koniec tego aspektu z pełną świadomością i odpowiedzialnością stwierdzić, że pod względem strony technicznej jest to na tą chwilę najlepiej wykonana japońska animacja, w skrócie top jeden wszech czasów i myślę, że w tym miejscu wszyscy się ze mną zgodzą. Drugim aspektem tego filmu o którym warto wspomnieć już teraz jest ogólno­‑pojęty świetny soundtrack. Udźwiękowienie scenerii, zgranie muzyki z tym co dzieje się na ekranie, bądź co bądź bardzo duża paleta nieprzeciętnych piosenek w wykonaniu zespołu Radwimps, która po prostu nieziemsko­‑idealnie pasuje do tego filmu (swoją drogą po seansie nadal jej słucham, perfekcyjnie wpada w ucho), kończąc na bardzo dobrych, bardziej kojących, melancholijnych i fortepianowych utworach w spokojniejszych momentach filmu. Tak więc czy aspekt audio dało się zrobić lepiej? Po głębszym zastanowieniu uważam, że… chyba nie? Niestety tego już się nigdy nie dowiemy. Tak czy siak, według mnie ogólnie soundtrack wyszedł genialnie, a ten jeden moment, kiedy to wleciała piosenka „Sparkle” po prostu się rozlałem, basen byłby z tego jak nic. W gwoli ścisłości, genialny utwór, zresztą tak jak i reszta w wykonaniu w/w zespołu. Przechodząc w tym momencie płynnie do następnych mniej udanych, ale nie aż tak, kwestii owej animacji czyli fabuła i postaci. Pozwólcie, że oba aspekty wezmę pod jeden szyld, aby już bardziej nie wydłużać. Film Your Name ogólnie został niesamowicie dobrze przyjęty na całym świecie, ale też duże grono odbiorców krytykuje w/w kwestie i uważa je za mało dopracowane i pominięte na rzecz innych treści. Osobiście w niektórych przypadkach się z nimi zgadzam, gdyż ten film, zresztą jak większość ludzi wie, doskonały nie jest i daleko mu do tego, ale też w niektórych wręcz przeciwnie, nie rozumiem krytyki. Postaci, których jak na taką produkcję jest trochę, cierpią na standardowy przypadek każdego filmu. Brak czasu na dogłębne przedstawienie każdej z nich, a w 2h trza się zmieścić. Ogólny zarys jest, ale nic poza tym, a to jest wada, niestety bądź stety mało wynikająca z błędu twórców, więc można go przeboleć. Tak samo można ocenić parę głównych bohaterów Taki'ego i Mitsuhę. Oczywiście jak to oni, mieli więcej czasu aby pokazać się widzom, ale niewiele z tego wynikło, chociaż nie ukrywam, że osobiście nic nie mam do ich kreacji. Charaktery mimo iż schematyczne, powtarzalne i mało oryginalne to wyszły według mnie bardzo przyjemnie i przystępnie, a przede wszystkim większość odbiorców spokojnie się z nimi utożsami, a to jest niezaprzeczalnie istotny fakt tego typu produkcji i zaleta, którą musi posiadać każdy film aby w ogólnym rozrachunku osiągnąć sukces komercyjny, a Kimi no Na wa się to udało, więc jeśli chodzi o postaci to podsumowując nie rozumiem za bardzo krytyki w ich stronę. Ich wykreowanie po prostu musiało być standardowe i przystępne dla oglądających, a gdyby nie było to jestem prawie pewien, że mały ułamek osób byłby zadowolony, ale film sukcesu by nie osiągnął. Teraz czas na finisz czyli aspekt, który wyszedł według mnie najgorzej, ale nie aż tak słabo, czyli wspominana wcześniej fabuła. Nie będę się rozwodził na czym polegała i jak przebiegała bo każdy po seansie to wie, a Ci co są przed to dowiedzą się jak obejrzą. Ja natomiast chciałbym wspomnieć o tym co mnie drażni do tej pory, czyli o trzech dosyć istotnych błędach scenariuszowych (może jest ich więcej, ale ja wyłapałem tylko te najbardziej widoczne i istotne), które tak jak zostały przedstawione, w dużym stopniu pchały historię na przód, ale logiki w tym próżno szukać. Mianowicie bez spoilerów się nie da, więc otwieracie na własną odpowiedzialność. kliknij: ukryte 
    Podsumowując, fabuła byłaby naprawdę bardzo udana gdyby nie te trzy błędy, które strasznie gryzły mnie w oczy i nadal to robią. Ostatecznie jednak nie uważam tego aspektu za aż tak tragiczny aby rujnował całościową ocenę filmu. W ogólnym rozrachunku według mnie cała historia została naprawdę przyjemnie przedstawiona, a zawszę można wyjść z założenia, że mogło być o wiele gorzej, przynajmniej się trochę postarali i film Kimi no Na wa nie jest jedynie pustym oczopląsem bez wyrazu i przesłań, który trzeba obejrzeć. Subiektywnie oceniam nadzwyczaj pozytywnie i na ten moment jest to mój ulubiony film animowany. Dodatkowo liczę, że w przyszłości obejrzę ino lepsze. ;)
    ...Chryste panie, czy ja czasami nie pisałem na samym początku, że będzie to krótka opinia? Jestem idiotą… przepraszam… -_-
  • Avatar
    A
    Shorexen 13.10.2017 20:03
    Filozoficzno-Subiektywny bełkot o Made in Abyss
    Komentarz do recenzji "Made in Abyss"
    Przepiękna, wciągająca, ujmująca, emocjonująca, wrażliwa, momentami groteskowa, nad wyraz niespodziewanie solidnie wykonana, z dodatkami drobnych smaczków z innych gatunków historia, budząca respekt i niebywałą wręcz chęć ujrzenia dalszych przygód przedstawionych w niej głównych protagonistów. Nadzwyczaj udanie napisana, bardzo dobrze wyreżyserowana, świetnie adaptująca swój pierwowzór, z bajeczną, wpadającą w ucho muzyką, pierwszorzędnie wykonaną z dbałością o szczegóły stroną techniczną i z nieprzeciętnymi charakterami, które dają się lubić, a ich przygody, przeszłość i relacje budzą niesamowitą wręcz pozytywną sprzeczność emocji/uczuć u oglądającego. Niestety nie doskonała, a brakujące ogniwa geniuszu mogą zostać odkryte jedynie w nieprzeniknionej i nieprzewidywalnej przyszłości, która czeka nieodkryta na każdego, gdzieś tam… Kto subiektywnym okiem je odnajdzie, wejdzie w nieskończony stan błogości, szczęścia i zachwytu, czego sobie, a przede wszystkim wam z ręką na sercu życzę. Osobiście szczerze dziękuję, składam przedziwnie wyglądające, ale naturalne, lecz nie idealne pokłony i wyruszam by odkryć/zdobyć nieznane.

     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Shorexen 8.10.2017 04:21
    Wielkie rozczarowanie, czyli wrażenia po seansie Kuroko no Basket Last Game
    Komentarz do recenzji "Kuroko no Basket: Last Game"
    Troszkę smuteczek, ponieważ seria tv Kuroko no Basket, pomijając część ostatniego sezonu była naprawdę bardzo dobra, szczególnie drugi sezon, który zapamiętam na zawsze, ale to co się wydarzyło w tym filmie to po prostu cyrk, głupota i szczyt chamstwa od strony twórców, że wypuszczają coś takiego na światło dzienne i nie przyjmuje do wiadomości tłumaczenia, że wygląda to tak jak materiał źródłowy. Ogólnie to pierdzielić zmienioną na gorsze, stronę techniczną, bardzo średnią muzykę i przewidywalność tak drażniącą w oczy, że aż strach, ale żeby odstawiać jeszcze większą abstrakcję niż ta, która miała miejsce w trzech poprzednich seriach, to troszkę nie na miejscu i nie przystoi. Niby to samo, ale o wiele gorzej wykonane i nawet nie mam jak tego obronić, ponieważ a) nie ma nawet za co się czepić, aby to było w miarę logiczne i b) robiłem to już wiele razy podczas emisji poprzednich sezonów, a nie mam ochoty po raz kolejny się błaźnić, miarka się przebrała. Wtedy to jeszcze miało jakiś sens, teraz już nie ma. Dodając do tego nie trzymający się kupy scenariusz i z dupy wymyślonych przeciwników to wychodzi niezły skok na kaskę i nic więcej. A bardzo wielka szkoda, bo do momentu obejrzenia tego filmu bardzo przyjemnie mi się kojarzyło całe anime Kuroko, a teraz pozostał tylko niesmak i irytacja. Dla mnie film mocno przeciętny, może zawyżę trochę ocenę z sentymentu, ale nie zanosi się abym dał wyżej niż 6/10. Osobiście polecam obejrzeć TYLKO wiernym fanom tego uniwersum, reszta nie ma czego tu szukać, no chyba, że jesteście masochistami, a z tym już nie wygram. :P
  • Avatar
    A
    Shorexen 3.10.2017 00:42
    Subiektywny, trochę dziwny i nieplanowany wywód na temat filmu Sword Art Online
    Komentarz do recenzji "Sword Art Online: Ordinal Scale"
    Witam i chciałbym na wstępie zaznaczyć, że nie jestem jakimś tam wielkim fanem czy też przeciwnikiem/hejterem serii i uniwersum Sword art Online.

    A teraz taka krótka dygresja. Za każdym razem gdy piszę jakąkolwiek opinię na jakimkolwiek serwisie na temat serii Sword art Online, muszę pisać w kółko powyższe zdanie, aby być w jakimś tam mikroskopijnym stopniu zabezpieczonym i nie mieć żadnych problemów z wyżej wymienionymi grupami docelowymi, które bądź co bądź często skaczą sobie do gardełek w obronie lub w celu szydzenia z owego tytułu. Jest to śmieszne w swojej prostocie, ale dzięki temu magicznemu zdaniu – szczególnie, że jest ono w 100% prawdziwe, ponieważ jestem idealnie po środku tego całego zamieszania trwającego raz ciszej, a raz głośniej już od momentu premiery pierwszego sezonu – mogę bez przeszkód wyrażać swoją oczywiście czysto subiektywną opinię na temat (tym razem) filmu animowanego z tego uniwersum i jestem z tego powodu naprawdę szczęśliwy, jak dziecko. :D

    Wracając teraz do sedna sprawy czyli do mojej subiektywnej, ale krótkiej opinii na temat filmu Sword Art Online: Ordinal Scale, to muszę stwierdzić już na samym wstępie, że po seansie film ten spełnił moje pokładane w nim przed obejrzeniem oczekiwania, ale umówmy się, że nie były one jakieś wygórowane. Zaczynając od początku, przed rozpoczęciem seansu wymagałem kilku rzeczy, przede wszystkim tego aby ów film był bardzo ładny wizualnie, głównie za sprawą świetnej animacji, dużej ilości szczegółów i ładnych barw, żeby posiadał miłą dla ucha ścieżkę dźwiękową, żeby nie ukazał gorszej fabuły i scenariusza niż ten, który widniał w seriach tv, a umówmy się, że tam historia była jednym z najgorszych aspektów, zresztą tak samo jak postaci. A jeśli już o nich wspomniałem to także liczyłem na to, że jak już były one słabo wykreowane, schematyczne, często irytujące, nieinteresujące i nie przemawiało za nimi praktycznie nic pozytywnego (coś dobrego zawsze się znajdzie :D) już w seriach tv, to żeby chociaż w tym filmie (stare i te nowe postaci) nie były gorzej napisane, a będę w całości usatysfakcjonowany seansem.

    No i po obejrzeniu z dużą dozą subiektywności, szczerości i samozadowolenia muszę przyznać, że seria spełniła moje pokładane w niej oczekiwania praktycznie w 100%. Niemiłosiernie cieszyła oko, miło się słuchało kawałków jakie były śpiewane/grane w tle, postaci drażniły tak samo, ale nie gorzej, a fabuła wraz z scenariuszem nie stoczyły się niżej niż ich poziom w serii tv (tak, tamte fabuły i scenariusze jednak jakiś poziom miały, mizerny, ale miały :D). Oczywiście nie twierdzę, że film ten, nie daj boże, jest jakiś doskonały czy/lub świetny. Ostatecznie mam wiele zastrzeżeń, czy to do scenariusza, czy postaci, kilku błędów fabularnych pominiętych przez twórców tylko po to aby historia mogła iść w jakimś stopniu na przód, ale jak już pisałem wielokrotnie, wiedziałem już na starcie, że tak będzie, po prostu liczyłem, że nie będzie gorzej (dla mnie nie było), a jakby było lepiej to tylko na plus (tego też nie było xD).

    Podsumowując, film Sword Art Online: Ordinal Scale MNIE zadowolił, nie uważam, że seans był czasem zmarnowanym, dostałem to czego chciałem, a już sam fakt, że pisze o nim tak długi wywód, świadczy, że film zapamiętam na długo i na pewno jeszcze kiedyś obejrzę go ponownie, przynajmniej dla strony wizualnej, która na to zasługuje. A pewnie teraz wielu zastanawia fakt, jaką ja ocenę końcową wystawiłem temu tytułowi, a moi drodzy, subiektywne 8/10 dałem. Jestem z siebie zadowolony, że dałem taką, a nie inną i raczej w najbliższej przyszłości się ona nie zmieni. Kończąc, tutaj raczej nikt nie zagląda po odpowiedź na pytanie czy warto obejrzeć, ale żeby nie było, ja naprawdę i szczerze polecam. Widziałem o wiele, wiele gorsze rzeczy i nawet przy niż uważałem, że czasu nie zmarnowałem, gdyż zawsze to daje jakieś porównanie i doświadczenie na przyszłość. Tyle ode mnie, dziękuję bardzo za przeczytanie do końca i pozdrawiam serdecznie.

    PS Tak, wiem, że teraz krytycy SAO wypruwają mi flaki (że JAK TO!? Jak to możliwe!? On nie ma gustu!?, Spalić! Zakopać! ;D), a fani tego tytułu cieszą się z oceny jaką wystawił zwykły random znad Przemszy i chwalą, że jestem ich Bogiem, Mędrcem, który kieruje ich ku lepszemu jutru! XD Chociaż wróć, wyczuwam spisek i pewnie zgłoszą się do mnie jeszcze przedstawicie trzeciej grupy, tajnej sekty, która uważa, że…
  • Avatar
    A
    Shorexen 30.09.2017 22:40
    W połowie udany twór, potrzebna kontynuacja!
    Komentarz do recenzji "Youkoso Jitsuryoku Shijou Shugi no Kyoushitsu e"
    No szczerze powiem, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony seria dla mnie w miarę udana, SZCZEGÓLNIE ze względu głównego bohatera Ayanokoujiego, który był przekozaczony do granic możliwości. Nie mam tutaj oczywiście na myśli akcji fizycznych w jego wykonaniu, czy też jakiś wielce chwalebnych/epickich zagrań umysłowych – akcja z ostatniego odcinka nie była wcale taka genialna jaką ją malują, ale ze względu na sam charakter umysłowy postaci, jego bezwzględność, zero empatii, zero jakichkolwiek emocji i uczuć, plus do tego WEDŁUG MNIE świetnie dobrany aktor głosowy, który genialne ukazał bezduszność postaci jaką jest bez wątpliwości Kiyotaka. I nawet jeśli sam ostatni epizod czy też nawet cała seria mnie nie usatysfakcjonowała, to ostatnie słowa naszego protagonisty już w 100%. Niby zdanie złożone i proste, ale jakże epicko i bezdusznie (tak wiem, zbyt często nadużywam tutaj tego słowa :P) wypowiedziane! Miód malinka dla mych oczu i uszu. Dlatego mam tak mieszane uczucia i ogromny niedosyt. Bo tak naprawdę to nie wiemy nic. Ten sezon nic nam nie ukazał, był wręcz takim wstępem do wstępu poczynań czy też podróży badassa na sam szczyt, bo liczy się tylko jedno, ...

    Natomiast jeśli chodzi o pozostałe aspekty owej serii to przejść obojętnie nie mogę, ale też nie ma co pisać.
    - Kreska ładna, barwy starannie dobrane, ale animacji zero. Na szczęście nie musiałem odwracać wzroku od ekranu więc ocena strony technicznej pozytywna. (6/10)
    - Muzycznie okej, przyjemnie, ale bez jakiś fajerwerków czy epickich momentów. Po prostu standardowo. (6/10)
    - Fabuła, niestety mizerna, jej poznaliśmy naprawdę nie wiele, praktycznie nic. Tylko małe wprowadzenie i wyjaśnienie zasad świata przedstawionego i 3 krótkie epizodyczne historie, które jakoś tam wpływają na siebie nawzajem. Tak jak pisałem, ten sezon to dopiero zalążek czegoś mam nadzieję wielkiego, co ma dopiero nastąpić w przyszłości. Więc samą historię i jej przedstawienie najlepiej byłoby pozostawić bez oceny, ale tego raczej zrobić się nie da, więc nie przesadzając ani w jedną ani w drugą stronę zostawię ocenę początkową. (5/10)
    - Postaci, tutaj mam dylemat. Pisząc początkowy wywód na pewno dało się wyczuć, że jestem pod wrażeniem wykreowania protagonisty, ale nic nie napisałem o pozostałych charakterach, ponieważ dla mnie po prostu są zwykłym tłem dla bossa. :D Standard nad standardami, nic wychodzącego poza schematy. A tak naprawdę to nie poznaliśmy ich za wiele – mnie na przykład interesuje reprezentantka klasy A – a o niej praktycznie nic. No po prostu czysta nnuuuudaaaaaa! No może poza Kushidą i jej rozdwojeniem jaźni – szkoda, że nie zaprezentowali tego więcej, w sumie może 3 razy, z czego raz bezpośrednio (na samym początku). I ostatecznie nie miało to żadnego wpływu na dalszy rozwój wydarzeń, meh. Ze względu na występowanie takich, a nie innych postaci pobocznych, i takiego, a nie innego głównego bohatera, który idealnie wpasował się w mój gust i preferencje, ocena za postaci idzie bardzo w górę, wręcz wydaje się zawyżona. (7/10)
    - Enjoyment, tutaj krótko, tak jak się bawiłem, tak oceniam. (7/10)

    Podsumowując: 6+6+5+7+7=31/5=6,2
    Czyli ostatecznie seria spoko, okej, 6/10 i czekam na kontynuację!!!
  • Avatar
    A
    Shorexen 24.09.2017 19:25
    Głupota czasami jest w cenie!
    Komentarz do recenzji "Aho Girl"
    Głupota przeganiała głupotę, ale o dziwo oglądało się to bardzo szybko i przyjemnie. Była to świetna odskocznia po ciężkim dniu w pracy, a sama seria w całości trafiła z humorem w mój gust, bawiła, a to chyba najważniejsze. Tak jak u poprzednika, trochę wbrew sobie, ale także daję takie mocne 7/10. Jako komedia spełnia swoje zadanie, ale musi trafić na widza z odpowiednim humorem. :D
  • Avatar
    A
    Shorexen 24.09.2017 19:19
    Po ostatnim odcinku Koi to Uso
    Komentarz do recenzji "Koi to Uso"
    No to chyba trójkąt forever pozostaje (nisakę raczej pomijamy, ponieważ wątpię, że zagra grubszą rolę w przyszłości). Zakończenie raczej spodziewane, więc osobiście się nie rozczarowałem, bo nie miałem jakiś szczególnych oczekiwań, taki typical end. Jest to na pewno spoko tytuł z ciekawym i można powiedzieć świeżym pomysłem na fabułę, z bardzo przyjemną muzyką, dobrą stroną techniczną, ale nieciekawymi postaciami. Ostatecznie najbardziej mnie tylko zastanawia jak z tego „bagna” wybrnie autor/ka mangi, gdyż wątpię, żeby finałowy koniec był taki jaki napisałem w pierwszym zdaniu. Kogo autor/ka nie wybierze to będzie tylko samo zwolenników co przeciwników i tylko dlatego będę śledził informacje o drugim sezonie, gdyż za mangą nie mam czasu się zabierać. ;)
  • Avatar
    A
    Shorexen 17.09.2017 20:37
    Problem z zakończeniem Re:Creators
    Komentarz do recenzji "Re:Creators"
    W tym komentarzu nie mam zamiaru odnosić się do całości, lecz do pewnej kwestii, która bardzo mnie drażni, intryguje, albo i nawet irytuje i z tego właśnie względu chciałem się tym podzielić. Mianowicie, może coś pominąłem, przeoczyłem, a jeśli tak to bardzo proszę o poprawienie mnie i wytłumaczenie całej sytuacji, ale co do jasnej cholery stało się ostatecznie z Magane? Od łączonej kwestii z głównym bohaterem Soutą z samej końcówki 20 i początku 21 odcinka ani razu już do samego końca nie została pokazana, nawet po napisach końcowych, a na to liczyłem. Bo ani nie zginęła, ani nie przeszła przez portal, ani nawet nie pokazali, że fajnie se żyje w realnym świecie. Rozumiem fakt, że wcześniej zabiła swojego stwórcę, więc teoretycznie nie mogłaby wrócić do swojego świata bo po jaki ciul jak i tak jej historia nie mogłaby iść naprzód, ale nawet jeśli to przydałoby się jakieś mikroskopijne wyjaśnienie czy informacja na temat tej postaci. Jeśli ktoś ma ochotę to bardzo proszę o wtrącenie swoich dwóch zdań w tej sprawie. Pozdrawiam. ;)

    Co do samego anime to krótko i na temat. Jest okej.
    - Bardzo dobra muzyka, no ale to Sawano – to normalka jak on macza w tym palce :D (8/10),
    - Dobra, ale nierówna strona techniczna (6,5/10),
    - Przyjemna, oryginalna, ale często przeciągana i nudna fabuła, bez jakiegoś mocnego ŁAŁ + ten nierozwiązany wątek z Magane, który na tą chwilę uważam za błąd serii (5.5/10),
    - Fajne, różnorodne postaci, ale nic nadzwyczajnego co by powodowało, że przejmowałem się ich losem. Po prostu jak takie pionki na szachownicy (6/10).
    Natomiast mój enjoyment pozostaje niestety na takim samym poziomie jak większość aspektów serii czyli tylko 6/10, ponieważ bez muzyki od Sawano byłoby naprawdę słabo, a przynajmniej ja tak uważam. I właśnie w tym momencie można stwierdzić, że niestety oryginalność nie idzie w parze z świetną serią już na starcie, a o ten właśnie aspekt najczęściej wszyscy mają pretensje co sezon do anime. ;)
  • Avatar
    R
    Shorexen 22.08.2017 02:42
    Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records i ocena tanuki z czapy...
    Komentarz do recenzji "Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records"
    Jak zobaczyłem tą recenzję to aż nie wytrzymałem i po prostu musiałem wbić tutaj do komentarzy i napisać swój własny, w emocjach, bo w emocjach, ale jednak.

    Do cholery, jakim cudem tak słaba seria, z może i przyjemnie wykreowanym głównym bohaterem, ale z resztą płytkich i schematycznych postaci, z przewidywalną, bezsensowną fabułą i z odcinka na odcinek coraz gorszą stroną techniczną, a o muzyce nawet nie wspominam bo oprócz openingu nic nie można tutaj wyróżnić, może dostać tak pozytywną recenzję to ja nie pojmuję… Jednym słowem to jest prawdziwa Tragedia. Ja rozumiem subiektywne opinie itd., ale bez przesady, a poza tym to chyba w recenzenckim fachu obowiązuje coś takiego jak obiektywizm, ale może się nie znam. A, i nikt mi tutaj nie wmówi, że obiektywnie ta seria jest naprawdę dobra, bo okej, 1 odcinek mogę jeszcze uznać za dobrą rozrywkę i fajne wprowadzenie, ale później to jest już tylko i wyłącznie równia pochyła. Proszę nie twierdźcie inaczej bo osiwieje z wrażenia. Naprawdę do tego momentu podchodziłem do recenzji na tym portalu w miarę spokojnie i z dystansem, gdyż większość ocen mogłem zrozumieć, różne aspekty o tym decydowały i okej, ale teraz? Podsumowując, magia… czarna magia niestety. :/ A myślałem, że to ja źle oceniam tytuły i jestem zbyt wyrozumiały. Myliłem się. xD

    Dobra, teraz czekam na komentarze pode mną. :D Ale informuje z wyprzedzeniem, że do niczego się nie odniosę i nic więcej nie skomentuję. Chciałem po prostu to napisać i tyle. Pozdrawiam, do miłego. ;)

    Oczywiście zapomniałem dodać swojej oceny, ale to zrobię, bo mogę. :P
    3,5/10 max
  • Avatar
    Shorexen 7.10.2016 02:42
    Re: Spoiler z nowelki Re:Zero Kara
    Komentarz do recenzji "Re: Zero Kara Hajimeru Isekai Seikatsu"
    Jeżeli mogę się wtrącić i jeżeli dobrze pamiętam to ta „bomba” wspomniana przez autora recenzji to min.
    - „pochłonięcie Rem”, czyli w skrócie jej śpiączka,
    - pojawienie się nowych arcybiskupów,
    - kalectwo Crusch itd.
    Dużo by wymieniać i dużo by spoileorwać, a i tak już za dużo napisałem. Btw strasznie tego „dużo” czyż nie? :D Tak zaznaczam na koniec, że wszystkie przykłady, które wypisałem powyżej dzieją się zaraz po scenie z 25 odcinka, więc studio tak troszkę poleciało sobie w kulki z widzami. xD