x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
One-Punch Man 3 po 12 odcinku (koniec)
Medalist po 13 odcinku (koniec)
Przed seansem nie znałem się kompletnie na łyżwiarstwie figurowym – widziałem może kilka występów w swoim życiu, ale za to tuż po nim zapoznałem się z kilkoma istotnymi kwestiami, by mieć świadomość faktu, że to już nie tylko seria sportowa, ale naprawdę niezwykle angażująca historia o pasji, determinacji, marzeniach oraz przełamywaniu własnych ograniczeń, która jednocześnie nie idzie na skróty pod względem technicznym, zasad i terminologii tego sportu, co czyni ją jeszcze bardziej wartościową. Jestem pod szczerym wrażeniem wykonania wizualnego, realcji głównego duetu i przesłania jaki niesie ta historia.
Animacja łyżwiarstwa jest niesamowicie dopracowana. Według mnie studio i animatorzy sami w sobie stanęli na wysokości zadania i zaprezentowali nam bardzo dynamiczne występy z dbałością o każdy szczegół, od wyrazistej pracy dłoni i stóp, przez poruszanie samymi łyżwami po lodzie i mimikę twarzy zawodników, aż po płynne skoki z pełną fizyką rotacji każdej figury. Oczywiście zdarzały się odcinki przestojowe w których było dużo uproszczeń w postaci statycznych teł i ubogiej animacji, ale są one w pełni zrozumiałe i poza tym spektakularne występy w zupełności to rekompensują.
Historia częstymi momentami jest schematyczna i cała konstrukcja opiera się na odhaczaniu kolejnych punktów jak w typowej opowieści od zera do bohatera (taki gatunek, więc nie czepiam się za bardzo) oraz ma trochę wybijający z rytmu timeskip pomijający dużą część rozwoju Inori. Niemniej jest to też w pewnym sensie zaleta, bo seria przez to wciąga, nie przynudza widza i jednocześnie dobrze koreluje z naturą samego sportu i z sytuacją w jakiej znalazła się główna bohaterka – jej czas ucieka, a sama kariera łyżwiarzy jest niezwykle krótka i ekspresowa, więc siłą rzeczy musi lecieć na skróty żeby nadgonić pozostałych zawodników i stanąć do rywalizacji z Hikari, którą obrała sobie za cel. To pokazuje, że wystarczy jeden moment, szczęście lub pech, aby zaważyć na całej karierze zawodnika.
Muzyka jest bardzo dobra, różnorodna i charakterystyczna dla każdej postaci, pod koniec pojawiła się nawet mała perełka przy okazji występu Tsukasy, natomiast na bardzo szczególne wyróżnienie ode mnie zasługuje w tym aspekcie Opening. Kenshi Yonezu wykonał swój utwór po mistrzowsku, a sama konstrukcja piosenki wraz z dobrze dobranymi wizualiami daje wrażenie pędu, nawet rzekłbym „power upa”, gdy zawodnik przyspiesza tuż przed kluczowym skokiem. Takie połączenie powoduje, że już sam w sobie opening wywołuje ogromne napięcie i ekscytację przed każdym odcinkiem. Kto go pomijał jest dla mnie grzesznikiem, który nigdy nie uzyska przebaczenia. :D
Wspominałem już, że bardzo podoba mi się realcja Inori z jej trenerem Tsukasą i nie jest tak bez powodu. Widać u nich autentyczną chemię i wspólne napędzanie się do rozwoju i spełnienia marzeń. Obie postaci charakteryzuje niezwykła determinacja połączona ze świadomością własnych ograniczeń i słabości, które starają się naprawić. Obserwowanie ich realcji to czysta przyjemność. Rzecz jasna zdarzają się i postaci przerysowane, a sam początek opowieści pokazuje wątpliwe i nienaturalne zachowanie otoczenia Inori, to są też postaci poza wspomnianym duetem, o których przynajmniej warto wspomnieć, a są nimi chociażby Riou, który dostaje pokaźny i wiarygodny wątek pod koniec, hipnotyzująca Hikaru oraz tajemniczy Jun i to nie tylko z zachowania. Natomiast ogólnie postaci świetnie pokazują jak bardzo ekstremalny, wymagający wielu wyrzeczeń i emocjonalny jest to sport, gdzie najmniejszy błąd potrafi nieodwracalnie zniszczyć lata pracy.
Chciałbym również wspomnieć o według mnie bardzo oryginalnym pomyśle z motywem robaków. Uważam, że to jest genialna wręcz metafora do tego jak duży wpływ mają dorośli na świat dziecka. Dla Inori te robaki stały się niezwykłym symbolem i dosłownym kluczem do drzwi, za którymi jest jej wymarzony świat łyżwiarstwa, a to wszystko za sprawą pokornego dziaduni siedzącego za ladą w klubie, który zapragnął robaków dla swoich ptaków. Dziewczynka tak bardzo chciała jeździć na łyżwach jak jej siostra, tak bardzo pokochała ten sport, że podświadomie przyjęła zasadę, że jeśli tylko będzie robić tę dziwną rzecz z perspektywy otoczenia, to dostanie szansę na realizacje swoich marzeń. Zwyczajne robaki stały się dla niej codzienną rutyną do tego stopnia, że traktuje je jako symbol spokoju i szczęścia. Idealnie pokazuje to uroczy ending, zresztą tak samo jak opening świetnie zrobiony.
Seria również świetnie balansuje klimatem. Poważne i niezwykle istotne występy przeplata z bardzo przyjemnym humorem, który akurat w mój gust wstrzelił się perfekcyjnie – puszysty centaur zostanie ze mną na długo. :D
Uważam, że Medalist to już nie tylko anime, to wręcz idealna reklama sportu jaki w nim widzimy. Dokładnie tak samo jak w przypadku Haikyuu i siatkówki. Bardzo dobrze tłumaczy całą dyscyplinę, że nawet taki amator jak ja jest w stanie dużo z tego wynieść, a każdy nieudany występ, upadek, czy niedokończona figura staje się prawdziwym dramatem wieńczącym końca świata – przynajmniej ja tak to odbierałem. Doczytałem również, że cała terminologia w serii jest oparta na rzeczywistych przepisach ISU, co dodaje produkcji ogromnej wiarygodności, ale to też za sprawą autora pierwowzoru, który jest podobno perfekcjonistą pod tym względem. W sumie nie inaczej jest też z rysunkami w komiksie, ponieważ kilka lat temu przewinęło mi się przez oczy to [link] i wtedy sobie pod nosem powiedziałem „dobre to”, „to ma potencjał”, no ale na tym się skończyło i o serii całkowicie zapomniałem aż do tego momentu. Po prostu zachciało mi się to obejrzeć, bo za rogiem drugi sezon i jak widać ta zwykła chęć bardzo mi się opłaciła. Tytuł to dopracowany niezwykle i pomimo uproszczeń technicznych w momentach przejściowych, szybkiego tempa, wątpliwego zachowania otoczenia i niektórych postaci, to sama historia bardzo angażuje i nie pozwala się nudzić. To seria, która nie tylko dostarcza dużej zabawy czy satysfakcji, ale autentycznie zachęca do bliższego zapoznania się z tym sportem. Drugi sezon dla mnie obowiązkowy, ale zapewne na tym się nie zakończy i sięgnę również po pierwowzór mangowy. Anime serdecznie polecam, chociaż sądzę, że pisać tego nie muszę, bo z tekstu łatwo to wywnioskować.
Plunderer po 24 odcinku (koniec)
Arifureta Shokugyou de Sekai Saikyou 3 po 16 odcinku (koniec)
Uma Musume: Cinderella Gray 2 po 10 odcinku (koniec)
Jigokuraku po 13 odcinku (koniec)
Eromanga Sensei po 12 odcinku (koniec)
Violet Evergarden Movie - krótka opinia
Katainaka no Ossan, Kensei ni Naru po 12 odcinku (koniec)
Odpowiedź na komentarz użytkownika góral
Dziękuję również bardzo że to, że mnie obrażasz. Myślę że dodaje to wiarygodności twoim słowom, a mnie sprowadza do poziomu podłogi. Cenna dla mnie lekcja, wzbudzająca chęć do refleksji na temat mentalności człowieka i wrogości jaka płynie w stosunku do odmiennej opinii niż jego własna. Pozdrowionka.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika ukloim
Odpowiedź na komentarz użytkownika ukloim
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Czy ja wiem… nie jest to utopia, bo jest wiele przykładów, które właśnie robią to czego oczekuję, czyli tworzą piękną animację w tytułach, które na to zasługują. Po prostu ubolewam, że niestety zdarzają się też takie przypadki jak ten film. No ale ostatecznie przyznaję, że pewnie się mylę we wszystkim, bo jak widać warto popmować kasę w tego typu tytuły. Zarabia na siebie, jest bardzo chwalony i popularny. To jawne potwierdzenie, że w ogólnym rozrachunku warto.
W dalszym ciągu jestem zdania, że pieniądze znaczenie mają. Czy ogromne, nie wiem. Nie mi osądzać. W sumie to można nawet ten argument albo nawet stwierdzenie z mojej opinii wyrzucić, bo to w gruncie rzeczy nie ma znaczenia. Film zrobiony świetnie, jakieś pieniądze musiały tam być, a wolałbym, żeby były gdzie indziej, to wszystko.
Również nie uważam, że dostają kokosy. Ale nie uwierzę, że nie idą tam gdzie zarobią najwięcej. Przecież często się mówi, że w tej branży płaci się mało – sam to napisałeś i też się z tym zgadzam, co oznacza, że jeśli są utalentowani i chcą zarobić więcej, to pójdą tam gdzie najwięcej tej kasy otrzymają. Problem mój jest z tym, że finalny rezultat widziany na ekranie (nie istotne już za sprawą czego w największym stopniu) jest tam gdzie go według mnie nie powinno być.
A wielka szkoda. Ja zdaję sobię sprawę, że w największym stopniu o jakości animacji świadczy utalentowanie konkretnych osób i ile czasu im się da aby dopieścić konkretne elementy, ale to kosztuje. Musi kosztować i to musi kosztować więcej niż w innych przypadkach, które ostatecznie wyglądają gorzej.
Przeczytałem. Wnioski mam takie jakie się spodziewałem. Budżet nie jest naistotniejszy, ale ma znaczenie jak ostatecznie projekt ma wyglądać. A najważniejsze (oczywiście wedle tych artykułów) jest odpowiedni harmonogram i zarządzanie całą produkcją. Tylko moje zdanie w tej kwestii się nie zmienia. Dobry i elastyczny harmonogram kosztuje, tak samo jak zarządzanie produkcją. Możemy zmienić, że budżet ważny nie jest, ale kasa jaka jest popowana w tworzenie danego dzieła już tak. Nie jest to czynnik kluczowy, ale na pewno pomocny i mający wpływ na ostateczny rezultat jaki widzimy na ekranie.
No ale na koniec zaznaczę. Nie jestem specjalistą. Nie mam wiedzy ani wglądu we wszystko, szczególnie w aspekty finansowe i produkcyjne. Po prostu ów film został w ogólnym rozrachunku wykonany na świetnym poziomie, ale według mnie materiał źródłowy na to nie zasłużył. Sądzę, że za bardzo rozdmuchałem ten argument z mojej opinii. Dla spokoju ducha mogę go wywalić, bo nie ma to wpływu na moją ostateczną opinię i ocenę.
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Chainsaw Man: Reze-hen - krótka opinia
Uma Musume: Pretty Derby - Shinjidai no Tobira
Sen to Chihiro no Kamikakushi - nieco dłuższa i spójniejsza opinia
Na początek największy plus Spirited Away, czyli oprawa audio‑wizualna. Film z pewnością zasługuje na wszelkie pochwały za animację, projekt świata przedstawionego, wszelkich stworzeń, bóstw i postaci oraz ost. Pod tym względem jest to bez wątpienia prawie że dzieło wybitne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę rok produkcji. Doceniam również kreację wszelkich postaci w tym świecie, które najczęściej są niezwykle kreatywnie i ładnie wykonane pod względem dbałości o detale oraz symbolizują konkretne skrajne i negatywne cechy charakteru / społeczeństwa czy wpływ otoczenia na nasze zachowanie, ale szkoda, że bez kontrastu.
Niestety według mnie na tym duże plusy się kończą. Na początek zaznaczę, że film operuje na skrótach myślowych, uproszczeniach i logice mitu / baśni, co narusza zdrowy rozsądek, realizm i wiarygodność świata. O tym już wspominałem we wcześniejszym komentarzu, ale na pierwszy plan w tym aspekcie wychodzi nierealistyczne tempo przemiany głównej bohaterki, Chihiro. Przechodzi z kapryśnej i bojaźliwej dziewczynki do bohaterki, która ma niewyobrażalne pokłady odwagi, determinacji i empatii w ciągu zaledwie kilku dni. Jest to zbyt gwałtowny i trwały rozwój charakteru, co powoduje, że z psychologicznego punktu widzenia jest niewiarygodny i zbyt wygodny dla fabuły. Kolejnym punktem jest totalny brak inteligencji jedynych dorosłych ludzi przedstawionych w filmie, czyli rodziców protagonistki. Zapewne zostali celowo przerysowani jako bezmyślne jednostki, aby pokazać negatywne aspekty konsumowania wszystkiego co popadnie bez rozwagi. Jednak taki sposób prezentacji i tylko w jednej skrajnej formie utrwala stereotyp, że wszyscy dorośli na świecie są chciwi i głupi, a to jawna nieprawda. Idąc dalej postacie tego fantastycznego świata również zachowują się niezbyt logicznie, szczególnie sojusznicy Chihiro. Postacie takie jak Kamaji czy Zeniba działają w sposób niesprawiedliwy zważywszy na wiedzę jaką posiadają. Ten pierwszy bez mrugnięcia okiem wysyła protagonistkę do Yubaby wbrew własnej wiedzy i radzie Haku, Chihiro zresztą słucha polecenia bez mrugnięcia okiem nawet jeśli jej największy przyjaciel kategorycznie tego zabronił. Drugą podobną postacią jest Zeniba, która wiedząc, że Haku pracuje pod przymusem Yubaby i okradł ją tylko na rozkaz swojej siostry bliźniaczki (swoją drogą śmieszne jest to, że obie są dokładnie tak samo ubrane) i tak go atakuje oraz krzywdzi do stanu śmiertelnego zamiast bezpośrednio skonfrontować się z Yubabą, tym bardziej jak była świadoma, że Haku posiada w sobie coś co go wyniszcza. W pewnym sensie jest to tłumaczone jakąś próbą dla postaci w baśniowej kreacji, ale to nie zmienia faktu, że ich działania są nielogiczne i chaotyczne z perspektywy wiarygodnej motywacji.
Natomiast największym problemem filmu jest jego monotonny przekaz moralny, który pomija brutalną prawdę świata realnego. Pokazuje, że tylko krzywdzenie siebie da Ci sukces. Filmy wręcz uczy, że aby uratować najbliższych lub zdobyć wartościowe relacje, czy też pracę, to trzeba najpierw podporządkować się toksycznemu systemowi i pójść na moralny kompromis. Taka przesłanka jest niebezpieczna pod względem wychowawczym, gdyż sugeruje, że poświęcenie siebie jest jedynym niezbędnym krokiem do osiągnięcia celu. Występuje tutaj również wspomniany przeze mnie wcześniej brak kontrastu. Produkcja irytuje niemiłosiernie brakiem prezentacji niesprawiedliwej porażki. Utrwala fałszywą, baśniową zasadę, że starania i bycie dobrym zawsze wynagrodzi. Brak jest momentów, czy konkretnych scen, gdzie pomimo ogromnego wysiłku i dobrych intencji rzeczy po prostu się nie udają, co jest faktem naszego życia. Film ignorując ten kluczowy dla realnej prezentacji kontrast, nie przygotowuje widza (w tym konkretnym przypadku dziecka) do złożoności i okrucieństwa realnego świata. Oczywiście rozumiem, że to jest baśń i tak powinno się to traktować, niemniej nie jestem w stanie przeboleć jawnych wad, które dodatkowo mogą mieć negatywny wpływ. No ale jestem w mniejszości, więc pewnie drogą demokracji się mylę.
Podsumowując, Spirited Away to na pewno dzieło piękne, symboliczne, kultowe i słusznie chwalone za oprawę techniczną, ale zawodzi na całej linii pod względem realizmu, psychologii i etyki. Rozumiem i doceniam baśniowy przekaz jaki niesie, ale jest on krzywdzący, zbyt łatwy i optymistyczny. Film ostatecznie opiera się na prostolinijnym scenariuszu, zamiast być bardziej wartościowy pod względem przekazu prawdy o życiu, w którym bohaterstwo nie jest gwarancją szczęścia, a szlachetne intencje nie uchronią przed konsekwencjami.
Wyjątkowy i irytujący zarazem był to film, nie zapomnę go nigdy. 6/10
Sen to Chihiro no Kamikakushi - krótka opinia
Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Odpowiedź na komentarz użytkownika ukloim
Cyberpunk: Edgerunners po 10 odcinku (koniec)
Evangelion po 3.0+1.0 Od-nowa (koniec)
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Dodam, że w pełni rozumiem dlaczego ta seria jest tak chwalona za finał, po prostu od nadmiaru emocjonalnych i świetnie zrobionych technicznie scen ludzie nie dostrzegają faktycznych wad i nie mam ostatecznie z tym problemu, bo ja też tak mam z niektórymi seriami. Różnica jest jednak taka, że ja wiem iż dana seria ma wady, jestem ich świadom, nie bronie jej na siłę w tych aspektach i mimo tego oceniam wysoko przez emocje jakie dany tytuł u mnie wywołuje, a w przypadku tej produkcji wszyscy bezmyślnie bronią, bo super i tyle.
No ale to przecież shounen… pewnie przesadzam.
Tatsuki Fujimoto 17-26 po 8 odcinku (koniec)
No dobra, ale co z tym zlepkiem różnych historii? A nico. Ogromna różnorodność, więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie, ale praktycznie każdy epizod cierpi na to ile trwa, przez co nie ma szans ani wkręcić się w historię czy chociażby polubić postaci. Niektóre epizody (1, 4, 5 i 7) mają naprawdę duży potencjał pod względem historii i świata przedstawionego, a dodatkowo są bardzo dobrze zrobione technicznie, ale jak wiemy z mojego powyższego wywodu przeczuwam, że nic dobrego by nie wynikło z rozwinięcia tych pomysłów. Natomiast muszę zaznaczyć, że dla mnie osobiście epizody 2, 3 i pod pewnymi względami również 6 to jest totalna padaka, która nie powinna istnieć, a ósmy, tak jakby na osłodę jest nawet przyjemny. Seans ogólnie mnie rozczarował, ale przez to, że niektóre odcinki pozostawiły po sobie nawet pozytywne wrażenie to nie był to czas zmarnowany. Jedyny ogromny plus to potwierdzenie mojego zdania na temat autora.