x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Seihantai na Kimi to Boku 2 po 13 odcinku (koniec)
Jin-Roh
Muzyka towarzysząca napisom końcowym to arcydzieło.
A recenzja to żart. Szczególnie w kwestii oceny warstwy wizualnej.
KakeKoi po 12 odcinku (koniec)
Odpowiedź na komentarz użytkownika I.
Tongari Boushi no Atelier
Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan po 8 odcinku
odpowiedź na komentarz użytkownika Nick
Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan po 5 odcinku
Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan po 4 odcinku
Krótki komentarz do recenzji
A na koniec chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz. Logika i spójność w narracji nie polegają na tym, że każdy bohater zawsze podejmuje racjonalne decyzje. Polegają na tym, czy te decyzje są wiarygodne w kontekście postaci, ich obecnej sytuacji i wieku. No nie wiem… od takiego Ayanokoujiego wymagamy żelaznej logiki, bo był do tego szkolony od małego w przystosowanym do tego celu środowisku, to jest jego fundament. Od 12‑letnich dzieci z Coco na czele, które zderzają się z brutalną rzeczywistością świata magii, powinniśmy wymagać przede wszystkim autentyczności, a nie chłodnego wyrachowania. Warto czasem spojrzeć na świat ich oczami i zadać sobie pytanie, czy w ich wieku i sytuacji sami bylibyśmy w stanie zachować się spójnie oraz racjonalnie.
Wilcze dzieci
Chłopiec i czapla
Powrót do marzeń
Szept serca
Dla mnie osobiście największą siłą filmu jest wbrew pozorom Shizuku, która jest jednocześnie jedną z najbardziej naturalnie napisanych bohaterek Ghibli. Jej przemiana nie jest nagła, nienaturalna ani symboliczna, lecz stopniowa, wiarygodna i bardzo ludzka. Popełnia błędy, idealizuje, wątpi w siebie i dojrzewa twórczo oraz emocjonalnie. To zwyczajność tej postaci tak bardzo wyróżnia ją na tle wielu innych protagonistek studia. Oczywiście część widzów zarzuca jej egoizm czy irytujące zachowanie, ale dla mnie właśnie te cechy czynią ją psychologicznie autentyczną. Ambicja zderzająca się z pierwszą porażką, impulsywność i młodzieńcze skupienie na własnych przeżyciach i celach składają się na wyjątkowo prawdziwy obraz jej dojrzewania.
Ogromnym atutem jest też wątek miłosny, jeden z najbardziej naturalnych w dorobku studia. Relacja Shizuku i Seijiego rozwija się subtelnie i bez pośpiechu przez wspólne pasje oraz wzajemną inspirację, co staje się istotną częścią przemiany bohaterki, a nie tylko nagłym dodatkiem do fabuły.
Warto też docenić warstwę techniczną. Może nie jest to wizualna topka studia, ale jak na rok premiery animacja pozostaje barwna, płynna i pełna detali, a sposób ukazania codzienności ma niezwykły klimat. Świetnie działa również muzyka, szczególnie w finale, który należy do jednych z moich ulubionych od Ghibli.
Laputa podniebny zamek
Zawsze oceniam twory przede wszystkim przez pryzmat spójności fabularnej, logicznego ciągu wydarzeń oraz wiarygodności zachowań postaci. W tych kryteriach Laputa wypada dla mnie lepiej niż Chihiro oraz zdecydowanie lepiej niż Hauru.
Przede wszystkim ten film jest prosty i czytelny, a wydarzenia wynikają z siebie w logiczny sposób. Dla kontrastu w Chihiro i Hauru pojawiają się elementy chaosu w strukturze fabularnej oraz w decyzjach postaci, które często są trudne do jednoznacznego uzasadnienia. Oczywiście jestem świadom, że wynika to z ich baśniowej konwencji i silnej symboliki, niemniej takie zabiegi obniżały dla mnie wiarygodność historii i powodowały, że seans bywał momentami niezwykle irytujący.
Oczywiście Laputa odstaje od wspomnianych dzieł pod względem wizualnym, ale trudno się temu dziwić, skoro dzieli je około 20 lat rozwoju animacji i zastosowanej technologii. Z kolei warstwa muzyczna jest znakomita i bardzo dobrze wkomponowana w opowiadaną historię. Nie jest to jednak film pozbawiony istotnych wad, pojawiają się uproszczenia i drobne nielogiczności aby fabuła mogła iść swoim torem, ale nie jest to ten poziom absurdu jak w wyżej wymienionych produkcjach, a w ogólnym rozrachunku całość pozostaje spójna i angażująca.
Ostatecznie dla mnie to świetny i wciągający film, który ani przez chwilę nie nuży i zgodnie z moimi prywatnymi kryteriami oceny jest jednym z najlepszych tytułów spod szyldu Ghibli. Poziom mniej‑więcej Mononoke Hime.
Grobowiec świetlików
Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
Pytanie brzmi jak zachowuje się osoba, która coś wie/czegoś się dowie. Czy trzyma gębe na kłódkę i używa jej po kryjomu, czy obwieszcza na około ten fakt jak największej liczbie ludzi. W pierwszym przypadku ciężko się o takiej osobie dowiedzieć – to fakt, więc wtedy bezpiecznik nie działa, w tym drugim łatwo namierzyć konkretne osoby i użyć bezpiecznika w postaci czyszczenia pamięci nawet na większą skalę. Za mało wiemy / wiem na obecną chwilę, więc nie bawie się jeszcze w osądy. Sam bezpiecznik na razie działa, ale to prawda, że istnieją sytuacje w których łatwo o szpiega, który wykradł informacje i dobrze się ukrywa z tą wiedzą, no i może nawet takie jednostki są, kto wie…
No jeśli atrament powstaje z jakiegoś innego specyfiku niż normalnie, albo z konkretnego miejsca o którym wiedzą tylko czarodzieje, to raczej o popyt w świecie przedstawionym nie ma się co martwić.
Z resztą się zgadzam, bo sam mam wiele pytań na które odpowiedzi jeszcze nie ma. Dlatego seria ma duży potencjał, ale też może zaliczyć spektakularny upadek. Doceniam sam fakt intencji i chęci autora do postarania się w tej kwestii – przynajmniej na początku.
Seihantai na Kimi to Boku po 12 odcinku (koniec)
Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Coś chyba nie wyszło z tym punktem odniesienia, albo po prostu źle ubrałeś w słowa to co miałeś na myśli, bo trochę zaprzeczyłeś sam sobie. Dlaczego? Ponieważ Frieren w dużej mierze opiera się właśnie na spokojnej slice of lifeowej podróży, codziennych interakcjach i pomaganiu napotkanym ludziom, a większe walki pojawiają się raczej sporadycznie. Od siebie dodam tylko, że całe szczęście iż Atelier nie idzie i oby nie poszło w stronę Frieren. Dla mnie jedna tak schematyczna, bez fabularna i bez zasad świata przedstawionego seria w zupełności wystarczy.
Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
Napisałem o tym dosyć jasno. Zapewne nie, skoro takim osobom, które coś „skojarzyły” lub zobaczyły spokojnie mogli wyczyścić pamięć, prawda? Łatwy fabularny bezpiecznik, ale działa i wprost o tym informują na początku serii, co akurat w tej kwestii doceniam. Poza tym jest również informacja, że obecne społeczeństwo zostało wychowane w przekonaniu, że magia to wrodzony dar, więc nie doszukują się czegoś, co dostaje się w trakcie narodzin, albo wcale.
Papier nie ma znaczenia, już pierwszy odcinek to łatwo pokazał. Co do atramentu – nie wiem, nie czytałem pierwowzoru. Nie będę strzelał, że chociażby w miejscach takich jak ta wieża z księgami, do której dostęp mają tylko czarodzieje, bo może seria sama nam na to pytanie odpowie z czasem, ale teraz tego nie wiadomo – to fakt. Natomiast wspomnieli, że to jakiś specjalny rodzaj atramentu, a nie jakiś standardowy i może mieć to jakieś znaczenie gdzie i jak go wytwarzają.
A pojawił się? Gdybologię odstawiam na bok, ale odpowiadając na pytanie, pewnie tak. Ciężko stwierdzić po dwóch odcinkach, nie sądzisz? To już jest kwestia jak autor pierwowzoru ma zaplanowane budowanie świata na przyszłość.
Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
Otonari no Tenshi-sama 2 po 1 odcinku
Enen no Shouboutai: San no Shou Part 2 po 10 odcinku
Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Odpowiedź na komentarz użytkownika Uratugo
Nie pytam dlaczego bohaterowie zawsze nie wybierają najszybszej drogi, tylko dlaczego w świecie w którym latanie jest pokazane jako normalna, zawsze dostępna i wielokrotnie bezproblemowo używana umiejętność w trakcie zagrożenia życia, nagle przestaje ona istnieć w trakcie wielodniowych podróży i to bez jakiegokolwiek komentarza ze strony fabuły. To nie jest ten sam typ problemu co orły w WP, ponieważ ja tu wspominam o zdolności którą bohaterowie faktycznie posiadają i regularnie wykorzystują chociażby w walce.
Zgadzam się. To jest intencja autora. Tylko nie odpowiada na mój zarzut / problem. Nie krytykuję motywu podróży, tylko brak wyjaśnienia czemu jedna i ta sama magia jest używana reaktywnie, a nigdy proaktywnie, mimo że nic w konkretnej scenie jej nie wyklucza.
Byłby to solidny argument gdyby nie fakt, że Frieren i Fern używają wielokrotnie magii lotu stabilnie, precyzyjnie, bez widocznych kosztów, bez wahania i bez konsekwencji. Jeśli ta magia faktycznie jest tak niebezpieczna i nie do końca poznana, to raczej nie powinni z niej korzystać w trakcie walki, a sam świat powinien to jasno komunikować w trakcie decyzji bohaterów, tymczasem ta rzekoma wada nigdy nie wpłynęła na ich zachowanie.
Rozumiem, ale są to argumenty wybiórcze, bo nie tłumaczą sytuacji w których pogoda jest dobra, zagrożenia brak, a bohaterowie i tak spacerują dniami i nocami, nawet nie wspominając o możliwości lotu czy jego istnienia w tym świecie. To ta cisza w informowaniu jest moim problemem, nie samo istnienie ograniczeń tej magii.
Nie oceniam całego dzieła na tej podstawie, tylko wyciągam jedną nieścisłość, która jest jednym z wielu czynników branych pod uwagę w trakcie finalnej oceny. Nigdy nie robię tak, jak mi zarzucasz i nigdy nie napisałem, że tak robię. Jest wiele zalet tej produkcji, które również biorę pod uwagę. Dodatkowo ja nie domagam się uproszczenia / przyspieszenia drogi do konkretnego celu, tylko konsekwencji w zasadach świata przedstawionego. Innymi słowy nie pytam dokładnie czemu nie lecą, tylko czemu świat raz pozwala im latać bez problemu, a raz udaje, że ta możliwość nie istnieje.
Podsumowując, nie mam problemu z motywem podróży ani z tym, że bohaterowie idą pieszo zamiast polecieć. Mam problem z tym, że tytuł ani razu nie potrafi spójnie wyjaśnić dlaczego magia latania, która pokazywana na tak łatwą w wykorzystaniu w trakcie walki i bez jakichkolwiek kosztów czy efektów ubocznych, nagle przestaje być nawet opcją w trakcie normalnej podróży. Gdyby seria jasno informowała o istnieniu jakiegoś ograniczenia, to mój zarzut w ogóle by się nie pojawił. Pozdrawiam.