Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Komentarze

Shorexen

  • Avatar
    A
    Shorexen 4.10.2026 19:47
    Seihantai na Kimi to Boku 2 po 13 odcinku (koniec)
    Komentarz do recenzji "Seihantai na Kimi to Boku [2026]"
    Ehhh… szkoda, że nie ma tego więcej. Szkoda również, że Tairazuma nie poszło o kroczek dalej. No ale z drugiej strony może i lepiej, że skończyło się właśnie w ten sposób, bez niepotrzebnego przeciągania na siłę. Tak czy siak, wyborny romansik szkolny, jeden z najlepszych jakie oglądałem.
  • Avatar
    A
    Shorexen 26.09.2026 01:49
    Jin-Roh
    Komentarz do recenzji "Jin-roh"
    Dojrzałe i wybitne dzieło, które traktuje widza z pełną powagą. Jedyną odczuwalną wadą, mogącą odstraszyć część widzów, jest bardzo wolne tempo i brak większej akcji, co w dobie tiktokizacji skutkować może szybkim porzuceniem seansu. Cała reszta natomiast to dla mnie absolutna czołówka japońskiego kina animowanego. Od realistycznie napisanej intrygi politycznej, przez rewelacyjnie poprowadzone, tragiczne i wyprane z tanich emocji postacie, dopracowaną i surową zarazem tradycyjną animację 2D, która po latach nadal zachwyca, po melancholijną muzykę budującą niepowtarzalny, ciężki klimat. Nic, tylko polecać, choć niestety przez swoją specyficzną konstrukcję i art design pozycja ta nie jest dla każdego, a już na pewno nie dla młodszego odbiorcy.

    Muzyka towarzysząca napisom końcowym to arcydzieło.

    A recenzja to żart. Szczególnie w kwestii oceny warstwy wizualnej.
  • Avatar
    A
    Shorexen 22.09.2026 21:14
    KakeKoi po 12 odcinku (koniec)
    Komentarz do recenzji "Toumei na Yoru ni Kakeru Kimi to, Me ni Mienai Koi o Shita"
    Bardzo dużo osób porównuje ten tytuł do Kwietniowego kłamstwa. Osobiście nie wiem dlaczego, bo poza jednym kluczowym aspektem na samym finiszu różni je całe mnóstwo rzeczy. No ale skoro tyle osób widzi to podobnie, to na chwilę stanę się jedną z nich i powiem w wielkim skrócie: ten tytuł według mnie jest o wiele dojrzalszy, bardziej realistyczny i po prostu lepszy, nawet jeśli technicznie nie dorównuje rywalowi. Poza jednym zgrzytem mniej więcej w połowie serii związanym z postępowaniem Kakeru, to nie mam większych zastrzeżeń co do fabuły. Od strony technicznej jest w porządku, a co najważniejsze, to krótka, wzruszająca i zamknięta opowieść, więc naprawdę warto obejrzeć.
  • Avatar
    Shorexen 20.09.2026 16:30
    Odpowiedź na komentarz użytkownika I.
    Komentarz do recenzji "Tongari Boushi no Atelier"
    Chyba nie zdałeś sobie sprawy z faktu, że tutaj są ultra fani oraz anty fani. Obie grupy podzieliły się idealnie na pół i przeciągają sobie linę. :D
  • Avatar
    R
    Shorexen 19.09.2026 07:29
    Tongari Boushi no Atelier
    Komentarz do recenzji "Tongari Boushi no Atelier"
    Ze skrajności w skrajność. :D No ale niech będzie, przynajmniej teraz wychodzi średnia na jaką ta seria raczej zasługuje.
  • Avatar
    A
    Shorexen 12.09.2026 19:13
    Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan po 8 odcinku
    Komentarz do recenzji "Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan"
    No niestety, totalne rozczarowanie. Szkoda.
  • Avatar
    Shorexen 29.08.2026 11:52
    odpowiedź na komentarz użytkownika Nick
    Komentarz do recenzji "Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan"
    Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś. :) I cieszę się, że są też tacy fani jak ty. Ja niby krytykuję, ale to nie oznacza, że jakoś źle się bawię. Nadal dobrze mi się to ogląda. Po prostu pierwotna seria miała dla mnie to „coś” i po tylu sezonach nowej odsłony dalej troszkę żałuję, ze poszli w inną stylistykę wizualną. No i też mam, tak samo jak ty, duże nadzieje w stosunku do autora mangi, który na szczęście czuwa nad adaptacją. Jestem ciekaw czy pójdzie w całkowicie inny finał, czy taki sam, ale bardziej szczegółowy i dopracowany. Czas pokaże.
  • Avatar
    A
    Shorexen 23.08.2026 19:31
    Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan po 5 odcinku
    Komentarz do recenzji "Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan"
    Zgadzam się, że jest dużo lepiej niż w pierwszych czterech odcinkach, ale nadal to jeszcze nie jest to. Mam przede wszystkim problem z tym, jak zostały przedstawione niektóre kluczowe momenty. Orihime, która przez 400 odcinków praktycznie nic nie zrobiła, nagle dostaje swój wielki moment bez żadnego sensownego uzasadnienia. Nie żeby cokolwiek w tej serii miało głębszy sens, ale skoro już mogę się do czegoś przyczepić, to się przyczepię. Kolejnym problemem jest dla mnie sposób, w jaki przedstawiono samą akcję. Nowa forma Ichigo wygląda jak odpustowa choinka, kompletnie do mnie nie trafia i jest moim zdaniem najgorszą ze wszystkich, jakie do tej pory miał. Do tego animacja, która powinna być przecież jednym z największych atutów tego odcinka, momentami staje się bardzo nieczytelna. Wszystko dzieje się po prostu za szybko, przez co nie ma nawet chwili, żeby zatrzymać się i poczuć tą epickość, którą oczekuję od tego typu shounena. Zamiast budować napięcie i pozwolić wybrzmieć poszczególnym momentom, wszystko przelatuje przed oczami. Przez to nawet ucięcie głowy Ichigo nie wywołało na mnie większego wrażenia. I właśnie tutaj najbardziej widać różnicę w stosunku do starego Bleacha, którego tak pokochałem. Przedziurawienie Ichigo przez Ulqa, sytuacja, w której bohaterowie zaczęli atakować samych siebie pod wpływem mocy Aizena, czy chociażby poświęcenie Gina, to były momenty, które autentycznie budziły we mnie emocje. Tutaj natomiast kolejne wydarzenia są tak efektowne i dynamiczne, że paradoksalnie nie mają czasu na to, żeby naprawdę wybrzmieć. I żeby nie było, nie zmienia to faktu, że pod względem wykonania technicznego ta seria nadal stoi na jednym z najwyższych poziomów, jakie można zobaczyć w seriach tv. Widać ogrom pracy włożonej w animację i oprawę całej kontynuacji. Problem polega po prostu na tym, że sama jakość wykonania nie wystarcza, jeśli sposób przedstawienia tych scen nie trafia w moje gusta. Dlatego, mimo że rozumiem zachwyt fanów i naprawdę cieszę się, że wiele osób dostało dokładnie taki odcinek, na jaki czekało, moje subiektywne odczucia są takie, że wypada on kilka poziomów niżej niż pierwszy bankai Ichigo, walka z Ulquiorrą czy starcie z Aizenem. I chyba właśnie tutaj dochodzę do sedna mojego problemu z nową odsłoną Bleacha. Pierwotny sezon był surowy, ciężki i miał genialnie dobraną, pompatyczną muzykę. Tamte sceny miały w sobie to coś, ten ciężar, dzięki któremu nawet prostsze wizualnie momenty potrafiły robić ogromne wrażenie. W nowej odsłonie mamy tymczasem co chwilę jakieś fajerwerki, kolorki i iskierki. Oczywiście takie rzeczy można zrobić świetnie i z wyczuciem, co wielokrotnie udowadniało chociażby ufotable, ale tutaj po prostu do mnie to nie trafia. Może rzeczywiście robię się już stary, skoro zamiast zachwycać się kolejnymi świetnie wykonanymi odcinkami, to siedzę i narzekam na to, że kiedyś to było… No ale podsumowując ten cały wywód, to już nie jest ten sam Bleach. I chyba przede wszystkim nie jest to Bleach, za który pokochałem ten tytuł kilkanaście lat temu. Mimo wszystko w dalszym ciągu doceniam ogrom pracy włożonej w stworzenie tej kontynuacji przez studio i główny zespół produkcyjny, bo naprawdę widać, że mocno się nad tym napracowali. Po prostu ta ich wizja nie pokrywa się z moimi oczekiwaniami jak do tej pory. Natomiast sans oczywiście dokończę, bo zostało już niewiele i nie mogę sobie odpuścić wejścia Aizena. A nuż wykonają to genialnie i całkowicie zmienią moje ogólne wrażenia. Kto wie…
  • Avatar
    A
    Shorexen 16.08.2026 19:39
    Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan po 4 odcinku
    Komentarz do recenzji "Bleach: Sennen Kessen Hen - Kashin Tan"
    Słabo się to ogląda. Może i wygląda ładnie, ale nie wywołuje we mnie praktycznie żadnych emocji. Myślałem, że kluczowe momenty dostaną naprawdę epickie, wbijające w fotel sceny, bo w końcu to jedyny powód, dla którego oglądam Bleacha. Liczyłem, że anime zrobi z nimi coś znacznie lepszego niż komiks, a z mojej perspektywy wyszło spore rozczarowanie. Jedyną nadzieję pokładam jeszcze w Aizenie. Jeśli nawet jego wątek spieprzą, będzie to dla mnie, zaraz obok drugiego sezonu Frieren, największa porażka tego roku.
  • Avatar
    R
    Shorexen 5.07.2026 09:47
    Krótki komentarz do recenzji
    Komentarz do recenzji "Tongari Boushi no Atelier"
    Sulpice, trochę się na Tobie zawiodłem. Mam w dalszym ciągu szacunek do Twoich recenzji, ale tutaj według mnie po prostu przesadziłeś. Seria oczywiście ma według mnie swoje wady, ale nigdy bym się nie spodziewał, że akurat Ty obierzesz za główny punkt krytyki to, że dzieci (dodajmy po ciężkich przejściach życiowych) zachowują się jak… no właśnie, jak dzieci, które dopiero uczą się życia. Oczekiwanie, że w tak krótkim czasie staną się w pełni racjonalne w sytuacjach, które je przerastają, jest moim zdaniem nietrafione. Dziwi mnie to tym bardziej, że jesteś fanem twórczości Miyazakiego. Filmy takie jak Hauru czy Czapla operują na podobnej narracji, gdzie postacie często działają w sposób emocjonalny czy wręcz nielogiczny i tam jednak nie miałeś do tego większych zastrzeżeń, a w Atelier stosujesz niezwykle surowe określenia, które są zwyczajnie nieadekwatne. Technicznie recenzja jest jak zawsze bardzo dobrze napisana, ale merytorycznie uważam ją za bardzo niesprawiedliwą. Już za bardziej zasadne uznałbym krytykowanie 1000­‑letniej elfki, która często podejmuje decyzje irracjonalne, nieodpowiedzialne i sprzeczne z samą sobą. Zważywszy na przeżycie wielu pokoleń, powinna reprezentować o wiele większy poziom dojrzałości (decyzyjnej, nie emocjonalnej), zamiast strzelać czarami i robić za mema z grymuarami. Jeśli tak ostra krytyka występuje w stosunku do 12­‑letniej Coco i innych bohaterów w jej wieku, to powinna tym bardziej dotyczyć Frieren, czy protagonistów z wspomnianych wyżej filmów. Czyżby podwójne standardy? Atelier jasno komunikuje, czym chce być, a Ty traktujesz ją jak jakiś protokół techniczny, szukając błędów tam, gdzie powinno liczyć się przede wszystkim pokazanie pełnego procesu dojrzewania.

    A na koniec chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz. Logika i spójność w narracji nie polegają na tym, że każdy bohater zawsze podejmuje racjonalne decyzje. Polegają na tym, czy te decyzje są wiarygodne w kontekście postaci, ich obecnej sytuacji i wieku. No nie wiem… od takiego Ayanokoujiego wymagamy żelaznej logiki, bo był do tego szkolony od małego w przystosowanym do tego celu środowisku, to jest jego fundament. Od 12­‑letnich dzieci z Coco na czele, które zderzają się z brutalną rzeczywistością świata magii, powinniśmy wymagać przede wszystkim autentyczności, a nie chłodnego wyrachowania. Warto czasem spojrzeć na świat ich oczami i zadać sobie pytanie, czy w ich wieku i sytuacji sami bylibyśmy w stanie zachować się spójnie oraz racjonalnie.
  • Avatar
    A
    Shorexen 29.05.2026 09:07
    Wilcze dzieci
    Komentarz do recenzji "Wilcze dzieci"
    Urzekający film, ale nie bez wad. Na pewno piękny audiowizualnie i momentami wzruszający, natomiast nie da się przymknąć oka na kilka dosyć poważnych dziur w scenariuszu. Cały otaczający Hanę i jej dzieci świat wykreowano na realistyczny z lekką domieszką fantastyki, jednak fabuła często, ale przede wszystkim po przeprowadzce, całkowicie ignoruje ogólnie pojętą biurokrację, urzędy, kolejne wizyty opieki społecznej czy obowiązkowe badania, szczepienia i kontrole medyczne. Wszyscy dosłownie po ich przeniesieniu się na wieś rozpłynęli się w powietrzu, jednocześnie zapominając o istnieniu tej rodziny. Podobnie razi brak jakiejkolwiek reakcji na opuszczanie lekcji przez syna, a także sama końcówka filmu z nim związana, czyli totalny brak konsekwencji prawnych czy akcji poszukiwawczej po zaginięciu Ame (patrząc z perspektywy otoczenia). Natomiast same postaci już prezentują się lepiej. Hana to niezwykle oddana, wręcz wyidealizowana mama dla której dobro dzieci jest jej własnym dobrym i kieruje swoim życiem tak aby były szczęśliwe. Patrząc z szerszej perspektywy, taki archetyp jest dla mnie do zaakceptowania, ale dla części widowni, szczególnie tej wychowanej w zachodnioeuropejskich realiach, jej postawa może wydać się naciągana i trudna do przyjęcia. To już raczej kwestia kulturowych wzorców oraz własnych ideałów życiowych, dlatego rozumiem obie strony tego sporu i każda ma tu po części rację. Kolejne są dzieci, czyli Yuki oraz Ame i one akurat zasługują na duże pozytywne wyróżnienie. Zostały świetnie napisane pod kątem procesu dorastania oraz wewnętrznych rozdarć pomiędzy naturą człowieka i wilka. Bardzo podobał mi się też finał z tego względu, że każde z nich zdecydowało się pójść własną ścieżką życiową. Reszta bohaterów stanowi raczej tło dla wydarzeń, choć osobiście dosyć mocno doskwiera mi nagłe zniknięcie Nirasakiego. Kreowano go na postać, która może okazać się niezwykle istotna dla całej historii oraz sekretu głównej trójki. Finalnie okazał się jedynie pomocnikiem w uprawach, oczywiście niezwykle ważnym dla całej rodziny na tamtym etapie, ale później wręcz „zakopanym pod ziemię” jakby zabrali go kosmici, nad czym ubolewam. Ostatecznie jest to dla mnie film piękny emocjonalnie i technicznie, ale pod względem scenariuszowym po prostu niedopracowany. Jednak w tym konkretnym przypadku mogę stwierdzić, że emocje troszkę wzięły górę nad logiką wydarzeń. Przez to seans uważam za bardzo udany, nawet jeśli pozostawia lekki niedosyt spowodowany zbyt dużymi uproszczeniami w konstrukcji świata. Dla mnie osobiście jest to najlepszy jak do tej pory film Hosody.
  • Avatar
    A
    Shorexen 2.05.2026 20:28
    Chłopiec i czapla
    Komentarz do recenzji "Chłopiec i czapla"
    To był mój ostatni film Ghibli jaki miałem zamiar obejrzeć i ironicznie trafiło akurat na tytuł, który najprawdopodobniej jest też ostatnim pożegnalnym dziełem studia oraz samego Miyazakiego. Niestety, według mnie to również jeden z najsłabszych filmów tego studia. Pierwsza część (mniej więcej do połowy) jest jeszcze w porządku, bo dość dobrze pokazuje reakcję protagonisty na stratę bliskiej osoby, czyli wycofanie, ciszę, emocjonalne odrętwienie, brak ekspresji, a nawet zachowania autodestrukcyjne i potrzebę izolacji. To działa dobrze jako prezentacja psychicznej reakcji po śmierci matki i nagłej zmianie otoczenia. Bardzo duży problem zaczyna się w momencie wejścia do świata magii, tam film rozwala się całkowicie. Zamiast dalszego rozwijania emocji głównego bohatera, to produkcja na siłę próbuje być głęboka i symboliczna, co według mnie nie działa. Dostajemy chaos, brak spójnych zasad świata, losowe zdarzenia, niewyjaśnione decyzje postaci, niewyjaśnione wątki oraz urwany, przyspieszony finał bez satysfakcjonującej konkluzji, przez co trudno się emocjonalnie zaangażować. Co istotne, studio Ghibli ma w swoim portfolio wiele filmów również opartych na symbolice, metaforach i niejednoznaczności, ale działają one o niebo lepiej dzięki spójnej podstawie narracyjnej, czy sensownej (przynajmniej częściowo) decyzyjności postaci, a tutaj tego wyraźnie brakuje, szczególnie w drugiej połowie. Jako potencjalne pożegnanie z twórczością Miyazakiego jest to dla mnie po prostu rozczarowujące i przeciętne dzieło. No i tym właśnie filmem kończę swój maraton dzieł Ghibli. Obejrzałem ich łącznie 18 i czuję, że dało mi to pełny obraz twórczości tego studia. W tym zestawie są dla mnie zarówno filmy świetne jak i te przeciętne, ale mimo wszystko uważam, że było warto poświęcić na nie czas by wyrobić sobie ostateczną własną opinię. Ogólnie rzecz biorąc rozumiem popularność studia i zachwyty fanów, bo Ghibli potrafi momentami stworzyć rzeczy wyjątkowe, jednak dla mnie osobiście jest to studio nierówne pod względem jakości, logiki i spójności narracyjnej poszczególnych produkcji. Jednak pomimo tego stanie się ono jednym z moich ulubionych studiów animacji, ponieważ niezmiennie oferuje bardzo wysoki poziom audio­‑wizualny oraz kilka filmów, które pozostaną ze mną na zawsze, jako jedne z najlepszych jakie w życiu oglądałem.
  • Avatar
    A
    Shorexen 1.05.2026 19:17
    Powrót do marzeń
    Komentarz do recenzji "Powrót do marzeń"
    To według mnie jeden z najbardziej realistycznych i dojrzałych dzieł od studia Ghibli. Bez magii, ale z wyjątkowo autentycznymi emocjami. Oczywiście wizualnie momentami może dziś sprawiać wrażenie ubogiego, ale nadrabia to z nawiązką świetnie napisanymi postaciami, wiarygodnymi relacjami, przyjemną, stonowaną muzyką i bardzo dobrze poprowadzoną historią, która w finale spina wszystko w poruszający i satysfakcjonujący sposób. Film ogólnie rzecz biorąc bardzo subtelny, powolny i spokojny przez większość czasu, na pewno nie dla każdego, ale ostatecznie potrafi szczerze wzruszyć. I chyba definitywnie potwierdza, że dużo bardziej przemawia do mnie realizm i wrażliwość Takahaty niż baśniowa, momentami przeceniana magia Miyazakiego. Natomiast muszę też uczciwie przyznać, że po obejrzeniu już 16 filmów Ghibli, kiedyś mocno przeze mnie skrytykowane Chihiro nie wydaje się teraz aż tak słabe, nadal ma swoje bolączki i swoich słów nie wycofuję, ale na tle niektórych innych bardzo słabych produkcji tego studia, to wypada znacznie lepiej.
  • Avatar
    A
    Shorexen 25.04.2026 20:02
    Szept serca
    Komentarz do recenzji "Szept serca"
    To dla mnie jeden z najlepszych filmów Studia Ghibli, bo zamiast jakiejś baśniowej metafory dostajemy historię niezwykle bliską realnemu życiu. To piękna, kameralna i powolna opowieść o dorastaniu, pierwszych marzeniach, niepewności wobec przyszłości i odwadze, by zacząć kształtować własną drogę.

    Dla mnie osobiście największą siłą filmu jest wbrew pozorom Shizuku, która jest jednocześnie jedną z najbardziej naturalnie napisanych bohaterek Ghibli. Jej przemiana nie jest nagła, nienaturalna ani symboliczna, lecz stopniowa, wiarygodna i bardzo ludzka. Popełnia błędy, idealizuje, wątpi w siebie i dojrzewa twórczo oraz emocjonalnie. To zwyczajność tej postaci tak bardzo wyróżnia ją na tle wielu innych protagonistek studia. Oczywiście część widzów zarzuca jej egoizm czy irytujące zachowanie, ale dla mnie właśnie te cechy czynią ją psychologicznie autentyczną. Ambicja zderzająca się z pierwszą porażką, impulsywność i młodzieńcze skupienie na własnych przeżyciach i celach składają się na wyjątkowo prawdziwy obraz jej dojrzewania.

    Ogromnym atutem jest też wątek miłosny, jeden z najbardziej naturalnych w dorobku studia. Relacja Shizuku i Seijiego rozwija się subtelnie i bez pośpiechu przez wspólne pasje oraz wzajemną inspirację, co staje się istotną częścią przemiany bohaterki, a nie tylko nagłym dodatkiem do fabuły.

    Warto też docenić warstwę techniczną. Może nie jest to wizualna topka studia, ale jak na rok premiery animacja pozostaje barwna, płynna i pełna detali, a sposób ukazania codzienności ma niezwykły klimat. Świetnie działa również muzyka, szczególnie w finale, który należy do jednych z moich ulubionych od Ghibli.
  • Avatar
    A
    Shorexen 19.04.2026 12:28
    Laputa podniebny zamek
    Komentarz do recenzji "Laputa – podniebny zamek"
    A jednak Studio Ghibli potrafi stworzyć baśń dla młodszego widza, która nie traktuje ani postaci, ani odbiorcy jak idiotów.

    Zawsze oceniam twory przede wszystkim przez pryzmat spójności fabularnej, logicznego ciągu wydarzeń oraz wiarygodności zachowań postaci. W tych kryteriach Laputa wypada dla mnie lepiej niż Chihiro oraz zdecydowanie lepiej niż Hauru.

    Przede wszystkim ten film jest prosty i czytelny, a wydarzenia wynikają z siebie w logiczny sposób. Dla kontrastu w Chihiro i Hauru pojawiają się elementy chaosu w strukturze fabularnej oraz w decyzjach postaci, które często są trudne do jednoznacznego uzasadnienia. Oczywiście jestem świadom, że wynika to z ich baśniowej konwencji i silnej symboliki, niemniej takie zabiegi obniżały dla mnie wiarygodność historii i powodowały, że seans bywał momentami niezwykle irytujący.

    Oczywiście Laputa odstaje od wspomnianych dzieł pod względem wizualnym, ale trudno się temu dziwić, skoro dzieli je około 20 lat rozwoju animacji i zastosowanej technologii. Z kolei warstwa muzyczna jest znakomita i bardzo dobrze wkomponowana w opowiadaną historię. Nie jest to jednak film pozbawiony istotnych wad, pojawiają się uproszczenia i drobne nielogiczności aby fabuła mogła iść swoim torem, ale nie jest to ten poziom absurdu jak w wyżej wymienionych produkcjach, a w ogólnym rozrachunku całość pozostaje spójna i angażująca.

    Ostatecznie dla mnie to świetny i wciągający film, który ani przez chwilę nie nuży i zgodnie z moimi prywatnymi kryteriami oceny jest jednym z najlepszych tytułów spod szyldu Ghibli. Poziom mniej­‑więcej Mononoke Hime.
  • Avatar
    A
    Shorexen 14.04.2026 13:33
    Grobowiec świetlików
    Komentarz do recenzji "Grobowiec świetlików"
    Najlepszy film Studia Ghibli.
  • Avatar
    Shorexen 10.04.2026 15:31
    Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
    Komentarz do recenzji "Tongari Boushi no Atelier"
    No właśnie średni bezpiecznik, bo najpierw muszą wiedzieć, że ktoś wie. Chyba że cyklicznie robią czystkę. No bo co, w tym świecie nie ma arystokracji, szpiegów, potentatów, ludzi szukających wiedzy lub władzy? Przecież wystarczy, że będą siedzieć cicho i elo.

    Pytanie brzmi jak zachowuje się osoba, która coś wie/czegoś się dowie. Czy trzyma gębe na kłódkę i używa jej po kryjomu, czy obwieszcza na około ten fakt jak największej liczbie ludzi. W pierwszym przypadku ciężko się o takiej osobie dowiedzieć – to fakt, więc wtedy bezpiecznik nie działa, w tym drugim łatwo namierzyć konkretne osoby i użyć bezpiecznika w postaci czyszczenia pamięci nawet na większą skalę. Za mało wiemy / wiem na obecną chwilę, więc nie bawie się jeszcze w osądy. Sam bezpiecznik na razie działa, ale to prawda, że istnieją sytuacje w których łatwo o szpiega, który wykradł informacje i dobrze się ukrywa z tą wiedzą, no i może nawet takie jednostki są, kto wie…

    Z papierem i atramentem chodzi mi zwyczajnie o to, że łatwo zauważyć, ewentualny, duży popyt w konkretnym miejscu.

    No jeśli atrament powstaje z jakiegoś innego specyfiku niż normalnie, albo z konkretnego miejsca o którym wiedzą tylko czarodzieje, to raczej o popyt w świecie przedstawionym nie ma się co martwić.

    Z resztą się zgadzam, bo sam mam wiele pytań na które odpowiedzi jeszcze nie ma. Dlatego seria ma duży potencjał, ale też może zaliczyć spektakularny upadek. Doceniam sam fakt intencji i chęci autora do postarania się w tej kwestii – przynajmniej na początku.
  • Avatar
    A
    Shorexen 10.04.2026 13:21
    Seihantai na Kimi to Boku po 12 odcinku (koniec)
    Komentarz do recenzji "Seihantai na Kimi to Boku"
    Mimo że historia wydaje się bardzo prosta, to jest świetnie zbalansowana i stanowi niesamowity powiew świeżości. Aż trudno uwierzyć, że po 2020 roku wciąż mogą wychodzić tego typu serie. Bardzo solidna warstwa techniczna, która idealnie komponuje się z klimatem całości, a świetnie wykreowane (chociaż posiadają schematyczne archetypy) i naprawdę niezwykle sympatyczne postaci sprawiają, że ich codzienne rozterki i pogłębiające się relacje obserwuje się z ogromną przyjemnością. Już teraz z łatwością mogę stwierdzić, że będzie to dla mnie jedna z najlepszych serii tego roku i ogólnie, głównie za niezwykle odświeżające podejście do szkolnej komedii romantycznej.
  • Avatar
    Shorexen 10.04.2026 12:52
    Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
    Komentarz do recenzji "Tongari Boushi no Atelier"
    Mogłoby być coś w stylu Frieren, a będzie slice of life z (pewnie) jakimiś pojedynczymi epizodami z większą akcją.

    Coś chyba nie wyszło z tym punktem odniesienia, albo po prostu źle ubrałeś w słowa to co miałeś na myśli, bo trochę zaprzeczyłeś sam sobie. Dlaczego? Ponieważ Frieren w dużej mierze opiera się właśnie na spokojnej slice of lifeowej podróży, codziennych interakcjach i pomaganiu napotkanym ludziom, a większe walki pojawiają się raczej sporadycznie. Od siebie dodam tylko, że całe szczęście iż Atelier nie idzie i oby nie poszło w stronę Frieren. Dla mnie jedna tak schematyczna, bez fabularna i bez zasad świata przedstawionego seria w zupełności wystarczy.
  • Avatar
    Shorexen 10.04.2026 12:23
    Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
    Komentarz do recenzji "Tongari Boushi no Atelier"
    No bo co, serio nikt na świecie nie jest w stanie skojarzyć, że oni to rysują? Nikogo nie zastanawia dlaczego tak się z tym kryją?

    Napisałem o tym dosyć jasno. Zapewne nie, skoro takim osobom, które coś „skojarzyły” lub zobaczyły spokojnie mogli wyczyścić pamięć, prawda? Łatwy fabularny bezpiecznik, ale działa i wprost o tym informują na początku serii, co akurat w tej kwestii doceniam. Poza tym jest również informacja, że obecne społeczeństwo zostało wychowane w przekonaniu, że magia to wrodzony dar, więc nie doszukują się czegoś, co dostaje się w trakcie narodzin, albo wcale.

    A co z papierem i atramentem, przecież jakaś produkcja gdzieś musi się odbywać.

    Papier nie ma znaczenia, już pierwszy odcinek to łatwo pokazał. Co do atramentu – nie wiem, nie czytałem pierwowzoru. Nie będę strzelał, że chociażby w miejscach takich jak ta wieża z księgami, do której dostęp mają tylko czarodzieje, bo może seria sama nam na to pytanie odpowie z czasem, ale teraz tego nie wiadomo – to fakt. Natomiast wspomnieli, że to jakiś specjalny rodzaj atramentu, a nie jakiś standardowy i może mieć to jakieś znaczenie gdzie i jak go wytwarzają.

    No bo wyobraźcie sobie, nagle pojawia się taki Gutenberg… Czyli co muszą latać po świecie i 'wymazywać' wynalazców?

    A pojawił się? Gdybologię odstawiam na bok, ale odpowiadając na pytanie, pewnie tak. Ciężko stwierdzić po dwóch odcinkach, nie sądzisz? To już jest kwestia jak autor pierwowzoru ma zaplanowane budowanie świata na przyszłość.
  • Avatar
    A
    Shorexen 9.04.2026 07:31
    Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
    Komentarz do recenzji "Tongari Boushi no Atelier"
    Zapowiada się to na naprawdę obiecujące, pełnoprawne fantasy, w którym magia gra pierwsze skrzypce, a całość dodatkowo zachwyca pod względem wizualnym. Jedyny zgrzyt jaki dostrzegam na początku, to nauczyciel Qifrey, który zachowuje się dość nierozważnie jak na kogoś strzegącego największego sekretu tego uniwersum. Z drugiej strony możliwe, że wystarczającym wyjaśnieniem jest tu bezpiecznik systemu magii w postaci wymazywania pamięci. Być może właśnie dlatego większość czarodziejów w tym świecie będzie zbyt pewna siebie, a czasem nawet ignorować zasady, skoro zawsze istnieje łatwe wyjście z sytuacji, gdyby coś wyszło na jaw. Niemniej zdecydowanie widać tu potencjał i jest duża ochota śledzić to dalej.
  • Avatar
    A
    Shorexen 3.04.2026 22:56
    Otonari no Tenshi-sama 2 po 1 odcinku
    Komentarz do recenzji "Otonari no Tenshi-sama ni Itsunomanika Dame Ningen ni Sareteita Ken 2"
    Słodycz wystrzeliła na orbitę okołoziemską.
  • Avatar
    A
    Shorexen 20.03.2026 08:53
    Enen no Shouboutai: San no Shou Part 2 po 10 odcinku
    Komentarz do recenzji "En'en no Shouboutai San no Shou [2026]"
    Trochę smutno się czyta komentarze fanów o tym, że twórcy pominęli sobie ot tak 50 chapterów, jak nie więcej. Ja rozumiem, że chcą to szybko skończyć i odbębnić, ale przez to (prawdopodobnie) ten sezon wygląda tak nijako (w sensie pod względem treści, bo wizualnie trzyma nadal bardzo wysoki poziom) i najgorzej ze wszystkich. Skończyło się tak, że ja też wszedłem w tryb byle odbębnić i do widzenia.
  • Avatar
    Shorexen 25.02.2026 22:33
    Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
    Komentarz do recenzji "Oshi no Ko [2026]"
    A ja tam z tobą Blob'ik się zgadzam. Pod względem realizacyjnym dla mnie mistrzostwo.
  • Avatar
    Shorexen 8.02.2026 16:37
    Odpowiedź na komentarz użytkownika Uratugo
    Komentarz do recenzji "Sousou no Frieren [2026]"
    Argument w stylu Dlaczego drużyna Pierścienia nie wsiadła na orły i nie poleciała na Górę Przeznaczenia

    Nie pytam dlaczego bohaterowie zawsze nie wybierają najszybszej drogi, tylko dlaczego w świecie w którym latanie jest pokazane jako normalna, zawsze dostępna i wielokrotnie bezproblemowo używana umiejętność w trakcie zagrożenia życia, nagle przestaje ona istnieć w trakcie wielodniowych podróży i to bez jakiegokolwiek komentarza ze strony fabuły. To nie jest ten sam typ problemu co orły w WP, ponieważ ja tu wspominam o zdolności którą bohaterowie faktycznie posiadają i regularnie wykorzystują chociażby w walce.

    Cel podróży nie jest celem w samym sobie, chodzi też o samą podróż, dzięki której zdobywają doświadczenie i mogą się rozwijać

    Zgadzam się. To jest intencja autora. Tylko nie odpowiada na mój zarzut / problem. Nie krytykuję motywu podróży, tylko brak wyjaśnienia czemu jedna i ta sama magia jest używana reaktywnie, a nigdy proaktywnie, mimo że nic w konkretnej scenie jej nie wyklucza.

    Latanie jest domeną demonów i ludzie nauczyli się tej magii nie do końca rozumiejąc jej mechanizm

    Byłby to solidny argument gdyby nie fakt, że Frieren i Fern używają wielokrotnie magii lotu stabilnie, precyzyjnie, bez widocznych kosztów, bez wahania i bez konsekwencji. Jeśli ta magia faktycznie jest tak niebezpieczna i nie do końca poznana, to raczej nie powinni z niej korzystać w trakcie walki, a sam świat powinien to jasno komunikować w trakcie decyzji bohaterów, tymczasem ta rzekoma wada nigdy nie wpłynęła na ich zachowanie.

    Wwspominano też o kłopotach z lataniem z powodów problemów atmosferycznych, chociażby podczas wędrówki przez góry, w których spotkali Krafta. Kolejną kwestią jest fakt, że w powietrzu są łatwym celem dla wrogów

    Rozumiem, ale są to argumenty wybiórcze, bo nie tłumaczą sytuacji w których pogoda jest dobra, zagrożenia brak, a bohaterowie i tak spacerują dniami i nocami, nawet nie wspominając o możliwości lotu czy jego istnienia w tym świecie. To ta cisza w informowaniu jest moim problemem, nie samo istnienie ograniczeń tej magii.

    Ocenianie dzieła pod względem efektywności procesu samego dojścia do celu bohaterów jest redukcjonistyczne i błędne już w samym założeniu

    Nie oceniam całego dzieła na tej podstawie, tylko wyciągam jedną nieścisłość, która jest jednym z wielu czynników branych pod uwagę w trakcie finalnej oceny. Nigdy nie robię tak, jak mi zarzucasz i nigdy nie napisałem, że tak robię. Jest wiele zalet tej produkcji, które również biorę pod uwagę. Dodatkowo ja nie domagam się uproszczenia / przyspieszenia drogi do konkretnego celu, tylko konsekwencji w zasadach świata przedstawionego. Innymi słowy nie pytam dokładnie czemu nie lecą, tylko czemu świat raz pozwala im latać bez problemu, a raz udaje, że ta możliwość nie istnieje.

    Podsumowując, nie mam problemu z motywem podróży ani z tym, że bohaterowie idą pieszo zamiast polecieć. Mam problem z tym, że tytuł ani razu nie potrafi spójnie wyjaśnić dlaczego magia latania, która pokazywana na tak łatwą w wykorzystaniu w trakcie walki i bez jakichkolwiek kosztów czy efektów ubocznych, nagle przestaje być nawet opcją w trakcie normalnej podróży. Gdyby seria jasno informowała o istnieniu jakiegoś ograniczenia, to mój zarzut w ogóle by się nie pojawił. Pozdrawiam.