x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Jujutsu Kaisen: Shimetsu Kaiyuu po 3 odcinku
Shibou Yuugi de Meshi o Kuu po 1 odcinku
Odpowiedź na komentarz użytkownika Klemens
Ja nigdzie nie pisałem, że w Frieren nie istnieją opisane zasady magii (wyobraźnia, trening, mana, koncentracja itd.), one oczywiście są wprost tłumaczone. Mój zarzut dotyczył tego, że te zasady rzadko działają jako realne ograniczenia narracyjne, nie generują napięcia, nie wymuszają kreatywnych rozwiązań u postaci w konkretnych momentach i rzadko prowadzą do istotnych konsekwencji fabularnych. W tym sensie magia pełni dla mnie funkcję narracyjnie wygodnego narzędzia, a nie systemu, który aktywnie kształtuje przebieg historii, którą obserwujemy.
Podobnie sprawa się ma odnośnie epizodów skupionych na relacji, nie neguję ich znaczenia emocjonalnego, tylko zwracam uwagę, że ich wpływ na dalszy przebieg opowieści jest ledwo zauważalny i wyłącznie wewnętrzny. To jest tylko i wyłącznie kwestia innych oczekiwań wobec narracji, nie „braku zrozumienia” serii, którą mi zarzucasz.
Sądzę, że na tym etapie jasno widać, że różnimy się w oczekiwaniach. Ja swój punkt widzenia przedstawiłem mam nadzieję, że wystarczająco jasno i nie czuję potrzeby by dalej go rozwijać. Z mojej strony temat jest zamknięty. Pozdrawiam.
Odpowiedź na komentarz użytkownika Karo
Dodatkowo cieszy mnie fakt, że zaznaczyłeś jedną z większych wad serii, a jest nią sposób potraktowania magii w tym świecie. Nie chodzi nawet o całkowity brak zasad, ale o to, że magia funkcjonuje tu jako narracyjnie wygodne narzędzie bez jasno zarysowanych ograniczeń, kosztów czy chociażby reguł działania, które pozwalałyby uwiarygodnić cały system. Sceny z magią po prostu istnieją, bo są w danym momencie potrzebne, choć wtedy przynajmniej faktycznie dzieje się coś ciekawego.
Podobnie jest z samym światem przedstawionym. Jest klimatyczny, piękny i spójny pod względem emocjonalnym, ale bardzo słabo rozbudowany, a co za tym idzie mniej wiarygodny. Brakuje szerszych struktur, większych konfliktów czy kwestii politycznych, które sprawią, że świat jest żywy i istnieje jako osobny, niezależny od bohaterów byt. W obecnym wykonaniu jest on jedynie dekoracją do refleksji nad przemijaniem i sensem życia.
Rzecz jasna mam świadomość, że są to w dużej mierze świadome decyzje autora, ale dla mnie oznaczają one jednocześnie dobrowolne ograniczenie własnego tworu. Powoduje to, że trudno jest mi traktować Frieren jako serię ambitną, albo tak wybitną jak większość ją maluje. Tytuł jest bardzo dobrze wykonany w swoich założeniach, ale celowo rezygnuje ze wszystkiego co mogłoby nadać mu większą wagę, przez co pozostaje w moich oczach jedynie jako nastrojowa i jednowymiarowa podróż o przemijaniu, emocjach i relacjach z efektownymi scenami akcji, które urozmaicają z czasem nużące momenty.
Odpowiedź na komentarz użytkownika Ryuki
Zrobiłem to, bo w praktyce nic to nie zmienia. Jeśli wyrzucisz słowo „gatunek” z mojej wypowiedzi, nadal będę uważał to samo. Od shounena fantasy, jakim jest Frieren, oczekuję przede wszystkim akcji. Tak było w pierwszym sezonie i tak jest w tym. Gdybym to zmienił, byłbym hipokrytą. To wszystko w tym temacie.
Nie mam żadnych pretensji o to, że raz na jakiś czas tempo zwalnia, to normalne i wręcz konieczne. Gorzej, gdy dzieje się tak przez połowę pierwszego sezonu non stop, a drugi zaczynają w dokładnie ten sam sposób. W moich oczach pierwszy sezon ratowały akcje ze smokiem i demonami oraz egzamin, ponieważ sceny spacerków były zbyt wydłużone, stworzone na jedno kopyto i z czasem bardzo nużące.
Tutaj mam nadzieję, że z czasem się rozkręci, tak jak wyraźnie napisałem, bo obecnie wracamy do punktu wyjścia. W sumie sam nie wiem… mam wrażenie, że ludzie myślą, iż nienawidzę tej serii, a tak naprawdę bardzo ją cenię.
To naprawdę jest bardzo dobra seria, momentami świetna, po prostu nie trawię bezpodstawnego zachwytu, jakby to dzieło nie miało żadnych wad, a ma. Można się przy tym znakomicie bawić, mając ich świadomość, i to pochwalam. Gorzej, gdy ktoś zachwyca się serią, twierdząc jednocześnie, że jest nieskazitelna i wybitna, a przy okazji krytykuje cudze negatywne zdanie tylko dlatego, że jest negatywne – nieważne, czy sensowne, czy nie.
Odpowiedź na komentarz użytkownika kawka
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Sousou no Frieren 2 po 1 odcinku
One Piece się kończy, motywacja się zaczyna
One-Punch Man 3 po 12 odcinku (koniec)
Medalist po 13 odcinku (koniec)
Przed seansem nie znałem się kompletnie na łyżwiarstwie figurowym – widziałem może kilka występów w swoim życiu, ale za to tuż po nim zapoznałem się z kilkoma istotnymi kwestiami, by mieć świadomość faktu, że to już nie tylko seria sportowa, ale naprawdę niezwykle angażująca historia o pasji, determinacji, marzeniach oraz przełamywaniu własnych ograniczeń, która jednocześnie nie idzie na skróty pod względem technicznym, zasad i terminologii tego sportu, co czyni ją jeszcze bardziej wartościową. Jestem pod szczerym wrażeniem wykonania wizualnego, realcji głównego duetu i przesłania jaki niesie ta historia.
Animacja łyżwiarstwa jest niesamowicie dopracowana. Według mnie studio i animatorzy sami w sobie stanęli na wysokości zadania i zaprezentowali nam bardzo dynamiczne występy z dbałością o każdy szczegół, od wyrazistej pracy dłoni i stóp, przez poruszanie samymi łyżwami po lodzie i mimikę twarzy zawodników, aż po płynne skoki z pełną fizyką rotacji każdej figury. Oczywiście zdarzały się odcinki przestojowe w których było dużo uproszczeń w postaci statycznych teł i ubogiej animacji, ale są one w pełni zrozumiałe i poza tym spektakularne występy w zupełności to rekompensują.
Historia częstymi momentami jest schematyczna i cała konstrukcja opiera się na odhaczaniu kolejnych punktów jak w typowej opowieści od zera do bohatera (taki gatunek, więc nie czepiam się za bardzo) oraz ma trochę wybijający z rytmu timeskip pomijający dużą część rozwoju Inori. Niemniej jest to też w pewnym sensie zaleta, bo seria przez to wciąga, nie przynudza widza i jednocześnie dobrze koreluje z naturą samego sportu i z sytuacją w jakiej znalazła się główna bohaterka – jej czas ucieka, a sama kariera łyżwiarzy jest niezwykle krótka i ekspresowa, więc siłą rzeczy musi lecieć na skróty żeby nadgonić pozostałych zawodników i stanąć do rywalizacji z Hikari, którą obrała sobie za cel. To pokazuje, że wystarczy jeden moment, szczęście lub pech, aby zaważyć na całej karierze zawodnika.
Muzyka jest bardzo dobra, różnorodna i charakterystyczna dla każdej postaci, pod koniec pojawiła się nawet mała perełka przy okazji występu Tsukasy, natomiast na bardzo szczególne wyróżnienie ode mnie zasługuje w tym aspekcie Opening. Kenshi Yonezu wykonał swój utwór po mistrzowsku, a sama konstrukcja piosenki wraz z dobrze dobranymi wizualiami daje wrażenie pędu, nawet rzekłbym „power upa”, gdy zawodnik przyspiesza tuż przed kluczowym skokiem. Takie połączenie powoduje, że już sam w sobie opening wywołuje ogromne napięcie i ekscytację przed każdym odcinkiem. Kto go pomijał jest dla mnie grzesznikiem, który nigdy nie uzyska przebaczenia. :D
Wspominałem już, że bardzo podoba mi się realcja Inori z jej trenerem Tsukasą i nie jest tak bez powodu. Widać u nich autentyczną chemię i wspólne napędzanie się do rozwoju i spełnienia marzeń. Obie postaci charakteryzuje niezwykła determinacja połączona ze świadomością własnych ograniczeń i słabości, które starają się naprawić. Obserwowanie ich realcji to czysta przyjemność. Rzecz jasna zdarzają się i postaci przerysowane, a sam początek opowieści pokazuje wątpliwe i nienaturalne zachowanie otoczenia Inori, to są też postaci poza wspomnianym duetem, o których przynajmniej warto wspomnieć, a są nimi chociażby Riou, który dostaje pokaźny i wiarygodny wątek pod koniec, hipnotyzująca Hikaru oraz tajemniczy Jun i to nie tylko z zachowania. Natomiast ogólnie postaci świetnie pokazują jak bardzo ekstremalny, wymagający wielu wyrzeczeń i emocjonalny jest to sport, gdzie najmniejszy błąd potrafi nieodwracalnie zniszczyć lata pracy.
Chciałbym również wspomnieć o według mnie bardzo oryginalnym pomyśle z motywem robaków. Uważam, że to jest genialna wręcz metafora do tego jak duży wpływ mają dorośli na świat dziecka. Dla Inori te robaki stały się niezwykłym symbolem i dosłownym kluczem do drzwi, za którymi jest jej wymarzony świat łyżwiarstwa, a to wszystko za sprawą pokornego dziaduni siedzącego za ladą w klubie, który zapragnął robaków dla swoich ptaków. Dziewczynka tak bardzo chciała jeździć na łyżwach jak jej siostra, tak bardzo pokochała ten sport, że podświadomie przyjęła zasadę, że jeśli tylko będzie robić tę dziwną rzecz z perspektywy otoczenia, to dostanie szansę na realizacje swoich marzeń. Zwyczajne robaki stały się dla niej codzienną rutyną do tego stopnia, że traktuje je jako symbol spokoju i szczęścia. Idealnie pokazuje to uroczy ending, zresztą tak samo jak opening świetnie zrobiony.
Seria również świetnie balansuje klimatem. Poważne i niezwykle istotne występy przeplata z bardzo przyjemnym humorem, który akurat w mój gust wstrzelił się perfekcyjnie – puszysty centaur zostanie ze mną na długo. :D
Uważam, że Medalist to już nie tylko anime, to wręcz idealna reklama sportu jaki w nim widzimy. Dokładnie tak samo jak w przypadku Haikyuu i siatkówki. Bardzo dobrze tłumaczy całą dyscyplinę, że nawet taki amator jak ja jest w stanie dużo z tego wynieść, a każdy nieudany występ, upadek, czy niedokończona figura staje się prawdziwym dramatem wieńczącym końca świata – przynajmniej ja tak to odbierałem. Doczytałem również, że cała terminologia w serii jest oparta na rzeczywistych przepisach ISU, co dodaje produkcji ogromnej wiarygodności, ale to też za sprawą autora pierwowzoru, który jest podobno perfekcjonistą pod tym względem. W sumie nie inaczej jest też z rysunkami w komiksie, ponieważ kilka lat temu przewinęło mi się przez oczy to [link] i wtedy sobie pod nosem powiedziałem „dobre to”, „to ma potencjał”, no ale na tym się skończyło i o serii całkowicie zapomniałem aż do tego momentu. Po prostu zachciało mi się to obejrzeć, bo za rogiem drugi sezon i jak widać ta zwykła chęć bardzo mi się opłaciła. Tytuł to dopracowany niezwykle i pomimo uproszczeń technicznych w momentach przejściowych, szybkiego tempa, wątpliwego zachowania otoczenia i niektórych postaci, to sama historia bardzo angażuje i nie pozwala się nudzić. To seria, która nie tylko dostarcza dużej zabawy czy satysfakcji, ale autentycznie zachęca do bliższego zapoznania się z tym sportem. Drugi sezon dla mnie obowiązkowy, ale zapewne na tym się nie zakończy i sięgnę również po pierwowzór mangowy. Anime serdecznie polecam, chociaż sądzę, że pisać tego nie muszę, bo z tekstu łatwo to wywnioskować.
Plunderer po 24 odcinku (koniec)
Arifureta Shokugyou de Sekai Saikyou 3 po 16 odcinku (koniec)
Uma Musume: Cinderella Gray 2 po 10 odcinku (koniec)
Jigokuraku po 13 odcinku (koniec)
Eromanga Sensei po 12 odcinku (koniec)
Violet Evergarden Movie - krótka opinia
Katainaka no Ossan, Kensei ni Naru po 12 odcinku (koniec)
Odpowiedź na komentarz użytkownika góral
Dziękuję również bardzo że to, że mnie obrażasz. Myślę że dodaje to wiarygodności twoim słowom, a mnie sprowadza do poziomu podłogi. Cenna dla mnie lekcja, wzbudzająca chęć do refleksji na temat mentalności człowieka i wrogości jaka płynie w stosunku do odmiennej opinii niż jego własna. Pozdrowionka.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika ukloim
Odpowiedź na komentarz użytkownika ukloim
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Czy ja wiem… nie jest to utopia, bo jest wiele przykładów, które właśnie robią to czego oczekuję, czyli tworzą piękną animację w tytułach, które na to zasługują. Po prostu ubolewam, że niestety zdarzają się też takie przypadki jak ten film. No ale ostatecznie przyznaję, że pewnie się mylę we wszystkim, bo jak widać warto popmować kasę w tego typu tytuły. Zarabia na siebie, jest bardzo chwalony i popularny. To jawne potwierdzenie, że w ogólnym rozrachunku warto.
W dalszym ciągu jestem zdania, że pieniądze znaczenie mają. Czy ogromne, nie wiem. Nie mi osądzać. W sumie to można nawet ten argument albo nawet stwierdzenie z mojej opinii wyrzucić, bo to w gruncie rzeczy nie ma znaczenia. Film zrobiony świetnie, jakieś pieniądze musiały tam być, a wolałbym, żeby były gdzie indziej, to wszystko.
Również nie uważam, że dostają kokosy. Ale nie uwierzę, że nie idą tam gdzie zarobią najwięcej. Przecież często się mówi, że w tej branży płaci się mało – sam to napisałeś i też się z tym zgadzam, co oznacza, że jeśli są utalentowani i chcą zarobić więcej, to pójdą tam gdzie najwięcej tej kasy otrzymają. Problem mój jest z tym, że finalny rezultat widziany na ekranie (nie istotne już za sprawą czego w największym stopniu) jest tam gdzie go według mnie nie powinno być.
A wielka szkoda. Ja zdaję sobię sprawę, że w największym stopniu o jakości animacji świadczy utalentowanie konkretnych osób i ile czasu im się da aby dopieścić konkretne elementy, ale to kosztuje. Musi kosztować i to musi kosztować więcej niż w innych przypadkach, które ostatecznie wyglądają gorzej.
Przeczytałem. Wnioski mam takie jakie się spodziewałem. Budżet nie jest naistotniejszy, ale ma znaczenie jak ostatecznie projekt ma wyglądać. A najważniejsze (oczywiście wedle tych artykułów) jest odpowiedni harmonogram i zarządzanie całą produkcją. Tylko moje zdanie w tej kwestii się nie zmienia. Dobry i elastyczny harmonogram kosztuje, tak samo jak zarządzanie produkcją. Możemy zmienić, że budżet ważny nie jest, ale kasa jaka jest popowana w tworzenie danego dzieła już tak. Nie jest to czynnik kluczowy, ale na pewno pomocny i mający wpływ na ostateczny rezultat jaki widzimy na ekranie.
No ale na koniec zaznaczę. Nie jestem specjalistą. Nie mam wiedzy ani wglądu we wszystko, szczególnie w aspekty finansowe i produkcyjne. Po prostu ów film został w ogólnym rozrachunku wykonany na świetnym poziomie, ale według mnie materiał źródłowy na to nie zasłużył. Sądzę, że za bardzo rozdmuchałem ten argument z mojej opinii. Dla spokoju ducha mogę go wywalić, bo nie ma to wpływu na moją ostateczną opinię i ocenę.
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Odpowiedź na komentarz użytkownika ZSRRKnight
Chainsaw Man: Reze-hen - krótka opinia