x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w
polityce prywatności.
Re: Takie krótkie pytanie...
Re: Takie krótkie pytanie...
Od razu uprzedzam, że jakakolwiek próba logicznego wyjaśnienia niektórych zdarzeń spełznie na niczym, więc radzę od początku sobie darować. Nieprawdopodobność niektórych zdarzeń zupełnie nie przeszkadza w zabawie. W „Zamieci” Neal Stevenson (jeden z najlepszych współczesnych autorów sci‑fi) w zasadzie tworzy koncepcje Multiwersu i książka też jest pełna takich „logicznych zgrzytów”. Co nie przeszkadza jej w byciu jednym z kamieni milowych literatury sci‑fi.
Ode mnie najwyższa nota. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy potrzebują dwóch godzin czystego, wydestylowanego funu! Ja wspaniale się bawiłem!
Za to bohaterowie i przedstawienie relacji między nimi zasługuje na wysokie noty. Rzadko zdarza się tak dobre przedstawienie autentycznej przyjaźni jak między Makoto, Kousuke i Chiakim. Dlatego te gorzko‑słodkie zakończenie sprawia tak ogromne wrażenie.
Ode mnie mocne siedem! A i angielski dubbing jest bardzo dobry, jakby ktoś miał ochotę.
Re: Takie krótkie pytanie...
Poczatek jest powolny, stonowany, ale akcja potem przyspiesza zanczaco by skonczyc sie znowu w dosyc statyczny, lecz niezwykle satysfakcjonujacy sposob.
Jedna z rzeczy, ktora wyroznia ten film od duzej czesci innych Shinkaia jest fabula. Dosyc dobra i logicznie poprowadzona, z w miare ciekawymi postaciami.
Jednak to co zdecydowanie wyroznia ten film to niesamowite uczucie pustki i samotnosci. Jest wiele scen, gdzie na ekranie znajduja sie gora dwie‑trzy postaci, czesto nawet tylko jedna, a kamera jest bardzo oddalona tak, ze widzimy tylko zarys sylwetki. Nie tylko tworzy to te specyficzna atmosfere, ale tez pozwala nacieszyc sie przepieknymi pejzazami jakie tworzy Shinkai.
Oczywiscie oprawa graficzna na najwyzszym poziomie. Z wyjatkiem postaci, chyba wtedy jeszcze Shinkai nie umial ich rysowac albo nie mial do tego odpowiednich ludzi.
Zdecydowanie polecam.
O animacji wypowiedział się już każdy, więc powtarzać się nie będę. Jeśli zaś chodzi o przekaz… to mam mieszane uczucia. Jest on jasny i czytelny i podany w odpowiednio subtelny sposób, ale w dzisiejszych czasach chyba to nie wystarczy. Taki wydany ostatnio przez A‑1 Pictures „Shelter” ma bardzo podobny przekaz, ale udaję mu się go przekazać w zdecydowanie lepszy sposób.
Szkoda, że nie obejrzałem tego 10 lat temu, wtedy byłbym zachwycony. Z tego powodu zostawiam bez oceny.
Byłem tez na „Kimi no na wa” i w obu przypadkach sala nie była zapełniona, więc nie wiem czy dużo filmów jeszcze sprowadzą :/
Na seans w Polsce raczej bym nie liczył, wątpię czy jakaś sieć albo kino podjęłoby się ryzyka.
No właśnie… film zabiera się za dosyć poważną tematykę i próbuje ją przedstawić w dosyć poważny sposób. I w większości mu się udaje, co samo w sobie nie jest łatwe. Ale tworzy to pewien problem, mianowicie niektóre postaci są robione mocno pod schemat, tak żeby wypełnić daną rolę i niestety nigdy z tego schematu nie wychodzą. Jak któraś z nich pojawiała się na ekranie to od razu wiedziałem co takiego powie albo zrobi. Drugim problemem jest to, że przejścia miedzy poszczególnymi scenami są strasznie chaotyczne. Brakuje tego swoistego flow. Tu flashback, tam sekwencja we śnie, tu powrót do teraźniejszości, a tu znowu teraźniejszość, ale przeskok w czasie, itepede. Strasznie utrudniało to skupienie się na filmie. Według mojego ziomka zrobili to specjalnie, żeby niejako wczuć się w sytuację osoby głuchoniemej, ale myślę, że to nie to.
No właśnie, a sama głuchoniema bohaterka? W mojej podstawówce były klasy dla dzieci głuchoniemych i do takich konfliktów jak ten przedstawiony w filmie dochodziło non‑stop. Chyba nie było dnia bez jakiejś bójki, kłótni czy przepychanki, a wszystko to spowodowane właśnie brakiem komunikacji. Wstyd się przyznawać, ale nie jeden raz zdarzało mi się nabijać z głuchoniemych tylko dlatego, że byli inni. Teraz wydaje się to takie oczywiste, ale wtedy byliśmy „my” i byli „oni” i wieczna wojna, a jak to się mówi: mądrość przychodzi dopiero z wiekiem… Dlatego ten główny motyw filmu zachwycił mnie swoim realizmem. Jeżeli ktokolwiek był w podobnej sytuacji za młodu na pewno będzie miał podobne odczucia.
Niestety, film też cierpi na lekką dozę przedramatyzowania, ale to już każdy oceni po swojemu. Ode mnie mocne siedem.
Re: 10/10
Całość ratuje niezgorsza animacja i niezła oprawa dźwiękowa, ale jak na film to i tak mocno bez szału.
Miałem dać 5 albo 6, ale za tę ostatnią minutę totalnego zażenowania daję 4.
Przede wszystkim zachwyca świat przedstawiony. Rozumiem, że recenzja ma już 12 lat, ale muszę tu nie zgodzić się z autorką – obecność karabinów czy czołgów nie ma żadnego związku z tym, czy ta produkcja jest fantasy, czy też nie. Bo niezaprzeczalnie „Windaria” jest filmem fantasy. W dodatku fantasy z ciekawym światem. Szybujący po niebie statek – niemalże – kosmiczny, zbierający dusze zmarłych, jego kapitan, który musi pełnić swoją wartę przez 10 lat, czekająca na niego ukochana, drzewo przynoszące dobre wspomnienia, miasto nad brzegiem morza z systemem kanałów i śluz, żadna z tych rzeczy nie odgrywa jakiejś specjalnej roli, ale to wszystko składa się na wrażenie spójnego, wyrazistego i w miarę unikalnego miejsca akcji.
Muzyka tez niczego sobie. Żadnych nagród nie wygra, ale ładnie podkreśla to co dzieje się na ekranie.
Animacja zdecydowanie dobra, trzyma poziom nawet na dzisiejsze standardy, a od wielu sezonówek jest znacznie lepsza. Projekty postaci niestety są już dosyć leciwe i mało szczegółowe. Sceny akcji raczej średnie, z wyjątkiem momentu starcia, które jest bardzo dobrze przedstawione. Biorąc pod uwagę, że nie jest to stricte film akji, to do historii i postaci to tu jest dobrze, ale z małymi zgrzytami pojawiającymi się co jakiś czas. Niektórym końcówka może się wydać przedramatyzowana i mógłbym się z taką opinią zgodzić. Chociaż mi jakoś strasznie to nie przeszkadzało.
Ogólnie film podobał mi się i mogę z czystym sercem polecić go osobom szukającym czegoś niezobowiązującego intelektualnie, ale dobrze wykonanego i z dobrym zakończeniem. Idealny seans po dniu nauki czy w pracy.
W sumie, mógłbym dokładnie przepisać to co napisał Slova. Z tą różnicą, że muzyka mi akurat przypadła do gustu i że zdecydowanie uwielbiam projekty maszyn w tym stylu. Za to oczko wyżej ode mnie.
W sumie zagadką jest, że to anime nie jest bardziej popularne. Poziomem animacji dorównuje Honneamise i Akirze, a akcja jest wartka i świetnie się ją ogląda. Nie ma co prawda tak samo mocnego przesłania jak to pierwsze ani też psychologicznej otoczki tego drugiego, ale dobrze poprowadzone i zrealizowane proste historie też mają swoje zalety. Ciekawe…
Polecam w zasadzie każdemu, kto ma ochotę na niezobowiązujący film pełen akcji i świetnej animacji.
Niestety, Flip Flappers to kolejne anime, które udowadnia, że komplikowanie fabuły na siłę może tylko źle się odbić na całości. Całą zabawę jaką miałem przy jakiś pierwszych 8‑9 epizodycznych odcinkach zabrano mi próbując wetknąć jakąś chaotyczną i kompletnie przekombinowaną revenge story samotnej matki.
Flip Flappers to jednak wciąż seria jak najbardziej godna polecenia! Epizodyczność pierwszych 2/3 serii tylko podkreśla ogólny rozmach i niekonwencjonalność tej produkcji. Same z siebie różne Światy Pure Illusion, do których podróżują nasze bohaterki są mocno wzorowane na sprawdzonych światach z innych produkcji (nie tylko anime), ale jak najbardziej nie jest to wada! Ta seria idealnie pokazuje różnicę między wzorowaniem się na czymś a bezmyślnym plagiatem.
Można się kłócić, że całość jest powtarzalna, ale serio, przy tak wysokiej jakości części audio‑wizualnej nie ma na co narzekać.
Zdecydowanie polecam seans. Tylko podchodząc do niego wypada wiedzieć, że ostatnie odcinki to raczej fabularna klapa. Oprócz tego miodzio!
NB: Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem podróży między różnorodnymi światami fantastycznymi i szuka dobrej książki do przeczytania, to Kroniki Amberu Rogera Zelaznego to absolutny top w tej dziedzinie.
Mozna obejrzec jak sie ma gloda na brutalnosc i lekka makabre. Jak nie to nie ma po co, w dzisiejszych czasach jest mnostwo lepszych filmow akcji.
Chociaż może jak dostaną tak zacną franczyzę jak FMP to zaprzęgną jakiś porządny zespół do roboty…
Re: Odc. 7
kliknij: ukryte W momencie kiedy ujawnia się prawdziwy przebieg wydarzeń i to, że Yakumo kłamał dla dobra Konatsu normalnie prawie zwaliło mnie z fotela. Szczególnie, że ten heroiczny i niemożliwy fizycznie wysiłek Yakumo próbującego uratować Sukeroku i Miyokichi przed śmiercią strasznie mi zgrzytał z ogólnym realizmem serii i był głównym powodem obniżenia oceny o oczko. Teraz gdy wiemy, że była to podkoloryzowana wersja historii to wszystko zmienia…
W sumie chodzilo mi tez o to, zeby moze Kyo Ani co jakis czas wypuscilo jakas konkretna serie, a nie kolejne popluczyny po K‑ONie.
Wincyj!!!
Re: Odcinek 7
Najlepsze w nim jest to jakim ciekawym człowiekiem jest tytułowy Onihei. Z jednej strony zabójczo skuteczny i wręcz brutalny, a z drugiej ciepły i zabawny.
Każdy odcinek to osobna historia. Do tej pory były one zdecydowanie interesujące, a parę było wręcz świetnych. Szczególnie odcinek szósty przypadł mi do gustu – ukazuje on właśnie postać Hasegawy z tej innej, nie‑profesjonalnej strony.
Warto obczaić chociaż pierwszy odcinek.
Re: Kolejna pseudo recenzja..